Powiedziano: „Sędziów i nadzorców ustanów sobie we wszystkich bramach twoich, które Stwórca, Bóg twój, daje ci…”. I należy to rozumieć jako ogólną zasadę, że Tora jest wieczna i działa we wszystkich pokoleniach, dlatego potrzebne jest jej objaśnienie w naszych czasach. Każde słowo w tym wyrażeniu wymaga samodzielnego zbadania.
- Czym jest „sędzia”?
- Co oznacza „nadzorca”, „nadzorca porządku”?
- „Ustanów sobie” – w liczbie pojedynczej, to znaczy, że każdy musi postawić sędziów i nadzorców. Czy możliwe jest, aby każdy mógł to uczynić?
- „We wszystkich twoich bramach”. Czyli musimy zrozumieć, co w naszym pokoleniu oznaczają „bramy”, na co wskazuje „we wszystkich twoich bramach”; jakby mówiąc: gdy tylko znajdziesz bramę, natychmiast postaraj się tam postawić sędziów i nadzorców.
- Na co wskazuje sformułowanie: „które Stwórca, Bóg twój, daje ci”? Czyżby był ktoś inny, kto daje ludowi Israel poza Stwórcą?
Aby to zrozumieć, należy przytoczyć to, co było wyjaśnione w poprzednich artykułach:
- Cel stworzenia ze strony Stwórcy;
- Cel naszej pracy w wypełnianiu Tory i przykazań, czyli jaki stopień mamy osiągnąć poprzez tę pracę.
Wiadomo, że celem stworzenia jest pragnienie Stwórcy nasłodzić swoje stworzenia, aby otrzymały od Niego nieskończone dobro i nasłodzenie. Jednak w związku z pragnieniem Stwórcy osiągnięcia doskonałości we wszystkich Jego przejawach, i aby nie było u stworzenia odczucia wstydu, nastąpiło skrócenie i ukrycie. Oznacza to, że nie ma żadnego przejawu światła Stwórcy w kli (naczyniach) z egoistycznymi właściwościami otrzymywania dla siebie. Dopiero po tym, jak kli, zwane pragnieniem otrzymywania, dokona naprawy i przemieni swoje pragnienie na przeciwne, to znaczy na bezinteresowne, altruistyczne pragnienie oddawania, czynienia dobra innemu, dopiero wtedy, zgodnie z miarą tej właściwości, którą może skierować na oddawanie, w takiej mierze nastąpi objawienie Stwórcy. A przedtem widzimy przeciwieństwo objawienia, odczuwamy tylko oddalenie i ukrycie Jego.
Widzimy stąd, że dopiero po dokonaniu skrócenia rozpoczyna się praca od dołu, a cel powinien polegać na tym, by nasze pragnienia i myśli były skierowane w jednym kierunku – w dążeniu do pragnienia oddawania.
Jednak pojawia się pytanie: jak to możliwe? Skąd człowiek może wziąć siły i zdolności, by przezwyciężyć swoją naturę, z którą się urodził, czyli pragnienie otrzymywania dla siebie? Dlatego dana została nam praca nad przestrzeganiem Tory i przykazań, aby człowiek był zobowiązany skierować wszystkie swoje działania ku temu, co przyniesie mu siłę zgodzić się na przemianę wszystkich swoich interesów i pragnień, poza jednym: jak i w czym może służyć Stwórcy.
Przed uświadomieniem sobie potrzeby pracy z intencją oddawania, myślał, że przestrzegając Tory i przykazań, zasłuży na powodzenie, błogosławieństwo i cielesne przyjemności i że jako nagrodę za przestrzeganie Tory otrzyma zarówno ten, jak i przyszły świat. Na tym opierały się jego wyobrażenia i te podstawy stanowiły dla niego powód do przestrzegania Tory i przykazań, i to zmuszało go do ich pełnego i drobiazgowego wykonywania. I miał siły, by pokonać lenistwo ciała, aby zasłużyć na nagrodę.
Ludzie pracujący w naszym świecie za kawałek chleba wiedzą, że nawet do tej pracy ciało się opiera, czyli woli odpoczynek od trudu. Ale gdy widzi, że nagroda za to pójdzie na jego korzyść, to znaczy ciała, natychmiast znajduje siły (na widok nagrody), i dlatego ciało nie opiera się pracy. Ciało zawsze wybiera odpoczynek, ale gotowe jest zrezygnować z tego nasłodzenia w zamian za większe, lecz tylko dla siebie samego. A to nowe nasłodzenie musi być większe od tego, które (ciało) czerpie z odpoczynku. Działając w tym świecie, realizując swoje interesy, można otrzymać wielkie nasłodzenia i właśnie na te interesy ciało ma siły; inaczej nie byłoby w stanie istnieć. Aby człowiek mógł przezwyciężyć siebie i zrezygnować z małych przyjemności, musi wiedzieć, że dzięki swojej pracy osiągnie większą nagrodę. Czyli musi wynagrodzić nagrodą wszystkie wyrzeczenia, których wymagał od ciała, aby ciału było jeszcze lepiej w oczekiwaniu na te większe przyszłe przyjemności.
Ale jeśli wymaga się od ciała pracy altruistycznej, by przez wypełnianie Tory i przykazań sprawić radość Stwórcy, to ono się buntuje i w niczym nie ustępuje, gdy mówi się człowiekowi: odsuń się, zrezygnuj z egoistycznej miłości do siebie. I jaka jest wymiana za to, że Stwórca otrzyma zadowolenie z pracy człowieka w Torze i przykazaniach? Natychmiast ciało pyta i narzeka: „Co i jak?”. Co ja zyskam z pracy dla Stwórcy? I jak w ogóle możliwe jest pracować bez zapłaty? To znaczy, ciało mówi, że gotowe jest pracować jak wszyscy – ale nie na takich warunkach: zrezygnować z miłości do siebie, pracować, sprawiając radość Stwórcy… – a co otrzyma za taką pracę?
I gdy człowiek przezwycięża wszystkie skargi i żądania ciała i jest pewien, że ma siłę pokonać naturę ciała, i że właśnie teraz pojawiło się u niego odczucie, że potrafi skoncentrować wszystkie swoje myśli tylko na pracy altruistycznej, to nagle pojawiają się nowe pretensje ze strony ciała: „To prawda z twojej strony, że chcesz pracować dla Stwórcy, a nie jak większość, która oczekuje nagrody. Ale byłoby to dobre, gdyby po pewnym czasie wkładania wysiłków dane ci byłyby z góry siły, dzięki którym mógłbyś iść duchową drogą. Ale sam widzisz, ile wysiłku wkładasz, a nie ruszyłeś się z miejsca, i jasne ci jest, że nie jesteś w stanie kontynuować w tym kierunku i szkoda twoich daremnych wysiłków. Dlatego odejdź z tej drogi, uciekaj od tego porządku”.
A jeśli człowiek pokona te pretensje ciała, to pojawią się nowe, na które nie ma już żadnej odpowiedzi, i w ten sposób ciało będzie chciało odciągnąć człowieka od całej jego pracy. I ciało mówi mu: „Wiadomo, że jeśli człowiek zaczyna uczyć się jakiejś nauki, to każdy krok przynosi postęp, w zależności od zdolności: im mniejsze, tym większe trudności. I kiedy widzi, że nie posuwa się naprzód w zrozumieniu, mówi mu się: «Ta nauka nie jest dla ciebie, powinieneś uczyć się jakiegoś zawodu, bo nie masz zdolności do nauk». I widzimy, że światem rządzi wiedza”. „I sam widzisz – narzeka ciało – w porównaniu z tym, co włożyłeś w duchową pracę, nie posunąłeś się nawet o krok. A wręcz przeciwnie”. Czyli zanim człowiek zaczął rozwijać się duchowo, nie odczuwał swojego egoizmu w pełnej mierze. Ale teraz, próbując go przezwyciężyć, czuje jego wzmożoną siłę i czuje, że jest w nim pogrążony jeszcze głębiej.
W tej pracy są okresy, gdy wydaje się, że zostaliśmy odrzuceni wstecz, a nie posuwamy się naprzód. I człowiek widzi to według swojej wiedzy i rzeczywistego odczucia. Czyli właśnie w tym miejscu, które wydawało mu się wcześniej nieistotną przeszkodą – miłość własna, egoizm, i uważał, że nie warto się nim przejmować, teraz to jego główne zmartwienie: jak wyjść z objęć egoizmu? A przecież wcześniej, gdy zaczynał, wszystkie jego starania, zmartwienia i troski dotyczyły tylko tego, jak znaleźć i zasłużyć na duchowe, jak znaleźć właściwą drogę do „komnat Króla”, zasłużyć i osiągnąć cel, dla którego człowiek został stworzony. A teraz przyszło do niego takie poczucie, którego nigdy sobie nie wyobrażał, że egoizm stanie się kamieniem potknięcia na drodze do prawdy. Przecież zawsze był pewien, że jest gotów się do niej zbliżyć, a teraz spadł dziesięć poziomów niżej, czyli całkowicie niezdolny, by usunąć egoizm w sobie dla dobra duchowego. I gdy spadają na niego skargi i pretensje ciała, podobne do tych – znajduje się w stanie rozpaczy, „zgięty pod swoim ciężarem”, i w lenistwie. I chce uciec z drogi, którą wybrał, czyli teraz widzi, że wszystkie skargi ciała są uzasadnione i sprawiedliwe.
Dlatego powiedziano wielokrotnie, że zanim człowiek rozpocznie duchowy rozwój, jest oddalony od prawdy na miarę odczucia własnego zła. Ale w miarę wysiłków w przezwyciężaniu egoizmu, zbliża się do prawdy i teraz widzi, że jest pogrążony w złu od stóp do głów. Ale trzeba zrozumieć: po co to wszystko? Czyli dlaczego, gdy zaczynał pracę altruistyczną, nie miał takich odczuć zła? Po wielu wysiłkach pojawiło się bolesne poczucie zła, ale dlaczego nie objawiło się ono od razu?
A przyczyna jest taka, by etap po etapie mógł on stopniowo naprawiać zło w sobie, by porządek przezwyciężania odpowiadał poziomowi, na którym się znajduje, aby przygotowywał się do „podnoszenia ciężarów”, zaczynając, na przykład, od pięćdziesięciu kilogramów i dodając stopniowo dzięki treningowi. Tak samo i w pracy duchowej: dlatego właśnie nie daje się mu od razu silnych odczuć własnego egoizmu, ponieważ wtedy na pewno by go nie przezwyciężył, ale cały czas dodaje się je zgodnie z oceną jego pracy. Czyli w miarę tego, co jest w stanie przezwyciężyć, dodaje się mu nasłodzeń w egoizmie, by dać mu możliwość pracy nad ich przezwyciężaniem. I w tym sens powiedzenia mędrców: „Każdy, kto wyższy od drugiego – i zło w nim większe”.
I wyjaśnijmy, dlaczego tak jest. A po prostu dlatego, że początkującemu w pracy duchowej, który nie ma jeszcze sił, by przezwyciężyć zło w sobie, nie daje się smaku egoizmu. A kiedy nauczy się przezwyciężać, to za każdym razem dodaje mu się coraz więcej smaku do nasłodzeń, aby mógł powiedzieć, że wszystko, co otrzymuje – tylko dla oddawania. Widzimy, że z każdym razem coraz trudniej mu przezwyciężyć egoizm, ponieważ dodaje mu się coraz większe egoistyczne pragnienia, aby miał nad czym pracować. I ważne jest, by zrozumieć, że to dodaje się z góry właśnie po to, by było trudniej je pokonać – wszystko po to, aby nie zadowolił się tym, co materialne, lecz zapragnął i był zdolny wejść w pracę duchową.
Dlaczego ta praca musi odbywać się bez zapłaty, przez przezwyciężanie materialnych nasłodzeń? I dlaczego trzeba iść drogą stopniowego zwiększania trudności?
Dlatego, że to naprawienie jest wielkie. Bo wiadomo, że wszystkie przyjemności materialne to tylko „mała świeczka” w porównaniu z nasłodzeniami duchowymi. Wynika z tego, że nawet jeśli człowiek przeszedł próbę materialnych nasłodzeń, które potrafi przyjmować tylko z zamiarem dla oddawania, to była to próba małymi przyjemnościami i pragnieniami, które mógł pokonać. A z tego wynika inny wniosek: człowiek nie jest w stanie przyjąć duchowych nasłodzeń, które są o wiele silniejsze niż materialne, dla otrzymywania. Dlatego musi wcześniej przejść przygotowanie w materialnych przyjemnościach, gdzie stopniowo dodaje mu się ich coraz więcej. I w miarę jak wchodzi w pracę duchową, czyli jeśli pragnie zasłużyć na duchowe, to dodaje mu się największych nasłodzeń spośród tych, które są w świecie materialnym. Ponieważ to stan przygotowania, aby być trwałym w przezwyciężaniu wielkich nasłodzeń znajdujących się w duchowym.
Z powiedzianego widzimy, że to daje się tym, którzy chcą pracować w duchowym, czyli dodaje się im więcej smaku i odczuć w egoizmie, czego nie otrzymują ci, których nie interesuje droga oddawania, altruizmu w służbie Stwórcy. I to po to, aby przyzwyczaili się i nauczyli przezwyciężania wielu nasłodzeń w duchowym, aby nie zadowalali się nasłodzeniami materialnymi, ponieważ nie ma w nich trwałości. Dlatego dodaje im się coraz więcej odczuć i smaku, aby nauczyli się je pokonywać.
I po tym możemy zrozumieć to, co jest napisane: „Sędziów i nadzorców ustanów sobie we wszystkich twoich bramach”. I jak to przejawia się w naszych czasach – by ustanowić sędziów i nadzorców. A w przypadku, gdy człowiek chce wejść w pracę duchową, należy rozróżnić dwa etapy:
- Pojęcie „przymusu”, czyli przede wszystkim należy ustalić sobie plan – co robić, a czego nie, to znaczy: wyjaśnić i rozdzielić między dobrem a złem. A to, co robi się przez wysiłek, nazywane jest „sędzią” w nim, który decyduje, co robić.
- Następnie należy to zastosować w praktyce – przyjąć do wykonania podjęte decyzje. A to działanie nazywa się „nadzorca”.
I być może ta praca nie jest na jeden dzień, lecz każdego dnia trzeba za każdym razem coraz więcej wysiłku wkładać w pracę. I dlatego powiedziane jest w liczbie mnogiej: „sędziów i nadzorców”. A to, że powiedziano „ustanów sobie” oznacza, że to praca indywidualna i odnosi się do każdego z osobna. A to, o czym powiedziano: „we wszystkich twoich bramach” – według prostego sensu „bramy” to miejsce wejścia. I wyjaśnienie jest takie, że zanim człowiek zechce wejść w pracę duchową dla Stwórcy, powinien uporządkować ten proces w dwóch kierunkach: w wysiłku i w działaniu, co stanowi stan „sędziów i nadzorców”.
A co do pojęcia „we wszystkich twoich bramach” – jego sens jest taki, że należy w tej pracy rozróżnić dwa rodzaje istnienia:
- życie materialne;
- życie duchowe.
Wynika z tego, że mamy w sobie dwoje wrót.
- Wrota podobne do wrót więzienia. I o tym powiedziano: „Siedzący w ciemnościach wśród uwięzionych nędzarzy”, i wyjaśnia się: ludzie siedzący w ciemnościach, skrępowani, a męczą ich żelaznymi narzędziami.
- Wrota podobne do wrót pałacu królewskiego, jak napisano: „A Mordechaj siedzi przy bramach królewskich”.
I przy każdych wrotach stoją strażnicy, którzy pilnują. Ale każdy strażnik ma przeciwną funkcję działania. Czyli strażnicy więzienia czuwają, aby żaden z więźniów nie opuścił więzienia, natomiast pilnujący wrót pałacowych strzegą, by nikt się tam nie przedostał.
Sens w tym, że ludzie pogrążeni w egoizmie i materialnych przyjemnościach, którzy nie mają żadnych innych pojęć i odczuć, nazywani są „siedzącymi w więzieniu”, a nadzorcy nie pozwalają im wyjść. Jaką siłą ich powstrzymują? Gdy strażnik widzi, że ktoś chce wyjść z egoizmu i wejść w duchowe, natychmiast dodają mu więcej egoistycznych przyjemności i tym wiążą go jak żelaznymi łańcuchami, by nie mógł się stamtąd wydostać. A po wszystkich próbach, czyli gdy nadzorcy widzą, że więzień mimo wszystko chce wyrwać się z egoizmu i rozpocząć pracę dla Stwórcy, natychmiast dają mu jeszcze więcej przyjemności w takim stopniu, że nigdy wcześniej nie myślał, że to takie piękne i ważne dla niego i naprawdę warto pozostać w miłości do samozadowolenia, w swoim egoizmie. Jak napisano: „Każdy, kto większy od innego – i złe skłonności w nim większe”. I na tym polega siła strażników, by czuwali i nie dopuścili nikogo do ucieczki z ciemnicy.
Ale zadaniem strażników przy pałacowych wrotach jest nie dopuścić nikogo do środka. A ich siła polega na tym, by nie przepuszczać tych, którzy chcą wedrzeć się do pałacu królewskiego. I o tym powiedziano w Przedmowie do Talmudu Dziesięciu Sfirot: „To podobne do króla, który pragnie wybrać najbardziej wiernych i kochających go w królestwie, i wprowadzić ich do pałacu. I co robi: ogłasza w kraju rozkaz, że każdy, kto pragnie, mały i wielki, niech przyjdzie do niego, by mu służyć w pałacu. Ale postawił wielu strażników przy wejściu i rozkazał im: mylcie i oszukujcie wszystkich, którzy zbliżają się do pałacu. I oczywiście wszyscy mieszkańcy kraju ruszyli do pałacu, lecz zostali odrzuceni przez strażników. Wielu jednak pokonało ich i zdołało dotrzeć do bram pałacu. Ale strażnicy przy wejściu byli silniejsi i każdego zbliżającego się brutalnie odpychali tak, że zostało tylko niewielu z tych, którzy przyszli. I tylko najbardziej wytrwali, z ogromną cierpliwością, przetrwali napór strażników, pokonali ich i otworzyli bramę. I natychmiast ujrzeli króla. A on mianował każdego z nich na stanowisko”.
Widzimy, że strażnicy przy wrotach pałacowych usiłowali wszelkimi sposobami zniechęcić ludzi – „to nie dla ciebie, nie wchodź do pałacu”. Każdemu z nich doradzali, by zrezygnował, by zrozumiał, że nie warto się trudzić i że te wszystkie zarzuty i powody mają ich odsunąć. I na tym polega wyjaśnienie „we wszystkich twoich bramach”, czyli w bramach więziennych lub w bramach królewskich.
A teraz rozważmy zakończenie tego wersetu: „…które Stwórca twój daje ci”. I pytano: co to znaczy?
Wiadomo, że wszystko pochodzi od Stwórcy, i jak wyjaśniono wyżej, człowiek, który pragnie wyrwać się spod władzy nadzorców, powinien żyć wiarą ponad wiedzę. Wszystko, co mówią strażnicy, jest prawdziwe i sprawiedliwe w rzeczywistości. Ale Stwórca to „Miłosierny i Litościwy, i słyszy modlitwę każdego i daje siłę, by pokonać wszystkie przeszkody”. Jednak istnieje zasada, że człowiek powinien sobie powiedzieć: „Jeśli nie ja dla siebie – to kto dla mnie”. Czyli nie powinien czekać, aż Stwórca mu pomoże, lecz sam musi się przełamać i zrobić wszystko, co w jego mocy. A dopiero potem prosić Stwórcę, by pomógł mu w jego wysiłkach, czyli prosić o wsparcie. I jeśli człowiek stara się z całych sił, powinien prosić Stwórcę, by jego wysiłki przyniosły owoce. Ale nie ma prawa mówić, że Stwórca wykonał za niego pracę, lecz że Stwórca pomógł mu w tej pracy, i że zasłużył, by docenić to dobro. W związku z tym rozumie się, że to człowiek wykonuje pracę, a Stwórca tylko mu pomaga. I człowiek podsumowuje: dlaczego to właśnie on zasłużył na zbliżenie do Stwórcy bardziej niż inni? Dlatego, że inni nie byli w stanie włożyć wysiłku w wiarę ponad wiedzę i nie zwracać uwagi na skargi ciała, podczas gdy on cały czas dodawał wysiłku i pracy i nigdy nie zważał na myśli rozpaczy i goryczy, którymi ciało próbowało go zatrzymać. I wtedy można powiedzieć: „Udało się dzięki mojej sile”. I dodać: „Którą dał ci Stwórca twój”, czyli znalazły się w tobie siły, by ustanowić sędziów i strażników we wszystkich twoich bramach i w tym należy widzieć jedno – dar Stwórcy dla człowieka.