(“I wyszedł Jaakow”, wariant 2)

Stwórca nazywany jest sprawiedliwym, ponieważ kiedy człowiek widzi wszystkie działania Stwórcy, usprawiedliwia je i sam nazywa Stwórcę sprawiedliwym. Wtedy i sam człowiek – ponieważ osiągnął taki stopień objawienia Stwórcy – nazywany jest sprawiedliwym.

Ponieważ człowiek może objawić taką właściwość Stwórcy tylko wtedy, gdy sam naprawi swoje właściwości aż do właściwości sprawiedliwości. Istnieje bowiem w duchowości podstawowe prawo: że można poczuć tylko to, co już znajduje się w człowieku. Zresztą tak samo funkcjonują nasze właściwości ziemskie: tylko to, co rozumiemy, możemy zrozumieć w drugim; to, czego sami doświadczyliśmy, to możemy pojąć. A jeśli nie mamy jakiejś właściwości w sobie, to nigdy nie będziemy mogli nawet zrozumieć, że jej nam brakuje, a tym bardziej nie będziemy w stanie odczuć tego, co daje się odczuć tylko przez nią.

Dlatego, jeśli celem stworzenia jest zjednoczenie ze Stwórcą, wszystko, co człowiek ma obowiązek uczynić, to nabyć właściwości Stwórcy. Mędrcy kabaliści mówią, że człowiek ma obowiązek osiągnąć ten cel jeszcze w tym życiu na ziemi. Od człowieka zależy tylko, czy osiągnie ten stan w swoim obecnym życiu, czy w kolejnych, w przyszłych kręgach reinkarnacji.

W drodze duchowej człowieka zatem istnieje tylko jedno kryterium – na ile jego stan, jego wewnętrzne właściwości są mniej lub bardziej podobne do właściwości Stwórcy.

Człowiekowi dane jest zrozumienie celu stworzenia, siły, a jeśli stopniowo naprawia swoje właściwości i pragnienia, to w miarę ich naprawy otrzymuje coraz to nowe złe pragnienia. Jeśli naprawia również je, to dodaje mu się kolejne złe pragnienia, aby zawsze miał co naprawiać.

Ponieważ tylko naprawiając dane mu „z zewnątrz” pragnienia, człowiek czyni je swoimi, a miara – wielkość tych pragnień w ich naprawionej postaci – mówi o jego duchowym stopniu. I tak aż do momentu, gdy Stwórca przekaże mu wszystkie egoistyczne pragnienia, które są równe, lecz przeciwne właściwościom i pragnieniom Stwórcy. Po naprawieniu ich wszystkich, człowiek staje się całkowicie równy Stwórcy i całkowicie jednoczy się z Nim.

Otrzymywanie nowych egoistycznych pragnień w miejsce już naprawionych, altruistycznych, odczuwane jest przez człowieka jako duchowy upadek. Znika wtedy odczucie Stwórcy, ponieważ właściwości człowieka znów przestają być zgodne z właściwościami Stwórcy. Człowiek odczuwa się źle, aż do fizycznego bólu i choroby, a nie tylko depresji. Dzieje się tak dlatego, że wszystkie nasze problemy i choroby pochodzą wyłącznie z braku światła w nas, w naszych nienaprawionych pragnieniach.

Ale gdy tylko człowiek znajduje w sobie siły, by naprawiać dane mu przez Stwórcę egoistyczne pragnienia, to w miarę ich naprawy zaczyna czuć się coraz silniejszy, radośniejszy, zdrowszy.

Dlatego droga człowieka w osiąganiu celu stworzenia składa się ze wzlotów i upadków. I za każdym razem, gdy wychodzi ze swojego naprawionego stanu do nowego – nienaprawionego – po to, by następnie naprawić ten nowy stan i w ten sposób osiągnąć stan naprawiony na wyższym poziomie niż poprzedni, człowiek w stanie duchowego upadku ma obowiązek usprawiedliwić Stwórcę, który posyła mu obecny, zły stan – egoistyczne myśli, rozpacz i słabość. I musi, wbrew wszystkim swoim odczuciom, w swoim rozumie (ponieważ serce i tak się z tym nie zgadza), powiedzieć, że wszystko to pochodzi od Stwórcy i tylko dla jego dobra, by mógł wznieść się duchowo jeszcze wyżej.

Tak więc, sprawiedliwym nazywany jest ten, kto w swoim odczuciu, czyli w sercu, usprawiedliwia działania Stwórcy wobec siebie. A jeśli upadł dlatego, że Stwórca dał mu zbyt wielkie egoistyczne pragnienia, których nie ma jeszcze siły naprawić i potrafi jedynie usprawiedliwić Stwórcę w rozumie, to według swojego odczucia w sercu nazywa Stwórcę „grzesznikiem”, bo w sercu czuje z Jego strony zło.

Dlatego sprawiedliwy i grzesznik to jeden człowiek, tylko w różnych stanach. A te stany mogą zmieniać się wiele razy nawet w ciągu jednego dnia.

Ale jak człowiek może się utrzymać i nie upaść, mimo że Stwórca daje mu wciąż nowe i silniejsze egoistyczne pragnienia? Tylko wtedy, gdy będąc w swoim najlepszym duchowym wzniesieniu, krytycznie stara się dostrzec w nim jeszcze brak pełni. Wtedy ocenia swój stan wzniesienia nie jako wzniesienie, lecz jako pewien upadek – jeśli znajduje w nim jakiś brak – i wtedy może wznieść się dalej. Ponieważ nie istnieje stabilny, nieruchomy stan – zawsze tylko w górę lub w dół. A to, że człowiekowi wydaje się, że jego obecny stan jest statyczny, wynika tylko z tego, że już zaczął spadać, ale jeszcze tego nie czuje.

Ale jeśli intencje człowieka skierowane są właśnie ku Stwórcy i on pragnie wszystko oddać Stwórcy i nasłodzić Go, a sam egoistycznie się nie nasładza, czyli całe jego nasłodzenie ze swojego stanu wynika tylko z tego, że nasładza tym Stwórcę, to niezależnie od tego, w jakim stanie się znajduje, we wzniesieniu czy w upadku, zawsze jest szczęśliwy i radosny, ponieważ wie, że we wszystkich swoich stanach ma więź jedynie ze Stwórcą.

W takim przypadku jego odczucie własnego stanu nie zależy od tego, co daje mu Stwórca, lecz zależy wyłącznie od myśli, że i teraz zbliża się do Stwórcy; to znaczy jego odczucie znajduje się ponad jego rozumem, i dlatego nazywa się to „ponad rozum” (lemaala mi ha-daat). Ogólnie rzecz biorąc, całe zadanie człowieka sprowadza się do tego, aby nieustannie dążyć do stanu, w którym mógłby ponad rozumem, czyli wbrew niemu usprawiedliwiać działania Stwórcy, czyli swoje własne stany.

Droga, po której człowiek się wznosi, nazywa się „drabina (sulam)”. Stoi ona na ziemi, na samym dole, poniżej którego już nie ma miejsca, czyli stanu człowieka. W tym stanie człowiek się rodzi – z najgorszymi swoimi cechami, jako doskonały egoista. Duchowo taki stan tych, którzy znajdują się na ziemi nazywa się „erec (ziemia)”, od słowa „racon (pragnienie)”, czyli człowiek jest niewolnikiem swoich naturalnych egoistycznych pragnień. Erec pochodzi też od słów „ani roce (ja chcę)”.

Ale szczyt tej drabiny sięga nieba. To znaczy, że celem człowieka jest osiągnięcie właściwości nieba. Ale ponieważ pragnienia człowieka się nie zmieniają, a jedynie w miarę tego, jak jest w stanie je naprawiać, odkrywa w sobie coraz bardziej grube egoistyczne pragnienia, to jak w ogóle może się oderwać od swojego miejsca na ziemi, nie mówiąc już o tym, by stać się podobnym we właściwościach do Stwórcy? Rzecz w tym, że nie ma absolutnie żadnej potrzeby zamieniać swoich pragnień na pragnienia Stwórcy, i zresztą to niemożliwe. Trzeba jedynie używać ich w celu oddawania, tak jak czyni to Stwórca. Pragnieniem Stwórcy jest tylko nasłodzić człowieka. Ale ponieważ człowiek nie jest Stwórcą, lecz stworzeniem, jego jedynym pragnieniem jest otrzymywać – i to pragnienie stworzył w nim sam Stwórca.

Trzeba jedynie otrzymywać, ponieważ tym się nasładza Stwórca i wtedy człowiek staje się w intencji podobny do Stwórcy. A intencja to rzecz najważniejsza, ponieważ określa, gdzie człowiek się znajduje według swoich właściwości: czy w tym świecie, czy w duchowym,i w zależności od tego odczuwa tylko ten świat lub również duchowy.

Ale tylko w miarę swojego wznoszenia się po drabinie „do nieba”, czyli do właściwości altruistycznych, człowiek uświadamia sobie nikczemność swoich naturalnych egoistycznych pragnień – tylko w świetle Stwórcy można dostrzec swoje rzeczywiste położenie. Dlatego, jeśli człowiek nagle odkrywa w sobie upadek w intencjach i pragnieniach, powinien zrozumieć, że jest to w istocie wzniesienie w jego rozumieniu, że to jest wstępny etap wyższego duchowegopoziomu. Kolejnym etapem będzie otrzymanie z góry siły, by i te nowe egoistyczne pragnienia przekształcić w altruistyczne i w ten sposób wznieść się na wyższy stopień.

W języku kabały najniższy stopień drabiny nazywa się malchut – pragnienie jedynie otrzymywania nasłodzenia, a najwyższy stopień nazywa się keter – pragnienie jedynie oddawania, właściwość Stwórcy. Jeśli człowiek podnosi swoje właściwości malchut do poziomu keter, to całe swoje egoistyczne pragnienie obraca na oddawanie i dlatego staje się równy Stwórcy w intencji, a w działaniu – o wiele większy, ponieważ wykorzystuje swoje pragnienia otrzymywania do oddawania.

W ten sposób, chociaż nogi człowieka pozostają na ziemi i nie może uciec od swoich pragnień, to jego głowa jest w niebie, ponieważ wszystkie jego myśli i intencje są w duchowym.

Dlatego powiedziano w Torze, że Jaakow widzi, jak po tej drabinie wstępują i zstępują aniołowie. Aniołem nazywa się duchowe pragnienie – siła, która pragnie jedynie spełniać wolę Stwórcy. Jeśli człowiek pragnie być aniołem i podporządkować wszystkie swoje pragnienia oddawaniu, jak Stwórca, to najpierw wznosi się, a potem, w miarę swojego wzniesienia, zstępuje, dostrzega swoje nienaprawione właściwości i je naprawia.