Nasi mędrcy powiedzieli (traktat Brachot 30:2): „Modlić się można tylko z całą powagą”. A objaśnienie Rasziego: „Powaga oznacza uniżenie siebie”[1]. I również tamże: „Uczyli mędrcy: «Nie wolno modlić się ani w stanie przygnębienia, ani w stanie lekkomyślności»”[2]. A Raszi wyjaśnia: „Lekkomyślność to przeciwieństwo powagi”.

I należy zrozumieć: gdy Talmud mówi „tylko z całą powagą”, oznacza to, że jeśli nie ma w człowieku powagi, nie powinien się modlić. A zaraz potem mówi się: „Nie wolno modlić się… ani w lekkomyślności”, co oznacza, że jeśli nie ma lekkomyślności, już można się modlić, i nie trzeba koniecznie mieć powagi.

Wynika z tego, że jeśli nie ma lekkomyślności, jest już powaga. I odwrotnie: jeśli nie ma powagi, to jest lekkomyślność. Innymi słowy, nie ma niczego pośrodku między powagą a lekkomyślnością. I dlatego nie ma sprzeczności między tymi wypowiedziami. Jednak trzeba zrozumieć, jak to możliwe, że nie ma żadnego stanu pośredniego między powagą a lekkomyślnością? A przede wszystkim trzeba zrozumieć, czym jest modlitwa, o której powiedziano: „modlić się można tylko…”, według warunków określonych przez mędrców. Innymi słowy, czym jest ta modlitwa, wobec której wymagane są takie warunki, a w przeciwnym razie nie wolno się modlić?

Nasi mędrcy powiedzieli (traktat Taanit 2:1): „I kochaj Stwórcę, Boga swego, i służ Mu całym swoim sercem”[3] – jaka to jest służba w sercu? Trzeba powiedzieć, że to jest modlitwa. I trzeba zrozumieć, dlaczego modlitwa nazywa się „służbą w sercu” bardziej niż wszystkie inne przykazania Tory. Czyż nauka Tory nie jest równie wielką służbą jak modlitwa? Trzeba także zapytać: dlaczego właśnie modlitwa nazywa się „służbą serca”, a nie „służbą rozumu”?

Nie można powiedzieć, że tylko modlitwa odnosi się do serca, a Tora – nie. Przecież Tora również odnosi się do serca, jak powiedział rabbi Ibn Ezra (cytowany we Wprowadzeniu do księgi Panim Meirot u-Masbirot): „I wiedz, że Tora została dana tylko mędrcom (dosł. «ludziom serca»)”[4].

W takim razie należy zrozumieć:

  1. dlaczego modlitwa nazywana jest „służbą” bardziej niż wszystkie inne przykazania;
  2. dlaczego modlitwa nazywana jest właśnie służbą serca, a nie rozumu.

I o modlitwie, jako służbie serca, mędrcy powiedzieli: „Modlić się można tylko z całą powagą”, co oznacza, że właśnie dzięki temu modlitwa będzie właściwa. W takim razie trzeba zrozumieć, czym jest „powaga”.

Aby zrozumieć to, co powiedziano powyżej, trzeba najpierw powtórzyć znane rzeczy na temat celu stworzenia. Choć są one zrozumiałe, warto je powtórzyć, aby pamiętać o celu, bo to jest właściwy sposób, by go nie stracić z oczu. Jeśli chodzi o cel stworzenia, należy mówić tylko o dwóch aspektach:

  1. o Stwórcy – Dającym (wyższe dobro),
  2. o stworzeniach – otrzymujących wyższe dobro.

Bo celem stworzenia jest „Jego pragnienie, by nasłodzić stworzenia” – stworzyć stworzenia, które otrzymają to, co On chce im dać. Czyli otrzymają błogość, którą On pragnie im dać. Bo to znaczy „nieść dobro”. Bo nie można powiedzieć, że ktoś otrzymuje coś dobrego, i nie czuje przy tym nasłodzenia. Innymi słowy, jeśli nie nasładza się czymś, to dlaczego nazywać to dobrym?

Jednak widzimy, że człowiek nasładza się tylko tym, czego pragnie z wielkim pożądaniem. I dlatego On stworzył w stworzeniach pragnienie, ogromne dążenie do otrzymywania nasłodzenia. I to nazywa się „pragnieniem otrzymywania dla własnej korzyści”. A w wyższych światach pragnienie otrzymywania dla własnej korzyści nazywa się Malchut. I ta właściwość nazywana jest również awijutem (grubym stanem, egoizmem), ponieważ pragnienie otrzymywania dla siebie zostało odrzucone, i tego kli nie wolno używać bez naprawy.

Jednakże z powodu różnicy form między pragnieniem otrzymywania a Stwórcą, bo Stwórca jest dającym, a stworzenia będą otrzymującymi, dokonano naprawy, by nie używać go tak, jak zostało stworzone od początku, w pierwotnym korzeniu, gdy się narodziło. Aby mogło być podobieństwo form, czyli by i otrzymujący był uznany za dającego. W przeciwnym razie, jeśli nie będzie podobieństwa formy, to w chwili otrzymywania dobra i nasłodzenia stworzenia będą czuły nieprzyjemne odczucie, zwane „wstydem”.

I aby uwolnić stworzenia od tego wstydu, dokonano naprawy, zwanej „otrzymywaniem dla oddawania”, choć otrzymuje w kli zwanym „dążeniem”, ponieważ nie da się nasłodzić dobrem bez dążenia do niego, to naprawa polega na tym, że musi zbudować intencję dla tego działania. Czyli powinien rozważyć: mimo że pragnienie otrzymywania jest w pełni siły, jeśli nie może zbudować intencji, by sprawić nasłodzenie swemu Stwórcy, to rezygnuje z tego nasłodzenia, choć bardzo go pragnie. A przyczyną jego rezygnacji musi być tylko to, że pragnie zlania się ze Stwórcą, nazywanego „podobieństwem właściwości”, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Tak jak On jest miłosierny – tak i ty bądź miłosierny”[5].

I z tej naprawy wynika skrócenie i ukrycie, czyli dopóki niżsi nie mają tej intencji, by potrafili zrezygnować nawet z największych nasłodzeń, jeśli nie mogą ukierunkować się „dla oddawania”, to w świecie panuje ciemność. Innymi słowy, Stwórca jest ukryty przed stworzeniami, tak że Go nie odczuwają. I dlatego należy wierzyć ponad wiedzę, że On ma związek ze stworzeniami, które stworzył, by dać im dobro i nasłodzenie. Bo to, co jawi się naszym oczom, zanim człowiek potrafi zbudować intencję dla oddawania, znajduje się pod władzą ciemności. I duchowe w ogóle nie świeci, i w tym momencie nie objawia się cel stworzenia – „nasłodzić stworzenia”, bo w tym momencie widzą tylko cierpienie i ból, i nie dostrzegają sterowania Dobrego, który czyni dobro.

I musimy jedynie wierzyć, że cel stworzenia – „nasłodzić stworzenia”, jest niezmienną prawdą. A to, że tego nie widzimy, wynika z naprawy (dokonanej) dla nas, zwanej „skróceniem i ukryciem liku”. I to, jak mówi Baal Sulam (Wprowadzenie do nauki Kabały, p. 10): „I oto widzisz, jak ta dusza, będąca światłem życia odzianym w ciało, rodzi się jako istniejące z Istniejącego, i przechodząc przez cztery światy ABEA, oddala się coraz bardziej od światła oblicza Stwórcy, aż dociera do przypisanego jej kli, zwanego «ciałem». I światło w niej również bardzo osłabło, do tego stopnia, że nie da się rozpoznać korzenia, z którego pochodzi”[6].

I to prowadzi nas do zrozumienia, że mamy do wykonania pracę w wierze, ponieważ po naszej duszy nie można już poznać, że pochodzi ona od Stwórcy i potrzebna jest szczególna praca, aby wierzyć w Stwórcę, że On steruje wszystkimi stworzeniami. Zgodnie z tym wynika, że cały ciężar, który odczuwamy w pracy dla oddawania, nie wynika z tego, że ciężko nam pracować bez zapłaty ze względu na naszą naturę, zwaną „pragnieniem otrzymywania”, lecz działa tu coś zupełnie innego.

Bo zgodnie z zasadą, sformułowaną przez mojego pana, ojca i nauczyciela (Baal Sulama), w naszej naturze zawarty jest fundament, że każdy niższy pragnie uniżyć się przed wyższym, który jest dla niego najważniejszy. I prosty człowiek odczuwa nasłodzenie, gdy służy ważnej osobie, jak wyjaśniają mędrcy (traktat Kiduszin 7:1): „W przypadku osoby ważnej, jeśli kobieta daje, a on mówi: «Bądź mi poświęcona», to jej danie z intencją nasłodzić jemu uznawane jest za całkowite oddawanie i dar dla niej”[7].

A przyczyna tego leży w tym, że z natury jest nasłodzenie w dawaniu i obdarzaniu ważnej osoby. I stąd wynika pytanie: dlaczego tak trudno nam wykonywać Torę i przykazania dla oddawania? Odpowiedź brzmi: jak powiedziano wyżej, z powodu „chleba wstydu” została wprowadzona naprawa, zwana „skróceniem, ukryciem i ciemnością”. Dopóki stworzenia znajdują się pod władzą otrzymywania dla siebie, są tak bardzo oddalone od swojego korzenia, że nie sposób rozpoznać źródła, z którego pochodzą, jak powiedziano wyżej. I dana została nam praca w wierze ponad wiedzę.

Czyli mimo że nie widzimy i nie odczuwamy nic duchowego, musimy wykonywać całą pracę ponad wiedzę i to właśnie powoduje trudność w pracy dla oddawania. I z powyższego wynika, że gdy chcemy podążać drogą pracy w prawdzie, to musimy prosić Stwórcę, by dał nam siłę wiary. Jak powiedziano (w modlitwie rabiego Elimelecha, zwanej „Modlitwa poprzedzająca modlitwę”): „I ustanów Swoją wiarę w naszym sercu na wieki, bez przerwy”. Czyli kiedy Stwórca da nam siłę wiary, byśmy poczuli, że służymy Królowi królów, nasze ciało bez wątpienia podporządkuje się jak świeca wobec pochodni.

Jednak ponieważ z natury urodziliśmy się tak, że mamy rozum i wiedzę, które są naszymi przewodnikami, czyli doradcami na naszej drodze, i one mówią nam, co jest dla nas dobre, a co złe, to na wszystko, czego nie pojmują rozumem, mówią nam, że to nie jest dla nas dobre.

W takim razie, gdy zostaje nam dana praca w wierze ponad wiedzę, nasza wiedza wkracza i przekonuje nas, że nie warto iść tą drogą. I przychodzi z argumentem: „Czyż Stwórca dał nam rozum tak po prostu? Nie ma wątpliwości, że wszystko, co stworzył, stworzył dla naszego dobra”, czyli byśmy cieszyli się z tego. I przynosi dowód z Pisma: „Chwalony jest człowiek według miary swojego rozumu”[8].

I nagle człowiek mówi do swojego ciała: „To prawda, że do tej pory byłeś moim przewodnikiem na drodze. I nigdy nie zrobiłem niczego wbrew wiedzy, czyli zawsze robiłem to, co mi kazałeś. Ale od tej chwili wiedz: cokolwiek mi powiesz, nie będę cię słuchać. A (będę robił) tylko to, co usłyszałem w księgach i od mędrców. Przyjmuję na siebie jarzmo niebiańskiego panowania ponad wiedzę i chcę służyć Stwórcy, jak przystoi przed Wielkim Królem. I od tej chwili nie chcę w niczym troszczyć się o ciebie, a wszystkie moje myśli będą tylko o Twoim, Stwórco, dobru”.

I z tego wynika, że człowiek nie ma żadnego braku, by móc dojść do prawdy, poza właściwością wiary ponad wiedzę. I właśnie przeciwko temu ciało stawia największy opór i sprzeciwia się temu ze wszystkich sił. I z tego powodu nie posuwamy się naprzód w pracy duchowej. I to nazywa się „powagą” (kowed rosz – dosł. „ciężarem głowy”), gdzie „głową” nazywana jest właściwość wiedzy w człowieku. A jeśli człowiek postępuje zgodnie z tym, co mówi mu wiedza, to nazywa się to „lekkomyślnością”, to znaczy wiedzy jest „lekko”, gdy człowiek wykonuje działania, do których ona go skłania. Natomiast gdy człowiek chce iść ponad wiedzę, wtedy to nazywa się „ciężarem głowy”, czyli powagą. To oznacza, że wiedzy, czyli „głowie”, trudno znosić, gdy człowiek chce iść wbrew wiedzy, i jest to dla niej brzemieniem i ciężarem. I to właśnie nazywa się „powagą”.

I z tego wynika wyjaśnienie słów: „Modlić się można tylko z całą powagą”[9]. Innymi słowy, nasi mędrcy doradzają nam, po co człowiek powinien się modlić. Mówią nam: „tylko z całą powagą”. Czyli zanim człowiek się modli, powinien sprawdzić, czego mu brakuje. O tym braku (chisaronie) powinien się modlić, by Stwórca go wypełnił. Dlatego warto, by najpierw zbadał siebie, czy potrafi przyjąć na siebie postępowanie według wiary ponad wiedzę, co nazywane jest „powagą”. I dopiero wtedy niech przystąpi do modlitwy, gdy Stwórca ustanowi w jego sercu wiarę. Bo jeśli jest wiara ponad wiedzę, to ma już wszystko, jak powiedziano wyżej: mały anuluje siebie wobec wielkiego.

I to tak, jak wyjaśnia Raszi, że powaga to „poniżenie siebie”. A czym jest poniżenie? To wtedy, gdy człowiek uniża siebie wobec większego i słucha jego zdania. Czyli, jeśli małe dziecko mówi coś dorosłemu, i dorosły widzi, że to, co dziecko mówi, zgadza się z logiką, to dorosły oczywiście go posłucha. Ale to nie znaczy, że dorosły się przed dzieckiem uniżył. A czym więc jest prawdziwe uniżenie? Człowiek przychodzi i prosi wielkiego człowieka o radę, co ma zrobić. A ten wielki mówi mu: zrób tak i tak. I człowiek widzi, że to całkowicie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. I jeśli zapyta kogoś, czy warto słuchać tego, co powiedział ten wielki, ten mu powie: to sprzeczne z logiką – nie wolno go słuchać. A mimo to ten człowiek uniża siebie, czyli uniża swoje zdanie i także zdanie wszystkich ludzi na świecie, którzy nie zgadzają się z opinią tego wielkiego, i słucha go. To nazywa się uniżeniem, gdy słucha wielkiego ponad wiedzę.

I to bardzo trudne, i to nazywa się: „trudna do wykonania jest ta rzecz”[10]. I także nazywa się: „ciężki jestem ustami i ciężki językiem”[11], jak powiedziano o Mosze. Bo Mosze nazywany jest „wiernym pasterzem”, ponieważ właściwość Moszego to wiara. A w wierze nie ma „ust i języka”, ponieważ „usta i język” oznaczają, że rzeczy wyjaśniane są przy pomocy rozumu i wiedzy. A właściwość Moszego to właściwość wiary ponad wiedzę.

I z tego zrozumiemy, dlaczego Raszi wyjaśnia, że „lekkomyślność” oznacza zamianę powagi. Dlaczego nie wyjaśnia tego wprost, tylko używa sformułowania: „zamiana powagi”? Dlatego, że chce nam jaśniej objaśnić, czym jest „powaga”, że jest to wiara ponad wiedzę. Dlatego mówi nam o lekkomyślności, która jest przeciwieństwem właściwości wiary ponad wiedzę. Innymi słowy, aby wyjaśnić nam, że między nimi nie ma stanu pośredniego. Jest albo wiara ponad wiedzę, nazywana „powagą”, albo wiara „wewnątrz wiedzy”, nazywana „lekkomyślnością” (dosł. „lekkością głowy”), bo to, co zgadza się z rozumem i wiedzą, głowie łatwo zaakceptować, by człowiek wykonywał działania oparte na zrozumieniu zewnętrznego rozumu. Natomiast gdy człowiekowi mówi się, by czynił rzeczy sprzeczne z rozumem i wiedzą, to już powaga (ciężar głowy). Czyli ciężar brzemienia, które musi znieść rozum. Dlatego, gdy człowiekowi mówi się, by przyjął na siebie jarzmo panowania Niebios „jak wół pod jarzmem i osioł pod ciężarem”[12] – on się temu sprzeciwia.

I stąd zrozumiemy, dlaczego Miszna[13] mówi: „Modlić się można tylko z całą powagą”[14]. To oznacza, że jeśli człowiek nie ma powagi, to nie powinien się modlić. A Gemara[15] mówi: „Nie wolno modlić się w stanie lekkomyślności”. I zapytaliśmy: z tego wynika, że jeśli nie ma lekkomyślności, nawet jeśli nie ma powagi, to już może się modlić? Wynika z tego, że nie ma stanu pośredniego. I zgodnie z tym, co wyjaśniono wyżej, rzeczywiście nie ma pośredniego stanu, lecz albo ma wiarę ponad wiedzę, zwaną powagą, albo ma wiarę wewnątrz wiedzy, zwaną lekkomyślnością (lekkością głowy), ponieważ głowie łatwo zrozumieć i zgodzić się, gdy rozum mówi, że należy wykonać to działanie. Ale pomiędzy tymi dwoma nie ma niczego pośrodku.

Dlatego nie ma wątpliwości, że ten, kto chce modlić się do Stwórcy, ten bez wątpienia posiada jakąś wiarę, bo inaczej by się nie modlił. Jednak:

  1. Albo modli się na podstawie wiary wewnątrz wiedzy, zwanej lekkomyślnością, jak wyjaśnia Raszi, że nie ma w nim uniżenia siebie;
  2. Albo modli się z powagą, kiedy ma uniżenie siebie, czyli odrzuca swoje własne zdanie i nie patrzy na nie, jakby nie miało żadnej wartości, i całą swoją podstawę opiera na wierze ponad wiedzę.

A teraz możemy zrozumieć, o co pytaliśmy: dlaczego modlitwa nazywana jest pracą? I nie dość tego, to nazywana jest jeszcze „pracą w sercu”.

Wiadomo, że pracą nazywa się coś, co człowiek musi wykonać, mimo że ciało nie czerpie z tego przyjemności. To nazywa się pracą. Dlatego człowiek nie jest w stanie pracować bez zapłaty. Natomiast jeśli człowiek cieszy się z pracy, to nie uważa się tego za wysiłek. Czyli działanie, które wykonuje ktoś, kto nie czerpie z niego przyjemności, nazywa się wysiłkiem. Ale dla innego, kto naprawdę czerpie przyjemność z wykonywanego działania, dla niego to nie jest ani wysiłek, ani praca, i w każdym razie nie powinien otrzymywać za to żadnej zapłaty, bo człowiek nie jest zdolny do działania bez przyjemności.

Dlatego, gdy mimo to wykonuje jakieś działanie, nie mając przyjemności, to dlaczego mimo wszystko to robi? Odpowiedź: ponieważ oczekuje, że z tego wysiłku, który teraz wkłada, później będzie czerpał przyjemność, czyli otrzyma zapłatę za swoją pracę i się nią nasłodzi. Wynika z tego, że gdy człowiek wykonuje jakieś działanie, nie mając z tego przyjemności, to skąd bierze siły do pracy? Musimy powiedzieć, że patrzy na zapłatę, i z tego czerpie energię do pracy.

Na przykład, powiedzmy, że lubawicki Rebe przyjeżdża na lotnisko i ma jakąś torbę, i daje ją bagażowemu. Ten oczywiście pracuje i bierze torbę, by zanieść ją do taksówki. A potem poprosi o zapłatę za swoją pracę. A to dlatego, że nie zna wielkości Rebe. Natomiast jeśli Rebe poda swoją torbę jednemu ze swoich chasydów i będzie chciał zapłacić mu za pracę, to chasyd z pewnością nie będzie chciał przyjąć zapłaty. Bo on już otrzymał przyjemność w samej pracy. Dla niego wielką wartością jest to, że mógł służyć Rebe.

I jak wyjaśniliśmy, modlitwa musi odbywać się w powadze. Czyli kiedy człowiek sam czuje, że nie ma w nim wiary ponad wiedzę, że wiedza nie zobowiązuje go do pracy dla oddawania. A człowiek rozumie, że głównym celem powinno być „zasłużyć na zlanie się ze Stwórcą”. A ponieważ wiedza się temu sprzeciwia i musi iść wbrew wiedzy – to bardzo wielka praca. Bo prosi Stwórcę, aby dał mu coś, czemu sprzeciwiają się wszystkie jego organy. Wynika z tego, że w każdej modlitwie, którą wznosi do Stwórcy, znajduje się szczególna praca.

Dlatego modlitwa nazywana jest pracą serca, czyli on chce iść wbrew wiedzy i rozumowi, które mówią mu coś dokładnie przeciwnego. I dlatego nie nazywa się to pracą rozumu, bo pracą rozumu nazywa się sytuacja, gdy człowiek wkłada wysiłek, by coś zrozumieć za pomocą swojego rozumu i wiedzy. Natomiast tutaj nie chce rozumieć przy pomocy wiedzy, że należy służyć Stwórcy w właściwości wiedzy, lecz chce służyć Stwórcy właśnie w wierze ponad wiedzę. I dlatego ta modlitwa nazywana jest pracą serca.

Zgodnie z tym należy wyjaśnić, co oznacza, że „nie wolno się modlić”. Wszak modlitwa to potrzeba (chisaron), przecież kiedy człowiekowi czegoś brakuje i nie może sam osiągnąć tego, czego pragnie, prosi innych, by mu pomogli. Dlatego, gdy człowiek przygotowuje się do modlitwy do Stwórcy, by On mu pomógł, to powinien najpierw rozpoznać, czego naprawdę mu brakuje. I jeśli otrzyma to, czego pragnie, to będzie człowiekiem doskonałym i nie będzie miał już żadnego braku.

I to można powiedzieć właśnie o wierze, ponieważ gdy człowiek zasługuje na stałą wiarę ponad wiedzę, to już zasłużył na wszystko. Dlatego powiedziano (mędrcy): „Modlić się należy tylko o brak powagi”, czyli by Stwórca dał mu światło wiary.


[1] Komentarz Rasziego do traktatu Brachot, 30:2.

[2] Traktat Brachot, 30:1.

[3] Tora, Dwarim, 11:13. „I będzie, jeśli będziecie uważnie słuchać Moich przykazań, które wam dziś nakazuję – aby miłować Stwórcę, waszego Wszechmogącego, i służyć Mu całym waszym sercem i całą waszą duszą”.

[4] Baal HaSulam, Wprowadzenie do księgi „Panim Me’irot u-Masbirot”, p.10.

[5] Rambam, Miszne Tora, Prawa o poglądach, rozdz. 1, halacha 6.

[6] Baal HaSulam, Wprowadzenie do nauki Kabały, p.10. „I oto znajdziesz, że ta dusza, będąca światłem życia obłoczonym w ciało, rodzi się jako istnienie z Istniejącego, bezpośrednio od samego Stwórcy (Acmuto). I przechodząc przez cztery światy ABEA, coraz bardziej oddala się od światła liku Stwórcy, aż dochodzi do przeznaczonego jej kli, zwanego «ciało». I wtedy kli uważa się za ukończenie pożądanej formy. I chociaż światło w niej także bardzo się zmniejszyło – do tego stopnia, że nie sposób rozpoznać korzenia, z którego pochodzi – to jednak dzięki zajmowaniu się Torą i przykazaniami po to, aby sprawić nasłodzenie swojemu Stwórcy, stopniowo oczyszcza swoje kli, zwane «ciało», aż stanie się ono odpowiednie do przyjęcia wielkiego dobra w pełni, zawartego w zamyśle stworzenia, kiedy On je stworzył. Jak powiedział rabbi Chananija ben Akaszja: «Chciał Stwórca oczyścić Israel, dlatego dał im obficie Torę i przykazania»”.

[7] Baal HaSulam, „Wprowadzenie do Księgi Zohar”, p.11. Chodzi o rytuał ślubny. W zwykłym przypadku pan młody daje prezent pannie młodej i wypowiada słowa: „Oto jesteś mi poświęcona”. W przypadku osoby ważnej, prezent panny młodej dla pana młodego uważa się za wystarczający warunek do zawarcia małżeństwa – przyp. tłumacza.

[8] Pisma, Miszlej, 12:8.

[9] Traktat Brachot, 30:2.

[10] Tora, Szemot, 18:18. „Upadniesz z sił ty i ten lud, który jest z tobą, bo zbyt ciężka to dla ciebie sprawa – nie będziesz w stanie wykonać jej sam”.

[11] Tora, Szemot, 4:10. „I powiedział Mosze do Stwórcy: Błagam Cię, mój Panie! Nie jestem człowiekiem wymownym – ani od wczoraj, ani od przedwczoraj, ani odkąd rozmawiasz ze swoim sługą, bo ciężkie są moje usta i ciężki jest mój język”.

[12] Traktat Awoda Zara, 5:2.

[13] Główna część Talmudu.

[14] Traktat Brachot, 30:2.

[15] Część Talmudu stanowiąca dyskusję i analizę Miszny.