W pieśni szabatowej „Kol Mikdasz” mówi się: „Stwórca, Bóg Israela, kocha naiwnych, Stwórca, Bóg Israela, ratuje światy”. Pojawia się pytanie: na czym polega wartość naiwności? Na pierwszy rzut oka wydaje się, że im ktoś mniej rozumie, tym bardziej jest naiwny, a ten, kto jest mądrzejszy i bardziej krytyczny – nie może być naiwny. Czy więc wychodzi na to, że naiwność jest udziałem ludzi prostych, niewykształconych, o niskim poziomie wiedzy?

Baal Sulam wyjaśniał to w następujący sposób: człowiek na początku swojej duchowej pracy widzi we wszystkim tylko braki (po hebrajsku: mumin), i ten stan nazywa się „linia lewa”. W miarę postępu człowiek zaczyna iść drogą wiary ponad wiedzę – i ten stan właśnie nazywa się „naiwność” (po hebrajsku: tamim).

Z tego wynika, że ten, kto posiada więcej wiedzy, kto ma większy rozum, widzi więcej braków – jak powiedziano w Kohelet: „Kto pomnaża wiedzę – pomnaża cierpienie”. I człowiek musi to wszystko przyjąć za pomocą wiary ponad wiedzę. Wynika z tego, że jego „naiwność” opiera się na jeszcze większej wiedzy. Innymi słowy – człowiek idący właściwą drogą, drogą duchowego wznoszenia się, zdobywa coraz więcej wiedzy, za każdym razem ją przekracza, opierając się na wierze ponad wiedzę – i jego „naiwność” jest zupełnie innej jakości niż naiwność zwykłego człowieka.

Gdy człowiek widzi tylko braki, nie ma sił, by pomóc sobie pozostać na właściwej drodze. Tylko interwencja Stwórcy może go wtedy ocalić i dać mu możliwość, by zaczął iść drogą wiary ponad wiedzę – drogą „naiwności”.

W Księdze Zohar, w komentarzu do parszy Balak, powiedziano, że modlitwa biednego jako pierwsza dociera do Stwórcy – co więcej, opóźnia ona wszystkie inne modlitwy. Dlaczego opóźnia? Ponieważ serce biednego jest złamane, a on stale i uparcie błaga Stwórcę. Dlatego Stwórca wysłuchuje przede wszystkim jego. W Tehilim powiedziano: „Bliski jest Stwórca tym, których serce jest złamane”.

W języku Księgi Zohar Malchut nazywana jest „biedną, która nie ma nic oprócz tego, co daje jej mąż”. To wyjaśnione jest w Zoharze w kilku miejscach. Malchut ma dwa stany:

  1. jest biedna, ponieważ nie ma chasadim;
  2. jest biedna, ponieważ musi otrzymywać od swojego męża – Zeir Anpina.

Teraz wyjaśnijmy, czym jest „Malchut Szamaim”[1] – Królestwo Niebios. Kiedy człowiek chce, by wszystkie jego działania były dla Imienia Niebios, czyli nie pragnąc niczego w zamian, Malchut, która nazywa się biedną, nie może mu nic dać, ponieważ działa on dla niej. Tak więc, gdy człowiek działa dla Stwórcy, nie pragnąc niczego w zamian, nie otrzymuje niczego.

Wynika z tego, że jakby pracuje dla biednego, który nie ma z czego zapłacić za pracę na jego rzecz. Po hebrajsku „modlitwa biednego” to „tefila le-ani”. Słowa „tefila le-ani” można przetłumaczyć dwojako – nie tylko jako „modlitwa biednego”, ale także jako „modlitwa do biednego”. Istnieje stan pośredni, w którym człowiek jeszcze nie zaczął pracować wyłącznie dla Stwórcy, ale do tego dąży.

Teraz zbliżyliśmy się do odpowiedzi na pytanie – dlaczego „modlitwa biednego” (lub „modlitwa do biednego”) nie tylko jest wysłuchiwana jako pierwsza, lecz wręcz opóźnia inne modlitwy, czyli modlitwę Moszego i modlitwę Dawida.

Czyżby Stwórca nie mógł wysłuchać wszystkich modlitw jednocześnie i odpowiedzieć na nie? Chodzi o to, że wszystkie trzy modlitwy pochodzą od jednego i tego samego człowieka, który kroczy drogą duchowej pracy. Jak już wspomniano, wyróżnia się trzy rodzaje modlitwy:

  1. Modlitwa Moszego – to poziom Tory.
  2. Modlitwa Dawida – to poziom Malchut, czyli stan, w którym człowiek już osiągnął poziom „Malchut Szamaim” i modli się, by go nie utracić.
  3. Modlitwa biednego – to gdy człowiek pragnie wyjść spod władzy egoizmu i zacząć służyć Stwórcy, obdarzając Go, nie otrzymując nic w zamian. W tym stanie ciało (czyli pragnienie otrzymywania dla siebie) zaczyna się sprzeciwiać, ponieważ to sprzeczne z jego naturą.

Wtedy człowiek zaczyna odczuwać, że jest nagi i nie ma nic, czyli nie ma się czego uchwycić, nie ma skąd czerpać bodźców do takiej pracy. Przedtem, gdy myślał o zajmowaniu się Torą dla Niej samej, czyli dla Imienia Stwórcy, nie miał żadnych problemów. Miał Torę, przykazania, dobre uczynki – miał z czego czerpać przyjemność.

Kiedy patrzył na innych ludzi i porównywał się z nimi, czuł swoją wyższość. Teraz jednak, gdy zaczął iść drogą prowadzącą do służby Stwórcy dla Niego samego, do altruizmu – czuje, że jest najgorszy ze wszystkich. Świat pociemniał mu w oczach. W Torze powiedziano:

„Odkąd przyszedłem do faraona przemawiać w Imieniu Twoim, gorzej postępuje on z tym ludem, a nie wybawiłeś ludu Twego. I rzekł Pan do Moszego: Teraz zobaczysz, co uczynię faraonowi; przez silną rękę wypuści ich i przez silną rękę wypędzi ich ze swej ziemi”.

Zanim Mosze przyszedł do narodu Israel, by wypełnić misję powierzoną mu przez Stwórcę[2], naród Israel również służył Stwórcy, chociaż był zniewolony przez faraona. Faraon, król Egiptu, symbolizuje pragnienie otrzymywania, które istnieje w stworzeniach – egoizm.

Stworzenia nie mogą nic zrobić, jeśli niczego nie otrzymują w zamian, jeśli nie mają z tego korzyści. Pragnienie otrzymywania panuje nad wszystkimi stworzeniami. Tym, którzy chcą wyjść spod jego władzy, pragnienie to stawia wszelkie przeszkody.

Mosze przyszedł do narodu Israel i powiedział im, że Stwórca chce ich wyprowadzić spod władzy faraona – czyli wyprowadzić każdego z narodu Israela spod władzy jego własnego egoizmu.

Na pierwszy rzut oka wydaje się (przynajmniej rozum tak nam podpowiada), że skoro misją Moszego jest doprowadzenie Israel do duchowej pracy dla Imienia Stwórcy, to każdy człowiek natychmiast i z entuzjazmem zacznie iść tą drogą. Można by przypuszczać, że pragnienie człowieka będzie tak wielkie, że nie będzie mógł się oderwać od duchowości nawet po to, by zaspokoić najbardziej podstawowe potrzeby fizycznego ciała. Nawet jeśli człowiek nie osiągnął jeszcze poziomu służby wyłącznie dla Stwórcy, ale dopiero do tego dąży, to jego ciało powinno się z nim zgodzić i mu pomóc – przecież taki człowiek idzie drogą Prawdy!

Jednak w rzeczywistości dzieje się dokładnie odwrotnie. Właśnie wtedy, gdy człowiek chce iść drogą duchowego wznoszenia, jego ciało zaczyna się gwałtownie sprzeciwiać. Ciało zaczyna wysuwać pretensje, między innymi pretensję faraona, króla Egiptu: „Kim jest Stwórca, żebym miał Go słuchać?” (Tora, Szemot 5:2) oraz pytanie grzesznika z Agady: „Cóż to za praca dla was?”. Od tego momentu duchowa praca człowieka staje się bardzo ciężka. Za każdym razem musi pokonywać opór ciała.

Teraz możemy wyjaśnić przytoczony fragment z Tory: „Odkąd przyszedłem do faraona, by przemawiać w Twoim Imieniu, pogorszyło się dla tego ludu…”. To znaczy, że od chwili, gdy Mosze zaczął mówić w imieniu Stwórcy, wzywając ludzi do służby dla Niego – „pogorszyło się dla tego ludu…” – sami ludzie stali się „gorsi”. Zanim Mosze wezwał do duchowej pracy dla Imienia Stwórcy, wszyscy spokojnie służyli Mu i uważali się za sprawiedliwych.

Nie wychodzili poza granice egoizmu, dlatego mieli siły i motywację, by służyć Stwórcy. Po przyjściu Moszego zaczęli próbować pracować ze swoim egoizmem – „obudzili” go, odbierając mu wszystkie motywacje do pracy. Wtedy zetknęli się z jego oporem i zobaczyli, że nie są takimi sprawiedliwymi, jak im się wcześniej wydawało – zaczęli widzieć swoje prawdziwe oblicze, bez upiększeń – czyli „stali się gorsi”. Więc co – byłoby lepiej, gdyby w ogóle nie zaczynali duchowej pracy dla Imienia Stwórcy?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w słowach: „I powiedział Stwórca do Moszego: teraz zobaczysz, co uczynię faraonowi”. To znaczy, że Stwórca nie żąda od człowieka, by sam znajdował siły do walki z egoizmem. Stwórca chce, by człowiek zobaczył swoją prawdziwą naturę – egoizm – i zrozumiał, że sam, własnymi siłami nie jest w stanie go pokonać, i by w tym stanie zwrócił się do Stwórcy.

Wtedy Stwórca sam da człowiekowi siły do walki z pragnieniem otrzymywania i poprowadzi go drogą Prawdy. W procesie uświadamiania sobie przez człowieka swojego prawdziwego stanu rodzi się jego modlitwa – prośba do Stwórcy o pomoc. Ta prośba staje się kli do otrzymania. W Torze (Szemot 6:5–6) powiedziano: „I usłyszałem również jęk synów Israelu, których Egipcjanie zniewalają, i wspomniałem Moje przymierze. Dlatego powiedz synom Israelu: Ja jestem Stwórca, i wyprowadzę was spod jarzma Egipcjan, i wybawię was z ich służby, i uratuję was wyciągniętym ramieniem i wielkimi sądami”.

Gdy w człowieku uformuje się prawdziwe pragnienie otrzymania – wtedy Stwórca mu pomoże.

Wróćmy teraz do pytania o modlitwę biednego: dlaczego opóźnia ona wszystkie inne modlitwy? Jak już powiedzieliśmy, wszystkie trzy rodzaje modlitwy (biednego, Moszego i Dawida) istnieją w jednym człowieku – są jego kolejnymi stanami duchowymi. Wychodzi na to, że modlitwa Dawida nie może być wysłuchana i spełniona wcześniej niż modlitwa biednego.

Dzieje się tak dlatego, że modlitwa Dawida po prostu nie może się pojawić wcześniej niż modlitwa biednego – bowiem modlitwa Dawida może istnieć tylko u człowieka, który już osiągnął poziom Malchut Szamaim! Ten, kto jeszcze jest daleko od tego poziomu i nadal znajduje się pod władzą faraona (czyli egoizmu), nie może jeszcze mieć takiej modlitwy. (Teraz możemy zrozumieć, dlaczego modlitwa biednego opóźnia wszystkie inne modlitwy – dopóki jej nie ma albo nie została wysłuchana przez Stwórcę, inne modlitwy nawet nie mogą się pojawić).

Dlatego najpierw Stwórca przyjmuje modlitwę biednego – czyli przede wszystkim człowiek musi zasłużyć na poziom Malchut Szamaim, który nazywa się „biedna”. I to nazywa się pierwszym etapem pracy duchowej. Drugim etapem jest modlitwa Dawida – to znaczy, gdy człowiek już osiągnął poziom Malchut Szamaim. Następnie człowiek przechodzi do trzeciego etapu – modlitwy Moszego, osiągając tym samym poziom Tory.


[1]Dosłowne tłumaczenie – „Królestwo Niebios”.

[2]To znaczy – wyprowadzić Żydów z Egiptu.