W pieśniach szabatowych powiedziano: „Odpoczynek i radość – to światło dla Israela”. Co z tego wynika – że odpoczynek i radość to światło tylko dla Israela? A dla narodów świata to co – ciemność? Jak to możliwe? Ktoż nie chce odpoczywać i radować się?

Trzeba też zrozumieć, co mieli na myśli nasi mędrcy, mówiąc o fragmencie z Tory: „I przyleciał do niego gołąb pod wieczór, a oto liść drzewa oliwnego w dziobie jego” (Tora, Bereszit 8:11). Słowa „w dziobie jego” wyjaśniają w ten sposób: gołąb jakby mówi: „Lepiej, żeby mój pokarm był gorzki jak oliwki, ale dany z ręki Stwórcy, niż słodki jak miód, lecz dany z rąk stworzonych z ciała i krwi” (traktat Eruwin 18). Musimy też zrozumieć, co mieli na myśli mędrcy, gdy powiedzieli: „Człowiek potrzebuje ludzi, przy nich to czerwienieje, to blednie”.

Aby to wszystko zrozumieć, należy przypomnieć sobie, że odpoczynek jest możliwy tylko po wysiłku. A ponieważ mowa tu o duszch podążających do Stwórcy, oznacza to, że chodzi o wysiłki w duchowej pracy. Czym jest duchowa praca? To wtedy, gdy człowiek obdarza Stwórcę – to znaczy sprawia Mu przyjemność.

Dlatego dane nam są sześć dni powszednich, w których mamy pracować ze swoim ciałem (to znaczy z pragnieniem otrzymywania), aby wyjść spod władzy miłości do siebie i dojść do altruizmu – czyli do pragnienia obdarzania Stwórcy. Ale to jest przeciwne naturze zakorzenionej w naszym ciele, więc ciało się temu opiera. I wtedy człowiek musi wkładać wysiłki, by zmusić je do postępowania tą drogą.

Człowiek zaczyna iść wbrew pragnieniu ciała. W tym celu musi włożyć ogromny wysiłek, ponieważ ciało ciągle daje mu do zrozumienia, że żąda zbyt wiele – że rozum nie potrafi pojąć, po co to wszystko.

W Księdze Zohar powiedziano: „I powrócili z obejścia Ziemi Israela”. Powrócili – to znaczy, że wrócili na stronę zła, do ciała, i powiedzieli sobie: „Co nam z tego przyszło dziś – trudziliśmy się nad Torą, a nasz dom pusty… Kto może zasłużyć na przyszły świat?… Więc nie trzeba się starać… Kto może osiągnąć Ziemię Israela?… Gigantów tam widzieliśmy… Trzeba mieć ciało silne jak lew…”. Ale ci, którzy jeszcze zachowali wiarę, powiedzieli: „Jeśli Stwórca zechce – da nam ją”.

A więc to, co powiedzieli zwiadowcy wysłani przez Moszego, nie było kłamstwem. Trzeba było jedynie wierzyć ponad wiedzę, że jeśli Stwórca zechce – to może nam pomóc. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Temu, kto chce się oczyścić – pomagają”. Gdy Stwórca się objawia, zaczynamy odczuwać Jego wielkość. I właśnie tego nam brakuje.

Nasze ciało (pragnienie otrzymywania) nie odczuwa wielkości Stwórcy – ten stan nazywa się „Szchina w prochu”: nie chcemy niczego oddawać nikomu. A gdy ciało nie odczuwa wielkości Stwórcy – nie chce Mu służyć. Człowiek w takim stanie nie chce zajmować się duchową pracą, nie chce myśleć o tym, jak sprawić przyjemność Stwórcy.

Nasza natura zawiera właśnie pragnienie służenia Wielkiemu. Gdyby człowiek odczuwał wielkość Stwórcy – nie musiałby wkładać żadnego wysiłku, by Mu służyć. Co więcej – cały czas myślałby tylko o tym, czym jeszcze mógłby Mu usłużyć. Nie chciałby nic otrzymywać za swoją pracę, ponieważ sama praca byłaby dla niego zapłatą.

Przytoczmy przykład. Rebe, mający dziesiątki tysięcy chasydów, przylatuje na lotnisko. Wszyscy jego chasydzi przyszli go powitać. Rebe wychodzi z małą walizką. Wybiera jednego z chasydów z tłumu i daje mu walizkę, by zaniósł ją do samochodu. Po tym oferuje chasydowi pieniądze za jego przysługę. Ponieważ ten Rebe jest znanym i powszechnie szanowanym człowiekiem, chce hojnie opłacić tę pomoc. Oczywiście chasyd odmawia przyjęcia pieniędzy – dla niego sama możliwość służby była nagrodą i zapłatą. Przecież właśnie jego spotkał zaszczyt, że Rebe wybrał go.

Tak więc widzimy, że jest to zakorzenione w naturze człowieka i nie musi on wcale wkładać żadnego wysiłku, by to zrobić. Im większa sława i wielkość Rebe, tym większą przyjemność czerpie człowiek, świadcząc mu przysługę. Jednocześnie, jeśli człowiek ma zrobić coś dla zwykłej osoby, jego ciało natychmiast zaczyna się opierać. Gdy człowiek ma służyć Stwórcy, to również nie jest proste, ponieważ jego służba opiera się na wierze.

Dlatego, gdy nadchodzi szabat i zaczyna świecić światło szabatu, które nazywa się „Imieniem Stwórcy” (Zohar mówi, że szabat to objawienie Imienia Stwórcy), wtedy staje się oczywista wielkość Stwórcy, i wtedy człowiek otrzymuje odpoczynek – to znaczy, nie musi już wkładać wysiłku, by służyć Stwórcy.

Jeśli wcześniej ciało nie chciało pracować duchowo z zamiarem sprawienia przyjemności Stwórcy, to teraz czuje Jego wielkość – i dlatego człowiek nie chce niczego w zamian, ponieważ sama praca staje się dla niego zapłatą.

Wychodzi na to, że jeśli człowiek osiągnął stan, który nazywa się „odpoczynek” (brak wysiłku), czyli jeśli dostąpił odczucia ważności Stwórcy, wtedy jego ciało zaczyna się zgadzać na służbę Stwórcy z zamiarem sprawienia Mu przyjemności, nie otrzymując w zamian nic. Taka służba Stwórcy nazywa się „radość”.

Ale co doprowadziło do tego, że człowiek nagle zaczął rozumieć i czuć wielkość Stwórcy? Doprowadziło do tego światło szabatu. Dlatego mówi się, że „odpoczynek i radość” pojawiają się, gdy przychodzi „światło dla Israela” – to znaczy światło szabatu, ponieważ szabat świeci tylko dla Israela.

W dni powszednie, gdy „Szchina jest na wygnaniu”, wielkość Stwórcy nie jest odczuwana, i człowiek nie czuje, że warto Mu służyć. Taki stan nazywa się „Szchina w prochu”. Podobnie jak proch nie ma żadnej wartości, tak i służba Stwórcy wydaje się nieistotna. Wtedy człowiek, znajdujący się w takim stanie, musi wkładać ogromny wysiłek, by zmusić się do służby Stwórcy, nie otrzymując nic w zamian.

Właśnie wtedy ciało mówi mu: „Skoro nie czujesz wielkości i ważności Stwórcy – pracuj dla siebie, to znaczy żądaj zapłaty za wszystko, co robisz dla Niego. Nie powinieneś niczego odmawiać sobie ani ograniczać swojego pragnienia otrzymywania przyjemności. Bo im większe pragnienie nasłodzenia – tym większe nasłodzenie. Powinieneś robić tylko to, co może przynieść ci korzyść. A jeśli nie czujesz, że dostaniesz zapłatę – po co się starać? Po co się wysilać, rezygnując z osobistej korzyści i służyć Stwórcy, nie otrzymując niczego w zamian?”

Teraz możemy zrozumieć słowa gołębia: „Lepiej niech mój pokarm będzie gorzki jak oliwki, ale otrzymany z ręki Stwórcy, niż słodki jak miód, ale otrzymany z rąk stworzonych z ciała i krwi”. Na pierwszy rzut oka te słowa wydają się sprzeczne z innym powiedzeniem mędrców: „Człowiek potrzebuje innych ludzi – przy nich to się czerwieni, to blednie”. Jeśli człowiek otrzymuje pożywienie od innych ludzi – nie jest ono słodkie, co więcej – „czerwienieje, blednie”!?

W błogosławieństwie po posiłku, gdy dziękujemy Stwórcy, prosimy: „I nie daj nam, Stwórco, byśmy musieli korzystać z darów ludzi z ciała i krwi, ani z ich pożyczek, lecz tylko z Twojej ręki – pełnej, otwartej, świętej i szerokiej”.

Z tego wersetu wynika, że jeśli pokarm pochodzi z rąk ludzi z ciała i krwi, to wcale nie jest on słodki – tylko pokarm otrzymywany z ręki Stwórcy jest słodki. Ale przecież gołąb mówi odwrotnie: że pożywienie od Stwórcy jest gorzkie jak oliwki, a od innych stworzeń słodkie jak miód!?

Ale skoro gołąb tak mówi – to znaczy, że rzeczywiście istnieje taka rzeczywistość, w której pożywienie z ręki Stwórcy jest gorzkie. Po co więc istnieje taka rzeczywistość?

Aby to zrozumieć, trzeba wyjaśnić, co oznaczają słowa: „z rąk Stwórcy”, „z rąk stworzeń z ciała i krwi” i „pożywienie”. Pożywieniem nazywa się to, czym człowiek się „żywi” – to znaczy te przyjemności, które człowiek chce otrzymać. Na przykład: przyjemności z jedzenia, picia, snu, pieniędzy, sławy, uznania itd., krótko mówiąc – wszystko, co daje człowiekowi zadowolenie. Po tym, jak człowiek otrzymuje tego rodzaju przyjemności, może powiedzieć, że warto było się urodzić, by ich zaznać, i że warto żyć, by otrzymywać ich jeszcze więcej.

Niemniej jednak często możemy obserwować, że ludzie, którzy zdają się mieć wszystko i nie odczuwają żadnego braku, wcale nie są zadowoleni. Na przykład jest wielu bardzo bogatych ludzi, którzy nie są usatysfakcjonowani i nie czerpią żadnej przyjemności z życia. Wynika to z faktu, że człowiek może czerpać przyjemność tylko z tego, czego naprawdę pragnie – i zgodnie z wielkością tego pragnienia otrzymuje nasłodzenie, ani więcej, ani mniej.

Przyjemność z jedzenia dokładnie odpowiada głodowi, jaki człowiek odczuwał przed jedzeniem, a przyjemność z wody – pragnieniu. Nasi mędrcy ustanowili (traktat Brachot, 44): „Tylko ten, kto pije wodę, by ugasić pragnienie, musi wypowiedzieć błogosławieństwo: «Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco nasz, Królu Wszechświata, z którego słowa wszystko zaistniało»”. Bo tylko wtedy, gdy człowiek się nasładza, może szczerze błogosławić i dziękować.

Przyjemność czerpana z odpoczynku jest dokładnie proporcjonalna do wysiłku, który człowiek włożył wcześniej. Dlatego bogaci ludzie nie czerpią przyjemności z życia – ponieważ nie mają już żadnych pragnień, wszystko zostało dawno zaspokojone. Są po prostu przesyceni. Nawet z odpoczynku nie mają radości, bo nie pracują – wszystkim zarządzają ich zarządcy. W rzeczywistości to oni są biedni – ponieważ nie mają żadnych przyjemności, nie mają czym „karmić” siebie, nie mają skąd wziąć „pożywienia”.

I teraz możemy zrozumieć, dlaczego gołąb powiedział: „Lepiej, by mój pokarm był gorzki jak oliwki, ale otrzymany z rąk Stwórcy, niż słodki jak miód, ale otrzymany z rąk stworzeń z ciała i krwi”.

Gdy człowiek zaczyna pracować, by zdobyć „pożywienie” dla siebie, ma dwie możliwości.

Pożywienie może być przyjmowane z rąk Stwórcy, jak powiedziano: „Stwórca daje pożywienie Israelowi”. To znaczy, że człowiek postanawia, iż wszystko przyjmuje wyłącznie dla Imienia Stwórcy, aby tym sprawić Mu przyjemność. Wszystko to dzieje się w zjednoczeniu ze Stwórcą, które nazywa się „podobieństwo właściwości (hisztawut ha-cura)”. Wynika z tego, że całe jego „pożywienie” przyjmowane jest z rąk Stwórcy.

Człowiek znajdujący się w takim stanie czuje, że służy Stwórcy wyłącznie dla Niego. „Ręce” stworzeń z ciała i krwi nie sięgają do niego. „Ręką” nazywa się pragnienie otrzymywania. Gdy cała duchowa praca człowieka „wchodzi” w pragnienie (rękę) Stwórcy, a nie w pragnienie otrzymywania (egoizm), to właśnie nazywa się, że człowiek otrzymuje pożywienie „z rąk Stwórcy”.

Teraz wyjaśnijmy, dlaczego pożywienie przyjmowane z rąk Stwórcy jest gorzkie. Ponieważ słowa „z rąk Stwórcy” oznaczają pragnienie obdarzania, a to pragnienie, jak wiadomo, nie jest zgodne z naszą naturą – nasza natura to pragnienie otrzymywania – to staje się jasne, że gdy człowiek zaczyna z nią walczyć, jego ciało zaczyna gwałtownie się temu sprzeciwiać.

Ciało chce, by człowiek otrzymywał pożywienie „z rąk stworzeń z ciała i krwi”, to znaczy by wykorzystywał pragnienie otrzymywania, nic nie dając w zamian. O tym stanie powiedział gołąb: „Słodkie jak miód, ale otrzymane z rąk stworzeń z ciała i krwi”. Bo to właśnie odpowiada naturze człowieka – otrzymywać dla siebie.

Kiedy zaś człowiek chce całkowicie odmienić swoje życie, to znaczy przejść z pragnienia otrzymywania do pragnienia obdarzania, wtedy chce zrezygnować ze wszystkich przyjemności, jeśli widzi, że wynikają one z dążenia do osobistej korzyści. Jeśli człowiek czuje, że zrezygnował już z pragnienia otrzymywania, a pragnienia obdarzania jeszcze nie nabył, a jedynie do niego dąży – ciało i tak zaczyna się opierać, nie pozwalając mu pracować duchowo. Wtedy właśnie człowiek zaczyna odczuwać gorycz w pracy.

Gołąb powiedział, że jest gotów na to, mimo że odczuwa gorycz, ponieważ to odpowiada Prawdzie – to znaczy, że jest to jedyna prawdziwa droga prowadząca do celu, dla którego został stworzony świat: aby nasłodzić stworzenia. A człowiek nie może osiągnąć tego celu, dopóki nie dostąpi podobieństwa swoich właściwości do Stwórcy, które nazywa się zamiarem sprawienia przyjemności Stwórcy, pragnieniem obdarzania.

W przeciwnym razie nad człowiekiem panuje skrócenie, które zakrywa mu Stwórcę. Dlatego gołąb powiedział, że chce, aby jego pożywienie – to znaczy jego przyjemności – polegały na tym, by dostąpić tego, że wszystko „wejdzie” do „ręki” Stwórcy, a nie w egoistyczne pragnienia otrzymywania, ponieważ te ostatnie tylko oddalają go od osiągnięcia celu stworzenia, dla którego został stworzony.

Dlatego podczas duchowej pracy człowiek odczuwa gorzki smak i nie można się posuwać naprzód bez przezwyciężania oporu ciała. Na tej drodze jest wiele wzlotów i upadków. Ten stan trwa do momentu, aż człowiek otrzyma pomoc od Stwórcy, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Temu, kto chce się oczyścić – pomagają”.

Księga Zohar pyta: „Czym mu pomagają?” i odpowiada: „Świętą duszą”. To znaczy, że taki człowiek otrzymuje światło Tory, o którym mówi się: „Światło, zawarte w Torze, przywraca do Stwórcy”. I wtedy walka z ciałem się kończy, ponieważ wszystkie siły „skierowane przeciw Stwórcy” zostają zlikwidowane przez wyższe światło.

Dlatego, gdy przychodzi światło szabatu, człowiek zaczyna odczuwać swoją „dodatkową” duszę – czyli tę duszę, którą Stwórca specjalnie mu zsyła. W tym stanie wszystkie siły, które wydawały się skierowane przeciwko Stwórcy, zostają unicestwione i znika potrzeba wysiłku w pracy duchowej. Dlatego mówi się, że nadchodzi „odpoczynek i radość”.

Skąd to wszystko pochodzi? Od „światła dla Israela” – to znaczy od światła przeznaczonego dla Israela, światła, które przyszło z góry, które to światło czyni człowieka częścią Israel. Jeśli chodzi o narody świata, to wszystko, co robią, czynią wyłącznie dla otrzymywania. Światło szabatu, które unicestwia pragnienie otrzymywania, jest im po prostu niepotrzebne, nie mają w nim żadnej potrzeby – dla nich to śmierć. Dlatego światło szabatu jest odpoczynkiem i radością tylko dla Israela – to znaczy dla ludzi idących drogą walki z własnym egoizmem.