W Misznie, w traktacie Awot, Jehoszua benPerachja mówi: „Uczyń sobie nauczyciela (rawa), zdobądź przyjaciela i oceniaj każdego człowieka na korzyść”[1]. Widzimy więc, że mówi się tu o trzech rzeczach:
- uczyń sobie rawa,
- zdobądź przyjaciela,
- oceniaj każdego człowieka na korzyść.
To znaczy, że samo uczynienie sobie nauczyciela i zdobycie przyjaciół nie wystarcza – trzeba jeszcze odnosić się do wszystkich ludzi życzliwie i szukać dla nich usprawiedliwienia.
Ponadto należy zrozumieć różnicę między pojęciami „uczyń”, „zdobądź” i „oceniaj na korzyść”. Słowo „uczyń” sugeruje działanie praktyczne, bez nadmiernego rozważania. Zwykle rozum sprzeciwia się temu działaniu. Słowo „uczyń” oznacza więc działanie nawet wbrew własnemu rozsądkowi.
Jeśli człowiek przyjmuje na siebie władzę wyższego sterowania, to nazywa się to „działaniem”. To przypomina sytuację, gdy na byka zakłada się jarzmo, by zaorał pole. Nawet jeśli byk nie chce tego robić, zmusza się go siłą. Przyjmując na siebie sterowanie z góry, również musimy to zrobić bez najmniejszego wahania.
Musimy to zrobić nie dlatego, że nasze ciało czuje, iż coś zyska, ale dlatego, że chcemy tym sprawić przyjemność Stwórcy. A jak ciało może się na to zgodzić? Dlatego nasza służba musi być na poziomie lemala mi ha-daat – czyli wiary ponad wiedzę. I to właśnie nazywa się „uczyń sobie rawa”.
W Księdze Zohar powiedziano, że należy bać się Stwórcy, ponieważ On jest wielki i rządzi wszystkim. Stwórca jest wielki, ponieważ jest korzeniem wszystkich światów, które wypływają i rozprzestrzeniają się z Niego. Jego wielkość przejawia się w Jego działaniach, i On steruje wszystkim, ponieważ wszystkie światy – zarówno wyższe, jak i niższe – są niczym wobec Niego i niczego nie dodają do Jego istoty.
Zgodnie z powyższym wynika, że człowiek powinien zacząć od pojęcia „uczyń sobie rawa” – to znaczy przyjąć na siebie władzę sterowania z góry na poziomie „ponad wiedzę”. I to nazywa się „działaniem”, czyli – wyłącznie działaniem, bez zrozumienia, działaniem wbrew pragnieniom ciała.
Dopiero potem należy „zdobyć przyjaciela”. Pojęcie „zdobyć” („kupić”) zakłada rezygnację z czegoś, co już się posiada (np. pieniędzy), i otrzymanie w zamian czegoś nowego. Aby „zdobyć” stan zjednoczenia ze Stwórcą, czyli stan podobieństwa właściwości do Niego, człowiek musi z wielu rzeczy zrezygnować – to znaczy „zapłacić”. Słowa „zdobądź przyjaciela” oznaczają zdobycie, poznanie stanu zjednoczenia ze Stwórcą.
Ale zanim człowiek „uczyni sobie rawa”, czyli zanim nie przyjmie na siebie władzy Stwórcy, nie może przejść do kolejnego etapu – „zdobądź przyjaciela”, czyli do etapu zjednoczenia z rawem (ze Stwórcą). Dopiero po tym, jak człowiek „uczyni sobie rawa”, może zacząć wymagać od swojego ciała, by zrezygnowało ze swoich pragnień. I tą drogą można „zdobyć” zjednoczenie ze Stwórcą i pragnienie sprawiania Mu przyjemności.
Im bardziej człowiek uświadamia sobie wielkość rawa, tym więcej daje mu to siły, by iść dalej, do etapu „zdobądź przyjaciela”. Na ile człowiek bardziej czuje wielkość rawa, na tyle będzie bardziej żądać od swojego ciała, by wyrzekło się jego pragnień. Wszystko to potrzebne jest po to, by człowiek mógł się zjednoczyć z rawem. Człowiek musi zrozumieć, że może zrobić wszystko i ze wszystkiego zrezygnować, byleby tylko osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą.
Zatem jeśli człowiek uważa, że nie jest w stanie przezwyciężyć pragnień swojego ciała – czyli uważa, że jest słabego charakteru – to nieprawda. W rzeczywistości taki człowiek jeszcze nie uświadomił sobie wielkości „rawa”, czyli nie rozumie znaczenia władzy duchowego nad sobą, dlatego też nie ma w sobie siły do przezwyciężenia. Gdy tylko zrozumie wagę tej sprawy, da mu to siły, by porzucić pragnienia ciała i zdobyć to, czego pragnie – zjednoczenie ze Stwórcą.
Na przykład człowiek bardzo się zmęczył i poszedł spać. O trzeciej nad ranem ktoś go budzi i mówi: „Wstań, ucz się Tory”. Oczywiście człowiek powie, że nie ma siły wstać. A jeśli przy tym czuje się słabo i ma lekko podwyższoną temperaturę, tym bardziej nie będzie miał siły, by wstać.
Ale jeśli tego samego człowieka – zmęczonego, chorego, z gorączką – obudzić w nocy i powiedzieć mu, że jego dom się pali, natychmiast zerwie się na nogi. I nie będzie biadolił, że nie ma siły, że jest chory itd. – tylko rzuci się, by gasić ogień. Nawet jeśli człowiek jest bardzo chory, w takiej sytuacji zaangażujewszystkie siły, by uratować siebie, bliskich i dobytek.
Dlatego człowiek, który naprawdę stara się „uczynić sobie rawa” i wierzy, że od tego zależy jego życie, jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody, które stają mu na drodze. Im bardziej będzie czuł, że od tego zależy jego życie, tym więcej będzie miał sił, by walczyć z przeszkodami.
Z powyższego wynika, że całe służenie człowieka Stwórcy (nauka Tory, modlitwa) na tym etapie powinno skoncentrować się na uświadomieniu sobie wielkości i znaczenia rawa. Trzeba się o to intensywnie i wytrwale modlić. I to właśnie nazywa się „podniesieniem” wyższego królestwa, które znajduje się „w prochu”. Na ziemi nie przypisuje mu się odpowiedniego znaczenia. A co się robi z rzeczą niepotrzebną? Wyrzuca się ją na śmietnik – w proch. Dlatego pierwszym krokiem człowieka, który chce rozwijać się duchowo, jest podniesienie Obecności Stwórcy (Szchiny) z „prochu”. To znaczy, że powinien on właściwie ocenić wielkość i znaczenie tego. A żeby to podnieść, musi się modlić – i wtedy człowiek uzyska siły, by właściwie ocenić Szchinę.
Na podstawie powyższego możemy zrozumieć sens słów: „Daj szacunek, Stwórco, ludowi swemu”, które wypowiadamy w modlitwie na Rosz ha-Szana (Nowy Rok). Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć, jak można prosić Stwórcę o szacunek dla siebie. Przecież mędrcy powiedzieli (traktat Awot, 4:1), że należy być skromnym. Jak więc możemy prosić o szacunek?
Rzecz w tym, że te słowa należy rozumieć tak: „Daj ludowi Twemu poczuć szacunek dla Ciebie”. To znaczy – brakuje nam prawdziwego szacunku dla Stwórcy. Bo „Miasto Stwórcy zostało strącone do otchłani…” – i to właśnie nazywa się „Szchina w prochu”. Nie przykładamy należytej wagi do tego, by „uczynić sobie rawa”. Dlatego w Rosz ha-Szana – czasie przyjmowania na siebie władzy Stwórcy – prosimy Stwórcę, by dał nam poczuć Jego wielkość.
Kiedy naród Israel poczuje prawdziwy szacunek do Stwórcy, wtedy będzie mógł studiować Torę i przestrzegać przykazań w pełni. Bo jedyne, czego nam brakuje, to poczucia wagi i wielkości zjednoczenia ze Stwórcą. I nie znajdzie się ani jeden człowiek na świecie, który wybrałby śmierć zamiast życia – o ile, oczywiście, czuje, że może czerpać radość z życia.
Jeśli natomiast człowiek nie odczuwa smaku życia – może wybrać śmierć. Bo człowiek nie jest w stanie znosić cierpienia – to sprzeczne z celem stworzenia, który, jak wiadomo, polega na tym, by nasłodzić stworzenia, czyli by cieszyły się życiem.
Dlatego jeśli człowiek nie widzi w życiu nic dobrego i nie ma nadziei na poprawę, odbiera sobie życie – ponieważ nie ma celu w życiu. A zatem – jedyne, czego nam brakuje, to pojęcie „uczynić sobie rawa”, czyli byśmy poczuli wielkość Stwórcy. Gdy tylko pojawi się w nas to odczucie, wszyscy będziemy w stanie osiągnąć cel – zjednoczenie z Nim.
Wyjaśnijmy teraz wypowiedź JehoszuybenPerachji (traktat Awot 1:6), który powiedział trzy rzeczy:
- uczyń sobie rawa (nauczyciela);
- zdobądź przyjaciela;
- oceniaj każdego człowieka na korzyść – z punktu widzenia miłości do przyjaciół.
Zwykle, gdy mówi się „przyjaciele”, ma się na myśli dwóch ludzi o mniej więcej równych zdolnościach i cechach charakteru. Wtedy tacy ludzie łatwo znajdują wspólny język i przyjaźnią się ze sobą. Załóżmy, że dwóch ludzi czymś się wspólnie zajmuje. Każdy z nich wkłada w to przedsięwzięcie po równo pieniędzy i wysiłku – wtedy i zyski dzielą po równo. Ale jeśli jeden z nich wkłada więcej pieniędzy lub pracy, wtedy zyski dzielone są nierówno. Okazuje się, że jeden z przyjaciół jest wyżej od drugiego.
Zatem obaj przyjaciele powinni być równi pod względem zdolności i właściwości.
Z drugiej jednak strony – jak można się czegoś nauczyć od kogoś, kto nie jest wyżej od ciebie? Wynika z tego, że żeby móc coś przyjąć od drugiego, trzeba uważać, że on wie więcej. Ale wtedy ten drugi nie jest już przyjacielem, tylko rawem.
Dlatego należy połączyć pojęcia „uczyń sobie rawa” i „zdobądź przyjaciela”. Każdy z przyjaciół powinien z czegoś rezygnować względem drugiego. Podobnie jak kochający ojciec rezygnuje z wypoczynku, by zarobić więcej dla swojego syna. Ale w tym przypadku miłość jest naturalna. Taka została stworzona przez Stwórcę, by umożliwić istnienie świata. Bo gdyby ojciec wychowywał dzieci nie z miłości, lecz dlatego, że tak nakazuje przykazanie – dzieci umarłyby z głodu. Przecież jak się przestrzega przykazań? Czasem z serca i szczerze, a czasem tylko z obowiązku, żeby się liczyło, że zostały wypełnione. Dlatego Stwórca dał rodzicom naturalną miłość do dzieci – żeby ta miłość podtrzymywała istnienie świata.
Ale miłość do przyjaciół nie jest naturalna. Wymaga wiele wysiłku, by mogła się pojawić.
I tutaj należy powiedzieć o drugiej części „zdobądź sobie przyjaciela”. Kiedy człowiek zrozumie, że do służby Stwórcy potrzebna mu jest pomoc, którą może otrzymać tylko od przyjaciela, zaczyna przezwyciężać swój egoizm, by zrobić coś dobrego dla przyjaciela.
Człowiek zaczyna rozumieć, że głównym elementem jego służby Stwórcy jest dążenie do sprawienia Mu przyjemności. A to – jak wiadomo – jest sprzeczne z jego naturą, ponieważ człowiek stworzony został z pragnieniem otrzymywania wyłącznie dla własnej korzyści. Dlatego dana mu została możliwość wyjścia spod władzy egoizmu – przez rozpoczęcie miłości do bliźniego – a dzięki temu może osiągnąć miłość do Stwórcy.
Dlatego można znaleźć przyjaciela, który jest na tym samym poziomie. Ale potem trzeba „uczynić z przyjaciela rawa”. To znaczy, że trzeba uważać, że przyjaciel jest na wyższym poziomie niż ja sam. Jednak człowiek nie potrafi patrzeć na przyjaciela jak na rawa, a siebie uważać za ucznia. A bez tego nie będzie mógł się niczego nauczyć od przyjaciela. I to właśnie nazywa się „uczyń” – czyli praktyczne działanie, bez zbędnych filozofii. To znaczy, że człowiek musi zmusić siebie, by uwierzyć, że jego przyjaciel naprawdę jest wyżej od niego.
Zajrzyjmy do księgi Dar Tory. Powiedziano tam: „Pierwszym warunkiem, którego musi przestrzegać każdy uczeń, jest poczucie, że jest najmniej znaczącym spośród wszystkich przyjaciół. Wtedy będzie mógł docenić wielkość swoich przyjaciół. Jak wiadomo – wielki nie może uczyć się od małego. Tylko mały może przejąć wiedzę od wielkich”.
Widzimy więc, że każdy z uczniów powinien uważać się za najmniejszego. Trzeba to robić na poziomie „ponad wiedzę” i to nazywa się „uczyń sobie rawa”. To znaczy, że każdy członek grupy powinien uważać swoich przyjaciół za rawów, a siebie za ucznia. I to jest bardzo trudna praca.
Istnieje zasada, że wady drugiego są zawsze oczywiste, a własne – nie. A tutaj nagle mówi się, że należy widzieć u drugiego tylko dobre cechy i słuchać tego, co ma do powiedzenia. Ciało się na to nie zgadza. Słuchanie tego, co mówi inny człowiek, wymaga wysiłku ze strony ciała, a ono zawsze idzie linią najmniejszego oporu. Ciału łatwiej jest zlekceważyć słowa i działania drugiego, byleby nie wkładać wysiłku.
Dlatego właśnie nazywa się to „uczyń sobie rawa” – to znaczy, jeśli twój przyjaciel będzie dla ciebie rawem, to będziesz zobowiązany go słuchać, nawet jeśli to sprzeczne z twoimi pragnieniami. Rozum się temu sprzeciwia, a czasem nawet mówi człowiekowi, że to on może być rawem, a jego przyjaciel uczniem. Dlatego mówi się „uczyń”,czyli bez udziału rozumu.
„I oceniaj każdego człowieka na korzyść” (zawsze szukaj usprawiedliwienia dla drugiego). Załóżmy, że człowiek już „zdobył przyjaciela”. Jak powinien się teraz zachowywać wobec innych ludzi? Na przykład – wybrał sobie kilku przyjaciół z grupy, ale z innymi nie chce się przyjaźnić. Jak powinien się do nich odnosić, skoro nie są jego przyjaciółmi? To, że ich nie wybrał, świadczy o tym, że nie dostrzegł w nich dobrych cech – to znaczy, że ocenił ich niżej niż siebie.
Zatem jak człowiek powinien odnosić się do innych ludzi, których spotyka w grupie, albo w ogóle – do wszystkich ludzi? O tym właśnie mówi Jehoszua benPerachja: „I oceniaj każdego człowieka na korzyść”. Człowiek zawsze powinien usprawiedliwiać działania innych ludzi. A to, że nie widzi w nich dobrych cech, to nie ich wina – to jego wina. To znaczy, że jeszcze nie ma w sobie zdolności, by widzieć dobre strony drugich.
Wszyscy ludzie są dobrzy, wartościowi, i człowiek, który idzie drogą prawdy, z czasem zaczyna to rozumieć. Stopniowo, w zależności od poziomu osiągnięcia, zaczyna coraz bardziej dostrzegać, że to prawda. Ale dopóki tego nie widzi, i tak powinien usprawiedliwiać innych. Człowiek nie powinien mieć żadnych pretensji do zachowania innych. Ale nie powinien też niczego się od nich uczyć ani przejmować od nich żadnych wzorców – z wyjątkiem członków swojej grupy.
[1]To znaczy – zawsze znajdź dla niego usprawiedliwienie.