„I obrócił się Chizkijahu twarzą do ściany i modlił się do Stwórcy” (Zohar, parszaWajechi). Tamże, w komentarzu „Sulam”, powiedziano: „Człowiek powinien modlić się tuż przy ścianie, aby nie było przeszkody między nim a ścianą, dlatego powiedziano: «I obrócił się Chizkijahu twarzą do ściany»”.
Trzeba zrozumieć – czym jest ta ściana, przy której należy się modlić, i czym jest ta przeszkoda, której nie powinno być. Dalej w komentarzu „Sulam” wyjaśnione jest, że ściana – to Władca całej ziemi, Stwórca, i to Szchina.
Z tego można zrozumieć, że „modlić się tuż przy ścianie” – oznacza modlić się w maksymalnym zbliżeniu (we właściwościach) do Szchiny. Ale trzeba jeszcze doprecyzować: co znaczy „tuż przy” – jaka jest miara tego zbliżenia? I wtedy zostaje nam wyjaśnione – tak blisko, by nie było przeszkody między człowiekiem a „ścianą”. Ale czym jest ta przeszkoda?
Taką przeszkodą jest pragnienie otrzymywania. Tak jak Szchina – to pragnienie nasłodzenia niższych, tak i człowiek, odrzucając pragnienie otrzymywania, powinien dojść do tego, że wszystkie jego dążenia i pragnienia skierowane będą tylko na oddawanie Stwórcy. I wtedy będzie to nazywane, że człowiek jest „bliski”, „tuż przy ścianie”, czyli przy Szchinie.
Jednak przede wszystkim musimy wiedzieć, albo przynajmniej postarać się zrozumieć, na ile pozwala nasz rozum – o co powinniśmy się modlić. To znaczy: spośród wszystkiego, czego nam brakuje, musimy wyróżnić coś jako najważniejsze dla siebie – tak ważne, że gdybyśmy mogli wypełnić ten brak, bylibyśmy całkowicie usatysfakcjonowani.
Wiadomo, że główną modlitwą jest modlitwa o „Szchinta be-galuta” (Szchinę w wygnaniu). Ale i to wymaga wyjaśnienia. W wielu miejscach napisano, że główna rzecz, o którą powinniśmy się modlić – to o „podniesienie Szchiny z prochu”. I na ten temat istnieje wiele różnych interpretacji.
To, co możemy choć trochę zrozumieć – to że Szchina nazywana jest „Królewstwem Stwórcy”, „Królewstwem Niebios” (Malchut szamajim). Oznacza to, że gdy człowiek podejmuje decyzję, że odtąd jego jedynym celem staje się służenie Królowi i to bez pragnienia otrzymania za to nagrody, wtedy zasługuje na zjednoczenie ze Stwórcą i zyskuje możliwość sprawiania Mu przyjemności, ponieważ jego właściwości stają się podobne do właściwości Stwórcy. I taki człowiek może urzeczywistnić zamysł stworzenia – pragnienie Stwórcy, by nasłodzić swoje stworzenia.
Ale taka właściwość, jak „sprawianie nasłodzenia Stwórcy”, nie istnieje u stworzeń, ponieważ od momentu stworzenia wbudowane jest w nie wyłącznie pragnienie otrzymywania (dla samonasłodzenia). Dlatego pojęcie „oddawania” jest dla nich całkowicie niepojęte. To przypomina rzecz leżącą w pyle, na którą człowiek nie zwraca żadnej uwagi i nie wydaje mu się, że warto ją podnieść. I to nazywa się „Szchina w prochu”. Jak powiedziano w modlitwie Slichot: „Miasto, które stworzyłem – całe na ruinach wzniesione, miasto Stwórcy poniżone i podobne do otchłani piekła”.
„Miasto” – o nim powiedziano: „Małe miasto, a ludzi w nim niewielu” (Kohelet 9). Ibn Ezra tłumaczy to tak: „Dawni komentatorzy mówili, że w języku przypowieści «małe miasto» – to ciało (pragnienia) człowieka, a «ludzi w nim niewielu» – to ci, którzy zdolni są do rodzenia, którzy służą duszy”.
„Miasto Stwórcy” – to sytuacja, gdy ciało pragnie, by zamieszkał w nim Stwórca – wtedy wszystkie jego organy zaczynają się temu sprzeciwiać. I wtedy duchowa praca – praca w imię Stwórcy – traci dla człowieka wszelki sens, wydaje się najniższa i pozbawiona godności, nabiera smaku prochu. Dlatego przeklęty został Wąż słowami (Bereszit): „A proch będziesz jadał po wszystkie dni swego życia”. To znaczy, że cokolwiek by nie spożywał – będzie to miało dla niego smak prochu.
Tak samo i tutaj: kiedy człowiek zaczyna pracować duchowo, pracować dla Stwórcy i nie widzi, że cokolwiek z tego przypadnie jego egoizmowi, i nie może czerpać z tego nasłodzenia dla siebie, wtedy taka praca wydaje mu się niska, bezwartościowa. I wszystko, co by w tej pracy nie zrobił, nabiera dla niego smaku prochu. I to właśnie nazywa się, że „miasto Stwórcy zostało poniżone do otchłani”.
To znaczy, że jeśli istnieje przeszkoda między człowiekiem a Szchiną, czyli jeśli duchowa praca człowieka oparta jest na egoizmie, to wtedy zaczyna mu się wydawać, że znajduje się już w doskonałości, w „niebiańskich wysokościach”. Jeśli zaś człowiek chce usunąć tę przeszkodę, czyli chce, by jego duchowa praca opierała się na pragnieniu oddawania, wtedy czuje się „poniżony do otchłani”, ponieważ jego egoizm nie widzi, że może cokolwiek zyskać, i dlatego wszystkie jego pragnienia – „organy” jego egoizmu – sprzeciwiają się, nie pozwalając człowiekowi pracować.
I teraz jest dla nas jasne, że nasza główna modlitwa powinna dotyczyć tego, że Szchina w nas podobna jest do prochu. To znaczy, że duchowa praca – sprawianie nasłodzenia Stwórcy – odczuwana jest przez nas jako niska i brudna, i prosimy Stwórcę, aby „rozjaśnił” nam (odsłonił duchowe), aby „zasłona ciemności” (pragnienie samonasłodzenia) spadła z naszych oczu. I o to właśnie powinniśmy prosić – by „Stwórca podniósł z prochu biedaka, z gnoju wywyższył ubogiego”, jak powiedziano w Psalmach.
Wiadomo, że Szchina nazywana jest „uboga i biedna”, jak powiedziano w Zoharze, że „jest w prochu”. „Z gnoju wywyższający ubogiego” – mówi o tych, którzy pragną zjednoczenia ze Szchiną i dlatego odczuwają swój stan jako niski i ciężki, i nie widzą żadnej możliwości, by samodzielnie wyjść z tego bagna. I wtedy proszą Stwórcę, by ich podniósł, wywyższył.
Jeśli jednak duchowa praca opiera się na pragnieniu otrzymywania, to ciało (egoizm) zgadza się z tym i nie stawia oporu, ponieważ nie ma ono najmniejszego pojęcia o tym, czym jest pragnienie oddawania. I taka praca prowadzi człowieka do próżności i pychy, wtedy pyszni się tym, że „służy” Stwórcy. Takiemu człowiekowi wydaje się, że inni są gorsi od niego, bo widzi tylko ich braki.
Wszystko wygląda zupełnie inaczej u tych, którzy kroczą ku prawdzie, czyli – u tych, którzy chcą osiągnąć właściwość oddawania. Ci ludzie widzą swoje własne braki i dlatego nie uważają się za lepszych od innych. Aszpaa (oddawanie) możliwe jest tylko u tych, którzy ujarzmili, upokorzyli swój egoizm. Tacy ludzie nazywani są „uniżonymi”.
Kiedy tacy ludzie szli zwykłą drogą, wydawało im się, że cała wykonywana przez nich praca duchowa to bardzo wielka i ważna sprawa, i była dla nich powodem do dumy. A teraz, kiedy zaczęli kroczyć drogą prawdy, wstydzą się tego, że wszystko, co robili, robili jedynie dla własnej korzyści, zaspokajając swój egoizm. Ale zrozumieć to mogli tylko dzięki pomocy Stwórcy.
Na późniejszym etapie człowiek idący drogą prawdy zaczyna rozumieć, że skoro pomagał mu w tym sam Stwórca, to jego praca duchowa jest najważniejszą ze wszystkich istniejących rzeczy na świecie.
Teraz o pojęciu „Szchina na wygnaniu (galut)”. Człowiek powinien poczuć, że Szchina, duchowość, znajduje się w „wygnaniu” w nim samym. Wiadomo, że człowiek to świat w miniaturze, i że ma w sobie 70 podstawowych narodów świata (tj. zbiorczo jego egoistyczne pragnienia), a Israel (pragnienie do duchowego), które jest wewnątrz człowieka, znajduje się w galut, to znaczy, że jest zniewolone przez te 70 narodów. Dlatego człowiek nie jest w stanie zrobić niczego na rzecz Stwórcy, a cała jego praca jest wyłącznie dla siebie.
Właściwości, pragnienia człowieka skierowane ku Stwórcy nazywane są „narodem Israel” – jaszar-el, czyli „prosto do Stwórcy”. Gdy człowiek przebywa w tych właściwościach, pragnie sprawiać przyjemność Stwórcy. Ale jego „narody świata” chcą służyć Stwórcy wyłącznie otrzymując zapłatę, czyli dla własnej korzyści. To właśnie takie egoistyczne otrzymywanie nazywa się „narodami świata”.
Zgodnie z tym można wyjaśnić to, co powiedziano w Talmudzie (traktat Megila): „Israel, który znajduje się w wygnaniu”, czyli kiedy „naród Israel” znajduje się w wygnaniu, człowiek nie może zrobić niczego na rzecz swojej właściwości jaszar-el, i wtedy „Szchina przebywa z nimi”: człowiek odczuwa, jakby Szchina również była razem z nim w wygnaniu i dlatego nie może nim kierować, bo znajduje się pod władzą „narodów świata”, człowiek czuje, że znajduje się pod władzą swojego egoizmu.
O tym powiedział król Dawid: „Nie nam, lecz Imieniu Twemu daj chwałę – ze względu na Twoje miłosierdzie, ze względu na Twoją prawdę. Czemu mają mówić narody: «Gdzież jest ich Bóg?» A nasz Bóg jest w niebiosach – wszystko, co chce, czyni”.
Wyjaśnijmy teraz powyższe. Gdy prosimy Stwórcę, by pomógł nam wyjść z niewoli (egoizmu), mówimy: „Nie nam”, to znaczy: nie dla naszego pragnienia otrzymywania. Oznacza to, że chcemy, by wszystkie nasze myśli, pragnienia i działania opierały się nie na pragnieniu otrzymywania dla siebie (co stanowi poziom narodów świata), lecz: „Imieniu Twemu daj chwałę”, by Szchina nie była na wygnaniu (galut), nie była w prochu, czyli by została nam objawiona wielkość Stwórcy, o czym powiedziano: „Niech będzie wywyższone i uświęcone wielkie Imię Jego”.
I to wyjaśniają słowa: „Dlaczego mówią narody: «Gdzież jest ich Bóg?»”. To znaczy: egoistyczne właściwości – „narody świata” w samym człowieku – sprzeciwiają się właściwości altruistycznej „Israel” w nim. Czyli zamiast duchowej pracy opartej na rozumie i sercu (właściwość „Israel”), egoizm człowieka (właściwość „narody świata”) popycha go do pracy, która opiera się wyłącznie na własnym poznaniu (be-toch ha-daat). „A nasz Bóg jest w niebiosach” – właśnie postępowanie ponad rozumem, ponad własnym poznaniem, nazywa się „niebiosa”, i oznacza, że Stwórca jest tym, co znajduje się ponad naszym pojmowaniem.
Dlaczego więc On uczynił tak, że nasza duchowa praca wymaga wiary ponad wiedzę? Przecież mógł postąpić inaczej? A jednak Stwórca zdecydował, że to jest najbardziej odpowiednia dla człowieka droga, by mógł on dojść do celu stworzenia – otrzymać Dobro i nasłodzenie, pozostając przy tym obdarzającym, czyli podobnym do Stwórcy, a nie otrzymującym dla własnej korzyści.
Kiedy prosimy Stwórcę, by „Imieniu Swemu dał chwałę”, to „ze względu na swoje miłosierdzie”, oznacza, by została nam objawiona właściwość miłosierdzia (hesed), dająca siły do duchowego postępu, ponieważ jest to właściwość kelim oddawania (aszpaa). Tym samym staniemy się równi w właściwościach Stwórcy, co umożliwi nam później otrzymać nasłodzenie. Taki stan nazywa się „miarą prawdy”.
Jak wyjaśniono w „Talmudzie dziesięciu sfirot”: „Objawienie sterowania Stwórcy nazywa się «prawdą», ponieważ to właśnie jest Jego prawdziwa wola. Wszystkie ukrycia, które istnieją w światach, zostały przez Niego stworzone tylko po to, aby później mogło się objawić to Jego prawdziwe sterowanie – wola nasłodzenia Swoich stworzeń. Dlatego imię tej naprawy w Zeir Anpinie to prawda”. I dlatego mówimy w modlitwie: „Ze względu na Twoją prawdę”.