Raszi wyjaśnia werset „I objawił mu się Stwórca”[1]: „Odsłonił namiot, by wypatrywać – czy nie ma przechodniów, aby zaprosić ich do siebie do domu. W południowym upale – Stwórca wydobył słońce z jego schronienia, aby nie obciążać go (Awrahama) gośćmi. Ale gdy zobaczył, jak zasmucony jest, że goście nie przychodzą, przyprowadził do niego aniołów w postaci ludzi”.

I trzeba zrozumieć (następujące kwestie).

  1. Co to znaczy: „Ale gdy zobaczył, jak zasmucony jest, że goście nie przychodzą, przyprowadził do niego aniołów w postaci ludzi”? Czyż Stwórca nie wiedział z góry, że on będzie zasmucony, że nie ma gości? W takim razie po co wydobył słońce z jego schronienia?
  2. Czyż Stwórca nie miał innego sposobu, by posłać mu gości, jak tylko podstępem, czyli oszukuje go, by myślał, że to ludzie? Przecież miał prostą możliwość ponownie włożyć słońce do jego schronienia i wtedy automatycznie pojawiłaby się szansa, że ludzie przyjdą do niego z wizytą.

Nasi mędrcy powiedzieli (w Midraszu), że „powiedział Awraham: póki nie dokonałem obrzezania, przychodzili do mnie przechodnie. Powiedz, (dlaczego) odkąd dokonałem obrzezania, już nie przychodzą? Powiedział mu Stwórca: póki nie dokonałeś obrzezania, przychodzili do ciebie nieobrzezani. A teraz Ja i Moi towarzysze przychodzimy do ciebie”[2].

To również niezrozumiałe:

  1. Co to za odpowiedź na pytanie, które zadał (Awraham): „Dlaczego teraz nie przychodzą goście?” Na to odpowiedział mu: „Wcześniej nieobrzezani przychodzili do ciebie, a teraz – Ja i Moi towarzysze”. Jednak dlaczego nie przychodzą goście – na to mu nie odpowiedział.
  2. Co to za pytanie: dlaczego nie przychodzą? To jasne: z powodu południowego skwaru – dlatego goście nie mogą przychodzić.
  3. I w ogóle co to za odpowiedź, jaką dał mu Stwórca, jakoby teraz znajdujesz się w wyższym i ważniejszym stanie niż wcześniej, kiedy przychodzili nieobrzezani. Przecież mędrcy powiedzieli: „Przyjmowanie gości – ważniejsze niż spotkanie z likiem Szchiny”[3]. I zgodnie z tym pretensje Awrahama są uzasadnione, bo Awraham zrozumiał, że po tym, jak sam dokonał obrzezania, niewątpliwie powinien wejść na wyższy poziom, ale widzi, że tak nie jest, a otrzymał upadek, czyli utracił wielką rzecz, mianowicie: przyjmowanie gości.

Jednak i to również trzeba zrozumieć: dlaczego przyjmowanie gości jest ważniejsze niż spotkanie z likiem Szchiny? Wszak mędrcy powiedzieli (traktat Szwuot, 35:2): „Jak powiedział raw Jehuda: powiedział Raw: przyjmowanie gości ważniejsze niż spotkanie z likiem Szchiny”. A „ważniejsze” znaczy „bardziej istotne”.

I widzimy w rzeczywistości, w tym świecie, że rzeczy ważne w świecie obecne są tylko u wybranych, a nie u zwykłych ludzi. I to jedynie mała garstka. Natomiast rzeczy mniejszej wartości dostępne są większej liczbie ludzi niż rzeczy ważne. I zgodnie z tą zasadą, na świecie powinno być wielu ludzi, którzy dostąpili spotkania z likiem Szchiny, a niewielu tych, którzy dostąpili przyjmowania gości.

Ale w rzeczywistości widzimy odwrotnie: na świecie jest więcej ludzi przyjmujących gości niż ludzi, którzy dostąpili spotkania z likiem Szchiny. Do tego stopnia, że nawet nie możemy wiedzieć, ilu ich jest na świecie – tych, którzy dostąpili spotkania z likiem Szchiny. I jeszcze więcej, musimy wierzyć, że na świecie istnieje taka rzeczywistość, że są tacy, którzy dostąpili spotkania z likiem Szchiny, choć nie wiemy, kim są. Jednak mędrcy powiedzieli (traktat Sukka, 45:2): „Nie ma takiego pokolenia, w którym nie byłoby trzydziestu sześciu sprawiedliwych”, ale kto ich zna? Mimo to musimy wierzyć, że są obecni na świecie. I o nich powiedziano, że przyjmowanie gości jest ważniejsze niż spotkanie z likiem Szchiny. A według logiki powinno być odwrotnie, tak jak to jest w rzeczywistości: że tę ważną rzecz znaleźć trudniej niż rzeczy mniej ważne.

I w ten sam sposób należy zrozumieć to, co powiedzieli mędrcy (traktat Brachot, 8:1): „Wielki jest ten, kto nasładzony jest swoim trudem – bardziej niż ten, kto ma bojaźń niebios”, co oznacza, że u nasłodzonego ciężką pracą nie ma bojaźni niebios. A jeśli chodzi o to, że u nasłodzonego ciężką pracą jest także bojaźń niebios, to na czym polega wielkość? Nie ma wątpliwości, że ten, kto ma bojaźń niebios, a oprócz tego ma jeszcze jedną zasługę – nasładza się ciężką pracą, oczywiście, że jest ważniejszy. Ale trzeba powiedzieć, że chodzi o to, że ma on tylko jedno, czyli jedynie ciężką pracę, i to jest ważniejsze niż bojaźń niebios. I to także trzeba zrozumieć, ponieważ to jest sprzeczne z (naszą) rzeczywistością. Przecież w rzeczywistości widzimy, że istnieje wielu ludzi, którzy nasładzają się ciężką pracą. Ale nie widzimy, by było wielu ludzi, którzy mają bojaźń niebios. A gdyby nasładzający się ciężką pracą byli ważniejsi niż posiadający bojaźń niebios, powinno być wielu ludzi mających bojaźń niebios, a tych, którzy nasładzają się ciężką pracą – niewielu.

Aby zrozumieć powyższe, wyjaśnimy to drogą pracy duchowej, drogą, która prowadzi człowieka do wejścia do Królewskiego pałacu i która nazywa się drogą Tory. I to odnosi się właśnie do służących Stwórcy, a nie do opinii ludzi pospolitych, jak mówiliśmy o tym w poprzednich artykułach.

Jednak trzeba zrozumieć, na czym polega ta praca, którą dał (On) człowiekowi, by podejmował wysiłki, jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Megila, 6:2): „Wysiłek był i nie znalazł – nie wierz. Nie było wysiłku, a znalazł – nie wierz. Wysiłek był i znalazł – wierz”. I trzeba zrozumieć, po co mi te wysiłki.

I trzeba jeszcze raz wyjaśnić to, o czym mówiliśmy w poprzednich artykułach: że wiadomo, iż celem stworzenia było to, że Stwórca stworzył stworzenia ze względu na swoje pragnienie, by nieść dobro swoim stworzeniom. Jak powiedzieli mędrcy (Midrasz, Bereszit Raba, 88) o stworzeniu świata: „(W godzinie, gdy Stwórca zapragnął stworzyć świat, powiedzieli przed Nim aniołowie): «Czymże jest człowiek, że pamiętasz o nim, i syn człowieczy, że wspominasz o nim?»[4] – po co Ci ten kłopot?”. Powiedział im Stwórca: „W takim razie – całe drobne i wielkie bydło[5] – po co ono?”. Do czego można to porównać? Do króla, który miał pałac pełen wszelkiego dobra, ale nie miał gości. Jakie to nasłodzenie dla króla, choćby i był pełen? Wtedy powiedzieli przed Nim: „Stwórco, Panie nasz, jak wielkie jest Imię Twoje po całej ziemi! Czyń to, co jest Miłe Tobie!”.

Jednak w takim razie, dlaczego stworzenia nie otrzymują dobra i nasłodzenia, które Stwórca chciał im dać? I odpowiedź jest znana: by nie było „chleba wstydu”. Dał nam Torę i przykazania, aby, wypełniając je, mogliśmy otrzymać dobro i nasłodzenie bez odczuwania wstydu. Ale to niezrozumiałe, przecież istnieje jednoznaczna miszna (traktat Awot, rozdz. 1, miszna 3): „On mówił: Nie bądźcie jak słudzy, służący swemu panu dla otrzymania zapłaty. Lecz bądźcie jak słudzy, służący swemu panu nie dla otrzymania zapłaty”. W takim razie, jak można pracować i podejmować wysiłek w Torze i przykazaniach, abyśmy mogli otrzymać zapłatę za ten wysiłek, jeśli tylko pod warunkiem «nie dla nagrody» pojawia się możliwość otrzymania dobra i nasłodzenia bez żadnego wstydu?

Jak podano w Przedmowie do Talmudu dziesięciu sfirot, wyjaśnienie jest następujące. W nas zakorzenione jest pragnienie otrzymywania nasłodzeń, które nazywa się „miłość do siebie samych”, i nie mamy żadnego zrozumienia miłości do bliźniego. A kiedy mówi się nam, że trzeba coś zrobić dla bliźniego, to nasze ciało natychmiast pyta: „Co z tego będziemy mieli, że będziemy pracować dla innych?”. I dlatego, gdy każe się nam wypełniać Torę i przykazania, ciało od razu pyta: „Cóż to za praca u was?”. Czyli co takiego zyskamy, po co mamy wkładać wysiłek w Torę i przykazania? Dlatego mówimy mu, że dzięki temu będzie ci dobrze na tym świecie, a oprócz tego będziesz miał przyszły świat. Czyli bez nagrody pracować się nie da. Wynika z tego, że całe społeczeństwo uczy się wypełniać Torę i przykazania po to, by otrzymać nagrodę, inaczej nikt nie będzie chciał zajmować się Torą i przykazaniami.

A Rambam (Prawo pokuty, rozdz. 10, halacha 5) pisze tak: „Powiedzieli mędrcy: Człowiek zawsze ma się zajmować Torą nawet nie w intencji «liszma», ponieważ z «lo liszma» dojdzie do «liszma». Dlatego, gdy uczy się małych dzieci, kobiet i całą niewykształconą masę, uczy się ich tylko pracy ze strachu i dla otrzymania zapłaty, dopóki nie powiększy się ich wiedza i nie napełnią się większą mądrością, wtedy stopniowo odkrywa się im tę tajemnicę, przyzwyczajając ich do niej bez przymusu”.

I z wypowiedzi Rambama wynika, że jest różnica między ogółem (klal) a jednostką (prat). Czyli tylko wybranym można odkrywać drogę Stwórcy, jak powiedziano wyżej, drogę prowadzącą do pałacu Króla. To znaczy, że tą drogą można dojść do zjednoczenia ze Stwórcą, jak powiedziano: „I zjednoczyć się z Nim” – dochodzi do podobieństwa właściwości, co oznacza, jak powiedzieli mędrcy: „Jak On jest miłosierny – tak i ty bądź miłosierny”.

I w tym tkwi różnica między opinią Tory a opinią ludzi prostych. Ponieważ opinia ludzi prostych – cokolwiek by nie robił, wie, że musi zarobić i całą korzyść sprowadzić do swojej władzy, ponieważ czuje, że ma własną władzę i jest właścicielem swojej własności. Natomiast opinia Tory, że nie ma on żadnej własnej władzy. I to, jak powiedzieli mędrcy (traktat Brachot, 63:2): „Jak powiedział Rejsz Lakisz: Dlaczego mówimy, że słowa Tory spełniają się tylko u tego, kto uśmierca się dla niej? Ponieważ powiedziano: «To jest Tora: człowiek niech umrze w namiocie»”[6].

Jednak trzeba zrozumieć wypowiedź mędrców, którzy powiedzieli: „Tora spełnia się tylko u tego, kto uśmierca się dla niej”.

1. Po co mi ta śmierć? Dlaczego człowiek ma uśmiercać siebie, aby wypełnić Torę?

2. Jaka jest miara tej śmierci, która jest konieczna do tego? I nie można powiedzieć, że chodzi o prawdziwą śmierć, przecież powiedziano: „Albowiem one (słowa Tory i przykazania) to nasze życie i nasze przedłużenie dni”[7]. A to przecież odwrotność śmierci.

3. I nie można powiedzieć, że człowiek powinien poświęcić dużo czasu na studiowanie Tory i ją zrozumieć, i to nazywa się „śmiercią”. Przecież widzimy, że również ci, którzy chcą wkładać swoje siły wyłącznie w naukę świecką, a nie w święte teksty, bo chcą zdobyć stopień doktora w jakiejś nauce, także siedzą dzień i noc, poświęcając się swojej nauce. A oprócz tego widzimy, że są tacy, którzy już zdobyli stopień doktora, a mimo to nadal studiują i chcą otrzymać tytuł profesora. A są i tacy, którzy już zostali profesorami, ale nie przerywają swojej nauki i chcą wkładać wszystkie swoje siły i energię w badania, by być uczonymi o światowej sławie. A mimo to nie mówi się o nich, że mądrość spełni się w nich tylko wtedy, jeśli dojdą do właściwości śmierci, jak powiedzieli nasi mędrcy, że Tora się spełnia. Wynika z tego, że dla nauki świeckiej takich warunków nie ma. W takim razie, co oznacza: „Tora spełnia się tylko u tego, kto uśmierca siebie dla niej”? Czym jest ta śmierć?

4. I poza tym należy zrozumieć słowa mędrców: „Tora się spełnia”. I jeśli zrozumiemy, że „spełnieniem” nazywa się to, że człowiek będzie wiedział i pamiętał to, czego się nauczył, i to nazywa się „Tora się spełnia”, i że dla tego celu człowiek musi uśmiercać siebie, to według tego wychodzi, że ktoś, kto urodził się utalentowany i posiada bystry umysł, i jest podobny do sejfu, w którym nie gubi się ani grosz, i wszystko, czego się uczy, zostaje w jego pamięci, to powstaje pytanie: dlaczego on miałby uśmiercać siebie, żeby Tora się w nim spełniła?

Aby zrozumieć powyższe, wróćmy do tego, co zaczęliśmy wyjaśniać w odniesieniu do celu stworzenia, że jest on taki, by „nieść dobro Swoim stworzeniom”. I jak wyjaśnia to Baal Sulam (w Przedmowie do Talmudu dziesięciu sfirot), fakt, że wszystkie stworzenia nazywane są stworzeniami, wynika z tego, że tu zostało stworzone coś nowego, czego nie było przed stworzeniem światów. A jest to właściwość braku (chisaron), czyli pragnienia otrzymywania dobra i nasłodzenia, gdyż jak wiadomo, miara przyjemności z nasłodzenia zależy od pragnienia i tęsknoty, które człowiek odczuwa wobec danego przedmiotu. Właśnie w tej mierze może się on nasładzać. Podobnie jak ten, kto nie jest głodny, nie może cieszyć się z podanego mu posiłku.

Jednak tutaj, z powodu pragnienia otrzymywania nasłodzenia, które zostało zaszczepione w stworzeniach, doprowadziło to do oddzielenia i różnicy właściwości między Stwórcą a stworzeniami. A jak wiadomo, różnica właściwości w duchowym dzieli na dwoje. I zgodnie z ich różnicą – w tej mierze oddalają się od siebie. I dlatego stworzenia oddzieliły się od Stwórcy i stały się dwiema władzami – bowiem człowiek mówi, że on także jest panem, a nie gościem, ponieważ ma własną władzę. Ale należy wiedzieć, że to pragnienie otrzymywania jest właśnie tym złem, które istnieje na świecie, jak wyjaśnia się tam (w Przedmowie do Talmudu dziesięciu sfirot). Czyli wszystkie kradzieże, morderstwa i wojny, które istnieją na świecie, jak również wszystkie złe cechy, czyli gniew, pycha i tym podobne – wszystko to pochodzi z tego pragnienia otrzymywania, które całą siłą pragnie napełnić swoją egoistyczną miłość, na ile tylko zdoła. I tym, od czego widzi, że może otrzymać nasłodzenie, gotów jest natychmiast napełnić się. Nawet lenistwo, gdy człowiek nic nie robi, również wypływa z egoistycznej miłości. Wybiera on teraz, by nic nie robić, ponieważ teraz czuje, że ciało pragnie nasłodzenia z odpoczynku. I dlatego odrzuca inne nasłodzenia, bowiem teraz widzi i czuje, że z tego będzie miał większe nasłodzenie niż z innych rzeczy. Tak więc leniwym nazywa się tego, kto otrzymuje zbyt wielkie nasłodzenie z odpoczynku. Jednak wszystko to jest częścią egoistycznej miłości, która jest tym złem, od którego cierpi cały świat.

Aby naprawić to zło, nazywane złym początkiem, które powoduje u nas oddzielenie i przez które nie możemy otrzymać dobra i nasłodzenia, jakie Stwórca pragnie nam dać, a stanie się to możliwe, jeśli wyjdziemy z egoistycznej miłości i anulujemy naszą własną władzę. I całe nasze pragnienie będzie, aby sprawić nasłodzenie Stwórcy. I to nazywa się „anulowaniem władzy”, ponieważ nie troszczymy się o to, by mieć przyjemność i nasłodzenie, a całe nasze dążenie będzie skierowane wyłącznie na korzyść Stwórcy, a nie na własną korzyść. I wtedy człowiek dochodzi do odczucia, czym może nasłodzić Stwórcę, czyli co człowiek może uczynić, by z tego Stwórca miał nasłodzenie, skoro w królewskim pałacu niczego nie brakuje! I wtedy człowiek znajduje jedną rzecz, z której może powiedzieć, że Stwórca będzie miał nasłodzenie. Wszak celem stworzenia było „nasłodzić Swoje stworzenia”. I dlatego człowiek idzie i szuka, jak osiągnąć nasłodzenia, aby nasłodzić Stwórcę.

I z tego, że on pragnie sprawić nasłodzenie Stwórcy, pojawia się coś nowego, że on rzeczywiście otrzymuje nasłodzenie, w przeciwnym razie byłoby to kłamstwo. To znaczy, on daje Stwórcy miejsce na realizację Jego pragnienia w tym, że On chce, aby stworzenia się nasładzały. A jeśli on się nie nasładza, lecz mówi, że naprawdę się nasładza, to wychodzi na to, że oszukuje Stwórcę. Lecz on rzeczywiście otrzymuje dobro i nasłodzenie. A cała różnica tkwi w zamiarze, czyli nasłodzenie, które otrzymuje, jest wynikiem tego, że tego pragnie Stwórca. A ze swojej własnej strony, mimo że ma pragnienie i tęsknotę do nasłodzenia, on, jakkolwiek by było, przezwycięża swoje pragnienie i idzie wbrew niemu, i nie chce otrzymywać. I to nazywa się otrzymywaniem ze względu na oddawanie.

I stąd widzimy, że chociaż z punktu widzenia działania są oni równi, czyli obaj się nasładzają, to w każdym przypadku istnieje różnica z punktu widzenia zamierzenia. Ten, kto otrzymuje nasłodzenie z powodu egoistycznej miłości – wynika, że idzie za radą złego początku. A ten, kto z punktu widzenia egoistycznej miłości rezygnuje z nasłodzenia, a to, że się nasładza – wynika z przykazania Stwórcy, którego pragnieniem jest obdarzyć dobrem, i dlatego przyjmuje to nasłodzenie, taki człowiek nazywa się, że idzie za radą dobrego początku.

Podobnie znajdujemy w słowach mędrców (traktat Nazir, 23:1): „Powiedział Raba (bar) Bar-Chana, powiedział rabbi Jochanan: Dlaczego powiedziano, że proste są drogi Stwórcy, i sprawiedliwi nimi pójdą, a grzesznicy potkną się? Przypowieść o dwóch ludziach, którzy piekli swoją ofiarę na pesach. Jeden z powodu przykazania, a drugi ją spożywał z chęci zaspokojenia apetytu. Ten, który ją spożywał z powodu przykazania – «i sprawiedliwi nimi pójdą». A ten, który spożywał z powodu apetytu – «a grzesznicy się potkną». Powiedział mu Rejsz Lakisz: To ty nazywasz go grzesznikiem?! Może nie spełnił przykazania w najlepszy sposób, ale przecież przykazanie ofiary pesachowej i tak spełnił!”.

Stąd wynika, że istnieje różnica w zamiarze, chociaż pod względem działania są równi. Choć Rejsz Lakisz mówi, że nie nazywa się go grzesznikiem, ponieważ mimo wszystko przykazanie zostało przez niego spełnione, chociaż nie w najlepszy sposób. Można powiedzieć, że właśnie w odniesieniu do przykazania mędrcy mówią, że to nazywa się przykazaniem, choć nie „w najlepszy sposób”. A to dlatego, że powiedzieli mędrcy (traktat Nazir, 23:2): „I powiedział raw Jehuda w imieniu Raw: Człowiek powinien zawsze zajmować się przykazaniami, nawet jeśli lo liszma, ponieważ z lo liszma dojdzie do liszma”.

Jednak tam, gdzie istnieje wybór, nie ma żadnej wątpliwości, że (dla człowieka) istnieje różnica pomiędzy tym, że otrzymuje nasłodzenie dlatego, że tak nakazał Stwórca, którego pragnieniem jest „obdarzać dobrem Swoje stworzenia”, a tym, że gdyby to było z powodu egoistycznej miłości, to zrezygnowałby z tego nasłodzenia. Ale w odniesieniu do przykazania mówi się, że nawet jeśli człowiek nie ma intencji, to i tak jest to uważane za przykazanie (jak powiedziano wyżej o całym społeczeństwie, że uczy się ich wypełniać Torę i przykazania w lo liszma, jak mówi Rambam).

I stąd trzeba wyjaśnić, co to znaczy, że człowiek musi uśmiercać siebie. Pytaliśmy, czym jest ta „śmierć”? Teraz zrozumiemy, że śmierć to anulowanie własnej władzy. I mówi on, że nie istnieje żadna inna władza na świecie poza władzą Stwórcy. I to nazywa się „władza Jedynego”. I to, jak mówimy: „Słuchaj, Israelu, Stwórco nasz Wszechmogący, Stwórco – Jeden”. Że istnieje tylko jedna władza na świecie, i ona anuluje jego egoistyczną miłość.

I stąd zrozumiemy to, co mówi Ari, że podczas wypowiadania „Szma Israel” trzeba przyjąć na siebie właściwość samopoświęcenia – ma się na myśli to, o czym powiedziano powyżej, to znaczy: anulowanie egoistycznej miłości. A dopiero potem można powiedzieć: „Kochaj Stwórcę, Wszechmogącego twojego, całym swoim sercem, i całą swoją duszą, i całym swoim istnieniem”[8], ponieważ jego własne istnienie nie jest dla niego samego, bowiem wszystkie jego myśli są tylko dla niebios. I to się nazywa: „uśmierca siebie dla niej”.

I z powyższego zrozumiemy, dlaczego Tora spełnia się tylko u tego, kto uśmierca siebie dla niej. Pytaliśmy, co to znaczy „spełnienie Tory” – tak, że bez uśmiercenia siebie dla niej nie może się ona spełnić. I trzeba wyjaśnić pojęcie „spełnia się”, że chodzi o to, iż Tora obiecuje nam, jak powiedziano: „Albowiem one (słowa Tory) są naszym życiem i przedłużeniem naszych dni”. I jak również powiedziano: „Są pożądane bardziej niż złoto, niż złoto szczere; słodsze niż miód płynący z plastra”[9], i inne temu podobne, które Tora nam obiecuje.

I to, jak powiedziano wyżej, że wszystkie te rzeczy zawarte są w celu stworzenia, który nazywa się „pragnieniem Stwórcy, by obdarzać dobrem swoje stworzenia”. I wszystko to nie może dojść do stworzeń z wyżej wymienionego powodu, czyli z powodu różnicy właściwości między Stwórcą a stworzeniami, ponieważ Jego pragnieniem jest oddawać, a pragnieniem stworzeń – otrzymywać we własne panowanie, a to w duchowym nazywa się oddzieleniem. I stąd wypływa u nas pojęcie „chleba wstydu”. I dlatego musi istnieć ukrycie, czyli najwyższe dobro zawarte w celu stworzenia nie może świecić (nam). A sens tego jest taki, by było miejsce dla wyboru. I stąd pochodzi to, co obserwujemy jako ukrycie liku. I to, jak powiedział król Dawid: „Oto ci grzesznicy żyją w wiecznym dobru, osiągają sukces!”[10].

Jednak gdy człowiek już doszedł do właściwości „uśmiercający się dla niej”, czyli uśmierca swoje „ja”, czyli egoistyczną miłość, i nie ma już żadnej troski o siebie, a wszystkie jego troski są tylko o pomnożenie chwały niebios na świecie, jak powiedziano: „Niech będzie wywyższone i uświęcone Imię Jego wielkie!”[11], gdyż wtedy, gdy człowiek chce sprawić nasłodzenie Stwórcy, co nazywa się: „I przylgnąć do Niego – jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”[12], wtedy możemy dostąpić tego, że wszystko, co Tora nam obiecała, spełni się.

I stąd można zrozumieć słowa mędrców: „Tora spełnia się tylko w tym, kto uśmierca się dla niej”. Wynika z tego, że znaczenie: „Tora spełnia się”, jak (On) nam obiecał – jest takie, że spełni się tylko wtedy, gdy człowiek uśmierci dla niej swoje „ja”.

A teraz wyjaśnijmy to, co zapytaliśmy w odniesieniu do słów naszych mędrców: „Włożył wysiłek i nie znalazł”. I zapytaliśmy: po co mi ten wysiłek? Ale tu istnieje znany problem: czyżby „znalezienie” nie oznaczało sytuacji przypadkowej, bez wcześniejszego przygotowania? To znaczy, że człowiek znalazł coś, co mu się trafiło, bez przygotowania. Ale tutaj, w przypadku Tory, istnieje warunek poprzedzający „znalezienie”: potrzebny jest wielki wysiłek, aby dojść do znalezienia. I zgodnie z tym należałoby powiedzieć: „Włożył wysiłek i osiągnął”. A mój mistrz, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam), wyjaśnił, że chodzi o to, że jeśli człowiek najpierw sam wkłada wysiłki w Torę, zasługuje na to, by znaleźć łaskę w oczach Stwórcy, i wtedy Stwórca daje mu Torę jako dar. I to oznacza „włożył wysiłek i znalazł”.

I z powyższego zrozumiemy, dlaczego Stwórca nie chce dać Tory w darze, dopóki człowiek wcześniej sam nie włoży wysiłku. A poza tym – czym są te wysiłki? Odpowiedź, jak powiedziano wyżej (w Przedmowie do Talmudu dziesięciu sfirot), brzmi: ponieważ człowiek został stworzony z pragnieniem otrzymywania dla siebie, i dlatego oddzielił się od Stwórcy. A żeby przylgnął do Stwórcy, musi być podobieństwo właściwości – „jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”. W przeciwnym razie, jeśli otrzyma prawdziwe nasłodzenie z Tory, będzie jeszcze bardziej oddalony od Stwórcy.

Dlatego, kiedy chce dojść do właściwości „aby wszystkie twoje czyny były dla niebios”, pragnienie otrzymywania w jego ciele sprzeciwia się temu. I to są właśnie prawdziwe wysiłki ze strony stworzeń, ponieważ muszą iść wbrew naturze, z jaką się urodziły. Wynika z tego, że wysiłki to konieczność postępowania wbrew własnej naturze. A po co potrzebne są te wysiłki? Aby dojść do właściwości „i zjednoczyć się z Nim”, tak by, jak powiedziano, panowała władza Jedynego.

I stąd wynika dla nas, że należy odróżniać pracę zbiorową (klal) i pracę jednostkową (prat). Czyli całe społeczeństwo uczy się i wychowuje do pracy w lo liszma, czyli dla otrzymania zapłaty. I nazywani są: „podobni do sług, którzy służą swemu panu dla otrzymania nagrody”. Natomiast temu, kto pracuje w pracy jednostkowej (prat), mówi się: „Bądźcie jak słudzy, którzy służą swemu panu nie dla otrzymania nagrody. I niech będzie nad wami bojaźń niebios”[13].

A Księga Zohar wyjaśnia (Wprowadzenie do Księgi Zohar, s. 185, komentarz Sulam, p. 191): Ira de-iu ikara – bojaźń, która jest podstawą, „to wtedy, gdy człowiek odczuwa bojaźń przed swoim Panem, ponieważ On jest wielki i rządzi wszystkim”. Baal Sulam naucza nas, że istnieją trzy rodzaje bojaźni przed Stwórcą i tylko jedna z nich uważana jest za prawdziwą bojaźń.

„Bądźcie jak słudzy, służący swemu panu nie dla otrzymania nagrody. I niech będzie nad wami bojaźń niebios”. A Księga Zohar wyjaśnia (Wprowadzenie do Księgi Zohar, s. 185, komentarz Sulam, p. 191): Ira de-iu ikara – „bojaźń, która jest podstawą”, to wtedy, gdy człowiek odczuwa bojaźń przed swoim Panem dlatego, że On jest wielki i włada wszystkim”. On (Baal Sulam) uczy nas, że istnieją trzy rodzaje bojaźni przed Stwórcą i tylko jedna z nich uważana jest za prawdziwą bojaźń:

  1. Gdy człowiek odczuwa bojaźń przed Stwórcą i przestrzega Jego przykazań, aby jego synowie żyli, a on sam był chroniony przed karą cielesną i materialną. Czyli jest to bojaźń przed karami tego świata.
  2. Gdy boi się także kar gehinom.

Te dwa rodzaje nie są prawdziwą bojaźnią, ponieważ człowiek odczuwa strach nie z powodu przykazania Stwórcy, lecz z powodu własnej korzyści. Wynika z tego, że osobista korzyść jest korzeniem, a bojaźń – gałęzią, wychodzącą z własnego interesu.

  • „Jednak bojaźń, która jest podstawą” – to gdy człowiek odczuwa bojaźń przed Stwórcą dlatego, że On jest wielki, gdyż On jest źródłem.

Z tego wynika, że największe wysiłki podejmują ci ludzie, którzy chcą kroczyć ścieżką indywidualną, to znaczy według opinii Tory, której istotą jest anulowanie władzy wielu, ponieważ chcą, aby istniała tylko władza Jedynego, jak powiedziano wyżej. Czyli całe społeczeństwo oczekuje zapłaty, jak powiedziano w Zoharze: „zarówno zapłaty za ten świat, jak i zapłaty za przyszły świat”.

Natomiast ci, którzy kroczą ścieżką indywidualną i anulują swoją władzę, wszystkie ich troski dotyczą tylko tego, jak sprawić nasłodzenie Stwórcy, a całe ich dążenie to tylko praca i wysiłek, a nie nagroda, ponieważ chcą służyć swemu panu nie dla otrzymania nagrody.

Wynika z tego, że nie interesuje ich ani ten świat, ani świat przyszły, a całym ich pragnieniem jest wyłącznie praca. A kiedy pragną pracy, są pewni siebie i nie oszukują się, że pracują dla niebios. Natomiast kiedy patrzy na nagrodę, nawet jeśli może powiedzieć, że całe jego zamierzenie jest „dla niebios”, jakkolwiek by było – kto wie, czy naprawdę tak jest?

Dlatego najważniejsze, co mają, to jest to, że mają miejsce na pracę „dla nieotrzymania żadnej nagrody”.

I z powiedzianego możemy zrozumieć słowa mędrców w Midraszu, że powiedział Awraham: „Dopóki nie dokonałem obrzezania, przychodzili do mnie przechodnie. Powiedz, dlaczego od czasu, gdy dokonałem obrzezania – nie przychodzą?”… Powiedział mu Stwórca: „Dopóki nie dokonałeś obrzezania, przychodzili do ciebie nieobrzezani. A teraz Ja i Moi towarzysze przychodzimy do ciebie”[14].

I zapytaliśmy: jak odpowiedzieć na jego pytanie, dlaczego nie może już wypełniać przykazania przyjmowania gości? Odpowiedź: teraz ma wyższy poziom, czyli spotkanie z likiem Szchiny. Jak powiedział Stwórca: „Teraz Ja i Moi towarzysze przychodzimy do ciebie”. Ale czy wcześniej nie miał wyższego poziomu, czyli przyjmowania gości? „I przyjmowanie gości ważniejsze jest niż spotkanie z likiem Szchiny”[15]. W takim razie na czym polega odpowiedź Stwórcy?

Jednak i to trzeba zrozumieć. Przecież to stoi w sprzeczności z (powszechną) logiką! Wszak w świecie jest przyjęte, że dla ludzi wielkim zaszczytem jest, gdy przychodzi do nich ważna osoba. I zgodnie z rangą tej osoby, ważne jest przygotowanie na jej przyjęcie. Na przykład, ma do niego przyjść najważniejsza osoba w mieście, albo najważniejsza w kraju, albo najważniejsza na świecie. A tu mówimy, że on dostąpił spotkania z likiem Szchiny – rzeczy, której w ogóle nie da się oszacować pod względem wagi, i której nie sposób nawet sobie wyobrazić, spotkania z likiem Szchiny, jak to opisują wszystkie księgi, że nie można tego pojąć inaczej, jak tylko wtedy, gdy człowiek tego doświadczy. I nie ma wątpliwości, że ci, którzy tego doświadczają, to bez wątpienia najwięksi sprawiedliwi pokolenia. I nawet kim są ci sprawiedliwi – tego również nie możemy pojąć. Możemy to przyjąć jedynie przez wiarę, gdy wierzymy, że tacy ludzie istnieją. A o tym właśnie powiedziano, że przyjmowanie gości jest ważniejsze niż to. I na to z pewnością istnieją odpowiedzi w prostym rozumieniu.

Wyjaśnijmy to w odniesieniu do pracy duchowej. Ponieważ istnieją wysiłki w Torze i poznanie Tory. Wysiłki w Torze, ponieważ człowiek pragnie służyć Stwórcy nie dla otrzymania nagrody, i dlatego patrzy jedynie na wysiłek, a jeśli zacznie myśleć o poznaniu Tory, to tak, jakby oczekiwał zapłaty. Przecież musimy wierzyć, że nie ma zapłaty większej niż poznanie Tory, jak powiedziano w Księdze Zohar: „I cała Tora – to imiona Stwórcy”[16]. A człowiek nazywa się doskonałym, jeśli już dostąpił właściwości „Tora, Stwórca i Israel są jednością”. W takim przypadku nie ma wątpliwości, że spotkanie z likiem Szchiny jest czymś bardzo ważnym, ponieważ celem jest właśnie to, aby człowiek doszedł do tego poziomu.

Jednak by dojść do spotkania z likiem Szchiny, musi temu poprzedzać przygotowanie, by człowiek był na to gotów. I to nazywa się słowami mędrców: „Jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”. Przecież oni wyjaśnili werset „I przylgnąć do Niego” jako: „Przylgnij do Jego właściwości”, co oznacza, jak wyjaśniono w księdze Dar Tory, że tylko pracując w miłości do bliźniego można dojść do zjednoczenia ze Stwórcą. A to ma wiele nazw: obecność Szchiny, poznanie Tory, spotkanie z likiem Szchiny i temu podobne. I najważniejsze w przygotowaniu, zwanym „wysiłek”, jest to, że trzeba przygotować się do anulowania własnej władzy, to znaczy własnego „ja”, jak powiedziano wyżej. A to można nazwać przyjmowaniem gości, czyli że człowiek anuluje opinię pospolitych i pragnie opinii Tory, co nazywa się anulowaniem władzy. I tak czy inaczej staje się gościem Stwórcy, który jest Władcą całego świata.

I tutaj pojawiają się wzloty i upadki, czyli wiele razy zdarza się, że ciało daje mu do zrozumienia, że ono także jest panem, czyli że może robić, co zechce, i nie poddaje się Władcy, czyli Stwórcy. I w każdym razie chce robić, co mu się podoba. Ale potem człowiek przezwycięża myśli i pragnienia ciała, i przyjmuje na siebie, że jest gościem, a Stwórca – Panem, i że człowiek nie ma żadnej władzy, a jest tylko przechodnim gościem na tym świecie. I te rzeczy, czyli te wzloty i upadki, powtarzają się raz po raz. Wynika z tego, że człowiek stale raz po raz wpuszcza gości do siebie, do swojego ciała. To znaczy, że człowiek cały czas chodzi z myślami, że jest gościem. I to można nazwać przyjmowaniem gości, czyli że za każdym razem wpuszcza do siebie, do ciała, myśli gości. Jednak są to wielkie wysiłki, ponieważ to przeczy naturze jego ciała.

A potem dostępuje nagrody, zwanej „spotkanie z likiem Szchiny”. Dlatego, żeby człowiek nie oszukiwał samego siebie, że nie dba o zapłatę zwaną „dla otrzymania nagrody”, lecz pragnie pracować nie dla otrzymania nagrody, to wielkość człowieka można rozpoznać, jeśli mówi: „Przyjmowanie gości jest ważniejsze niż spotkanie z likiem Szchiny”. Wtedy można przyjąć, że w człowieku ugruntowało się jasne poznanie, że nie patrzy na zapłatę, lecz na pracę i wysiłek, przez które może służyć Stwórcy – i to jest całe jego pragnienie.

I można to zrozumieć przez przypowieść. Dwóch ludzi było wielkimi przyjaciółmi i bezgranicznie się kochali. Zdarzyło się, że jeden z nich pilnie potrzebował pięciu tysięcy dolarów, i powiedział przyjacielowi: „Proszę cię teraz o wielką przysługę, abyś pożyczył mi tę sumę, i chociaż wiem, że nie masz takich pieniędzy, to wiem, że masz przyjaciół i znajomych, i możesz pożyczyć od dwudziestu osób, od każdego po dwieście pięćdziesiąt dolarów, i wtedy będziesz miał potrzebną mi kwotę, a za dwa tygodnie, z Bożą pomocą, oddam ci ją”.

Ten człowiek nie wie, co robić. Musi teraz iść do dwudziestu znajomych, by pożyczyć od nich pieniądze pod warunkiem, że odda im je za dwa tygodnie. „A może on nie będzie miał pieniędzy, by oddać mi je na czas, jak mi obiecał? I co ja wtedy zrobię? Jak spojrzę im w oczy, jeśli nie dotrzymam obietnicy?”. Ale potem myśli inaczej. „Wszak to mój przyjaciel, i on na pewno mnie kocha, i gdyby nie miał stuprocentowej pewności, że będzie miał pieniądze, by oddać mi je w terminie, to nie sprawiłby mi przykrości”. A potem przychodzi mu inna myśl: „To prawda, że nie poprosiłby mnie o pożyczkę, gdyby nie był stuprocentowo pewny, że będzie miał pieniądze, by je oddać, jednak może w jego obliczeniach był błąd, czyli z tych źródeł, z których spodziewał się otrzymać tę sumę, jego kalkulacja nie była do końca trafna, w takim razie, co będzie, jeśli nie odda mi jej na czas?”. A potem przychodzi mu kolejna myśl: „Ponieważ tak jak ja kocham jego, tak samo on kocha mnie, powinienem powiedzieć, że nie poprosił mnie pochopnie, lecz przemyślał to dokładnie, zanim poprosił mnie, bym mu pożyczył”. I jego myśli krążą tam i z powrotem.

I w końcu podejmuje decyzję ponad wiedzą: „Pomimo że wiedza pogrąża mnie w wątpliwościach – czy on zwróci mi pieniądze na czas, idę wiarą ponad wiedzę i mówię sobie: skoro między nami istnieje przyjacielska miłość, chcę wyświadczyć mu przyjacielską przysługę, by w ten sposób okazać tę miłość, którą do niego czuję”.

Ale kiedy przyniósł mu pięć tysięcy dolarów, przyjaciel wyjął z kieszeni dwa czeki rządowe, które ma zrealizować – jeden za tydzień, a drugi – za dwa tygodnie.

W takiej sytuacji człowiek staje przed dylematem:

1. Co powie przyjacielowi: „Dlaczego nie pokazałeś mi tych dwóch czeków, kiedy prosiłeś mnie o pożyczkę? Dopiero teraz, gdy przyniosłem ci pieniądze, pokazujesz mi je?!”. A on mówi: „Jaka to różnica?”. I wtedy mówi: „Nie mogłem spać przez dwie noce, bo rozmyślałem, co mam robić, jeśli nie będziesz mógł oddać mi pieniędzy na czas. A teraz spadł mi kamień z serca, bo teraz jestem pewien, że zdołam pozostać przyzwoitym człowiekiem w oczach tych dwudziestu osób, od których pożyczyłem pieniądze”.

2. Co mu powie: „Po co pokazałeś te dwa czeki? Przecież gdybyś ich mi teraz nie pokazał, mógłbym przez całe dwa tygodnie pracować ze sobą w kwestii miłości do przyjaciół ponad wiedzą. I wtedy miałbym wielki zysk w miłości do przyjaciół, a to dla mnie wielka rzecz. A przez to, że teraz pokazałeś mi te czeki, jakbyś odebrał mi miejsce do pracy”.

I z tej przypowieści możemy zrozumieć słowa Midraszu o tym, że Awraam, po tym jak zasłużył na zawarcie przymierza ze Stwórcą, jak powiedziano: „I zawarłeś z nim przymierze”[17], zasłużył na spotkanie liku Szchiny. I wtedy otrzymał stałą właściwość wiary, bez wzniesień i upadków, i zobaczył zapłatę za swoją pracę, i poczuł, że nie jest w stanie teraz wkładać wysiłków. I myślał, że teraz cała jego praca jest „dla otrzymania”, a to miłość egoistyczna. A on pragnął pracy, bo wtedy mógł dokładnie wiedzieć, że jego zamiarem nie jest otrzymanie czegoś w zamian, lecz chce pracować nie dla otrzymania nagrody. Natomiast teraz, po tym jak przeszedł obrzezanie, nie ma wzniesień i upadków, i nie ma miejsca dla przezwyciężania w duchowej pracy.

Dlatego wysuwa roszczenia wobec Stwórcy, mówiąc: „Dopóki nie dokonałem obrzezania, przychodzili do mnie przechodnie (dosł. «przechodzący i powracający»)”. Czyli czasem widziałem, że przekraczam («przechodzę») słowa Tory i nie przestrzegam ich tak, jak należy przestrzegać Tory Stwórcy, a potem się przezwyciężałem (samego siebie). „I powracający”, czyli czyniłem powrót. A potem znowu „przekraczający” i znowu miałem spadek stanu, a potem znowu się przezwyciężałem i czyniłem powrót, co nazywa się „powracający”. I tak w kółko. Okazuje się, że czuję, iż robię coś przed Tobą. A teraz, gdy dokonałem obrzezania, gdy zasłużyłem zawrzeć z Tobą przymierze, nie robię nic przed Tobą, a pragnę jakoś Ci służyć, bym mógł powiedzieć, że to nie dla otrzymania nagrody. I to u mnie znikło”. W takim wypadku roszczenia Awraama były uzasadnione.

Jednak Stwórca odpowiedział mu: „Dopóki nie dokonałeś obrzezania, przychodzili do ciebie nieobrzezani”, lecz w końcu byłeś we właściwości „nieobrzezany”, choć otrzymywałeś pewne wzniesienie, to jednak, tak czy inaczej, byłeś nieobrzezanym. Natomiast teraz zasłużyłeś na spotkanie liku Szchiny”. I to, o czym powiedział mu Stwórca: „A teraz Ja i ci, którzy Mi towarzyszą, przychodzimy do ciebie”. „Więc dlaczego się na Mnie złościsz?”.

Teraz trzeba zrozumieć, gdzie leży prawda. Czyli czyje twierdzenie jest prawdziwsze. I odpowiedź, że oba są prawdziwe, jak wynika z przypowieści. To znaczy, dający pożyczkę, po tym, jak pożyczający pokazał mu dwa czeki na pięć tysięcy dolarów, ponieważ pożyczający chciał, aby przyjaciel się nie martwił, że być może nie zdoła zwrócić mu pieniędzy na czas – złości się na przyjaciela, bo stracił miejsce do pracy. Innymi słowy, gdyby przyjaciel nie pokazał mu, skąd zamierza zwrócić dług, przez całe dwa tygodnie miałby pracę. Czyli pracowałby ze sobą: „Muszę przylgnąć do przyjacielskiej miłości i wierzyć mojemu przyjacielowi. Przecież on kilka razy pomyślał, że jeśli o coś mnie prosi, to, nie daj Bóg, nie przyniesie mi to cierpienia. A ciało cały czas przytacza mi dowody przeciwne, bo ono chce zaszczepić w moim sercu nienawiść do przyjaciół. I tak czy inaczej, mam wzniesienia i upadki, i cieszę się z tego, że pracuję ze sobą. A teraz, z tego, że chciałeś wyświadczyć mi przysługę, ja przegrałem”. Z tej przypowieści widzimy, że obaj mają rację. Innymi słowy, dzięki temu, że każdy z nich twierdzi, iż chce okazać drugiemu swoją miłość, miłość ustanawia się na wieki.

Tak samo i tutaj: Stwórca okazał Awraamowi swoją miłość tym, że objawił mu się poprzez zawarcie przymierza, które nastąpiło między nimi, jak powiedziano: „I zawarłeś z nim przymierze”[18]. I również Awraam, w swoich roszczeniach wobec Stwórcy, okazał swoją miłość do Niego – że chce Mu służyć nie dla otrzymania nagrody. I dlatego Awraam pragnął pracy, która nazywa się „przyjmowanie gości”, jak wyjaśniliśmy powyżej odnośnie do przyjmowania gości.

A teraz wyjaśnijmy to, o co pytaliśmy w odniesieniu do komentarza Rasziego: „W południowy upał Stwórca wyjął słońce z jego schowka, aby nie obciążać go (Awraama) gośćmi. Lecz gdy zobaczył, jak zasmucony był, że goście nie przychodzą, przyprowadził do niego aniołów w postaci ludzi”[19]. Pytaliśmy: czyżby Stwórca nie wiedział, że on będzie zasmucony tym, że goście do niego nie przychodzą? W takim razie, po co wyjął słońce z jego schowka? I jeszcze pytaliśmy: po co było trzeba posyłać do niego aniołów w postaci ludzi, przecież wygląda to tak, jakby była tu obecna jakaś iluzja. Przecież miał prostą możliwość włożyć słońce z powrotem do jego schowka, i wtedy automatycznie pojawiłaby się możliwość, że ludzie przyjdą do niego w gości.

I trzeba zrozumieć, co oznacza „wyjęcie słońca z jego schowka” w sensie duchowej pracy. Światło Stwórcy nazywa się dniem albo słońcem. „Schowek” podobny jest do miecza ukrytego w pochwie. Kiedy chce się powiedzieć, że światło Stwórcy jest zakryte, mówi się: słońce ukryte jest w schowku tak, że nie jest odczuwalne. A podczas pracy, to znaczy przed tym, jak człowiek wyszedł ze swojej egoistycznej miłości, musi on pracować w stanie ukrycia. To znaczy, chociaż jeszcze nie odczuwa smaku w Torze i modlitwie, powinien wkładać wysiłki w Torę i modlitwę. I niech nie mówi: kiedy będę miał smak w Torze i modlitwie, wtedy będę się modlił, i wtedy będę się uczył. A jeśli człowiek nie myśli o sobie, a (jedynie) chce służyć Królowi – jaka różnica, jaki smak odczuwa? Powinien jednak powiedzieć: teraz wypełniam przykazanie Stwórcy i pragnę sprawić Mu nasłodzenie tym, że wypełniam Jego przykazania, i patrzeć należy nie na siebie, lecz jedynie na to, co sprawi Stwórcy większe nasłodzenie.

Jednakże, kiedy Stwórca widzi, że człowiek jest już gotowy otrzymywać wszystko dla oddawania, zasługuje on na otwarcie liku Stwórcy. I to nazywa się „wyjęcie słońca z jego schowka”, gdy zakrycie liku Stwórcy znika z niego, a na jego miejsce przychodzi otwarcie liku. I to, jak powiedzieli mędrcy (traktat Awot, rozdział 6, miszna 1): „Rabbi Meir mówi: każdy, kto zajmuje się Torą liszma, zasługuje na wiele, i objawiają mu się tajemnice Tory”. Wyjaśnienie. Jeśli zajmuje się liszma, to znaczy nie dla własnej korzyści, a całe jego zamierzenie w wypełnianiu Tory i przykazań – to wyłącznie dla nieba, i przez to staje się zdolny otrzymywać dobro, ponieważ istnieje tu podobieństwo właściwości, nazywane złączeniem, które oznacza, że tak jak Stwórca pragnie dawać swoim stworzeniom, tak też człowiek pragnie dawać Stwórcy, wtedy zakrycie automatycznie znika ze swojego miejsca, ponieważ całe zakrycie było dla naprawy chleba wstydu. A teraz, kiedy doszedł do takiego poziomu, że chce oddawać, nie ma już miejsca dla wstydu. Bo wszystko, co teraz otrzymuje, nie dla własnej korzyści, a dlatego, że Stwórca tego pragnie. I to nazywa się „wyjęcie słońca z jego schowka”, co oznacza, że On wyjął wyższe dobro z jego zakrycia, w którym przebywało dotąd.

I stąd wynika, że nie ma miejsca na pytanie, dlaczego Stwórca wyjął słońce z jego schowka, jeśli wiedział z góry, że Awraam będzie zasmucony tym, że nie ma już gości, nazywanych „przechodzący i powracający”, czyli wzniesień i upadków, jak powiedziano powyżej. Ponieważ On „włożył słońce w jego schowek”, to znaczy uczynił zakrycie tylko po to, by człowiek miał miejsce, gdzie mógłby dojść do stanu „dla nieba”. Czyli chociaż nie widzi żadnej zapłaty za tę pracę, w której wkłada wysiłki, by dojść do Tory liszma, a nie dla otrzymania nagrody. Podczas gdy teraz, kiedy Awraam do tego doszedł, nie ma najmniejszej wątpliwości, że zakrycie nie ma sensu, lecz zakrycie automatycznie odchodzi z tego miejsca, które należy do Stwórcy. Jak powiedziano: „Na każdym miejscu, gdzie wspomnę Imię Moje, przyjdę do ciebie i pobłogosławię cię”[20] (maftir, rozdział Miszpatim).

I problem polega tu na tym, że należałoby powiedzieć: „gdzie wspomnisz”, czyli jeśli człowiek wspomni Imię Stwórcy, wtedy „Ja przyjdę do ciebie i pobłogosławię cię”. A „wspomnę” oznacza, że Stwórca wspomni swoje Imię. I trzeba to zrozumieć tak, jak powiedziano powyżej: jeśli człowiek anuluje siebie, jak wyjaśniliśmy zgodnie z opinią Tory, czyli wypełnia zasadę „uśmierca siebie dla niej”, co oznacza anulowanie swojej władzy, i jest tu tylko władza Jedynego, to znaczy władza Stwórcy, wtedy Stwórca może powiedzieć: „Na każdym miejscu, gdzie wspomnę”. Dlaczego mogę wspomnieć Imię Moje? Ponieważ człowiek anulował to miejsce dla Stwórcy. Wtedy spełnia się: „Ja przyjdę do ciebie i pobłogosławię cię”. I dlatego dochodzi on do stanu, gdy Stwórca wyjął słońce z jego schowka, co oznacza spotkanie liku Szchiny.

I automatycznie nie ma miejsca dla pytania: skoro Stwórca zobaczył, że on jest zasmucony, to niechby włożył z powrotem słońce w jego schowek. Przecież to byłoby wbrew celowi! Ponieważ celem stworzenia, jak powiedziano: „I uczynią Mi Przybytek, i będę przebywał pośród nich”[21], a nie oddalać się, nie daj Bóg! Dopóki istnieje miejsce podobieństwa właściwości, czyli kiedy on chce oddawać, Stwórca również objawia się w tym samym miejscu. Tylko tam, gdzie grzeszą, czyli z powodu jakiegoś grzechu znów popadają w otrzymywanie dla otrzymywania – dobro oddala się z powodu przewinień, i to nazywa się zniszczeniem Świątyni.

I dlatego On nie mógł dać mu stanu przyjmowania gości, ponieważ ten stan jeszcze nie jest świętością, gdyż istnieją tam wzniesienia i upadki, jak powiedziano powyżej. Ale posłał aniołów, którzy są doskonałą świętością – ponieważ inaczej już być nie może, skoro zawarł ze Stwórcą wieczne przymierze. Jednak (posłał ich) w postaci ludzi, czyli on powinien odkryć ten stan, że to tylko na pierwszy rzut oka. To znaczy, aby miał miejsce dla samosprawdzenia: czy jego zamiarem jest wynagrodzenie, to znaczy spotkanie liku Szchiny, czy też dąży do służenia Panu nie dla otrzymania nagrody. I cieszy się z tego, że zasłużył przyjąć gości, chociaż później dowiedział się, że to byli aniołowie. Jednak samosprawdzenie, w którym chciał zobaczyć, czy nie oszukuje samego siebie, myśląc o zapłacie, a nie o pracym już otrzymał dzięki temu, że cieszył się, iż może teraz znów przyjąć gości, to znaczy, że będzie miał miejsce do pracy. Wtedy stało się dla niego jasne, że pracuje nie dla otrzymania nagrody.

I to w tym samym duchu, jak mój pan, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam) wyjaśnia odwieczny problem wersetu: „I powiedział: «Nie podnoś ręki swojej na chłopca i nic mu nie czyń. Bo teraz wiem, że boisz się Wszechmogącego»”[22]. A pytanie brzmi: czyżby Stwórca nie wiedział tego z góry, przed próbą? I powiedział on (Baal Sulam), że „bo teraz wiem” oznacza: ty wiesz, że boisz się Wszechmogącego. To znaczy, że Awraam chciał wiedzieć, czy idzie drogą tylko Stwórcy, gdy sam nie jest brany pod uwagę. I dlatego Stwórca posłał mu próbę, aby Awraam wiedział, że potrafi ją znieść. A powód, dlaczego chce wiedzieć, czy wszystko z nim w porządku, to dlatego, że wtedy nie będzie bał się przyciągać w dół wyższego dobra, bo teraz będzie dla niego jasne, że nie wyrządzi mu szkody. Gdyż widzi, że całe jego pragnienie jest tylko na oddawanie i w żaden sposób nie dla własnej korzyści, i to nazywa się „otrzymywanie dla oddawania”.

I stąd można wyjaśnić postawione przez nas pytanie dotyczące słów mędrców: „Wielki jest ten, kto nasładza się z własnej pracy, bardziej niż ten, kto boi się niebios”[23]. I zapytaliśmy: jak to może być? Czy to w ogóle możliwe?

Wiadomo, że istnieją wysiłki w Torze i nauka Tory. Nauka Tory nazywa się tym, że Tora uczy nas wypełniać przykazania Stwórcy działaniem i zamiarem. Jak widzimy, są dwa błogosławieństwa:

  1. „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco (który nakazałeś) zajmować się słowami Tory”;
  2. „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, który uczysz Torze lud Swój, Israel”[24].

To znaczy, składamy podziękowanie Stwórcy za to, że dał nam miejsce do zajmowania się słowami Tory, gdzie chodzi o wysiłki, które możemy wkładać, czyli zajmowanie się Torą. A poza tym składamy podziękowanie Stwórcy za naukę Tory, to znaczy, że zasłużyliśmy na to, że Stwórca nas uczy, i to nazywa się poznaniem Tory, którego Tora nas naucza. I potrzebujemy jednego i drugiego: i wysiłku, i poznania, ponieważ, jak się uczymy, „nie ma światła bez kli”, co oznacza, że nie ma napełnienia bez potrzeby. Podobnie jak człowiek nie może nasłodzić się odpoczynkiem, jeśli wcześniej nie było u niego trudu i wysiłków.

Jednak tutaj, w duchowej pracy, są dwa rodzaje braków:

  1. Człowiek dąży do nasłodzeń – i to jest pierwsza właściwość kli, nazywana „chisaron”, czyli czuje, że brakuje mu tego nasłodzenia.
  2. Aby napełnić chisaron (potrzebę, brak czegoś) istnieje warunek: musi zapłacić czymś za to nasłodzenie. Na przykład w materii, jeśli człowiek wszedł do sklepu i zobaczył tam piękny przedmiot, którego zapragnął i chciałby posiadać, nazywa się, że teraz przebudził się u niego chisaron do tej rzeczy. A drugi (rodzaj) chisaronu polega na tym, że ma potrzebę, czyli pragnie otrzymać ten przedmiot, ale nie dają mu go bez zapłaty. I rzecz w tym, że musi zapłacić właścicielowi, wtedy mu go dadzą. I to, że trzeba zapłacić, uważa się za wysiłek. I to uważa się za brak, ponieważ człowiek myśli, że gdyby dano mu to bez zapłaty, nie miałby potrzeby. Czyli nie ma pieniędzy, by zapłacić za ten przedmiot. A właśnie to jest tą opłatą, której się od niego żąda, i której nie ma możliwości uiścić.

Teraz okazuje się, że ma dwa chisarony:

  1. pragnie tej rzeczy;
  2. nie ma możliwości zapłacić.

Wychodzi na to, że dążenie do tego przedmiotu spowodowało u niego jeszcze jeden chisaron, i teraz wie, że nie może uiścić zapłaty za ten przedmiot. Wynika stąd, w duchowej pracy, że ten, w kim dusza pragnie przylgnąć do Stwórcy, rodzi się u niego nowy chisaron. Ale kto wzbudza w nim ten chisaron, żeby dążył do Stwórcy? To przychodzi z góry. I to nazywa się przebudzeniem z góry, kiedy człowieka przywołują, by wszedł w świętość, jak powiedziano: „Bądźcie święci, ponieważ Ja jestem święty, Stwórca”[25]. I nagle człowiek zaczyna odczuwać, jak bardzo jest oddalony od Stwórcy. Czyli przed tym wezwaniem troszczył się o inne potrzeby, a teraz widzi, że brakuje mu tylko duchowego. A potem zaczyna rozmyślać, w czym tkwi prawdziwa przyczyna tego, że nie ma duchowości. I wtedy dochodzi do wniosku, że to tylko z powodu braku podobieństwa właściwości, jak powiedziano: „Jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”.

Wychodzi, że pierwszy chisaron, że czuje brak duchowości, to chisaron numer jeden z opisanych powyżej. A to, że teraz musi pracować w podobieństwie właściwości i widzi, że nie jest w stanie – to drugi chisaron. I to tak, jak powiedzieli mędrcy: „Zły początek człowieka przezwycięża go każdego dnia, i gdyby Stwórca mu nie pomagał, nie poradziłby sobie” (traktat Sukka, 52:2). Jednak również ten drugi chisaron pochodzi z góry. Czyli z tego, że Stwórca specjalnie uczynił tak, że człowiek nie jest w stanie go pokonać (z przyczyny, o której już mówiliśmy) inaczej jak z pomocą Stwórcy, wynika, że ten chisaron także przychodzi z góry. Stąd wynika, że główne wysiłki są w drugim chisaronie, który nazywa się, że nie ma czym zapłacić ceny wymaganej za naukę Tory. Czyli by zasłużyć na Torę, trzeba zapłacić wielką cenę, a mianowicie podobieństwem właściwości, jak powiedziano wyżej, aby nie było „chleba wstydu”. I to, jak wyjaśniliśmy słowa mędrców: „Tora spełnia się tylko w tym, kto uśmierca siebie dla niej” – i to właśnie są prawdziwe wysiłki. I na ten chisaron potem przychodzi napełnienie, które go wypełnia. I to spotkanie liku Szchiny lub tajemnice Tory itd.

A przede wszystkim, tutaj zaczyna się prawdziwe rozróżnienie między wysiłkami a zapłatą. To znaczy, są tacy, którzy chcą wkładać wysiłki bez zapłaty, ponieważ chcą należeć do takiego rodzaju pracowników, którzy służą Panu nie dla otrzymania nagrody. Albo też pracują dla otrzymania nagrody, czyli zapłaty za wysiłki. Innymi słowy, patrzą na to, czego będą mogli się dostąpić za swoje wysiłki, nazywane Torą w tym sensie, że cała Tora – to Imiona Stwórcy. I to nazywa się: „I poznacie, że Ja – Stwórca, Wszechmogący wasz”[26].

I jak powiedzieli mędrcy w swoim wyjaśnieniu (traktat Brachot, 38:1): „Kiedy was wyprowadzę, uczynię wam to, co pokaże wam, byście poznali, że to Ja wyprowadziłem was z Egiptu” (jak wspomniano w trzynastym artykule z 1986 r.), i tam powiedziałem, że chodzi o to, że Stwórca, oprócz tego, że wyprowadził ich z egipskiej klipot, uczynił tak, by zasłużyli na poznanie Stwórcy, to znaczy poznanie Tory w sensie: „Tora, Israel i Stwórca są jedno”.

I należy zrozumieć różnicę między wysiłkami w Torze a poznaniem w Torze, czyli że on chce jedynie służyć swojemu Panu nie dla otrzymania nagrody, bez zapłaty, nazywanej poznaniem Tory. A ponieważ pragnieniem Stwórcy jest objawić Torę, jak powiedziano: „Stwórca pragnął ze względu na swoją sprawiedliwość wywyższyć Torę i uczynić ją chwalebną”[27], to człowiek mówi: zgadzam się wkładać wysiłki w Torze przez kilka godzin, bym mógł poznać Torę. I jeśli chcą mi dać zapłatę za moje wysiłki, zgadzam się, by tę zapłatę dali komuś innemu. Czyli że ja będę wkładać wysiłki w Torze, a inny otrzyma zapłatę, to znaczy poznanie Tory, które powinno się objawić za te wysiłki, które on włożył. I to właśnie są prawdziwe wysiłki, ponieważ on pragnie tylko wysiłków, a nie zapłaty. Choć ta zapłata jest dla niego bardzo ważna, mimo to rezygnuje z niej, ponieważ pragnie służyć Panu nie dla otrzymania nagrody. A ponieważ pragnieniem Stwórcy jest, by Tora została objawiona Jego stworzeniom, człowiek chce, by jego przyjaciel zasłużył na poznanie Tory, a on sam chce nadal wkładać wysiłki w Torze. I to rzeczywiście są prawdziwe wysiłki, ponieważ pragnie poznania Tory. A dowodem na to jest to, że to on właśnie wkłada wysiłki, a nie przyjaciel. Ale ponieważ pragnie, by jego praca była dla nieba, chce pozostać w stanie wysiłków.

Jednak są ludzie, którzy idą drogą: „bądźcie jak słudzy, którzy służą swojemu Panu dla otrzymania nagrody”. I dlatego całe ich dążenie jest w poznaniu Tory, a nie w wysiłkach. I jak powiedzieli mędrcy (Midrasz Raba, rozdział „I to jest błogosławieństwo”): „Stwórca powiedział do Israela: «Przysięgam! Cała mądrość i cała Tora – to rzecz łatwa. Każdy, kto boi się Mnie i przestrzega słów Tory – cała mądrość i cała Tora są w jego sercu»”.

I aby osiągnąć zapłatę bez wysiłków, a ponieważ przez bojaźń niebios można z łatwością i bez żadnych wysiłków otrzymać mądrość i Torę, jak powiedziano w Midraszu, dlatego chcą być w bojaźni niebios, by otrzymać zapłatę, nazywaną „mądrość i Tora”. Wychodzi, że jego bojaźń niebios zbudowana jest na podstawie egoistycznej miłości, czyli że służy Stwórcy dla otrzymania nagrody, co nazywa się nie „liszma”, lecz dla otrzymania nagrody, i to nazywa się „opinia ogółu”, jak powiedziano wyżej. I jak mówi Rambam: „Dopóki nie pomnoży się ich poznanie i nie napełnią się większą mądrością, uczy się ich, by zajmowali się Torą i przykazaniami nie w liszma, lecz dla otrzymania zapłaty”.

I stąd możemy wyjaśnić to, o co pytaliśmy odnośnie do słów mędrców: „Wielki jest nasładzający się z własnej pracy bardziej niż ten, kto boi się niebios”. I zapytaliśmy, jak to w ogóle możliwe. A z powyższego można wyjaśnić, że bojaźń niebios, to gdy człowiek chce otrzymać mądrość i Torę z łatwością, bez wysiłków. Czyli oczekuje zapłaty, a nie wysiłków, co oznacza, że nie chce służyć swojemu Panu nie dla otrzymania nagrody. A on pragnie zapłaty, a nie służenia, nazywanego wysiłkami, co właśnie nazywa się nie liszma, lecz dla otrzymania nagrody.

Natomiast ten, kto nasładza się ciężką pracą, czyli wysiłkami w Torze, i myśli nie o zapłacie, lecz o tym, że dzięki wysiłkom zasłuży na kli, czyli miejsce, w które będzie mogła obłoczyć się Szchina, ponieważ tu istnieje podobieństwo właściwości między światłem a kli, i całe jego pragnienie, to jedynie sprawić nasłodzenie Stwórcy, a nie dla własnej korzyści, jak powiedziano wyżej (odnośnie do tego, że przyjmowanie gości ważniejsze jest niż spotkanie liku Szchiny), nie ma wątpliwości, że ten poziom nasładzającego się z własnej pracy jest wyższy niż bojaźń niebios, ponieważ bojaźń niebios ma zamiarem „lo liszma”, podczas gdy nasładzający się z własnej pracy myśli tylko „liszma”, czyli nie ma innego zamiaru poza oddawaniem.

Ale nie ma pytania odnośnie do Midraszu, który mówi: „Stwórca powiedział do Israela: Przysięgam! Cała mądrość i cała Tora – to rzecz łatwa. Każdy, kto boi się Mnie i przestrzega słów Tory – cała mądrość i cała Tora są w jego sercu”. Według tego, co powiedziano wyżej, to nazywa się „lo liszma”. I jak może on zasłużyć na mądrość i Torę? A Stwórca mówi, że poprzez bojaźń naprawdę można zasłużyć na mądrość i Torę!

To można wyjaśnić tak, jak postawione przeze mnie odwieczne pytanie odnośnie do wersetu (rozdział Matot, drugi): „I mówił Stwórca do Moszego tak: «Wykonaj zemstę synów Israela na Midianitach»”. A Mosze powiedział narodowi tak: „(Niech się zbroją spośród was mężowie do wojska), i będą oni przeciw Midianowi, by wykonać zemstę Stwórcy nad Midianem”[28]. A pytanie: dlaczego Mosze zmienił to, co powiedział mu Stwórca, skoro Stwórca powiedział: „Wykonaj zemstę za synów Israela”, a Mosze powiedział narodowi: „zemsta Stwórcy nad Midianem”?

A rzecz w tym, że Stwórca stworzył świat w celu nasłodzić Swoje stworzenia, czyli by stworzenia otrzymały dobro i nasłodzenie. I żeby nie było nieprzyjemnego uczucia, nazywanego „chleb wstydu”, w nasłodzeniach, które otrzymają stworzenia, dokonano naprawy, by stworzenia otrzymywały dobro i nasłodzenie tylko pod warunkiem, że będą zdolne otrzymywać dla oddawania. I to nazywa się złączeniem, podobieństwem właściwości. I to, jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Chagiga, 7:1): „Jak Ja bezinteresownie, tak i ty[29] – bezinteresownie”. Wyjaśnienie: jak Ja pragnę dawać wam rozkosz i nasłodzenie bez żadnej zapłaty, a pragnę, byście się nasłodzili, „tak i ty – bezinteresownie”, czyli by wasza służba Mi była bezinteresowna, bez żadnej zapłaty za waszą pracę, i to nazywa się podobieństwem właściwości.

I dlatego można wyjaśnić: Stwórca mówi: „To rzecz łatwa – cała mądrość i cała Tora znajdują się w jego sercu”, ale człowiek powinien powiedzieć: „Nie pragnę tego nasłodzenia, które Ty chcesz mi dać, które, jak powiedziano, nazywa się: «bo ono jest twoim długim życiem» i «pożądańsze niż złoto, najczystsze złoto; słodsze niż miód płynący z plastra»”. I rezygnuje z tego, mimo że jego dusza z całej siły pragnęła tych wszystkich dobrych rzeczy. I mimo to, ponieważ wszystkie te rzeczy wchodzą do kelim egoistycznej miłości, a egoistyczna miłość oddziela go od Stwórcy z powodu różnicy właściwości, a on pragnie podobieństwa właściwości – dlatego rezygnuje.

Jednak właśnie ci, którzy pragną podobieństwa właściwości i chcą być wśród służących Panu nie dla otrzymania nagrody, właśnie oni są tymi ludźmi, którzy mają kli dla obecności wyższego światła, które ma wiele imion. Może się ono nazywać obecnością Szchiny, spotkaniem liku Szchiny, albo tajemnicami Tory, albo światłem Tory, i wtedy spełni się cel stworzenia, to znaczy: „przynieść dobro Swoim stworzeniom”.

I stąd możemy wyjaśnić słowa mędrców o tym, że „wielki jest nasładzający się ze swojej pracy bardziej niż bojący się niebios”. Jednak o bojaźni niebios powiedziano: „Szczęśliwy człowiek, który boi się Stwórcy”[30], a o nasładzającym się z własnej pracy powiedziano: „Gdy jesz z owocu pracy rąk swoich, szczęśliwy jesteś i dobrze ci – szczęśliwy jesteś w tym świecie, a dobrze ci w przyszłym świecie”[31]. A o bojaźni niebios nie powiedziano: „i dobrze ci”.

„Ten świat” należy rozumieć jako czas pracy, a przyszłym światem nazywa się czas zapłaty, którą powinien otrzymać po tej pracy. Jak powiedziano: „Dziś – by je wypełniać, a jutro – by za nie otrzymać zapłatę”[32]. W ten sposób, jeśli chodzi o bojaźń niebios, to głównym dla człowieka jest tutaj zapłata, to, że potem z łatwością zasłuży na mądrość i Torę, jak powiedziano wyżej; i to nazywa się „przyszły świat”. To właśnie jest to, czego oczekuje, że się dostąpi w przyszłości – „dobra”. Dlatego napisane jest o tym tylko raz, bowiem o niej (o bojaźni) powiedziano jedynie: „szczęśliwy jesteś”; czyli zapłaty, która będzie w przyszłym świecie – tego właśnie oczekuje. A z tego świata, nazywanego czasem wysiłków, nie czerpie szczęścia, i każdego nadchodzącego dnia cały czas czeka: „Kiedy zasłużę na zapłatę, zwaną «mądrość i Tora»?”. Inaczej jest z nasładzającym się z własnej pracy. Wychodzi, że dobrze mu w czasie pracy, bo tylko tego pragnie – chce bowiem służyć Panu nie dla otrzymania nagrody. Okazuje się, że nasładza się w tym świecie, nazywanym pojęciem „dziś – by je wypełniać”, a także zasługuje na przyszły świat, nazywany „a jutro – by za nie otrzymać zapłatę”.

I stąd można wyjaśnić to, co pytaliśmy o wyrażenie mędrców: „Włożył wysiłki i znalazł”. Przecież znalezisko powinno być bez żadnego przygotowania. I należałoby powiedzieć: „Włożył wysiłki i zdobył”. Czyli że wysiłki służyły przygotowaniu do zdobycia. Natomiast znalezisko następuje nieumyślnie. Lecz z tego, co powiedziano wyżej, można się z tym zgodzić. Ponieważ kiedy wysiłki są celem, gdyż on pragnie służyć Panu nie dla otrzymania nagrody, i jak powiedziałem wyżej, zgadza się, by poznania Tory, które się objawią w wyniku jego wysiłków, dostąpił jego przyjaciel. A ponieważ Tora objawia się tylko w rezultacie wysiłków, co uznawane jest za światło i kli, czyli brak i napełnienie, teraz, po tym jak daje kli i chisaron, zgadza się, by napełnienia dostąpił jego przyjaciel. Zgodnie z tym wynika, że w czasie pracy on całkowicie nie myśli o zapłacie. W takim przypadku jego wysiłki nie były przygotowaniem do znalezienia, czyli do poznania Tory, ponieważ nie to było jego zamiarem podczas pracy. Bo on z całej duszy pragnął być wśród służących Panu nie dla otrzymania nagrody. Dlatego wysiłki nie były przygotowaniem do zdobycia. A Tora nazywa się „zdobyciem” (traktat Awot, rozdział 6). Dlatego oni powiedzieli: „Włożył wysiłki i znalazł”. Bo to, że zasłużył na poznanie Tory, przyszło do niego nieumyślnie, bez żadnego przygotowania do tego, i tak czy inaczej nazywa się to „znalezisko”.

I stąd zrozumiemy to, co mówiliśmy o Awraamie, że nawet po tym, jak zasłużył na spotkanie liku Szchiny, nadal z całej duszy pragnął przyjmować gości, ponieważ chciał, by było jasne, że jego zamiarem nie jest nagroda, lecz służenie Panu nie dla otrzymania nagrody. Zrozumiemy, jak wyjaśniał mój pan, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam) odwieczny problem, że powiedziano: „I zobaczył Israel”[33], a potem: „i uwierzyli”. Stąd (pozornie) wynika, że przed tym, jak zobaczyli, to, nie daj Bóg, nie wierzyli. I on wyjaśnia, że to oznacza, że nawet po tym, jak zasłużyli na właściwość „widzenia”, dążyli do właściwości wiary. Jak powiedziano wyżej. I stąd widać wielką wartość, jaką ma praca – większą niż to, co oczekuje się od nagrody.


[1] Tora, Bereszit, 18:1. „I objawił mu się Stwórca w Elone Mamre; a on siedział u wejścia do namiotu w skwar południa.”

[2] Bereszit Raba, 47:10; 48:9.

[3] Traktat Szabat, 126:2.

[4] Pisma, Tehilim, 8:5.

[5] Pisma, Tehilim, 8:8.

[6] Tora, Bemidbar, 19:14. „Oto prawo: jeśli człowiek umrze w namiocie, każdy, kto wejdzie do namiotu, i wszystko, co jest w namiocie, będzie nieczyste przez siedem dni”.

[7] Z modlitwy wieczornej (Arwit) w Szabat.

[8] Z modlitwy „Szema, Israel”.

[9] Pisma, Tehilim, 19:11.

[10] Pisma, Tehilim, 73:12.

[11] Z modlitwy „Kaddisz”.

[12] Komentarz Rasziego do Dwarim, 11:22.

[13] Traktat Awot, rozdz. 1, miszna 3.

[14] Bereszit Raba, 47:10; 48:9.

[15] Traktat Szabat, 126:2.

[16] Zohar, Bereszit, komentarz Sulam, punkt 263.

[17] Prorocy, Nechemia, 9:8.

[18] Prorocy, Nechemia, 9:8.

[19] Tora, Bereszit, 18:1, komentarz Rasziego.

[20] Tora, Szemot, 20:21.

[21] Tora, Szemot, 25:8.

[22] Tora, Bereszit, 22:12.

[23] Traktat Brachot, 8:1.

[24] Z błogosławieństw przed czytaniem i studiowaniem Tory.

[25] Tora, Wajikra, 19:2.

[26] Tora, Szemot, 6:7. „I wezmę was jako Mój lud, i będę wam Wszechmogącym, i poznacie, że Ja jestem Stwórca, wasz Wszechmogący, który wyprowadza was spod jarzma Micraim (Egiptu)”.

[27] Prorocy, Jeszajahu, 42:41.

[28] Tora, Bemidbar, 31:1–3.

[29] Niedokładny cytat. W Talmudzie: „wy”.

[30] Pisma, Tehilim, 112:1.

[31] Rambam, Prawa nauki Tory. (Komentarz Rambama do Tehilim, 128:2)

[32] Traktat Eruwin, 22:1.

[33] Tora, Szemot, 14:31. „I zobaczył Israel wielką moc, którą Stwórca okazał na Egipcjanach, i uląkł się lud Stwórcy, i uwierzyli w Stwórcę i w Moszego, Jego sługę”.