Powiedziano w Piśmie (Tora, Waetchanan, 1): „Nie dodawajcie do tego, co Ja wam nakazuję, i nie ujmujcie z tego, abyście przestrzegali przykazań Pana, Boga waszego, które Ja wam nakazuję”. I pytają komentatorzy: „Po co w Torze musiało być powiedziane «nie dodawajcie», żeby nikt nie dodawał? Przecież należałoby powiedzieć, że dobrze jest dodawać, aby pomnożyła się chwała niebios”. W prostym znaczeniu, jeśli Stwórca dał nam Torę i przykazania, to oczywiście trzeba je przestrzegać i nie naruszać przykazań Stwórcy. A w prostym znaczeniu zawartych jest wiele objaśnień.

Czego to nas uczy w duchowej pracy? Trzeba także zrozumieć, dlaczego rzeczywiście nie wolno dodawać. Rozum podpowiada, że przeciwnie – należy dodawać w zakresie wypełniania przykazań, i bezpośrednio w pracy człowiek za każdym razem coś dodaje.

Wiadomo, że w porządku duchowej pracy istnieje pojęcie jednej linii i są dwie linie, które nazywają się prawą i lewą, oraz istnieje linia środkowa, jak zostało to wyjaśnione we wcześniejszych artykułach. To rozpatrzymy szczegółowo. Trzeba także wiedzieć, że istnieje jedna zasada dla wszystkich, dla całego narodu Israela, chociaż w nim są także oddzielne indywidualności.

Istnieją ludzie, którzy nie mogą być podobni do mas, to znaczy zajmować się Torą i przykazaniami jak wszyscy. Oni rozumieją i czują, że praca mas i ich dążenia, czyli to, do czego masy dążą, aby osiągnąć poprzez wypełnianie Tory i przykazań, są dla nich niewystarczające. Ich pociągają inne dążenia i cele niż masy.

W każdym razie w kwestii wypełniania Tory i przykazań powiedziano, że „Tora jest jedna dla wszystkich” (Tora, Beszalach, 7), i nie ma różnicy między doskonałym sprawiedliwym a zwykłym człowiekiem. Jednakże dotyczy to działania, czyli wszyscy przy wypełnianiu przykazań muszą mieć zamiar ich wykonania, jak zostało nam to wskazane przez Moszego, co oznacza „zamiar przy wypełnianiu przykazań”, i w tym wszyscy są równi.

A to, co dotyczy zamiaru, czyli po co należy wypełniać Torę i przykazania, albo co dokładnie człowiek chce w zamian za swoją pracę, kiedy rezygnuje ze wszystkiego innego i cały swój czas i siły oddaje Torze i przykazaniom, to w tym już istnieją różnice. I ogólnie można je nazwać lo liszma, albo gdy już pojawia się u niego zamiar liszma. A szczegółowo istnieje wiele kategorii, zarówno w lo liszma, jak i w liszma.

Co się tyczy lo liszma, to wszyscy zaczynają od lo liszma. A później są jednostki, które wychodzą poza ramy lo liszma i wznoszą się na stopień liszma. I wtedy między nimi trzeba rozróżniać przy pomocy linii.

To znaczy, wszyscy ci, którzy zawsze zgadzają się z poziomem lo liszma – w tym jest naprawa, oznaczająca, że nie mogą oni zobaczyć drogi prawdy, dopóki nie poczują, że idą drogą prawdy. W przeciwnym razie nie są zdolni kontynuować w Torze i przykazaniach. Przyjęte jest, że człowiek musi mieć korzyść ze swojej pracy. A jeśli lo liszma to nie jest prawda, to czym jest prawda, skoro lo liszma to bardzo ważny okres? A ponieważ nie mogą oni ocenić lo liszma, dlatego istnieje taka naprawa: niech myślą, że jakoby robią wszystko liszma, po to, by cenili swoje działania. Ale jak można zyskać na oszustwie?

Mój ojciec i nauczyciel (Baal Sulam) powiedział, że trzeba wierzyć, że w tej mierze, w jakiej człowiek wyobraża sobie, że liszma to ważna rzecz, on powinien wierzyć, że lo liszma jest jeszcze ważniejsze. A co do ważności liszma – człowiek nie jest w stanie ocenić wielkości i wagi tego okresu.

A w pracy mas istnieje tylko jedna linia, to znaczy samo działanie. I to jest jedna droga. Tutaj człowiek musi wiedzieć, że z każdym wypełnionym działaniem porusza się do przodu – moneta dołącza się do monety i gromadzi się u niego wielki kapitał. I to jest jak w przykładzie, kiedy człowiek otrzymuje zapłatę za mieszkanie od jakiejś fabryki, wynajmuje je komuś, i każdego roku uzyskuje pewną sumę. I jest pewien, że z każdym rokiem jego bogactwo rośnie. I to jest podobne do pracy mas. Na przykład, jeśli człowiek osiąga wiek dwudziestu lat, to już ma kapitał za siedem lat. A gdy osiągnie wiek czterdziestu lat, to wie, że będzie miał kapitał za dwadzieścia siedem lat, i tak dalej. Wynika z tego, że nie ma się czym martwić, ponieważ jego nagroda jest mu zapewniona. I tak rzeczywiście jest, że również za lo liszma otrzymuje się nagrodę. I to nazywa się „jedna linia” albo „jedna droga”. I tutaj nie ma żadnej sprzeczności z tą drogą pracy, którą on podąża.

Jednakże w czasie, kiedy człowiek chce wyjść z takiej ogólnej drogi postępowania i chce zacząć pracę liszma, to trzeba rozróżniać dwie linie.

Prawa nazywa się doskonałością, kiedy nie ma u niego żadnego braku, i może to mieć miejsce na dwa sposoby.

Jeden sposób, który istnieje (w postępie) w prawej linii, to kiedy on dokonuje podsumowania i mówi, że wszystko pochodzi z góry i człowiek nie ma żadnego samodzielnego wyboru. Dlatego dokonuje podsumowania i widzi, ilu jest ludzi na świecie, którym Stwórca nie dał myśli i pragnienia do wykonywania Jego przykazań, a on otrzymał taką myśl i pragnienie, żeby miał choćby niewielką podporę w Torze i przykazaniach. I tak samo widzi, że są ludzie, którzy zostali obdarzeni wyższymi stopniami, zarówno ilościowo, jak i jakościowo, ale mimo to, gdy spojrzy wstecz, widzi, że są ludzie, u których nie ma żadnego duchowego odczucia. A całe ich życie pogrążone jest w zwierzęcych namiętnościach i nie odczuwają więcej niż zwierzęta. Oni nie zastanawiają się nad jakimś przeznaczeniem ani nad tym, że świat został stworzony w jakimś celu. Zadowalają się tym, że mogą napełnić jakieś swoje pragnienia, które pozostały z dzieciństwa, i jeśli uda im się to zrobić, to już uważają siebie za tych, którzy osiągnęli szczęście w życiu.

I widzi on, że Stwórca dał mu rozum i świadomość, by nie był po prostu zwierzęciem. Wie, że jest „człowiekiem”, a poziom człowieka jest wyższy niż poziom zwierzęcia. To znaczy, że ma on związek ze Stwórcą i może wypełniać przykazania Stwórcy. Wierzy, że rozmawia ze Stwórcą, wysławiając Go modlitwą i błogosławiąc za nasłodzenie, i dziękuje Stwórcy za to niewielkie duchowe odczucie, które posiada. Odczuwa radość i poczucie szczęścia w życiu, ponieważ czuje, że nie jest podobny do wszystkich innych ludzi, którzy w swoich życiowych dążeniach przypominają małe dzieci i nie mają żadnego wyobrażenia o duchowym. To nazywa się prawą linią, ponieważ człowiek czuje się doskonały i nie ma w nim żadnego braku.

Drugi sposób (postępu), który istnieje w prawej linii, polega na tym, jak powiedział mój ojciec i nauczyciel, że człowiek powinien wierzyć wiarą ponad wiedzę, że już został obdarzony pełną wiarą. Powinien on wyobrażać sobie, jakby odczuwał wszystkimi swoimi organami, że Stwórca steruje całym światem jako „dobry i czyniący dobro”, że cały świat otrzymuje od Niego tylko dobro, i że on – jeden ze wszystkich. Co powinien odczuwać człowiek, który idzie ponad wiedzę, gdy jakoby istnieje świat pełen dobra, i jemu pozostaje jedynie dziękować i wysławiać Stwórcę za to, że obdarzył go możliwością dotknięcia dobra i nasłodzenia? To nazywa się doskonałością również ze strony prawej linii.

I ta prawa linia daje człowiekowi możliwość dziękować Stwórcy za to dobro, które On mu uczynił, i tylko w takim przypadku nazywa się on doskonałym i błogosławionym, ponieważ nie ma u niego żadnego braku. I w tym czasie może on znajdować się w zjednoczeniu ze Stwórcą, ponieważ tylko „błogosławiony zjednoczy się z błogosławionym”. Stąd człowiek może otrzymać siłę życiową, ponieważ nie może on istnieć w negatywnym. Wynika z tego, że za pomocą prawej linii otrzymuje siłę życiową w pracy Stwórcy, ponieważ tylko w stanie doskonałości człowiek może odczuwać radość, a życie bez radości nie nazywa się życiem.

I jeszcze jedna zaleta istnieje w prawej linii. Jeśli człowiek dziękuje Stwórcy za to, że przybliżył go do siebie, mimo że ma on tylko słabe wyobrażenie o duchowym, to kiedy dziękuje za małe, to prowadzi to do tego, że jego cel, praca Stwórcy, za każdym razem zyskuje dla niego coraz większą wagę.

„Szchina na wygnaniu”, albo jak powiedziano: „Szchina w prochu”, czyli że nie ma żadnej wagi duchowej pracy, a ważne są tylko rzeczy materialne, które wynosi społeczeństwo. A człowiek jest podatny na wpływ społeczeństwa, dlatego dla niego to, co materialne, jest ważniejsze niż duchowe. Jednak dzięki temu, że idzie on w prawej linii, to znaczy dziękuje Stwórcy za każde duchowe odczucie, które ma, dzięki temu wzrasta ważność duchowego.

I powiedział mój ojciec i nauczyciel: kiedy widzą z góry, że człowiek przypisuje wagę wszystkiemu, co duchowe, o czym świadczy to, że za wszystko dziękuje, to prowadzi do tego, że dają mu z góry niewielkie świecenie, ponieważ widzą, że może je zachować. I o tym powiedziano: „Jaki głupiec traci to, co mu dają?”. I istnieje zasada: to, co nie jest bardzo ważne, nie boi się człowiek stracić, i dlatego z góry nie daje się żadnego świecenia, jeśli człowiek nie jest zdolny go zachować. Ale jeśli widzą, że człowiek przypisuje wagę każdej drobnostce związanej z duchowym, to z pewnością zachowa to, co mu dadzą. Wynika z tego, że jeśli człowiek stara się wysławiać i dziękować Stwórcy za to, że dał mu rozum i świadomość, aby trochę go przybliżyć do duchowego – to prowadzi do tego, że z góry dają mu pewne świecenie.

Jednak należy iść również lewą linią, a istota prawej i lewej linii polega na tym, że są to dwie przeciwności, które się nawzajem wykluczają.

Lewą linią nazywa się to, co wymaga naprawy, ponieważ lewa linia to linia sprawdzania. Człowiek powinien zobaczyć, jaki jest jego prawdziwy stan w duchowym – czy rzeczywiście chce iść drogą oddawania, czy też oszukuje siebie, albo po prostu nie zwraca na to uwagi.

Wiadomo, że najważniejsze to osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą, to znaczy myśleć tylko o tym, co prowadzi do podobieństwa właściwości, a nie odwrotnie. To znaczy, że człowiek sprawdza porządek swojej pracy, czy posunął się naprzód w pracy, aby osiągnąć cel. Albo przeciwnie, czy porusza się w kierunku przeciwnym, i wtedy powinien myśleć o tym, co musi zrobić, aby wszystkie jego działania były doskonałe. To znaczy, że powinien widzieć, czy ma siły do przezwyciężania, a jeśli nie – to co powinien zrobić.

I wtedy widzi, że tylko Stwórca może go uratować. To znaczy, że pojawia się u niego możliwość wyjścia ze stanu miłości do siebie i pracy jedynie dla Stwórcy. To znaczy, że widzi, iż tylko sam Stwórca może mu pomóc, jak powiedziano: „Ja – Bóg, Wszechmogący twój, który wywiódł cię z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. To oznacza, że synowie Israel byli zniewoleni przez Egipcjan, to znaczy znajdowali się pod jarzmem egoistycznego pragnienia, byli niewolnikami w Egipcie i nie mieli żadnego duchowego osiągnięcia, ponieważ wszystkim zawładnęli „Egipcjanie”, to znaczy miłość do siebie. I to nazywa się „grzesznicy za życia nazywają się umarłymi” oraz „biedny uważany jest za zmarłego”, ponieważ nieczysta siła zabiera całe ich mienie i nic nie przechodzi we władanie świętości, dopóki nie objawi im się Król królów i nie wybawi ich. I to działa zawsze, czyli gdy człowiek znajduje się na wygnaniu i prosi Stwórcę, aby wyprowadził go z wygnania, wtedy Stwórca mu pomaga.

I w tym sens powiedzenia: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”. Jednak sam człowiek nie może wyjść z wygnania i miłości do siebie. Wynika z tego, że lewa linia to miejsce, w którym może on prosić Stwórcę, aby wyprowadził go z wygnania. A inaczej, to znaczy bez lewej linii, nigdy nie będzie mógł dowiedzieć się, że znajduje się pod wpływem miłości do siebie, ponieważ w prawej linii nie można zobaczyć żadnego braku i nie ma czego naprawiać.

I z powiedzianego zrozumiemy, dlaczego modlitwa składa się z pieśni, błogosławieństwa, wysławienia, modlitwy i prośby. Jak powiedzieli mędrcy (traktat Brachot 32): „Zawsze niechaj człowiek najpierw wysławia wielkość Stwórcy, a dopiero potem się do Niego modli”.

Zadajemy pytanie: jeśli człowiek chce o coś prosić Stwórcę, to dlaczego najpierw musi Go wywyższyć? Jeżeli chcemy poprosić o przysługę człowieka z ciała i krwi, najpierw musimy pokazać mu, że uważamy go za ważnego. Jakbyśmy przekupywali go, żeby było mu przyjemnie, a dopiero potem prosimy, aby zrobił nam przysługę. Jakby dawca również robił przysługę otrzymującemu – tak samo jak otrzymujący robi przysługę dającemu, ponieważ sprawia mu przyjemność tym, że go wychwala. Ale jak można coś takiego powiedzieć o Stwórcy?

I jak już wyjaśniliśmy w odniesieniu do konieczności dwóch linii, prawej i lewej, należy zrozumieć, że jeśli człowiek chce zajmować się duchową pracą, najpierw musi zrozumieć, o czym mówimy, czyli komu zamierza służyć. To znaczy, że najpierw powinien ocenić wielkość i ważność Króla, jeśli chce, żeby Król przyjął go w roli sługi, czyli że chce osiągnąć stan „sługa, który służy panu nie dla nagrody”. Ale kto daje mu pragnienie służyć Stwórcy bez żadnej zapłaty? Tylko wielkość i ważność Stwórcy może dać mu „paliwo”, aby zechciał pracować bez wynagrodzenia.

Dlatego najpierw człowiek powinien iść prawą linią, gdzie cała jego praca polega na tym, żeby wyobrażać sobie wielkość Stwórcy i dziękować Mu za to, że dał mu pragnienie i myśli, by przybliżyć się do duchowego. I nawet jeśli otrzyma zupełnie niewiele, słabe odczucie duchowego, to dla niego jest to bardzo cenne i ważne, jak już powiedzieliśmy, gdy rozważaliśmy prawą linię. Dlatego względem drugiego znaczenia prawej linii Baal Sulam powiedział, że prawa linia, czyli „wiara”. To znaczy, że powinien wierzyć ponad wiedzę i wyobrażać sobie, jakby już został obdarzony wiarą w Stwórcę, odczuciem Go w swoich organach, i widzi oraz czuje, że Stwórca steruje całym światem jako Dobry i Czyniący dobro. A także, kiedy człowiek patrzy wewnątrz wiary i widzi coś przeciwnego, to mimo wszystko powinien pracować ponad wiedzę. I aby w jego oczach było to tak, jakby już odczuwało się w jego organach, że rzeczywiście tak jest, że Stwórca steruje całym światem jako Dobry i Czyniący dobro.

I tutaj on osiąga ważność celu i stąd otrzymuje życie, czyli radość z tego, że następuje zbliżenie ze Stwórcą. I ma człowiek powód, by powiedzieć, że Stwórca jest Dobry i czyni dobro. I człowiek czuje, że ma siły powiedzieć Stwórcy: „Ty wybrałeś nas spośród wszystkich narodów, umiłowałeś nas i zapragnąłeś nas”, ponieważ ma za co dziękować Stwórcy. I w zależności od tego, na ile odczuwa ważność duchowego, tak wysławia Stwórcę.

A po tym, jak człowiek dochodzi do odczucia ważności, która znajduje się w duchowym, nazywanej: „Zawsze najpierw człowiek będzie wysławiał Stwórcę”, to jest czas, kiedy powinien on przejść do lewej linii. Czyli dokonać sprawdzenia, jak odczuwa on rzeczywiście wewnątrz wiedzy ważność Króla. Czy naprawdę gotów jest pracować tylko dla Stwórcy? I kiedy widzi wewnątrz wiedzy, że jest nagi i bezsilny, to jest stan, gdy ceni ważność duchowego, ale wszystko to jest nie wewnątrz, a ponad wiedzę. Ten rachunek może wzbudzić w nim odczucie braku i ból z powodu tego, że znajduje się w niskich dążeniach. I ma on możliwość wznieść prawdziwą modlitwę z głębi serca o to, czego mu brakuje.

Jednocześnie, jeśli nie ma prawej linii, to nawet gdy modli się do Stwórcy, aby Ten mu pomógł, to podobne jest do proszącego Króla, aby uczynił mu dobro, ocalił go i zmiłował się nad nim. I ponieważ Król jest Królem miłosiernym, to człowiek prosi Go, aby dał mu pieniądze na kupno bochenka chleba. I to w czasie, gdy człowiek nie wie, że znajduje się w więzieniu, wśród skazanych na śmierć, i że ma teraz możliwość prosić Króla, aby ocalił mu życie. Czyli aby się nad nim zlitował, i Król się zlituje nad nim, żeby miał możliwość żyć szczęśliwym życiem. A on prosi Króla, żeby się zlitował nad nim i dał mu bochenek chleba, i tym już się zadowala. A to dlatego, że tak długo przebywa w więzieniu, że już wszystko zapomniał – zapomniał, że istnieje świat, w którym można żyć szczęśliwie.

I w tym pożytek z tego, że człowiek powinien najpierw wysławiać Stwórcę, a dopiero potem się modlić. A sens tego, jak powiedziano, że po tym, jak uświadomi sobie ważność duchowego, że to „nasze życie i długowieczność”, to modli się, już wiedząc, czego mu brakuje i o co powinien prosić miłosierdzia u Stwórcy, żeby się zlitował nad nim i dał mu życie. Wynika z tego, że w czasie, gdy znajduje się on w prawej linii, to życie materialne odczuwa jako coś, co „grzesznicy za życia uważani są za martwych”.

W ten sposób zrozumiemy sens powiedzenia, że najpierw trzeba wysławiać wielkość Stwórcy, a dopiero potem się modlić. Przecież wydawałoby się, że to pasuje jedynie do zwykłego człowieka z ciała i krwi, którego trzeba najpierw uhonorować i wychwalić, dzięki czemu dający staje się dającym i miłosiernym, kiedy proszący mówi mu, że posiada on dobre cechy. Ale po co Stwórcy, żeby Go wysławiano przed modlitwą?

I to wyjaśnia się prosto: to potrzebne jest po to, żeby człowiek wiedział, czego mu brakuje, i wtedy będzie wiedział, o co prosić Stwórcę. I to podobne do przypowieści, którą kiedyś opowiedziałem: „Do człowieka, który był ciężko chory, przyszła grupa lekarzy, aby ustalić, na co jest chory, przeprowadzić badanie. Chory pokazał lekarzom, że ma małą ranę na palcu, która go boli. Ale lekarze nie chcieli oglądać tej rany. I zapytał lekarzy: «Dlaczego nie bierzecie pod uwagę tego, co wam mówię?» Przecież nikt nie chciał spojrzeć na ranę. A oni odpowiedzieli mu: «Przecież znajdujesz się w stanie zagrożenia życia, między życiem a śmiercią, a prosisz nas, żebyśmy spojrzeli na jakąś błahostkę»”.

Tak samo i u nas: w czasie, gdy człowiek nie ma żadnego pojęcia, czego mu brakuje, prosi o jakąś drobnostkę, podobnie jak o wspomnianą ranę, a prawda jest taka, że znajduje się on we władzy nieczystości, na etapie „grzesznicy za życia nazywają się martwymi”. I jakże wtedy spojrzą na niego z góry, gdy znajduje się we władzy martwych i powinien prosić, aby dali mu życie, jak powiedziano: „wspomniani do życia”? Ale nawet gdy mówią „wspomniani do życia” – jakiego życia on oczekuje? To jest pytanie!

A po tym, jak człowiek zaczyna ruch w prawej linii, zaczyna uświadamiać sobie, czego mu brakuje. To znaczy, po tym, jak przechodzi do lewej linii, ma już przykład z prawej strony. Ale tego również nie osiąga się od razu, gdyż to stała praca, jak napisano w codziennej modlitwie, że najpierw należy wyśpiewać chwałę Stwórcy, a dopiero potem się modlić.

Jednakże te dwie linie muszą być zrównoważone, to znaczy, żeby jedna nie była większa od drugiej – zawsze człowiek powinien iść, jak w zwykłym życiu, na dwóch nogach: prawej i lewej. I nie można powiedzieć, że stawia jeden krok bardziej jedną nogą niż drugą. A chodzenie na jednej nodze w ogóle nie jest brane pod uwagę. Dlatego ci, którzy chcą iść prawdziwą drogą i dojść do zjednoczenia ze Stwórcą, muszą iść zarówno prawą, jak i lewą, i nie powinni używać jednej nogi bardziej niż drugiej.

I tym można wyjaśnić to, o co pytaliśmy: „Co oznacza: nie dodawajcie i nie ujmujcie?”. I jeszcze zapytaliśmy: jaki to ma związek z pracą, że zabronione jest coś dodawać w pracy? Z jednej strony pojawia się trudność: „nie dodawajcie” odnosi się do tego, co przychodzi Tora powiedzieć nam: „Nie dodawajcie”. Ale po co przychodzi wskazanie: „Nie ujmujcie”? Kto ma prawo myśleć, że można ująć z sześciuset trzynastu przykazań? A jednak Tora musi powiedzieć nam, że zabronione jest ujmować.

Zgodnie z porządkiem pracy, można to wyjaśnić poprzez dwie linie. Powiedziano, że zabronione jest dodawać w prawej linii, ale ponieważ człowiek powinien pragnąć iść drogą prawdy, musi wyznaczyć określony czas na prawą linię, a następnie iść lewą linią. I o tym mówi się, że zabronione jest dodawać do jednej drogi więcej niż do drugiej, i nie wolno ujmować z linii. To oznacza, że nie wolno mówić: „Dziś chcę iść w prawej linii” albo odwrotnie: „Dziś chcę iść w lewej linii”. I o tym mówi nakaz: „Nie dodawajcie i nie ujmujcie”, jak powiedzieli mędrcy: „Zawsze niechaj człowiek najpierw wysławia wielkość Stwórcy, a dopiero potem się do Niego modli”.

Prawa linia nazywa się doskonałością, kiedy człowiek może wyrazić wielką wdzięczność Stwórcy. A potem powinien przejść do lewej linii, a lewa linia to czas, by zobaczyć swój prawdziwy stan, jak jawi się człowiekowi wewnątrz rozumu. I wtedy jest miejsce na modlitwę, ponieważ modlitwa odnosi się właśnie do miejsca, w którym jest odczucie braku. I im większe to odczucie braku, tym większa siła modlitwy z głębi serca. I o tym powiedziano: „Z głębin zawołałem do Ciebie, Stwórco”. Dlatego te dwie linie muszą być zrównoważone jedna wobec drugiej, jak powiedziano: „Dopóki nie przyjdzie trzecia i nie zrównoważy ich”. I wtedy, po pracy w dwóch liniach, człowiek dostępuje zjednoczenia ze Stwórcą – i to nazywa się „trzecią”. To znaczy, dwie linie odnoszą się do pracy człowieka, w przeciwieństwie do linii środkowej, która odnosi się do Stwórcy. To oznacza, że za pomocą postępu w dwóch liniach powstaje miejsce, w którym Stwórca daje swoje błogosławieństwo. I to nazywa się: „Dopóki nie przyjdzie trzecia i nie zrównoważy ich”.

I z tego można wyjaśnić powiedziane w Zoharze (rozdział Pinchas, p. 118, komentarz Sulam, p. 421): „I jeszcze – ich nogi to noga prosta. Powiedzieli autorzy Miszny, że ten, kto się modli, musi wyprostować swoje nogi podczas modlitwy, jak aniołowie słudzy, aby jego nogi były proste”. I trzeba zrozumieć, że jeśli „nogi nie są proste”, modlitwa nie może zostać przyjęta. Sens tkwi w tym, że jego nogi utożsamiają się z tym, z powodu czego w czasie modlitwy odczuwa brak, i dlatego przychodzi do Stwórcy, by On go napełnił, i dlatego jego nogi muszą być wyprostowane.

I z powiedzianego zrozumie się istotę wyrażenia „jego nogi”. Pod „prawą nogą” rozumie się prawą linię albo prawą drogę, która jest miejscem chwały i dziękczynienia Stwórcy. A pod „lewą nogą” rozumie się lewą linię albo lewą drogę. I modlitwa nie może być przyjęta, dopóki obie linie nie będą proste, a nie jedna większa od drugiej.