W Piśmie powiedziano: „Patrz, Ja daję wam dzisiaj błogosławieństwo i przekleństwo. Błogosławieństwo – jeśli będziecie słuchać przykazań Stwórcy, Boga waszego, które nakazuję wam dzisiaj. A przekleństwo – jeśli nie będziecie słuchać przykazań…” (Tora, Dewarim, rozdział Reeh, 11:26).
Należy zrozumieć:
- Dlaczego początek wersetu jest w liczbie pojedynczej (patrz), a dalej mówi się w liczbie mnogiej (wam)?
- Dlaczego powiedziano „dzisiaj”?
- Błogosławieństwo i przekleństwo – ale przecież powiedziano: „Czy nie z ust Najwyższego wychodzi zło i dobro?” (Eicha 3:38). Jeśli tak, to dlaczego powiedziano: „Ja daję wam dzisiaj błogosławieństwo i przekleństwo”?
- Widzimy w świecie materialnym, że są miejsca, gdzie panuje błogosławieństwo, są miejsca, gdzie nie ma ani błogosławieństwa, ani przekleństwa, i są miejsca, gdzie panuje przekleństwo. Jeśli tak, to istnieje coś pośredniego między błogosławieństwem a przekleństwem. A tutaj powiedziano: „Daję wam dziś błogosławieństwo i przekleństwo”, czyli, że nie ma nic pomiędzy, jest albo jedno, albo drugie.
Komentatorzy Tory stawiają te pytania. Aby zrozumieć to wszystko, należy powrócić do tego, o czym mówiliśmy do tej pory. Musimy sobie uświadomić, co powinniśmy wiedzieć, aby zrozumieć, co mamy robić przez cały czas naszego pobytu na tym świecie. Wiadomo, że powinniśmy znać dwa cele:
- Cel stworzenia – uczymy się, że jest nim „nasłodzenie stworzeń”;
- Cel stworzeń – jest nim sprawienie przyjemności Stwórcy.
Należy wiedzieć, że cel Stwórcy jest doskonały pod każdym względem. I musimy wierzyć, że On steruje światem jako Dobry, który czyni dobro. Ale nasz cel, byśmy sprawiali przyjemność Stwórcy, stanowi uzupełnienie Jego celu. Ponieważ nasz cel jest całkowitym przeciwieństwem celu Stwórcy. Ale ponieważ cel Stwórcy musi się zrealizować, czyli stworzenia mają koniecznie otrzymać dobro i nasłodzenie, jak On tego chce…
Dlatego zaszczepił w nas pragnienie i dążenie do otrzymywania nasłodzenia, które stale w nas istnieje i nie może zostać anulowane. Czyli człowiek nie może istnieć w świecie, jeśli nie czerpie z czegoś nasłodzenia. I nie ma znaczenia, z czego się nasładza, ale bez nasłodzenia życie jest niemożliwe.
Z tego wynika, że kiedy zaczynamy pracę nad naszym celem, by sprawiać przyjemność Stwórcy, nie używając naszego pragnienia otrzymywania, to jest to sprzeczne z naturą, którą dał nam Stwórca, i nie mamy siły iść wbrew naturze. Dlatego gdy zaczynamy pracę dla oddawania, człowiek może myśleć, że jest zdolny anulować naturę, ale ostatecznie dochodzi do wniosku, że nie jest.
I nie mamy innej rady poza modlitwą, jak powiedzieli mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”. I tylko dzięki pomocy z góry może osiągnąć cel stworzeń, którym jest podobieństwo właściwości do Stwórcy. Czyli tak jak Stwórca chce nasłodzić swoje stworzenia, tak i stworzenia muszą pragnąć oddawać Stwórcy, co nazywa się „sprawianiem przyjemności Stwórcy”.
Porządek pracy powinien być taki, że musimy wierzyć ponad wiedzę w ważność i wielkość Stwórcy. Bo gdy człowiek odczuwa wielkość Króla, automatycznie się przed Nim anuluje. I nie musi w tym celu wkładać żadnego wysiłku. Bo z natury widzimy, że Stwórca dał człowiekowi zdolność, by mały anulował się przed wielkim. I to dlatego, że mały, służąc wielkiemu, czuje z tego powodu przyjemność. A więc nasłodzenie, które odczuwa podczas służby wielkiemu, nie jest sprzeczne z naturą Stwórcy, zwaną „pragnieniem otrzymywania przyjemności”, ponieważ nasładza się, gdy służy Wielkiemu.
Znany jest przykład, gdy przyjeżdża wielki rabin. Na lotnisko przychodzi wielu ludzi, by go powitać. I rabin daje komuś swoją torbę, by ten zaniósł ją do taksówki. Oczywiste jest, że jeśli rabin da torbę jakiemuś bagażowemu, który nie zna wielkości rabina, to rabin będzie musiał zapłacić bagażowemu. Czasami zdarza się, że bagażowy się targuje i chce, żeby rabin zapłacił więcej. Natomiast jeśli rabin da torbę jednemu ze swoich chasydów, a potem zechce mu zapłacić, to oczywiście chasyd odmówi przyjęcia pieniędzy. Ponieważ istnieje zasada, że człowiek nie jest w stanie wykonać działania, jeśli nie odczuwa w nim przyjemności. A praca, która nie daje przyjemności w czasie jej wykonywania, nazywana jest „wysiłkiem”. Czyli człowiek nie zrobiłby tego, gdyby nie wiedział, że otrzyma zapłatę za ten wysiłek.
Z tego wynika, że jeśli służy wielkiemu, i z natury jest przyjemność w świadczeniu usług wielkiemu, wtedy nie potrzebuje żadnej zapłaty, ponieważ to jest jego nagrodą. Innymi słowy, otrzymuje nagrodę, którą jest przyjemność z samej służby. I stąd wynika: czego nam brakuje, żebyśmy mogli pracować dla oddawania? Tylko świadomości wielkości Stwórcy. A wtedy ciało samo anuluje się przed Stwórcą.
Ale ponieważ nastąpiło ukrycie i oddalenie światła Stwórcy z konieczności naprawy, aby pragnienie otrzymywania stało się dla oddawania, człowiekowi została dana praca w wierze, czyli wiara w wielkość Stwórcy, by mógł pracować dla oddawania i nie otrzymywać niczego w zamian.
Wynika z tego, że człowiek prosi Stwórcę, by zdjął z niego ukrycie i oddalenie. Jeśli tak, pojawia się pytanie: jak człowiek może modlić się do Stwórcy, by zdjął z niego ukrycie, skoro ukrycie zostało dane dla jego dobra, czyli by naprawić wstyd? Jak więc może się modlić, by Stwórca zabrał mu ukrycie?
Odpowiedź brzmi: ukrycie miało miejsce dlatego, że człowiek został stworzony z pragnieniem otrzymywania dla siebie; a nie ma większej przyjemności niż być w pałacu Króla, i gdy tylko otrzyma tę przyjemność, będzie to dla siebie, a to nazywa się „różnica form”. Dlatego dokonano ukrycia.
Czyli zanim człowiek zasłuży na kelim oddawania, by mógł otrzymywać dla oddawania, odczuwa tylko skrócenie i ukrycie liku. Dlatego teraz, mimo że jeszcze nie zasłużył na kelim oddawania, cała jego praca polega na tym, by móc oddawać dla oddawania, i nie chce otrzymywać niczego dla siebie, ale nie może, ponieważ ciało jest zniewolone miłością własną. Dlatego prosi Stwórcę, by zdjął z niego ukrycie nie po to, by cieszyć się światłem Stwórcy, lecz przeciwnie, pragnie, by Stwórca zdjął z niego ukrycie liku, by mógł oddawać Stwórcy. Wynika z tego: jakiej intencji pragnie, by Stwórca mu dał? Tylko zdolność oddawania.
I nie ma w jego intencji prośby, by Stwórca oświecił mu oczy i dał mu objawienie liku, aby otrzymywać przyjemność dla siebie. I tylko to nazywa się „różnica form”. A on chce wręcz przeciwnie, by było u niego podobieństwo formy. Czyli by miał siły oddawać Stwórcy, i to nazywa się „podobieństwem formy”.
A po tym, jak człowiek zasłuży na otrzymanie kelim oddawania, czyli by móc wykonywać działania dla oddawania Stwórcy, zaczyna się praca w kelim otrzymywania. I mówi Stwórcy: „Chcę teraz otrzymać nasłodzenie, ponieważ Twoim pragnieniem jest nasłodzić stworzenia. Dlatego chcę wypełnić Twoje pragnienie – skoro chcesz nam dawać”.
I o tym mówiliśmy, wyjaśniając Midrasz Raba, rozdział Bereszit, o tym, jak Stwórca odpowiedział aniołom, którzy sprzeciwiali się stworzeniu człowieka. I powiedziano: „Do czego to podobne?” Do króla, który miał pałac pełen wszelkich dóbr, ale nie miał gości. I z tego powodu człowiek chce otrzymać dobro i nasłodzenie od Stwórcy, by dać przyjemność Królowi.
Tym możemy wyjaśnić trzeci z postawionych wcześniej pytań. Dlaczego powiedziano: „Ja daję wam dziś błogosławieństwo i przekleństwo”, skoro przecież powiedziano: „Czyż nie z ust Najwyższego wychodzi zło i dobro?” (Eicha 3:38). I jak się uczyliśmy, celem stworzenia jest nasłodzenie stworzeń, i w tym celu nie ma dobra i zła, lecz tylko dobro. Skąd więc biorą się dwa przeciwstawne aspekty: dobro i zło?
To wynika z punktu skrócenia (cimcum), który jest korzeniem sądu. Gdyż Malchut świata Nieskończoności, która otrzymała światło w kli otrzymywania, zapragnęła równości formy ze światłem. Dlatego dokonała skrócenia i nie chciała więcej otrzymywać do tego kli. Wynika z tego, że rozróżnienie pomiędzy światłem a ciemnością uczyniła sama Malchut, dlatego skrócenie odnosi się do niższego.
Jak powiedziano w komentarzu Panim Masbirot (s. 29): „Nie ma żadnej objawionej siły po stronie Stwórcy w postaci ograniczenia. I to światło, które do nich dochodzi, nazywane jest «światłem wewnętrznym». Ale to ograniczenie światła określone jest samym punktem”.
Wyjaśnienie. Ograniczenie, by nie otrzymywać inaczej jak tylko dla oddawania, ustanowiła sama kropka, będąca Malchut, zwaną kli otrzymywania dla siebie. I ona stworzyła dobro, czyli otrzymywanie dla oddawania, oraz zło, czyli nieotrzymywanie dla otrzymywania. Na skutek tego pragnienie Wyższego stało się obowiązującym prawem dla niższego, i dlatego teraz pojawia się rzeczywiste odczucie zła i oddzielenia od źródła życia u tego, kto chce otrzymywać dla siebie.
Wynika z tego, że przyczyna dobra i zła znajduje się po stronie niższego. Czyli niższy tworzy rzeczywistość dobra i zła. Jak już powiedziano, z tego, że Malchut zapragnęła równości formy, w świecie pojawiły się kategorie dobra i zła. To oznacza, że jeśli niżsi pójdą drogą skrócenia, czyli będą chcieli pracować tylko dla oddawania, wtedy będą mieli dobro i nasłodzenie. A jeśli nie pójdą tą drogą, by każdą rzecz określać dokładnie dla oddawania, wtedy będzie ciemność, a nie światło.
Wynika z tego, że w Wyższym, czyli w świetle wychodzącym od Wyższego, było tylko dobro, i nie było żadnego miejsca dla zła. Jak powiedziano (na początku Ec Chaim): „Przed skróceniem był On i Jego Imię jednością”. Czyli jeszcze nie było różnicy między światłem, zwanym „On”, a kli, zwanym „Jego Imię”. Ale po skróceniu pragnienie otrzymywania utworzyło różnicę formy.
Z tego zrozumiemy odpowiedź na czwarte pytanie: dlaczego powiedziano: „błogosławieństwo i przekleństwo”. To oznacza, że nie ma stanu pośredniego. W świecie materialnym widzimy, że istnieje miejsce, gdzie jest błogosławieństwo, albo miejsce, gdzie jest przekleństwo, a także miejsce, gdzie nie ma ani błogosławieństwa, ani przekleństwa.
Zgodnie z opinią większości człowiek, który zajmuje się handlem albo osiedla się w jakimś mieście, niekoniecznie szuka takiego miejsca, gdzie panuje błogosławieństwo. Bo przyjęte jest w świecie, że jeśli w jakimś miejscu nie ma przekleństwa, to już wystarczy, by tam zamieszkać. A z tego, co powiedziano: „Ja daję wam dziś błogosławieństwo i przekleństwo”, wynika, że nie ma nic pośrodku.
Odpowiedź: Dobry, który czyni dobro, nazywa się „życiem”. I jeśli dane są kelim oddawania, możliwe jest zlanie się ze źródłem życia. Wynika z tego, że tylko w ten sposób człowiek może zasłużyć na dobro i nasłodzenie, które nazywane jest „błogosławieństwem”. A jeśli człowiek ma tylko kelim otrzymywania, to z konieczności oddziela się od źródła życia, i nie ma w nim kelim, w które mógłby przyjąć dobro i nasłodzenie. Wynika z tego, że znajduje się w ciemności, nie ma światła i nie ma życia duchowego i nie może być większego przekleństwa niż to.
Jednak w świecie materialnym widzimy stan pośredni między błogosławieństwem a przekleństwem. Zgodnie z porządkiem duchowej pracy człowiek, który chce rozpocząć pracę dla Stwórcy, musi zacząć od stanu zwykłego, czyli chce wyjść z przekleństwa i wejść w stan błogosławieństwa.
A ponieważ z natury znajduje się w stanie przekleństwa, czyli pragnienie otrzymywania, z którym człowiek się rodzi, zostało skrócone i zakryte, aby światło życia nie mogło tam przeniknąć i nie świeciło, a on chce się stamtąd wydostać, musi istnieć stan pośredni, zwany lo liszma. Czyli działania, które wykonuje, są działaniami oddawania – zarówno względem Stwórcy, jak i bliźniego, ale nie ma jeszcze intencji oddawania. A ponieważ „z lo liszma przychodzi się do liszma”, ten stan nazywa się środkiem, pomiędzy przekleństwem a błogosławieństwem. Bo jedyne, czego tu brakuje, by zasłużyć na błogosławieństwo – to intencja oddawania. I dlatego ten świat nazywa się „światem działania”, czyli miejscem pracy. A zatem zgodnie z porządkiem pracy istnieje stan pośredni.
Ale w odniesieniu do celu nie ma dwóch rzeczy, a jest tylko jedna. Czyli albo człowiek zasługuje na osiągnięcie celu, zwanego błogosławieństwem, albo nie zasługuje, i wówczas pozostaje pod przekleństwem, które oznacza śmierć. Jak powiedziano: „Grzesznicy za życia nazywani są martwymi”. Dlatego w odniesieniu do celu nie istnieje stan pośredni: jest albo przekleństwo, albo błogosławieństwo, czyli zlanie się ze Stwórcą.
Na tej podstawie zrozumiemy odpowiedź na pierwsze pytanie, w którym zapytaliśmy: dlaczego werset zaczyna się w liczbie pojedynczej „spójrz”, a potem mówi „wam” w liczbie mnogiej? Ponieważ tutaj mamy dającego – Stwórcę, i otrzymujących – naród Israel. Wiadomo, że w Stwórcy nie ma żadnej zmienności ani różnicy poziomów. Jak powiedziano: „Ja, Stwórca, nie zmieniam się”. A wszystkie zmiany istnieją tylko po stronie otrzymujących.
Dlatego gdy mówi się o dającym, On mówi: „Ja daję wam jedną rzecz”. Bo ze strony dającego światło błogości dla stworzeń nazywa się „jedno proste światło”. Dlatego zwraca się do całego społeczeństwa i mówi: „Ja daję wam jedną rzecz”.
Ale jeśli mówimy o otrzymujących, to u nich jest wiele poziomów, jak powiedzieli mędrcy: „Jak twarze ich nie są podobne, tak i myśli ich nie są podobne” (traktat Brachot 58a). Dlatego, gdy zwraca się do otrzymujących, mówi „spójrz” – w liczbie pojedynczej, bo każdy z osobna ma swoje własne postrzeganie. I nikt nie może polegać na spojrzeniu drugiego, jak powiedział Arizal: „Człowiek nie może naprawić tego, co naprawia ktoś inny – każdy ma swoje własne naprawienie”.
Dlatego powiedziano „spójrz”, czyli: każdy z otrzymujących otrzyma własne postrzeganie. A gdy mówi się o dającym, On daje jedną rzecz dla wszystkich. Dlatego powiedziano: „Ja daję wam” – zwraca się do całego społeczeństwa.
I teraz zrozumiemy również, o co pytaliśmy: co oznacza wyrażenie „Ja daję wam dzisiaj”? Czyli błogosławieństwo i przekleństwo mają miejsce każdego dnia, i każdego dnia są szczególne naprawy, jak powiedział Arizal w księdze Szaar ha-Kawanot, na początku rozdziału Kawanot Szabat: „W dniach powszednich istnieje wielka różnica między modlitwą jednego dnia a modlitwą dnia następnego. I nie istnieje żadna modlitwa od dnia stworzenia świata do jego końca, która byłaby podobna do innej modlitwy”. Dlatego powiedziano „dzisiaj”, co oznacza: każdego dnia.