Na słowa zapisane w Torze (Księga Bereszit 1:5): „I był wieczór, i było ranek…”, Zohar (parsza Bereszit, p.151) mówi: „I był wieczór” – odnosi się do tego, co pochodzi z ciemności, czyli Malchut. „I było ranek” – to pochodzi ze światła, czyli Zeir Anpin. Dlatego też powiedziano o nich „dzień jeden”, wskazując tym samym, że wieczór i poranek, jako jedno, tworzą razem jeden dzień.

Rabbi Jehuda pyta: „I był wieczór, i było ranek” wskazuje na zjednoczenie ZoN (Zeir Anpin i Nukwa, Malchut), czyli z nich obu tworzy się światło dnia. A jednocześnie po tym, jak zostało to powiedziane, dodaje się, że to był „dzień jeden”. Co więc sprawiło, że o każdym dniu napisano „i był wieczór, i było ranek”? I odpowiada: „Po to, by było wiadomo, że nie istnieje dzień bez nocy ani noc bez dnia – i nigdy nie zostaną oddzielone jedno od drugiego. I dlatego znowu powtarza się to w odniesieniu do każdego dnia, aby wskazać, że światło dnia jest niemożliwe bez poprzedzającej go ciemności nocy. I również niemożliwa jest noc bez tego, że po niej nadejdzie światło dnia, ponieważ nigdy nie zostają one rozdzielone”.

A teraz wyjaśnijmy – czym jest światło, a czym jest ciemność, i dlaczego dzień może składać się tylko z obu tych elementów razem? Innymi słowy, z tego, że dzień składa się z ciemności i światła, wynika, że dzień zaczyna się w chwili nadejścia ciemności i dopiero wtedy rozpoczyna się sekwencja powstawania jednego dnia. Ale dlaczego wyrażenie „dzień” odnosi się do ciemności? Czy oznacza to, że w chwili nadejścia ciemności możemy już zacząć liczyć nowy dzień?

Wiadomo, że po wszystkich skróceniach (cimcum) i wyjściach światła, które miały miejsce w wyższych światach, po drugim skróceniu i po rozbiciu życzeń, powstał system sił nieczystych (klipot). W wyniku tego miejsce światów BEA (Brija, Jecira, Asija) zostało podzielone na dwie części: od połowy w górę – czyste światy BEA, a w dolnej połowie – miejsce stałego przebywania nieczystych pragnień.

I stamtąd one rozciągają się w dół – do naszego świata. Dlatego człowiek w naszym świecie nie odczuwa żadnej potrzeby duchowości. I o nim powiedziano: „Podobnym do dzikiego osła rodzi się człowiek” (Pisma, Job 11:12).

Pytanie: skąd zatem przychodzi do człowieka odczucie duchowości i potrzeba jej, i to w takim stopniu, że poczucie oddalenia od Stwórcy daje mu odczucie nocy i ciemności?

Po prostu musimy wiedzieć, że w chwili, gdy człowiek zaczyna odczuwać swoje oddalenie od Stwórcy, oznacza to, że choćby w najmniejszym stopniu zaczyna już wierzyć w istnienie Stwórcy. Bo jak można powiedzieć, że jest oddalony od czegoś, co w ogóle nie istnieje? Musimy więc przyjąć, że istnieje w człowieku pewne niewielkie świecenie z oddali, które świeci mu w takiej mierze, w jakiej odczuwa on swoje oddalenie od Stwórcy.

I z powyższego wynika, że w chwili, gdy przychodzi ciemność, czyli gdy człowiek zaczyna odczuwać obecność ciemności, w tym samym momencie zaczyna mu świecić niewielkie światło dnia, które odbierane jest jako brak, ponieważ człowiek czuje niedostatek: że nie ma w nim wielkiego światła Stwórcy, które odczuwałby jako dobro. Ale światło odczuwane jest przez niego teraz jako brak, czyli zaczyna czuć, że brakuje mu światła Stwórcy, zwanego „dzień”.

Natomiast ten, komu światło dnia nie świeci, ten w ogóle nie wie, że istnieje taki stan, w którym człowiek czuje, że brakuje mu światła Stwórcy, zwanego „dzień”.

I można powiedzieć, że człowiek czasem czuje, że znajduje się w ciemności, czyli że jest oddalony od Stwórcy i pragnie się do Niego zbliżyć. I jako konsekwencję tego odczuwa cierpienie z powodu oddalenia od Stwórcy.

Pytanie brzmi: kto prowadzi człowieka do tego, że zaczyna on tęsknić za światem duchowym?

Czasem człowiek odczuwa ciemność i cierpienie w innej formie. Na przykład widzi, że jego znajomy odnosi sukcesy materialne – w pieniądzach i własności, a on sam nie posiada takiego dostatku i szacunku. Jednocześnie widzi siebie jako zdolniejszego od swego przyjaciela – zarówno pod względem talentów, jak i pochodzenia, i dlatego uważa, że jemu należy się więcej zaszczytów niż jego przyjacielowi. A faktycznie stoi znacznie niżej niż jego przyjaciel, i to bardzo go boli.

I z tego powodu nie ma w nim teraz żadnego połączenia z duchowością, nawet nie pamięta, że sam kiedyś był w takim stanie, w którym patrzył na swoich przyjaciół, z którymi razem się uczył, jak na małe dzieci. Wtedy, gdy patrzył na ich cierpienie, na ich dążenie do osiągnięcia doskonałości w życiu, wydawali mu się jak dzieci, które nie są w stanie dokonać właściwego wyboru, a tylko podążają za tym, co mają przed oczami: raz uważają, że najważniejsze w życiu są pieniądze, innym razem, że najważniejszy jest szacunek ludzi itd.

A teraz sam jest pośród tych rzeczy, z których wcześniej się śmiał i czuje, że nie ma dla niego żadnego sensu życia, dopóki nie ustawi na nowo swoich pragnień i wartości życiowych na tym samym poziomie, który jego przyjaciele nazywają „celem życia”.

Pytanie: co jest teraz przyczyną, która sprawia, że znów zaczyna szukać prawdy? To znaczy: teraz Stwórca zlitował się nad nim i objawił mu się w odczuciu podobnym do dnia, które początkowo objawia się z negatywnej strony. Czyli najpierw człowiek czuje w sercu ciemność, i właśnie to nazywa się narodzinami dnia. I wtedy zaczynają w nim rosnąć pragnienia, które są zdolne do odczucia światła dnia z jego dobrej strony, czyli światła Stwórcy. I wtedy zaczyna odczuwać miłość Stwórcy i smak w Torze i przykazaniach.

I stąd rozumiemy to, co powiedziano wyżej w Zoharze, że właśnie z wieczoru i poranka razem tworzy się dzień. Jak powiedziano: to „dzień jeden”, wskazując na to, że jest to jedna całość i tylko razem tworzą dzień. I również powiedział Rabbi Jehuda, że Tora znowu podkreśla to, by wskazać, że niemożliwy jest dzień bez poprzedzającej go ciemności nocy, tak jak niemożliwa jest noc bez tego, że po niej nadejdzie dzień. Bo nigdy nie są one od siebie oddzielone.

Z powyższego wynika, że nie istnieje światło bez pragnienia ku niemu. A żeby to pragnienie się pojawiło, potrzebne jest również światło, które nazywa się „dzień”.

Ale trzeba także zrozumieć, że gdy człowiek już zasługuje na choćby maleńkie odczucie dnia, to wciąż odczuwa je tylko z jego negatywnej strony. Czyli już czuje, że całe jego życie ukierunkowane jest tylko na to, by zasłużyć na zjednoczenie ze Stwórcą i z tego powodu zaczyna cierpieć z powodu oddalenia od Niego.

Ale kto sprawia, że człowiek spada ze swojego stanu duchowego w dół? Przecież wcześniej był pewien, że celem życia jest osiągnięcie świata duchowego, a teraz nagle spada w tak niski stan, którego zawsze starał się unikać i zawsze trzymał się z dala od ludzi, których celem życia były jedynie zwierzęce przyjemności. A teraz on sam znajduje się wśród nich i przyswaja wszystko, co oni mają.

Co więcej, zdumiewa go, jak mógł zapomnieć w sercu, że kiedyś już był w wyniosłym stanie! A teraz znajduje się jakby w zapomnieniu do tego stopnia, że nawet nie potrafi sobie przypomnieć, że kiedyś patrzył na tych ludzi, pośród których teraz się znajduje, jako na posiadających najniższe pragnienia życiowe?! I teraz nawet nie wstydzi się, że znalazł się w takiej atmosferze, od której zawsze uciekał.

Czyli w atmosferze, w której oni spokojnie żyją w dostatku on zawsze się dusił i mówił, że to dusi duchowość. A teraz sam jest w środku niej i nie czuje z tego powodu żadnego braku?!

A odpowiedź na to zawarta jest w słowach z Księgi Psalmów (Tehilim 1): „Szczęśliwy mąż, który nie chodził według rady niegodziwych”.

Czym jest ta „rada niegodziwych”? W Hagadzie paschalnej przytoczone jest pytanie niegodziwego syna: „Cóż to za praca, którą wykonujecie?”.

Rabbi Jehuda Aszlag wyjaśniał, że kiedy tylko człowiek zaczyna pracować nad tym, by wszystko oddawać Stwórcy, wtedy przychodzi do niego właśnie to pytanie niegodziwego syna: „Co z tego będziesz miał, skoro nie pracujesz dla siebie?”. I gdy człowiek zadaje sobie takie pytanie, zaczyna się zastanawiać: może rzeczywiście racja jest po stronie tego niegodziwca? I wtedy wpada w jego sidła.

W świetle tego należy objaśniać słowa: „Szczęśliwy mąż, który nie chodził według rady niegodziwych” w następujący sposób:W chwili, gdy takie niskie stany przychodzą do niego i radzą mu, że nie warto pracować, jeśli nie widać z tego osobistej korzyści – on nie słucha ich głosu, lecz wzmacnia się w swojej pracy, mówiąc: „Teraz widzę, że idę drogą prawdy, a ci niegodziwi ludzie (czyli niskie pragnienia) próbują mnie zmylić”. I jeśli człowiek tak przezwycięża siebie, to szczęśliwy on.

Dalej napisano w Psalmach: „I na drodze grzeszników nie stanął”. Trzeba wyjaśnić – czym jest ta „droga grzeszników”, na której on „nie stanął”?

Pojęcie „grzech” oznacza, że człowiek narusza zakaz „nie dodawaj”. To znaczy: prawdziwa droga polega na tym, że należy iść ponad rozumem, i to nazywa się wiarą. A przeciwieństwem tego jest poznanie (wiedza). Ciało człowieka zawsze rozumie tylko jedno: że wtedy, gdy nie ma wyboru, musi wierzyć ponad wiedzę. Dlatego gdy tylko człowiek zaczyna odczuwać pewien smak w pracy, natychmiast bierze to jako podstawę dla siebie, mówiąc: „Teraz już nie potrzebuję wiary, bo mam już jakąś podstawę”. I w konsekwencji natychmiast spada ze swojego poziomu.

Dlatego, gdy człowiek tego się obawia i „nie staje”, czyli nie zatrzymuje się nawet na chwilę, by zastanowić się, czy warto zmienić swój fundament, to mówi się o nim, że jest „szczęśliwy”, bo „nie stanął na drodze grzeszników” i nie zwrócił uwagi na ich ścieżkę.

Dalej w Psalmach napisano: „…i w zgromadzeniu szyderców nie zasiadał”. I trzeba zrozumieć – czym jest to „zgromadzenie szyderców”? To znaczy: ludzie, którzy spędzają życie na próżno i nie traktują swego życia poważnie – tak, jakby każda przeżyta chwila była dla nich niezwykle cenna. Zamiast tego siedzą i myślą o innych: czy oni są w porządku, czy nie, i jak bardzo inni powinni poprawić swoje postępowanie – nie odnosząc tego w ogóle do siebie i nie troszcząc się o swoje własne życie. I to prowadzi ich do upadków.

Radak wyjaśnia: „Szydercy to przebiegli złośliwcy – oczerniają innych ludzi, szkodzą im i wyjawiają nawzajem swoje tajemnice”. Mówi się tu o obibokach, ludziach pustych, i dlatego o nich powiedziano: „W zgromadzeniu lekkodusznych nie zasiadał” – i to właśnie jest przyczyna wszystkich upadków.