Mówimy w Slichot („Dniach przebaczenia” przed Nowym Rokiem): „Usłysz nasz głos, Stwórco, Panie Wszechmogący (Adonaj Elokejnu), zlituj się i okaż nam miłosierdzie, i przyjmij z miłosierdziem i z pragnieniem naszą modlitwę”. W modlitwie „Tachanun” (błaganie) w poniedziałki i czwartki mówimy: „Zlituj się nad nami, Adonaj, według Twojego miłosierdzia i nie oddaj nas w ręce okrutnych. Dlaczego mówią narody: Gdzie jest ich Bóg?… Nasz głos usłysz i zmiłuj się, i nie oddaj nas w ręce naszych wrogów, aby zetrzeć nasze imię… Ale mimo wszystko Imienia Twego nie zapomnieliśmy – nie zapomnij i Ty o nas”.
Trzeba zrozumieć ostatnie zdanie. Jego sens polega na tym, że prosimy Stwórcę, aby nam pomógł ze względu na to, że mówimy: „Ale mimo wszystko Imienia Twego nie zapomnieliśmy”. Jakie jest znaczenie i przyczyna tego, że mówimy, iż nie zapomnieliśmy Imienia Stwórcy, i na tej podstawie prosimy, by i On nas nie zapomniał?
Aby zrozumieć to, co powiedziano powyżej, trzeba wiedzieć, kim są te narody, które pytają: „Gdzie jest ich Bóg?”. Trzeba także zrozumieć, co mamy na myśli, mówiąc Stwórcy: „I nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Kim są ci „okrutni”? A także: gdybyśmy nie byli wydani w ręce okrutnych na wygnaniu, gdyby nie było nam tak źle, to nie modlilibyśmy się o wybawienie z tego wygnania. Wyjaśnijmy sens tego z punktu widzenia duchowej pracy.
Urodziliśmy się z pragnieniem otrzymywania, i po tym, jak nastąpiło skrócenie i ukrycie tego pragnienia, objawia się w nas tylko pragnienie otrzymywania dla własnej korzyści, i dlatego uważamy, że warto pracować tylko dla siebie. Z powodu tego, że jesteśmy zniewoleni pragnieniem otrzymywać dla własnej korzyści, jesteśmy oddzieleni od Stwórcy w wyniku skrócenia (cimcum), ponieważ, jak wiadomo, pod pojęciami bliskości i oddalenia rozumie się podobieństwo i zjednoczenie właściwości, oraz zmianę i różnicę właściwości.
Egoista jest oddzielony od Życia żyć i nie jest w stanie poczuć smaku Tory i przykazań. Tylko gdy człowiek wierzy, że wypełnia je dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści, tylko wtedy taki człowiek może zjednoczyć się z Tym, który daje Torę. Bo Stwórca jest Źródłem życia, i człowiek, który stłumił swój egoizm, odczuwa smak życia. I wtedy Tora staje się dla niego Torą życia.
Ale gdy człowiek jest oddzielony od Stwórcy, odczuwa tylko ciemność. Nasi mędrcy powiedzieli: „Zawsze niechaj człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami nawet lo liszma (nie dla niej samej), bo z lo liszma przyjdzie liszma (dla niej samej, czyli dla Stwórcy)”. Ale do tego potrzeba wielu warunków. Przede wszystkim człowiek musi mieć potrzebę zajmowania się Torą i przykazaniami dla niej samej, a nie dla własnej korzyści.
Aby osiągnąć takie wykonywanie, człowiek musi zawsze pamiętać, że dąży do tego nie po to, aby otrzymać jakąkolwiek materialną lub duchową nagrodę. I uczy się lo liszma dlatego, że tą drogą zasłuży na osiągnięcie poziomu przestrzegania Tory i przykazań liszma. I wtedy pojawia się u niego pytanie, bo poziom lo liszma nie wystarcza mu. Musi włożyć wysiłek, ponieważ ciało pyta człowieka: „Co zyskam na tym, że chcesz pracować, żeby oddawać?”. Człowiek odpowiada: „Jeśli włożę wysiłek w lo liszma, wtedy otrzymam bardzo ważną rzecz, która nazywa się liszma”. Ale w rzeczywistości jest odwrotnie. Jeśli powie ciału: „Zajmij się Torą i przykazaniami lo liszma, a to doprowadzi do liszma”, wtedy ciało z pewnością będzie mu przeszkadzać. Jeśli celem człowieka naprawdę jest osiągnięcie stanu zjednoczenia ze Stwórcą, to ciało przyniesie mu tak wiele wymówek, że nie będzie w stanie wykonać takiej pracy.
Człowiekowi, który uczy się lo liszma, aby osiągnąć stan liszma, ciało przeszkadza i nie pozwala mu zajmować się nawet lo liszma, ponieważ boi się, że człowiek osiągnie swój cel. Istnieją ludzie, którzy nie uczą się z zamiarem osiągnięcia stanu liszma – to znaczy tacy, którzy zajmują się Torą i przykazaniami tylko dlatego, że Stwórca nakazał nam to robić, licząc na otrzymanie zapłaty za wykonanie tego nakazu w przyszłym świecie. Ci ludzie nie mają zamiaru podczas studiowania Tory, że uczą się po to, by wyjść spod władzy miłości do siebie, że należy zajmować się Torą i przykazaniami, aby oddawać. Wtedy okazuje się, że taki człowiek nie idzie przeciwko swojemu ciału, to znaczy przeciwko swojemu egoizmowi, i dlatego jego ciało nie bardzo się sprzeciwia wypełnianiu Tory i przykazań, ponieważ człowiek i tak pozostaje całkowicie pod władzą swojego ciała, to znaczy egoizmu.
Zupełnie inaczej wszystko dzieje się u człowieka, który zajmuje się Torą i przykazaniami z zamiarem osiągnięcia stanu liszma. Dla takiego człowieka trudno jest zajmować się nawet lo liszma, ponieważ jego ciało boi się, że ten człowiek całkowicie wyjdzie spod władzy egoizmu i zacznie wszystko robić w Imię Stwórcy, i wtedy nic nie pozostanie pod władzą ciała.
Okazuje się, że istnieje różnica w samym stanie lo liszma, i ta różnica polega na zamiarach, które ma człowiek podczas zajmowania się Torą i przykazaniami lo liszma. Jeżeli człowiek ma zamiar pozostać w tym stanie i nie iść dalej, aby ostatecznie osiągnąć stan liszma, wtedy łatwo mu zajmować się Torą, ponieważ nie ma prawdziwego sprzeciwu ze strony ciała.
Jeżeli zaś człowiek podczas studiowania Tory i przykazań lo liszma ma zamiar osiągnąć stan liszma, to przez to idzie przeciwko pragnieniu ciała. I chociaż nadal znajduje się w stanie lo liszma, ale ponieważ jego celem jest osiągnięcie stanu liszma, to jego ciało sprzeciwia się i szkodzi każdej najmniejszej próbie człowieka posunięcia się w tym kierunku.
Dlatego ludzie, którzy nie mają celu osiągnąć stanu liszma, kiedy słyszą o istnieniu przeszkód i trudności u ludzi, którzy dążą do osiągnięcia stanu liszma, śmieją się z nich i mówią, że ich nie rozumieją. Nie rozumieją oni, jak to możliwe, że ludzie, idący drogą ku liszma, każdą drobną rzecz traktują jak wielką trudną do pokonania przeszkodę, i że najmniejsze posunięcie naprzód wymaga u nich ogromnych wysiłków. Ludzie, którzy nie mają celu osiągnąć stanu liszma, nie rozumieją ich i mówią: „Spójrzcie na siebie i na swoją drogę, spójrzcie, jak bardzo jest ona nieudana. A my, z Bożą pomocą, uczymy się i modlimy, i nie ma nad nami żadnej władzy ze strony ciała, która mogłaby nam przeszkodzić w zajmowaniu się Torą i przykazaniami. Na waszej zaś drodze, jak sami mówicie, wykonanie nawet najmniejszej rzeczy wymaga wielkich wysiłków”.
I można zrozumieć, dlaczego powiedzieli nasi mędrcy (traktat Suka, 52): „W przyszłości Stwórca zniszczy jecerra (zły początek, egoizm) u sprawiedliwych i u grzeszników. I sprawiedliwym wyda się on jak wysoka góra, a grzesznikom – jak włos”, itd. Nawet gdy nie mówimy o przyszłości, i tak można przytoczyć ten przykład, ponieważ ci, których zamiarem jest osiągnąć stan liszma, znajdują się na poziomie sprawiedliwych, ponieważ ich celem jest być sprawiedliwym. A co to znaczy być sprawiedliwym (cadik)? To znaczy, że wszystkie jego myśli są tylko w Imię Stwórcy. I u nich jecerra jest jak wysoka góra. A ci, którzy nie mają celu osiągnąć liszma, to znaczy wyjść spod władzy egoizmu, oni są na poziomie grzeszników, ponieważ jecerra, który jest otrzymywaniem, by otrzymywać tylko dla siebie, pozostaje u nich, i sami mówią, że nie chcą wyjść spod władzy miłości do siebie. I takim ludziom jecerra wydaje się jak włos.
To przypomina to, co opowiadają o rabimBunimie, którego zapytano w Gdańsku, który wówczas należał do Niemiec: „Dlaczego Żydzi w Polsce są kłamcami i chodzą w brudnych ubraniach, podczas gdy Żydzi w Niemczech są ludźmi prawdomównymi i chodzą w czystych ubraniach?”. I odpowiedział rabiBunim, że to przypomina to, co powiedział rabiPinchasbenJair (traktat AwodaZara): „Tora prowadzi do ostrożności…, czystość prowadzi do ascezy…, bojaźń grzechu prowadzi do świętości…”. Kiedy niemieccy Żydzi zaczęli przestrzegać czystości, ich zły początek powiedział im, że nie pozwoli im przestrzegać czystości, ponieważ czystość doprowadzi ich do dalszych rzeczy, które prowadzą do świętości. Następnie zły początek dodał, że jeśli chcą, aby pozwolił im osiągnąć świętość, to muszą przestać zajmować się czystością. Co mogli zrobić? Bardzo chcieli być czyści. I wtedy obiecali złemu początkowi, że jeśli przestanie im przeszkadzać w przestrzeganiu czystości, to oni nie pójdą dalej, i że nie musi się obawiać, że osiągną świętość, ponieważ są ludźmi prawdomównymi i nie oszukają. Dlatego niemieccy Żydzi są tacy schludni, ponieważ zły początek nie przeszkadza im przestrzegać czystości.
Kiedy zły początek zobaczył, że polscy Żydzi zajmują się czystością, również chciał im przeszkodzić, ponieważ bał się, że doprowadzi ich to do świętości, a on, jak wiadomo, jest temu przeciwny. I polscy Żydzi powiedzieli mu, że nie pójdą dalej. Ale gdy tylko się od nich oddalił, oni kontynuowali swoją drogę, aż osiągnęli świętość. Gdy zły początek zobaczył, że go okłamali, natychmiast zaczął z nimi walczyć, aby przestali przestrzegać czystości. Dlatego polscy Żydzi to kłamcy i trudno im chodzić w czystym ubraniu.
W tym samym duchu można zrozumieć, co mają na myśli nasi mędrcy, kiedy obiecują, że od zajmowania się Torą lo liszma można przejść do zajmowania się liszma. Zawsze musimy pamiętać, że zajmujemy się Torą, aby dojść do studiowania Jej w Imię Stwórcy, i to jest nasza zapłata, tego oczekujemy. Tym ludziom, którzy uczą się Tory lo liszma i nie mają pragnienia osiągnąć liszma, zły początek nie przeszkadza – i o tym opowiada przypowieść rabiegoBunima.
Zupełnie inaczej dzieje się u ludzi, którzy mają pragnienie osiągnąć stan liszma. Są oni zmuszeni zajmować się Torą lo liszma na początku, ponieważ nie ma innej drogi, jak powiedzieli nasi mędrcy, że od stanu lo liszma przechodzi się do stanu liszma. Tacy ludzie mają nadzieję, że stopniowo osiągną ten stan. I wtedy zły początek widzi, że podejmują wysiłki, aby osiągnąć liszma, i zaczyna wszelkimi sposobami przeszkadzać tym ludziom. Nie pozwala im wykonać nawet najmniejszego działania lo liszma, jak to opisano w odpowiedzi rabiegoBunima.
Widzimy więc, że w stanie lo liszma istnieją dwa poziomy. Pierwszy – gdy w zajmowaniu się Torą i przykazaniami lo liszma celem jest osiągnięcie stanu liszma. Człowiek, który idzie tą drogą, cały czas sprawdza siebie: czy choć trochę się posunął w odpowiednim kierunku, czy zbliżył się do poziomu liszma. I gdy widzi, że w ogóle nie poruszył się z miejsca, bardzo żałuje i odczuwa, jakby w ogóle nie zaczął służby Stwórcy. I dlatego, kiedy widzi, że nie może wykonać nawet najmniejszego działania liszma, czuje, jakby nic nie zrobił w służbie Stwórcy. I wtedy zaczyna myśleć: co będzie z jego celem, dni mijają, a on nie może wydostać się ze stanu, w którym się znajduje, i nadal pozostaje pod władzą miłości do siebie.
A co gorsza, każdego dnia, zamiast oceniać rzeczy przeszkadzające jego pracy jako nieistotne, drobne, widzi w nich wielką przeszkodę, której nie może pokonać.
O takich stanach, które nazywane są achoraim – tylną stroną, powiedział Baal Sulam, że właśnie w nich człowiek się posuwa naprzód. Jednak człowiekowi nie dane jest tego zobaczyć, ponieważ w przeciwnym razie byłby to już poziom panim – objawienia, „liku”. Ponieważ kiedy człowiek widzi, że się posuwa naprzód, wtedy słabnie jego siła modlitwy, bo widzi, że nie jest tak źle, że mimo wszystko się porusza, choćby małymi krokami, choćby powoli, ale jednak idzie we właściwym kierunku.
Natomiast gdy człowiek widzi, że idzie wstecz (achora), wtedy jego modlitwa wyrywa się z głębi serca, proporcjonalnie do cierpienia, jakie odczuwa w tym złym stanie. I teraz można zrozumieć to, co mówimy w modlitwie Tachanun: „Zlituj się nad nami, Stwórco, według Twojego miłosierdzia i nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Kim więc są ci „okrutni”?
Należy pamiętać, że gdy mówimy o wewnętrznej pracy danego człowieka, wtedy trzeba rozpatrywać tego człowieka jako mały świat, który zawiera w sobie wszystko, w tym poziom narodów świata. To znaczy, że są mu właściwe namiętności i poglądy narodów świata i że znajduje się on na wygnaniu pod władzą tych namiętności i pojęć, które znajdują się w nim samym. I to nazywa się „ręce okrutnych”. I dlatego prosimy Stwórcę: „Nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Okrutnym w świecie materialnym nazywa się tego, kto zadaje człowiekowi cierpienie bez jakiegokolwiek miłosierdzia i nie obchodzi go, że sprawia drugiemu ból.
Podobnie jest w służbie Stwórcy. Kiedy człowiek chce przyjąć na siebie władzę wyższego sterowania, wtedy „ziemskie” namiętności i poglądy budzą się w nim i dręczą go, i człowiek musi z nimi walczyć. A jeśli okażą się silniejsze od niego, to ulega im i zmuszony jest ich słuchać. I to prowadzi do cierpienia.
Napisano w Torze: „I jęczeli synowie Israela z powodu pracy, i ich wołanie z pracy wzniosło się do Stwórcy. I usłyszał On ich jęki…”. A zatem widzimy, że cierpienia, które człowiek otrzymuje od złego początku, są przyczyną modlitwy.
Zgodnie z powiedzianym wynika, że właśnie podczas walki zezłym początkiem, kiedy człowiek myśli, że nie może się posuwać naprzód, właśnie wtedy pojawia się u niego możliwość poruszania się do przodu. Baal Sulam mówił, że człowiek nawet nie jest w stanie ocenić ważności czasu poważnego kontaktu ze Stwórcą.
Okazuje się, że człowiek czuje, że znajduje się w rękach okrutnych, i że narody świata, które są wokół niego, nie mają wobec niego żadnego miłosierdzia. A głównym przejawem ich okrucieństwa jest to, że pytają człowieka, jak napisano: „Dlaczego mówią narody: Gdzie jest ich Bóg?”. I to jest pytanie heretyków – oni chcą wymazać z niego imię Israela, jak powiedziano: „Nie oddaj nas w ręce naszych wrogów, aby zetrzeć nasze imię…”. Okazuje się, że głównym celem narodów świata (egoistycznych namiętności i poglądów wewnątrz samego człowieka) jest to, aby wyrwał on z siebie wiarę Israela w Stwórcę. I tymi roszczeniami oddzielają się oni od Stwórcy, nie mogą się z Nim połączyć, zjednoczyć z Życiem żyć i poczuć smaku życia duchowego.
Dlatego mówią: „Gdzie jest ich Bóg?”. Ale „Imienia Twego nie zapomnieliśmy”, czyli my jeszcze pamiętamy, do kogo trzeba się zwracać, że Stwórca pozostał w nas, a nie tylko w Imieniu; a oni prowadzą do tego, że Jego Imię pozostaje u nas „suche”, bez żadnego smaku i znaczenia. Ale mimo wszystko „Imienia Twego nie zapomnieliśmy”, dlatego prosimy: „Nie zapomnij i Ty o nas”, aby Stwórca dał nam siły, by zjednoczyć się z Nim, abyśmy mogli pojąć to, co zawiera się w Jego Świętym Imieniu.
Powiedziano w Torze, że umierający Jaakow wezwał swojego syna Josefa, okazując mu prawdziwe miłosierdzie tym, że Josef zabierze jego szczątki po wyjściu z Egiptu i pochowa je w ziemi Israela. Ale dlaczego Jaakow wezwał właśnie Josefa i dlaczego powiedział mu: „…okaż mi prawdziwe miłosierdzie”? Raszi wyjaśnia, że prawdziwe miłosierdzie – to miłosierdzie wobec zmarłych, kiedy człowiek nie oczekuje odwzajemnionej nagrody. Ale w Torze napisano: „I dałem ci jeden dział więcej niż twoim braciom”. Raszi wyjaśnia: ponieważ podjąłeś się mojego pogrzebu. Jeśli Jaakow daje Josefowi przewagę w jednym dziale nad jego braćmi w zamian za to, że Josef trudzi się przeniesieniem jego prochów i pochówkiem w ziemi Israela, to nie jest to prawdziwe miłosierdzie, ponieważ opłaca mu jego trudy przez to, że daje przewagę w jednym dziale nad braćmi. A prawdziwe miłosierdzie to miłosierdzie wobec zmarłych: „Bo miłosierdzie wobec zmarłych to takie, z którego nie oczekuje się odwzajemnienia”.
Aby zrozumieć powyższe, trzeba najpierw przypomnieć, na czym polega cel stworzenia świata. A on, jak się uczyliśmy, polega na tym, aby nasłodzić stworzenia. Jednak aby nie pojawił się wstyd z otrzymywania niezasłużonego nasłodzenia, wprowadzono takie naprawienie, dzięki któremu podczas otrzymywania przyjemności wstyd nie jest odczuwany. Takie naprawienie osiąga się przez dołączenie do otrzymywania zamiaru „nasłodzić dającego”. Wtedy, ponieważ zamiarem otrzymującego nie jest korzyść własna, lecz wszystko, co otrzymuje, otrzymuje po to, by sprawić nasłodzenie Stwórcy, ponieważ chce Go nasłodzić, wtedy znika wstyd.
Ale jak tylko taki zamiar znika, natychmiast znika samo nasłodzenie. W języku kabały: światło opuszcza pragnienia nasłodzenia (kli), jak tylko tracą one zamiar oddawać, innymi słowy, gdy znika ekran, znika światło (nasłodzenie). Kli traci światło odbite (zamiar nasłodzić Stwórcę), czyli odwrotne światło (or chozer), którego sens polega na tym, że niższy chce zwrócić nasłodzenie wyższemu. Czyli tak jak wyższe światło wchodzi w niższego, by nasłodzić stworzenie, tak też niższy z kolei oddaje teraz nasłodzenie wyższemu. Inaczej mówiąc, niższy chce nasłodzić wyższego tym, że otrzymuje wyższe światło.
I z tego samego powodu powstały nieczyste siły (klipot), których właściwością jest pragnienie otrzymywać wyłącznie dla siebie. I dobro, i zło, które odczuwamy w naszym świecie, również wypływają z tego powodu, i wszystkie wady oraz naprawy wynikają z tego samego pragnienia, zwanego „pragnieniem otrzymania nasłodzenia”.
Jednak gdyby kli otrzymujące (kli kabala) pozostało takim, jakim powstało, jakim stworzył je Stwórca – otrzymującym dla siebie, wywoływałoby to wstyd przy przyjmowaniu nasłodzenia z powodu różnicy właściwości przyjmującego względem właściwości dającego – Stwórcy. Dlatego zostało dokonane naprawienie, zwane „zamiarem dla oddawania”. I ten zamiar zmienia sens pragnienia – z pragnienia otrzymać dla siebie, na pragnienie otrzymać dla oddania. I na tej zmianie zamiaru polega cała praca człowieka, którą ma on wykonać.
W ten sposób, jeśli niższy (przez niższego zawsze rozumie się stworzenie, człowieka, a przez wyższego – Stwórcę) ma siłę pracować w oddawaniu, otrzymuje wyższe światło, a poziom otrzymywanego światła określa się wielkością siły oddawania. Im większy egoizm człowiek potrafi pokonać, zastosowawszy go z altruistycznym zamiarem, oddając odwrotne światło (or chozer), tym wyższego duchowego stopnia on osiąga i tym w większym stopniu odczuwa całe stworzenie i samego Stwórcę, czyli wszystko zależy od poziomu oddawania, siły ekranu, do jakiego niższy jest zdolny.
Pragnienie otrzymywania, zwane stworzeniem, kli, do którego świeci wyższe światło – nasłodzenie, dzieli się na cztery kategorie.
- Cały świat, który podąża za swoim pragnieniem otrzymania przyjemności i nasłodzenia w chęci nasłodzenia siebie.
- Ci, którzy dostarczają przyjemności i nasłodzenia innym. I tutaj są dwie podkategorie.
a) Jeśli dostarczają przyjemności i nasłodzenia innym i biorą za to pieniądze, to nie jest to uważane za oddawanie innym, a nazywa się to wymianą, kiedy każdy wymienia to, co ma, a drugi daje mu w zamian to, co ma u siebie. Na przykład, jeśli ktoś jest właścicielem restauracji lub hotelu i udostępnia ludziom miejsce do noclegu albo jedzenie i picie, nikt nie powie o nim, że działa w oddawaniu, ponieważ za swoją pracę otrzymuje pieniądze i dodatkowo ocenia, ile pieniędzy ma wziąć za to, co daje. Albo weźmy na przykład kelnerów, którzy obsługują gości: nawet jeśli nie biorą od gości żadnej zapłaty – w każdym razie nikt nie powie, że kelnerzy działają w oddawaniu, ponieważ właściciel hotelu płaci im za to, że obsługują gości.
b) Gdy człowiek działa w oddawaniu, czyli daje ludziom jedzenie i picie oraz udostępnia nocleg, ale nie żąda za to żadnego wynagrodzenia pieniężnego, sam wie, że czyniąc przysługi innym, zdobywa sobie dobrą sławę i stara się o to, by całe miasto wiedziało, że zasługuje na szacunek za to, że poświęca swoje siły i środki na potrzeby społeczne. Taki człowiek zasługuje na miano dobrego dobroczyńcy, gościnnego gospodarza itd., i mimo że robi to dla uzyskania szacunku, nikt nie może powiedzieć, że wszystko, co robi, robi dla siebie, czyli dlatego, że pragnie szacunku. I jest przyjęte na świecie, że jeśli człowiek postępuje w ten sposób, czyli czyni dobro dla społeczeństwa, uważa się, że służy społeczeństwu bez żadnej zapłaty. I rzeczywiście wszyscy go szanują za jego prawość i bezinteresowność.
Lecz w duchowej pracy ta kategoria nazywa się „oddawanie w celu otrzymywania” (leaszpia al menatlekabel). Inaczej mówiąc, pierwsza kategoria nazywa się „otrzymywanie w celu otrzymywania” (lekabel al menatlekabel), natomiast omawiana kategoria, gdy człowiek nie pragnie pieniędzy za swoje trudy, nazywa się „oddawanie w celu otrzymywania” (leaszpia al menatlekabel), lub „nie dla Stwórcy” (lo liszma).
I choć samo działanie polega na tym, by dawać, bo człowiek poświęca swoje siły i środki na wyższe cele, lecz w zamian pragnie nagrody, to właśnie to określa drugą kategorię, zwaną „dawaniem w celu otrzymywania”.
3.Trzecia kategoria jest wtedy, gdy za swoje wysiłki, czy to włożone siły, czy wydane środki, człowiek nie pragnie niczego w zamian. To znaczy, w relacjach z bliźnim zachowuje skromność, nie rozgłasza swoich czynów, a w relacji ze Stwórcą, zwracając się do Niego, mówi: „Dziękuję Ci za to, że dałeś mi pragnienie zrobić coś dla Twojego nasłodzenia, a cała moja nagroda polega na tym, że miałem zaszczyt służyć Tobie. I proszę Cię, abyś dał mi nagrodę, zwiększając moje pragnienie w taki sposób, żeby nie pojawiły się we mnie żadne obce myśli, by zrobić coś dla własnej korzyści, a wszystkie moje pragnienia byłyby tylko po to, by pracować dla Ciebie. I uważam, że nie ma na świecie nic ważniejszego, na co człowiek mógłby mieć nadzieję w życiu, niż szczęście, kiedy człowiek ma zaszczyt służyć swojemu Stwórcy i może nie myśleć o osobistej korzyści, a myśleć tylko o Jego pożytku – taki człowiek naprawdę jest szczęśliwy. I wiem to, ponieważ tak czuję, i dlatego nie chcę żadnej innej nagrody poza tą. Podczas gdy wszyscy ludzie, będąc tacy sami w swoim pragnieniu być szczęśliwymi, pracują dla bogactwa i starają się je osiągnąć. I nie wiedzą, czym jest prawdziwe szczęście. A ja wiem, czym ono jest”.
Dlatego prosi, aby Stwórca obdarzył go możliwością pomnażania pracy dla Stwórcy, jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Awot, cz. 4): „Nagrodą za przykazanie – jest przykazanie”. Dlatego właśnie na tę nagrodę liczy. Ta kategoria ludzi nazywa się „dawać w celu dawania” (leaszpia al menatleaszpia), albo kategoria „dla Stwórcy” (liszma).
4.Czwarta kategoria, kiedy człowiek jest już gotów powiedzieć: „Chcę otrzymywać nasłodzenie nie z dawania, lecz z tego, że naprawdę otrzymuję”, ponieważ osiągnął już poziom dawania w celu dawania i jest pewny, że nie myśli o własnej korzyści. Zaczyna wtedy rozumować w ten sposób: „Czy Stwórca musi od nas coś otrzymywać? Przecież Jemu należy się cały świat”. To rozumowanie prowadzi człowieka do rozważania celu stworzenia świata, i widzi on, że celem tym jest nasłodzić stworzenia, czyli Stwórca chce dać Swoim stworzeniom nasłodzenie i dobro. Dlatego zwraca się do Stwórcy: „Daj mi dobro i nasłodzenie, przecież ja chcę tego nie dla nasłodzenia siebie, lecz dlatego, że z tego, że ja się nasładzam – Ty się nasładzasz! Tylko z tym zamiarem proszę, byś dał mi dobro i nasłodzenie, bo nie ma we mnie ani odrobiny pragnienia egoistycznego samonasłodzenia, a wszystkie moje myśli i działania są ukierunkowane tylko na to, by sprawić radość Tobie”.
Gdy człowiek chce wyrwać się ze stanu, w którym znajduje się reszta świata – otrzymujących w celu otrzymywania, porządek działania jest taki, że najpierw wchodzi w drugi stan, który nazywa się „dawanie w celu otrzymywania”, lub kategoria „dla siebie” (lo liszma), ponieważ według działania – on daje, ale za swoją pracę w oddawaniu liczy na nagrodę.
I tutaj również trzeba rozróżnić dwa momenty.
1.Człowiek chce nagrody od ludzi i wygląda to tak, jakby pracował i czynił dobro, ponieważ ludzie zobowiązują go przez ten szacunek, który mu okazują. Również wychodzi na to, że wykonuje Torę i przykazania dlatego, że ludzie – a nie Stwórca – zobowiązują go do tego.
2.Człowiek pracuje bezinteresownie i nie chce od ludzi żadnej nagrody, bo nie pokazuje im swojej pracy; ale chce, aby sam Stwórca wynagrodził go za wypełnianie Tory i przykazań. I tutaj jest ogromna różnica w porównaniu ze stanem „dla siebie” (lo liszma), ponieważ w tym stanie to Stwórca nakazuje mu wykonywać Torę i przykazania, a nie ludzie go do tego zmuszają. Dlatego mówi się, że taki człowiek służy Stwórcy, ponieważ cała jego praca polega na wypełnianiu przykazań danych nam przez Stwórcę. A najważniejsze – że nagrody za swoją pracę oczekuje od samego Stwórcy, a nie od śmiertelnych ludzi.
Jednak, jak powiedziano (traktat „Pesachim”, 50b): „Zawsze niech człowiek wykonuje Torę i przykazania, choćby nawet dla siebie, ponieważ z «dla siebie» przychodzi się do «dla Stwórcy» (mitochszelelo liszma ba’im liszma)”.
I w pracy dla siebie, gdy człowiek chce osiągnąć poziom „dla Stwórcy”, musi szczególnie uważać, by się nie potknąć, dobrze rozumieć, dokąd zmierza, i trzymać się wskazówek, które pomogłyby mu wyjść ze stanu dla siebie i dojść do stanu dla Stwórcy. I dlatego ten etap jest szczególnie trudny, bo człowiek nie jest w stanie rozpoznać prawdy i dostrzec, gdzie prawda, a gdzie fałsz, ponieważ jest to zakorzenione w jego naturze – nie widzieć własnych wad, ponieważ „człowiek jest bliski samemu sobie”, czyli jest nieobiektywny, podobny do tego, kto wziął łapówkę. A jak wiadomo: „łapówka zaślepia oczy mędrców”. Co więcej, nawet jeśli widzi prawdę – to znaczy, że idzie niewłaściwą drogą i powinien pójść inną i wyjść z egoizmu – to egoistyczne pragnienie (Micraim – Egipt) panuje nad jego ciałem i człowiek nie jest w stanie wyjść spod jego władzy bez pomocy z góry. O takim stanie powiedziano: „Namiętności człowieka codziennie go pokonują, i jeśli nie pomoże mu Stwórca, nie da sobie rady”.
Z tego wszystkiego wynika, że główna praca zaczyna się w drugim stanie, który nazywa się „dla siebie” (lo liszma). Główna praca – to praca z ciałem człowieka, które się sprzeciwia i przeszkadza mu w pracy – zaczyna się wtedy, gdy człowiek pracuje bezinteresownie i nie oczekuje od ludzi żadnej nagrody, lecz pracuje tylko dla Stwórcy, ponieważ Stwórca nakazał nam wypełniać Torę i przykazania.
Człowiek na tym etapie swojej drogi już chce wypełniać wolę Stwórcy i tylko z tego powodu wykonuje Torę i przykazania. Ale mimo to oczekuje za to nagrody – czyli jest dla niego oczywiste, że nie jest w stanie pracować bez żadnej zapłaty. I tylko jeśli obieca swojemu ciału, że otrzyma coś w zamian za wysiłek, to w takiej mierze, w jakiej ciało uwierzy w zapłatę, w tej mierze będzie on zdolny wypełniać Torę i przykazania, ale gdy tylko ciało zwątpi w zapłatę, traci on energię do podejmowania wysiłku. I w tym stanie, gdy człowiek chce służyć Stwórcy bez względu na nagrodę, jego ciało protestuje z całych sił i nie daje mu spokoju. Wtedy człowiek zwraca się tak do swojego ciała: „Chcę wypełniać Torę i przykazania bez żadnej zapłaty, a tylko wykonując przykazanie wiary, czyli wierząc w wielkość Stwórcy, mimo że ty, moje ciało, nie odczuwasz wielkości Stwórcy, aby warto było słuchać Jego głosu i wykonywać Jego przykazania, i przez to Mu służyć. Ale gdyby tu znalazł się jeden z wielkich pokolenia i trzeba byłoby mu służyć, a on nie powierzyłby tej roli każdemu, i wybór padłby na kilku ludzi, a ja znalazłbym się wśród nich – jaką wtedy poczułbym radość! Więc dlaczego w służbie Stwórcy nie jestem w stanie pracować bez zapłaty, a czekam, aż coś mi dadzą za moje usługi? To dlatego, że w pierwszym przypadku widzę człowieka, którego wszyscy szanują, i mówią mi, jak bardzo jest wielki, i pojmuję jego wielkość, o której mówią, i służę mu z powodu jego wielkości”.
Jeśli chodzi o Stwórcę, jesteśmy zobowiązani wierzyć w Jego wielkość i znaczenie, a co najważniejsze – wierzyć, że On jest absolutnie dobry i czyni dobro. Ale ciało chce to widzieć na własne oczy, a nie tylko wierzyć. Z tego powodu, nawet w przypadkach, gdy człowiekowi udaje się częściowo poczuć wiarę, czyli jego wiary wystarcza, by oddawać Stwórcy choćby częściowo, nawet wtedy nie ma siły, by wierzyć z pełną wiarą (zob. Przedmowa do Taldmudu dziesięciu sfirot, p. 14).
I z tego, co powiedziano, możemy wywnioskować, co jest przyczyną tego, że człowiek nie jest w stanie poruszać się naprzód w swojej pracy w oddawaniu, czyli dlaczego tam, gdzie nie widzi zapłaty za swój trud, traci siły i ciało przestaje pracować. Należy powiedzieć, że jedyną tego przyczyną jest brak wiary. I jeśli człowiek o tym wie, czyli rozumie przyczynę, która go osłabia do tego stopnia, że traci siłę do pracy, to istnieje nadzieja, że będzie w stanie się naprawić i stać się duchowo zdrowy i silny, by znów podjąć duchową pracę.
Natomiast jeśli nie zna prawdziwej przyczyny swojej słabości, może słuchać rad różnych ludzi – jak się wyleczyć. Ale to mu nie pomoże, bo każdy powie według własnego rozumienia, jak należy się leczyć, a on natychmiast przyjmie od nich lekarstwo i uzna, że się na tym znają, bo inaczej by ich nie słuchał. Co więcej, tym łatwiej uwierzyć, że inni wiedzą, o czym mówią, bo sami uważają się za wielkich znawców w sprawach wiary, a leki, które zalecają, nie zagrażają jego egoistycznemu życiu. Dlatego każdy, kto poczuje słabość w pracy, zwraca się do nich, a oni dają mu lekarstwa. Ale te lekarstwa to środki uspokajające. Czyli ten, kto odczuwa lekkie cierpienie z powodu tego, że widzi, jak daleki jest od prawdy, i nie chcąc się oszukiwać, prosi o lek, by uleczyć swoją słabość w pracy – po przyjęciu zalecanych przez nich leków początkowo myśli, że są one prawdziwe, bo cierpienie z powodu tego, że nie idzie prawdziwą drogą, znika, i dzięki przyjętemu lekarstwu zniknęła jego potrzeba prawdy, a więc te lekarstwa to środki uspokajające, czyli tłumią ból!
I to jest tak, jak gdyby człowieka bolała głowa i wziął środek przeciwbólowy, który nie leczy, lecz tylko na jakiś czas łagodzi ból. Tak samo jest i w naszej sprawie: wszystkie rady, które otrzymuje od zwykłych ludzi, nie mogą mu zalecić metody pracy w oddawaniu, a tylko go uspokajają, nie dotykając istoty jego „choroby”, która jest główną przyczyną duchowej słabości człowieka.
A jeśli człowiek rozpozna przyczynę swojej choroby i zrozumie, że wszystko polega na tym, że brak mu wiary w wielkość i znaczenie Stwórcy – w takim stanie Stwórca odczuwany jest przez człowieka jako jakaś mało znacząca siła, całkowicie nieistotna. Dlatego takie odczucie Stwórcy w języku Zoharu nazywa się „Szchina be-afra (Szchina w prochu)” – w oczach człowieka tak nisko odczuwana jest Wielkość Stwórcy. Z tego wynika cała praca człowieka polega ona na tym, aby „podnieść Stwórcę z prochu”, i to otwiera przed nami zupełnie nową drogę w duchowej pracy.
A więc człowiek powinien zrozumieć, że w praktycznym, dostępnym dla nas wszystkich wykonywaniu Tory i przykazań (naase), zarówno w słowach, jak i w czynach, należy rozróżniać:
- samo działanie;
- jego zamiar.
To znaczy, że i w Torze, i w przykazaniach istnieje jeszcze zamiar, i trzeba wyjaśnić, co chciałbym otrzymać za wykonanie Tory i przykazań. To właśnie określa, jak powinienem się ustawić podczas ich wykonywania. Ale najważniejsze – człowiek musi określić, dla kogo je wykonuje.
Większość ludzi (klal) nie potrzebuje szczególnego ustawiania swojego zamiaru podczas wykonywania Tory i przykazań, ponieważ, jak powiedziano: z „dla siebie” (lo liszma) przychodzi się do „dla Stwórcy” (liszma). I dla tego wystarczają same działania, dlatego nie należy ich zmuszać do tworzenia właściwego zamiaru. Bo już to, że oni praktycznie wykonują Torę i przykazania, zarówno w słowach, jak i w czynach – nieważne w jakim zamiarze, nawet jeśli nie mają żadnego zamiaru poza „tak nam nakazał Stwórca” – to już wystarcza dla kategorii „dla siebie” (lo liszma).
Jednak kiedy człowiek chce osiągnąć kategorię „dla Stwórcy” (liszma) i pragnie wykonywać Torę i przykazania nie dla otrzymania nagrody, lecz po to, aby sprawić nasłodzenie Stwórcy, aby dojść do tego, konieczny jest właściwy zamiar, czyli trzeba być świadomym, z jakim zamiarem wykonuję przykazanie, które właśnie teraz spełniam.
Ale jak wiemy, nie sposób pracować bez zapłaty, nasze ciało potrzebuje energii do wykonania pracy umysłowej, fizycznej czy moralnej. Ciało stworzone jest przez Stwórcę tak, że bez otrzymania korzyści w jakiejkolwiek formie nie jest w stanie niczego wykonać, jak maszyna bez paliwa.
Co więc można powiedzieć człowiekowi, aby stworzyć motywację do pracy nie dla nagrody, przecież nie nagroda jest mu potrzebna? Istnieje tylko jeden sposób: możemy powiedzieć mu, że zasłuży, by służyć samemu Największemu.
Człowiek z natury, znów – stworzonej przez Stwórcę – jest tak ukształtowany, że ulega opinii większości, temu, kogo wszyscy wywyższają i szanują. Dlatego jeśli objawi mu się wielkość Stwórcy, nie będzie żadnego trudu w pracy dla Stwórcy, a wręcz przeciwnie, nie będzie dla niego większego nasłodzenia niż służba Królowi. To nasłodzenie zależy bezpośrednio od wielkości Stwórcy w oczach człowieka, czyli stopień nasłodzenia ze służby Stwórcy zależy tylko od tego, jak wysoko człowiek Go ceni. A ponieważ „Szchina jest na wygnaniu” (Szchinta be-galuta) i „Szchina w prochu” (Szchinta be-afra), powiedziano w Zoharze, że człowiek powinien skierować swoje zamiary na to, by podnieść Stwórcę z prochu, gdyż proch to ten brud, po którym człowiek depcze swoimi piętami i uważa, że wszystko inne jest wyżej niż proch.
To znaczy, że podczas wykonywania Tory i przykazań człowiek w swoim zamiarze powinien ustawiać się tak, aby jego nagrodą za ich wykonanie było zasłużenie na „podniesienie Szchiny z prochu” w swoich oczach. Innymi słowy nagroda, której oczekuje za swój trud w wypełnianiu Tory i przykazań, polega na tym, by zasłużyć na odczucie służby Wielkiemu Królowi. Czyli poczuć podczas pracy, że pracuje dla duchowego, ponieważ w pracy na oddawanie (al menatlehaszpia) odczuwa smak prochu, ponieważ duchowość jest przed nami ukryta do tego stopnia, że nie widzimy ani nie odczuwamy jej znaczenia i to jest źródło wszystkich przeszkód na drodze do duchowości.
Ale jeśli Stwórca zdejmie z Siebie zasłonę, i człowiek poczuje Jego znaczenie i wielkość, to będzie to najlepsza nagroda, jakiej człowiek może sobie życzyć w życiu. I pragnie, aby dano mu możliwość podziękowania Stwórcy za to, że stworzył go dla Swojej chwały. I chce służyć Stwórcy tak, by całe jego ciało się z tym zgadzało, a serce całkowicie było zgodne ze słowami ust w dziękczynieniu Stwórcy za to, że stworzył go dla Swojej chwały, a nie dla własnego ludzkiego egoizmu, i żeby wszystkie jego pragnienia zjednoczyły się w jednym zamiarze – nasłodzić Stwórcę.
I właśnie do takiego zamiaru człowiek powinien dążyć w każdym wykonywanym przez siebie działaniu, aby dzięki temu działaniu Stwórca obdarzył go zamiarem na oddawanie i unicestwił jego egoistyczne pragnienia. Bo człowiek widzi, że nie jest w stanie wyjść spod ich władzy, i że Israel – jego dążenie do Stwórcy, jest na wygnaniu pośród narodów świata, egoistycznych pragnień jego ciała.
Powiedziano w Zoharze: „Bo człowiek – to mały świat”. Tak jak na świecie istnieje siedemdziesiąt narodów, tak i w człowieku jest siedemdziesiąt egoistycznych pragnień; tak jak na świecie istnieje jeden naród Israel, tak i w człowieku istnieje jedno szczególne pragnienie – dążenie do Stwórcy, ale Israel w nim jest na wygnaniu, pod władzą siedemdziesięciu narodów, które są w jego ciele.
Powiedzieli mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają” (traktat Szabat, 104b). „Temu, kto przychodzi” – oznacza działanie, które człowiek wykonuje z pragnieniem skierowania zamiaru ku Stwórcy (liszma), ale nie ma on możliwości tego zrobić, ponieważ znajduje się w wygnaniu pod władzą narodów świata. „Pomagają” – oznacza, że Stwórca ratuje go z wygnania pośród narodów, które nad nim panują. Zgodnie z tym wynika, że kiedy człowiek wykonuje działanie z pragnieniem, aby było ono dla Stwórcy, a nie pochodziło z egoizmu, czyli nie było dla otrzymania nagrody, zapłaty w tym świecie lub w przyszłym, to mimo wszystko chce otrzymać coś za swoje działanie. Jednak teraz prosi Stwórcę, aby jego działanie przyniosło mu pełne zadowolenie, odczucie, że jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, bo służy Królowi. A gdyby otrzymał jeszcze coś za swoją pracę – to zaszkodziłoby to jego służbie Królowi i oznaczałoby, że chce czegoś jeszcze.
Ale czego jeszcze miałby chcieć? Dlaczego więc nie odczuwa drżenia, gdy rozmawia z Królem? Na przykład, gdy prosi Stwórcę o coś podczas „Błogosławieństwa na pokarm” i mówi: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, który wyprowadzasz chleb z ziemi”? Dlaczego nie potrafi stanąć przed Stwórcą z bojaźnią i lękiem, jak zwykli ludzie stoją przed królem, a on mówi do Stwórcy i nic w nim nie drży na myśl o tym, z Kim rozmawia?
Jeśli człowiekowi jest boleśnie odczuwać w sobie taki stan i ponieważ nie jest w stanie sam się naprawić, prosi Stwórcę o pomoc, aby Stwórca objawił się mu choć trochę, by mógł poczuć, że rzeczywiście stoi przed Królem królów.
Na stwierdzenie „temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają” Zohar pyta: Czym? I odpowiada: świętą duszą (neszmata kadisza), czyli dają mu z góry światło, zwane duszą (neszama), które pomaga człowiekowi uzyskać zdolność wyjścia spod władzy egoistycznego wygnania i wejścia do świętości (kdusza) – wejścia w taki stan, że wszystkie jego myśli będą tylko o tym, jak sprawić błogość Stwórcy; ponieważ za pomocą duszy, duchowego pragnienia oddawać, które otrzymał, znikają ukrycie i skrócenie (cimcum) w odczuwaniu Stwórcy, i otwiera się przed człowiekiem wielkość Stwórcy, a jego ciało skłania się przed światłem Stwórcy „jak świeca przed pochodnią”. I wtedy czuje, że wyszedł z niewoli na wolność.
Ale w chwili, gdy chciałby pracować tylko dla Stwórcy, od razu objawiają mu się pytania siedemdziesięciu narodów świata, które są w jego ciele. I pytają: czy nie można by całkowicie zrezygnować z pragnień ciała, nie myśleć o nim w ogóle, a wszystkie siły i uczucia poświęcić jedynie poszukiwaniu tego, jak sprawić błogość Stwórcy? Te pytania są niebezpieczne, ponieważ człowiek nie rozumie: czy to są myśli narodu Israel, czy należą do siedemdziesięciu narodów świata. I myśli człowiek, że to jego własne myśli i że sam sobie zadaje te pytania, a jak można walczyć z samym sobą?
Człowiek stworzony jest tak, że dopóki wierzy, iż to nie jego własne myśli, może z nimi walczyć jak z ciałem obcym, ale jeśli zacznie sądzić, że te obce myśli to jego własne – nie będzie w stanie z nimi walczyć, tak jak nie jest w stanie walczyć z samym sobą.
I nie ma dla człowieka innego wyjścia, jak tylko prosić Stwórcę, aby pomógł mu wyjść z tego gorzkiego wygnania. Jak powiedziano w Zoharze, pomoc przychodząca z góry polega na tym, że dają człowiekowi duszę – i tylko za pomocą duszy, odsłaniającej wielkość Stwórcy, ciało może się poddać. Tak jest powiedziane o wyjściu Israela z Egiptu w Hagadzie Paschalnej: „Nad wszystkimi bogami Egiptu dokonam sądu, Ja – Stwórca, Ja, a nie posłaniec, Ja, a nie kto inny”. To znaczy, że tylko Stwórca może pomóc wyjść z niewoli i wygnania u Faraona, króla egipskiego, który trzyma człowieka tak, że nie może on wyjść z egoizmu i musi służyć tylko własnej korzyści.
W swoich wysiłkach, by samodzielnie wyjść z wygnania w swoich egoistycznych pragnieniach, człowiek dochodzi do takiego stanu, że jest całkowicie zdezorientowany i widzi pełną niemożność wyjścia z wygnania, i nic nie może mu podpowiedzieć, jak działać, by chociaż w czymkolwiek być zdolnym działać dla Stwórcy – i wtedy przychodzi pomoc z góry.
Ale kiedy człowiek może powiedzieć, że nie ma żadnej myśli, jak zrobić choćby coś dla Stwórcy? Tylko wtedy, gdy ze swojej strony zrobił już wszystko, co było w jego mocy, i wykorzystał wszystkie istniejące na świecie rady, które mogłyby mu pomóc, a mimo to nic mu nie pomogło; tylko wtedy może powiedzieć z pełnym prawem: „Jeśli Stwórca mi nie pomoże – jestem zgubiony, bo wszystko, co leżało w ludzkich siłach – wszystko już zrobiłem, i nic mi nie pomogło”.
Na przykład, jeśli ktoś zachorował w domu, wzywa się lekarza, wierząc, że lekarz będzie dobrym posłańcem Stwórcy i chory wyzdrowieje. Ale jeśli nie wyzdrowieje, idzie się do profesora, wierząc, że on na pewno będzie dobrym posłańcem Stwórcy i wyleczy chorego. Jeśli jednak profesor też nie może pomóc, zwołuje się konsylium profesorów w nadziei, że razem, po naradzie, znajdą jakieś lekarstwo dla chorego. A jeśli i to nie pomaga, wtedy zwraca się do Stwórcy: „Władco Świata, jeśli i Ty nie pomożesz – nie ma już nikogo, kto pomoże, bo byliśmy już u wszystkich wielkich lekarzy, Twoich posłańców, i nikt nie może mi pomóc, i nie mam już do kogo zwrócić się o pomoc, oprócz Ciebie, byś mi pomógł”. I gdy chory wraca do zdrowia, człowiek mówi, że sam Stwórca osobiście, a nie przez posłańców, mu pomógł.
I o tym mówi się w Hagadzie Paschalnej o wyjściu z Egiptu, że wyjście z Egiptu nastąpiło z pomocą samego Stwórcy, a nie z pomocą posłańca, jak powiedziano: „…i nad wszystkimi bogami Egiptu dokonam Ja sądu, Ja – Stwórca, Ja, a nie posłaniec, Ja, a nie kto inny”.
Czyli tylko wtedy, gdy człowiek wyczerpał już wszystkie rady, które można porównać do posłańców – jak lekarze w naszym przykładzie – i nic nie pomogło, wtedy człowiek może zawołać z głębi serca, ponieważ nie ma się już do kogo zwrócić po pomoc, bo wykorzystał już wszystkie możliwe rady,jak powiedziano w Torze: „I jęczeli synowie Israela z powodu pracy, i zawołali, i wzniosło się ich wołanie z pracy do Stwórcy…”. Co znaczy, że od pracy był ich jęk? „Od pracy” – czyli po tym, jak człowiek zrobił już wszystko, co tylko można było zrobić z punktu widzenia wysiłku, i zobaczył, że po całej tej pracy nie przychodzi zbawienie. Dlatego modlitwa podnosi się w człowieku z głębi jego serca – to znaczy, widzi on, że żaden posłaniec nie może mu pomóc, a tylko sam Stwórca, jak powiedziano: „Ja, a nie posłaniec”, i wtedy przychodzi jego zbawienie – „i wyszli oni z Egiptu”, i zaczyna odczuwać Stwórcę i duchowe światy.
Powiedział Ari, że przed wyjściem z Egiptu naród Israela przebywał w czterdziestu dziewięciu bramach nieczystości, i dopiero wtedy objawił się im Król królów i wybawił ich. Ale nasuwa się pytanie: dlaczego Stwórca czekał aż do tego momentu, aż znajdą się na dnie niskości? I z tego, co powiedziano wyżej, staje się zrozumiałe: tylko gdy człowiek zobaczy rzeczywistą niskość swojego stanu, w którym się znalazł, i uświadomi sobie, że nie może poruszać się ku duchowemu, dopiero wtedy rozumie, że żaden posłaniec nie może mu pomóc – jak w przykładzie z lekarzami – „…i wtedy zawołali do samego tylko Stwórcy, aby im pomógł”. Dlatego powiedziano: „Ja, a nie posłaniec”.
A to, że sam On ich uratował i sam wyprowadził z Egiptu, oznacza, że zrozumieli oni, że nie ma na świecie żadnego posłańca, a wszystko czyni Stwórca. I to jest, jak powiedziano w Zoharze: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”, i zapytano: „Czym mu pomagają?” – „świętą duszą (neszmata kadisza)”. To znaczy, że człowiek otrzymuje wyższe objawienie, zwane duszą (neszama), i dzięki temu poznaje korzeń i odczuwa siebie jako nikczemną, ale boską cząstkę wielkiego Stwórcy, jak świeca przy pochodni.
Teraz można zrozumieć, dlaczego Jaakow wezwał właśnie Josefa i powiedział mu: „I okaż mi ty prawdziwe miłosierdzie”. Dlaczego nie zwrócił się do innych synów? Miłosierdzie wobec zmarłych to prawdziwe miłosierdzie, które nie oczekuje wzajemnej zapłaty. Ale powiedziano: „I dałem ci jeden dział więcej niż twoim braciom”. Czyżby wynagradzał go za pracę tym, że daje mu jeden dział więcej niż jego braciom?
W istocie, tutaj ukazany jest cały porządek duchowej pracy – od początku do końca – tak jak Jaakow polecił swojemu synowi Josefowi.
Najpierw trzeba okazać prawdziwe miłosierdzie, ponieważ praca zaczyna się od tego, że dochodzi się do kategorii „dla Stwórcy” (liszma), zwanej „oddawać w celu oddawania”, i nie wymaga się żadnej zapłaty za pracę. Dlatego mówi Raszi, że miłosierdzie wobec zmarłych to takie, kiedy nie oczekuje się żadnej zapłaty, lecz okazuje się czyste miłosierdzie, czyli „oddaje się w celu oddania” i nie oczekuje się niczego w zamian.
Dlatego powiedziano: „Grzesznicy za życia nazywani są martwymi” (Talmud, traktat Brachot, 18b). W Przedmowie do Zoharu mówi się, że sens tego, iż „grzesznicy za życia nazywani są martwymi”, polega na tym, że pogrążyli się oni w egoizmie, pragnieniu otrzymywać dla siebie, przez co są nieskończenie oddaleni od Źródła Życia i dlatego nazywa się ich martwymi. To jest kategoria, którą wyżej nazwano „otrzymywać w celu otrzymywania”. I ponieważ człowiek stworzony został z pragnieniem otrzymywania, które, jak powiedziano w Przedmowie do księgi Zohar (pkt 11), pochodzi ze światów nieczystych ABEA, powinien on starać się okazać prawdziwe miłosierdzie własnemu ciału, zwanemu „martwym”. To znaczy, powinien je nakierować, aby przyszło do pracy w „oddawaniu w celu oddania”. I to właśnie nazywa się prawdziwym miłosierdziem, które człowiek okazuje swojemu własnemu ciału, zwanemu „martwym”, aby przyszło do pracy w oddawaniu. Bo martwy nie żąda żadnej zapłaty.
A kiedy człowiek osiąga ten poziom, mówi się, że doszedł do trzeciej kategorii, która nazywa się „oddawać w celu oddawania”, albo kategoria „dla Stwórcy” (liszma). I na tym polega sens słów: „…I wezwał syna swego Josefa i polecił mu okazać prawdziwe miłosierdzie”.
A następnie następuje czwarty poziom, zwany „otrzymywać w celu oddawania”. Czyli po tym, jak osiągnął poziom „dla Stwórcy” (liszma) w naczyniach oddawania (kelim de-haszpaa), Jaakow pouczył go, że mimo wszystko trzeba otrzymywać, ale robić to w taki sposób, aby miał dość siły, by pracować w oddawaniu – utrzymać się w altruistycznym zamiarze. I to odpowiada słowom: „…I dałem ci jeden dział więcej niż twoim braciom” – to, że podejmujesz się mojego pogrzebu, świadczy o doskonałości, i po tym możesz już otrzymywać w celu oddawania.
Ale dlaczego wezwał swego syna Josefa? Nakazał Josefowi okazać prawdziwe miłosierdzie – miał na myśli, aby pracował tylko w oddawaniu, a nie w egoizmie, aby nie było w nim najmniejszej nienawiści do braci, bo ten, kto pracuje w oddawaniu i nie troszczy się o własną korzyść, nie żywi nienawiści do swoich krzywdzicieli.
Z powyższego zrozumiemy różnicę między prawdziwym miłosierdziem a fałszywym. W duchowej pracy miłosierdzie okazane zmarłemu nazywa się prawdziwym miłosierdziem, ponieważ człowiek nie oczekuje żadnej nagrody. Inaczej mówiąc: to, że człowiek pracuje w oddawaniu, czyli wypełnia Torę i przykazania – w tym wszystkie sześćset dwadzieścia przykazań – wszystko to jest miłosierdziem wobec ciała, które nazywa się „martwym”, ponieważ pochodzi ze światów nieczystych ABEA. A ciało nazywa się „grzeszne i martwe”, ponieważ jest oddzielone od Źródła życia – Stwórcy. Miłosierdzie to, jak się mówi, musi być prawdziwe, czyli zamiar musi odpowiadać działaniu, innymi słowy zamiar również musi być w oddawaniu, podczas gdy jeśli zamiar nie jest w oddawaniu, to takie miłosierdzie nie nazywa się prawdziwym. A jeśli to miłosierdzie nie jest prawdziwe, nie może naprawić „martwego ciała”, które nazywa się grzeszne z powodu pragnienia otrzymywania, przez które ciało zyskało dwie cechy: martwego i grzesznego.
Aby je naprawić, naprawa musi przebiegać drogą całkowicie przeciwną tej, którą szło do tej pory – gdyż dotąd szło drogą otrzymywania, a nie oddawania. Wynika z tego, że jeśli to miłosierdzie nie jest prawdziwe, a zamiar człowieka rozmija się z czynem miłosierdzia oddawania, ciało nie otrzymuje z tego istotnej naprawy – choć słuszne jest twierdzenie, że z „dla siebie” (lo liszma) przychodzi się do „dla Stwórcy” (liszma), ale to jedynie etap pośredni, oznaczający, że nie da się dojść do prawdziwego miłosierdzia bez przejścia przez pierwszy etap, zwany miłosierdziem nieprawdziwym. Jednak najważniejsze tu – dojść do prawdy, w której miłosierdzie musi być prawdziwe, a nie tylko zewnętrznie wydawać się miłosierdziem. Czyli ważne jest nie tylko działanie, widoczne z zewnątrz dla wszystkich, ale i ukryty, niewidoczny zamiar w głębi ludzkiego serca. Bo może się zdarzyć, że w głębi serca, gdzie ukryty jest zamiar działania, kryje się kalkulacja otrzymania zapłaty za swój czyn miłosierdzia. A to już nazywa się „oddawać w celu otrzymania”.
I w ten sposób można wyjaśnić powiedziane: „Postępuj skrycie ze Stwórcą twoim” – inny człowiek nie może widzieć, co naprawdę myślisz o swoim czynie. „Skrycie” – to znaczy, że przyjaciel nie zna twoich myśli. „Postępuj skrycie” – staraj się, aby twoja praca w sercu była ze Stwórcą, czyli pracuj zamiarem na oddawanie tak samo, jak robisz to jawnie, w działaniu – i to nazywa się „usta jego i serce jego są równe”.
Dlatego należy rozróżniać dwie kategorie:
- miłosierdzie, które jest nieprawdziwe, dla siebie (lo liszma), czyli „oddawać w celu otrzymania”;
- prawdziwe miłosierdzie, czyli kategoria „dla Stwórcy” (liszma) – „oddawać w celu oddawania”.
Ale mimo wszystko najważniejsze – to cel stworzenia, czyli aby niższy otrzymał dobro i nasłodzenie, kierując przy tym swój zamiar na oddawanie, jak powiedziano: „I okaż mi prawdziwe miłosierdzie”, czyli takie miłosierdzie, które doprowadzi do prawdy.
Prawda oznacza, jak powiedziano w „Talmudzie Dziesięciu Sfirot” (cz. 13, p. 17): „Siódme naprawienie spośród trzynastu napraw”. Gdy człowiek osiąga siódme naprawienie, zwane „prawda”, sam widzi, że wyższe sterowanie stworzeniami jest dobrem i przynosi dobro. To znaczy, jeśli wcześniej mógł jedynie wierzyć w to sterowanie, teraz zasługuje na poznanie i odczucie, że rzeczywiście tak jest, i wtedy otrzymuje nasłodzenie w postaci „otrzymywania w celu oddawania”. I na tym polega cel stworzenia, że stworzenia mają otrzymać nasłodzenie, i w ten sposób cel się realizuje.
A teraz „Bliski jest Stwórca wszystkim, którzy do Niego wołają, wszystkim, którzy naprawdę do Niego wołają” można wyjaśnić również na dwa sposoby.
1. „Bliski jest Stwórca” – słyszy modlitwę wszystkich tych, którzy naprawdę do Niego wołają, którzy, pracując w oddawaniu, wkładają wysiłek, a mimo to widzą, że są daleko od zamiaru dla oddawania. I widzą oni, jak ogromna przepaść rzeczywiście dzieli ich działanie od zamiaru, ale nie mogą wyjść z zamiaru dla siebie. I modlą się do Stwórcy, by wyprowadził ich z tej niewoli, ponieważ to jest ich jedyne pragnienie, i tylko tego wybawienia oczekują, ponieważ wierzą, że dopóki człowiek znajduje się w egoizmie, jest oddalony od Źródła życia.
I o tym powiedziano, że „bliski jest Stwórca wszystkim, którzy do Niego wołają”. I objawi im On prawdę, aby mogli okazać prawdziwe miłosierdzie, a nie zadowalali się fałszywym miłosierdziem – dla siebie (lo liszma). A ponieważ to modlitwa o danie prawdy, Stwórca przychodzi im z pomocą i objawia im prawdę.
2. Gdy pragną zasłużyć na właściwość „prawda”, siódme spośród trzynastu napraw dikny (Arich Anpina), przez które objawia się stworzeniom, w jaki sposób Stwórca steruje swoim światem przez dobre i przynoszące dobro sterowanie – to nazywa się chasadimmegulim (otwarte, jawne miłosierdzie), wtedy wszystkim objawia się, że miłosierdzie Stwórcy jest prawdziwe, a wychodzące od Niego wyższe światło nasłodzenia i mądrości wypełnia sobą całe stworzenie, wszystkie dusze.