Powiedziano w Zoharze: „Szczęśliwy naród, który umie rozgłaszać. Ileż musi człowiek przejść dróg Stwórcy, przestrzegając praw Tory, aby dzięki niej zasłużyć na przyszły świat i by uchroniła go Ona od wszystkich oskarżycieli – wyższych i niższych. Bo tak, jak są oskarżyciele na dole, w świecie, tak też istnieją oni na wysokościach, gotowi w każdej chwili oskarżyć człowieka”.

Po co istnieją oskarżyciele na górze? Gdy chce się coś człowiekowi dać, natychmiast pojawiają się jego nieprzyjaciele, którzy oskarżają go i przekonują, że nie warto dawać człowiekowi tego, co dla niego przygotowano. Ale na dole – jakie mogą być oskarżenia? Przeciwko komu można oskarżać człowieka w świecie, gdzie panuje ukrycie? Kim są ci wrogowie na dole?

Wszystko, co mówi Tora, odnosi się wyłącznie do samego człowieka. Jeśli człowiek chce kroczyć drogą oddawania, drogą prowadzącą ku sprawianiu przyjemności Stwórcy, wtedy właśnie pojawiają się jego wewnętrzni nieprzyjaciele: „Droga altruizmu nie jest dla ciebie”, mówią, „jest przeznaczona tylko dla wybitnych jednostek, ludzi o wyjątkowych cechach i niepowtarzalnych zdolnościach, odważnych i silnych, zdolnych pokonać trudności. A ty – jak możesz się tym zajmować, skoro nie masz tych przymiotów, które posiadają wybrani spośród ludu? Dla ciebie powiedziano: «pośród mego narodu jestem»,czyli idź w jednej «koleinie» z ogólną masą ludzi i nie pragnij być wyjątkiem”.

Dlatego Zohar mówi słowami rabiego Jehudy: „Szczęśliwy naród, który wie, jak rozgłaszać”, a Raszi wyjaśnia, że chodzi o tych, „którzy wiedzą, jak przebłagać swojego Stwórcę”. Czym więc można przebłagać Stwórcę, by nasłodził człowieka? I dodaje rabbi Jehuda, że w tym celu trzeba kroczyć drogą Stwórcy i przestrzegać praw Tory.

Ale czym są drogi Stwórcy i jak można nimi podążać, skoro powiedziano o nich: „inne są myśli człowieka od myśli Jego Stwórcy, a drogi człowieka – od dróg Stwórcy”? Dlatego można kroczyć drogą Stwórcy tylko przyjmując tę drogę na wiarę, stawiając ją ponad własne rozumienie i poznanie. Ale jeśli próbuje się polegać na własnym rozumie, wtedy samo ciało człowieka (jego pragnienia) zaczyna się buntować, sprzeciwiać temu, złorzeczyć człowiekowi i oskarżać go o to, że daje mu odczuć, iż droga oddawania, droga Stwórcy – to nie dla niego.

W ten sposób, gdy człowiek zaczyna analizować, na czym polega jego wewnętrzna praca, i dostrzega warunki, jakie się przed nim stawia, dochodzi do wniosku, że nie ma żadnej możliwości, by przyjąć na siebie tę drogę oddawania. Wydaje mu się to niemożliwe z dwóch powodów:

1) Ponieważ nie ma w sobie pełnej pewności co do zapłaty za swój trud – że otrzyma to, czego pragnie, ponieważ nie widział jeszcze nikogo, kto otrzymałby to, dla czego włożył tyle wysiłku. Kiedy próbował przyjrzeć się ludziom, którzy – na ile mógł zauważyć – z pokorą znoszą warunki pracy, rzeczywiście widzi, że wkładają ogromne siły, ale nie widzi, by otrzymali cokolwiek za swoją pracę. A gdy pyta siebie: „Dlaczego więc nie otrzymali tego, czego pragnęli?”, wtedy udaje mu się znaleźć bardzo przekonujące wyjaśnienie: ten, kto wykonuje wszystko, czego się od niego wymaga, ten oczywiście otrzymuje nagrodę; ale ci, którzy włożyli wiele wysiłku, ale jeszcze nie całkowicie, nie w stu procentach wykonali wszystko, co od nich zależy – ci są poza granicami pracy, ponieważ ich zdaniem praca dla oddawania, praca dla Stwórcy, nie jest dla nich;

2) I pojawia się wtedy drugie pytanie: skąd może on wiedzieć, czy sam jest bardziej odpowiedni niż oni do tej pracy; czy potrafi dać wszystko, co będzie wymagane, czy zdoła wypełnić w pełni wszystkie stawiane warunki i w rezultacie dojść do zjednoczenia ze Stwórcą?

I oba te powody prowadzą go do przekonania, że ma stuprocentową rację, nie chcąc przyjąć na siebie tej drogi, która zbudowana jest na wierze ponad rozumem i opiera się na całkowitym oddawaniu. Tak bardzo jest o tym przekonany, że jest pewien, iż nie ma na świecie nikogo, kto byłby w stanie udowodnić mu coś przeciwnego.

Ale wtedy rodzi się pytanie: a co z tymi ludźmi, którzy już weszli na tę drogę, przyjęli wszystkie jej warunki i zdecydowali mimo wszystko pracować dla Stwórcy – jak zdołali przezwyciężyć wszystkie te problemy i pytania? Przecież jeśli komuś mówi się: „idź i włóż ogromny wysiłek, ale w zamian nie otrzymasz nic”, natychmiast rodzą się w nim wszystkie te pytania i nie dają spokoju ani na chwilę. Więc jaka siła może pomóc wyjść z tego stanu i rozwiązać te wewnętrzne pytania, które nazywa się „wzburzone wody”?

I nie ma innej rady, jak tylko iść ponad własnym rozumem, mówiąc sobie: „To, co widzę – że prawda jest po mojej stronie, że powinienem iść tą samą drogą, co wszyscy, nie odpowiada prawdzie. Tylko ten, kto «widzi» duchowe, jest w stanie dostrzec prawdziwy stan rzeczy. Ale ten, komu duchowe jeszcze się nie objawiło, nie ma żadnej możliwości poznać prawdy”.

A ponieważ człowiek, który zadaje sobie wszystkie te pytania, w tym czasie znajduje się pod wpływem swojego egoizmu – dlatego kieruje się tylko tym, co może przynieść mu jakąkolwiek osobistą korzyść, dlatego nie jest w stanie dostrzec prawdy. I dlatego o takim stanie powiedziano: „Nie przyjmuj przekupstwa”, ponieważ ten, kto przyjął przekupstwo, ze „widzącego” przemienia się w „ślepego”.

I wtedy nie ma możliwości powiedzieć mu, że się myli, bo on opiera się na tym, co widzi, a widzi jedynie poprzez pryzmat egoizmu, dlatego wszystko, co widzi, to kłamstwo. Człowiek powinien więc powiedzieć swojemu egoizmowi: „Słyszałem wszystkie twoje pytania, ale teraz nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć. Dopiero kiedy zasłużę na duchowe, altruistyczne pragnienie, dopiero wtedy «otworzą się» moje oczy (będę mógł oddzielić altruistyczne od egoistycznego), i jeśli wtedy przyjdziesz ze wszystkimi swoimi pytaniami, to wtedy oczywiście odpowiem ci, i te odpowiedzi będą prawdziwe. Teraz zaś mogę poradzić sobie tylko jedno: iść ponad swoim poznaniem, ponieważ całe moje obecne rozumienie, cały mój rozum pochodzą wyłącznie ze strony egoizmu. I chociaż wydaje mi się, że wszystkie moje kalkulacje są poprawne, to jednak nie jestem jeszcze w stanie odróżnić prawdy od fałszu. To znaczy, że wszystko, co mówi się o pracy dla Stwórcy – nie mówi się o mnie. A ja, jak każdy zwykły wierzący człowiek, któremu całkowicie wystarcza proste wypełnianie przykazań Tory, mówię: «To, co mam do zrobienia – robię, a o intencję niech troszczy się ten, kto odczuwa taką potrzebę, ale ja nie mam potrzeby być mądrzejszy od wszystkich». Takimi rozumowaniami «podmienia się słowa sprawiedliwych», a ja chcę iść ponad tym, ponad tym, co podpowiada mi mój rozum”.

I dlatego powiedziano we wszystkich księgach, że człowiek powinien być czysty przed wypełnieniem każdego przykazania. O tej czystości powiedział Baal Sulam, że we wszystkim, cokolwiek człowiek czyni, powinien uważać, by fałsz nie domieszał się do jego działań, i pilnować, by każdy jego krok pozostał po stronie prawdy.

I powiedział też: „Tak jak istnieje różnica w zachowaniu czystości między ludźmi – jeden dba o czystość swoich ubrań, a inny czyści je dopiero wtedy, gdy brud wyraźnie na nich widać. To znaczy, że zależy to od tego, jak bardzo obrzydł człowiekowi ten brud. Tak też i w duchowym – nie istnieje dwóch identycznych ludzi: w takiej mierze, w jakiej człowiekowi obrzydło jego fałszywe (egoistyczne) położenie, w takiej mierze nie może on już znieść tego fałszu i w tej mierze człowiek zbliża się do uświadomienia sobie swojego prawdziwego stanu”. „Człowiek powinien wiedzieć, że ten brud (jego egoizm) przynosi prawdziwą szkodę duszy. A ponieważ dusza jest wieczna, dlatego człowiek powinien ją chronić przed fałszem, aby jego rzeczywisty stan był czysty od wszelkiej nieczystości egoizmu”.

Spróbujmy teraz zrozumieć słowa rabiegoChiji bar Aba, które przytacza w imieniu rabiegoJochanana: że uczeń mędrca, który splamił swoje szaty, powinien umrzeć. Jak to możliwe, że za poplamione szaty człowiekowi należy się śmierć? I dlaczego „każdy nienawidzący kocha śmierć”? Jeśli ktoś coś nienawidzi – dlaczego ma to oznaczać, że kocha śmierć?

Wyjaśnieniem tego jest wciąż ta sama czystość: jeśli człowiek chce podążać drogą duchową, powinien oczyszczać się z kłamstwa egoizmu, by stan ten nie wmieszał się w jego działania.

Stanem prawdziwym nazywa się praca dla Stwórcy. Rambam powiedział o niej: „Ten, kto pracuje dla Stwórcy z miłości, zajmuje się Torą i wypełnianiem przykazań, podążając drogami mądrości – nie dlatego, że tego chce otaczający świat, i nie z obawy przed złem egoizmu, i nie po to, by coś zyskać. Czyni dobro tylko dlatego, że jest ono dobre i wtedy samo działanie już sprawia przyjemność”.

Czym więc są „brudne plamy na ubraniu”? Szatami nazywane są takie właściwości człowieka, w które przyjmuje on duchowe nasłodzenie i w nich też odczuwa życie. One powinny być czyste od każdej najmniejszej domieszki egoizmu i skierowane wyłącznie na oddawanie Stwórcy.

Ale dlaczego powiedziano, że „każdy nienawidzący kocha śmierć”? Czy ktoś może być wrogiem tylko dlatego, że kocha śmierć? Co oznacza śmierć?

Ten, kto znajduje się w zjednoczeniu ze Stwórcą, źródłem życia, ten żyje. Ale kto oddzielony jest od Niego – oddzielony jest od życia. Dlatego powiedziano „nienawidzący”, czyli ten, w kim nie ma miłości do Stwórcy, kto nie dąży do pracy wyłącznie dla Niego, a domiesza do pracy duchowej swój egoizm. A ponieważ egoizm jest właściwością śmierci, gdyż prowadzi do oddalenia od Stwórcy z powodu niepodobieństwa właściwości, dlatego „kocha śmierć”, czyli swoją egoistyczną naturę, i dlatego staje się przeciwnikiem, wrogiem (właściwości) Stwórcy.

Raszi tak wyjaśnia znaczenie słowa „nienawidzący”: „To ci, którzy budzą wstręt wśród stworzeń. I ludzie mówią o nich: biada tym, którzy studiują Torę, a wzbudzają nienawiść i potępienie, bo to wzbudza nienawiść i do samej Tory”.

Jak więc to rozumieć: jeśli „odzież” człowieka (jego altruistyczne właściwości) ściemniała od jakiejś plamy (wskutek domieszki cech egoizmu), to staje się on wstrętny ludziom? I czy rzeczywiście przez to doprowadza do tego, że otoczenie zaczyna nienawidzić Tory tak bardzo, że zasługuje za to na karę śmierci? Jak powiedzieli mędrcy: „Każdy, kto uczy się u mędrca i splami swoje szaty, podlega śmierci”.

Spróbujmy wyjaśnić to, opierając się na zasadach wewnętrznej pracy, w kontekście słów Rasziego o tych, „którzy budzą wstręt u stworzeń”. „Stworzeniami” nazywa się pragnienia i myśli samego człowieka, ponieważ, jak wiadomo, człowiek nazywany jest odrębnym, samodzielnym światem. I te wewnętrzne składniki człowieka mówią do niego: „Biada tym, którzy zajmują się Torą, a budzą nienawiść i potępienie. Przecież o Torze powiedziano, że ma być «cenniejsza niż złoto i słodsza niż miód» więc dlaczego nie widzimy tego w naszym przypadku?”.

Przyczyną tego, że nie widać wartości, która istnieje u zajmujących się Torą, są „brudne plamy na ich szatach”. To znaczy: do naszych wewnętrznych dążeń do poznania Stwórcy domieszany zostaje egoizm podczas pracy nad duchowym postępem. To właśnie są owe „brudne plamy”, które prowadzą do tego, że nasłodzenie i ożywienie pochodzące od Stwórcy nie mogą być przyjęte w te „splamione” egoizmem szaty, ponieważ te pragnienia w nas nie zostały jeszcze naprawione na tyle, by być zgodne z właściwościami Stwórcy, czyli by być całkowicie obdarzającymi. I wtedy stworzenia wewnątrz człowieka – jego myśli i pragnienia – popadają w rozpacz, doprowadzając do tego, że człowiek zaczyna nienawidzić Torę i całą swoją wewnętrzną pracę.

To znaczy, że tam, gdzie człowiek, korzystając z danego mu pragnienia do duchowego, powinien odkryć to, co najcenniejsze, najdroższe, co jest w Torze, dzieje się przeciwnie! I co jest tego przyczyną? Dzieje się tak, ponieważ człowiek nie dba o „czystość swoich szat” (czyli swoich duchowych pragnień), „plami” je.

I dlatego staje się zrozumiałe, dlaczego o człowieku, który splamił „szaty” swoich duchowych pragnień (egoizmem), mówi się, że podlega śmierci. Ponieważ ten egoizm, który domieszał do swoich duchowych dążeń, prowadzi do niepodobieństwa jego właściwości do właściwości Stwórcy, oddzielając człowieka od Źródła wszelkiego życia. I dlatego powiedziano o nim, że „popycha siebie do stanu zwanego śmiercią”.

Wszystko to dzieje się dlatego, że człowiek nie dba o czystość w swojej wewnętrznej pracy i domiesza do niej swoje egoistyczne cechy, które nazywają się „pracą nieukierunkowaną ku Stwórcy”. A powinno być tak, by wszystko w człowieku zmierzało ku jednemu – dla Stwórcy.