Księga Zohar (komentarz Sulam, p. 11) wyjaśnia powiedziane: „Wiele nieszczęść spotyka sprawiedliwego, ale ze wszystkich wybawia go Stwórca”. Nie powiedziano: „Wiele nieszczęść u sprawiedliwego”, lecz powiedziano: „wiele nieszczęść sprawiedliwego”, co oznacza, że Stwórca pragnie go. Ponieważ Stwórca pragnie tego człowieka i wybawia go ze wszystkich.
Należy zrozumieć te słowa:
- Dlaczego sprawiedliwy musi cierpieć z powodu nieszczęść?
- Jeśli potem „Stwórca wybawia go swoją ręką”, to jaki pożytek z tego, że posyła sprawiedliwemu nieszczęścia, skoro potem i tak Stwórca musi go ratować? To wygląda jak bezużyteczna praca.
Zgodnie ze znanym porządkiem duchowej pracy, ci, którzy chcą iść drogą prawdy, zwaną liszma, czyli dla oddawania, a nie dla osobistej korzyści, chcą być sprawiedliwymi. I nie chcą być grzesznikami, którzy w języku duchowej pracy nazywani są „otrzymywanie dla otrzymywania”, którzy nawet czyny oddawania wykonują z zamiarem otrzymania. Oni nazywani są „grzesznikami” w języku Księgi Zohar, jak powiedziano w Piśmie: „Miłosierdzie narodów – grzechem, a całe dobro, które czynią – czynią dla siebie”, co oznacza, że całe dobro czynią z zamiarem dla osobistej korzyści. I to jest ich grzech. Ale ci, którzy chcą być pracownikami Stwórcy, powinni pracować wyłącznie na rzecz Stwórcy, a nie dla osobistej korzyści.
Ponieważ natura stworzeń (opiera się) tylko na korzyści dla siebie, to wiadomo, że pragnienie nasłodzić stworzenia stworzyło w tym celu potrzebę (chisaron). Czyli aby stworzenia dążyły do otrzymywania nasłodzeń. A bez dążenia człowiek nie może z niczego otrzymać nasłodzenia. Co więcej, miara odczuwania nasłodzeń zależy od miary dążenia. Dlatego mówi się człowiekowi, że powinien wyrzec się osobistej korzyści i powinien pracować na rzecz Stwórcy, ponieważ tylko w ten sposób może dojść do zlania się ze Stwórcą, co jest celem istnienia człowieka, i to nazywa się „powrotem” (teszuwa). Przecież właściwość otrzymywania oddziela człowieka od Stwórcy z powodu różnicy formy, ponieważ Stwórca – daje, a stworzenia – otrzymują od Niego to, co im daje. Dlatego, gdy człowiek osiąga stopień, gdy całe jego pragnienie skierowane jest wyłącznie ku oddawaniu, to nazywa się „upodobnienie formy”. I to nazywa się, że stworzenie powraca do swojego korzenia, czyli jednoczy się ze Stwórcą. Wtedy człowiek znajduje się na stopniu „sprawiedliwego”, bo już nie pracuje dla osobistej korzyści, lecz dla dobra Stwórcy.
I kiedy człowiek nie chce pracować dla dobra ciała, wtedy ciało sprzeciwia się jego pracy i nie pozwala mu robić niczego dla oddawania. A jak tylko człowiek zapomina o zamiarze dla oddawania i zaczyna pracować dla otrzymywania, wtedy znowu może kontynuować pracę. Ale zgodnie z zasadą: „z lo liszma dochodzi się do liszma”, przychodzi do niego z góry przebudzenie, że trzeba pracować dla oddawania, i natychmiast rozpoczyna się opór ciała, które nie pozwala kontynuować pracy, i zaczyna (on) odczuwać wielkie cierpienia, które ciało mu przysparza. A po tym, jak pokona swoje ciało w pewnym stopniu, znowu porzuca pracę, i znowu czuje w sobie zło. I tak powtarza się to wielokrotnie. Wychodzi na to, że ten, kto chce być sprawiedliwym, za każdym razem odczuwa zło, które ciało mu przysparza. Czyli za każdym razem, gdy chce zrobić coś w oddawaniu, przychodzi grzesznik i pyta: „Po co ci ta praca?”. Natomiast jeśli człowiek pracuje dla własnej korzyści, nie ma miejsca na to pytanie, aby grzesznik zapytał: „Po co ci ta praca?”, ponieważ człowiek pracuje dla grzesznika, który nazywa się „pragnienie otrzymywać dla siebie”. Wychodzi więc, że pytanie grzesznika pojawia się właśnie wtedy, gdy człowiek chce pracować dla dobra Stwórcy.
Stąd rozumiemy, dlaczego to właśnie sprawiedliwy ma „wiele cierpień”. Ponieważ zły początek człowieka powstaje przeciw niemu każdego dnia. To znaczy, że gdy zły początek widzi, iż człowiek ma nieco światła, zwanego „dzień”, i że idzie on właściwą drogą, natychmiast powstaje przeciw niemu i chce go osłabić swoimi zarzutami, mówiąc mu: „Co ci przyjdzie z tego, że chcesz pracować w oddawaniu?”. I to samo powtarza się każdego dnia.
O tym powiedzieli mędrcy (traktat Kiduszin, s. 40): „Człowiek powinien zawsze widzieć siebie jako w połowie winnego i w połowie sprawiedliwego. Ten, kto wykonuje jedno przykazanie – przechyla siebie i cały świat na szalę zasługi”. Ale jak wtedy można znowu powiedzieć: „w połowie”, skoro już przechylił się na szalę zasługi? Dlaczego więc powiedziano „zawsze”? Jak wyjaśniono: „Zły początek człowieka powstaje przeciw niemu każdego dnia”. Jak tylko zły początek widzi, że teraz człowiek ma „dzień”, natychmiast powstaje przeciw niemu. I proporcjonalnie do dobra, które uczynił, natychmiast powstaje przeciw niemu zło. I znów jest on „w połowie winny, w połowie usprawiedliwiony”.
W tym tkwi sens wyrażenia „powstaje przeciw niemu każdego dnia”, czyli każdego dnia powstaje na nowo. Należy wyjaśnić: „Zły początek człowieka powstaje przeciw niemu każdego dnia” oznacza, że zło w nim wzmacnia się, jak powiedziano: „Jak wezbrany potok rozlewa się zło”, ponieważ „jedno przeciw drugiemu” (stworzył Stwórca). I jak tylko człowiek powstaje (przeciw złemu początkowi) i czyni dobro, natychmiast powstaje przeciw niemu zły początek. Wychodzi więc, że sprawiedliwy cierpi z powodu „wielu niedostatków”. Czyli z każdym dniem jego zło staje się większe, i proporcjonalnie do jego dobrych czynów objawia się w nim zło, jak powiedzieli mędrcy: „Im większy człowiek, tym jego zły początek większe od niego samego”.
Należy zrozumieć, co oznacza „(większe) od niego samego”. Z powyższego wynika, że „(większe) od niego samego” oznacza, iż jego zły początek staje się większy, i to wynika z wielkości człowieka, ponieważ stara się być człowiekiem, a nie zwierzęciem, stąd też i zły początek staje się większy. Jak powiedziano: „Człowiek powinien zawsze widzieć siebie jako w połowie winnego i w połowie sprawiedliwego”, aby miał siłę przezwyciężyć zło. Ale niemożliwe jest naprawić całe zło za jednym razem. Dlatego zło objawia się człowiekowi stopniowo. Za każdym razem, gdy człowiek czyni jakieś dobro, powstaje możliwość objawienia jeszcze nieco zła. I tak powtarza się to, aż człowiek objawi całe zło, które jest w nim. Wychodzi więc, że właśnie z tego powodu sprawiedliwy cierpi z powodu wielu cierpień.
Należy zapytać: dlaczego całe zło nie objawia się człowiekowi od razu? Odpowiedź: ponieważ człowiek nie miałby wtedy sił, by przezwyciężyć całe zło w sobie. Tylko wtedy, gdy jego zło nie przewyższa dobra, gdy oba są sobie równe, wtedy człowiek ma siły, by przezwyciężyć (zło) przy pomocy Tory i przykazań. Dlatego zło objawia się w człowieku stopniowo, czyli proporcjonalnie do dobra, które osiąga, objawia mu się z góry nieco zła. I tak z czasem naprawia się całe zło, które jest w człowieku.
To określa się jako kolejność wyjaśnień, jak powiedziano: że można wyjaśnić tylko dwieście osiemdziesiąt osiem iskier (nicucin), zawartych w dziewięciu sfirot, które są w każdej z trzydziestu dwóch ścieżek (rozprzestrzenienia światła Hochma). Jednocześnie Malchut w każdej ścieżce nie może być wyjaśniana. To nazywa się „lew ha-ewen” (kamienne serce), jak powiedziano: „I usunę z waszego ciała serce kamienne”, ponieważ tego zła nie można naprawić w ciągu sześciu tysięcy lat. Ale w ciągu sześciu tysięcy lat następuje wyjaśnienie dwustu osiemdziesięciu ośmiu iskier, a potem wyjaśnia się całe zło, jak powiedziano w Księdze Zohar: „W przyszłości anioł śmierci stanie się świętym aniołem” – to nazywa się „i pochłonie śmierć na wieki”.
I w ten sposób człowiek idzie drogą naprawy zła w sobie, a mianowicie: kli otrzymywania, aby było dla oddawania, ponieważ niemożliwe jest naprawić je za jednym razem. Kli otrzymywania, w którym znajduje się źródło zła oddzielającego nas od Stwórcy, składa się z wielu części. I to naprawienie z góry, że ono składa się z wielu części. I za każdym razem, jak tylko jakaś część zostaje naprawiona w świętości, natychmiast przychodzi inna część – większa niż ta, która została wcześniej naprawiona, ponieważ człowiek nabywa wprawy w pracy, i wtedy za każdym razem dają mu do naprawy większą część jego egoizmu.
To podobne do człowieka, który chce nauczyć się podnosić ciężary i każdego dnia dają mu do podniesienia większy ciężar. Tak samo dzieje się w duchowej pracy: każdego dnia dają mu większą część zła do naprawy i w rezultacie człowiek widzi, że jakby nie porusza się naprzód w pracy, lecz cofa się. Czyli każdego dnia widzi, że coraz trudniej mu poradzić sobie z pracą, ponieważ, jak powiedziano, każdego dnia dają mu większą część do naprawienia.
„I od wszystkich wybawia Stwórca”. Pytaliśmy: skoro Stwórca musi wybawić go z nieszczęść, to po co zsyła na niego nieszczęścia, aby cierpiał na próżno? Czyli gdyby człowiek mógł poradzić sobie sam, można by zrozumieć, że zostało mu to dane do naprawy. Ale skoro to Stwórca ma go wybawić, to co zyskuje z tego, że daje mu „wiele nieszczęść”?
Już o tym mówiliśmy, gdy pytaliśmy, dlaczego człowiek nie jest w stanie poradzić sobie sam, i tylko Stwórca musi go wybawić. A skoro człowiekowi daje się wybór przezwyciężenia, to dlaczego nie daje się mu siły, aby to uczynił? Według tego, co powiedział mój mistrz, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam), tak zostało to z góry ustanowione, aby człowiek poprosił Stwórcę o pomoc. A pomoc ta polega na tym, że Stwórca daje człowiekowi wyższą duszę, aby człowiek miał potrzebę otrzymać wyższy stopień. Ponieważ człowiek powinien osiągnąć NaRaNHaJ swojej duszy. A bez potrzeby, czyli bez kli, które nazywa się „chisaron”, nie można otrzymać napełnienia. Dlatego z góry zostało tak ustalone, że człowiek musi rozpocząć pracę. A kiedy widzi, że nie potrafi sobie poradzić, to nie powinien się załamywać, lecz modlić się do Stwórcy, jak powiedziano w Księdze Zohar: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają. Czym? Świętą duszą”.
Z powiedzianego wynikają dwie rzeczy:
- Człowiek powinien rozpocząć pracę oddawania, aby miał potrzebę, by Stwórca mu pomógł. Bo gdyby sam potrafił sobie poradzić, to nie potrzebowałby pomocy Stwórcy. To nazywa się, że nie ma kli, a nie ma światła bez kli.
- Człowiekowi nie daje się możliwości poradzić sobie samodzielnie. Wychodzi więc, że to właśnie jest przyczyną tego, że człowiek musi zacząć, a (Stwórca) nie pozwala mu zakończyć.
Stąd rozumiemy to, o co pytaliśmy: dlaczego do sprawiedliwego przychodzą liczne cierpienia? Ponieważ kiedy sprawiedliwy cierpi z powodu zła, które przeszkadza mu dojść do zlania się ze Stwórcą, to powoduje to w nim powstanie kli. Ponieważ zła jest tak wiele, że nie potrafi sobie z nim poradzić. I „od wszystkich wybawia Stwórca”, ale sam człowiek nie może zwyciężyć. I tak właśnie zostało to ustanowione z góry, że Stwórca nie może dać człowiekowi wyższego stopnia, jeśli nie ma on potrzeby. Dlatego Stwórca daje mu części jego duszy i wybawia go, jak powiedziano: „I od wszystkich wybawia Stwórca”.
Dlatego potrzebne są dwie rzeczy:
- aby było wiele nieszczęść u sprawiedliwego – to jest kli;
- potem (Stwórca) daje mu części jego duszy i wybawia.
Na świecie przyjęło się, że zaczyna się prosić Stwórcę, by pomógł wyjść ze zła i by dał duszę na tę część zła, która już została rozpoznana jako zło. Dlaczego Stwórca chce, żeby człowiek ujawnił określoną miarę zła, a dopiero potem Stwórca daje mu pomoc? Tak to się jawi z punktu widzenia człowieka.
Przy tym należy zrozumieć dwie rzeczy:
- Że rzeczywiście Stwórca pomaga człowiekowi, ujawniając mu zło w nim – aby znał prawdę.
- Ale zło to objawia się tylko tym ludziom, którzy są zdolni iść drogą oddawania. Dlatego właśnie im objawia się zło, aby mieli możliwość je naprawić. Natomiast tym, którzy nie mają związku z pracą w oddawaniu, objawia się zło jedynie ogólnie.
To podobne do tego, jak przyjęte jest w naszym świecie: jeśli człowiek ma jakąś chorobę, której nie da się wyleczyć, to nie mówi mu się o tym wprost, a zamiast tego mówi się, że ma różne inne choroby, ale prawdy o tym, że jego choroba jest nieuleczalna, mu się nie przekazuje. Z prostego powodu: cóż by się stało, gdyby powiedziano mu, że ma w sobie zło, którego nie da się naprawić? Dlatego w duchowości nie pokazuje się człowiekowi (całego) zła, lecz objawia się je stopniowo, w miarę jego zdolności do pracy.
Wynika z tego, że jeśli w człowieku nie objawiło się zło w wystarczającej mierze, aby było kli i potrzeba, godna tego, by umieścić w niej duszę, to niemożliwe jest dać duszy połowę kli. To podobne do zarodka w łonie matki, jak powiedzieli mędrcy: „Troje uczestniczy w stworzeniu człowieka: Stwórca, ojciec i matka. Ojciec daje białe, matka daje czerwone, a Stwórca daje duszę”. I każdy rozumie, że jeśli ojciec i matka daliby tylko część, to narodziłaby się tylko połowa zarodka, czyli gdyby dali tylko część, narodziłoby się dziecko bez głowy – samo tylko ciało. Albo przeciwnie – głowa bez ciała. Czy można prosić, aby Stwórca dał tylko część, czyli aby dał duszę dla połowy zarodka, i aby tak się urodził? Oczywiście, że nie ma takiego głupca na świecie.
Tak samo w pracy duchowej – na początku pracy człowiek zaczyna pracować w „białym”. Bo ojciec i matka nazywani są „rodzicami”, i są przyczyną narodzin człowieka. Ojciec nazywa się „zachar”, czyli doskonałość. I to nazywa się „białe”, czyli nie ma w tym żadnego braku (chisaron). Oznacza to, że raduje się swoim losem, ponieważ za każdą cząstkę swojej duchowej pracy dziękuje Stwórcy za to, że go obdarzył i dał mu myśl oraz pragnienie, aby miał jakiś związek ze Stwórcą, jak powiedzieli mędrcy: „Kto idzie, ale nic nie czyni – i tak otrzymuje nagrodę”.
A następnie przechodzi do lewej linii, nazywanej „czerwone matki” – matka nazywana jest „nekewa”, czyli brak, który podaje w wątpliwość jego dobre uczynki, czy mają w sobie zamiar oddawania. I wtedy widzi prawdę – jak bardzo jest od tego oddalony. I wtedy odczuwa potrzebę zwrócenia się z modlitwą, aby Stwórca go przybliżył, by zasłużył na zlanie się ze Stwórcą. I człowiek ma nadzieję, ponieważ ma już dwie części i czuje już, że ma potrzebę i kli, i brakuje mu tylko tego, by Stwórca dał swoją część, czyli aby dał duszę.
Jednak „białe ojca” i „czerwone matki” póki co nie są jeszcze gotowe, ponieważ nie są jeszcze zakończone, jak w przykładzie, że może narodzić się tylko połowa niemowlęcia. Oczywiste jest, że Stwórca nie może dać swojej części, duszy, dlatego Stwórca czeka, aż prawa linia i lewa linia osiągną swoją doskonałość, aby można było stworzyć doskonałą rzecz. I wtedy Stwórca daje duszę. Dlatego człowiek nie może mówić, że Stwórca nie chce mu pomóc, a przeciwnie, Stwórca przyłącza każde działanie, aby utworzyć miarę wystarczającą do tego, aby dać duszę.
O tym napisano w książce „Owoce Mądrości” (cz. 2, s. 110): „Nie milczcie sami i nie pozwólcie, by On milczał, dopóki nie ustanowi i nie uczyni Jeruszalajim chwałą na ziemi”. I tak zanosimy nasze prośby do góry, „cios za ciosem”, bez zmęczenia i bez przerwy, i nie słabniemy zupełnie z tego, że odpowiada On nam w naszej wierze, że słyszy naszą modlitwę, lecz czeka na nas, na ten moment, gdy będziemy mieli kelim, by przyjąć prawdziwą łaskę. I wtedy otrzymamy odpowiedź na każdą modlitwę za jednym razem, ponieważ „ręka Stwórcy nie zubożała”.
Z powiedzianego wynika, że człowiek nie powinien mówić, że modli się każdego dnia i nie otrzymuje pomocy od Stwórcy, lecz powinien wierzyć, że Stwórca bierze każdą modlitwę człowieka i dołącza ją do innych modlitw, które człowiek zanosił wcześniej. I czeka, aż utworzy się doskonała miara, by był godzien otrzymać od Stwórcy duszę.
A w modlitwie, gdy prosi się Stwórcę, by dał z góry siłę przezwyciężenia zła, są dwa elementy:
- Człowiek prosi Stwórcę o możliwość wprowadzenia kelim oddawania do świętości, czyli mieć możliwość używania ich z zamiarem dla oddawania;
- prosi, aby Stwórca dał mu siły przezwyciężania również w odniesieniu do kelim otrzymywania tak, by mógł stworzyć zamiar na kelim otrzymywania dla oddawania.
Należy wyjaśnić to, co powiedzieli mędrcy (Raszi, komentarz do rozdziału Wajeszew): „Wyjaśnia się słowo «i osiedlił się» – Jakow zapragnął osiedlić się w pokoju, lecz gniewał się na niego Josef. Powiedział Stwórca: «Nie sądzi się sprawiedliwych za to, co jest dla nich przygotowane w przyszłym świecie, ale za to, że proszą o pokój w tym świecie»”.
Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć powiedziane: „Powiedział Stwórca: «Nie sądzi się sprawiedliwych za to, co przygotowane jest dla nich w przyszłym świecie, ale za to, że proszą o pokój w tym świecie»”. Przecież jest powiedziane w Misznie (traktat Awot, 6:4): „Taka jest droga Tory – i czyń wysiłki w Torze. A jeśli tak czynisz – szczęśliwy jesteś na tym świecie i dobrze ci będzie w przyszłym świecie”. Wynika z tego, że powinien być pokój w tym świecie.
To wyjaśnia się według drogi duchowej pracy. Wiadomo, że Bina nazywa się „przyszły świat”. To oznacza kli oddawania. I w każdej rzeczy są dwa składniki:
- to, co ona otrzymuje;
- to, co ona oddaje.
One nazywane są „stadium Malchut” i „stadium Biny”, które są stanami oddawania i otrzymywania.
Kiedy człowiek rozpoczyna pracę, zaczyna wyjaśniać czystsze kelim. Zaczyna wyjaśniać i wyciągać kelim, które znajdują się w kli otrzymywania, co oznacza, że wszystkie kelim – zarówno kelim otrzymywania, jak i kelim oddawania, upadły w czasie rozbicia kelim do klipot, które są otrzymującymi. One (kelim oddawania i kelim otrzymywania) nazywane są w języku kabały „kelim de-panim” i „kelim de-achoraim”.
Po tym, jak sprawiedliwi już naprawili w sobie kelim oddawania, aby mieć w nich zamiar oddawania, co nazywa się „uczyć się Tory liszma” i nazywa się „to, co przygotowane jest dla nich w przyszłym świecie”, to sprawiedliwi nie zadowalają się tym. I chcą „osiedlić się w pokoju w tym świecie”, czyli żeby również kelim de-achoraim, nazywane „kelim de-Malchut”, a Malchut nazywa się „ten świat”, weszły do świętości, czyli żeby również były dla oddawania.
O tym powiedziano: „Jakow zapragnął osiedlić się w pokoju, lecz gniewał się na niego Josef”. Wiadomo, że Josefem nazywane są (sfirot) NeHI, kelim de-achoraim, i tam znajduje się miejsce objawienia Hochmy, kelim otrzymywania, które nazywane są „ten świat”. Czyli „gniewał się na niego”, dlatego że nie naprawił ich jeszcze, aby mogły wejść do świętości. O tym powiedziano: „Nie sądzi się [sprawiedliwego za to, co będzie, ale za to, co prosi teraz]”.