W Księdze Zohar (parsza Haazinu, s. 93 i komentarz Sulam, p. 110) powiedziano: „Szczęśliwa dola przypadła temu, kto zwraca się do Stwórcy i potrafi prawidłowo wołać Go po Imieniu. A jeśli woła, lecz nie wie, do kogo się zwraca, Stwórca oddala się od niego”, jak powiedziano: „Bliski jest Stwórca wszystkim, którzy Go wzywają”. Do kogo jest bliski? – Powrócił i powiedział: „Do każdego, kto wzywa Go prawdziwie”. A czy jest ktoś, kto woła Go fałszywie? Powiedział rabbi Aba: „Tak, to ten, kto woła, ale nie wie, do kogo się zwraca”. Skąd wiadomo? Bo napisano: „Do wszystkich, którzy Go wzywają prawdziwie”. Co znaczy „prawdziwie”? – „To znaczy z odciskiem królewskiego sygnetu, który jest doskonałą pełnią”.
Bardzo trudno zrozumieć odpowiedź Księgi Zohar na pytanie: „A czy jest ktoś, kto woła Go fałszywie?”. Na to padła odpowiedź, powiedział rabbi Aba: „Tak, to ten, kto woła, lecz nie wie, do kogo się zwraca”. Te słowa bardzo dziwią – dlaczego to, że nie wie, do kogo się zwraca, nazywa się „fałszem”? Można by powiedzieć, że ten człowiek się myli, ale dlaczego „kłamie”?
Również podane naoczne uzasadnienie dla tłumaczenia „prawdy” wskazuje właśnie na królewski sygnet, który oznacza pełną doskonałość. Jakie to jest dowód na to, że należy wiedzieć, do kogo się zwraca, bo inaczej nazywa się to fałszem?
Według słów Księgi Zohar: „Ten, kto się modli, ale nie wie, do kogo się zwraca – Stwórca oddala się od niego”. Czy można pojąć taką rzecz? I jak człowiek może wiedzieć, do kogo się zwraca? Przecież oczywiste, że każdy zwraca się do Stwórcy, ale do kogo się modli? Jeśli tak, jak należy rozumieć wyrażenie „do kogo się zwraca”? Co więcej, trudno pojąć to, że mówi się: „nie wie, do kogo się zwraca”, przecież uczyliśmy, że człowiek powinien wierzyć, a nie wiedzieć, do kogo się zwraca.
Aby zrozumieć powyższe, a jest to rzecz, którą koniecznie należy pojąć, musimy najpierw przyjrzeć się kwestii celu stworzenia i naprawy stworzenia. I wtedy poznamy, co dokładnie spoczywa na człowieku do naprawienia.
Jak wiadomo, celem stworzenia jest to, aby niżsi otrzymali dobro i nasłodzenie, i dla tego celu Stwórca zaszczepił w nich pragnienie otrzymywania nasłodzenia, bo w przeciwnym razie nie mogliby istnieć w świecie. To właśnie pragnienie popycha ich, by robili wszystko, co w ich mocy, aby osiągnąć przyjemność, bo właśnie dzięki temu mają prawo do istnienia w świecie.
Jednocześnie jednak, jak zapisano we Wprowadzeniach, w tym pragnieniu otrzymywania, w momencie przyjmowania nasłodzenia, pojawiło się uczucie wstydu (z powodu jego biernego charakteru).
I aby to naprawić, pojawił się stan skrócenia (cimcum) i ukrycia (hester). Tak że duchowe nasłodzenie zostało przed nami ukryte i nie objawia się poza miarą, w jakiej pragnienie otrzymywania dla siebie zostaje usunięte. I w tej samej mierze objawia się duchowe nasłodzenie.
A jeśli pragnienie otrzymywania znajduje się w jakimś miejscu, natychmiast światło z niego znika i nie mogą te dwie rzeczy istnieć w jednym miejscu.
Z powiedzianego zrozumiemy, czym jest naprawa stworzenia, kiedy dokonuje się naprawy, aby stworzenie osiągnęło swój cel, dla którego zostało stworzone, czyli by stworzenie otrzymało dobro i nasłodzenie w pełni, bez najmniejszego wstydu. I uczyliśmy się, jaki jest porządek pracy. Wyjaśnienie: co człowiek musi zrobić, aby zniknęło w nim uczucie wstydu w chwili, gdy otrzymuje nasłodzenie od Stwórcy? Ponieważ zanim to nastąpi, człowiek zdobywa kli, które jest przyjmowaniem z zamiarem oddawania – wtedy nie ma wstydu. Czyli podczas otrzymywania nie odczuje w sobie zakłopotania z powodu przeciwieństwa formy.
To oznacza, że dopóki niższy nie ma pragnienia otrzymywania, to pragnienie nie uczyni żadnej różnicy formy względem światła i napełnienia. Dopóki spoczywa na nim skrócenie i ukrycie, kiedy nie objawia się Wyższe światło, na każdej rzeczy w świętości, na którą spogląda, widzi ciemność, a nie światło. Jednak to jest powszechne u ludzi, którzy naprawdę chcą zbliżyć się do świętości. U nich rzeczywiście przyjęty jest taki porządek, jako skutek tego, że z góry chcą, by nie marnowali czasu, ponieważ są zdolni dojść do pracy w świętości i czystości, co oznacza – dla oddawania. Tacy ludzie, jeśli nie czynią zamiaru dla oddawania, widzą ciemność, a nie światło.
Inaczej jest u ludzi należących do kategorii „ogólnej” – u nich zwyczajowo istnieje zainteresowanie „światłem ogólnym”, świecącym im jako otaczające, i otrzymują z tego zadowolenie, i nie odczuwają swoich braków wymagających naprawy, a to światło świeci w „nie dla Tory”.
Jednak w czasie, gdy człowiek chce wyjść z kategorii „ogólnej” i pragnie stać się pracownikiem Stwórcy, działającym na fundamencie wiary ponad wiedzę, nie chce otrzymywać prezentów od „ciała i krwi”. Jak wyjaśniliśmy, czasami zdarza się, że wiara, którą ma człowiek, wystarcza, aby zobowiązać go do zajmowania się Torą i przykazaniami. Ale ponieważ przebywa w otoczeniu, gdzie wszyscy towarzysze zajmują się Torą i przykazaniami, otrzymuje „prezenty” od towarzyszy, którzy jakby dają mu część ze swojego pragnienia. I dzięki prezentom części pragnienia, które otrzymuje od towarzyszy, on także teraz zajmuje się Torą i przykazaniami. Okazuje się, że Tora i przykazania, które wykonuje, zbudowane są na fundamencie prezentów od „ciała i krwi”, a nie na fundamencie Stwórcy. To znaczy, nie siła wiary w Stwórcę, którą ma w sobie, zobowiązuje go do zajmowania się Torą i przykazaniami, lecz przyczyna, która go do tego popycha, to prezenty od „ciała i krwi”.
I tutaj musimy wyjaśnić to, co mówimy w błogosławieństwie po jedzeniu: „I nie dopuść, Stwórco, Wszechmogący, abyśmy byli zależni od prezentów (stworzeń z) ciała i krwi i od ich przysług, a tylko od Twojej ręki, pełnej i otwartej, abyśmy nie musieli się wstydzić i nie zostali zawstydzeni na wieki wieków”.
Ponieważ w czasie, gdy człowiek błogosławi Stwórcę i dziękuje za to, że dał mu pożywienie, to w chwili błogosławieństwa po jedzeniu człowiek powinien zwrócić uwagę i pomyśleć, że dzięki pożywieniu istnieje w świecie, a gdyby nie miał pożywienia, to cierpiałby głód. Ale teraz Stwórca dał mu pożywienie i on dziękuje Stwórcy za dobro, które, jak czuje, Stwórca mu dał.
I z pożywienia materialnego człowiek powinien przejść do rozważenia pożywienia duchowego – jakie duchowe pożywienie otrzymał od Stwórcy. Bo człowiek powinien wiedzieć, że tak jak bez pożywienia materialnego nie może istnieć w świecie materialnym, tak samo jest w kwestii duchowości, co nazywa się „życiem podążającego do Stwórcy”. I to życie ma wiele nazw: niektórzy nazywają to „życiem Tory” lub „życiem świętości”, a są tacy, którzy nazywają życie duchowe „życiem, w którym ma on połączenie z Stwórcą”, czyli mówi, że wszystko daje mu Stwórca.
Czasem bywa, że Stwórca chce, aby człowiek najpierw poprosił Go, a dopiero potem On da mu to, o co prosi. I sens tego nie polega, broń Boże, na tym, że Stwórca gorąco pragnie, by stworzenia prosiły Go o dobro, i wtedy On im to da, jak to bywa u istot z „ciała i krwi”. Ale trzeba wyjaśnić to, co powiedzieli mędrcy (Talmud Babiloński, traktat Jewamot 64): „Stwórca gorąco pragnie modlitw sprawiedliwych”. A chodzi o to, że „nie ma światła bez kli”. Jeśli tak, to Stwórca nie może im dać, kiedy nie mają jeszcze potrzeby i pragnienia. Wynika z tego, że „pragnie modlitw sprawiedliwych” – to pragnienie, by mieli potrzebę i kli dla napełnienia, ponieważ pragnienie i potrzeba sprawiedliwych są w imię oddawania Stwórcy, a to kli i ta potrzeba są zdolne utrzymać światło i nie doprowadzić do tego, że napełnienie trafi do zewnętrznych, jak w przykładzie rozbicia kelim. Ta odwrotność modlitwy grzeszników nie wynika z gorącego pragnienia, ponieważ ich kli i potrzeba nic nie zyskują, gdyż nie są zdolne przyjąć napełnienia, a ono przejdzie do klipot. A cały zysk Stwórcy polega na tym, że daje.
Do powyższego należy dodać, że w życiu, którego pragnie człowiek, powinno istnieć u niego połączenie z Stwórcą – czy to w modlitwie, gdy prosi Go, by dał mu jakąś rzecz, czy też gdy dziękuje Stwórcy za to, co już mu dał, a w ostateczności rozmawia wtedy z Stwórcą. To połączenie, gdy rozmawia z Stwórcą, daje mu życie, jeśli tylko ceni sobie tę rozmowę z Stwórcą, i wtedy jego życie trwa nadal, nie brakuje mu niczego. To znaczy, jeśli tylko człowiek potrafi zwrócić na to uwagę i sam przedstawić sobie, że gdyby mógł rozmawiać z królem z ciała i krwi, którego wszyscy czczą, jak to istnieje w naturze, że człowiek gotów jest oddać wszystko, co ma, by rozmawiać z królem, i ten człowiek, jeśli tylko może wzmocnić się w wierze, że rozmawia z Królem królów, który nie rozmawia ze wszystkimi, to, jak powiedzieliśmy, należy tutaj odróżnić trzy aspekty:
- człowiek w ogóle nie wie, że w tym państwie jest król;
- nawet jeśli wie, że jest król, to nie wie, że król przybył do miasta;
- nawet jeśli wie, że król przybył do miasta, to nie zna wielkości swojego króla, uznawanego na całym świecie, że wszyscy królowie i ministrowie na świecie gorąco pragną rozmawiać z jego królem, a jemu przypadł los, że otrzymał prawo wejść i rozmawiać z królem. I czego mu jeszcze brakuje?
To znaczy, nie potrzebuje już, by Stwórca dał mu to, o co prosi, ponieważ to, że ma przywilej rozmawiać z Królem, już mu wystarcza. I to daje mu życie. A to, że prosi Króla o coś, nie oznacza, że Król musi mu to dać, ponieważ sama modlitwa wystarcza mu tak, jakby On już mu dał to, czego żąda. Tak samo, jak w czasie, gdy dziękuje Stwórcy za to, że On mu coś dał, to nie kieruje się wielkością daru. A to, że teraz ma szansę rozmawiać z Królem i wyrazić Mu wdzięczność – w tym cała jego wartość. Wynika z tego, że nie liczy się z tym, co Stwórca już mu dał lub co chce, by mu dał, a cała wartość polega na tym, że wierzy, iż właśnie teraz rozmawia z Królem.
Człowiek, który znajduje się w takim stanie, a mianowicie, że całkowicie brak u niego wartości tego, co posiada, czyli że nie liczy się z tym, co wchodzi do kelim otrzymywania, a ocenia wartość według tego, co wchodzi do kelim oddawania, to, co nazywa się „życiem duchowym”, wszystkie jego myśli dotyczą tego, by zasłużyć na zlanie z Stwórcą, a nie własnej korzyści. O takich ludziach mówi się, że u nich zwyczajowo występują stany wzlotów i upadków. Tak że czasem odczuwają wartość zlania z Stwórcą, a czasem ustanawia się skrócenie (cimcum) i ukrycie (hester), i odczuwają oni wtedy smak śmierci, brak życia duchowego.
A teraz wyjaśnijmy to, o co pytaliśmy w kwestii Imienia Stwórcy „Prawda”. Dlatego ten, kto wzywa Go fałszywie – oddala się od Niego. I rabbi Aba wyjaśnia, czym jest kłamstwo: gdy (człowiek) nie wie, do kogo się zwraca – to nazywa się „kłamstwo”. I zapytaliśmy: dlaczego ten, kto nie wie, nazywany jest „kłamcą”?
Aby zrozumieć sens „prawdy”, przytoczymy tutaj to, co napisano (Talmud dziesięciu sfirot, część 13, s. 1417), gdzie wyjaśniono naprawę siódmego z trzynastu naprawień dikny (brody): „Dlatego nazywa się ta naprawa Imieniem «prawda», ponieważ przy objawieniu tych dwóch tapuchin kadiszin (aram. – «świętych jabłek», czyli policzków oblicza Stwórcy, objawiających się niższemu pod «brodą») w dole, wtedy objawia się prawdziwość sterowania Stwórcy niższym. Dlatego objawienie Jego sterowania nazywa się «prawda». Bo to prawdziwość pragnienia Stwórcy, że wszystkie rodzaje ukryć istniejące w światach mają służyć tylko temu, by objawić tę prawdziwość w Jego sterowaniu, która, jak wiadomo, polega na tym, by dać dobro Jego stworzeniom”.
Z powiedzianego wynika, jak napisano, że imieniem Stwórcy jest „prawda”, czyli oczywiste jest, że celem stworzenia jest dawać dobro stworzeniom. I o tym mówi rabbi Aba, że to jest prawda, czyli „w odbiciu królewskiego sygnetu, który jest pełnią wszystkiego”. I należy zrozumieć, na co wskazuje to, że prawda jest pełnią wszystkiego.
Jednak, jak uczyliśmy, doskonałość stworzenia polega na tym, że stworzenia powinny dojść i osiągnąć cel stworzenia, który zawiera się w pragnieniu Stwórcy, aby stworzenia otrzymały dobro i nasłodzenie. A pełnia wszystkiego jest tym, że w czasie, kiedy otrzymują dobro i nasłodzenie od Stwórcy, nie przerywają zlania, nazywanego „podobieństwem właściwości”. I może się to zdarzyć tylko wtedy, gdy podczas otrzymywania dobra i nasłodzenia ich zamiarem jest oddawanie. I to nazywa się „pełnią wszystkiego”.
Wynika z tego, że zgodnie z tym, kiedy człowiek prosi Stwórcę, by spełnił jego prośbę, powinien znać imię Stwórcy, gdy woła do Niego, w przeciwnym razie nie nazywa się to „prawda”, lecz tylko „kłamstwo”, i Stwórca oddala się od niego.
I zapytaliśmy, dlaczego, jeśli nie zna Jego imienia, to nazywa się to „kłamstwo”? A oprócz tego, dlaczego Stwórca oddala się od niego?
Odpowiedź jest taka, że ponieważ w czasie, gdy człowiek idzie modlić się do Stwórcy, powinien wierzyć, że imię Stwórcy to „Prawda”. To znaczy, że Stwórca chce, by została ujawniona miara prawdy – to, że Stwórca chce dawać dobro stworzeniom. A jeśli woła do Stwórcy i nie wierzy, że imię Stwórcy jest prawdziwe, że naprawdę chce, aby stworzenia otrzymały dobro i nasłodzenie, to wychodzi, że nie wierzy w cel stworzenia, który jest: dać dobro stworzeniom. Wynika z tego, że woła „fałszywie”. Czyli prosi kogoś, by uczynił mu dobro, a zarazem nie wierzy, że ten ktoś jest zdolny uczynić mu dobro. Wynika z tego, że woła, by uczyniono mu dobro, ale woła fałszywie, bo nie wierzy, że Stwórca jest dobry i czyniący dobro. I z tego powodu Stwórca oddala się od tego, kto woła Go fałszywie. Ponieważ widzimy także w rzeczywistości materialnej, że jeśli ktoś idzie prosić o dobro od kogoś, a tamten wie, że ten ktoś nie wierzy, że on może uczynić mu dobro, a tylko tak sobie prosi – to oczywiście ten, do którego się zwraca, oddala się od niego i nie chce słuchać, co tamten mówi. Tak samo i Stwórca wie, że człowiek mówi fałsz, gdy nie woła Go Jego imieniem, które brzmi „prawda”, że rzeczywiście Stwórca czyni dobro swoim stworzeniom. I tak czy inaczej, jasne jest dla nas, że Stwórca oddala się od niego.
Z powiedzianego wynika, że kiedy człowiek idzie modlić się do Stwórcy, by mu pomógł, jeśli idzie modlić się do Stwórcy, by zbliżył go do zlania z Nim, to porządek jest taki, że przed modlitwą powinien najpierw uświadomić sobie, do kogo się modli, czyli do jakiego imienia Stwórcy się modli. To oznacza, że Stwórca ma wiele imion, a imiona Stwórcy odpowiadają nazwom działań objawiających się od Niego. Jak powiedzieli mędrcy o aniołach, że każdy anioł nazywa się według działania. Dlatego najpierw człowiek powinien wierzyć, że imię Stwórcy to „Dobry i czyniący dobro”. I to było celem stworzenia – dawać dobro Jego stworzeniom. A Jego imię to „Prawda”. W czasie końca naprawy objawi się Jego prawdziwe imię, że kiedy znosiliśmy cierpienia, nie było w intencji Stwórcy miejsca na zemstę i urazę, jak to bywa u ludzi materialnych, lecz wszystko było z jedną intencją – dać dobro Jego stworzeniom. To znaczy, że cierpienia, które znosili, były naprawami, które doprowadziły ich i przygotowały ich tak, że będą zdolni otrzymać dobro i nasłodzenie.
I kiedy człowiek ma tę wiarę, prosi Stwórcę, by go przybliżył, czyli by dał mu z góry siłę dojścia do poziomu przygotowania, w takiej mierze, by wszystkie jego działania były dla oddawania. I o to prosi Stwórcę – aby objawiło się wielkość Stwórcy w świecie, a nie jak teraz – Szchina w prochu. Lecz on modli się, by wielkość Stwórcy objawiła się w świecie, co nazywa się, że zna imię Stwórcy i nie woła Go fałszywie, lecz prawdziwie.