W Megila (s. 29) powiedziano: „Uczył tanna rabbi Szymon ben Jochaj: Przyjdź i zobacz, jak ukochani są Israel przez Stwórcę, że w każdym miejscu, gdzie byli na wygnaniu, Szchina była z nimi, jak powiedziano: «I powrócił Stwórca, Wszechmogący, razem z twoim powrotem». I nie powiedziano: «powrócił [kogoś]», lecz powiedziano: «powrócił [sam]», czyli że Stwórca powrócił z nimi z wygnania”.
I trzeba zrozumieć, co to oznacza w pracy. Co daje nam w pracy to, że Szchina również jest na wygnaniu? Czyli jaki pożytek jest z tego, że również Szchina jest w wygnaniu, jak napisano: „Ukochani są Israel przez Stwórcę tak, że nawet Szchina jest z nimi na wygnaniu”? Jeśli tak, to trzeba zrozumieć, co to nam konkretnie dodaje w pracy. Innymi słowy, na czym dokładnie polega naprawa, którą wyprowadzamy z tego, że Szchina także jest na wygnaniu?
Co oznacza powiedziane przez mędrców: „Smutek Szchiny polega na tym, że jest w wygnaniu”? Mędrcy powiedzieli: „Człowiek powinien ubolewać nad smutkiem Szchiny”. Jak można coś takiego powiedzieć, że „na górze” panuje smutek, i że powinniśmy prosić Stwórcę: „Leokma Szhinta mi-afra” (aram.: „podnieść Szchinę z prochu”)? Czyli mamy prosić Stwórcę, aby Ją podniósł z prochu.
Jak można zrozumieć w pracy, że Szchina leży w prochu, że sama nie może powstać i trzeba, aby Stwórca Ją podniósł? Żeby Stwórca Ją podniósł, musimy się o to modlić, jakby bez naszej modlitwy Stwórca nie mógł Jej wyciągnąć z prochu?
Aby to wszystko zrozumieć, trzeba najpierw pojąć: jaka właściwość nazywa się „Stwórca”, a jaka właściwość nazywa się „Szchina”. Mój ojciec i nauczyciel (Baal Sulam) dał proste wyjaśnienie tego, co napisano w Księdze Zohar: „On – to Szohen (Zamieszkujący), a Ona – to Szchina (Zamieszkanie)”.
Trzeba wiedzieć: to, że rozróżniamy wiele właściwości w Wyższych światach, dotyczy jedynie strony przyjmujących. Ale ze strony Stwórcy napisano: „Ja, AWAJa, nie zmieniłem się”. Dlatego we wszystkich światach rozróżnia się dwie kategorie:
- Stwórca – On też nazywa się Szohen. I nazywa się światłem, i nazywa się dający i ożywiający;
- miejsce, gdzie Stwórca jest objawiony, to znaczy miejsce, w którym znajduje się podobieństwo formy, gdzie się Go odczuwa i pojmuje, odpowiednio do wielkości kli. To naprawa, która nastąpiła po skróceniu. Dlatego, jak powiedział, miejsce, w którym Szohen się objawia, nazywa się Szchina.
Jeśli tak, to nie są dwie oddzielne rzeczy, lecz światło i kli – światło nazywa się Szohen, a kli, w które obłóczone jest światło, nazywa się Szchina. I na podstawie słów mojego ojca i nauczyciela można wyjaśnić całą naszą pracę z punktu widzenia naprawy stworzenia, która w istocie polega tylko na naprawie kelim.
Wyjaśnienie: Wyższe światło to pragnienie Stwórcy, by dać nasłodzenie Jego stworzeniom, i kiedy kelim będą odpowiadały otrzymywanemu światłu, wtedy światło nie odejdzie do zewnętrznych. Tylko na tym polega nasza praca, innej pracy nie ma.
Zgodnie z tym wynika, że Szohen chce być objawiony, aby dobro i nasłodzenie zostały objawione stworzeniom. I do Stwórcy odnosimy tylko właściwość dającego, bo taki był cel stworzenia. Ale ze strony niższych, kiedy kli, w którym powinno objawić się dobro i nasłodzenie, ponieważ zapragnęło upodobnić się formą do swojego korzenia, to znaczy stać się dającym jak korzeń, powiedziało, że nie chce otrzymywać dla siebie. I z tego powodu uczyniono skrócenie (cimcum).
I tylko wtedy, gdy istnieje możliwość nadania intencji dla oddawania, wtedy kli przyjmuje dobro i nasłodzenie. I tak się dzieje w Wyższych Światach, które nazywane są korzenie dusz, czyli że także dusze nie otrzymują światła inaczej, niż na takich warunkach, które nazywają się dla oddawania. I to jest siła powstrzymująca ujawnienie, dopóki niższe nie będą godne, by otrzymać światło.
Z powiedzianego wynika, że istnieje miejsce, w którym Szohen powinien być objawiony. A jeśli niżsi nie dostarczają tego miejsca, ponieważ nie są w stanie nadać intencji na nasłodzenie, które da Szohen, aby jego przyjęcie było dla oddawania, to nazywa się to cierpieniem Szchiny. Właśnie dlatego, że Stwórca nie może dać dobra i nasłodzenia zgodnie ze swoim pragnieniem. A Jego pragnieniem jest dać nasłodzenie swoim stworzeniom.
Dlatego, gdy mówimy cierpienie Szchiny, mamy na myśli, że Stwórca nie może objawić im dobra i nasłodzenia. Wynika z tego, że Ona cierpi, ponieważ On nie może dawać stworzeniom. I to nazywa się cierpieniem Szchiny – cierpieniem z powodu tego, że On nie może dawać do kelim, jak wskazano wyżej. A kelim nazywają się Szchina i tam przebywa Szohen.
A powodem, dla którego należy zakładać cierpienie Szchiny we wszystkich naszych działaniach, jest to, że musimy dojść do podobieństwa formy, które nazywa się dla oddawania, a nie otrzymywać dla własnej korzyści. A istnieje zasada, że człowiek nie może pracować bez celu. Jeśli tak, człowiek musi określić, co chce osiągnąć swoją pracą. Innymi słowy, co chce zdobyć w życiu, by wiedzieć, że jeśli to zdobędzie, będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.
Dlatego mówi mu się, że nie ma rzeczy większej i ważniejszej niż to, że napełni pragnienie Stwórcy, a nie swoje pragnienie otrzymywania. W takim razie człowiek powinien wiedzieć, czego brakuje w pałacu Króla, aby mógł uzupełnić ten brak. Czyli można powiedzieć, że Stwórca ma zmartwienie, że brakuje Mu pewnej rzeczy, i jeśli zostanie Mu ona dana, będzie miał radość.
Na to jest odpowiedź: człowiek powinien ubolewać nad cierpieniem Szchiny, że jakby jest zmartwienie u Stwórcy, że nie może dać dobra i nasłodzenia stworzeniom. Jak powiedziano w przykładzie z traktatu: to przypomina króla, który ma wieżę pełną wszelkiego dobra, ale nie ma gości. A żeby zrozumieć przykład traktatu, można podać jeszcze inny przykład – to przypomina człowieka, który urządził wesele dla syna i zamówił w jakiejś sali pięćset porcji, a nikt nie przyszedł, każdy z jakiegoś powodu. I z trudem zebrał dziesięciu gości do chupy. Jakie zmartwienie odczuwał ten człowiek z powodu tego, że ma pięćset porcji dla gości, a goście nie przyszli!
I z tego powodu człowiek powinien pracować, by zasłużyć na to, by sprawić radość duszy Stwórcy tym, że przyjmuje od Niego dobro i nasłodzenie. A człowiek, który osiągnął ten poziom, to najszczęśliwszy człowiek na świecie.
Jednak jeśli człowiek wypełnia Torę i przykazania po to, by Stwórca dał mu dobro do kelim otrzymywania, ponieważ chce nasładzać się sam – taki człowiek jest oddzielony od światła. Bo Wyższe Światło może przyjść tylko do kelim oddawania. Dlatego musi istnieć przyczyna, dla której wykonuje Torę i przykazania. I robi się to z motywacją, że dzięki temu będzie przebywał wśród tych ludzi, którzy chcą dać nasłodzenie Stwórcy, jak powiedziano wyżej w przykładzie.
Ponieważ człowiek rodzi się z kli otrzymywania dla siebie, jak można zmienić tę naturę i powiedzieć, że nie troszczy się o nic dla siebie, a to, co go boli i czego żałuje, to jedynie cierpienie Szchiny? Co to oznacza?
Sens tego, jak już wyjaśniono powyżej, jest taki, że istnieje jakby zmartwienie „na górze”, wynikające z tego, że nie można wypełnić Jego pragnienia. Innymi słowy: ponieważ pragnieniem Stwórcy jest dawać nasłodzenie, a nie można tego w praktyce zrealizować, bo stworzenia nie mają przygotowanych kelim, które mogłyby to nasłodzenie przyjąć, a poprzez wypełnianie Tory i przykazań mogą one przygotować kelim, jak powiedzieli mędrcy: „Stworzyłem złe skłonienie i stworzyłem Torę i przykazania jako przyprawę dla niego”.
To jest powód, dla którego człowiek pracuje ze wszystkich sił, wykonując Torę i przykazania, i dzięki temu wypełnianiu wychodzi z miłości do siebie i zasługuje na kelim oddawania. I wtedy będzie w stanie sprawić radość Stwórcy przez to, że otrzyma od Niego dobro i nasłodzenie.
Z tego rozumiemy drugie pytanie: jak można powiedzieć, że „na górze” jest zmartwienie i brak? Odpowiedź: ponieważ On chce dawać stworzeniom całe dobro, ale stworzenia nie są zdolne tego przyjąć z powodu różnicy formy. A to, że nie może dawać w miejsce zwane Szchina, gdzie powinien objawić się Szohen, nazywa się cierpieniem Szchiny. Objaśnienie: cierpieniem jest to, że nie może zaistnieć miejsce dla duchowego objawienia się Szohena. Szchina nazywana jest kli, w którym objawia się światło.
I z powyższego rozumiemy trzecie pytanie: co oznacza w pracy „Szchina leżąca w prochu” i że Stwórca potrzebuje, aby tylko stworzenia mogły Ją podnieść z prochu – jakby On sam nie mógł?
Tutaj należy wyjaśnić warunek istnienia miejsca, w którym Szohen może się objawić, a jest nim obecność w kli intencji dla oddawania. A u stworzeń, które rodzą się z pragnieniem otrzymywania dla siebie, miejsce oddawania ma smak prochu, ponieważ oddawanie jest przeciwne ich naturze. Dlatego za każdym razem, gdy chcą coś zrobić z intencją oddawania, odczuwają w tym smak prochu, bo czyn oddawania jest przeciwny ich naturze.
Dlatego nałożono na stworzenia obowiązek, by stosowały działania i cudowne środki, które umożliwią naprawę miejsca zdolnego do otrzymania dobra i nasłodzenia. Dlatego, gdy mówimy o naprawie kelim, to niższy musi naprawić siebie, by być przygotowanym do otrzymania. I to zgodnie z zasadą, że każdy musi zadbać o to, by być w porządku i wykonać działania, które musi wykonać.
Dlatego to, co musi uczynić dający, dotyczy dającego, a to, co musi uczynić przyjmujący, dotyczy przyjmującego. Wobec tego przyjmujący powinien się starać, by mieć kelim tak przygotowane, aby klipot nie odebrały mu tego, co otrzyma. Czyli przyjmujący powinien się starać, by być w stanie nadać intencję oddawania w czasie przyjmowania. W przeciwnym razie Wyższe Światło nie może dotrzeć do tych kelim z powodu różnicy formy. Dlatego to zostało powierzone niższemu, aby ustanowił miarę oddawania, by móc otrzymać oddawanie Wyższe.
Z powyższego rozumiemy teraz pytanie, które zadaliśmy: jaki zysk w pracy przynosi to, że, jak powiedzieli mędrcy, „kiedy Israel są w wygnaniu, Szchina jest z nimi”?
Oto, mędrcy powiedzieli (Tanchuma, Necawim, 1): „Israel, kiedy przychodzą na nich cierpienia, uniżają się i modlą. A narody świata się buntują i nie wspominają imienia Stwórcy”.
I trzeba to wyjaśnić z punktu widzenia pracy duchowej. Drogą pracy nazywa się cierpienia w czasie, gdy człowiek wchodzi w stan upadku. I jego cierpienia polegają na tym, że nie ma smaku i sił życiowych w Torze i przykazaniach, cały świat pociemniał w jego oczach i nie znajduje żadnego spokoju dla swojej duszy. Zaczyna się oglądać wstecz: co jest przyczyną, że doszedł do tak niskiego stanu, i nie znajduje w sobie niczego, co mogłoby wyjaśnić przyczynę tego upadku.
I co więcej, trudno mu zrozumieć, dlaczego przed tym, jak wszedł w pracę oddawania, czuł się, jakby był w świecie, który cały jest dobrem, i potrzebował dużego wysiłku, by przejąć się słowami mędrców: „Biada! Bardzo, bardzo niskiego ducha”. A teraz widzi, że jest gorszy niż cały świat, bo cały świat żyje i czerpie przyjemność z zajmowania się Torą i przykazaniami. A kiedy się modlą, czują, że każde słowo, które wypowiadają, robi wrażenie „na górze”. I dzięki temu, że wierzą, iż robią wrażenie „na górze”, ta rzecz ugruntowuje się „na dole”. Czyli każdy czuje w swoim sercu, że zrobił dziś coś wielkiego tym, że się modlił albo uczył Tory. I w ten sposób codziennie dodaje i porusza się naprzód. Ale on sam widzi, że jest gorszy niż cały świat, bo cały świat pociemniał dla niego. Innymi słowy, słońce, które świeci światu, nie świeci jemu, i nie widzi dla siebie prawa do istnienia w świecie. I człowiek w takim stanie stoi przed pytaniem: czy powiedzieć, że należy do właściwości Israel?
I on wierzy w Stwórcę, w to, że cały jest pod sterowaniem Błogosławionego. To znaczy, że stan, w którym znajduje się teraz – to Stwórca zesłał mu to upadek. I cierpienia, w których znajduje się w stanie uniżenia – wszystko to przyszło od Niego, Błogosławionego. A więc z pewnością Stwórca chciał, by się wzniosło, by nie pozostał w stanie, w którym cała jego praca byłaby dla własnej korzyści, przez co jest oddzielony od zlania z Stwórcą.
Ale Stwórca chce, by człowiek zobaczył swój prawdziwy stan – jak bardzo jest oddalony od pracy „dla dobra Stwórcy”. I dlatego Stwórca odebrał mu smak, który czuł w „nie dla Tory”. I dlatego pozostał bez życia. Okazuje się więc, że Stwórca troszczy się o niego i chce wprowadzić go w duchowość. Dlatego właśnie teraz powinien modlić się do Stwórcy, by mu pomógł, ponieważ ma teraz potrzebę pomocy Stwórcy. W przeciwnym razie widzi, że całkiem przepadnie.
I to uznaje się za to, że teraz osiągnął kli i potrzebę pomocy Stwórcy. To znaczy, teraz widzi, że dosłownie oddzielony jest od Stwórcy, ponieważ nie ma w nim żadnego życia. Bo ten, kto złączony jest z Stwórcą, ten żyje, jak napisano: „Bo u Ciebie jest źródło życia”.
I teraz z pewnością może złożyć modlitwę z głębi serca. Bo za prawdziwą uznaje się właśnie modlitwę z głębi serca. I według tego powinien dziękować Stwórcy za to, że dał mu możliwość zobaczenia swojego prawdziwego stanu. I teraz widzi, że potrzebuje Stwórcy, który da mu niezbędną pomoc, jak powiedzieli mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”. A Księga Zohar pyta: „Czym pomagają?”. I odpowiada: „Świętą duszą (neszama)”.
Skoro tak, to teraz Stwórca dał mu szansę zdobycia możliwości osiągnięcia poziomu „neszama świętości”. Jeśli tak, to o ileż bardziej powinien być szczęśliwy w tym stanie, niż to, co teraz czuje jako stan upadku i cierpienia. Dlatego powinien powiedzieć, że nie znajduje się w stanie upadku, a przeciwnie, że znajduje się w stanie wzniesienia.
I tym należy wyjaśnić słowa mędrców: „Israel, gdy przychodzą na nich cierpienia – uniżają się i modlą”. Znaczenie tego jest takie: w czasie, gdy wchodzą w stan upadku, widzą swój prawdziwy stan, w jakiej znajdują się niskości. O tym powiedziano, że się uniżają, dlatego że widzą swoje położenie, jak są oddzieleni od Źródła życia. Bo ten, kto złączony jest z Stwórcą – ten żyje. A w przeciwnym razie odczuwa tylko cierpienie. Dlatego jasne jest dla niego, że teraz jest czas na modlitwę z głębi serca. O tym powiedziano: „oni się uniżają i modlą”.
Ale można też powiedzieć odwrotnie, że to pretensja, należąca do właściwości narody świata, a nie do właściwości Israel. Innymi słowy, nie wierzy, że to Stwórca posłał mu te okoliczności, kiedy widzi, że znajduje się w stanie upadku, i jego odczucie jest takie, że nie ma teraz w ogóle żadnego smaku w Torze i przykazaniach.
Ale jeśli znajduje się w stanie cierpienia i nie ma w ogóle smaku życia, to rozważa teraz „rzeczy podstawowe”, to znaczy żałuje, że poszedł drogą oddawania. Czyli jak mówi, zanim wszedł w pracę oddawania, miał radość z pracy, gdy zajmował się Torą, modlitwą i wykonywaniem przykazań. Bo wtedy wiedział, że nie musi robić żadnych rachunków. I wszystkie jego troski dotyczyły tego, jak zwiększyć ilość, czyli poświęcać więcej czasu na modlitwę i Torę.
Ale o jakości pracy nie potrzebował się wtedy zastanawiać ani myśleć, w jakim celu wykonuje świętą pracę. I opierał się na tej zasadzie, ponieważ wtedy nie przychodziło mu do głowy, że należy zastanawiać się nad powodem, który zobowiązuje do zajmowania się Torą i przykazaniami. Dlatego zawsze czuł się sam, jakby znajdował się w stanie doskonałości.
Ale inaczej ma się sprawa teraz, gdy człowiek zaczyna myśleć o przyczynie, dla której chce wypełniać Torę i przykazania, kiedy chce zajmować się nimi dla Nieba, czyli dla oddawania, a nie dla otrzymywania dla siebie. Od tego momentu praca staje się dla niego trudniejsza i coraz trudniej jest mu przezwyciężyć swoje złe skłonności.
Czyli kiedy chce iść drogą prawdy, zakłada, że złe skłonności powinny być pokorne i słabsze. A teraz jest zupełnie odwrotnie. Tak że w każdej rzeczy, która jest w świętości, którą chce wykonać dla oddawania, złe skłonności górują nad nim i trudno mu je pokonać. I pyta: „Gdzie jest sprawiedliwość?”. I w większości przypadków, kiedy musi pokonać złe skłonności, za każdym razem dochodzi do upadku.
Wtedy przychodzi do „skargi zwiadowców” i mówi, że ma dość tej pracy. I ucieka z pola walki, ponieważ skarży się, że zamiast poruszać się naprzód, cofa się. Dlatego zaczyna rozważać „rzeczy podstawowe”, jak powiedziano wcześniej, i odrzuca tę drogę, która wymaga pracy z intencjami, gdzie nie wystarczają same działania, a główna jest intencja, jak napisano: „Lepiej trochę z intencją niż dużo bez intencji”. I mówi, że ta praca nie jest dla niego.
I według powyższego należy wyjaśnić słowa mędrców: „Ale narody świata, gdy przychodzą na nich cierpienia, buntują się i nie wspominają imienia Stwórcy”. To oznacza, że w czasie, gdy przychodzą na niego cierpienia, czyli gdy odczuwa cierpienia w stanie upadku, gdy nie czuje żadnego smaku i życia w Torze i pracy, a cierpienia są tak wielkie, że cały świat pociemniał w jego oczach, i nie znalazł dla siebie innej rady, jak tylko uciec z „pola bitwy”. O tym powiedziano: „buntują się”.
I trzeba wiedzieć, że to ucieczka wynika tylko z jednej przyczyny, jak napisano: „Ale narody świata buntują się i nie wspominają imienia Stwórcy”. To znaczy, że w stanie upadku, gdy odczuwa cierpienie, „nie wspomina imienia Stwórcy”. A więc: Stwórca posłał mu ten stan upadku, by jasno zobaczył swój stan – na ile zdolny jest pracować dla Nieba.
I teraz widzi, że bez pomocy Błogosławionego nie da się wyjść spod władzy otrzymywania dla siebie.
I teraz nie musi już wierzyć na podstawie słów mędrców: „Złe skłonności człowieka powstają przeciw niemu każdego dnia, i gdyby Stwórca nie pomógł mu – nie mógłby ich pokonać”. Bo teraz widzi, że potrzebuje pomocy z Nieba. I teraz nadeszła chwila, gdy może złożyć modlitwę z głębi serca. Bo prawdziwa modlitwa – to właśnie modlitwa z głębi serca. Czyli jego modlitwa pochodzi z całego serca, a serce rozumie, że bez pomocy z góry – przepadnie.
A kwestię modlitwy, która musi być z głębi serca, wyjaśnia mój ojciec i nauczyciel w książce Owoce mądrości (część 2, s. 161): „Nie ma szczęśliwszego stanu w świecie człowieka niż w chwili, gdy znajduje się w rozpaczy z powodu własnych sił. Ponieważ czynił wysiłki i zrobił wszystko, co wydawało się możliwe do zrobienia swoimi siłami. I nie ma lekarstwa. Bo wtedy zasługuje na pełną modlitwę o pomoc Błogosławionego, ponieważ wie na pewno, że sama praca nic mu nie pomoże. A dopóki jeszcze czuje w sobie jakąś siłę w pracy – nie ma doskonałej modlitwy. Bo zła skłonność go wyprzedza i mówi mu, że najpierw musi zrobić wszystko, co jest w jego mocy, a dopiero potem będzie miły Stwórcy”.
Trzeba wyjaśnić jego słowa: „Bo zła skłonność wyprzedza go i mówi, że musi najpierw zrobić to, co w jego mocy”. Na pierwszy rzut oka (zła skłonność) mówi jak sprawiedliwy. Dlaczego więc powiedziano, że to zła skłonność tak mówi? Odpowiedź jest taka: bo zła skłonność mówi mu dobre rzeczy. Ale jaki jest zamiar w tych pięknych słowach? – by nie było potrzeby modlić się do Stwórcy. Bo niby „jest jeszcze czas, żeby poprosić Stwórcę”.
Dlatego, gdy człowiek już zrobił wszystko, co było w jego mocy, zła skłonność nie może już przyjść do niego z twierdzeniem, że jest jeszcze czas, by modlić się do Stwórcy. Bo wtedy człowiek natychmiast odpowie złej skłonności: „Nie mam już nic, co mógłbym zrobić, czego jeszcze bym nie zrobił i to nie pomogło”. Dlatego właśnie teraz jest najodpowiedniejszy czas, by modlić się do Stwórcy.
Ale w czasie, gdy człowiek zrobił już wszystko, co było w jego mocy, zła skłonność nie może mu powiedzieć, że może jeszcze poczekać z modlitwą, bo ma jeszcze coś do zrobienia, skoro już zrobił wszystko, co mógł. Wtedy zła skłonność przychodzi z innymi argumentami – jeszcze gorszymi, z wielkim jadem i śmiertelną trucizną. I jak powiedziano wcześniej: „I nie wspominają imienia Stwórcy”. Innymi słowy, nie mówi, że to Stwórca posłał mu ten stan cierpienia, który odczuwa podczas upadku, a w czasie upadku postępuje tak, jak napisano: „Lecz narody świata, gdy czują cierpienie – buntują się”. Czyli porzucają pole walki i uciekają od pracy w oddawaniu.
I na podstawie powyższego rozumiemy postawione pytanie: „Co znaczy: «Gdy Israel jest w wygnaniu, Szchina jest z nimi»?”. Jak powiedział rabbi Szymon ben Jochaj: „W każdym miejscu wygnania Szchina jest z nimi”. Jaki z tego pożytek w pracy, skoro powiedziano o tym: „Jak ukochani są Israel przez Stwórcę”?
Trzeba wyjaśnić to, co powiedziano wyżej: gdy człowiek czuje, że znajduje się na wygnaniu, czyli odczuwa w pracy smak wygnania i chce uciec z wygnania, to musi wierzyć, że w każdym miejscu wygnania Szchina jest z nimi. Czyli Szchina dała mu zakosztować smaku wygnania. „Z nimi” oznacza, że Szchina jest z nimi złączona, i w żadnym wypadku nie znajdują się w stanie oddzielenia od Szchiny tak, że musieliby powiedzieć, iż to jest aspekt „upadku”. Przeciwnie, Szchina daje mu teraz impuls, by się wzniósł po stopniach świętości, a Ona sama obłacza się w formę upadku.
I jeśli człowiek to zrozumie i uwierzy, że tak jest, da mu to impuls, by nie uciekał z pola walki. I nie powie, że praca w oddawaniu nie jest dla niego, ponieważ widzi, że ciągle znajduje się w stanach wzlotów i upadków, nie widzi końca tym stanom i popada w rozpacz. Jednak jeśli pójdzie drogą wiary i uwierzy słowom mędrców, to powinien powiedzieć odwrotnie: jeśli inni ludzie mają ustalony porządek pracy, czyli że czują się doskonali. Widzą, że, chwała Bogu, wypełniają przykazania, modlą się, uczą Torę – i czego im jeszcze brakuje? To znaczy, że z góry nie ma nad nimi szczególnej troski na każdym kroku, by im pokazać, czy ich droga pracy jest właściwa, czy nie.
To podobne do ludzi uczących się w kolelu[1]. Powiedzmy, że w tym kolelu uczy się stu ludzi. I w jakimś mieście potrzebny jest rabin. Mieszkańcy miasta wysyłają prośbę do przełożonego kolelu, by przysłał im rabina. Wtedy przełożony wybiera komisję, która przeprowadzi egzamin, kto z uczniów nadaje się na rabina. Ustalono, że spośród stu uczniów kolelu wybiorą najlepszych. Załóżmy, że biorą pięciu i przeprowadzają egzamin. Na egzaminie zadają pytania, na które kandydaci mają odpowiedzieć. Nie muszą odpowiedzieć na wszystkie, wystarczy, że odpowiedzą na 90%, by uznano ich za godnych bycia wybranymi spośród ludu. Są też tacy, którzy odpowiedzą na mniej niż 90%.
Czy można powiedzieć, że ci uczniowie kolelu, których biorą, by sprawdzić ich stan w Torze i mądrości, to ludzie przeciętni? A co z pozostałymi dziewięćdziesięcioma dziewięcioma uczniami, których nie sprawdza się pod kątem Tory i mądrości – czy dlatego, że jest ich więcej, nie trzeba ich egzaminować?
Tak samo jest i tutaj w duchowej pracy obowiązuje reguła: powiedzmy, że oni to 99% pracowników Stwórcy, których się nie sprawdza. Czyli nie pokazuje się im ich stanu, czy ich Tora i praca są właściwe. Czyli skoro się ich nie egzaminuje, to oczywiście każdy myśli o sobie, że jest w porządku.
Ale powiedzmy, że 5% tych, którzy są przygotowani, by dojść do doskonałości i zostać wprowadzeni do pałacu królewskiego – właśnie ich się egzaminuje. A ci, którzy egzaminują, to ci, którzy pokazują im z góry prawdziwe stany w Torze i przykazaniach, by wiedzieli, co trzeba naprawić. A naprawy to: wiara, modlitwa, wysiłek.
I to, jak powiedział Baal Sulam o wersetach: „I powiedział: «Pokaż mi, proszę, Twoją chwałę»”. I powiedział Stwórca: „Oto miejsce przy Mnie”. A mędrcy powiedzieli: „Przy Mnie (hebr. iti – alef, taw, jud) to pierwsze litery słów: wiara (emuná – alef), modlitwa (tefila – taw), wysiłek (jegiá – jud)”. To znaczy, że poprzez te naprawy można dojść do prawdziwej doskonałości”.
I z powyższego widzimy, jaka jest prawdziwa droga w Torze i przykazaniach. Ta droga to dojść do zlania ze Stwórcą, co nazywa się „podobieństwem właściwości”. Tak że dzięki temu wznoszą się do życia, jak powiedziano: „Bo z Tobą jest źródło życia”. A wzloty i upadki dane są tym, którzy są przygotowani w większym stopniu, by wejść do pałacu Króla.
I z powyższego należy wyjaśnić postawione przez nas pytanie: „Co dodaje nam w pracy wiedza, że również Stwórca powraca z wygnania, jak Israel?” Mędrcy interesowali się frazą z Tanachu: „I powrócił Stwórca, Wszechmogący, wraz z twoim powrotem”, i powiedzieli: „Nie powiedziano: powrócił (kogoś), lecz powiedziano: powrócił (sam). To znaczy, że Stwórca powrócił z nimi z wygnania”.
Przede wszystkim jednak należy wyjaśnić, jaki związek ma ze Stwórcą pojęcie „wygnania”. „Wygnanie” oznacza, że ktoś opuścił swoje miejsce, w którym przebywał, i był zmuszony udać się w obce miejsce i pozostawać pod władzą innych królów. I nie ma najmniejszego wyboru, lecz jest zmuszony wykonywać każde polecenie każdego władcy, pod którego władzą się znajduje. Czyż nie powinniśmy wierzyć w to, co napisano: „Cała ziemia pełna jest Jego chwały”? Jeśli tak, to jak można powiedzieć o Stwórcy, że jest w wygnaniu?
Ponadto należy zrozumieć: względem kogo mówimy, że Stwórca jest na wygnaniu. Z punktu widzenia własnego rozumu nie możemy tego powiedzieć, ponieważ nie znamy myśli Błogosławionego, jak napisano w Księdze Zohar: „Myśl Jego nie jest w ogóle pojmowalna”. Lecz wszystko, co mówi się o Stwórcy, mówi się tylko zgodnie z zasadą: „Z Twoich dzieł poznaję Ciebie”. Jeśli tak, to musimy powiedzieć, że Stwórca jest w wygnaniu względem Israela. Innymi słowy, że naród Israela widzi, że Stwórca znajduje się w wygnaniu między narodami. Dlatego musimy zrozumieć, w czym wyraża się to, że widzą Go jako będącego w wygnaniu.
Należy również zrozumieć, czym jest „wygnanie”. A wtedy będziemy mogli zrozumieć, że ten, kto znajduje się na wygnaniu, odczuwa smak wygnania. Trzeba również wiedzieć, że w kwestii wygnania znajdujemy dwa aspekty:
- Naród Israela był w ziemi świętej i miał Świątynię. A przyszedł Nabuchodonozor, zburzył Świątynię i wygnał Israel z tej ziemi, jak napisano (Megilat Ester, 2): „Był w stolicy Szuszan człowiek żydowski imieniem Mordechaj…, który został wygnany z Jeruszalajim”. Wynika z tego, że wygnaniem nazywa się, gdy wypędza się z miejsca szczęścia i pokoju, by cierpieli, błąkali się i tułali, i by nie mieli spokoju duszy.
- W egipskim wygnaniu widzimy, że nie wygnano ich z jakiegoś miejsca pokoju, lecz w miejscu, w którym byli, zaczęli odczuwać, że znajdują się w wygnaniu. I widzieli, że są zniewoleni przez faraona, króla Egiptu. Czyli w tym, czego wymagał od nich król Egiptu, nie mieli wolności wyboru, lecz byli zmuszeni spełniać każde jego życzenie.
W związku z tym, jak można wyjaśnić, że Stwórca został wygnany ze swojego miejsca? Czyż nie napisano: „Cała ziemia pełna jest Jego chwały”? Jeśli tak, to jak można powiedzieć o Stwórcy, że został wygnany ze swojego miejsca do innego miejsca?
I zgodnie z drugim aspektem wyjaśnienia „wygnania”, na przykładzie egipskiego wygnania, gdzie faraon, król Egiptu, panował nad synami Israela, w tym oni odczuwali wygnanie. A jak można powiedzieć o Stwórcy, że ktoś nad Nim panuje, by można było powiedzieć, że Stwórca znajduje się w wygnaniu?
Lecz oczywiście, gdy mówimy o „wygnaniu” Stwórcy, mówimy tylko według oceny stworzeń. Innymi słowy, zgodnie z postrzeganiem stworzeń istnieją pojęcia „wygnanie” i „wybawienie”. Bywa, że pojmują Stwórcę jako wielkiego Króla, przebywającego w swoim pałacu. Serafiny, święte zwierzęta i ofanim (koła) stoją wokół Niego. A bywa, że pojmują Go w formie króla, którego wygnano z Jego pałacu i który siedzi w niewoli pod władzą innego króla. I to jest różnica: król znajdujący się w wygnaniu.
I zgodnie z tym należy wyjaśnić, że naród Israela opuścił ziemię Israela i Świątynia została zburzona. Z punktu widzenia pracy duchowej należy to rozumieć tak, że naród Israela wyszedł na zewnątrz, czyli nie odczuwają już smaku w Torze i przykazaniach. Ich serce, które było miejscem odczuwania świętości, nazywanym Świątynią, zostało zniszczone. A drugi król, zwany „królem starym i głupim”, zdobył ich serca i wyniósł z nich wszystkie naczynia świętości.
Oznacza to, że wszystkie myśli świętości, które znajdowały się w ich sercach, zostały z nich usunięte, a na ich miejsce wniesiono do Świątyni Stwórcy bałwana. To znaczy, że wcześniej była tam świętość, a on usunął z niej wszystkie myśli świętości. A „świętością” nazywa się myśli „dla Nieba”. I on zdobył ich serca, i wprowadził do nich myśli, które są tylko „dla własnej korzyści”, i to oznacza, że król stary i głupi zdobył Świątynię i wygnał Israel z niej. To znaczy, że właściwość Israel nie znajduje się już w nich, wewnątrz ich ciał.
Jak jest powiedziane w Psalmach Dawida (Tehilim 79, Pieśń Asafa): „Boże, narody wtargnęły do Twojego dziedzictwa, zbezcześciły Świątynię Twojej świętości, obróciły Jeruszalajim w ruiny”. Wynika z tego, że właściwość Israel opuściła ich serca i przeszła do miejsc narodów świata.
Na tym polega sens stwierdzenia, że także Stwórca został wygnany razem z nimi. Czyli wyszedł ze Świątyni razem z Israelem, tak że czują, iż nie ma już u Niego tej wagi, jaką odczuwali zanim opuścili ziemię Israela. A jaki zysk z tego, że także Stwórca poszedł z nimi na wygnanie?
To można zrozumieć na podstawie słów mojego ojca i nauczyciela, błogosławionej pamięci, na temat słów mędrców: „Człowiek nie grzeszy inaczej, jak tylko wtedy, gdy wchodzi w niego duch głupoty”. I z tego zdumiewa się świat: dlaczego wchodzi w niego duch głupoty, żeby zgrzeszył?
I odpowiedział: „Ponieważ istnieje zasada: oko widzi, a serce pożąda”. Wynika z tego, że jeśli człowiek zobaczył coś złego, czy to oczami, czy jako myśl, to z konieczności dochodzi do pożądania. Ponieważ wobec widzenia nie ma władzy, by temu przeszkodzić, tak samo jak wobec myśli i wzroku – przychodzą one bez żadnego przygotowania, więc nie liczy się to jeszcze jako grzech. Ale z tego przychodzi się do grzechu zwanego „pożądaniem”.
I jeśli człowiek od razu żałuje tego, co „zobaczył”, to nie dochodzi do pożądania, i grzech nie jest mu zapisany. Ale jeśli nie żałuje od razu tego „zobaczenia”, to z konieczności dochodzi do grzechu pożądania.
Została uczyniona naprawa z góry, by człowiek nie przyniósł ujmy chwale Króla, wyprowadza się z niego ducha mądrości i wprowadza w niego ducha głupoty. I widzimy, że również w sądach tego świata, że głupcowi nie daje się takiej samej kary, jak człowiekowi przy zdrowych zmysłach.
Widzimy więc, że narody weszły do jego serca i nie czuje smaku życia w Torze i przykazaniach. Czuje, że także Stwórca znajduje się w wygnaniu. Nie ma w tym stanie tej wiary w Stwórcę, którą miał przed upadkiem. Dlatego jego wina nie jest aż tak wielka.
I istnieje jeszcze inne wyjaśnienie tego, że także Stwórca jest z nimi w wygnaniu, gdy naród Israel jest na wygnaniu. Gdy narody świata panują nad nimi, także Stwórca znajduje się w wygnaniu. Dlatego prosimy za Stwórcę, aby wyszedł z wygnania. Innymi słowy, musimy być ostrożni, by nie modlić się z miłości do siebie, lecz wszystko powinno być dla dobra Stwórcy. Bo gdy człowiek prosi Stwórcę, aby wyprowadził Swój naród z wygnania, to okazuje się, że prosi o korzyść stworzeń, a nie o korzyść Stwórcy. Ale ponieważ wierzymy, że także Stwórca znajduje się w wygnaniu, to prosimy o Jego dobro. To znaczy, modlimy się o chwałę niebios. I to, jak mówimy w modlitwie Tachanun: „Oprzyj się, Stwórco, na nas”. Po co? „By powiedziały narody świata: «Gdzie jest ich Bóg?»”. Dla Ciebie uczyń z nami miłosierdzie – i nie zwlekaj. Okazuje się więc, że wiedząc, iż Stwórca także cierpi z powodu wygnania, to daje się Mu miejsce w naszej modlitwie, abyśmy mogli modlić się dla dobra Stwórcy, a nie dla własnej korzyści.
Ale jak możemy powiedzieć, że również On znajduje się w wygnaniu i że narody świata jakby panują nad Nim, tak jak panują nad narodem Israela? Odpowiedź, jak powiedziano wyżej, brzmi: ponieważ celem stworzenia jest dać dobro Jego stworzeniom, i dla tego dobra, które stworzenia mają otrzymać, uczyniono naprawę, by nadać mu intencję dla oddawania. Dlatego w czasie, gdy Israel znajduje się w wygnaniu pośród narodów, co oznacza, że podlegają władzy otrzymywania dla siebie, nie są zdolni przyjąć dobra i nasłodzenia, obłóczonych w Torę i przykazania.
I w wyniku tego nie mogą doświadczyć smaku życia, który znajduje się w świętości. A ponieważ wygnanie narodów świata spoczywa na nich, to we wszystkim, co otrzymują, odczuwają smak ukrycia Oblicza.
A ponieważ Stwórca chce istnienia świata, to musi obłoczyć się w szaty, które nie pochodzą od świętości, czyli gdy obdarza świat, to właśnie w szatach świata materialnego. Znaczy to, że tylko w rzeczach materialnych daje światu nasłodzenia i życie.
Oznacza to, że świat może otrzymać przyjemności i nasłodzenia jedynie w ubraniu zwanym zazdrość, pożądanie i honor, co świeci i ożywia świat w szatach klipy. A są to szaty, które oddzielają ich od Stwórcy, czyli że te przyjemności przychodzą obłóczone w kelim miłości własnej.
Wynika z tego, że Stwórca cierpi z powodu tego, że oni przeżywają wygnanie. Czyli w czasie, gdy znajdują się pod władzą narodów świata, Stwórca zmuszony jest ukrywać się przed swoimi synami, by Go nie poznali. I właśnie On daje im ten smak wygnania w Torze i przykazaniach. I całe ich życie przebiega w kelim otrzymywania. Innymi słowy, to naprawa: aby było nasłodzenie w kelim otrzymywania, i by nie mogli poczuć smaku w Torze i przykazaniach, Stwórca uczynił to, by nie została naruszona świętość i by wszystko nie przeszło do klipot. Sens tego wszystkiego: by nie oddalili się od świętości przez to, że poczuliby większy smak w otrzymywaniu dla siebie. Bo im większe nasłodzenie, tym bardziej człowiek odchyla się w stronę kelim otrzymywania, co oddala go od świętości.
Zgodnie z tym wynika, że dzięki temu, iż człowiek wie, że Stwórca znajduje się w wygnaniu, że jest zmuszony się ukrywać i jakby sam jest na wygnaniu, z tego może człowiek zrozumieć, że nie ma żadnej klipy (nieczystej siły) na świecie. A o wszystko człowiek powinien prosić tylko Stwórcę, i nie ma innej siły.
[1] Kolel – niewielka wyższa talmudyczna instytucja naukowa typu jesziwy, przeznaczona (w odróżnieniu od zwykłych jesziw) dla żonatych uczniów.