Powiedziano w Zoharze: „Słuchajcie, niebiosa…”. Rzekł Rabbi Jehuda: „Otworzyłem się dla mojego umiłowanego…, woła głos Jego…”. I wyjaśnił: „Woła głos Jego” – to Mosze, który dowiódł swej racji Israelowi w wielu sporach i kłótniach. Jak napisano: „I oto te słowa: «Byliście buntownikami… i w spustoszeniu się znaleźliście…»”. O tym mówi słowo „woła”. I choć Mosze spierał się i przekonywał naród Israela, wszystko to było powiedziane z miłością. Jak napisano: „Naród święty jesteście dla Stwórcy waszego, was wybrał Stwórca, abyście byli Jego narodem… ponieważ miłość Stwórcy jest z wami”.
I są pytania dotyczące tego, co napisano w Zoharze.
- Jeśli On okazuje takie zaszczyty narodowi Israela, jak napisano: „Naród święty jesteście dla Stwórcy waszego, was wybrał Stwórca, abyście byli Jego narodem”, to jak można mówić o dowodzeniu i w ogóle o sporach, skoro oni i tak, zgodnie z dosłownym znaczeniem słów, są „narodem świętym” – czego więc jeszcze im brakuje?
- Czego konkretnie mają się nauczyć od nich przyszłe pokolenia, skoro łączą się w nich dwie sprzeczności: czy to „naród święty”, czy „buntownicy i kłótliwi”?
- Istnieje zasada: „Ukrywaj swoją miłość przed wszystkimi grzesznikami”. A w Torze napisano (rozdz. Weetchanan, 7): „Nie spośród wielu, lecz spośród wszystkich narodów – ku wam skierowane jest pragnienie Stwórcy, was wybrał On, ponieważ miłość Stwórcy jest z wami…”. Jeśli tak, to jak można postrzegać ich jako grzeszników, skoro wobec wszystkich grzeszników należy ukrywać swoją miłość?
Zrozumieć to pomoże nam znana zasada: „Dwa twierdzenia stoją w sprzeczności, dopóki nie pojawi się trzecie i nie rozwiąże tej sprzeczności”. W duchowym działa pojęcie trzech linii, a właściwość Chesed nazywa się „prawa linia”. Pojęcie „chesed” (dosłownie: miłosierdzie) oznacza, że człowiek pragnie czynić wobec bliźnich tylko miłosierne, altruistyczne uczynki, i nie oczekuje za to żadnej zapłaty. I dąży do miłości do Stwórcy i zupełnie nie troszczy się o samego siebie, a wszystkie jego myśli skierowane są na to, by sprawić nasłodzenie Stwórcy, a dla siebie zadowala się minimum. Innymi słowy, wystarcza mu to, co ma, czyli nie pragnie teraz nasłodzeń ani z Tory, ani z modlitwy, ani z przestrzegania przykazań, lecz cieszy się tym, co ma w danej chwili.
Podobnie w duchowym – kiedy człowiek rozlicza się sam ze sobą, mówi, że wierzy w osobiste, indywidualne sterowanie ze strony Stwórcy. Wierzy, że wszystko dane jest z góry, że to Stwórca dał mu myśli i pragnienia do duchowej pracy, studiowania Tory i przestrzegania przykazań. I mimo że sam nie odczuwa żadnego smaku ani w Torze, ani w przestrzeganiu przykazań, nie zwraca na to uwagi i mówi, że wystarczy mu to, że ma możliwość przestrzegania przykazań, które dał Stwórca, i to już jest dla niego jakby wygrał wielką nagrodę. I chociaż nie posiada prawdziwego poznania wielkości Stwórcy, to i tak to, co posiada, całkowicie mu wystarcza. I jest przekonany, że to dar z góry, że dane mu zostały takie myśli i pragnienia, podczas gdy innym, jak widzi, nie zostały one dane, a całe ich dążenie skierowane jest tylko na zaspokojenie potrzeb materialnych, czyli na to, by podobać się otoczeniu albo nasłodzić ciało prostymi przyjemnościami, jak robią to wszystkie zwierzęta.
I w tym czasie jemu dane są myśli i dążenia, by służyć Stwórcy. Ale dlaczego Stwórca wybrał właśnie jego? Powiedziano w modlitwie: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, który wybrałeś naród Israela z miłością”. Błogosławimy Stwórcę za to, że nas wybrał, czyli że dał nam myśli i pragnienia do studiowania Tory i przestrzegania przykazań.
I gdy człowiek patrzy na otaczających go ludzi, którzy nie mają tego dążenia do Tory i przykazań, jakie on ma, dziękuje za to, że spośród wszystkich właśnie jego wybrano do służby Stwórcy. I mimo że dana mu jest bardzo prosta praca, zupełnie niewymagająca przemyśleń, mówi, że nawet na tę najprostszą i najbardziej prymitywną pracę nie zasługuje, ponieważ porównuje swoją nicość z wielkością Stwórcy i mówi, że nawet na to nie jest godzien. Dlatego oczywiście powinien być zadowolony i szczęśliwy, jakby otrzymał służbę godną tylko największych ludzi.
I to jest prawa linia, właściwość, która pochodzi z wyższych duchowych sfirot. Ta właściwość nazywa się sfira Hesed, a jej sens polega na podobieństwie właściwości do Stwórcy. Tak jak On daje nasłodzenie, tak i stworzenie pragnie sprawić nasłodzenie Stwórcy i to nazywa się „podobieństwo właściwości”. A na siebie samego człowiek przy tym w ogóle nie patrzy i nie korzysta ze swojego egoistycznego pragnienia samonasłodzenia. I wszystkie oceny doskonałości jego stanu zależą tylko od stopnia możliwości sprawienia nasłodzenia Stwórcy. I nawet jeśli nie ma u niego szczególnych możliwości, by sprawić nasłodzenie Stwórcy i tak zadowala się tym, co ma, ponieważ patrzy na swoją nicość względem Stwórcy. A względem innych ludzi widzi, że chociaż pod względem osobistych cech przewyższają go, to jednak właśnie jemu dane zostały z góry myśli i pragnienia, które nie zostały dane im i ani w myślach, ani w słowach nie mówi: „Moje siły, moc moich rąk”.
Dlatego cały czas znajduje się w wewnętrznej równowadze i nie ma mu czego dodawać w swojej duchowej pracy. A za wszystkie możliwości, które są mu dane, jest wdzięczny Stwórcy i wychwala Go na wszelkie sposoby. I nawet jeśli nie udaje mu się wyrazić uczuć wdzięczności i zachwytu w takim stopniu, w jakim, jak rozumie, należy je wyrażać, to i to nie powoduje w nim żalu ani cierpienia, bo mówi sobie: kim ja jestem, żebym mógł nieustannie mówić do Króla – to przecież przystoi tylko ludziom naprawdę godnym, a nie takiemu niczemu jak ja. I w ten sposób stale znajduje się w stanie doskonałości i nie ma mu czego dodawać.
Nawet jeśli czasami nagle zapomina o całej swojej duchowej pracy i całkowicie pogrąża się w codziennych troskach i zabieganiu, po jakimś czasie znów przypomina sobie o duchowym i widzi, że cały czas był zajęty materialnymi sprawami tego świata. A jednak nie żałuje tego czasu, gdy był oddalony. Nie, jest wdzięczny, że Stwórca wywołał go z masy. Dlatego natychmiast czuje szczerą wdzięczność wobec Stwórcy za to, że przypomniał mu, że należy myśleć o duchowej pracy. Czyli nawet w takim stanie nie rozważa braków i nie żałuje, że zupełnie zapomniał o duchowej pracy przez cały ten czas. Przeciwnie, jest wdzięczny za to, że teraz, mimo wszystko, może myśleć o służbie Stwórcy.
To znaczy, że i teraz znajduje się w stanie doskonałości i nie popada w stan, w którym czułby się osłabiony i bezsilny w swojej pracy. Wręcz przeciwnie – stale znajduje się w stanie doskonałości. I to właśnie nazywa się „prawa linia”, „Hesed”, doskonałość. Ale to zależy od stopnia wiary człowieka w osobiste sterowanie, czyli w to, że wszystko pochodzi od Stwórcy: i światło – nasłodzenie, i kli – naczynie do jego przyjęcia. To znaczy, że wszystkie jego pragnienia, i odczucie braku, a także że oto teraz nie jest wystarczająco podobny we właściwościach do Stwórcy, i również odczucie, że nie dość pilnie zajmuje się Torą i przykazaniami – wszystko to daje mu Stwórca. Także i światło– również musi dawać Stwórca, ponieważ nasłodzenie z Tory i przykazań również pochodzi od Stwórcy.
I to przypomina to, co mówimy w wieczornej modlitwie na JomKipur: „I oto, jak materiał w rękach rzemieślnika, który wedle swej woli wydłuża go lub wedle swej woli skraca, tak i my jesteśmy w Twoich rękach, czyniącego miłosierdzie…”, itd. Z tego wynika, że jeśli człowiek widzi, że obudziło się w nim pragnienie do nauki, choćby na godzinę dziennie, i kiedy się modli, to choćby na kilka minut pamięta, że właśnie się modli i nie zapomina, że ma na sobie talit i tefilin, chociaż potem jego serce napełniają różne ziemskie myśli. Ale potem znów po jakimś czasie przypomina sobie, że ma na sobie talit i tefilin i znajduje się pośrodku modlitwy i zaczyna czuć, do kogo kieruje swoją modlitwę, i czuje, że nie mówi po prostu, lecz stoi przed obliczem Króla, i wierzy, że „Stwórca słyszy modlitwę każdego”. I mimo że widzi, że już wiele razy się modlił i nie ma odpowiedzi na jego modlitwy, to mimo wszystko wierzy wiarą ponad wiedzę, że Stwórca go słyszy, a to, że jego modlitwa nie została jeszcze przyjęta – to z pewnością dlatego, że nie modlił się z całego serca.
Dlatego podejmuje decyzję, by modlić się z głębszym zamiarem i uważa wtedy, że z pewnością Stwórca mu pomoże i przyjmie jego modlitwę. I natychmiast zaczyna dziękować Stwórcy za to, że przypomniał mu, iż oto teraz ma na sobie talit i tefilin, i za to błogosławieństwo, które odczuwa. Patrzy na innych, którzy jakby śpią, a jego Stwórca obudził pośrodku modlitwy. I cieszy się tym, jest szczęśliwy.
Mija kilka minut i znów zapomina, gdzie się znajduje, i zaczyna rozmyślać o sprawach codziennych, lecz nagle znów budzą go z góry. I rozum go oskarża, że powinien się był skoncentrować, ale zapomniał o wszystkim, również o tym, że jest w synagodze. Ale on nie chce tego słuchać, lecz cieszy się z tego, że właśnie teraz znów został zapamiętany.
W ten sposób, ponieważ obecnie wyodrębnia tylko „dobre działania”, to znaczy cieszy się tym, że może teraz zrobić coś dobrego i nie ogląda się na przeszłość – nie ma w tym niebezpieczeństwa oddalenia od Stwórcy. I wszystko to może odczuć w takim stopniu, w jakim rozumie swoją małość, że nie jest w niczym lepszy od innych, chociaż są wśród nich tacy, którzy wręcz chełpią się swoją niewiarą w Stwórcę i nie mają w sobie nawet iskry zainteresowania duchowym. Są też tacy, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na istnienie duchowego. Po prostu żyją, jak pozostałe zwierzęta, i nie martwią się o żaden sens życia. Całe ich życie, mimo że wydaje im się, że są znacznie wyżej niż inne zwierzęta, polega na tym, że dążą, poza wszystkim innym, także do szacunku. I rozumieją, że czasem warto powściągnąć, a nawet przezwyciężyć inne namiętności, by zdobyć szacunek. Ale o duchowości, nawet jeśli rodzice dokonali im obrzezania, nie myślą wcale, ponieważ są rzeczy, które wydają im się znacznie ciekawsze i ważniejsze.
I kiedy ten człowiek patrzy na nich, nie rozumie wcale, na czym polega jego zasługa, większa niż ich, za co właśnie jemu Stwórca dał myśli i pragnienia, by wypełniać Torę i przykazania, nawet na poziomie prostego przestrzegania. Widzi, że nadal bardzo daleki jest od osiągnięcia poziomu „dla imienia Stwórcy”. Ale mówi sobie, że w każdym razie zasłużył już na poziom „nie dla imienia Stwórcy”. A jak wiadomo, mędrcy powiedzieli: „Z działania nie dla Stwórcy dochodzi się do działania dla Stwórcy”. W ten sposób, w każdym razie, już osiągnął pierwszy stopień świętości. I krytycznie ocenia swoje zachowanie i sprawdza, czy rzeczywiście jest godzien tego, by Stwórca podniósł go na pierwszy stopień świętości, zwany „nie dla imienia Stwórcy”, i czy jest zdolny w wystarczającym stopniu dziękować Stwórcy i błogosławić Go.
I szczególnie wtedy, gdy człowiek zasłużył, by dano mu myśli i pragnienia do zajmowania się ukrytą częścią Tory – kabałą, nawet jeśli nie rozumie ani słowa z tego, co tam jest napisane, w każdym razie to wielki zaszczyt, że jest związany ze studiowaniem wewnętrznej części Tory, bo wierzy, że mówi się w niej właśnie o samej istocie Boskości. I dano mu możliwość przeniknięcia do istoty, bo wszystko, co się studiuje, to prawdziwa duchowość, i zupełnie jasne jest, że przypadł mu w udziale szczęśliwy los. I dlatego nie ma dla niego większego pragnienia niż dziękować Stwórcy i błogosławić Go. Przecież cały świat, całe otoczenie ludzi i całe ich życie składa się z pustych zajęć, a on już zasłużył na rozpoczęcie poznawania duchowych światów i otrzymał pierwszy stopień świętości, zwany „nie dla imienia Stwórcy”. I ten stan nazywa się prawą linią, to znaczy stanem doskonałości, niepotrzebującym żadnych napraw.
Jednak i lewa linia jest nam bardzo potrzebna. I rzeczywiście, jeśli człowiek czuje, że znajduje się w stanie doskonałości i może dzień i noc dziękować Stwórcy i błogosławić Go – to czego mu jeszcze brak? Ale przecież sam człowiek wie, że to jeszcze nie jest „dla imienia Stwórcy”, a zamysł polega na tym, że powinien on działać „dla niebios”. I sam mówi, że tego stopnia jeszcze nie osiągnął.
Ale jak człowiek może wznieść się na następny stopień, jeśli nie ma w sobie ostrego odczucia braku? Przecież jest zasada: „Jeśli człowiek prosi czegoś u Stwórcy – musi to pochodzić z głębi serca”, czyli człowiek musi odczuwać tę potrzebę całym sercem, a nie jakoś powierzchownie, tylko „na języku”. Bo jeśli człowiek prosi o rzeczy zbędne, o rzeczy, bez których można się obejść, nikt nie współczuje mu, kiedy cierpi i narzeka, że czegoś mu brak, bo wielu ludzi radzi sobie bez tego „czegoś”. I choćby płakał i krzyczał, żeby mu to dali, to świat jest tak urządzony, że nie znajdzie się nikt, kto by się nad nim zlitował. Ale jeśli człowiek krzyczy i płacze o coś, co mają wszyscy wokół, a tylko jemu tego brak, wtedy wszyscy go słyszą i każdy, kto może, stara się mu pomóc.
To samo dotyczy pracy duchowej, gdy człowiek stara się osiągnąć doskonałość w prawej linii. Choćby teoretycznie wiedział, że należy dążyć do tego, aby wszystkie jego działania i zamysły były dla Stwórcy, i wiedział również, że człowiek powinien postępować zgodnie z tym, co napisane jest w Tehilim (1): „W Torze Stwórcy jest całe jego pragnienie, i w Jego Torze będzie się trudził przez wszystkie dni i noce swoje”, to on sam tak nie postępuje, ale z całych sił stara się odczuwać doskonałość w prawej linii. I samo przez się rozumie się, że choć wie, iż doskonałości jeszcze nie osiągnął, to mimo to nie może szczerze prosić Stwórcę, aby dał mu siły, by mógł „w Jego Torze trudzić się przez wszystkie dni i noce swoje”. I nie może też żądać od Stwórcy, aby pomógł mu osiągnąć poziom „dla Stwórcy”, bo dla niego to luksus, a nie potrzeba życiowa.
Dzieje się tak z powodów omówionych wcześniej. Ponieważ gdy człowiek prosi o coś, czego mu brakuje, ale nikt inny wokół też tego nie ma, to nie może powiedzieć, że to dla niego konieczność – bo to luksus. A o luksusy, których człowiek nie ma, nie warto płakać i błagać.
I teraz, będąc w prawej linii, widzi, że to, co dano jemu – tego nie mają inni, bo taki poziom duchowy, jaki ma on, można znaleźć tylko u bardzo nielicznych na świecie. A jeśli tak, to czy może domagać się od Stwórcy, aby zbliżył go na tyle, by mógł działać dla Stwórcy – przecież to jest luksus? A o luksusy nie sposób prosić z całego serca i twierdzić, że to potrzeba płynąca z głębi duszy. Przecież sam widzi, że to, co już otrzymał, to i tak bardzo wiele. A zatem jak można o luksus prosić poważnie, prosić, by On się nad nim zlitował i dał mu siły działać dla imienia Stwórcy, czyli z zamiarem sprawienia Stwórcy nasłodzenia?
I zupełnie nierealne jest, by człowiek mógł prosić Stwórcę, by wskazał mu, jak posunąć się naprzód na ścieżce prawdy. Bo nie ma w sobie prawdziwej potrzeby. A o luksusach, czyli rzeczach, których inni też nie mają, mówi się: „Nieszczęście wielu – to już połowiczne pocieszenie”. Dlatego nie ma on żadnej szansy, by kiedykolwiek dojść do „rozpoznania zła”, czyli do uświadomienia sobie, że jeśli nie jest zdolny działać w Torze i w przestrzeganiu przykazań dla imienia Stwórcy, to nazywa się to „złem”, ułomnością w jego pracy. I wychodzi na to, że czuje się doskonały nawet w takim stanie, kiedy działa nie dla Stwórcy, mimo że ta droga nazywa się „drogą kłamstwa, a nie drogą prawdy”; i nigdy nie będzie miał możliwości poczuć, że idzie drogą kłamstwa, jak napisał Baal Sulam we „Wstępie do Księgi Zohar”.
To znaczy, że człowiek powinien również posuwać się naprzód w lewej linii. Ale człowiek powinien na to przeznaczyć tylko niewielką część swojego czasu, a większość czasu powinien przebywać w prawej linii. Ponieważ tylko tym ludziom, którzy mają wewnętrzną potrzebę osiągnąć stan działania dla Stwórcy, tylko im wolno posuwać się naprzód także w lewej linii. Podczas gdy tym, którzy czują, że nie są w stanie przeciwstawić się swoim pragnieniom, zabrania się iść w lewej linii.
Dlatego nawet ci, którzy mają wewnętrzne przyciąganie, pociąg do osiągnięcia stanu działania dla Stwórcy, a zatem realną możliwość rozwoju w lewej linii, nawet oni powinni się ograniczyć i nie przebywać w lewej linii poza krótkim, ściśle określonym czasem, i ani na chwilę dłużej, a tylko w takim zakresie, jaki każdy z nich wcześniej sam dla siebie wyznaczył. Powinien istnieć rozkład dnia i człowiek powinien z góry planować porządek swoich działań na dzień: każdego dnia, raz w tygodniu albo raz w miesiącu. Każdy według siebie, zgodnie ze swoimi odczuciami. Ale nie powinien zmieniać ustalonego porządku, który wcześniej sam sobie wyznaczył.
I jeśli w połowie drogi człowiek chce zmienić porządek, ponieważ ciało podpowiada mu, że dla jego własnej korzyści lepiej byłoby ustalić inny niż obecny, to w takim przypadku należy odpowiedzieć: „Już ustaliłem stały porządek. A gdy będę wyznaczał nowy (na przykład zaplanowałem porządek działań na tydzień, to kiedy tydzień się skończy, wtedy zacznę planować od nowa), właśnie wtedy przyjdź i doradź, jak ulepszyć ustalony plan. Ale w trakcie drogi zmian nie wprowadzam”.
Przyjrzyjmy się teraz bliżej pojęciu lewej linii, ponieważ istnieje wiele różnych typów lewej linii. Na przykład jest lewa linia, nazywana „absolutną ciemnością”, określającą się tym, że Malchut, będąca miarą zakazu, uniosła się wewnątrz każdej sfiry i tym samym spowodowała ciemność, czyli tam w ogóle nie świeci żadne światło.
Ale jest też rodzaj lewej linii, nazywany „światłem Hochma bez odziania w światło chasadim” – i ten stan również nazywany jest ciemnością. Ale to ciemność spowodowana nadmiarem światła. A kelim (duchowe kli) już osiągnęły stan świętości. Oznacza to, że nawet gdy człowiek używa swoich kli do przyjmowania, jest już w stanie przyjmować z zamiarem oddania Stwórcy. Ten rodzaj lewej linii należy do bardzo wysokiego duchowego stopnia. I nazywa się „ciemnością” jedynie z powodu obfitości światła, które się tu objawia. I dopóki nie ma odzienia, czyli połączenia ze światłem chasadim, zabronione jest używać tego światła, ponieważ gdyby je przyjąć, mogłoby to prowadzić do stanu przyjmowania dla własnej przyjemności z powodu ogromnej siły tego nasłodzenia, któremu nie sposób się oprzeć i przyjąć tylko altruistycznie. I dlatego potrzebujemy linii środkowej. A do niej, to znaczy do uzyskania linii środkowej, bardzo ważna jest lewa linia.
Jak wiadomo, w świecie duchowym nie ma ani czasu, ani miejsca. Ale jeśli tak, to jaki jest sens pojęć: „linia prawa”, „linia lewa”? Sens jest taki: ta część, która nie wymaga naprawy, nazywa się „prawą linią”, a ta część, która wymaga naprawy, nazywa się „lewą linią”.
Widzimy to na przykładzie zakładania tefilin. Jak powiedzieli mędrcy (traktat Menachot, 37): „Rabbi Josi z Chorem mówi, że tefilin zakłada się na lewą rękę. Dlaczego tak uważa? Ponieważ tak uczy rab Natan, w imieniu raw Asziego, że w Torze słowo «twoja ręka» zapisano z miękkim «hej», a nie z typowym – «chafsofitem». Raszi wyjaśnił: «Miękkie hej» mówi o żeńskim początku, czyli o lewej ręce, która jest słaba jak kobieta”.
Z tego wynika, że lewa linia – to „słabość”, nie ma w niej siły, i dlatego należy jej dodać siły. I widzimy, że we wszystkich przypadkach, gdy mędrcy chcą dać przykład czegoś, co wymaga naprawy, określają to pojęciem „lewe”. I dlatego, z powodu potrzeby naprawy lewej linii, potrzebujemy linii środkowej, która stanowi naprawę lewej linii.
Dlatego i my także określamy to, co wymaga naprawy, jako „lewe”, aby wiedzieć, że tu trzeba wykonać naprawy. A naprawa, która naprawia lewą linię, nazywa się „linia środkowa”, ponieważ lewa linia pokazuje wady obecne w prawej linii. Oznacza to, że prawa linia, wzięta sama w sobie, nie widzi w sobie żadnych wad. I dopiero „korzystając” z lewej linii, czyli będąc w stanie lewej linii, człowiek widzi, że w prawej linii są wady. A po tym, jak już wszedł w „lewy” stan, traci tym samym stan doskonałości, który miał w stanie „prawym”. I dlatego znajduje się teraz w stanie niedoskonałości, w stanie ostrego poczucia swojej ułomności.
Jednakże w tym stanie niezadowolenia, które rodzi lewa linia, należy rozróżnić wiele różnych odcieni. To znaczy, ważne jest, jaką przyczynę lewa linia określa jako niedoskonałość, w czym konkretnie lewa linia widzi ułomność obecna w prawej linii. Ale czasem bywa, że w samej lewej linii nie widać żadnych braków. Jak więc możemy twierdzić, że i w lewej linii jest brak, po tym, jak pokazała nam niedoskonałość prawej linii? Przecież w takim przypadku lewa linia zdaje się być stanem doskonałości? A jeśli tak, to dlaczego ma się znaleźć brak w lewej linii, skoro właśnie ona pokazała braki? Tu istnieje wiele aspektów i wszystko zależy od konkretnych okoliczności. Czyli w każdej konkretnej sytuacji, w każdym stanie, w którym znajduje się człowiek, znajduje on własną przyczynę. I nie da się podać jednej ogólnej przyczyny – wszystko zależy od konkretnego przypadku.
Istota pojęcia „lewa linia” na samym początku duchowej pracy polega na sprawdzeniu i krytyce prawej linii: czy rzeczywiście wystarczy pozostawać w fałszywym stanie. Tora i przykazania zostały nam dane dlatego, że mamy w sobie zło, nazywane „egoizmem”. Ono dyktuje nam, by o nic się nie troszczyć, lecz wykorzystywać wszystkie środki, aby osiągnąć swój cel, czyli napełnić, zaspokoić swoje pragnienie otrzymywania wszystkimi błogościami, które tylko można sobie wyobrazić.
I to pragnienie otrzymywania nazywa się „złem”, ponieważ przeszkadza osiągnąć zlanie ze Stwórcą i wyjść z tego egoizmu, do którego używania zmusza nasz zwierzęcy rozum. Ale celem stworzenia jest to, aby zasłużyć na zlanie ze Stwórcą. Wtedy bowiem człowiek otrzyma całe to nasłodzenie, które zawiera się w zamyśle stworzenia, nazywanym: „pragnienie Stwórcy, by nasłodzić swoje stworzenia”. I tym może on sprawić nasłodzenie Stwórcy, ponieważ w ten sposób Stwórca urzeczywistnia swój zamysł – z zamysłu w czyn, czyli stworzenia odczuwają całą pełnię błogości i nasłodzenia, którą On im przygotował.
A ponieważ jedynie pragnienie otrzymywania (czyli egoizm) temu przeszkadza, to ono nazywa się „złem”. I dla wyjścia z tego zła dano nam Torę i przykazania, aby osiągnąć stopień, nazywany „sprawiedliwy, działający tylko w imię Stwórcy”. Aby nie działał dla własnego nasłodzenia, lecz aby osiągnął stopień „dla Stwórcy”.
Stan prawy zaś zadowala się odczuciem tego doskonałego stanu, który określa się jako jeszcze nie dla Stwórcy. Wynika z tego, że podąża on drogą fałszu i nawet zdając sobie sprawę, że znajduje się na stopniu „nie dla Stwórcy”, chce w tym stanie pozostać. Dzieje się tak dlatego, że człowiek nie może prosić Stwórcy całym sercem o potrzebę, która jest nadmiarem, a tylko o to, co absolutnie konieczne. I ponieważ zadowala się tym, że znajduje się w stanie nie dla Stwórcy (nawet po wszelkich swoich perswazjach wobec siebie samego, że nie należy być zadowolonym z tego stanu – nie dla Stwórcy), nie jest w stanie w pełni poczuć potrzeby osiągnięcia stanu, w którym będzie wykonywał Torę i przykazania dla Stwórcy, i znaczy to, że ta potrzeba pozostaje u niego jedynie na poziomie nadmiaru. I dlatego jest zmuszony pozostawać w prawej linii.
Dlatego należy poświęcić szczególną uwagę krytyce i sprawdzaniu prawej linii, czyli umiejętności dostrzegania braków istniejących w prawej linii. Ponieważ istotna jest miara, w jakiej odczuwa te braki, gdyż sam fakt, że dostrzega te braki, jeszcze o niczym nie świadczy. Ponieważ stopień oddziaływania braków na człowieka zależy od tego, na ile one dotykają jego serca, zmuszają go do odczuwania tego braku jako ostrego poczucia niezadowolenia, niedoskonałości, a także od tego, czy ma on pociąg do prawdy i odrazę do fałszu. I jeśli ten niedoskonały stan, w którym się znajduje, jest odczuwany całym sercem i sprawia mu cierpienie, to wtedy wcześniejsze odczucie, odczucie stanu prawej linii jako stanu doskonałości, zamienia się w cierpienie.
Wtedy właśnie jest zdolny błagać Stwórcę z głębi serca. Ponieważ teraz stopień „dla Stwórcy” jest dla niego sprawą życia i śmierci: tylko on da mu duchowe życie. Podczas gdy wcześniej, gdy znajdował się w prawej linii, stopień „dla Stwórcy” wydawał mu się nadmiarem, bez którego można się spokojnie obejść. I tylko po to, by być ponad ogółem, powinien był ulepszyć, udoskonalić swój stan, starać się osiągnąć stan dla Stwórcy.
I odwrotnie, kiedy człowiek odczuwa, że pojęcie „dla Stwórcy” nie jest dla niego nadmiarem, że jest konieczne nie tylko po to, by wywyższyć się ponad ogół, jak to zostało powiedziane wyżej, odczuwa się on jako najbardziej niedoskonały ze wszystkich, widzi, jak bardzo jest oddalony od Stwórcy i jak bardzo daleki jest od właściwości prawdy. I to, że wszyscy wokół niego, jak widzi, również nie są zdolni iść drogą „dla Stwórcy”, niczego nie zmienia i nie łagodzi jego cierpień, chociaż nie widzi nikogo, kto działałby dla Stwórcy. W sprawach odczuwanych całym sercem człowiek nie jest w stanie pocieszyć się przykładem innych, mimo że mówi się: „Wspólne nieszczęście to już połowa pocieszenia”. Takie rozważania i pocieszenia nie łagodzą jego stanu.
Oto przykład: człowiek, którego bolą zęby. Płacze i cierpi. Próbują go pocieszyć – mówią mu: „Dlaczego tak cierpisz, przecież widzisz, że tutaj, u dentysty, jest wielu ludzi, którzy, tak jak ty, cierpią z powodu bólu zębów”. Ale on nie przestaje płakać z powodu bólu, który odczuwa. I to, że są jeszcze inni ludzie cierpiący tak jak on, niczego nie zmienia. Jeśli naprawdę go boli, to nie jest w stanie pocieszyć się i uśmierzyć bólu, patrząc na cierpienie innych ludzi.
Tak samo: jeśli człowiek rzeczywiście odczuwa, jak bardzo jest oddalony od prawdy, nie jest w stanie pocieszyć się tym, że wszyscy inni również idą drogą fałszu. I całe dnie i noce szuka sposobu, jak wyjść z tego stanu. Wtedy człowiek nabywa potrzebę osiągnięcia stanu „dla Stwórcy”, ponieważ fałsz staje się dla niego nie do zniesienia.
Ale takie pragnienie nie pojawia się od razu. To, co otrzymywane jest z lewej linii, gromadzi się w nim stopniowo, stopniowo, aż zgromadzi się pełna miara. Dopiero wtedy może on osiągnąć stan „dla Stwórcy”, ponieważ „nie ma światła bez pragnienia do niego”. To znaczy, że nie jest w stanie zasłużyć na stan „dla Stwórcy”, zanim nie pojawi się u niego prawdziwe pragnienie. I ono stopniowo rośnie w nim, aż do momentu, gdy zgromadzi się pełne pragnienie. Wtedy może się już w nim oblec stan „dla Stwórcy”, ponieważ człowiek ma już kompletne kli, czyli pełne pragnienie zasłużenia na stan „dla Stwórcy”.
Należy jednak wiedzieć, że w czasie, gdy znajduje się w lewej linii, czyli w stanie krytyki samego siebie, przebywa w stanie oddzielenia od Stwórcy. Ponieważ sam wtedy czuje, jak bardzo jest pogrążony w egoizmie i zupełnie nie interesuje go, czy może uczynić coś „dla Stwórcy”. I w takim stanie nie jest on w stanie istnieć, ponieważ istnienie człowieka jest możliwe tylko przy pozytywnej ocenie swoich działań, a nie przy negatywnej. Dlatego człowiek musi znów wejść w prawą linię. To znaczy wykonywać Torę i przykazania, choćby nie dla Stwórcy, lecz przy tym odczuwać, że jest w tym doskonałość, jak to zostało wyjaśnione powyżej.
Należy uwzględnić jeszcze jedną ważną zasadę: jak wiadomo, światło wewnętrzne bardzo różni się od światła otaczającego. Światło wewnętrzne oznacza, że światło świeci wewnątrz naczyń-pragnień. To znaczy, że światło obłacza się w kli, ponieważ istnieje takie podobieństwo między światłem a naczyniem, że kli jest już zdolne do przyjęcia światła altruistycznie, tylko w imię Stwórcy.
A światłem otaczającym nazywa się świecenie z oddali. To oznacza, że pomimo iż kli nadal jest oddzielone od światła, ponieważ intencją kli jest otrzymywanie dla samonasłodzenia, a właściwością światła jest czysta altruistyczność – to mimo wszystko światło emituje z oddali świecenie, które otacza kli i stopniowo je oczyszcza. I dlatego podczas zajmowania się Torą i wykonywania przykazań nawet nie „dla Stwórcy”, jednak otrzymuje się oświetlenie w postaci światła otaczającego. To znaczy, że nawet wtedy, gdy człowiek zajmuje się tym nie dla Stwórcy, ma już kontakt z wyższym światłem, choćby to było tylko świecenie z oddali. I dlatego wywiera to pozytywny wpływ i daje człowiekowi siłę życia i możliwość istnienia. A przypisując coraz większe znaczenie pracy nawet nie „dla Stwórcy”, podnosi on znaczenie pracy duchowej jako takiej i konieczność bycia związanym z należytym wypełnianiem Tory i przykazań.
Jak wyjaśniał Baal Sulam, prawda polega na tym, że człowiek nie jest w stanie prawidłowo ocenić całej wagi wykonywania Tory i przykazań nawet nie „dla Stwórcy”. Ponieważ ostatecznie w mechanicznym wykonaniu nie powinien nic dodawać, a po prostu wypełniać wolę Stwórcy. I dlatego nazywa się to „pierwszym etapem w pracy duchowej”. I o tym powiedzieli mędrcy: „Z wykonywania nie dla Stwórcy przychodzi się do wykonywania dla Stwórcy”. I dlatego człowiek powinien czerpać siłę życia i poczucie doskonałości z prawej linii, ponieważ w tym przypadku otrzymuje światło Stwórcy w postaci światła otaczającego.
Następnie powinien on znów przejść do stanu krytyki swoich działań, które wykonywał w prawej linii. A potem ponownie przejść do prawej linii. I w ten sposób rozwijają się u niego obie linie. Jednak obie te linie przeczą sobie nawzajem, krytykują się i negują jedna drugą. I to nazywa się: „Dwa wypowiedzi przeczą sobie nawzajem, dopóki nie nadejdzie trzecia wypowiedź i nie rozwiąże tego sprzeczności”.
Należy jednak wiedzieć, że trzecią linię, nazywaną „linią środkową”, daje nam Stwórca. Jak powiedzieli mędrcy: „Troje tworzy człowieka: Stwórca, ojciec i matka”.
Z powyższego wynika, że dwie linie odnoszą się do stworzeń, a trzecia linia odnosi się do Stwórcy. To znaczy, że dwie linie dają mu możliwość wzniesienia modlitwy do Stwórcy z głębi serca, aby pomógł mu wyjść z egoizmu i osiągnąć zlanie ze Stwórcą. I w czasie, gdy człowiek modli się z głębi serca, jego modlitwa jest przyjmowana.