W Księdze Zohar (parsza Truma, s. 170, komentarz Sulam, p. 525) powiedziano: „Stół, który stoi w Świątyni, potrzebny jest po to, by znajdowało się na nim pożywienie i aby brać z niego pokarm. Dlatego nawet przez chwilę nie powinien być pusty. Inny stół – stół sitra achra, to stół pustki, ponieważ wyższe błogosławieństwo nie przebywa w złym miejscu i w braku (chisaron). To jest «stół, postawiony przed Stwórcą»[1]. A stół, nad którym człowiek błogosławi Stwórcę, również nie powinien być pusty, ponieważ błogosławieństwo nie przebywa w pustym miejscu”.

Należy zrozumieć, dlaczego błogosławieństwo nie może przebywać w pustym miejscu. I co oznacza to w duchowej pracy, że człowiek, który pragnie otrzymać błogosławieństwo od Stwórcy, powinien postarać się, by mieć coś, ponieważ tylko w ten sposób Stwórca może dać mu błogosławieństwo.

Znane jest powiedzenie mędrców, że „nie może przeklęty przylgnąć do Błogosławionego”[2] – i to jest powód, dla którego Awraham nie chciał wziąć[3] córki Eliezera, sługi Awrahama. Dlatego kiedy człowiek modli się do Stwórcy, aby dał mu to, o co prosi, i kiedy modli się prawdziwą modlitwą z głębi serca, niewątpliwie czuje, że znajduje się w chisaronie większym niż cały świat. W przeciwnym razie, jeśli są jeszcze inni ludzie, którym brakuje tego samego co jemu, to nie można tego nazwać modlitwą z głębi serca.

Zgodnie z zasadą „powszechna bieda – połowa pocieszenia”, jego brak (chisaron) nie jest pełen, ponieważ jest to tylko połowa chisaronu, bo połowę tego, czego mu brakuje, uzupełnia społeczeństwo. W takim przypadku ma on tylko połowę kli do otrzymania napełnienia, tę część, której społeczeństwo nie może mu dać, ponieważ ono tego nie posiada. Zatem ma tylko połowę potrzeby do przyjęcia napełnienia.

Dlatego modlitwa, w której człowiek prosi Stwórcę, aby spełnił pragnienia jego serca, musi pochodzić z głębi serca. Co oznacza: ponieważ sercem nazywa się pragnienie, jeśli pragnienie nie sięga głębi serca – ponieważ nie ma w nim prawdziwej potrzeby otrzymania napełnienia i taka modlitwa nie zostaje przyjęta.

Dlatego człowiek musi widzieć siebie jako gorszego od całego świata i automatycznie zasada „wspólna bieda – połowa pociechy” nie będzie go dotyczyć, ponieważ on jest gorszy od całego społeczeństwa. Wiadomo, że nie można mówić o zadowoleniu z życia dokładnie w tym momencie, gdy człowiekowi brakuje rzeczy, które mają wszyscy, a on ich nie ma. Jednak bywa tak, że człowiek zarabia więcej niż inni i ma nawet więcej cennych rzeczy niż otaczający go ludzie, a mimo to może się zdarzyć, że nie odczuwa z tego zadowolenia.

To jest jeszcze bardziej widoczne u kobiet. Bo jeśli kobiecie czegoś brakuje, nawet jeśli ma więcej rzeczy niż wszystkie jej przyjaciółki, ale czuje, że jej brakuje, może powiedzieć: „Lepsza śmierć niż takie życie”[4], nie mogąc pogodzić się z tym, że ma więcej rzeczy niż jej koleżanki. I jeśli ten chisaron dociera do jej serca i mówi, że czuje się najbardziej nieszczęśliwą osobą na świecie.

A przyczyną tego jest to, że kiedy człowiek odczuwa prawdziwy chisaron (brak), nie potrafi się pocieszyć tym, że wielu innym również czegoś brakuje. Przecież to, co rozstrzyga, to odczucie cierpienia, jakie człowiek przeżywa z powodu niezaspokojonego pragnienia i czasami to może doprowadzić człowieka aż do rozliczenia się z życiem. I tylko to nazywa się prawdziwym chisaronem.

I tutaj, w duchowej pracy, jeśli widzi, że jest ktoś podobny do niego pod względem chisaronu do duchowości, to już może otrzymać napełnienie na zasadzie: „wspólna bieda – połowa pociechy”. Dlatego nie może dojść do rozpaczy, bo godzi się z tym stanem, mówiąc sobie w tej sytuacji, że tej rzeczy, której, jak rozumie, mu brakuje, nie da się osiągnąć. Bo po kilku nieudanych próbach rozpoczęcia pracy natychmiast decyduje, że to trudne i „to nie dla mnie”. A powodem, dla którego tak szybko to postanawia, jest to, że osłabło w nim pragnienie otrzymania tej rzeczy, ponieważ już otrzymał napełnienie na połowę chisaronu według zasady: „wspólna bieda – połowa pociechy”.

I to podobne do człowieka, który zgubił jakąś rzecz i jej szuka. Istnieje prawo, że czas, jaki człowiek przeznacza na poszukiwania rzeczy, jest wprost proporcjonalny do jej wartości. Jeśli przedmiot jest bardzo drogi, to poświęca na jego szukanie dużo czasu, jeśli mniej – mniej.

Tak samo tutaj, w duchowej pracy. Jeśli praca dla oddawania jest dla niego bardzo ważna, to nie rozpacza od razu, lecz cały czas chodzi i szuka sposobów, jak do tego dojść. W przeciwnym razie, kiedy widzi, że są i inni ludzie, którzy nie zajmują się Torą i przykazaniami z intencją dojścia do liszma, lecz zadowalają się wypełnianiem Tory i przykazań, jak mówi Rambam: „nie wszystkim odsłania się tajemnica, że należy pracować liszma” – i czują, że wykonując Torę i przykazania tak, jak ich pierwotnie nauczono, są szczęśliwi i nie zamierzają szukać innych dróg. W tym tkwi ich dobro.

I to właśnie jest przyczyną, że nawet jeśli otrzymali jakieś pobudzenie, by szukać prawdziwej intencji Tory i przykazań, to jednak to pragnienie nie jest dla nich bardzo ważne. Dlatego trochę poszukali drogi prowadzącej przez ścieżkę oddawania, i ponieważ niełatwo ją znaleźć, a nie mają prawdziwego chisaronu, to zaczynają iść drogą liszma, ale potem ją porzucają i idą za wszystkimi.

Jednak trzeba zrozumieć wypowiedź Rambama, który mówi: „Dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością – odsłania się im tę tajemnicę stopniowo”[5]. Trzeba zrozumieć, co znaczą słowa: „odsłania się im tę tajemnicę”. Innymi słowy, jaką tajemnicę się im odsłania, mówiąc, że należy pracować liszma? Czyż ktoś nie wie, że trzeba służyć Stwórcy, jak powiedziano: „Kochaj Stwórcę, Boga twojego, całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim jestestwem”[6]?

I to powtarzamy cztery razy dziennie w „Szma” przy korbanot, w „Szma” przy jocer or[7], w „Szma” wieczornej modlitwy i w „Szma” przed snem. Nawet małe dzieci recytują „Szma”. A zatem każdy wie, że trzeba pracować dla niebios. W takim razie jaka to tajemnica, którą teraz się im odsłania, a wcześniej: „dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością” – nie można było im jej ujawniać?

Oprócz tego trzeba zrozumieć: jaka jest miara „pomnożenia rozumu”? Jak się mierzy ich rozum, by wiedzieć, że teraz już można odsłonić im tajemnicę liszma, a wcześniej – nie? I co oznacza wyrażenie „napełnią się większą mądrością”? Trzeba zrozumieć, czym jest „mądrość” i czym jest „większa mądrość”.

I należy wyjaśnić, że „mądrość i rozum” to jest to, co otrzymali od swoich nauczycieli na początku nauki, gdy uczono ich lo liszma. Czyli wierząc w Stwórcę według wiary mędrców, zasłużą na otrzymanie nagrody. A w przeciwnym razie otrzymają karę. Wynika z tego, że rozumieją: jeśli będziemy wypełniać Torę i przykazania oraz miłować Stwórcę „całym swym sercem itd.” – On da nam nagrodę. Innymi słowy, nagroda będzie polegać na tym, że otrzymamy zapłatę za wypełnienie wszystkiego, co On nam nakazał. Czyli, aby przy otrzymywaniu nasłodzenia nie było poczucia wstydu, dał nam przykazania, byśmy je wypełniali, a On zapłaci nam za wysiłki. I w ten sposób nie otrzymamy niczego za darmo, lecz jako zapłatę za trud, jaki ponosimy, pracując dla Niego. A zatem nie będzie już właściwości wstydu.

I stąd zrozumiemy, czym są rozum i mądrość. To jest to, co otrzymali na początku nauki, kiedy nie mogli jeszcze pojąć niczego więcej niż nagroda, którą otrzymuje się w kli egoistycznej miłości. Czyli dla tego, co nie dla własnej korzyści – nie mieli jeszcze mądrości i rozumu, by pojąć, że warto cokolwiek robić, ponieważ nie widzieli, że ich pragnienie otrzymywania dla siebie mogłoby coś zyskać. Rozumieli jednak, że warto wypełniać Torę i przykazania, ponieważ mieli mądrość, by wierzyć, że otrzymają nagrodę. I to jest właśnie ta mądrość i rozum, które osiągnęli, że warto wypełniać Torę i przykazania dla własnej korzyści.

Zgodnie z tym wynika, że „większa mądrość” to taka, że nabywając rozum, są już zdolni pojąć jeszcze jedną rzecz, i to nazywa się: „dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością”. Czyli teraz rozumieją, że warto pracować dla dobra Stwórcy, a nie dla własnej korzyści. Podczas gdy wcześniej nie mieli jeszcze wystarczającej mądrości i rozumu, by zrozumieć, że istnieje możliwość nie pracować dla siebie, czyli pracować nie dla własnej korzyści.

I z powyższego wynika, że to, iż nie należy ujawniać tajemnicy liszma na początku nauki, nie oznacza, że jest to zakazane, ale że jest to niemożliwe, ponieważ nie mają jeszcze rozumu, by to zrozumieć. Dlatego trzeba dać im powód, dla którego byłoby dla nich opłacalne pracować. A gdy ich rozum się powiększy i napełnią się większą mądrością, wtedy staną się zdolni usłyszeć tę tajemnicę, której wcześniej nie można było im ujawnić. Innymi słowy, nawet gdyby im powiedziano, że prawdziwa praca to praca w oddawaniu, pozostałoby to dla nich tajemnicą, ponieważ nie mieli żadnej możliwości, by to zrozumieć.

Ale po tym, jak ich rozum się powiększy, „stopniowo odsłania się im tę tajemnicę”. To oznacza, że stopniowo zaczynają rozumieć, że warto pracować dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści. Dlatego należy rozumieć wyrażenie: „dopóki nie pomnoży się ich rozum”, że chodzi o rozum Tory, który jest przeciwny rozumowi ludzi świeckich. Bo rozum ludzi świeckich oznacza: pracować tak, aby cały zysk był pod jego kontrolą. Innymi słowy, chce być właścicielem wszystkich wykonywanych czynów, czyli działać całkowicie dla własnej korzyści.

Przeciwieństwem tego jest rozum Tory. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Tora istnieje tylko u tego, kto uśmierca siebie dla niej”[8]. A wyjaśniliśmy, że chodzi o to, że należy uśmiercić swoje „ja”, to znaczy pragnienie otrzymywania dla siebie, i zlać się ze Stwórcą, co nasi mędrcy tłumaczą jako: „Zlej się z Jego właściwościami”[9] – „Jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”[10]. Czyli człowiek powinien dojść do takiego poziomu, na którym anuluje pragnienie egoistycznej miłości, a całe jego dążenie będzie ukierunkowane na miłość do Stwórcy. Czyli we wszystkim, co robi, jego zamiar powinien być tylko dla oddawania.

Dlatego powiedziano: „Dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością”, czyli gdy są już zdolni usłyszeć tajemnicę pracy w oddawaniu. Ponieważ są już w stanie zrozumieć, że ta praca jest prawdziwą pracą, ponieważ człowiek chce być sługą Stwórcy, a nie pracować dla samego siebie.

A teraz wyjaśnimy, skąd możemy wiedzieć, że już posiadają „większą mądrość”, jak powiedziano wyżej w słowach (Rambama): „dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością”. I jak powiedział mój mistrz, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam), ta wiedza, ten rozum i ta mądrość przychodzą do nich z góry jako „przebudzenie z góry”. Ale jak możemy to rozpoznać?

Odpowiedź jest taka: u tych ludzi, którzy, jak powiedzieliśmy, otrzymali przebudzenie z góry, widzimy, że nie mogą zaznać spokoju, lecz szukają od miejsca do miejsca kogoś, kto mógłby ich nauczyć, jak dojść do pracy w oddawaniu; i to, że szukają sposobu, jak poruszać się naprzód, nie czując zadowolenia ze swojej dotychczasowej pracy jest oznaką, że ten człowiek otrzymał rozum i przebudzenie z góry. Kiedy takiemu człowiekowi powie się, że istnieje coś takiego jak praca dla Stwórcy, to potrafi zrozumieć tę tajemnicę, ponieważ posiada już właściwość: „dopóki nie pomnoży się ich rozum itd.”. Zatem skoro już ma rozum, by to pojąć – nie jest to już dla niego tajemnica. Tajemnicą nazywa się coś, co pozostaje nieznane. Gdy już jest znane – nie jest to tajemnica.

Jednak Rambam mówi: „Przybliża się im tę tajemnicę bardzo stopniowo”[11]. Trzeba to wyjaśnić: nie w jednym momencie pojmuje się, że główna praca polega na pracy w oddawaniu, lecz to zrozumienie ma wzloty i upadki, ponieważ jest ono sprzeczne z naturą. Dlatego czasem człowiek rozumie, że trzeba pracować tylko liszma, a potem ciało przeważa swoimi argumentami, że należy pracować dla własnej korzyści, a nie dla Stwórcy. I to nazywa się „bardzo stopniowo”, czyli to poznanie, kiedy człowiek wie to raz na zawsze, nie przychodzi od razu, lecz stopniowo.

A do tego, by zasłużyć na pracę w oddawaniu, człowiek nie jest zdolny dojść własnymi siłami i dlatego potrzebna jest pomoc Stwórcy. I o tym powiedzieli nasi mędrcy: „Tego, kto przyszedł się oczyścić – pomagają”[12]. Czyli ten, kto chce oczyścić się z otrzymującego kli i pracować w oddawaniu – otrzymuje pomoc od Stwórcy. Jednak ten, kto prosi o pomoc Stwórcy – jego modlitwa musi być z głębi serca. Innymi słowy, ten chisaron, który odczuwa, że nie może uczynić niczego dla Stwórcy, a wszystko tylko dla siebie, musi być pragnieniem całego jego serca. I nie ma on żadnej innej potrzeby, by Stwórca mu pomógł, oprócz tej jednej, ponieważ czuje, że jeśli nie będzie mógł pracować dla Stwórcy, a jedynie dla siebie, to dla niego nie jest to życie. I czując to, odczuwa, że jest najgorszym i najniższym człowiekiem na świecie.

I to, jak powiedziano wyżej: chociaż widzi, że na świecie są ludzie szanowani za to, że mają wiele Tory i dobrych uczynków, chociaż nie widzi, by pracowali w liszma, to oni sami nie odczuwają żadnego braku. Dlatego może powiedzieć Stwórcy, że On powinien pomóc mu dojść do liszma, ponieważ on jest gorszy od wszystkich na świecie.

A powód, dla którego powinien czuć, że jego stan jest najgorszy, i że odczuwa cierpienie większe niż ktokolwiek inny na świecie, jest taki, że w przeciwnym razie nie ma on doskonałego kli, które Stwórca mógłby napełnić, a to nazywa się „głębią serca”. Ponieważ Stwórca jest doskonały, kiedy daje człowiekowi do jego kli, kli także musi być doskonałe, czyli musi być doskonałe pragnienie bez domieszki innych pragnień.

Dlatego, gdy człowiek widzi, że są jeszcze ludzie, którzy nie pracują w liszma, a mimo to nie czują, że są w stanie, w którym tak bardzo cierpią, a wspólne cierpienie to połowa pociechy, to wychodzi na to, że oni uzupełniają mu połowę jego chisaronu swoim zadowoleniem. W ten sposób potrzebuje Stwórcy, aby On mu pomógł, tylko do połowy chisaronu. A więc ma tylko połowę kli, a Stwórca daje swoje napełnienie tylko do pełnego kli, czyli do doskonałego chisaronu. Dlatego w chwili, gdy widzi, że są ludzie, którzy mają „mniej życia” niż on, i widzi, że potrafią żyć, chociaż nie mają szczególnej potrzeby pracy w oddawaniu, i jakkolwiek by było, nie jest od nich gorszy, ponieważ jego chisaron napełnia się przez społeczeństwo.

Dlatego, gdy widzi, że jest gorszy od nich, bo nie potrafi oszukiwać samego siebie, mówiąc, że robi coś dla Stwórcy, wynika z tego, że tylko wtedy nie może otrzymać żadnej pomocy od społeczeństwa. Dlatego czuje, że posiada prawdziwy chisaron. Innymi słowy, cierpi bardziej niż całe społeczeństwo z powodu tego, że nie ma sił do pracy w oddawaniu.

I z powyższego należy wyjaśnić słowa mędrców (Pirkej Awot, rozdz. 1, Miszna 3): „Nie bądźcie jak słudzy służący swemu Panu w celu otrzymania nagrody”. Co można wyjaśnić tak: kiedy przygotowujecie się do modlitwy, aby Stwórca spełnił wasze pragnienia, waszym pragnieniem nie powinno być otrzymanie nagrody, to znaczy połowy napełnienia, bo modlicie się, by napełnił was tylko w połowie chisaronu, gdyż druga połowa już została napełniona przez społeczeństwo zgodnie z zasadą: „wspólna bieda – połowa pociechy”, jak powiedziano wyżej. Bo nie czuje, że jego stan jest gorszy niż kogokolwiek innego na świecie.

Natomiast jeśli widzi, że jego stan jest gorszy niż wszystkich na świecie, to nie otrzymuje żadnego napełnienia od społeczeństwa, i automatycznie, gdy modli się, by Stwórca spełnił jego pragnienie, posiada pełne kli z chisaronem. Inaczej jest, gdy otrzymuje nagrodę od społeczeństwa, a nagroda (pras), jak w wyrażeniu: „połowa pras o świcie, a połowa o zmierzchu”[13].

I stąd możemy wyjaśnić to, o co zapytaliśmy: dlaczego błogosławieństwo nie przebywa w pustym miejscu. A to dlatego, że „przeklęty nie przylega do Błogosławionego” – i dlatego nie może otrzymać napełnienia na swoją modlitwę, ponieważ błogosławieństwo nie może przebywać w miejscu przekleństwa, jak zostało przytoczone powyżej z Księgi Zohar. A zgodnie z naszym wyjaśnieniem modlitwa nie nazywa się prawdziwą, jeśli człowiek nie czuje, że jest najgorszym człowiekiem na świecie i że nie ma na świecie nikogo, kto cierpiałby tak jak on z powodu zła, które jest w nim zamknięte. Okazuje się, że on jest „przeklętym”. I jak może otrzymać napełnienie na swój chisaron, skoro „Błogosławiony nie przylega do przeklętego”?

Odpowiedź brzmi: „przeklęty” oznacza przeciwieństwo świętości, przecież świętość to błogosławieństwo i życie. Dlatego biedny nie ma skąd czerpać życia, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Biedny uważany jest za martwego”[14]. Dlatego powiedziano w Księdze Zohar, że „stół, przy którym człowiek błogosławi Stwórcę, również nie powinien być pusty, bo błogosławieństwo nie przebywa w pustym miejscu”[15].

Jednak gdy człowiek zadaje sobie pytanie: czy to, że czuje, że nie potrafi zrobić niczego dla niebios, to naprawdę stan zły i niski, niższego nie ma? – to rodzi się pytanie: z jakiej zasługi dostąpił tego, że zobaczył prawdę, a inni – nie? Przecież oni uważają, że są doskonali. A nawet jeśli oni również czują, że jeszcze nie mają pełni doskonałości, to mimo wszystko odczuwają się jako wyżsi od społeczeństwa, bo posiadają Torę i pracę, a brakuje im jedynie ilości. A jeśli chodzi o jakość – choć rozumieją, że trzeba dodać, to nie ma w tym nic złego, są przecież ludzie jeszcze gorsi. Uważają, że zawsze można coś poprawić, ale można też pozostać z tym, co się ma.

Dlaczego zatem on sam czuje, że naprawdę nie ma nic? I kto mu objawił tajemnicę, że trzeba pracować liszma, i że on wciąż jest od tego daleki? Dlatego cierpi i czuje się biedakiem, który niczego nie posiada. Co więcej, przychodzą do niego myśli, że lepsza śmierć niż takie życie. Bo widzi, że nie jest lepszy od innych. W takim razie z jakiego powodu zasłużył na to, by zobaczyć prawdę?

Należy powiedzieć, że nie ma wątpliwości: ta wiedza przyszła do niego z góry i nie osiągnął jej samodzielnie. W takim razie widzi teraz, że Stwórca rzeczywiście bardziej się z nim liczy niż z innymi. Wynika z tego, że fakt, iż z góry została mu objawiona prawda, jak pisze Rambam, to tajemnicy tej nie odsłania się „dopóki nie pomnoży się ich rozum i nie napełnią się większą mądrością”.

I teraz człowiek widzi, że z góry została mu objawiona tajemnica, że należy pracować w liszma, i właśnie o to teraz modli się do Stwórcy, aby On go przybliżył i dał mu pomoc, jak powiedzieli mędrcy: „Tego, kto przyszedł się oczyścić – pomagają”. Czyli ma on już coś, i nie nazywa się to, że jego „stół” jest pusty. Przecież samo to, że przyszedł się oczyścić, czyli to poznanie, to odczucie potrzeby pracy w liszma, samo w sobie już nazywa się błogosławieństwem. To znaczy, że zasłużył na poznanie prawdy.

I za to, czyli za to poznanie, człowiek powinien dziękować Stwórcy. I to nazywa się błogosławieństwem, ponieważ na tym może spocząć błogosławieństwo z góry, bo to nie jest puste, to, że człowiek zasłużył na zrozumienie, że trzeba iść drogą oddawania. Innymi słowy, to, że chce iść drogą oddawania, nie odczuwa jako dodatek, jako „coś ekstra” do pracy, lecz czuje to jako najważniejsze. To znaczy, że najważniejsza praca człowieka to to, że zostały dane Tora i przykazania, aby dzięki nim oczyścić Israel. A w tym oczyszczeniu nie widzi, aby miał jakikolwiek postęp, a przeciwnie, za każdym razem widzi, że jest jeszcze bardziej oddalony od pracy w oddawaniu i coraz bardziej pogrąża się w egoistycznej miłości.

Z tego wynika, że teraz w jego modlitwie znajduje się element życia, który otrzymał z góry, i za to powinien składać dziękczynienie Stwórcy. I to nazywa się, że ma już błogosławieństwo, i błogosławieństwo z góry ma już na czym spocząć, i nie nazywa się to już miejscem pustym. I o tym można powiedzieć: „Służcie Stwórcy z radością”[16].

I rodzi się pytanie: jak można przebywać w radości, skoro człowiek ma zanosić modlitwę z głębi serca, co oznacza, że nie ma nic? Odpowiedź, jak powiedziano wyżej: jeśli wierzy, że to, że modli się do Stwórcy, by On go przybliżył i dał mu zasługę pracy dla niebios, to właśnie jest główna praca człowieka, i że to poznanie otrzymał z góry, wtedy może cieszyć się z tego, że zasłużył zrozumieć prawdę, czego mu brakuje, i modlić się o to.

I stąd widzimy, że człowiek powinien czerpać życie z teraźniejszości, czyli z tego, co już ma. I to nazywa się, że „stół, przy którym człowiek błogosławi Stwórcę, nie jest pusty”, jak powiedziano w Księdze Zohar. Czyli ma skąd czerpać życie, jak powiedziano: „życie i błogosławieństwo”[17]. A to, o co prosi, to pragnienie otrzymania i nasłodzenia się w przyszłości. Innymi słowy, człowiek otrzymuje życie z tego, z czego teraz może się radować, i to nazywa się, że żyje teraźniejszością. Czyli kiedy można powiedzieć, że ma on pożywienie z teraźniejszości? Wtedy, gdy potrafi docenić to, że Stwórca dał mu poznanie prawdy. Wtedy widzi, że Stwórca naprawdę się z nim liczy i strzeże go, aby kroczył drogą prawdy. I jeśli może w to wierzyć, to automatycznie ma pożywienie i żywi się tym, że ma życie. A miarę tej wiary człowiek może zobaczyć według miary wdzięczności, którą wyraża za to wobec Stwórcy. Czyli jeśli nie potrafi podziękować Stwórcy za chisaron, który On mu pokazał, to oznacza brak wiary w to, że Stwórca kieruje nim poprzez sterowanie osobiste.

I nie należy pytać: jeśli jest w radości i wierzy, że Stwórca prowadzi go w indywidualnym sterowaniu, to po co w takim razie modlić się do Stwórcy? I jeszcze trudniejsze: jeśli dziękuje Stwórcy za ten chisaron – jak potem może modlić się z głębi serca, mówiąc, że jest człowiekiem, który przeżywa największe cierpienie z powodu oddalenia od Stwórcy? Przecież jedno przeczy drugiemu! Jeśli cieszy się z teraźniejszości i czerpie z tego życie, to po co prosić o przyszłość, by Stwórca spełnił jego pragnienia?

A odpowiedź jest taka: to, że mówimy, że człowiek przebywa w radości, wynika z tego, że poznał prawdę, że droga oddawania, czyli nasza główna praca, jeszcze nawet nie została przez niego rozpoczęta. Dlatego cierpi z powodu swojej odległości. A jeśli nie czuje cierpienia z powodu oddalenia od Stwórcy i nadal pogrążony jest w miłości własnej, to o jakiej prawdzie można tu mówić, by dziękować Stwórcy za to, że objawił mu prawdę, że znajduje się na samym dnie, w miejscu klipot i sitra achra, i że tym poznaniem Stwórca ratuje go od śmierci?

Bo jeśli zgadza się pozostać oddzielonym od Stwórcy i czerpie z tego zadowolenie, oznacza to, że dla niego nadal jest tajemnicą i sekretem to, że lo liszma nazywa się śmiertelną trucizną. Przecież chce trwać w tym stanie! Wynika z tego, że i dziękczynienie, które składa Stwórcy, również nie jest prawdziwe, ponieważ nadal nie zna tej tajemnicy, że „grzesznicy już za życia nazywani są martwymi”[18] – z powodu oddzielenia od Źródła życia i chęci pozostania w stanie lo liszma.

Natomiast w tej mierze, w jakiej prosi Stwórcę o przyszłość, by wyprowadził go spod władzy miłości własnej, ponieważ teraz Stwórca przekazał mu tę tajemnicę, że główna praca to liszma, i z tego powodu cierpi i chce, by Stwórca pomógł mu jak najszybciej, wtedy można powiedzieć, że przebywa w radości z tego, że Stwórca objawił mu prawdę. Dlatego tutaj trzeba zrozumieć dwie przeciwności w jednym: z jednej strony, w teraźniejszości, uświadomił sobie zło i musi uciekać z tego stanu; z drugiej – napełnienie chisaronu nastąpi w przyszłości.

Wynika z tego, że błogosławieństwo na początku polega na tym, że doszedł do poznania prawdy i z tego powinien czerpać radość w teraźniejszości. I to nazywa się: „Służcie Stwórcy z radością”[19]. A jest też błogosławieństwo na końcu, w przyszłości, kiedy otrzyma napełnienie, czyli gdy Stwórca da mu pomoc. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Tego, kto przyszedł się oczyścić – pomagają”[20]. I to jest sens tego, że kiedy człowiek przygotowuje się do modlitwy, to nie powinien być w właściwości „przeklętego”, lecz powinien być „błogosławionym”.

I z tego można wyjaśnić słowa mędrców: „Człowiek zawsze powinien najpierw wysławiać Stwórcę, a dopiero potem się modlić”[21]. Czyli przed modlitwą powinien sprawdzić, czy jego kli nie jest puste, ale czy ma już błogosławieństwo dzięki temu, że otrzymał od Stwórcy poznanie prawdy, że trzeba pracować dla Stwórcy, a nie dla siebie. I składa dziękczynienie Stwórcy za to, że dał mu teraz wiedzę o tym, o co się modlić.

Jak powiedziano: „Wysławiać Stwórcę”. A za co ma Go wysławiać? Odpowiedź: za to, że Stwórca objawił mu prawdę – czego mu brakuje, aby nie oszukiwał samego siebie, że wszystko u niego w porządku, jak myśli całe społeczeństwo, jak powiedziano wyżej. Natomiast jemu Stwórca objawił, że brakuje mu tego, co najważniejsze, i jeśli będzie o to się modlić, czyli jeśli poczuje wielką potrzebę poznania, czego mu naprawdę brakuje, tak jak teraz to rozumie, to okazuje się, że ma kli, które Stwórca może napełnić. Bo teraz zanosi modlitwę z głębi serca, a to nazywa się pełnym kli.

Bo człowiek powinien wiedzieć, że w rzeczywistości nie brakuje mu niczego poza tym, by uzyskał zdolność czynienia wszystkiego dla niebios. Bo tylko wtedy będzie mógł otrzymać dobro i nasłodzenie, ponieważ Stwórca stworzył świat tylko w tym celu – aby nasłodzić swoje stworzenia.

I z powyższego można zrozumieć słowa Księgi Zohar, która mówi: „Inny stół, sitra achra – to stół pustki”[22]. I jak wyjaśniliśmy powyżej o stole świętości, o którym powiedziano w Księdze Zohar: „Stół, przy którym człowiek błogosławi Stwórcę, także nie powinien być pusty, ponieważ błogosławieństwo nie przebywa w pustym miejscu”[23]. A to dlatego, że „przeklęty nie przylega do Błogosławionego”[24] – a stołem nazywa się miejsce, na którym otrzymuje się błogosławieństwo Stwórcy. Dlatego nazywa się to świętością, ponieważ wierzy, że Stwórca dał mu poznanie, o co się modlić, jak powiedziano wyżej. I to jest wielkie błogosławieństwo, kiedy człowiek zna przyczynę choroby. Inaczej z sitra achra: człowiek prosi, by Stwórca napełnił jego pragnienia i zesłał mu błogosławieństwo, ale nie wierzy, że Stwórca dał mu miejsce na modlitwę. To jest sitra achra. A ze świętością jest odwrotnie.


[1] Prorocy, Jechezkel, 41:22.

[2] Bereszit Raba, 59:9.

[3] Za żonę Icchakowi.

[4] Prorocy, Jona, 4:3.

[5] Rambam, Miszne Tora, Prawo Powrotu, rozdz. 10, halacha 5.

[6] Tora, Dwarim, 6:5.

[7] Pierwsze dwa razy modlitwa „Szema” odmawiana jest jako część porannej modlitwy, odpowiednio, jako część fragmentu o ofiarach (de-korbanot) i po błogosławieństwie „Stwarzający światło” (de-jocer or).

[8] Traktat Brachot, 63:2.

[9] SzeLa HaKadosz, Historia człowieka, rozdz. Bejt Dawid, punkt 7.

[10] Talmud Jerozolimski, traktat Pea, 3:1.

[11] Rambam, Miszne Tora, Prawo Powrotu, rozdz. 10, halacha 5.

[12] Traktat Szabat, 104:1.

[13] Traktat Joma, rozdz. 4, Miszna, 4.

[14] Traktat Nedarim, 64:2. „Czterech uważanych jest za podobnych do martwego: ubogi, trędowaty, ślepy i ten, kto nie ma synów”.

[15] Zohar, rozdział Truma, punkt 525.

[16] Pisma, Tehilim, 100:2.

[17] Z błogosławieństwa „Sim szalom” modlitwy „Amida”.

[18] Traktat Brachot, 18:2.

[19] Pisma, Tehilim, 100:2.

[20] Traktat Szabat, 104:1.

[21] Traktat Brachot, 32:1.

[22] Zohar, rozdział Truma, punkt 525.

[23] Tamże.

[24] Bereszit Raba, 59:9.