Powiedziano: „I zstąpił Wszechmogący na górę Synaj, na szczyt góry”. A o ludzie powiedziano: „Ustawili się u podnóża góry”.

I należy zrozumieć, dlaczego powiedziano o Wszechmogącym „zstąpił”, co sugeruje uniżenie, pomniejszenie, przecież był to czas darowania Tory, czas wielkiej radości.

Mędrcy wyjaśniają wyrażenie „ustawili się”, to wskazuje na to, że „góra zawisła nad nimi jak kadź” i powiedziano: „Lepiej będzie, jeśli przyjmiecie Torę, inaczej tam zostaniecie pogrzebani” (traktat Szabat). I postawiono tamże, w komentarzu Tosafot, pytanie dotyczące wyrażenia „góra zawisła nad nimi jak kadź”, z punktu widzenia duchowej pracy. Aby to zrozumieć, trzeba pamiętać o znanej zasadzie: nie ma światła bez kli. Co oznacza, że nie może być napełnienia bez potrzeby. Czyli niemożliwe jest nasłodzić się czymkolwiek, jeśli nie ma na to pragnienia. I to gorące pragnienie czegoś nazywa się przygotowaniem, to znaczy potrzebą. A potrzeba czegoś określa to pragnienie, a wielkość nasłodzenia mierzona jest miarą pragnienia.

Z wypowiedzianego wynika, że przed nadaniem Tory musi być przygotowanie do jej otrzymania, inaczej niemożliwa jest radość Tory – „Simchat Tora”. To znaczy, trzeba było przygotować potrzebę otrzymania Tory, ponieważ ta potrzeba prowadzi do gorącego pragnienia, jak powiedziano wyżej. I według miary tego pragnienia można nasłodzić się Torą. Trzeba jednak zrozumieć, czym w rzeczywistości jest potrzeba otrzymania Tory.

Powiedzieli mędrcy: „Stworzył Stwórca zły początek i stworzył mu przyprawę” (traktat Bawa-Batra). I wyjaśnił Raszi: stworzył mu Torę jako przyprawę, niweczącą grzeszne myśli, jak powiedziano: „Jeśli zaszkodził ci ten złoczyńca, ciągnij go do bejt midrasz” (traktat Kiduszin). I tamże, w traktacie Kiduszin, powiedziano: „Tak powiedział Stwórca narodowi Israel: «Ja stworzyłem zły początek i Ja stworzyłem mu Torę jako przyprawę, i jeśli będziecie zajmować się Torą, to nie będziecie przekazani w jego ręce»”. Ponieważ powiedziano: „Bo jeśli będziesz dobrze się targować (ze złym początkiem), a jeśli nie zajmujecie się Torą, to zostaliście przekazani w jego ręce”. Jak powiedziano: „Przy grzechu leży”.

Z wypowiedzianego widzimy, że Tora to naprawa, aby wyjść spod władzy złego początku. To znaczy, ten, kto czuje, że ma w sobie zły początek, to znaczy, odczuwa, że zły początek ze wszystkimi jego radami dla człowieka – brać z życia wszystko, co najlepsze, nasładzać się nim, zamierza zaszkodzić człowiekowi. To znaczy, właśnie on przeszkadza człowiekowi osiągnąć prawdziwe dobro, nazywane „zjednoczeniem ze Stwórcą”. I dlatego człowiek mówi o nim, że to zły początek, a nie dobry.

Jednak bardzo trudno człowiekowi powiedzieć o nim coś takiego, przecież to początek daje człowiekowi zrozumienie, że warto się zatroszczyć o to, by nasłodzić się życiem, by odczuć nasłodzenie z wykonywanych działań, to znaczy, by wszystkie jego działania były tylko dla jego własnej korzyści. Ono daje człowiekowi zrozumienie, żeby ten wiedział zasadę, że za wszystkimi jego radami stoi jedna myśl – własna korzyść. I nawet jeśli czasami mówi (człowiekowi), by zrobił coś dla dobra drugiego, to nie mówi po prostu, by pracował dla dobra drugiego, ale z rachunkiem, że z tego działania on (człowiek) następnie się rozwinie, i z tego będzie korzyść dla niego samego. I dlatego jak może człowiek powiedzieć o nim, że to zły początek, w czasie gdy on mówi mu, by uwierzył, że nie ma innego zamysłu, prócz skierowanego na korzyść tego człowieka, a nie kogoś innego.

I dlatego wielka praca stoi przed człowiekiem, zanim będzie mógł odczuć, że jego pragnienie otrzymywania to zło, do takiego stopnia, że będzie całkowicie pewien, iż nie ma on większego nieprzyjaciela na świecie niż jego pragnienie otrzymywania. Widzimy, że król Szlomo nazywał je nieprzyjacielem, jak powiedziano: „Jeśli głodny jest twój nieprzyjaciel – nakarm go chlebem”. I bardzo trudno człowiekowi postanowić raz na zawsze, że ono – to zło, pragnące jedynie odwieść człowieka z dobrej drogi, która jest całkowicie przeciwna otrzymywaniu, ponieważ prawdziwa droga to tylko oddawanie, a otrzymujący pragnie tylko otrzymywania. I wynika z tego, że tutaj człowiek ma wybór, możliwość zdecydowania – nazwać je dobrym czy złym.

I to jest tak, jak powiedzieli mędrcy (traktat Nida): „Wyjaśnił rabbi Chanina bar-Papa: anioł odpowiedzialny za ciążę, nazywany «Lajla», bierze kroplę (nasienia), przedstawia przed Stwórcą i mówi Mu: «Władco świata, co będzie z tą kroplą? Bohater czy słaby, mędrzec czy głupiec, bogacz czy biedak? Jednak «grzesznik czy sprawiedliwy?» nie mówi, a dane to jest człowiekowi do wyboru»”.

I trzeba wyjaśnić, że ten wybór polega na podjęciu decyzji i określeniu: kimże on jest, ten otrzymujący w człowieku. Czy rzeczywiście (jest on) dobrym początkiem, ponieważ stale troszczy się o dobro samego człowieka, nie poświęcając ani chwili na obcych? I dlatego warto go słuchać, ponieważ tylko on troszczy się o jego dobro, czyli by było mu dobrze. I oczywiście należy mu ufać, nie zbaczając ani w lewo, ani w prawo, wykonując wszystkie jego zalecenia, nie zmieniając, uchowaj Boże, jego wskazań.

Ale istnieje jednak odwrotne założenie: powiedzieć, że rzeczywiście ono – zło, ponieważ słuchając jego opinii i działając jedynie z miłości do siebie, oddalamy się od Stwórcy z powodu braku podobieństwa do Jego właściwości. I wtedy naturalnie nad człowiekiem przebywa kategoria sądu, stworzona w ramach naprawy poprzez skrócenie, uczynione na świetle, które nasładza Jego stworzenia. I dlatego Imię Stwórcy, zwanego Dobrym i czyniącym dobro, nie może się objawić w miejscu, gdzie panuje miłość do samego siebie. Dlatego spoczywa na człowieku obowiązek określić i postanowić raz na zawsze, że miłość do samego siebie to zło i prawdziwy szkodnik dla człowieka.

Pozostaje jednak pytanie: skąd człowiek ma czerpać siły, aby mógł dokonać wyboru i nazwać otrzymywanie złem do tego stopnia, by powiedzieć, że od dnia dzisiejszego i dalej nie będzie go słuchać.

A prawda jest taka, że także i do tego potrzebujemy wsparcia Stwórcy, aby ukazał człowiekowi tę prawdę, że otrzymywanie dla siebie to zło, prawdziwy nieprzyjaciel człowieka. I kiedy człowiek dochodzi do tego odczucia, to już jest chroniony przed popełnieniem grzechu i samoistnie usuwają się od niego ukrycia i kary, ponieważ jeśli wiemy, że jakaś rzecz jest śmiertelna, to oczywiście jej unikamy. I wtedy nadchodzi czas objawienia całego dobra i nasłodzenia, zawartego w celu stworzenia, i przychodzi człowiek do poznania Stwórcy, zwanego „Dobry i czyniący dobro”.

I zgodnie z powiedzianym należy wyjaśnić napisane: „Powiedział Wszechmogący w Swoim sercu: «Nie będę więcej przeklinać ziemi z powodu człowieka, bo początek serca człowieka to zło od młodości jego»”. A Ramban wyjaśnia, że „w Swoim sercu” oznacza, iż nie objawił tego prorokowi w swoim czasie. I dodaje Ewen Ezra: później objawił swą tajemnicę Noachowi.

I ten tekst jest trudny do zrozumienia, jakby dopiero teraz Stwórca zobaczył, że serce człowieka jest złe od młodości jego, jakby wcześniej tego nie widział?

Z punktu widzenia duchowej pracy należy wyjaśnić, że właśnie teraz Stwórca to objawił, po wielkich wysiłkach, podjętych przez człowieka, by przebudzić się ku osiągnięciu prawdy. To znaczy, by rzeczywiście dowiedzieć się, po co rodzi się człowiek i do jakiego celu powinien dojść. I wtedy objawił mu Stwórca, że natura ludzkiego serca–otrzymującego jest zła od młodości jego. To znaczy, nie można powiedzieć, że teraz widzi, iż ta natura stała się zła. Ona jest zła od młodości jego, jednak dotąd człowiek nie mógł zdecydować, że rzeczywiście jest ona zła, i dlatego stale znajdował się w stanie wzniesień i upadków. To znaczy, czasami słuchał złego początku, mówiąc potem: „Od dnia dzisiejszego i dalej będę wiedział, że on – mój nieprzyjaciel, i wszystko, co doradza – tylko mi szkodzi”. Jednak potem podnosi swoje rogi zły początek, i znowu człowiek go słucha i pracuje na jego rzecz duszą i sercem, i wszystko się powtarza. I czuje się człowiek „psa powracającego do swoich wymiocin”. To znaczy, już postanowił, że nie przystoi mu słuchać głosu złego początku, ponieważ całe jedzenie, które ono mu daje, nadaje się dla bydła, a nie dla człowieka, i nagle znów powraca do zwierzęcego pokarmu, zapominając wszystkie swoje wcześniejsze decyzje i przekonania. A potem, pokutując, widzi, że nie ma dla niego żadnej rady, prócz jeśli Stwórca da mu zrozumienie, że to początek nazywa się złym, a on rzeczywiście jest złem. I wtedy, po tym jak Stwórca dał mu to poznanie, już nie powróci on do swojego zwyczaju, lecz prosi Stwórcę, by dał mu siły, by mógł pokonywać zły początek za każdym razem, gdy on próbuje zbić człowieka z drogi, by miał siłę go pokonać.

Z powiedzianego wynika, że Stwórcy potrzeba dać człowiekowi i kli, i światło, czyli i uświadomienie, że ten początek to rzeczywiście zło i trzeba wyjść spod jego władzy, oraz naprawę tego stanu – Torę, jak powiedziano: „Ja stworzyłem zły początek, i Ja stworzyłem Torę jako przyprawę”. Znajdujemy z tego, że potrzeba Tory jest dana przez Stwórcę i sama Tora dana jest przez Niego. I to oznacza, że „światło i kli dane są przez Stwórcę”.

Stąd należy wyjaśnić, co znaczy: „I powiedział Wszechmogący w Swoim sercu”. I wyjaśniają komentatorzy, że „nie objawił tego prorokowi” oznacza: „w Swoim sercu”. A potem objawił swoją tajemnicę. Jakaż to tajemnica? Natura serca ludzkiego – zło od młodości jego.

Z powiedzianego wynika, że najpierw człowiek musi sam sprawdzić i dokonać wyboru, ustalając, że imię początku, który jest w jego sercu, to zło. A następnie widzi, że nie ma w sobie możliwości ostatecznego postanowienia, że nie zmieni zdania, nie powie potem, iż to dobry początek i warto go słuchać, i wszystko wraca do punktu wyjścia. I w tym czasie Stwórca nazywa się „mówiącym w Swoim sercu”, że natura ludzkiego serca jest zła od młodości jego. Ale człowiekowi, który stoi przed wyborem, Stwórca jeszcze nie objawił tej tajemnicy, że to początek nazywa się złym, ponieważ jest złem. I to po to, aby było miejsce na pracę człowieka, aby dokonywał wyboru i rozstrzygał, że on jest złem. Lecz potem, gdy człowiek widzi, że nie może powiedzieć, że to absolutne zło, lecz za każdym razem zmienia zdanie, wtedy przychodzi stan, w którym woła do Stwórcy: „Pomóż mi!”. O tym powiedział Ewen Ezra: „Po tym objawił swoją tajemnicę Noachowi”, czyli stadium „Noach” nazywa się tym, który pracuje dla Stwórcy. Innymi słowy, gdy Stwórca objawia człowiekowi, że jego początek jest zły od młodości, i to nie nowość, że zły początek to zło. „Po prostu nie powiedziałem ci tego. Ale teraz, gdy objawiam ci tę tajemnicę, że natura ludzkiego serca jest zła, możesz już być pewien, że nie będziesz już słuchał jego głosu. Ponieważ Ja Sam ci to objawiłem. I oczywiście nie będę już więcej przeklinać, ponieważ nie będzie już potrzeby karania, i wszystko będzie dobrze”. I o tym powiedziano: „I nie będę więcej bił wszystkiego, co żyje, jak uczyniłem Ja”.

Mówi się tu o tym, że zanim Stwórca objawił człowiekowi, że natura ludzkiego serca jest zła, potrzebne były wzniesienia i upadki. To znaczy, kiedy zaczynałeś pracować, miałeś siłę życia. Ale żebyś szedł właściwą drogą, musiałem „zabić wszystko żywe”, to znaczy zabrałem ci siłę życia, którą miałeś w pracy. I stąd znów spadłeś w stan podłości, ponieważ jest w tobie zło, zły początek. I wtedy może wypełnić się to, co powiedziano: „Stworzyłem zły początek, i stworzyłem Torę jako przyprawę”. Jednak tylko wtedy, gdy poczuje zły początek, poczuje on potrzebę w Torze. I dlatego dopiero po tym, jak Stwórca objawił człowiekowi tajemnicę, że natura serca człowieka jest zła, możliwe stało się darowanie Tory, ponieważ nie ma światła bez kli, przecież tylko tam, gdzie jest potrzeba, można przekazać wszystko, co niezbędne.

Lecz i to, że Stwórca objawia człowiekowi, że natura ludzkiego serca jest zła, również nazywa się światłem, to znaczy napełnieniem, a nie ma napełnienia bez potrzeby. Dlatego człowiek nie może zasłużyć na to, by Stwórca objawił mu zło, dopóki nie będzie miał na to potrzeby. Przecież istnieje zasada, że nie jest w zwyczaju człowieka robić czegoś bez potrzeby, a tym bardziej Stwórca nie dokonuje żadnego działania bez potrzeby.

Ale skąd człowiek może uzyskać potrzebę, by Stwórca objawił mu tę tajemnicę? To znaczy, że człowiek musi rozpocząć pracę, wiedząc, że jego „otrzymujący” to jego zło, i że spod jego władzy musi uciec. I cokolwiek by nie czynił: w Torze, w modlitwie, lub w spełnianiu przykazania, powinien się starać, by wszystkie te jego działania doprowadziły do uświadomienia sobie zła. Ponieważ odczuwając zło i pragnąc wykonywać czyny związane z oddawaniem, zaczyna on otrzymywać siłę życia. A kiedy spada ze swojego stopnia, traci siłę życia. To czyni z nim Stwórca, aby spadł ze swojego stopnia, ponieważ człowiek jeszcze nie odczuwa prawdziwego zła w sobie. Ale dzięki upadkom, które mu się przydarzają za każdym razem, prosi on Stwórcę, aby On objawił mu raz na zawsze, że pragnienie otrzymywania to zło, by już nie włóczył się za nim. Wynika z tego, że upadki człowieka przychodzą od Stwórcy, jak powiedziano: „I nie będę więcej bił wszystkiego, co żyje”, wyciągając z niego wszystkie siły życia, które są w Torze i pracy duchowej, i wtedy pozostaje bez żadnego życia duchowego. Ponieważ człowiek już się pogodził z koniecznością, by Stwórca pomógł mu poprzez stałe uświadamianie zła, aby już nigdy więcej nie zapragnął słuchać głosu zła. Ponieważ człowiek dochodzi do potrzeby w pomocy Stwórcy. Przecież teraz widzi, że nie ma żadnej możliwości samemu, to znaczy własnymi siłami, doprowadzić do tego, by natura jego serca przestała mu się podobać, a (przecież) wtedy zechce jej słuchać, i za każdym razem będzie powracał do swego zwyczaju, i nie ma temu końca. I w tym leży przyczyna, że potrzebuje teraz Stwórcy, aby pomógł mu zrozumieć, że początek, który jest w nim, to jego zło i przyczyna tego, że nie może dojść do dobra i nasłodzenia, stworzonego przez Wszechmogącego dla Jego stworzeń.

I w tym leży przyczyna wszystkich licznych upadków człowieka, ponieważ tym właśnie formuje się w nim pragnienie zwrócenia się ku temu, by Stwórca pomógł mu odczuć, że natura ludzkiego serca jest zła.

I z powiedzianego zrozumiemy to, o co pytano: czym jest przygotowanie do otrzymania Tory? A odpowiedź: zły początek. Ponieważ kiedy człowiek wie, że w nim jest zło, a dzieje się to po tym, jak Stwórca mu to oznajmia, jak powiedziano wyżej, rodzi się w nim teraz nowe pragnienie: jak je przezwyciężyć. A to może się zdarzyć tylko poprzez Torę, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Stworzyłem zły początek, i stworzyłem Torę jako przyprawę”. I w tym tkwi przygotowanie do otrzymania Tory. To znaczy, potrzeba Tory jest przygotowaniem do otrzymania Tory.

Z tego zrozumiemy, o co pytano, co oznacza: „I zstąpił Wszechmogący na górę Synaj, na jej szczyt”? Co oznacza „szczyt góry” i jak można powiedzieć „zstąpił” w odniesieniu do Stwórcy? Wiadomo, że w duchowym imię otrzymuje się zgodnie z działaniem. Jak powiedziano w rozmowie Manoacha z aniołem (Tora, Szoftim 13:18): „Dlaczego pytasz o moje imię?”, a [imię jest] według działania. Na przykład, anioł uzdrawiający nazywa się Rafael (hebr. rafa – uzdrowił) itd. Także Stwórca, w czasie, gdy zsyła uzdrowienie człowiekowi, nazywa się „Uzdrawiający chorych”. A zgodnie z powiedzianym wyżej o tym, że Stwórca musi objawić człowiekowi, iż natura serca człowieka jest zła, Stwórca objawia człowiekowi, w jak niskim stanie się urodził, jak powiedziano: „Zły od młodości swojej”. To znaczy, od momentu narodzin (człowieka) Stwórca nazywa się według swojego działania, ukazującego człowiekowi stopień jego upadku. I to nazywa się: „I zstąpił Stwórca na górę Synaj”.

Zauważamy tutaj w tekście dwa stwierdzenia: O Stwórcy napisano: „I zstąpił na górę Synaj”. A o narodzie napisano: „I ustawili się u podnóża góry”. I trzeba zrozumieć, czym jest „góra”. A góra (hebr. har) – od słowa „rozważania” (hebr. hirurim), to znaczy rozum człowieka. A to, co jest w rozumie, nazywa się „w potencjale” i może w rzeczywistości się rozprzestrzenić, zrealizować w działaniu. Zgodnie z tym możemy wyjaśnić frazę: „I zstąpił Stwórca na górę Synaj, na szczyt góry” tak: to myśl i rozum człowieka, to znaczy Stwórca oznajmił całemu narodowi, aby wiedzieli, że natura ludzkiego serca jest zła od młodości jego. I po tym, jak Stwórca oznajmił im to „potencjalnie”, to znaczy na szczycie góry, to, co było w potencjale, rozprzestrzeniło się w działaniu.

I dlatego lud przyszedł do rzeczywistego odczucia, i wszyscy teraz odczuli potrzebę w Torze, jak powiedziano wyżej: „Stworzyłem zły początek, i stworzyłem Torę jako przyprawę”. I powiedzieli teraz, wypowiadając się z rzeczywistego odczucia, że są zmuszeni otrzymać Torę. Czyli nie ma wyboru, przecież widzieli, że jeśli przyjmą Torę, to będzie im dobro i nasłodzenie, „a jeśli nie – tutaj zostaniecie pogrzebani”. I zgodnie z powiedzianym wyżej należy wyjaśnić frazę: „Zstąpił Stwórca na szczyt góry”, czyli po tym, jak Stwórca oznajmił im na górze, to znaczy w rozumie, że natura ludzkiego serca jest zła, i to już utwierdziło się w ich mózgu, to znaczy w ich myśli i rozumie, i natychmiast zadziałało to we wszystkim, jak powiedziano: „I ustawili się u podnóża góry”, to znaczy już oddziaływało na nich to zstąpienie, które było na szczycie góry, i stanęli oni u podnóża góry i już owładnęło nimi to zstąpienie opisane wyżej.

Stąd wynika, że sens wyrażenia „góra zawisła nad nimi jak kadź” [tkwi] w upadku i uświadomieniu, które otrzymali na górze. To znaczy doszło do nich w myślach, że bezwzględnie muszą teraz otrzymać Torę, ponieważ ta góra, to znaczy wyżej opisany upadek, stworzył w nich potrzebę otrzymania Tory, aby mogli przezwyciężyć zło w swoim sercu.

A wyjaśnienie wyrażenia „zawisła nad nimi” jest takie: to przyczyna, dla której teraz są zmuszeni otrzymać Torę, i nie mają żadnej innej rady. I należy powiedzieć, że góra, czyli uświadomienie, które otrzymali w myśli i rozumie, że przebywają w upadku, ponieważ mają zło w sercu, jest jak kadź. To znaczy przymus i nie mają wyboru. I to nazywa się „u podnóża góry”, to znaczy góra panowała nad nimi.

W związku z tym pojawia się pytanie: jak wyjaśnić to, że na podstawie cudownego wydarzenia purimowego mędrcy wywodzą: „wypełnili i przyjęli”? To znaczy, do tej pory – z przymusu, a odtąd – z woli: „Powiedział Raw: pomimo tego pokolenie przyjęło ją za dni Achaszwerosza, ponieważ powiedziano: Żydzi wypełnili i przyjęli”. I wyjaśnia Raszi: „Z miłości do cudu, który im uczyniono”.

I należy wyjaśnić, jak powiedziano w Przedmowie do Talmudu Dziesięciu Sfirot: „Jest miłość zależna od czegoś. To znaczy, z powodu nasłodzenia, które odczuwa w Torze i przykazaniach, wykonuje je. A jest na wyższym stopniu, zwanym miłością niezależną od niczego. Ale właśnie z powodu cudu przyjęli na siebie wypełnianie Tory i przykazań bez żadnego powodu”.