W Zoharze (rozdział Waetchanan, s.3, p.10) napisano: „Ten, kto wypowiada modlitwę, powinien wyprostować swoje nogi i powinien zakryć głowę, podobnie jak ten, kto stoi przed obliczem Króla, i powinien zakryć oczy, aby nie spoglądać na Szchinę”. I dalej pyta: „Ty mówisz «ten, kto spogląda na Szchinę w godzinie modlitwy» – jak może spoglądać na Szchinę?”. I odpowiada: „Ale, aby wiedzieć, że oczywiście Szchina znajduje się przed nim w godzinie modlitwy. I dlatego zabronione mu jest otwieranie oczu”.
I należy zrozumieć, na co wskazuje nam warunek, aby wyprostować nogi w modlitwie, i jaki ważny sens w tym jest zawarty. Należy także zrozumieć, co oznacza, że należy zakryć głowę podczas modlitwy. I nie chodzi tu o to, że trzeba zakryć głowę talitem podczas modlitwy, ponieważ to mówi się jedynie o modlitwie porannej. Ale podczas modlitwy popołudniowej i wieczornej, kiedy modlimy się bez talitu: co tam oznacza zakrycie głowy, na co to wskazuje? I co oznacza zakrycie oczu?
Zazwyczaj podczas wypowiadania modlitwy „Szma Israel” zakrywamy oczy. A tutaj powiedziano, że i podczas pozostałych modlitw należy zakryć oczy. Tak więc, trzeba wiedzieć, na co wskazują te pojęcia. I należy zrozumieć odpowiedź Zoharu, która daje wyjaśnienie na: „W jaki sposób można spoglądać na Szchinę?”. I wyjaśnia się: „A po to, aby wiedzieć, że oczywiście Szchina znajduje się przed nim w godzinie modlitwy”. Ale to wyjaśnienie jest niezrozumiałe: jaki jest związek pomiędzy zakryciem oczu a wiedzą, że Szchina znajduje się przed nim?
I aby zrozumieć wszystko, co powiedziano powyżej, należy wyjaśnić, na czym polega cel stworzenia i do jakiego poziomu stworzenie ostatecznie powinno dojść.
Wiadomo, że celem stworzenia jest sprawić nasłodzenie stworzeniom. I tu nasuwa się znane pytanie: „Dlaczego więc każde ze stworzeń nie odczuwa nasłodzenia i przyjemności, a widzimy odwrotnie, że cały świat znosi cierpienia i udręki, aż w końcu osiągają trochę nasłodzenia i przyjemności?”. I zazwyczaj, kiedy człowiek analizuje swoje życie, mówi podobnie jak powiedzieli mędrcy: „Lepiej by mu było w ogóle się nie narodzić, niż tak żyć” (traktat Eruwin, 13).
Odpowiedź jest taka, że po to, aby nie było odczucia wstydu, odczuwanego z otrzymywania „darmowego chleba”, dane zostało nam naprawienie, zwane „podobieństwem właściwości”, a jego sens polega na tym, aby wszystko, z czego człowiek otrzymuje nasłodzenie i przyjemność, miało zamiar „dla oddawania”. I aby człowiek miał możliwość przyzwyczaić się do otrzymywania nasłodzenia dla oddawania, nastąpiły skrócenie i ukrycie. Czyli aby nie otrzymać za jednym razem wielkich nasłodzeń, ukrytych w Torze i przykazaniach.
Dlatego możemy uczyć się porządku pracy dla oddawania na rzeczach materialnych, w których znajdują się tylko drobne nasłodzenia, nazywane językiem Zoharu „słabym świeceniem”, co oznacza bardzo słabe światło. Duchowe iskry upadły w nieczyste egoistyczne pragnienia, aby mogły one istnieć. I na tym małym świetle, zawartym w materialnych nasłodzeniach, możemy nauczyć się, jak przyjmować je dla oddawania. Przecież na małych nasłodzeniach łatwiej się uczyć i przyzwyczaić się do wykonywania działań z zamiarem dla oddawania. Wtedy łatwiej powiedzieć, że jeśli nie mogę ich skierować ku oddawaniu, rezygnuję z nich i nie mogę przyjmować tych nasłodzeń, ponieważ oddalają mnie one od Stwórcy.
Wiadomo, że pragnieniem Stwórcy jest tylko oddawać, a stworzenie chce właśnie otrzymywać. Jeśli tak, nie ma tu podobieństwa właściwości. On zaś pragnie być związany ze Stwórcą, a to działanie otrzymywania oddziela go od odczucia Stwórcy z powodu skrócenia i ukrycia, które nastąpiły po to, aby była możliwość przyzwyczajenia się do wykonywania działań skierowanych ku oddawaniu. Gdyby jednak objawiło się sterowanie Stwórcy, dobro i nasłodzenie byłyby odsłonięte, i nie byłoby żadnej możliwości, aby człowiek przeciwstawił się swojemu pragnieniu otrzymywania.
I przez to zrozumiemy powiedziane przez mędrców, że człowiek w czasie modlitwy powinien wyprostować nogi. Słowo „nogi” (raglajim) w hebrajskim pochodzi z tego samego rdzenia co słowo „zwiadowcy” (meraglim), o których powiedziano w Torze, że przekonywali lud Israel, by nie wkładał wysiłku, aby wejść do świętej Erec Israel, podając dwa argumenty:
1. Co może zyskać egoizm człowieka, jeśli pójdzie tą drogą, prowadzącą tylko do Króla? Jeśli będzie wkładać wysiłek, pracując dla Króla, to pragnienie otrzymywania nic nie zyska, lecz tylko straci. I tylko pragnienie oddawania zyska. A co z pragnieniem otrzymywania, przecież ono – to podstawa stworzenia?
2. I nawet jeśli powiemy, że warto jednak pracować dla Króla, ponieważ przynosi to człowiekowi wielkie nasłodzenie, to oczywiście nie każdy człowiek jest do tego zdolny i bez wątpienia wymagane są do tego szczególne warunki. I to dla ludzi urodzonych z wielkimi zdolnościami i odważnym sercem, którzy potrafią przezwyciężyć wszystkie przeszkody pojawiające się na drodze do duchowego. A nam wystarczy być na jednym poziomie z całym pozostałym ludem, i nie trzeba szukać stopni wyższych niż wszyscy. I nie muszę być wyjątkiem, i wystarczy mi, jeśli będę w stanie wykonywać Torę i przykazania bez jakichkolwiek intencji. I oczywiście, ta praca będzie łatwiejsza, ponieważ jest bliższa naszemu pragnieniu otrzymywania. I po co mam patrzeć na kilku ludzi, którzy mówią, że najważniejsze to pracować dla Stwórcy. Oczywiście, wszyscy pracują dla Stwórcy, i ja będę jak jeden z nich. I to nazywa się „zwiadowcami”.
Na to powiedziano, że podczas modlitwy należy wyprostować nogi, czyli że człowiek powinien powiedzieć: to, co „zwiadowcy” pokazują mu: że ta droga, o której mówi tylko garstka ludzi, że należy nią iść – tylko ta droga jest prawdziwa, a żadne inne nie. O tym powiedzieli mędrcy: „Niech zawsze człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami nawet z zamiarem nie dla Stwórcy, ponieważ z tego przyjdzie do zamiaru dla Stwórcy”. I bez wątpienia to, co powiedzieli mędrcy, jest to prawda. I trzeba próbować iść tą drogą, prowadzącą prosto do Stwórcy, nazywaną „prawda w swej istocie”. To znaczy, na słowa „zwiadowców”, że postępuje niewłaściwie, powinien odpowiedzieć: „Idę teraz prosić Stwórcę, aby pomógł mi iść moją drogą – tą, którą właśnie teraz wybrałem, i powiedziałem, że tylko ta droga jest prosta”.
I to jest wyjaśnienie, dlaczego trzeba wyprostować nogi podczas modlitwy. Wynika z tego, że modlitwa, z którą zwraca się do Stwórcy, jest o tym, czego mu brakuje. Ponieważ jeśli nie ma braku, to nie ma o co prosić i za co się modlić. I w czym jest mój brak? W tym, że widzę, iż „zwiadowcy” nie dają mi spokoju, a ja nie chcę iść ich drogą. Ale wtedy widzę, że wszystkie moje myśli i pragnienia skierowane są jedynie na własny zysk, i widzę, że nie jestem w stanie zrobić czegokolwiek dla Stwórcy. Wynika z tego, że brakuje mi (i o to powinienem prosić Stwórcę), aby dał mi tylko kli, naczynie, zwane „pragnieniem”. Ponieważ brakuje mi pragnienia służenia Królowi. I potrzebuję, aby to było całym moim dążeniem i pragnieniem. I nie martwić się więcej o nic, co nie dotyczy tego.
Ale prawdziwą przyczyną tego, że człowiek nie dąży do służenia Królowi, nie jest to, że nie ma pragnienia, by Mu służyć, lecz ta, o której powiedział Baal Sulam: „Przyczyna tkwi w tym, że on nie wierzy, że stoi przed obliczem Króla. Ale w czasie, gdy czuje, że stoi przed Królem, traci możliwość wyboru i sam się anuluje, jak świeca wobec pochodni”. I dlatego głównym celem, do którego człowiek powinien dążyć w swojej pracy, jest tylko zasłużenie na wiarę, czyli odczucie, że Stwórca istnieje, jak powiedzieli mędrcy (traktat Pirkej Awot): „Oko wszystko widzące i ucho słyszące”. Dopóki rozciąga się na człowieka ukrycie, zanim wyjdzie ze swojego egoizmu, znajduje się pod wpływem skrócenia, które zostało dokonane po to, aby tam, gdzie istnieje pragnienie otrzymywania dla siebie, była ciemność bez światła, nazywana „przestrzenią wolną od wyższego światła”.
Dlatego prosi on Stwórcę, aby otworzył mu oczy, aby poczuł, że stoi przed Królem. I wszystko to potrzebne jest mu nie dlatego, że chce nasładzać się tym, że stoi przed Stwórcą, lecz dlatego, że chce oddawać Stwórcy. Ale dopóki nie czuje wielkości Stwórcy, nie jest w stanie tego zrobić. Kiedy ożywia go w myślach pragnienie uczynienia czegoś dla Stwórcy i nie myśleć o własnym zysku, to „świat obraca się dla niego w ciemność”, czyli wydaje mu się, że został odsunięty i usunięty z tego świata. Innymi słowy, zaczyna odczuwać, że cała rzeczywistość staje się nicością i że sam jest nic niewart. Dlatego na początku wejścia w ten stan natychmiast chce z niego uciec, ponieważ czuje odrazę, którą ten stan w nim wywołuje. I nie jest w stanie iść dalej tą drogą, ponieważ myśli, że skoro zacznie iść drogą „tylko dla Stwórcy”, to bez wątpienia powinien odczuwać szczęście i nasycenie życiem. A nagle widzi odwrotnie. Pytanie brzmi: dlaczego tak się dzieje?
A odpowiedź jest taka, że w tym stanie może on poczuć, co oznacza „Szchina w prochu”. To znaczy, czuje, że spadł tak nisko, że upokorzył się do poziomu prochu. I po tym, jak odczuł ten stan, może już modlić się do Stwórcy i czynić dobre uczynki, aby Stwórca „podniósł Szchinę z prochu”. Przyjąwszy na siebie panowanie Stwórcy, postanowiwszy pracować tylko dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści, natychmiast odczuwa smak prochu i prosi, by Stwórca usunął od niego ukrycie, i wtedy zasługuje na zobaczenie, że Szchina nazywa się „ziemią życia”. Właśnie dzięki pragnieniu robienia wszystkiego w imię Stwórcy, a nie dla siebie, właśnie stąd zasługuje się na prawdziwe życie, i to jest wyjaśnienie pojęcia „ziemia życia” – z tej ziemi wyrasta całe życie. Natomiast ziemia siły egoistycznej nazywa się ziemią pożerającą swoich mieszkańców.
Wiadomo, że otrzymywanie prowadzi do oddzielenia od duchowego. Dlatego grzesznicy nawet za życia nazywani są martwymi. Natomiast oddawanie nazywa się „zjednoczeniem”, jak napisano: „A wy, złączeni ze Stwórcą, żyjecie wszyscy dziś”. To znaczy, że człowiek pragnie, by Stwórca otworzył jego oczy, i wtedy zasłuży na wiarę, to znaczy odczuje realność Jego istnienia. I to nie oznacza, że pragnie nasłodzić się z tego, że stoi przed Królem, lecz pragnie nie być grzesznikiem z powodu tego, że nie chce wypełniać przykazań miłości do Stwórcy. I choć nie może być miłości bez nasłodzenia, to chodzi o to, że człowiek pragnie jej nie bezpośrednio.
Na przykład człowiek kocha swoje dzieci, ponieważ daje mu to nasłodzenie. I nie można powiedzieć, że kocha coś i nie czuje z tego nasłodzenia, ponieważ tam, gdzie człowiek odczuwa cierpienie, tam nie ma miejsca na miłość. Jedynie czasem mówi się, że cieszymy się z cierpień. I tylko wtedy, gdy coś zyskujemy poprzez cierpienia. Jak na przykład człowiek, który poddaje się operacji w szpitalu i płaci lekarzowi dużo pieniędzy, nie mówi, że to kocha, ale cieszy się, że zyska coś ważnego, czyli swoje życie. Ale nie możemy powiedzieć, że człowiek chce kochać swoje dzieci i pracować dla nich, aby przez to otrzymać nasłodzenie. To naturalna miłość, z którą został stworzony, i nie ma w tym żadnego stosunku do nasłodzenia. Ale z tego, że je kocha, otrzymuje również nasłodzenie. W ten sposób nasłodzenie, które pochodzi z miłości do dzieci, nie przychodzi bezpośrednio.
Podobnie, gdy człowiek prosi Stwórcę, aby go przybliżył i dał mu możliwość odczuć istnienie Stwórcy, wtedy anuluje siebie wobec Stwórcy. I oczywiście wtedy otrzymuje nasłodzenie. Ale nie tego oczekuje, lecz, jak wskazano wyżej, jego zamiarem jest to, aby Stwórca przybliżył go, ponieważ widzi siebie jako grzesznika i nie może nic zrobić poza tym, co przynosi mu korzyść. Jeśli tak, to on naprawdę chce wyjść z egoizmu. Wynika z tego, że jego zamiarem jest wyjście z egoizmu, a nie pragnienie otrzymania jeszcze większego nasłodzenia. Jego prośba nie wynika z tego, że nasłodzenia materialne go nie zaspokajają i stawia sobie za cel otrzymać większe nasłodzenie, by jego egoizm jeszcze bardziej zyskał. A wręcz przeciwnie, on w ogóle chce wyjść ze swojego egoizmu.
I jedynym powodem, dla którego chce prosić Stwórcę, aby wyprowadził go z egoizmu i dał mu światło wiary, jest to, że on jest podążającym do Stwórcy i zobowiązany jest do wypełniania Tory i przykazań, ponieważ Stwórca nakazał nam wypełniać Jego wolę. I widzi, że nie ma w nim pragnienia oddawania Stwórcy, a wszystkie jego troski, jak u wszystkich narodów świata, to tylko miłość do siebie. I to pchnęło go do tego, by prosić o możliwość bycia podążającym do Stwórcy, a nie jednym z narodów świata. Ale trzeba pamiętać, jak wskazano wyżej, że nie jest możliwe odczucie istnienia Stwórcy bez odczucia nasłodzenia. Ale to nasłodzenie, które do niego przychodzi, nie przychodzi w sposób bezpośredni. To znaczy, że nie miał zamiaru go otrzymać, ale i tak do niego przyszło, bo to naturalne, że gdy czuje, że stoi przed Królem, odczuwa wielkość Króla, i w takim stopniu otrzymuje nasłodzenie.
Z powyższego wynika, że nie może być tak, by człowiek stał przed Królem i pragnął anulować siebie wobec Niego, a jednocześnie odczuwał odrazę. Jeśli człowiek widzi, że kiedy zaczyna pracować dla oddawania i czuje, że z powodu anulowania siebie wobec Stwórcy odczuwa odrazę, powinien powiedzieć, że to nie jest właściwość Stwórcy, ale to odczucie przyszło do niego po to, by zrozumiał, co oznacza „Szchina na wygnaniu” lub „Szchina w prochu”. I to jest odpowiedni czas na modlitwę do Stwórcy, aby go przybliżył, ponieważ widzi, że w przeciwnym razie nie ma żadnej możliwości, by własnymi siłami wyjść do duchowego. Czuje, że wszystkie organy jego ciała sprzeciwiają się jego zamierzeniu, by służyć Królowi i anulować swoją osobowość do tego stopnia, by wszystkie jego dążenia były skierowane wyłącznie ku jednemu – służbie Królowi. I wtedy nazywa się „potrzebującym”, gdy nie ma nikogo na świecie, kto mógłby mu pomóc, poza Stwórcą.
Ale co do braku, to należy rozróżnić w nim kilka właściwości, aby był godzien napełnienia, gdy człowiek modli się do Stwórcy o pomoc.
1. Człowiekowi czegoś brakuje, ale nie czuje tego braku. Na przykład, ojciec sześcioosobowej rodziny mieszka w dwupokojowym mieszkaniu. A jego przyjaciele, którzy mają takie same duże rodziny, mieszkają w trzypokojowych mieszkaniach. Ale on zadowala się tym, co ma, i nie odczuwa braku, nie podejmuje wysiłków, by zdobyć jeszcze jeden pokój. Na taki brak nie ma miejsca na modlitwę i nie ma miejsca na odpowiedź na taką modlitwę, zgodnie z zasadą: „nie ma światła bez pragnienia do niego, jak nie ma napełnienia bez braku”.
2. Człowiek czuje brak i stara się go napełnić, ale po pewnym czasie, który poświęca na zaspokojenie swoich potrzeb, widzi, że nie może tak łatwo osiągnąć tego, czego potrzebuje. Popada w rozpacz i sam siebie przekonuje, że nie musi znajdować się wśród najbardziej szanowanych ludzi w narodzie, i wystarczy mu to, co ma. A natura człowieka jest taka, że lenistwo pomaga mu usprawiedliwić brak podjętych wysiłków. I dlatego teraz jest spokojny i nie ma żadnych trosk, ponieważ nie pragnie teraz niczego.
Ale przecież zanim doszedł do całkowitej rozpaczy, wkładał wiele wysiłku, by osiągnąć to, czego potrzebował. W ten sposób przychodzą mu myśli o tym, czego mu brakowało i z czego oczekiwał napełnienia. I ile sił włożył, by osiągnąć pożądane, tak jakby samo napełnienie skłaniało go teraz do powrotu i rozpoczęcia pracy od nowa. Wtedy człowiek dochodzi do takiego stanu, że prosi Stwórcę, by zabrał od niego wszystkie myśli, które powodują u niego odczuwanie braku i podejmowanie wysiłków. Modli się do Stwórcy, aby nie pojawiało się żadne niezadowolenie w jego myślach, i że wszystko, czego teraz pragnie, to stan, w którym wszystko będzie dobrze, czyli by nie czuł żadnego braku.
Wynika z tego, że napełnienie, którego on oczekuje – to, by nie odczuwać braku. I to jest wszystko, czego chce – nasładzać się brakiem odczuwania braku. I ma nadzieję, że właśnie to będzie dla niego najlepszym stanem w życiu. Czyli jeśli przyjdzie do niego przyjaciel i zapyta: „Czego ci brakuje? Postaram się napełnić twoje pragnienie”, to on odpowie: „Uwierz mi, że znajduję się teraz w takim stanie, że nie odczuwam żadnego braku i chcę teraz tylko spokoju, by nie martwić się o nic. I tylko wstydzę się ci to powiedzieć, bo niewątpliwie przyszedłeś, by sprawić mi przyjemność, ale powiem ci prawdę: ty także przeszkadzasz mojemu spokojowi, ponieważ muszę się wysilić i myśleć, jak z tobą rozmawiać. Tak więc, powiem ci szczerze: odejdź stąd i zrób mi przysługę, przekaż wszystkim naszym przyjaciołom, żeby nie przychodzili mnie odwiedzać. Jeśli widzą, że nie jestem wśród nich, to dlatego, że wszystko, co dobrego czuję w swoim życiu, to spokój od wszelkich trosk”.
I oczywiście, gdy człowiek modli się o taki brak, aby Stwórca go napełnił, to jak może otrzymać napełnienie na taką modlitwę, zbudowaną na rozpaczy i lenistwie? Przecież chce, by Stwórca mu pomógł, dając mu możliwość pozostawania w lenistwie. Taki brak nie może być napełniony, ponieważ nic nie można na nim zbudować. A wszystkie modlitwy powinny dotyczyć wyłącznie budowania, a nie odwrotnie. Powinniśmy prosić o naprawę świata, a lenistwem nie da się go naprawić.
3. Człowiek odczuwa swój brak i wszystkie jego myśli o lenistwie i rozpaczy nie mogą go napełnić, dlatego stara się znaleźć sposoby, jak osiągnąć to, czego mu potrzeba. Wynika z tego, że modli się do Stwórcy o napełnienie braku, ponieważ pragnie naprawy świata. Widzi, że w stanie, w którym się znajduje, wszystkie jego konstrukcje przypominają budowle z klocków dzieci bawiących się nimi, które potem rozrzucają i budują od nowa. I z każdej budowli czerpią przyjemność. Podobnie on patrzy na życie materialne. To znaczy, jak z dziecięcych zabawek nie można zbudować świata, tak i z materialnych nasłodzeń nie będzie zbudowany świat, który przecież został stworzony w jakimś celu, a nie dla małych dzieci. Jeśli tak, jak może zgodzić się na pozostawanie w towarzystwie dzieci? I dlatego dzieci śmieją się z niego, że nie chce się z nimi bawić, i go nie rozumieją. Dlaczego? Myślą o nim: „Pewnie nie czuje smaku życia i nie wie, że życie dane nam jest, by się nim cieszyć. A on nie z tego świata i jakby chciał się usunąć z życia i odejść na pustynię”. Ale nie może im odpowiedzieć nic, ponieważ nie ma z nimi wspólnego języka. A jednocześnie cierpi z powodu swojego braku, od tego, że chce zasłużyć na życie duchowe.
I z powiedzianego wynika, że tylko w przypadku trzeciego rodzaju braku należy powiedzieć, że jego prośba nazywa się modlitwą, ponieważ prosi o napełnienie w celu naprawy świata, by była możliwość osiągnięcia celu stworzenia, którym jest pragnienie Stwórcy, aby nasłodzić swoje stworzenia. I wierzy, że przyczyną ukrycia i niewiedzy istniejących na świecie jest to, że nie mamy kelim odpowiadających pragnieniu pochodzącemu od Stwórcy, pragnieniu oddawania. Dlatego prosi Stwórcę, by dał mu pragnienie oddawania, a to można osiągnąć poprzez odczucie wielkości i ważności Króla. Jednocześnie, gdy „Szchina w wygnaniu”, czyli gdy odczuwa smak prochu w pracy dla oddawania, jak można kontynuować tę pracę? I dlatego modlitwa w takim kształcie zostaje przyjęta.
I z powiedzianego można zrozumieć pytanie z Zoharu: „Co oznacza, gdy mówi się, że należy zakryć głowę i zamknąć oczy, jakby stało się przed obliczem Króla?”. Wiadomo, że głową nazywa się rozum człowieka. I oczy także uważane są za właściwość rozumu, jak napisano: „oczy zgromadzenia”, co oznacza „mędrcy zgromadzenia”. A zakrycie i ukrycie oznaczają, że nie należy zwracać uwagi na to, co mówi rozum. I kiedy człowiek stoi do modlitwy, to powinien wierzyć, jakby stał przed Królem, i nawet jeśli jeszcze nie odczuwa Króla, to powinien modlić się, by Stwórca dał mu siłę wiary, by poczuł, że stoi przed Królem. Pragnie takiej siły wiary, która będzie podobna do poznania, by ciało uzyskało takie odczucie wiary, jakby widział Króla i był Nim zachwycony. Właśnie o taką wiarę się modli.
I zabronione jest otwierać oczy podczas modlitwy, ponieważ zakazane jest spoglądać na Szchinę. I Zohar pyta: „A jak można spoglądać na Szchinę?”. I odpowiada: „Aby wiedzieć, że z pewnością Szchina stoi przed nim podczas jego modlitwy, i dlatego zabronione jest otwierać oczy”. I pytano: „Więc jaka jest odpowiedź?”. Rzecz w tym, jak wskazano wyżej, że wiara, którą wierzy człowiek, powinna być tak silna, jakby widział Szchinę; w przeciwnym razie, jeśli jego wiara nie osiągnęła takiego poziomu, to nie nazywa się to prawdziwą wiarą. I o taką wiarę powinien człowiek się modlić, czyli wiara powinna być taka, jakby widział wszystko własnymi oczami.