W Księdze Zohar (rozdział Beszalach, s. 64, komentarz Sulam, p. 216) powiedziano: „Wtedy zaśpiewa Mosze”. Powinno być powiedziane: „Zaśpiewał Mosze”. I odpowiada (Zohar): „Rzecz w tym, że to zależy od odległej przyszłości, to znaczy on dopełnia na tamten czas, dopełnia na odległą przyszłość, ponieważ Israel będą musieli wznieść tę pieśń w odległej przyszłości”. „Ta pieśń” – w rodzaju żeńskim. Powinno być powiedziane: „Ten hymn” – w rodzaju męskim. I odpowiada (Zohar): „To rzeczywiście pieśń, ponieważ Pani wysławia Króla”. „Powiedział rabbi Jehuda: „Jeśli to rzeczywiście pieśń Pani dla Króla, to dlaczego powiedziano: «Mosze i synowie Israela»? Przecież to Pani powinna wysławiać?”. I (Zohar) odpowiada: „Ponieważ szczęśliwy jest los Moszego i Israela, którzy potrafią wysławiać Króla za Panią w należyty sposób”.

I należy zrozumieć odpowiedź, którą on daje na to, że jest napisane w czasie przyszłym, że chodzi o gmar tikun (końcowe naprawienie). Czego to nas uczy w odniesieniu do duchowej pracy? Poza tym, należy zrozumieć odpowiedź, którą on daje: dlaczego powiedziano „pieśń”, w rodzaju żeńskim, i wyjaśnia, że chodzi o Malchut, to znaczy że Malchut wysławia Króla. I o to pyta rabbi Jehuda: „W takim razie, jeśli chodzi o Malchut, to dlaczego jest napisane: «Mosze i synowie Israela»?”. I dlatego musi on wyjaśnić, że w odniesieniu do Moszego i Israela chodzi o to, że potrafią wysławiać Króla za Malchut. I to także należy zrozumieć, co oznacza, że Mosze i Israel potrafią wysławiać Króla za Malchut. I dlaczego oni powinni wysławiać Króla nie za siebie samych, a za Malchut?

Wiemy, że Mosze nazywany jest „wiernym pasterzem”. I mój pan, ojciec i nauczyciel wyjaśniał, że Mosze wspierał Israel właściwością wiary, a wiara nazywa się „Malchut”. To znaczy, że on zaszczepił bojaźń nieba, zwaną „Malchut niebios”, w ludzie Israela. I dlatego Mosze nazywa się „raja neemana” (wierny pasterz), na imię wiary. Jak powiedziano: „I uwierzyli oni w Stwórcę i w Moszego, Jego sługę”. To o tym, że Mosze zaszczepił w nich wiarę w Stwórcę.

Wiemy, że człowiek nie może żyć przez zaprzeczenie, a może (tylko) przez pozytywną stronę. Ponieważ „zarobkiem” nazywa się to, co człowiek otrzymał i ma z tego nasłodzenie. I to pochodzi z celu stworzenia, zwanego „uczynić dobro swoim stworzeniom”. Dlatego człowiek ma obowiązek przyjmować przyjemność i nasłodzenie, aby miał czym nasłodzić swoje ciało. I to nazywa się „pozytywna strona”, czyli to wypełnienie, którym napełnia swoje potrzeby.

Lecz człowiek ma potrzebę również w braku (chisaronie). W przeciwnym razie nie ma w nim miejsca, w które mógłby wejść światło życia. I chisaron nazywa się kli, to znaczy, jeśli nie ma u niego kelim (kli), nie może niczego otrzymać. I chisaron nazywa się pragnieniem, czyli że on ma pragnienie czegoś, i czuje, że mu tego brakuje, i chce wypełnić tę potrzebę. I wielkość odczucia potrzeby i konieczności jej wypełnienia służy jako miara dążenia (chisaronu) człowieka. To znaczy to, co nazywa się „wielki chisaron” albo „mały chisaron”, zależy od wielkości odczuwania konieczności wypełnienia tego chisaronu.

Jeśli człowiek doszedł do odczucia, że czegoś mu brakuje, i czuje to odczucie we wszystkich dwustu czterdziestu ośmiu organach, lecz nie ma u niego silnego pragnienia, aby wypełnić ten chisaron – to, że nie ma u niego wielkiego pragnienia, aby wypełnić tę potrzebę, ma wiele przyczyn.

1. On opowiedział swoim przyjaciołom, czego mu brakuje, i czuje potrzebę tego. Jednak przyjaciele dali mu do zrozumienia, że nie ma żadnej możliwości osiągnięcia tego, czego mu brakuje. To znaczy, wpłynęli na niego swoim zdaniem, że powinien pogodzić się z sytuacją, w której się znajduje. Ponieważ oni osłabili siłę przezwyciężenia, pozwalającą mu pokonywać przeszkody, które przeszkadzają mu osiągnąć pożądane. I automatycznie również chisaron, dążenie osłabło przez to, że on widzi, że nigdy nie osiągnie pożądanego. I przez to, ponieważ nie widzi żadnej możliwości wypełnienia swojego chisaronu, niemożność osiągnięcia celu powoduje osłabienie jego chisaronu. Wynika z tego, że wielkie pragnienie zmalało z powodu rozpaczy.

2. A czasem, nawet jeśli nie opowiadał swoim przyjaciołom, czego chce, a tylko słyszy od przyjaciół, jak jeden mówi drugiemu, a on słyszy, że oni już popadli w rozpacz, i przez to on też poddaje się ich wpływowi. To znaczy, ich rozpacz przenosi się na niego, i już znika u niego dawne uniesienie od tego, że niebawem przyjdzie do zlania się, i znika u niego ta siła pragnienia.

3. Czasem człowiek rozważa sam, bez żadnych zewnętrznych złych języków. I widzi, że za każdym razem, kiedy próbuje zbliżyć się do świętości i zaczyna krytycznie analizować to, co się dzieje, to widzi, że przeciwnie, idzie wstecz, a nie naprzód. I dlatego znika u niego siła, (która pozwala mu) pracować.

Wynika z tego, że w takim przypadku on upada pod swoim ciężarem, ponieważ nie ma skąd czerpać wsparcia, przecież widzi tylko negatyw i ciemność. Dlatego traci siły życiowe, podczas gdy miał niejako pewne wsparcie, zwane „ożywieniem duszy”. A teraz odczuwa się jako martwy w sensie duchowym. To znaczy, nie może wykonać ani jednego ruchu w duchowej pracy, tak jakby rzeczywiście umarł.

Teraz widzi prawdę, to znaczy (uzyskał) rozpoznanie zła, ale to jest negatyw, z którego człowiek nie może otrzymać żadnego życia, ponieważ odżywianie ciała następuje właśnie z pozytywu, jak powiedziano wyżej. Dlatego człowiek powinien iść prawą linią, z dwóch powodów:

  1. aby nie osłabło jego pragnienie z powodu słuchania złych języków;
  2. aby otrzymać życie, które pochodzi właśnie z pozytywu; to znaczy, to jest pozytyw, ponieważ tu jest doskonałość.

Jednak trudno jest zrozumieć, jak można, gdy on krytycznie przeanalizował porządek swojej pracy i zobaczył prawdę, jak bardzo pogrążony jest w miłości do siebie, i widzi, że to jest prawda, powiedzieć mu, by szedł prawą linią, zwaną „doskonałość”. Przecież to jest całkowite kłamstwo, jak widzi to po prawdziwej analizie.

Wiemy, że ogólne i jednostkowe są sobie równe. To znaczy, porządek rzeczy istniejący w ogólnym, ma też miejsce w jednostkowym. A w odniesieniu do ogólnego dana nam jest wiara w przyjście Mesjasza, jak powiedziano (w modlitwie „Ani Maamin”): „Wierzę z pełną wiarą w przyjście Mesjasza i mimo że się opóźnia, będę jednak oczekiwał, że przyjdzie”. Dlatego człowiek nie powinien rozpaczać i mówić: „Widzę, że nie jestem zdolny dojść do zlania się ze Stwórcą”, które określa się jako wyjście z wygnania wśród narodów świata, zwanego egoistyczną miłością, i wejście pod władzę świętości, aby dojść do naprawy korzenia swojej duszy i zlać się ze źródłem życia.

I stąd wynika, że jeśli człowiek wierzy w wybawienie, które nastąpi w odniesieniu do ogólnego (klal), powinien wierzyć, że wybawienie nastąpi u niego także w odniesieniu do jednostkowego (prat). Wynika z tego, że człowiek powinien przyjąć na siebie doskonałość w sensie przyszłości. To znaczy, człowiek powinien wyobrazić sobie miarę dobra, nasłodzenia i radości, które otrzyma, gdy otrzyma wypełnienie na wszystkie swoje chisarony. I nie ma wątpliwości, że to daje mu zadowolenie duszy i siły do pracy, aby dojść do tego celu, którego osiągnięcia oczekuje.

I stąd wynika, że najpierw człowiek powinien wyobrazić sobie, na co ma nadzieję. Że jeśli to osiągnie, da mu to szczęście i radość z tego, że osiągnął to, czego oczekiwał. Lecz wcześniej człowiek powinien dokładnie poznać cel, do którego chce dojść. A jeśli człowiek nie przykłada do tego należytej uwagi i nie koncentruje się na tym, czego oczekuje od swojego życia, niech powie sobie: „Teraz doszedłem do decyzji, czego pragnę, analizując radość życia, którą można osiągnąć w tym świecie”. Jeśli będzie miał możliwość osiągnięcia tego, będzie miał siły i rozum, aby powiedzieć: „Teraz mogę złożyć podziękowanie Stwórcy świata za to, że stworzył Swój świat”. Po prostu teraz może powiedzieć z całego serca: „Błogosławiony Ten, który powiedział i powstał świat”, ponieważ odczuwam dobro i nasłodzenie, i rzeczywiście warto mnie i wszystkim stworzeniom, które zostały stworzone, otrzymać to dobro i nasłodzenie, które otrzymałem teraz od celu stworzenia, zwanego „Jego pragnieniem, aby czynić dobro Swoim stworzeniom”.

I chociaż jest jeszcze daleko od osiągnięcia celu, jednak zupełnie dokładnie wie, z czego może w przyszłości czerpać swoje szczęście. Jak powiedziano: (traktat Awot, rozdz. 6, miszna 1): „Rabbi Meir mówi: Każdy, kto zajmuje się Torą liszma, zasługuje na wiele. I nie tylko to – cały świat staje się dla niego sensowny, i odsłaniają mu tajemnice Tory, i staje się on jak źródło bijące z ziemi”.

I gdy zwraca na to uwagę, czyli na to, do czego może dojść, że odczuwa wagę celu i wyobraża sobie, do jakiego szczęścia i doskonałości może dojść, i nie ma wątpliwości, że radość i uniesienie, które będzie miał w momencie osiągnięcia tego, są nie do wyobrażenia, jak powiedziano wyżej. Dlatego zgodnie z jego wiarą w wagę celu i w miarę jego wiary w „mimo że się opóźnia, będę czekał, że przyjdzie”, może on otrzymać wypełnienie światłem życia z przyszłego celu.

Jak wiadomo, istnieje światło wewnętrzne i światło otaczające. I mój pan, ojciec i nauczyciel wyjaśniał, że światło wewnętrzne oznacza to, co człowiek otrzymuje w teraźniejszości, a światło otaczające nazywa się „tym, co powinno świecić w przyszłości”, lecz na razie jeszcze nie otrzymał tego światła. Jednak światło otaczające w pewnym stopniu świeci i w teraźniejszości – w miarze pewności i wiary człowieka, że je otrzyma.

I powiedział on, że to podobne do człowieka, który kupił na rynku towar. A z powodu tego, że było wielu ludzi, którzy przynieśli ten towar na rynek, towar ten staniał, i wszyscy handlarze chcieli go sprzedać za niską cenę. Jednak nie było kupujących, ponieważ wszyscy bali się kupować myśląc, że może jeszcze potanieje. I jeden człowiek wykupił cały ten towar za bezcen. A kiedy wrócił do domu i opowiedział domownikom, co działo się na rynku, wszyscy wyśmiali go: „Coś ty zrobił? Przecież jasne, że wszyscy handlarze będą chcieli sprzedać cały ten towar, który zalegał im w magazynach, i wtedy wszystko będzie jeszcze tańsze. Wynika z tego, że stracisz wszystkie swoje pieniądze”. Jednak on mówi jedno i to samo, mówiąc: „Teraz cieszę się bardziej niż zwykle, ponieważ teraz zarobię na tym towarze nie jak zwykle, kiedy wiedziałem, że mam zarobić dwadzieścia procent, lecz teraz zarobię pięćset procent. Ale nie będę sprzedawał tego towaru teraz, lecz umieszczę go w magazynie i wystawię go na rynek za trzy lata, ponieważ wtedy tego towaru już nie będzie w kraju. I wtedy dostanę taką cenę, jaką chcę”.

Wynika z tego, że w teraźniejszości, czyli w tym roku, kiedy podsumuje, ile zarobił – nie ma nic. I to nazywa się, że w teraźniejszości nie ma u niego niczego, z czego można by się cieszyć. I to jest przykład światła wewnętrznego, które świeci w teraźniejszości. Jednak światłem otaczającym nazywa się światło, które świeci właśnie w przyszłości. Lecz ono świeci i w teraźniejszości. I to zgodnie z tym, na ile on wierzy w przyszłość, że wtedy otrzyma nagrodę, na którą ma nadzieję. I wtedy jego radość będzie doskonała, a teraz otrzymuje radość i podniosły nastrój z tego, że otrzyma to w przyszłości.

I o tym mówi ten przykład z tym handlarzem, z którego wszyscy się śmieją, że nie powinien był kupować na rynku właśnie tego towaru, który stracił na wartości, ponieważ nikt nie chciał go kupić. A on kupił tylko dlatego, że inni go porzucili, dlatego że stracił cenę. I on teraz jest zadowolony i radosny z tego, że wierzy na sto procent i jest pewny, że za trzy lata tego towaru nie będzie, i wtedy się wzbogaci. Wynika z tego, że z tego, co będzie w przyszłości, on nasładza się w teraźniejszości.

I stąd wynika, że w tej mierze, w jakiej on wierzy i nie rozczarowuje się przyszłością, która nastąpi dla niego, jak powiedziano wyżej: „mimo że się opóźnia, będę jednak czekał, że przyjdzie”, może on nasładzać się w teraźniejszości ze wszystkiego, co powinno nadejść w przyszłości. Wynika z tego, zgodnie z tym, że poszedł lewą linią, to znaczy zajmował się krytyczną analizą, i widzi, że znajduje się na samym dnie, i widzi tę prawdę, ponieważ nie chce oszukiwać siebie i usprawiedliwiać swoich myśli i czynów, lecz wymaga prawdy. I nie obchodzi go, że może ona być gorzka, ponieważ dąży do osiągnięcia celu, dla którego się urodził, lecz z powodu całej tej prawdy nie może kontynuować swojego istnienia, ponieważ nie da się żyć bez nasłodzenia, zwanego „życie i siła życia”. A żeby żyć, potrzebne jest światło, które ożywia człowieka. I jeśli będzie żył, będzie miał możliwość pracować i osiągnąć cel. Dlatego musi przejść do prawej linii, zwanej „doskonałość”. Jednak ta doskonałość, z której teraz otrzymuje siłę życia, którą karmi swoje ciało, musi być zbudowana na „słupach prawdy”. I powstaje pytanie: jak może on otrzymać doskonałość, skoro widzi prawdę – w jakim niskim stanie się znajduje, pogrążony w egoistycznej miłości od stóp do głów, i nie ma w nim żadnej iskry oddawania?

Na to powinien powiedzieć: wszystko się zgadza, co widzi, lecz to jest z punktu widzenia światła wewnętrznego. Co oznacza, że w odniesieniu do teraźniejszości jest w niskości, i nie ma skąd czerpać radości i życia. Jednak z punktu widzenia światła otaczającego, to znaczy przyszłości, tym, że on, jak powiedziano wyżej, wierzy w „mimo że się opóźnia, będę czekał, że przyjdzie”, wynika, że dzięki światłu otaczającemu, które świeci w właściwości odległej przyszłości, może on przyciągać je, aby świeciło i w teraźniejszości. I w miarze wiary i pewności, którą ma w przyjście Mesjasza w ujęciu jednostkowym (prat), może on przyciągać życie i radość, które będą świecić teraz, w teraźniejszości.

I wynika z tego, że teraz, gdy on idzie prawą linią, aby otrzymać doskonałość, to jest prawdziwa prawda. Ponieważ światło otaczające świeci w teraźniejszości, jak powiedziano wyżej. I oprócz tego, że jest to droga prawdy, ponieważ on wierzy w przyjście Mesjasza w ujęciu jednostkowym, to jest to wielka sgula (cudowny środek), ponieważ dzięki przykazaniu wiary przyszłość przybliża się do teraźniejszości, co oznacza, że światło otaczające staje się wewnętrznym. To nazywa się, że to światło rzeczywiście obłacza się w teraźniejszości, czyli że „światło otaczające powinno stać się wewnętrznym”.

I stąd, to znaczy z właściwości wiary, kiedy on wierzy, że ostatecznie dojdzie do celu, mimo że z punktu widzenia rozumu za każdym razem widzi, jak oddala się od celu wstecz, a nie naprzód – on mimo wszystko przezwycięża i idzie wiarą ponad wiedzę. Albo sama wiara wzrasta za każdym razem we właściwości „moneta do monety rośnie w wielki rachunek”. Aż zasłuży na doskonałą i trwałą wiarę, to znaczy otrzymanie światła chasadim ze świeceniem Hochmy, jak napisano w komentarzu Sulam.

I z powiedzianego zrozumiemy nasze pytanie o to, jak Zohar wyjaśnia, dlaczego powiedziano „zaśpiewa” w czasie przyszłym. Ponieważ tym wskazuje się, że Israel będą musieli wznieść tę pieśń w odległej przyszłości. Czego nas to uczy w duchowej pracy? Że w odniesieniu do pracy powinniśmy wiedzieć, co mamy teraz, w teraźniejszości. Wiedzieć, co powinniśmy robić. W takim razie, czego możemy się nauczyć z tego, co będzie w odległej przyszłości?

I jak wyjaśniliśmy, należy iść prawą linią, która jest właściwością doskonałości, i otrzymywać z tego życie, ponieważ z negatywu nie da się żyć. Dlatego daje się rada, by poczuć doskonałość z tego, co będzie w przyszłości. I to jest, jak mówią sprawiedliwi: „Ta pieśń na odległą przyszłość”. To znaczy, my wypowiadamy teraz, w teraźniejszości, pieśń o tym, co oni otrzymają w przyszłości. Innymi słowy, na ile oni wyobrażają sobie dobro i nasłodzenie, które otrzymają w przyszłości, (na tyle) mogą to odczuć także w teraźniejszości, jeśli mają wiarę, że przyszłość istnieje, i że w przyszłości wszyscy otrzymają naprawę.

Za to może już teraz wznieść dziękczynienie Stwórcy w teraźniejszości; w miarze jego odczucia – miara wysławienia, które może wznieść w teraźniejszości. I oprócz tego, że otrzymuje teraz życie, koniecznie wygrywa na tym, że cel w ogólnym znaczeniu nabiera dla niego wagi, ponieważ teraz jest zobowiązany wyobrażać sobie, jakie to dobro i nasłodzenie przygotowane jest dla stworzeń do otrzymania.

I za każdym razem, gdy zwraca na to swoją uwagę, stopniowo coraz lepiej widzi to, co będzie mógł otrzymać w przyszłości. Czyli co przygotowane jest dla nas w sensie celu stworzenia. Chociaż widzi, że w stanie, w jakim się znajduje, odległość od celu jest jeszcze duża, jednak to zależy od wielkości jego wiary w cel, jak w powyżej opisanym przykładzie. I to zgodnie z zasadą: „Wszystko, co powinno być odzyskane, jakoby już zostało odzyskane” (traktat Jewamot, 38:2).

I z powiedzianego zrozumiemy, dlaczego Zohar wyjaśnia, że „zaśpiewa” powiedziane jest w czasie przyszłym, aby wskazać na to, że Israel będą musieli wznieść tę pieśń w odległej przyszłości. Ponieważ musimy o tym wiedzieć, abyśmy mogli już teraz otrzymywać radość i siłę życia z tego, co będzie w odległej przyszłości. I dzięki temu możemy wypowiedzieć tę pieśń już teraz, w teraźniejszości, tak jakbyśmy otrzymywali teraz, w teraźniejszości, całe to dobro i nasłodzenie. I to oznacza, że można otrzymać świecenie światła otaczającego. To znaczy, że światło otaczające świeci z oddali do wewnętrznego, że mimo iż człowiek jeszcze jest daleki od otrzymania dobra i nasłodzenia, tak czy inaczej, jest on w stanie przyciągnąć świecenie światła otaczającego także do teraźniejszości.

A teraz wyjaśnimy nasze pytanie o to, jak Księga Zohar wyjaśnia, dlaczego napisano „Ta pieśń” w rodzaju żeńskim – z powodu tego, że Mosze i Israel są zdolni wysławiać Króla dla Pani w należyty sposób. I zapytaliśmy, dlaczego Mosze i Israel nie wysławiają Króla dla samych siebie.

Jednak wcześniej należy zrozumieć, o co tu chodzi i dlaczego trzeba wysławiać Króla. W materialnym rozumiemy, że król z ciała i krwi potrzebuje szacunku, by go czczono. I z tego, że lud oddaje mu pochwały, otrzymuje on nasłodzenie. Jednak w odniesieniu do Stwórcy – po co Jemu trzeba, byśmy wznosili Mu pochwały i śpiewali przed Nim pieśni i hymny?

Znana jest zasada, że wszystko, co mówimy o Stwórcy, mówimy jedynie w odniesieniu do „z Twoich działań poznaliśmy Ciebie”. Lecz w Nim samym nie mamy żadnego poznania. A wszystko, co się mówi, mówi się tylko w odniesieniu do poznania niższych. Dlatego trzeba, by człowiek wznosił pochwałę i dziękczynienie Stwórcy. Przecież dzięki temu człowiek może zmierzyć i ocenić wielkość i wagę daru, jaki dał mu Stwórca. I w ten sposób człowiek może sprawdzić siebie – na ile odczuwa wielkość i wzniosłość Króla.

Bo celem stworzenia jest przynieść dobro Swoim stworzeniom, aby stworzenia nasłodziły się Nim. I w zależności od wielkości dającego – właśnie w tej mierze odczuwamy smak i nasłodzenie z daru, który został dany człowiekowi, by go nasłodzić. I kiedy on stara się wznosić dziękczynienie, ma możliwość i powód, by uważnie spojrzeć i rozważyć ten dar, który otrzymał, i od Kogo go otrzymał. To znaczy wielkość daru i wielkość dającego.

Wynika z tego, że dziękczynienie, które powinien wznieść niższy nie jest po to, by cieszył się Wyższy, lecz po to, by dzięki temu nasłodził się niższy. W przeciwnym razie to podobne do przykładu przytoczonego przez mojego pana, ojca i nauczyciela do wersetu: „(Kto) nie nosił daremnie duszy swojej”. On zapytał, co oznacza, że człowiek nosi daremnie, to znaczy na próżno, swoją duszę, daną mu z góry. I powiedział, że to tak, jakby dziecku dano worek złotych dinarów, i ono cieszy się i raduje tymi dinarami, ponieważ są piękne i przyciągają wzrok. Jednak nie jest w stanie ocenić wartości dinarów.

Stąd możemy zrozumieć, że wdzięczność i wysławienie, które wznosi się do Stwórcy, jest tylko dla stworzeń. To znaczy, że ma on za co wysławiać Króla. Chodzi o to, że w chwili, gdy stara się wznosić pochwałę Stwórcy, to jest moment, gdy jest zdolny odczuć wagę daru i wagę dającego dar. I dlatego przede wszystkim należy zwrócić uwagę na pochwałę, którą wznosi się Królowi. I to prowadzi do tego, że za każdym razem można będzie dać mu nowy dar. W przeciwnym razie, jeśli człowiek nie potrafi ocenić królewskiego daru, nie można mu niczego dać, ponieważ podpada to pod określenie: „Kim jest głupiec? Ten, kto traci to, co mu dano” (traktat Chagiga, 4:1).

A jaka jest przyczyna tego, że głupiec traci to, co mu dano? I to jasne, przecież jest głupcem, nieumiejącym docenić wagi rzeczy. Dlatego nie zwraca uwagi na to, by strzec daru, który mu dano. I dlatego, jaka jest wartość daru, tak też go strzeże. I tak czy inaczej, człowiek może być stale w stanie wiecznego wzniesienia, gdy widzimy, że nie traci tego, co mu dano, ponieważ umie to docenić.

I stąd wynika, że człowiek doświadcza wielu upadków z tego powodu, że nie potrafi ocenić królewskiego daru. Czyli nie potrafi ocenić stopnia wagi zbliżenia, gdy z góry dano mu myśl i pragnienie, że warto być pracownikiem Stwórcy, i nie potrafi ocenić wagi rzeczy, to znaczy powołania, gdy go powołują, by wszedł i służył Królowi. I człowiek może jeszcze narobić szkody, jeśli będzie znajdował się na służbie Króla, nie wiedząc, jak uchronić siebie, by czegoś nie uszkodzić. Wtedy człowieka odrzucają z powrotem, na miejsce śmieci i brudu. I on je w tym stanie, czyli żywi się tymi samymi odpadkami, w których koty i psy szukają sobie pożywienia. On również szuka tam dla siebie pożywienia, by wyżywić swoje ciało. Ponieważ nie widzi, by miał dochód z innego miejsca. To oznacza, że rzeczy, o których mówił, że to są odpadki, nienadające się na pokarm dla człowieka, a nadające się jedynie na karmę dla zwierząt – teraz, w czasie upadku, sam goni za tym pożywieniem. I nie ma u niego zupełnie żadnego dążenia do ludzkiego pokarmu, ponieważ nie znajduje w nim żadnego smaku.

I dlatego trwałość stanów wzniesienia zależy przede wszystkim od wagi (daru). Dlatego to, co najważniejsze, określa się miarą wdzięczności i wysławienia, które człowiek wznosi za to, co otrzymuje z góry. Ponieważ wysławienia, które wznosi Stwórcy, same z siebie powiększają Jego wagę i znaczenie. I to jest powód, dla którego nakazano nam poważne podejście do wznoszenia dziękczynienia. I w wznoszeniu dziękczynienia są trzy aspekty:

1. Wielkość dziękczynienia, czyli jaka jest waga daru, taka też miara wysławienia i wdzięczności, którą wznosimy za ten dar.

2. Wielkość dającego, czyli czy dający jest ważnym człowiekiem. Na przykład, jeśli król daje komuś jakiś dar, wtedy dar ten może być czymś bardzo małym, lecz tak czy inaczej ma on ogromną wagę. To znaczy, miara wysławienia i wdzięczności nie zależy od wielkości daru, lecz mierzy się wielkością dającego. Innymi słowy, jeden i ten sam człowiek może dawać dwóm różnym osobom, jednak dla jednego z nich on jest ważniejszy, ponieważ ten zna wielkość i znaczenie darczyńcy. I nie ma wątpliwości, że on będzie bardziej wdzięczny niż ten drugi, który nie zna tak dobrze wagi darczyńcy.

3. Wielkość dającego, niezależnie od tego, czy daje. Czasem zdarza się, że król jest tak wielki w oczach człowieka, że ten pragnie jedynie z nim porozmawiać. I nie dlatego, że chce rozmawiać z królem, by ten dał mu coś, przecież on niczego nie pragnie, a cała jego przyjemność tkwi w tym, że zasłużył, by z nim porozmawiać. Po prostu uważane jest za niestosowne wchodzić do króla bez żadnej prośby. I dlatego szuka jakiejś prośby, którą król mógłby spełnić. To znaczy, mówi, że chce wejść do króla w jakimś celu, by król coś mu dał. Ale w rzeczywistości to, że mówi, iż chce czegoś od króla, to tylko słowa. A w głębi serca niczego od króla nie chce. A to, że ma możliwość porozmawiać z królem, to mu wystarcza, i nie ma dla niego znaczenia, czy król coś mu dał, czy nie. Ludzie stojący na zewnątrz, którzy widzą, że niczego nie otrzymał od króla, i patrzą, jak wychodzi z pałacu królewskiego radując się i ciesząc, i czując wzniosłość ducha, śmieją się z niego i mówią: „Cóż za głupiec z ciebie! Nie masz ani rozumu, ani rozeznania. Przecież sam widzisz: z niczym przyszedłeś, z niczym wyszedłeś. Czyli wszedłeś do króla, by poprosić o coś, a wyszedłeś z pałacu królewskiego z pustymi rękami. I z czego tu się cieszyć?”

I możemy zrozumieć: jeśli człowiek, gdy modli się do Stwórcy, by On dał mu coś – również tutaj należy rozróżnić następujące przypadki:

1. Człowiek modli się do Stwórcy, by dał mu to, czego żąda od Stwórcy. I jeśli otrzymuje to, czego żądał, czyli gdy otrzymuje to, o co prosił, to jest gotów wznieść dziękczynienie Stwórcy. I jaka jest miara wielkości zbawienia otrzymanego od Stwórcy, taka też jest miara radości, wzniesienia ducha i wznoszenia chwały i dziękczynienia – wszystko mierzy się miarą wielkości zbawienia, które otrzymał od Stwórcy.

2. W mierze wielkości Dającego. Chodzi o to, że na ile wierzy on w wielkość Stwórcy, na tyle określa, że otrzymał coś od Stwórcy. Czyli nawet jeśli według odbierającego to rzecz małej wagi, to tak czy inaczej otrzymał coś od Stwórcy i już ma powód, by być w radości i wznieść pochwałę i dziękczynienie Stwórcy, ponieważ dla niego ważny jest Dający, jak w powyższym przykładzie.

3. Zgodnie z wielkością dającego – bez daru. Tu również istnieje wielka waga, jak powiedziano wyżej, że król jest dla niego tak ważny, że niczego nie potrzebuje od króla, a będzie to dla niego wielkim zaszczytem i pełnią stanu, jeśli będzie mógł zamienić z królem kilka słów. A to, że przyszedł z jakąś prośbą, to tylko zewnętrzne, z powodu tego, że „nie można przychodzić do króla bez jakiejkolwiek prośby”. Lecz przyszedł nie po to, by król spełnił jego prośbę. A to, że powiedział, iż czegoś żąda, to tylko dla zewnętrznych, którzy nie rozumieją, że rozmowa z królem jest najważniejszym darem, lecz zewnętrzni tego nie pojmują.

I kiedy mówimy (wychodząc z idei, że wszystko odbywa się) „w jednym ciele”, trzeba powiedzieć, że „zewnętrznymi” nazywają się myśli, które przychodzą do człowieka ze świata zewnętrznego. I one nie mają pojęcia o wewnętrznym, i nie mają kelim, by zrozumieć, że właśnie wewnętrzna strona Króla jest ważna. A one cenią Króla tylko według tego, co przychodzi od Króla do nich, i to nazywa się „zewnętrzna strona Króla”. Lecz o wewnętrznej stronie Króla, czyli o samym Królu, a nie o tym, co wychodzi od Niego na zewnątrz, oni nie mają żadnego pojęcia. Dlatego te myśli śmieją się z człowieka, kiedy on mówi: „Ponieważ teraz mówiłem z Królem – nie ma znaczenia, czy On dał mi to, o co prosiłem”. A całe jego pragnienie to tylko wewnętrzna część Króla, a nie to, co od Niego wychodzi.

Dlatego, jeśli człowiek modlił się do Stwórcy i nie widzi, że Stwórca dał mu coś, lecz dla niego ważna jest wewnętrzna strona Stwórcy, może on cieszyć się i radować z tego, że zasłużył mówić z Królem. Jednak jego zewnętrzne myśli chcą odebrać mu tę radość, ponieważ patrzą tylko na kli przyjmujące – co on otrzymał od Króla do swoich kli przyjmujących. I on mówi im: „Cieszę się i raduję, i wznoszę chwałę oraz dziękczynienie Królowi tylko za to, że dał mi możliwość mówić z Nim. To mi wystarcza”.

I mówi swoim zewnętrznym (myślom) jeszcze więcej: „Wiedzcie, że dzięki temu, iż niczego nie pragnę od Króla, poza tym, by wznosić Mu chwałę i dziękczynienie, dzięki temu jestem teraz zjednoczony z Królem. Ponieważ chcę dawać Mu przez to, że wysławiam Go. A ponad to nie mam Mu co dać. Dlatego teraz nazywam się „pracownikiem Stwórcy”, a nie działającym dla siebie. I dlatego nie mogę słuchać tego, co mówicie mi: «Co zyskałeś?»”.

Na przykład cały rok, w ciągu którego zajmowałeś się Torą i modlitwą, i przestrzegałeś wszystkich przykazań, stoisz na tym samym stopniu, co rok i dwa lata temu. W takim razie skąd ta twoja radość, że wznosisz chwałę Stwórcy i mówisz: „Moją korzyścią jest to, że wiele razy mówiłem z Królem, a czego więcej mi trzeba? To znaczy, gdyby Król dał mi coś do ręki, to być może otrzymałbym to dla otrzymywania. Zaś teraz, gdy nie mam nic w rękach, cieszę się i dziękuję Stwórcy, ponieważ mój zamiar w pracy był tylko dla oddawania”.

Jednak ponieważ w tym momencie człowiek mówi prawdę, pojawia się u niego wielki opór ze strony zewnętrznych (myśli), które nie mogą znieść tego, kto idzie drogą prawdy, jeśli cały jego zamiar jest na oddawanie. I w tym stanie znajduje się w wielkiej walce, i jego radość chcą zburzyć. I dają mu do zrozumienia, że wszystko jest na odwrót. To znaczy, że to, co one mówią mu, to prawdziwa droga, a on oszukuje siebie i myśli, że ma rację. I z reguły kłamstwo w tym świecie odnosi sukces, dlatego w takim czasie on potrzebuje większego wzmocnienia. I powinien powiedzieć im: „Idę drogą prawdy i teraz nie chcę słuchać żadnej krytyki. A jeśli w waszych słowach jest prawda, to proszę was, byście przyszli ze swoimi argumentami, by pokazać mi, gdzie jest prawda, w czasie, które sam wyznaczyłem na krytykę. I tylko w tym czasie jestem gotów słuchać waszego zdania”.

I z powiedzianego wynika, że człowiek nie ma braku radości w pracy Stwórcy, a brakuje tylko wiary. Czyli w czasie, gdy wierzy w wielkość Stwórcy, nie potrzebuje, by Król dał mu coś. Sama możliwość mówienia z Królem – to wszystko, do czego dąży. Mówić ze Stwórcą, jak powiedziano wyżej w trzecim rodzaju wznoszenia chwały.

A jeśli zwróci większą uwagę na wysławianie Króla, zstąpi na niego automatycznie wyższe obecność (Szchina), ponieważ niczego nie chce od Króla. To podobne do sfiry Bina. Wiadomo, że Hochma na swoim zakończeniu nie chce otrzymywać światła Hochma, a pragnie oddawać Stwórcy, podobnie jak Stwórca daje Hochmie. A ona pragnie podobieństwa formy. I wtedy automatycznie przychodzi napełnienie, zwane „światłem chasadim” – według imienia kli, czyli otrzymujący chce zajmować się miłosierdziem (hesed). Dlatego to napełnienie nazywa się „światłem chasadim”. Podobnie i tutaj: gdy człowiek niczego nie chce od Króla, a pragnie jedynie dawać Mu, i zwraca uwagę na to, o czym myśli, wtedy automatycznie przychodzi do niego wyższe obecność, zgodnie z jego przygotowaniem, gdy zajmuje się służbą i wysławianiem Króla.

A teraz zrozumiemy, dlaczego Mosze i Israel wypowiadali pieśń pochwalną Królowi za Panią, a nie sama Pani (za siebie). Wiadomo, że wszystko, co mówi się o wyższych światach, mówi się ze strony dusz, gdzie Malchut nazywa się „społecznością duszy Israel” albo „Zgromadzeniem Israel” (Kneset Israel). Jak wyjaśniono w Talmudzie Dziesięciu Sfirot (cz. 16), dusza Adama Riszona została zrodzona jako wewnętrzna część światów Brija, Jecira, Asija, i stamtąd otrzymała nefesz, ruach, neszama. I wszystkie one wyszły z Malchut świata Acilut, nazywanej „Szchina”. A Zeir Anpin, który daje do Malchut, nazywa się słowem „Król”. A ponieważ Malchut otrzymuje dla dusz, wynika z tego, że Malchut nie może otrzymać dobra dla narodu Israel, ponieważ oni (Israel) nie są jeszcze gotowi, by mieć kli oddające. W przeciwnym razie wszystko przejdzie do sitra achra, która nazywa się „umarli”, ponieważ tam następuje otrzymywanie dla otrzymywania, nazywane „oddzieleniem i oddaleniem od Stwórcy”, nazywanego „źródłem życia”. I dlatego nazywają się „umarłymi”.

A w Księdze Zohar to nazywa się, że człowiek powinien współodczuwać „cierpienie Szchiny”, i tu można mówić o cierpieniu, ponieważ ona nie jest w stanie otrzymać napełnienia dla swoich synów, to znaczy dla narodu Israela. I nazywa się „Kneset Israel”, ponieważ gromadzi w sobie napełnienie, które ma przekazać całej społeczności Israela. Dlatego, gdy naród Israela dochodzi do podobieństwa formy, Malchut ma możliwość otrzymywać wyższe dobro od Króla, nazywanego „Dający” i imieniem Zeir Anpin, po to, by dawać narodowi Israela.

I to nazywa się, że Malchut, zwana „Panią”, wysławia Króla za to dobro, które otrzymała od Niego. I jak powiedziano wyżej, kiedy nie jest w stanie otrzymać od Króla dobra dla Israela, nazywa się to „cierpienie Szchiny”. I tak czy inaczej, gdy rzeczywiście jest w stanie otrzymać dobro, nazywa się imieniem „matka, ciesząca się z dzieci”. I ona wznosi chwałę Królowi. Jednak o całym tym cierpieniu i radości mówi się jedynie w odniesieniu do narodu Israela jako całości. I to, jak powiedziano w Księdze Zohar, że Mosze i Israel wypowiadają pieśń, wznosząc chwałę Królowi dla Pani. I to, że Mosze i Israel wznoszą chwałę Królowi dla Pani, i to znaczy, że to, iż naprawili siebie, by wysławiać Króla za to, że Król da Moszemu i Israelowi, nie było dla nich samych, ale dla Malchut. Czyli nie mogli znieść cierpienia Szchiny. I dlatego pracują nad podobieństwem formy, aby Malchut miała zdolność oddawania. Jak powiedziano: „Szczęśliwy jest los Moszego i Israel, którzy potrafią wysławiać Króla za Panią w należyty sposób”.