W hymnie chanukowym mówimy: „Grecy itd. (zebrali się przeciwko mnie wtedy, za dni Chaszmoneuszów, i przebili mury mojego pałacu, i zbezcześcili całą oliwę). Ale z pozostałych dzbanów dokonał się cud dla róż (dla Israela). Synowie Biny (mędrcy) ustanowili na osiem dni radość i wesele”. Komentatorzy pytają, dlaczego ustanowiono osiem dni Chanuki, skoro mieli oliwę tylko na jedną noc, a cud polegał na tym, że paliła się ona jeszcze przez siedem dni?
I wyjaśnienie tego jest takie: skoro po pierwszej nocy coś pozostało z tej oliwy, która powinna była spalić się przez pierwszą noc, to znaczy, że również w pierwszą noc wydarzył się cud polegający na tym, że nie cała oliwa spłonęła, a powiedzmy tylko część się spaliła, a reszta pozostała jeszcze na siedem dni. Innymi słowy, to, że znaleźli dzban z oliwą zapieczętowany pieczęcią najwyższego kapłana, nie jest uznawane za cud, choć to, że Grecy nie zobaczyli tego dzbana z oliwą, to już było cudem. Czyli uznaje się za cud to, co nie było naturalne, a wydarzyło się ponad naturą. Bo dzban oliwy istniał w świecie, a oni po prostu go nie widzieli. Inaczej ma się rzecz z oliwą: ilość, która była potrzebna do palenia przez jedną noc, spaliła się tylko częściowo. Ta mała część, która przyjęła błogosławieństwo i paliła się dłużej – to było nienaturalne. To znaczy, w naturze nie może istnieć oliwa, która paliłaby się dłużej, niż to normalne. Z tego, co pozostało po pierwszej nocy, wynika, że nie cała oliwa się spaliła – to nazywa się „cudem”, bo czegoś takiego jeszcze w świecie nie było.
A zgodnie z duchową pracą należy wyjaśnić: czym są „Grecy”, czym jest ten dzban oliwy i czym jest te osiem dni Chanuki, które zostały ustanowione właśnie jako osiem dni. Czyli na co wskazują te osiem dni? Innymi słowy, dlaczego nie było dziewięć dni albo dziesięć, tylko cud trwał dokładnie osiem dni? Na prostym poziomie wyjaśnia się i przytacza się to w imieniu Rokeacha[1], że przyczyną, dla której cud trwał osiem dni, a nie więcej, było to, że miejsce, w którym rosły drzewa oliwne i skąd przynoszono oliwę, było oddalone na cztery dni drogi w jedną stronę i cztery w drugą, czyli razem osiem dni. I to jest odpowiedź, dlaczego cud nie trwał dłużej niż osiem dni.
Wiadomo, że nasza praca, którą mamy obowiązek starać się wykonywać wszystkimi możliwymi sposobami, polega wyłącznie na osiągnięciu podobieństwa właściwości, które nazywa się „złączeniem”, ponieważ tylko wtedy można dojść do celu stworzenia, czyli „nasłodzić Swoje stworzenia”, czyli do objawienia. Natomiast dopóki stworzenia nie osiągną kelim podobnych w właściwościach, cel stworzenia nie może być objawiony wszystkim oczom i pozostaje w ukryciu. I musimy jedynie wierzyć, że Jego intencją jest nasłodzić. A to, co jest objawione wszystkim oczom, zaprzecza dobru. Ponieważ każdy człowiek nieustannie odczuwa brak sensu w swoim życiu i nieustannie znajduje się w pretensji wobec wyższego sterowania, i jest mu ciężko powiedzieć, że cieszy się ze swojego życia, mówiąc codziennie: „Błogosławiony Bóg!”. Czyli bym mógł Ci dziękować za to, że odnosisz się do mnie w właściwości „Dobry i czyniący dobro”. Ale człowiek stale znajduje się w swoim życiu pełnym braków i cierpień. I zawsze widzi, że jego życie nie ma sensu, i wystarczy, że zastanowi się nad celem życia. Czyli co takiego zyskuje, znosząc cierpienia i zmagania życia?
Innymi słowy, tylko wtedy, gdy odczuwa (choćby) drobne nasłodzenie, to nasłodzenie odurza go i traci rozum oraz zdolność myślenia, i przestaje rozważać sens życia. Ale kiedy to nasłodzenie, w którym przebywał, znika z niego z wielu różnych powodów, natychmiast zaczyna myśleć o sensie życia. Ponieważ tylko wtedy, gdy człowiek nie ma czym zapewnić swojemu ciału pożywienia, czyli gdy nie odczuwa nasłodzenia, natychmiast zaczyna rozmyślać nad sensem życia. Czyli człowiek pyta sam siebie: „Jaki jest sens mojego życia? Po co przyszedłem na świat? Czyżby (czyn) stworzenia polegał na tym, by stworzenia zostały stworzone do cierpienia i bólu w tym świecie?”.
To jest ten stan, gdy człowiek zaczyna zdawać sobie sprawę z sensu swojego życia: „Czym jest?” i „Po co jest?” – to nazywa się, że podnosi głowę ponad nurt życia, w którym znajdują się wszystkie stworzenia, i które nie mają czasu, by zastanowić się, czym są. A one płyną z prądem, w którym płynie woda. I żadne z nich nie jest w stanie zobaczyć końca. Czyli dokąd płynie nurt ich życia. Z wyjątkiem niego, ponieważ brak nasłodzeń zmusił go, by podniósł głowę w górę, by spojrzeć na cel życia.
I wtedy widzi i słyszy, jakby wezwanie z góry, które mówi mu, że świat został stworzony z zamiarem „nasłodzić Swoje stworzenia”. Jednak aby poczuć smak tego dobra, jak twierdzą księgi kabały i ich autorzy, istnieją warunki pozwalające osiągnąć to dobro, nazywane „celem stworzenia”. I te warunki, których wymaga Stwórca, należy spełnić wcześniej, inaczej On nie zechce dać im dobra i nasłodzenia.
Jednak nie dlatego, że On potrzebuje tych warunków, czyli że są one dla korzyści Stwórcy, to, czego On wymaga od człowieka. I że bez tego, by stworzenia wypełniły te warunki, On rzekomo nie chce im dawać. To nie jak u ludzi, kiedy chcą, by sprzedawca dał kupującemu jakiś towar, sprzedawca stawia warunki, i jeśli kupujący je spełni, sprzedawca zgadza się dać. I te warunki są dla dobra sprzedawcy. Natomiast Stwórca, nie daj Boże, nie ma żadnego braku, by potrzebować niższych, aby spełnili warunki, które się przed nimi stawia, jak powiedziano: „A jeśli sprawiedliwy będzie on (człowiek), co da Tobie?”[2]. A te warunki, które Stwórca przed nimi stawia, są dla dobra człowieka. I to można zrozumieć tak, jak człowiek mówi do swojego przyjaciela: „Chcę dać ci dużo srebra i złota, ale chcę, byś spełnił jeden warunek, inaczej nie dostaniesz ode mnie niczego”. I wtedy przyjaciel pyta go: „Czego ode mnie wymagasz, bym ci dał, abyś później dał mi srebro i złoto?”. A on mówi mu: „Przynieś mi wielkie i małe worki, które będziesz mógł napełnić srebrem i złotem. Ale wiedz, że z mojej strony nie ma żadnego ograniczenia, ilekolwiek weźmiesz. A cała ilość srebra i złota zależy od twojego własnego ograniczenia. Czyli ile naczyń mi przyniesiesz, wszystkie je napełnię, nie więcej i nie mniej, ale dokładnie. I to jest warunek, który ci stawiam”. I tutaj, oczywiście, nie ma żadnej wątpliwości, że warunki, których spełnienia wymaga od niego przyjaciel, nie są dla dobra dającego, lecz wszystko – dla dobra otrzymującego.
I tutaj, w pracy Stwórcy, kiedy człowiek musi wypełnić te wymagania, które stawia Stwórca, są one tylko dla dobra człowieka. Jednak człowiek myśli, że są one dla dobra Stwórcy. A ponieważ człowiek został stworzony z pragnieniem otrzymywania, które nie potrafi zrozumieć niczego, co trzeba zrobić, jeśli nie widzi, że jest to dla niego opłacalne, a tutaj mówi się mu, że Stwórca chce, byśmy pracowali dla Niego, a nie dla siebie, ciało sprzeciwia się takim działaniom. I na tym właśnie polega nasza praca, czyli to, że musimy iść przeciwko swojej naturze, to właśnie nazywa się „pracą”.
Natomiast kiedy człowiek pracuje i czuje zapłatę otrzymywaną za pracę, która jest dla jego korzyści, nie czuje, że to się nazywa „praca”. Czyli że chciałby się tej pracy pozbyć. Bo w naturze człowieka (zawarte jest również) to, że nie chce jeść „chleba wstydu”, ponieważ nasz korzeń niczego nie otrzymuje i nie ma w nim żadnego braku. Dlatego, kiedy człowiek czuje, że otrzymuje, niczego nie dając w zamian, obecny jest w tym „chleb wstydu” i wstydzi się otrzymywać. Dlatego człowiek nie ma pretensji, dlaczego musi pracować, ale może mieć żal, że otrzymuje zapłatę mniejszą, niż, jak mu się wydaje, jest wart. Wynika z tego, że jeśli człowiek wie, że otrzyma zapłatę za swoją pracę, to nie nazywa się to pracą.
Natomiast w pracy Stwórcy to naprawdę nazywa się pracą. I to dlatego, że wymaga się od niego, by pracował bez żadnej zapłaty, co nazywa się „pracować nie dla otrzymania nagrody”. I tego nie ma w naszej naturze. Dlatego nazywa się to „pracą”. I dlatego ciało sprzeciwia się takim działaniom, i zawsze ma pretensję do Stwórcy – dlaczego dał nam tak ciężką pracę i musimy pracować przeciwko własnej naturze.
I stąd rodzi się pytanie: czego nam brakuje, byśmy mogli pracować dla oddawania? Tylko jednego: jeśli uwierzymy, chociaż nie widzimy tego na miejscu, ponieważ ciało pokazuje nam coś przeciwnego prawdzie, to jeśli postaramy się wierzyć, że pracujemy dla oddawania, będzie to z korzyścią dla nas samych. To znaczy, potrzebujemy tych worków, jak pokazano w przykładzie, bo worki, które przygotowujemy, to wszystkie nasze kli (naczynia) do przyjęcia dobra i nasłodzenia.
Wychodzi więc, że każdym naszym działaniem z zamiarem na oddawanie tworzymy część kli zdolnego do przyjęcia dobra. A każde działanie dołącza się do całkowitego rachunku, aż ukształtuje się u nas pełne kli, zdolne przyjąć światło. Jednak trudno jest wierzyć i mówić sobie, że właśnie to, co dajemy, jest naszym otrzymującym kli, w które przyjmiemy nasłodzenie i przyjemność zawarte w zamyśle stworzenia, by „nasłodzić Swoje stworzenia”.
I z powiedzianego można wyjaśnić, czym jest władza Greków, która przeciwstawia się drodze Israela. Zasada Greków polega na tym, że należy iść wyłącznie w granicach rozumu, zarówno w mocha (rozumie), jak i liba (sercu, uczuciach). I rzecz jasna, że kiedy naród Israel chciał iść ponad wiedzą, nie zważając na to, czego wymaga zewnętrzny rozum, nie mógł tego uczynić. I to nazywa się wojną z Grekami. I tu zaczyna się prawdziwa praca, polegająca na tym, że naród Israel pragnie coraz bardziej podążać drogą prowadzącą do złączenia ze Stwórcą. A droga ta nazywa się „wiara ponad wiedzą”. A Grecy chcą panować nad ciałem, nie ustępując w niczym bez zgody rozumu. I raz przeważa jedno, raz drugie. I to powoduje u człowieka wzloty i upadki.
I to, czyli poznanie (lub rozum), staje się powodem i przyczyną. Innymi słowy, po tym, jak człowiek postanowił, że trzeba iść w wierze ponad wiedzą, i dzięki temu przyszło do niego przebudzenie z góry, i zaczął odczuwać smak w pracy Stwórcy, to zgodnie z ludzką naturą, z powodu miłości do spokoju, mówi: „Błogosławiony Bóg, teraz nie muszę już pracować nad sobą i przyjmować pracy Stwórcy w właściwości wiary, bo mam już przyjemne odczucie i mój rozum już zgadza się przyjąć naukę Tory i przykazania, i ponieważ teraz czuję ukojenie ducha…”. I przyjmuje to przebudzenie jako podstawę i fundament dla pracy Stwórcy. Czyli na podstawie tego smaku, który teraz odczuwa, buduje całe swoje judaizmu. I według tego wychodzi, że teraz szkodzi swojej wierze. I mówi: „Jaka szkoda, że to przebudzenie nie przyszło do mnie od razu, gdy dopiero zaczynałem pracę. Nie musiałbym iść ponad wiedzą, to znaczy wbrew rozumowi ciała. Musiałbym jedynie wierzyć w ogólne rzeczy, z książek i od ich autorów, że trzeba przyjąć jarzmo wyższej władzy, mimo że ciało nie zgadza się, że to dla mnie dobre, i wierzyć, że właśnie ten stan, kiedy ciało się nie zgadza, jest dla mnie najlepszą drogą”.
Czyli on wierzy ponad wiedzą, że właśnie droga pracy w sercu i rozumie jest dla niego najlepsza, że wtedy osiągnie swoje szczęście, które przygotował mu Stwórca. A wierzyć w to jest bardzo trudno. Natomiast teraz nie musi wierzyć, że tak jest, bo odczuwa, że przestrzeganie Tory i przykazań naprawdę doprowadzi go do szczęścia. Bo czuje, że tak jest. I nie musi w to wierzyć.
Wychodzi, że to jest właśnie prawdziwa przyczyna, która ostatecznie prowadzi go do upadku. Ponieważ jego fundament zbudowany jest na podstawie nasłodzenia, a nie na podstawie oddawania. I jeśli pozostanie na tym fundamencie, nigdy nie osiągnie złączenia ze Stwórcą, ponieważ cokolwiek by nie dodawał na tej drodze, wszystko spadnie do klipot otrzymywania dla siebie.
A mój pan, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam), powiedział, że gdy do człowieka przychodzi smak i odczucie z góry, i ciało również zaczyna mówić, że warto zajmować się Torą i przykazaniami, to człowiek powinien być czujny i powiedzieć, że nie przyjmie tego smaku i odczucia jako podstawy i fundamentu: „z powodu którego postanowiłem teraz, że warto pracować, ponieważ rozum zgadza się na tę pracę z powodu tego nasłodzenia, które teraz odczuwam”. A powinien powiedzieć: „Teraz widzę, że ta droga «ponad wiedzą» jest prawdziwa, bo widzę, że zasłużyłem teraz na łaskę w oczach Stwórcy, który mnie przybliżył, i teraz pojawiła się u mnie świętość także w moich własnych oczach. I odczuwam wagę świętości, że warto pracować wyłącznie dla dobra Stwórcy. I dlatego, co mam teraz robić? Umocnić się i iść tylko tą drogą, nazywaną «wiara ponad wiedzą», i dzięki temu zasłużę na wieczne złączenie ze Stwórcą”.
I z powiedzianego wynika, że właśnie dzięki temu, że poczuli nieco smaku w pracy, zaczerpnęli z tego wsparcie na drodze wiary. Wychodzi, że fundament wiary umacnia się poprzez przyjemność i nasłodzenie, które człowiek teraz odczuwa w pracy.
A teraz wyjaśnijmy, czym jest cud chanukowy, kiedy pokonali Greków. Czyli że zasłużyli na właściwość wiary i poczuli smak w tej pracy, i nie uczynili wtedy z przyjemności i nasłodzenia podstawy i fundamentu pracy wewnątrz poznania, która nazywa się „Grecy”. Wręcz przeciwnie, powiedzieli, że to, że zasłużyli na smak w pracy, świadczy o tym, że droga wiary jest drogą prawdziwą, niezgodną z poznaniem Greków. A gdyby poszli drogą Greków, czyli że przyjemność i nasłodzenie od tego momentu stałyby się dla nich podstawą i fundamentem, i byłoby to oparcie, na którym opierałaby się ich praca, natychmiast spadliby ze swego poziomu, jak powiedziano wyżej. I to jest główny powód, dla którego człowiek doświadcza upadków ze swojego stanu. I to jest mu na korzyść, żeby nie wpadł w grecką klipę. Wynika z tego, że ten upadek jest wielkim naprawieniem. W przeciwnym razie, cokolwiek by nie dodał, będzie jedynie budował grecką klipę.
Dlatego, kiedy przychodzimy do tego stanu, nazywanego wzniesieniem, istnieją dwie drogi:
1. Powiedzieć, że teraz już jest wolny od jarzma wiary. To znaczy, że do tej pory cierpiał z tego powodu, ponieważ za każdym razem, gdy musiał przyjąć na siebie jarzmo wyższej władzy, ciało zawsze się temu sprzeciwiało.
Na przykład, gdy człowiek ma wstać o zmroku, aby pójść na swój stały poranny wykład, gdy tylko otworzy oczy i chce wstać, natychmiast ciało przychodzi do niego i pyta: „Czy naprawdę chcesz teraz zrezygnować z przyjemności spokoju, skoro leżysz wygodnie w łóżku?”.
To oczywiście może przyjąć formę kalkulacji handlowej: można zrezygnować z przyjemności z pieniędzy, aby zdobyć coś, co da większe nasłodzenie. Czyli osiągnie się przyjemność większą niż wartość pieniędzy. Jak wiadomo, wszystkie poziomy nasłodzenia mierzone są stopniem potrzeby. Na przykład, człowiek kocha spokój, ale rezygnuje z niego dla pieniędzy. Człowiek kocha pieniądze, ale rezygnuje z nich dla jedzenia i picia i tym podobne. Człowiek kocha jeść i pić, ale czasem rezygnuje z tego, jeśli wie, że to zaszkodzi jego zdrowiu. Wynika z tego, że rezygnuje z jedzenia i picia, aby osiągnąć zdrowie itd.
I dlatego ciało pyta człowieka, kiedy chce on wstać o zmroku dla duchowej pracy, mówiąc mu: „Co sądzisz, że teraz zyskasz, rezygnując z odpoczynku?”. A gdy odpowiada: „Chcę zasłużyć na przyszły świat poprzez wypełnienie przykazania Króla”, ciało odpowiada mu: „Dobrze, ale masz czas, by wstać rano jak wszyscy, i po co ci wstawać wcześniej niż inni? Przecież przez cały dzień masz czas na wypełnianie Tory i przykazań”.
Wtedy człowiek mówi do ciała: „Wiedz, że istnieje całe społeczeństwo (klal), które nazywa się «zwykli ludzie», i są ludzie, którzy nie płyną z prądem całego społeczeństwa, lecz chcą być wyjątkiem, czyli pragną zasłużyć na cel, dla którego zostali stworzeni, nazywany «złączeniem ze Stwórcą» albo «Torą liszma». A mędrcy powiedzieli, że można na to zasłużyć poprzez naukę Tory po północy, jak wyjaśnia to Księga Zohar. A poza tym, to jest zwyczaj przyjęty wśród tych, którzy chcą coś osiągnąć w swoim życiu”.
Wtedy ciało zaczyna poważną argumentację, mówiąc mu: „Masz rację – gdyby było tak, jak mówisz, że masz w życiu wzniosły cel, i prosisz mnie, bym ci pomogło w twoim zadaniu. Ale przecież widzisz, ile trudu i gigantycznych wysiłków włożyłeś w tę pracę, aby osiągnąć pracę liszma. I widzisz, że nie przesunąłeś się nawet o jotę. Czyli że teraz masz jeszcze większe pragnienie otrzymywania, niż miałeś, zanim zacząłeś pracę na oddawanie. W takim razie widzisz, że nie jesteś wyjątkiem w społeczeństwie, lecz jesteś taki sam jak wszyscy. A zatem więcej się nasłodzisz spokojem, leżąc teraz w łóżku. I nie opowiadaj mi głupstw, że jesteś lepszy od innych”.
I na takie stwierdzenia, które są sprawiedliwe, czyli jeśli dokonać kalkulacji z punktu widzenia rozumu, ciało ma rację w stu procentach – człowiek nie ma nic do odpowiedzenia. I tutaj człowiekowi nie zawsze udaje się przezwyciężyć to wiarą ponad wiedzą, mówiąc do ciała: „Pomimo że masz rację w swoich twierdzeniach i logika zmusza iść tak, jak ty mówisz, jednak ja idę ponad wiedzą”. I to jest wielka praca, ponieważ człowiek w tym czasie doświadcza cierpienia ciała, ponieważ ciało kąsa go swoim złym językiem, wymierzonym przeciwko pracy ponad wiedzą. Dlatego gdy z góry przychodzi do niego małe przebudzenie i zaczyna odczuwać pewien smak w Torze i przykazaniach, w czasie, gdy czuje pewne wzniesienie, mówi: „Błogosławiony Bóg, teraz już nie muszę iść drogą wiary ponad wiedzą, bo i rozum też twierdzi, że warto przestrzegać Tory i przykazań”. I natychmiast, gdy szkodzi swojej wierze, czyli gdy mówi: „Teraz jestem wolny od jarzma wiary”, to jest to powodem, że natychmiast spada ze swojego stanu, ponieważ zaszkodził wierze.
2. A druga droga to powiedzieć: „Teraz widzę, że prawdziwa droga to iść ponad wiedzą, i nie przyjmuję za podstawę tego, że z powodu tego, iż teraz odczuwam przyjemność i nasłodzenie, od dzisiaj przyjmuję na siebie przestrzeganie Tory i przykazań. A chcę pracować bez żadnej podstawy w postaci przyjemności i nasłodzenia. Bo najważniejsze to dojść do pracy, by sprawić nasłodzenie Stwórcy. W takim razie, jak mogę wziąć przyjemność i nasłodzenie za podstawę i zbudować na tym moje judaizm?”. Jednak „co mam zrobić, skoro odczuwam smak w pracy?”.
Wtedy powinien powiedzieć, jak powiedziano wyżej, jak mówił mój pan, ojciec i nauczyciel (Baal Sulam), że może przyjąć to przyjemne odczucie nie jako podstawę, lecz jako świadectwo. To znaczy powiedzieć: „Teraz widzę, że droga ponad wiedzą to prawdziwa droga, tak, jak Stwórca pragnie, by Mu służono. A świadectwem tego jest to, że widzę, iż mnie przybliżył tym, że usunął ze mnie swoje ukrycie, i zasłużyłem poczuć Jego dobro i łaskę, bo On pragnie dawać stworzeniom dobro i nasłodzenie, ponieważ na tym polega cel stworzenia”.
Jednak, aby to otrzymanie dobra i nasłodzenia od Niego nie prowadziło do oddzielenia, ponieważ otrzymywanie nasłodzenia jest różnicą formy wobec Niego, On uczynił skrócenie i ukrycie. Natomiast jeśli idziemy drogą wiary ponad wiedzą, ciało nie ma do tego żadnego stosunku, a przeciwnie, ciało sprzeciwia się pracy ponad wiedzą. „I teraz, kiedy szedłem ponad wiedzą, On w pewnym stopniu usunął ze mnie swoje ukrycie. W takim razie od dzisiaj będę się coraz bardziej wzmacniać, by iść tylko drogą, nazywaną «wiara ponad wiedzą»”.
I dzięki temu nie wpadnie pod władzę otrzymywania dla siebie, które nazywa się oddzieleniem od świętości, a przeciwnie, teraz zacznie z większą siłą pracować w właściwości rozumu i serca. I tak czy inaczej, Stwórca już więcej nie zrzuci go ponownie w piekielny dół, który nazywa się otrzymywaniem dla otrzymywania, lecz pozostanie w stanie wzniesienia. I przeciwnie, wzniesie się na poziom większego objawienia, ponieważ nie szkodzi wierze, i to chroni człowieka przed upadkiem w otrzymujące kelim.
Stąd wynika, że w stanie wzniesienia są przed nim dwie drogi. I jak człowiek może zwyciężyć, idąc drogą narodu Israel, a nie drogą Greków, którzy dają do zrozumienia, że w obrębie poznania będą większymi pracownikami, ponieważ rozum zgadza się iść tą drogą bardziej niż drogą wiary?
I mój pan, ojciec i nauczyciel, wyjaśnił spór, który miał miejsce między pasterzami stada Awrama a pasterzami stada Lota (Tora, rozdział Lech lecha[3]). Powiedział, że stado[4] oznacza własność, ponieważ własnością Awrama była tylko właściwość wiary, i to oznacza słowo „Aw-ram”, czyli właściwość „ojciec” (hebr. aw), który jest w niebiosach, wyniesiony wysoko (ram), ponad poznaniem. A „pasterze” oznaczają, że dawał pożywienie jedynie swojemu nabyciu w wierze. Czyli przez cały czas szukał pożywienia, które pozwoliłoby mu nakarmić wiarę, aby była silna i potężna, i żeby nie potknąć się o właściwość poznania.
Inaczej jest z pasterzami stada Lota, ponieważ, jak wywodzi Księga Zohar, słowo „Lot” pochodzi od „de-itlatja”[5], czyli przekleństwa. Oznacza to, że pasterze stada Lota karmili się nabyciami w poznaniu i otrzymywaniu, a z tego nie może wynikać błogosławieństwo, ponieważ jest to przeciwne oddawaniu. A błogosławieństwo przebywa właśnie tam, gdzie zajmują się oddawaniem.
Czyli, jak powiedziano wyżej, że kelim, w które można przyjmować wyższe dobro, to właśnie oddające kelim. Do tych kelim można przyjmować. Natomiast do kelim, które pragną otrzymywać, tam wyższe dobro nie wchodzi, z powodu różnicy formy.
I z powiedzianego zrozumiemy dwa drogi, które ma człowiek, gdy otrzymał niewielkie duchowe wzniesienie. Jednak czym można przeważyć na stronę dobra, zwaną właściwością wiary, to znaczy, by być w właściwości „pasterzy stada Awrahama”, jak powiedziano wyżej?
I mój pan, ojciec i nauczyciel powiedział w imieniu Baal Szem Towa, że kiedy człowiek ma możliwość uczynić dwie rzeczy przeciwne sobie i nie potrafi rozstrzygnąć między nimi, rada tutaj jest: spojrzeć, w czym są większe wysiłki – to właśnie powinien wybrać dla siebie. Ponieważ tam, gdzie są wysiłki, czyli ciało się nie zgadza, tam bez wątpienia jest świętość. I w tym należy się pospieszyć i podjąć to do wykonania. Wynika z tego, że tu też ma on dwie drogi:
- drogę wiary,
- drogę poznania.
I powinien wybrać dla siebie drogę wiary, ponieważ ciało się na nią nie zgadza, jako że to prowadzi do świętości, to znaczy do pragnienia oddawania. A ciało pragnie dokładnie odwrotnie. Więc co tutaj przeważa? To, co ciało odrzuca, i co uważa za zbędne i niepotrzebne. Czyli że nie widzi w tym żadnej potrzeby, i w ogóle nie rozumie, po co to komu. Dlatego zawsze chce się tego pozbyć, i to jest właśnie właściwość wiary, jak powiedziano wyżej.
I stąd wynika, że cud, który przydarza się człowiekowi, że może przeważyć na stronę świętości, nie bierze się z rozumu, lecz właśnie z tego, co dla ciała jest zbędne, to znaczy z wysiłków, które są obrzydliwe dla ciała i przez nie uważane za coś całkowicie niepotrzebnego. I właśnie z tych „resztek”, to znaczy z tego, co człowiek odrzuca i nie chce, i czego nie pragnie – z tego zdarzył się z nim cud i pozostał w świętości.
I to jest znaczenie słów: „Z pozostałych dzbanów dokonał się cud dla róż”. Bo „dzban” oznacza, jak powiedziano, że rabbi Meir oczyszczał szkodniki na sto pięćdziesiąt[6] powodów[7], co oznacza, że każdą rzecz można uzasadnić na dwa przeciwstawne sposoby. I jak więc można to rozstrzygnąć? Poprzez resztki. Czyli przez to, co jest zbędne dla ciała, co ono uważa za nic nie warte. I to jest właściwość wiary ponad wiedzą, dzięki której jedynie można się uratować przed upadkiem w sieci klipy.
I to się nazywa „dzban oliwy”, który znaleziono zapieczętowany pieczęcią Najwyższego Kapłana (dosł. Wielkiego Kohena). Kohen nazywa się „Hesed”. Wielki nazywa się Hesed, który stał się Hochmą. Czyli dobro typu chasadim, które nazywa się właściwością „kohen”, bo kohen to właściwość Hesed, ponieważ Hesed świadczy o wierze ponad wiedzą. I dlatego Awraham, który jest właściwością Hesed, jest ojcem wiary.
A właściwości wiary Grecy nie są w stanie zobaczyć, bo widzą tylko do daat (poznania), ale nie ponad poznanie. Dlatego, gdy oni poszli ponad poznanie, Grecy już nie mogli panować. I to jest powód, dlaczego Grecy nie widzieli dzbana z oliwą.
A cud świecenia przez osiem dni wskazuje na to, że świeciła właściwość chasadim w Bina. Bo od Biny do Malchut – osiem sfirot. Natomiast Hochma, która jest w Hochmie, nie świeciła, i dlatego ustanowiono osiem dni, ponieważ było świecenie tylko w właściwości „osiem”. Dlatego powiedziano: „Synowie Biny ustanowili na osiem dni radość i wesele”.
[1] Rabbi Elazar z Wormacji (1165–1242), zwany „Rokeach” („Twórca wonności”) od tytułu swojej głównej księgi. Wybitny mędrzec i kabalista.
[2] Modlitwa „Neila”, odmawiana w Jom Kipur.
[3] Tora, Bereszit, 13:7–9. „(7) I był spór między pasterzami trzód Awrama a pasterzami trzód Lota – a Kena’ani i Perizi wtedy mieszkali w tej ziemi. (8) I powiedział Awram do Lota: Niech nie będzie sporu między mną a tobą, i między moimi pasterzami a twoimi pasterzami – bośmy mężowie-bracia. (9) Czyż nie cała ziemia jest przed tobą? Oddziel się proszę ode mnie: jeśli w lewo – ja pójdę w prawo, a jeśli w prawo – ja pójdę w lewo”.
[4] Słowo „mikne” (hebr.) oznacza zarówno „stado”, jak i „nabytek, własność”.
[5] „De-itlatja” (aram.) – „związane z przekleństwem”.
[6] Słowo „kankan” (hebr. „dzban”) zapisuje się: kuf, nun, kuf, nun. Gematria kombinacji „kuf, nun” wynosi 150.
[7] Talmud Babiloński, traktat Eruwin, 13:2 (niedokładny cytat).