W Piśmie powiedziano: „Gdy będziesz przeprowadzać spis synów Israel według ich liczby, wtedy dadzą każdy okup za swoją duszę Stwórcy przy ich przeliczeniu, i nie będzie zarazy wśród nich podczas przeliczenia ich. To niech dadzą: połowę szekla według szekla świętego. Bogaty – nie więcej, a biedny – nie mniej niż połowę szekla (ma) dać na ofiarę Stwórcy, aby odkupić wasze dusze”[1].
Aby zrozumieć to w sensie duchowej pracy, należy najpierw przytoczyć wypowiedź naszych mędrców (traktat Nida, 31:1)[2]: „Nauczyli mędrcy: Trzech wspólników jest w człowieku – Stwórca, ojciec i matka. Ojciec daje to, co białe, matka daje to, co czerwone, a Stwórca daje mu ducha (ruach) i duszę (neszama)”.
Wiadomo, że cała nasza praca polega tylko na tym, aby dojść do zlania się ze Stwórcą, nazywanego „upodobnieniem według formy”, ponieważ narodziliśmy się z pragnieniem otrzymywania dobra i nasłodzenia z miłości własnej, co jest przeciwieństwem Stwórcy, którego pragnieniem jest dawać Swoim stworzeniom. I wiadomo, że różnica formy prowadzi do oddzielenia. A kiedy stworzenia są oddzielone od źródła życia, to nazywane są martwymi.
Dlatego, jak wiadomo, nastąpiła naprawa, zwana „skróceniem i ukryciem”, do tego stopnia, że musimy pracować nad właściwością wiary, by wierzyć w Stwórcę oraz w nagrodę i karę. Jednak wszystkie ukrycia są tylko po to, aby człowiek miał możliwość zajmować się Torą i przykazaniami dla oddawania, a nie dla własnej korzyści. Natomiast gdyby dobro i nasłodzenie były objawione, i sterowanie byłoby jawne, czyli że Stwórca postępuje ze stworzeniami w sposób „Dobry, Czyniący dobro” – nie byłoby żadnej zdolności ani możliwości, aby stworzenia pracowały i wypełniały Torę i przykazania dla oddawania, lecz musiałyby pracować dla otrzymywania, ponieważ nie miałyby żadnej możliwości przezwyciężyć nasłodzenia, które odczuwałyby w Torze i przykazaniach.
Inaczej wygląda sprawa, gdy następuje ukrycie, czyli dobro i nasłodzenie w Torze i przykazaniach nie są jawne, a po to, by człowiek mógł w ogóle istnieć w świecie, by miał choć trochę siły życia i by odczuwał w swoim życiu przyjemność, został dany światło i nasłodzenia obłoczone w nasłodzenia materialne. A w Księdze Zohar powiedziano, że należy wierzyć, iż to tylko bardzo cienkie światło, zwane „cieniutkim świeceniem” (duchaka de-duchaka), które zostało dane klipot, by mogły istnieć i karmić człowieka, aż do chwili, gdy ten zasłuży na otrzymanie innych kli, zwanych „oddającymi”, w których jedynie możliwe jest objawienie wyższego napełnienia.
Dlatego początek pracy człowieka polega na tym, by wierzyć ponad wiedzę w odniesieniu do wszystkiego, co widzi i odczuwa, że to ukrycie zostało przygotowane celowo dla jego dobra, lecz prawda nie jest taka, jaką ją widzi i czuje. I powinien powiedzieć o sobie: „Oczy mają – ale nie widzą, uszy mają – ale nie słyszą”[3]. Innymi słowy, tylko przez pracę w przezwyciężaniu rozumu i serca (mocha we-liba) może on zasłużyć na kli oddające, a tylko w tych kli może zobaczyć i poczuć Stwórcę jako Dobrego, Czyniącego Dobro.
Jednak co ma zrobić człowiek, gdy widzi, że niełatwo przezwyciężyć miłość własną, by mieć możliwość dojścia do poziomu oddawania w mocha i liba? W tym stanie, gdy człowiek zaczyna czuć, że ma w sobie zło, pragnie się spod jego władzy wydostać i odczuwa, że nie potrafi się spod niego uwolnić, i że to wcale nie jest takie proste. A żeby osiągnąć kli oddające, bez wątpienia trzeba włożyć wielki wysiłek. I on gotów jest ten wysiłek włożyć, ale nie wie, jak zbudować swoją drogę, by miał pewność, że to właściwa droga, która doprowadzi go do królewskiego pałacu, czyli że zasłuży na zlanie się ze Stwórcą, jak powiedziano (Tora, Dewarim 30:20): „Aby kochać Stwórcę, Wszechmogącego twojego, słuchać Jego głosu i przylgnąć do Niego – bo On jest twoim życiem”.
Porządek jest taki, że przede wszystkim powinien podzielić swoją drogę duchowej pracy na dwa przeciwstawne podejścia. Czyli istnieje droga, na której człowiek powinien iść w doskonałości – i chociaż widzi, że pełen jest braków, to mimo wszystko istnieje właściwość, zwana „szczęście”, kiedy jest szczęśliwy, że nie ma braków. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Kto jest bogaty? – Ten, kto cieszy się ze swojej części” (Pirke Awot, rozdz. 4, miszna 1). A to zależy od tego, na ile ceni wagę Króla. Czyli czy widzi, że samo pragnienie przylgnięcia do Stwórcy – to już ogromna wartość, dla której warto się wyrzec samego siebie i uniżyć przed Nim. Jak powiedziano w Darze Tory (s. 129), gdzie Baal Sulam podaje taki przykład: „Dusza – to świecenie, które pochodzi od Stwórcy. To świecenie oddzieliło się od Stwórcy, ponieważ Stwórca obłoczył je w pragnienie otrzymywania, ponieważ zamysł stworzenia, by nieść dobro Swoim stworzeniom, stworzył w każdej duszy pragnienie otrzymywania nasłodzenia. I to różnienie się przez pragnienie otrzymywania w formie oddzieliło to świecenie od samego Stwórcy (Acmuto) i uczyniło je oddzieloną od Niego częścią”[4].
A kiedy człowiek wierzy w to, czyli że jego dusza pochodzi od Acmuto, lecz przez stworzenie, czyli przez włożone w nią pragnienie otrzymywania oddzieliła się od Stwórcy i uzyskała własną władzę, Baal Sulam podaje taki przykład: „Wynika z tego, że teraz dusza jest całkowicie podobna, powiedzmy, do organu, który został odcięty od ciała i oddzielony od niego. I chociaż przed oddzieleniem oba one: organ i cały organizm, stanowiły jedność i dzieliły się myślami i odczuciami, po tym jak ten organ został odcięty od ciała, to powstały dwie władze. I nie znają już nawzajem swoich myśli. A tym bardziej, po tym jak dusza obłóczyła się w ciało tego świata, zerwane zostały wszystkie połączenia, które istniały zanim oddzieliła się od Acmuto”[5].
Dlatego, gdy człowiek zwraca uwagę na to, jaką wagę ma fakt, że zajmuje się Torą i przykazaniami, (uświadamia sobie), że Stwórca dał nam możliwość wypełniać Jego polecenia, i poprzez ich wypełnianie zasługujemy na ustanowienie więzi ze Stwórcą. A jeśli jeszcze nie odczuwa, że tego dostąpił, to z powodu niedostatecznego poczucia ważności. Przecież w świecie materialnym widzimy, że kiedy człowiek odczuwa nasłodzenie życiem – ile czasu w ciągu dnia naprawdę nasładza się rzeczami materialnymi!? Przecież ma ograniczoną możliwość korzystania z przyjemności! Jednak ma pewne chwile, w których się nasładza, np. kiedy je, pije i śpi, gdy widzi piękne rzeczy itp., lub słyszy piękną melodię, śpiew itd. Jednak nie może jeść, pić, patrzeć i słuchać przez cały dzień, a zadowala się tym, co ma, i już odczuwa doskonałość w swoim materialnym życiu i nie mówi: „Skoro nie mogę nasładzać się tymi rzeczami przez cały dzień – to z nich rezygnuję”. A przyczyną tego jest wartość, jaką przypisuje rzeczom materialnym.
I z powyższego wynika, że jeśli człowiek zwróci uwagę na wagę Króla i będzie odczuwał pełne zadowolenie z tego, że dano mu możliwość wypełniać Torę i przykazania, na tyle, na ile to możliwe dla niego. Nawet jeśli zasłużył jedynie na to, by mówić z wielkim Królem, do którego nie każdemu dane jest wejść, by porozmawiać i trzeba bardzo się postarać u jego dworzan, aby umożliwili mu powiedzieć królowi choćby kilka słów. Jakie uniesienie czułby taki człowiek, gdyby widział, że są inni ludzie, którym nie tylko nie daje się możliwości wejścia do króla, ale nawet nie mówi się im, że król jest obecny w mieście, i że są ludzie, którzy mają możliwość z Nim rozmawiać! A on widzi, że na świecie są tacy, którzy nie wiedzą, że na świecie istnieje Król i że tylko bardzo mała garstka ludzi otrzymała myśl i pragnienie wiary w to, że na świecie jest Król. A nawet ci, którzy już wiedzą o Królu, nie wiedzą, że można z Nim rozmawiać. A jemu dano z góry wiedzę, że może wejść i mówić z Królem, czyli może wierzyć.
I zrozumiemy to przez przypowieść o człowieku, który poszedł napić się wody, i powiedziano mu: „Idź, wejdź do króla i porozmawiaj z nim, i powiedz mu: Dziękuję Ci za to, że pozwoliłeś mi się napić”. I on wypowiada błogosławieństwo: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco”, czyli dziękuje Mu i mówi: „Dziękuję Ci za to, że wszystko powstało przez Jego słowo”[6]. Wynika z tego, że jeśli wierzy, że mówi z Królem, jak powiedziano: „Pełna jest ziemia Jego chwały”[7], to jakiego uniesienia będzie doświadczać, wierząc, że rozmawia z Królem, choćby przez chwilę!
I uniesienie z tego, że stoi teraz przed Królem i mówi z Nim, choćby przez chwilę, powinno dawać mu pełne zadowolenie, i będzie miał siły życia i radość przez cały dzień. A chociaż nie widzi Króla, to przecież dana została mu wiara, by wierzyć, że „pełna jest ziemia Jego chwały”, a także dano mu wiarę, że „Ty słyszysz modlitwę wszelkich ust”[8].
A mój pan, ojciec i nauczyciel powiedział o tym: „wszelkich ust”, czyli nawet usta najbardziej niskiego człowieka – wszystkie słyszy Stwórca. Wynika z tego, że w zależności od wiary człowieka, gdy mówi on do Stwórcy, czy to z dziękczynieniem, czy z prośbą o coś, wszystko słyszy Stwórca. I człowiek, który idzie tą drogą, może przez cały dzień przebywać w radości, ponieważ odczuwa nasłodzenie z tego, że mówi z Królem.
A szczególnie podczas modlitwy – jak bardzo się modli! Nawet jeśli człowiek nie rozumie sensu słów, to nie jest ważne, ponieważ to, że się modli i wypowiada zapisane w modlitewniku słowa, człowiek powinien wiedzieć, że ten porządek ustalili królewscy doradcy, że gdy wchodzi się do Króla, należy wypowiadać te właśnie słowa. W takim wypadku nie ma znaczenia, czy wie, co mówi, czy nie. Przecież to nie on ustalił tę modlitwę ani dziękczynienie. Bo taki porządek ustalono dla wszystkich, ponieważ dla każdego, kto wchodzi, by mówić z Królem – oni to ustanowili, a nie on sam.
I rzeczywiście to, o co prosi człowiek, nie jest zapisane w modlitwach czy dziękczynieniach, które wypowiada. Lecz modlitwy, które wypowiada sam człowiek, są zapieczętowane i zapisane w jego sercu. Innymi słowy, człowiek nie prosi o to, co zapisano w modlitewniku, lecz o to, co zapisane jest w jego własnym sercu. Zgodnie z tym wynika, że mimo iż wszyscy modlą się z tego samego modlitewnika, każdy prosi i modli się o to, by On wypełnił potrzebę jego serca.
Jak powiedziano w błogosławieństwie na początek nowego miesiąca: „(I daj nam) życie, aby Stwórca spełnił pragnienia naszego serca – na dobro”[9]. Czyli po wszystkich modlitwach, które wypowiadamy przy błogosławieństwie nowego miesiąca, ustalonych przez naszych mędrców, kończymy naszą modlitwą, czyli tym, o co modli się serce, i mówimy: „Aby Stwórca spełnił pragnienia naszego serca na dobro”.
I należy zrozumieć, co znaczą wypowiadane przez nas słowa: „Aby Stwórca spełnił pragnienia naszego serca na dobro”. Co oznacza, że dodajemy: „naszego serca na dobro”? I z powiedzianego wyżej to zrozumiałe: przecież serce człowieka, to, o co prosi i za co się modli, pochodzi z jego serca. Ale kto wie, czy serce pragnie rzeczy dobrych? Przecież możliwe, że, nie daj Bóg, serce prosi o rzeczy złe. Dlatego dodano: „pragnienia naszego serca na dobro”, podczas gdy w czasach, gdy mędrcy ustanawiali te modlitwy, serce ich było zestrojone ze Stwórcą i nie ma wątpliwości, że wszystkie ich modlitwy były dobre. Inaczej sprawa wygląda z nami, dlatego należy dodać: „na dobro”.
I z tego wynika, że człowiek powinien cieszyć się i radować z tego, że zasłużył powiedzieć Królowi choćby kilka słów. I to nazywa się „prawa linia”, czyli prawa droga, zwana doskonałością. Czyli że sam człowiek nie odczuwa żadnego braku (chisaron). I tak należy wyjaśnić słowa naszych mędrców: „Trzech wspólników jest w człowieku. Ojciec sieje białe”. „Ojciec” to zachar, czyli doskonały. Podczas gdy „matka” to nekewa – posiadająca brak. Dlatego powiedzieli: „Ojciec sieje białe” – od słowa „biały”, czyli bez skazy, całkowicie biały, bez żadnego braku.
I to, jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Joma, 17:2)[10]: „Wszystkie rogi, ku którym się zwracasz, niech będą tylko przez stronę prawą” – co, jak wyjaśniono, oznacza: że zgodnie z porządkiem pracy należy zaczynać od prawej, to znaczy od właściwości doskonałości, kiedy człowiek nie widzi u siebie żadnego chisaronu. I wtedy rzeczywiście możliwe jest, by wyrazić Królowi wdzięczność za to, że dał mu doskonałość. I wtedy można powiedzieć: „Błogosławiony przylega do Błogosławionego”[11].
Inaczej jest, gdy człowiek odczuwa w sobie brak, o tym powiedzieli mędrcy: „Nie może przeklęty przylgnąć do Błogosławionego”[12]. I dlatego w takim stanie człowiek jest oddzielony (od Stwórcy). Dlatego człowiek powinien iść prawą linią, zwaną doskonałością, ponieważ z niej otrzymuje życie, ponieważ jest w pewnej mierze zjednoczony ze źródłem życia. A człowiek, dopóki żyje, może spojrzeć na swoje czyny, czy są dobre, czy złe, i je naprawić.
Inaczej, jeśli człowiek umarł, czyli że nie ma sił życia, to znaczy nie ma skąd czerpać życia, wtedy nie jest w stanie naprawić swoich czynów, ponieważ w takim stanie uważa się go za martwego. I wszystkie jego siły życia… Możliwe, że gdyby dano mu możliwość wyjścia z życia, które wciąż wiedzie w tym świecie, i umrzeć śmiercią fizyczną lub przynajmniej gdyby mógł wziąć środek nasenny, by przespać przynajmniej trzy miesiące, i gdyby zobaczył taki środek, mógłby z tego czerpać siły życia. Ale co ma zrobić, jeśli obecnie niczego nie pragnie, tylko spać? A jeśli musi coś robić, to gdy przypomina sobie, że wkrótce będzie mógł się przespać, z tego obecnie czerpie siły życia.
Dlatego pierwszym fundamentem pracy, jaki człowiek powinien dla siebie ustanowić, jest iść prawą linią, która jest linią doskonałości, bez żadnego braku, zarówno w umyśle, jak i w sercu.
A mój pan, ojciec i nauczyciel powiedział na temat wersetu z Księgi Estery: „I Mordechaj dowiedział się o wszystkim, co się działo, i rozdarł Mordechaj swoje szaty, i włożył wór i popiół, i wyszedł, i zawołał wielkim i gorzkim krzykiem. I przyszedł aż do bramy królewskiej, bo nie wolno było wejść do bramy królewskiej w worze”[13].
Ibn Ezra wyjaśnia, że chodzi tu o brak szacunku wobec królestwa. A Baal Sulam dał temu wyjaśnienie: kiedy człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami, gdy się modli, to nazywa się, że stoi u bram królewskich. I tutaj, jeśli człowiek spogląda na siebie i chce zobaczyć, czy wszystko u niego w porządku, czyli czy nie narusza, nie daj Bóg, królewskiego rozkazu, to tym samym czynem okazuje brak szacunku wobec Króla, sugerując, że są ludzie, i on sam do nich należy, którzy nie chcą uznać wielkości Króla. Nie chcą przyjąć na siebie królewskiej władzy, a przeciwnie – mają w sobie siłę, by powiedzieć, że nie uznają panowania Króla.
Lecz wielkość Króla polega na tym, że wszyscy uznają Jego znaczenie i wszyscy pragną Mu służyć całym sercem i duszą. I pięknie jest widzieć, jak wszyscy stoją i wysławiają Go, i mówią tylko na Jego chwałę, jak dba o to, by mieszkańcy kraju mieli wszelkie dobro. I to oznacza: „Bo nie wolno było wejść do bramy królewskiej w worze”[14], czyli w brudnym odzieniu. A kiedy przychodzi się do bram królewskich, trzeba być odzianym w szaty godne przebywania przy bramach królewskich. W przeciwnym razie, czyli gdy siedzi ubrany w wór, to znak, że nie jest zadowolony z Króla, że siedzi i rozpacza z powodu tego, czego mu brakuje w życiu, i nie ma u niego spokoju duszy. Wynika z tego, że siedzi i żali się, a to jest brak szacunku wobec Króla – zarzut, że Król mu nie współczuje i nie spełnia jego prośby.
A rzecz w tym, że gdy człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami, powinien wierzyć ponad wiedzę, że to, co ma, jest bardzo cenne, i że nie jest godny czegoś większego, a powinien zadowolić się tym, co ma, i cieszyć się swoją dolą. Nawet jeśli jest to tylko mała miara połączenia ze światem duchowym, która została mu dana, niewielka zarówno pod względem jakości, jak i ilości. I z tego wszystkiego człowiek powinien się cieszyć, czyli z tej miary związku ze światem duchowym, jaką posiada, i wierzyć, że otrzymał to z góry, bo przecież to również „nie moją siłą i nie potęgą mojej ręki”[15].
W każdym razie, w takiej mierze może być zjednoczony ze Stwórcą w stopniu zwanym: „Błogosławiony przylega do Błogosławionego”.
I jak powiedzieli mędrcy (traktat Szabat, 30:2): „Szchina zstępuje tylko przez radość przykazania”, jak powiedziano: „A teraz wezwijcie mi muzyka, i kiedy muzyk zaczął grać – spoczęła na nim ręka Stwórcy”[16]. Powiedział raw Jehuda: „I tak brzmi prawo (halacha)”. To znaczy, że zlanie się ze Stwórcą musi być przez podobieństwo formy. Wynika z tego, że gdy człowiek czuje się „przeklęty”, nie ma możliwości zlania się. I trzeba wyjaśnić, co znaczy: „tak brzmi prawo”. Jak wiadomo, prawo (halacha) nazywa się „oblubienica”[17], bo to ono określa przyjęcie jarzma Królestwa Niebios. Czyli przyjęcie Królestwa Niebios, które dzieje się ponad wiedzą, nazywa się „radość przykazania”. I jest wielki poziom zwany obecnością Szchiny, i wszystko to objawia się przez radość. W przeciwnym razie, jak powiedziano, „błogosławiony przylega do Błogosławionego”, a jeśli człowiek czuje się „przeklęty”, to nie może przylgnąć do Błogosławionego, i w takim stanie naturalnie pozostaje pozbawiony życia.
I z tego, co powiedziano, wynika, że kiedy mówimy: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, który słyszysz modlitwę”[18], czyli że wyrażamy wdzięczność Stwórcy za to, że słyszy modlitwę. Ale gdy człowiek właśnie teraz znajduje się w stanie braku (chisaron), a w przeciwnym razie nie miałby miejsca na modlitwę, to w takim razie znajduje się teraz we właściwości „przeklęty”. I jakże może wtedy nastąpić zlanie się ze Stwórcą w czasie modlitwy? A poza tym, skoro jest w stanie braku, to za co dziękuje?
Odpowiedź na to jest taka: z tego, że wierzymy, iż On słyszy modlitwę, to już mamy radość, ponieważ nie ma wątpliwości, że On nas wybawi. Wynika z tego, że nad modlitwą, kiedy człowiek ma poza tym również pewność, powinien pracować ponad wiedzę, by Stwórca mu pomógł. Wtedy już ma radość i natychmiast może zasłużyć na zlanie się ze Stwórcą, bo sama pewność daje mu już doskonałość, i już nazywa się „błogosławionym”, a „błogosławiony przylega do Błogosławionego”, jak powiedziano wyżej.
Jednak właśnie wtedy, gdy człowiek prosi Stwórcę, by zbliżył go do Siebie, pojawia się sitra achra i podpowiada mu, że Stwórca nie słyszy jego modlitwy, i nie pozwala mu wierzyć w Stwórcę, że On mu pomoże. I przynosi mu wiele dowodów, mówiąc: „Spójrz wstecz – zobaczysz, ile razy już wznosiłeś modlitwy i myślałeś, że Stwórca cię wysłucha, a potem znowu zostawałeś nagi jak sokół. I to powtarza się za każdym razem. I za każdym razem mówisz: «Tym razem na pewno Stwórca mnie słyszy i już na stałe pozostanę w połączeniu z duchowością». A powiedz sam, co potem było? – znowu spadałeś na samo dno i jeszcze głębiej pogrążałeś się w miłości własnej niż przed modlitwą. Więc skąd teraz bierzesz tak wielką pewność, że tym razem Stwórca cię wysłucha i już składasz wielkie dziękczynienie i mówisz: «Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, słyszący modlitwę»?”
Co więc człowiek może odpowiedzieć ciału, gdy to przynosi mu dowody z przeszłości, że jego modlitwa nie została przyjęta? I na jakiej podstawie człowiek chce mu powiedzieć, że to nieprawda, a on wierzy ponad wiedzę, że teraz naprawdę Stwórca wysłucha jego modlitwy?
Odpowiedź: „Ponieważ cały fundament opiera się na wierze ponad wiedzę, a człowiek powinien wypełnić to przykazanie, więc to, że przynosisz mi dowody z przeszłości, że moja modlitwa nie została przyjęta, i że dlatego nie ma sensu wierzyć, że teraz moja modlitwa zostanie wysłuchana, właśnie na te dowody z przeszłości, które mają osłabić moją siłę wiary i pewności mówię ci, że właśnie teraz mogę powiedzieć, że wierzę i opieram się ponad wiedzę. Bo ty przynosisz mi dowody tylko z poziomu wiedzy. A ja ci mówię: wielkie dzięki za te pytania i dowody, bo dajesz mi teraz miejsce, na którym mogę zbudować właściwość «ponad wiedzę». W takim razie teraz jestem w wielkiej radości, bo mam możliwość wypełnić przykazanie wiary i pewności ponad wiedzę”.
Wynika z tego, że z tego samego miejsca, z którego ciało czerpie siły, by osłabić człowieka w jego radości z modlitwy w pewności, że teraz Stwórca go wysłucha, z tego miejsca człowiek powinien czerpać siły do wiary ponad wiedzę. Innymi słowy, w miejscu, gdzie jest wiedza, tam właśnie można teraz postawić właściwość „ponad wiedzę”. A jeśli wiedza nie przynosi mu czegoś przeciwnego, to jak może powiedzieć, że działa ponad nią?
Dlatego człowiek powinien zawsze mówić, że z góry dają mu od czasu do czasu upadki, aby miał możliwość iść ponad wiedzę. I ciało naturalnie nie może go osłabić w jego wierze i pewności podczas modlitwy, kiedy sprzeciwia się temu, by dziękować Stwórcy, mówiąc: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, słyszący modlitwę”. A ciało mówi: „Skąd wiesz, że Stwórca wysłucha twojej modlitwy, że Go za to dziękujesz?”
I nie można powiedzieć, że dziękuje Stwórcy za to, że On wysłuchuje innych. Bo za to, co mówi „Błogosławiony jesteś Ty”, zazwyczaj człowiek mówi o tym, czego sam doświadczył, a nie, że dziękuje za innych. A poza tym, skąd człowiek ma wiedzieć, co jest w sercu jego przyjaciela?
Lecz człowiek dziękuje Stwórcy za siebie, i ciału też mówi: „Wielkie dzięki za to, że przyszedłeś do mnie z uczciwymi argumentami, bo teraz mam możliwość pracować ponad wiedzę”, jak powiedziano wyżej. I to nazywa się „prawa linia”, doskonałość. I to jest najważniejsze na drodze, którą człowiek powinien iść. Bo z tego czerpie życie, jak powiedziano wyżej, że wtedy znajduje się na poziomie „błogosławiony”. I to nazywa się: „Błogosławiony przylega do Błogosławionego”.
Dlatego człowiek nie może iść tylko na jednej nodze, zwanej „prawa noga” lub „doskonałość”. Potrzebna mu jest również druga, czyli lewa noga, a lewą nazywa się to, co wymaga naprawy, ponieważ znajduje się tam pewien brak, który należy naprawić. I jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Sota, 47:1): „Uczyli mędrcy: lewa (ręka) zawsze odpycha, a prawa przybliża”.
I należy to wyjaśnić według naszego rozumienia: „prawa”. Gdy człowiek pracuje w prawej linii, ona przybliża, to znaczy zbliża go do świętości, ponieważ patrzy i widzi, jak blisko jest do duchowości. I za każdą miarę, w której widzi, że choć trochę się zbliżył do świętości, już się cieszy i dziękuje za to Stwórcy. I nie patrzy na negatywną stronę.
A „lewa odpycha” – to wtedy, gdy idzie lewą nogą, patrzy tylko na odrzucenia, czyli na to, jak bardzo został odsunięty i oddalony od świętości, zarówno ilościowo, jak i jakościowo. Innymi słowy, są to dwa całkowicie, można powiedzieć, skrajnie przeciwstawne sobie podejścia. Dlatego prawa nazywa się „Hesed” (miłosierdzie), bo wiadomo, że prawa linia to Hesed, i ponadto nazywa się „dzień”, jak powiedziano: „Za dnia objawi Stwórca Swoje miłosierdzie”[19].
A rzecz w tym, że ten, kto idzie prawą linią, patrzy tylko na miłosierdzie, z którym Stwórca postępuje wobec całego społeczeństwa i jak on sam otrzymuje miłosierdzie od Stwórcy. I za każdy przejaw miłosierdzia dziękuje Stwórcy i automatycznie żyje w dniu całkowicie wypełnionym dobrem. Przecież sam odczuwa miłosierdzie, którego Stwórca wobec niego dokonuje i dlatego się cieszy i raduje, i ma za co dziękować Stwórcy.
Lecz gdy chce iść również lewą nogą, a o lewej uczyliśmy, że odpycha, czyli gdy zabiera się za krytyczną analizę swoich czynów, czy trzeba coś naprawić, to czas, by widzieć tylko odrzucenia. Czyli jak bardzo jest odrzucany od duchowości, i jak wszystkie jego „myśl, mowa, działanie” pogrążone są w miłości własnej i nie widzi przed sobą żadnej możliwości, by wydostać się spod władzy ciała, które całkowicie nad nim dominuje. Co więcej, nawet gdy zaczyna myśleć, że nie warto dłużej pozostawać w stanie otrzymywania, to ciało natychmiast przychodzi z jeszcze silniejszymi argumentami niż wcześniej, kiedy nie chciał go słuchać, a jego pragnieniem była praca dla oddawania. Teraz bowiem ciało stało się bardziej przebiegłe i stawia jeszcze trudniejsze pytania.
I pyta sam siebie: „Dlaczego zanim zacząłem pracować ze wzmocnioną siłą i zapałem w świętości, ciało nie było takie sprytne? A teraz, gdy rozpocząłem pracę w świętości, mógłbym zrozumieć, że dobra strona człowieka powinna stać się mądrzejsza, silniejsza i bardziej gorliwa, przecież zajmuję się świętą pracą. I zgodnie z zasadą: jedno przykazanie pociąga za sobą drugie[20], pomyślałbym, że ciało osłabnie, czyli że argumenty, które miało do tej pory, wyczerpią się i nie będzie miało już siły się sprzeczać, bo dzięki dobrym czynom świętość się wzmocniła, przecież cały czas zajmowałem się świętą pracą. A teraz widzę odwrotność: ciało stało się mądrzejsze i przedstawia silniejsze i bardziej logiczne argumenty”.
Najważniejsze, że wpędza go w rozpacz, bo mówi mu, że lepiej byłoby porzucić tę pracę zwaną „praca dla oddawania”, i postępować tak jak całe społeczeństwo (klal), i nie starać się być wyjątkiem, tylko wrócić do powszechnie przyjętego stanu, że wystarczy nam wypełniać Torę i przykazania bez intencji. I wszystkie siły należy skierować na to, by wypełniać Torę i przykazania ze skrupulatnością, bo to łatwiejsze niż praca z intencją oddawania. „A najważniejsze – widzę, że całe społeczeństwo, składające się z tych, którzy chcą być inni niż reszta, zajmuje się Torą i przykazaniami ze skrupulatnością większą niż zwykli ludzie. I za to zyskują tytuły: jeden nazywany jest sprawiedliwym, drugi pobożnym, trzeci – wybranym z ludu. Więc po co mam iść drogą «dla Nieba», a nie dla własnej korzyści?”
I w tym stanie człowiek potrzebuje wielkiego miłosierdzia, by nie uciekł z pola walki. I nie ma innego sposobu, by wyjść z tego stanu, niż wiara ponad wiedzę, mówiąc: „To, że teraz ciało stało się bardzo mądre – to dlatego, że z góry dano mi odczucie, które pozwala poznać, czym jest wiedza, abym teraz miał możliwość pójść ponad wiedzę”.
Bo gdy mówimy „wiedza”, mamy na myśli wiedzę pochodzącą z zewnętrznego rozumu, a „zewnętrznym” nazywa się pierwotne pragnienie otrzymywania, w którym nie ma żadnego elementu oddawania. Natomiast „wewnętrzną wiedzą” nazywa się wiedzę obłóczoną w wewnętrzne kelim, i to jest właściwość Biny, której istotą od początku jest oddawanie, i nie ma w niej żadnego pierwiastka otrzymywania. Dlatego zewnętrzny rozum nie pojmuje, że może istnieć pragnienie oddawania.
Dlatego w momencie, gdy człowiek budzi się, by wykonać coś dla oddawania, natychmiast budzi się i buntuje przeciw niemu zewnętrzny rozum, jak dobrze wyszkolony wojownik, i z wielką finezją zaczyna pokonywać człowieka. I nie należy pytać: przecież Pismo mówi, że zły początek (jecer ha-ra) nazywany jest „starym i głupim królem”, więc jak możemy mówić, że jest mądry? Na to można postawić pytanie odwrotne: jak można powiedzieć o aniele, który jest duchowym stworzeniem, że jest głupi? Przecież powiedziano w Księdze Zohar o wersecie: „Bo aniołom polecił, aby cię strzegli na wszystkich twoich drogach”[21], a Zohar wyjaśnia: „aniołom”, to znaczy: dwóm aniołom – dobremu początkowi i złemu początkowi. A jeśli zły początek nazywany jest aniołem, to jak może być głupi?
Lecz należy wyjaśnić, że anioł nazywa się imieniem działania, jak powiedziano (Zohar, Miszpatim, 13:18): „I powiedział mu anioł Stwórcy: Dlaczego pytasz o moje imię? – przecież jest ono ukryte”. To oznacza, że imię anioła zmienia się w zależności od zadania, gdy zostaje posłany, by wykonać jakieś działanie, wtedy jego imię określane jest według tego działania.
Dlatego można powiedzieć, że zły początek nazywa się „głupcem”, czyli jego działaniem jest sprowadzanie człowieka do głupoty. A żeby zamienić człowieka w głupca, potrzebna jest wielka mądrość. Dlatego kiedy człowiek zaczyna pracować w przezwyciężaniu, nie chcąc go słuchać, on (jecer ha-ra) musi przedstawić mu z jeszcze większą mądrością, że to on ma rację. A kiedy człowiek przezwycięża argumenty złego początku, on musi przyjść z jeszcze bardziej wyrafinowanymi argumentami. I człowiek może je pokonać tylko przez wiarę ponad wiedzę, mówiąc, że wiedza nie ma żadnej wartości i że idzie ponad wiedzę.
Lecz jeśli człowiek przezwycięża zewnętrzną wiedzę, która przedstawia rozsądne argumenty, to wygrywa, bo jego wiara każdorazowo wzrasta na wyższy poziom w porównaniu z tym, który miał, zanim przyszedł do niego zły początek ze swoimi wywodami, że nie warto wychodzić z miłości własnej. Bo im bardziej rośnie wiedza złego początku, tym bardziej, jeśli chce pozostać w świętości, nie ma innego wyjścia, jak tylko przyciągnąć do siebie większą właściwość wiary. Innymi słowy, człowiek coraz bardziej potrzebuje Stwórcy, aby ten mu pomógł uciec przed jego własnym złem. To znaczy, że człowiek powinien modlić się nie o to, aby cudze myśli „umarły”, ale aby „powróciły do pokuty”[22].
A dzieje się to właśnie dlatego, że otrzymuje on pomoc z góry, w postaci wiary ponad wiedzę. Wynika z tego, że nie prosi Stwórcy, by te myśli umarły, by nie musiał ich przezwyciężać, i nie zadowala się tą wiarą w Stwórcę, którą ma przed pojawieniem się złego początku i jego rozsądnych argumentów, których nie da się obalić bez pomocy Stwórcy, kiedy człowiek otrzymuje siły, by iść ponad wiedzę.
Inaczej ma się sprawa z tym, kto nie idzie drogą prawdy, i u którego cała praca nie opiera się na rozumie i sercu (mocha we-liba). On prosi Stwórcę, aby zabrał mu te myśli, by mu nie przeszkadzały w jego pracy. Wynika z tego, że pozostaje na swoim poziomie i nie ma możliwości postępu, bo nie ma potrzeby się rozwijać, a chce jedynie pozostać w obecnym stanie. I tylko tego oczekuje, i nie odczuwa potrzeby czegoś większego.
Chociaż pragnie wyższych poziomów niż inni, czyli jeśli jest uczonym (talmid chacham) i sam wie, że są ludzie, którzy nie dorastają mu do pięt, to oczywiście chce też w pracy duchowej być „wybranym z narodu”, i dlatego pragnie wznieść się na wyższy poziom niż ten, na którym teraz się znajduje. Jednak wszystko to jedynie jako luksus, a nie jako konieczność. A ten, kto modli się o luksus, jego modlitwa nie może płynąć z głębi serca, bo sam wie, że jego sytuacja nie jest aż tak zła.
A dzieje się tak dlatego, że widzi ludzi, którzy są w gorszym stanie niż on, a jemu chodzi tylko o luksus. Zgodnie z zasadą: „Nie ma światła bez kli”, gdzie kli oznacza potrzebę i brak (chisaron), który trzeba napełnić. Natomiast luksus w duchowym nie jest jeszcze nazywany chisaronem. I z tego powodu człowiek pozostaje w swoim stanie i nie ma żadnej możliwości, by się z niego ruszyć.
Jednak człowiek, który chce iść drogą prawdy i pragnie pracować w właściwości rozumu i serca (mocha we-liba), wtedy ciało przychodzi do niego i zaczyna go atakować: dlaczego chce odejść od tego, co przyjęte w świecie, gdzie wszyscy zajmują się oddawaniem w imię otrzymywania? I za każdym razem, gdy przezwycięża je, ono powraca z jeszcze silniejszymi argumentami. I w tej sytuacji on nie prosi Stwórcy, aby usunął od niego te argumenty, lecz prosi Stwórcę, aby wobec wszystkich tych dowodów, które przynosi złoczyńca, on „powrócił do skruchy”, czyli by Stwórca dał mu siły iść ponad wiedzę.
Wynika z tego, że to, iż prosi Stwórcę o większą siłę, nie jest prośbą o luksus, lecz wynika z potrzeby, bo chce być wierzącym w Stwórcę. A ciało przynosi mu myśli, które oczerniają drogę Stwórcy i wszystko, co należy do świętości. Czyli cokolwiek zapragnie uczynić z intencją oddawania, natychmiast przychodzi ciało z argumentami grzeszników, którzy wyśmiewają tych, co służą Stwórcy, jak powiedziano: „Nie nam, Stwórco, nie nam, lecz imieniu Twemu daj chwałę – dlaczego mają mówić narody…”[23].
Dlatego powodem, dla którego za każdym razem chce otrzymać z góry większą siłę, jest konieczność, bo prosi o pomoc, by ocalić życie swojej duszy i nie umrzeć, bo „grzesznicy za życia są nazywani martwymi”[24]. A skoro ciało chce swoimi argumentami przyciągnąć go do obozu grzeszników, to wynika z tego, że on prosi Stwórcę o pomoc nie dla luksusu, ale po prostu, by ratować duszę, i by nie stać się grzesznikiem.
I stąd wynika, że od pytań grzesznika człowiek zawsze zyskuje, bo ma miejsce na chisaron, by modlić się do Stwórcy, by wypełnił pragnienia jego serca na dobro, czyli by było dobrze, a nie źle. I taka modlitwa, nazywana modlitwą z głębi serca, jest natychmiast przyjmowana w górze, ponieważ nazywa się „modlitwą ubogiego”, jak powiedziano w Księdze Zohar na temat wersetu: „Modlitwa biedaka, gdy otacza samego siebie”[25] – a Zohar[26] mówi, że modlitwa biedaka opóźnia wszystkie modlitwy, bo jego modlitwa przyjmowana jest przed wszystkimi innymi. A przyczyną tego, jak powiedziano wyżej, jest to, że dla niego to nie luksus, on po prostu chce żyć i nie należeć do właściwości „martwy”, ponieważ „grzesznicy za życia zwą się martwymi”. I to tak, jak powiedziano: „Bliski jest Stwórca wszystkim, którzy Go wzywają – tym, którzy szczerze Go wzywają”[27].
Należy wyjaśnić, że Stwórca jest bliski, by ratować tych, którzy proszą i chcą iść drogą prawdy, nazywaną „dla Nieba” (liszma). Innymi słowy: widzą, że nie są w stanie przezwyciężyć miłości własnej i pracować w imię oddawania, i proszą Stwórcę, by im pomógł, by mogli pokonać własne ciało. Czyli proszą Stwórcę tylko o jedno, by mieli możliwość uczynić cokolwiek dla Nieba, aby mogli bez wahania powiedzieć: „Błogosławiony nasz Stwórca, który stworzył nas dla Swojej chwały”[28], a nie dla korzyści ciała.
I stąd zrozumiemy słowa mędrców: „Trzech wspólników jest w człowieku – Stwórca, ojciec i matka. Ojciec daje białe”[29]. „Białym” nazywa się prawą linię, odnoszącą się do właściwości bieli, czyli tam nie ma żadnych plam ani braków, a jest jedynie doskonałość. Jednak, jak powiedziano wyżej, doskonałość pochodzi z poczucia wagi. Wyjaśnienie: mimo że widzi, iż ma braki (chisaronot) – a skąd wie, że je ma? To pochodzi od matki, nazywanej „lewa linia”, jak wyżej wyjaśniono, że ona jest właściwością „lewa odpycha”, i to nukwa, właściwość braku.
Gdy patrzy na swój stan duchowy, widzi, że nie wszystkie jego intencje są pożądane, czyli że byłyby dla oddawania. I widzi, jak bardzo pogrążony jest w miłości własnej. I więcej jeszcze: widzi, że nie jest w mocy człowieka wyjść spod tej władzy, i że jedynie Stwórca może wyprowadzić z wygnania, jak to miało miejsce przy wyjściu z Egiptu, jak powiedziano: „Ja – Stwórca”. A mędrcy wyjaśnili: „Ja, a nie wysłannik”, czyli jak powiedziano wyżej, że tylko Stwórca może wyprowadzić z niewoli miłości własnej, nazywanej „ziemią egipską”, bo „ziemia” (erec) pochodzi od słowa „pragnienie” (racon). Innymi słowy, pragnienie otrzymywania całkowicie zwraca się ku temu, by tłumić świętość, i to nazywa się „ziemią egipską”[30].
Po tym, jak rozpoczął pracę od prawej linii, czyli od doskonałości, i za to, że Stwórca dał mu doskonałość pochodzącą z poczucia ważności, jak powiedziano wyżej – bez wątpienia powinien dziękować i wysławiać Króla, jak powiedziano: „I dlatego winniśmy Ci dziękować, oddawać chwałę i dziękczynienie Twojemu Imieniu. Szczęśliwi jesteśmy – jak dobra jest nasza część!… Szczęśliwi jesteśmy, że przychodzimy rankiem i wieczorem do domów zgromadzenia i nauki” (przed Szma w modlitwach de-korbanot).
A potem przechodzi do lewej linii, nazywanej właściwością braku (chisaron). Innymi słowy, nazywa się ona „matką”, właściwością nekewa, która wskazuje na braki. Czyli prawdziwa miara tego, jak bardzo odrzucony jest od pragnienia oddawania, czyli widzi, że za każdym razem, gdy próbuje zbudować intencję oddawania przy jakimś działaniu, ciało odrzuca go, i nie potrafi go pokonać.
I w takim stanie istnieje możliwość wzniesienia modlitwy, by Stwórca mu pomógł, by mógł pokonać ciało. A potem powraca znowu do prawej linii i mówi, że znajduje się w doskonałości i zasłużył na wielki zaszczyt, przynajmniej w działaniu. Choć jego służba Królowi wypływa z intencji miłości własnej, zwanej lo liszma, to jednak ta służba jest dla niego bardzo ważna, bo tak czy inaczej służy Królowi w działaniu. A ponieważ Król jest dla niego ważny, jak powiedziano wyżej, to może cieszyć się z tej choćby niewielkiej więzi, jaką ma ze świętością.
Wynika z tego, że dzięki lewej linii uzyskał teraz możliwość przezwyciężenia w prawej linii, i powiedzenia, że cieszy się z tego, że może docenić tę małą więź ze świętością, którą posiada. Innymi słowy, zanim wszedł w lewą linię, myślał, że naprawdę posiada jakąś doskonałość, choć niezupełną, to jednak ma za co wysławiać Króla. Ale teraz, gdy lewa linia uświadomiła mu, jak bardzo oddalony jest od doskonałości, wydawałoby się, że powinien się smucić, a nie cieszyć, jednak on przezwycięża to i mówi: „Ponieważ Król jest dla mnie bardzo ważny – nawet ta niewielka więź z duchowością jest dla mnie ważna”.
I z powyższego wynika, że lewa linia zawsze zmusza go do tego, by zwrócić większą uwagę na wielkość i wagę Stwórcy, bo inaczej nie miałby za co wysławiać Króla, skoro nie ma w sobie nic duchowego, za co należałoby dziękować. I dlatego prawa linia doprowadza do tego, że lewa linia w nim rośnie coraz bardziej. A lewa linia prowadzi do tego, że prawa również musi wzrosnąć, i w ten sposób jego linie rosną. A gdy osiągną określony poziom, taki, że staje się jasne, iż te dwie linie są sobie przeciwstawne, Stwórca daje mu duszę i wychodzi on z wygnania, i to nazywa się: „Temu, kto przyszedł się oczyścić – pomagają”[31], jak powiedziano w Księdze Zohar[32], że daje mu się duszę, i to właśnie jest ta pomoc, którą otrzymuje od Stwórcy.
A teraz wyjaśnijmy to, o co pytaliśmy w sprawie połowy szekla – na co to wskazuje w duchowej pracy?
Należy wyjaśnić słowa: „Kiedy będziesz przeprowadzał spis”[33], czyli gdy człowiek chce w duchowym być głową, a nie ogonem, jak mówimy w noc Nowego Roku (Rosz ha-Szana): „Niech będzie wolą, byśmy byli głową, a nie ogonem”[34].
Gdzie „ogonem” nazywa się kogoś, kto nie ma żadnego samodzielnego zdania, lecz idzie za większością, i nie ma żadnego krytycznego stosunku do tego, co robi. A człowiek powinien chcieć być samodzielnym, by sam rozumiał, jaki jest cel jego działań. Bo po pracy na pewno otrzymuje się nagrodę – tylko jaką nagrodę spodziewa się otrzymać za swoją pracę?
Czy rzeczywiście to, co usłyszał od swoich nauczycieli, którzy wyjaśniali mu, że warto zrezygnować z odpoczynku, zarówno ciała, jak i umysłu, i zajmować się Torą i przykazaniami, ponieważ dzięki temu otrzyma nagrodę – czy to rzeczywiście to? Na czym polega ta nagroda? Przecież dawali mu wiele przykładów nagrody, dla której bez wątpienia warto się starać. A może istnieje wyższe i szlachetniejsze nasłodzenie, a te przykłady nagrody, które mu podawano, są tylko dlatego, że dopiero zaczyna pracę. I gdyby mu powiedziano, że istnieje nagroda większa niż ta, o której słyszał, nie zrozumiałby jej dobra, i to z powodu małości jego rozumu.
Dlatego teraz powinien spojrzeć krytycznie i zbadać: czy rzeczywiście chodzi o tę nagrodę, o której mu powiedziano, czy też powinien pójść i zapytać, jaka jest prawdziwa nagroda, którą powinien otrzymać za swoją pracę.
Jeszcze więcej: chce teraz wiedzieć, czym są prawdziwe wysiłki, które powinien podjąć. Innymi słowy, czym są wysiłki? Czyli czy wystarczy tylko działanie – to, że wypełnia Torę i przykazania w sensie czynów, czy potrzebna jest również intencja?
Czyli powinien wiedzieć, po co wykonuje to działanie. A nie dlatego, że robi to, bo widzi, że inni również tak czynią, i są uważani za wybranych z narodu, i on też chce robić to, co oni. Lecz on chce wiedzieć, czy istnieje możliwość poznania intencji Tory i przykazań, czy też nie ma na świecie nikogo, kto miałby jakiekolwiek pojęcie, czym są Tora i przykazania – poznanie i odczucie większe niż małe dzieci, gdy przyjmują na siebie jarzmo Tory i przykazań?
Innymi słowy, choć dzieci potem dorastają i słyną z wielkości w Torze, to tylko w jawnej Torze, to znaczy: wiedzą więcej, jak i w jaki sposób wykonywać widoczne działania. Jednak w Torze i przykazaniach co do ich istoty – nie przybywa im nic. To znaczy, że cała ta wielkość dotyczy tylko zewnętrznej strony Tory i przykazań. Ale żeby było w tym cokolwiek wewnętrznego – nie ma ani jednego człowieka na świecie, który miałby choćby najmniejsze pojęcie. Albo może jednak są ludzie, u których przybyło coś w Torze i przykazaniach w sensie ich wewnętrznej strony?
A on pragnie poznać ich wewnętrzną część, czyli że w każdym przykazaniu zawarte jest jakieś szczególne zamierzenie. I ponieważ słyszał lub czytał, że powiedziano w Księdze Zohar (komentarz Sulam, cz. 1, s. 242): „Przykazania Tory nazywane są w języku Zoharu sześciuset trzynastoma powierzeniami (pikudin), a także nazywają się sześciuset trzynastoma radami (eitsin). A różnica między nimi jest taka, że każda rzecz ma stronę twarzy (panim) i stronę tyłu (achor). I przygotowanie do czegoś nazywa się «stroną tyłu», a osiągnięcie tego – «stroną twarzy».
Podobnie, w Torze i przykazaniach istnieje właściwość uczyńmy i właściwość usłyszymy. Jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Szabat, 88:1): «Wykonujący Jego słowo, aby usłyszeć głos Jego słowa» – najpierw «wykonujący», a potem zostają zaszczyceni «usłyszeniem».
Te przykazania nazywają się sześciuset trzynastoma radami (eitsin) – i to przygotowanie, tył. A kiedy zasługują na «usłyszenie głosu Jego słowa», sześćset trzynaście przykazań staje się powierzeniami (pikudin) – od słowa pikkadon („wkład” / „depozyt”). Bo istnieje sześćset trzynaście przykazań, i w każde przykazanie włożone jest światło określonego stopnia, odpowiadającego określonemu organowi spośród sześciuset trzynastu organów i ścięgien duszy i ciała”[35].
I tak należy wyjaśnić: „Gdy będziesz przeprowadzał spis synów Israela”[36], czyli gdy przebudzisz się, by być w właściwości głowy, a nie ogona, jak powiedziano wyżej. „Synów Israela”, czyli że pragnie zrozumieć, czym jest jaszar-El („prosto do Stwórcy”). „Według ich przeliczenia” (pikudim), czyli przykazania w sensie „powierzeń” (pikudin), jak powiedziano wyżej: „wtedy niech każdy da okup za swoją duszę przy ich przeliczeniu”. A „przeliczeniem” nazywa się rachunek i ocenę, by wiedzieć, ile rozumie w intencji Tory i przykazań oraz na ile zbliża się do Stwórcy dzięki ich wypełnianiu.
I wtedy może, nie daj Bóg, popaść w rozpacz i uciec z pola walki, i to nazywa się „właściwość ciała”. A by to naprawić, błogosławi się Israel na początku, a potem znowu błogosławi się Israel po raz drugi na końcu, „i nie było u nich zarazy”. Jak powiedziano w Zoharze (rozdz. Ki Tisa, komentarz Sulam, p. 2): „Zobacz – ustanowiono, że wyższe błogosławieństwo nie spoczywa na tym, co zostało policzone. I wynika z tego, że najpierw błogosławi się Israel przy przyjęciu okupu, a następnie ponownie błogosławi się Israel”.
A w punkcie trzecim pyta (Zohar): „Dlaczego przeliczanie może być przyczyną zarazy?”. I odpowiada: „Ponieważ błogosławieństwo nie spoczywa na tym, co zostało policzone, a ponieważ odeszło błogosławieństwo, nadchodzi sitra achra”. I należy zrozumieć, dlaczego błogosławieństwo nie spoczywa na tym, co zostało przeliczone?
I jak wyjaśniliśmy wcześniej: „błogosławiony przylega do Błogosławionego”, i dlatego gdy człowiek zaczyna wchodzić w lewą linię, krytycznie odnosi się do siebie, czy już coś rozumie, to znaczy: czy już czuje, że postępuje w pracy duchowej.
I jeśli rzeczywiście ma wiarę i pewność, że Stwórca mu pomoże, by rzeczywiście zasłużył na duchowość, a nie pozostał w swojej nicości, a podczas stanu krytycznego przychodzą mu myśli i rachunki przeciwne do tego, co chciałby widzieć, czyli kiedy zaczyna zastanawiać się nad sensownością pracy, którą włożył, by zasłużyć choć na odrobinę duchowego, i jeśli idzie drogą prawdy, potrafi widzieć prawdę lepiej niż inni ludzie, i widzi swój prawdziwy stan, jak bardzo w rzeczywistości jest daleki od świętości. I zaczyna myśleć jak „wątpiący w podstawy”, czyli że jego trud poszedł na marne, ponieważ według swojego rozumu teraz widzi, że szkoda było tracić czas.
Innymi słowy, zanim zaczął iść drogą prawdy, miał lepsze myśli o duchowości i nie był tak przyziemny, czyli nie odczuwał tak wielkiej przyjemności w rzeczach materialnych. Ale teraz, gdy zaczął pracę w intencji oddawania, pojawiła się w nim większa żądza materialnych pragnień, ponieważ odczuwa w nich większy smak nasłodzenia. Wynika z tego, że według tego rachunku wątpi w podstawy, czyli odczuwa teraz wielkie rozczarowanie obecną pracą, zwaną „oddawaniem”. Całej wcześniejszej pracy zaniechał, kiedy czerpał zadowolenie z działania, a o intencji nie myślał. I na pomoc przychodzi mu powiedzenie mędrców: „Nie nauka jest najważniejsza, lecz działanie”[37].
A w odniesieniu do działania czuł się doskonały, i naturalnie wszystko wykonywał z radością, bo sam odczuwał, że jest doskonały. A jeśli Stwórca będzie chciał go ukarać, to rozumie, że być może kara mu się należy za to, że nie wkładał więcej siły w przykazanie: „upomnij bliźniego swego”[38], jak powiedzieli nasi mędrcy: „Kto mógł zaprotestować, a nie zaprotestował, zostaje za to ukarany”[39]. I tylko w tym czuje, że był leniwy, w tym konkretnym przykazaniu.
I tak, człowiek zawsze tak myślał. Natomiast teraz, gdy zaczął pracować dla oddawania, widzi w sobie zło bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, i dlatego: po co dalej iść tą drogą? W związku z tym znajduje się teraz w właściwości „przeklęty”, a „przeklęty nie przylega do Błogosławionego”. Wynika z tego, że teraz znajduje się w właściwości „martwy”, ponieważ jest oddzielony od źródła życia, a to jest właściwość śmierci, zwana „zarazą” (dewer).
I stąd można zrozumieć przyczynę tego, dlaczego nad tym, co zostało przeliczone, nie spoczywa błogosławieństwo, „a ponieważ odeszło błogosławieństwo, nad tym przebywa sitra achra, która może zaszkodzić”[40]. Bo „policzone” oznacza, że człowiek zaczyna liczyć korzyść, jaką zyskał w duchowości, i wtedy widzi wręcz przeciwnie, i czuje, że ma tylko straty. Jak powiedziano wcześniej: sitra achra zawsze przynosi mu dowody, że lepiej dla niego uciec z pola walki, i szkoda każdego dnia, w którym wkładał swoje siły na próżno, ponieważ ta droga nie jest dla niego. Zgodnie z tym wynika, że człowiek nie może nic zrobić właściwie. Wynika z tego, że w lewej linii, zwanej „rachunek”, istnieje niebezpieczeństwo śmierci, jak powiedziano wyżej.
A jeśli iść tylko jedną linią, czyli drogą, którą szedł zanim wybrał pracę dla oddawania, gdy wiedział, że liczą się tylko działania bez intencji, bo z góry nie wymaga się od każdego pracy z intencją, i jeśli potrafi wypełniać przykazania w działaniu, to dla niego pełnia, i nie musi myśleć o intencji, wtedy nigdy nie dojdzie do prawdy. Bo prawda polega na tym, że każde działanie musi być dla nieba (liszma).
Podobnie, gdy znajduje się w stanie „rachunku”, i chce policzyć, czy zyskał coś przez wysiłki, które włożył w służbie Stwórcy do tej pory, i chce zobaczyć prawdę – tu tkwi wielkie niebezpieczeństwo. Bo gdy widzi, że nie ma postępu w pracy, może dojść do odejścia od pracy. i wtedy do stanu zwanego „wątpiący w podstawy”.
Dlatego Zohar mówi, że tam było naprawienie. „i nie liczyli, dopóki cały okup nie został zebrany i nie został przeliczony”. I wynika z tego, że najpierw błogosławi się Israel przy otrzymaniu okupu, a potem ponownie błogosławi się Israel. I tak Israel otrzymywali błogosławieństwo na początku i na końcu, i nie było wśród nich zarazy[41].
I z tego, co powiedziano w Księdze Zohar, zrozumiemy radę, którą można dać, gdy człowiek chce iść drogą, aby zasłużyć na zlanie się ze Stwórcą.
Zgodnie z zasadą: „nie ma światła bez kli” – nie ma napełnienia bez chisaronu. A chisaron to potrzeba, i potrzeba musi pochodzić z głębi serca, by czuł, że mu czegoś brakuje, jako konieczność, a nie jako luksus. I kiedy człowiek czuje chisaron, znajduje się w właściwości „przeklęty”, a „przeklęty nie przylega do Błogosławionego”. Ale gdy człowiek znajduje się w właściwości „błogosławiony”, czuje, że ma doskonałość, i nie ma w nim żadnego chisaronu, inaczej nie nazywałby się doskonałym. A jeśli jest w doskonałości i nie ma chisaronu, czyli że nie ma potrzeby, która byłaby kli, by Stwórca ją napełnił.
Odpowiedź na to brzmi: Israel byli błogosławieni przed przeliczeniem i po przeliczeniu, i dlatego nie było wśród nich zarazy. A chodzi o to, że „błogosławieństwo” oznacza, że porządek wejścia człowieka do pracy duchowej zaczyna się od prawej linii. Czyli powinien cenić zaszczyt, że może służyć Stwórcy, wypełniając Jego przykazania. I w takiej mierze, w jakiej ceni wielkość Stwórcy w swoim sercu, raduje się i weseli z tego, że zasłużył do wykonywania tego, co Stwórca nakazał.
I to, czyli szacunek do wielkiego, jest wpisane w naszą naturę. Bo widzimy, że wielkim zaszczytem uważane jest, jeśli ktoś ma w rodzinie kogoś wybitnego, kogo wszyscy uważają za osobę ważną, i wszyscy, jak wiadomo, chcą mu służyć. Jednak zadowolenie z tej służby zależy od wielkości i znaczenia, jakie przypisuje się temu wybitnemu człowiekowi.
Zgodnie z tym wynika, że gdy człowiek czuje i wyobraża sobie, że służy Stwórcy, odczuwa się błogosławionym, i wtedy zaczyna działać zasada: „Błogosławiony przylega do Błogosławionego”.
Wynika z tego, że w takim stanie człowiek czuje się najszczęśliwszym na świecie. I to jest ten moment, kiedy powinien dziękować Stwórcy za to, że dał mu choćby niewielką służbę, którą mógł Mu wykonać. Okazuje się, że w tym stanie jest zjednoczony ze Stwórcą dzięki temu, że odczuwa radość, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Szchina zstępuje tylko dzięki radości”[42].
Jednakże wraz z tym nie ma on innego kli, które posiadałoby chisaron, by Stwórca rzeczywiście go przybliżył. To znaczy, by cała jego intencja była tylko dla oddawania, co nazywa się liszma. A by dojść do liszma, człowiek musi widzieć, że ma pragnienie i potrzebę. Lecz w prawej linii, w której odczuwa doskonałość, nie ma miejsca na chisaron.
Dlatego powinien przejść do lewej linii, zwanej liczeniem i rachunkiem, by z punktu widzenia rozsądku ocenić, czy naprawdę chce być pracownikiem Stwórcy, a nie działać dla siebie, czyli by we wszystkim, co robi, nie kierowała nim żadna inna myśl, jak tylko własna korzyść. I wtedy widzi prawdę, jak powiedziano wyżej, lewa odpycha. To znaczy, że widzi, jak bardzo nie jest w stanie zrobić czegokolwiek dla nieba.
I na ile czuł doskonałość w prawej linii, czuł się dobrze, cieszył się i radował z tego, że służy Stwórcy, na tyle teraz czuje się źle, gdy widzi, że znajduje się w oddaleniu od pracy dla Stwórcy. Teraz wszystko wydaje się czarne do tego stopnia, że nie widzi żadnej nadziei, by móc wydostać się spod tej władzy. Wtedy ma miejsce na modlitwę, i znajduje się w stanie zwanym „przeklęty”, i zwanym „martwy”, i zwanym „grzesznik”, bo widzi, że nie jest zdolny pracować dla dobra Stwórcy.
A żeby nie było zarazy, jak powiedziano wyżej, bo z tym, co policzone: „nie ma sprawiedliwego na ziemi, który czyni dobro i nie grzeszy”[43] – zawsze znajdzie braki, powinien przejść z powrotem do prawej linii. I tutaj potrzebuje jeszcze większego przezwyciężenia w odniesieniu do wielkości Stwórcy, by w tym momencie mógł powiedzieć, że cieszy się z tego, że ma choćby jakąś więź z pracą dla Stwórcy, bo to bardzo ważna rzecz: służyć Królowi. I dlatego, mimo że to najmniejsza więź, to ze względu na wagę, jest ona dla niego wielka. A to, że jego związek z duchowością teraz się zmniejszył, to przez lewą linię, bo zobaczył, jak nisko się znajduje. I dlatego teraz trudno mu powiedzieć coś przeciwnego, że ma doskonałość. Bo prawda, kiedy mówi, że ma doskonałość jedynie ze względu na wagę wielkości Króla, opiera się na zasadzie: jeśli coś ma najwyższą jakość, to nawet mała ilość tej jakości przewyższa dużą ilość czegoś niskiej jakości.
Zgodnie z tym wynika, że za każdym razem powinien powiększać prawą linię w sensie ponad wiedzą. I cały czas mówić, jak bardzo ceni wielkość i wagę Stwórcy, i że warto dziękować Mu nawet za małą ilość. I powinien jeszcze bardziej wychwalać i sławić Króla za to, że pozwolił mu wykonać choćby najmniejszą służbę. Jak powiedziano w modlitwie Niszmat kol chaj[44]: „Nie jesteśmy w stanie wystarczająco Ci podziękować, Stwórco, nasz Wszechmogący…”
Wynika z tego, że dzięki temu, że powraca do prawej linii, w której pracuje w sensie doskonałości, zwanej „błogosławiony”, a potem znów wraca do liczenia i rachunku, a potem znowu ponad wiedzą, gdzie nie ma miejsca na racjonalne wyliczenia, i to nazywa się, że błogosławieństwo było przed liczeniem i błogosławieństwo po liczeniu. I to jest naprawa, by wśród nich nie było zarazy, by nie pozostał w stanie niskości i nie popadł w rozpacz, uciekając na zawsze z pola walki.
I to właśnie nazywa się „połowa szekla według wagi szekla świętego”. Co oznacza: pracując w świętości, człowiek powinien zważyć swoją pracę tak, by połowę pracy, zwaną „prawa linia”, czyli właściwość „błogosławionego”, oddać jako okup Stwórcy, mówiąc: „Teraz w pełni pracuję dla Stwórcy i nie mam żadnego braku; naturalnie mogę oddać chwałę i dziękczynienie Stwórcy, i czuję się błogosławiony, zjednoczony z Błogosławionym”. I to jest okup, by nie pozostał w niskości lewej linii, zwanej właściwością „przeklętego” i oddzielenia od Stwórcy.
A druga połowa pracy będzie we właściwości lewej linii. I to, jak mówi Księga Zohar, musi być błogosławieństwo przed przeliczeniem. Czyli zanim wejdzie w lewą linię, zwaną „rachunkiem”, powinien być we właściwości prawej linii, zwanej „błogosławiony”. A potem wszystko się powtarza, i wtedy naturalnie „nie będzie zarazy przy ich przeliczaniu”. Czyli kiedy będzie pragnął zasłużyć na to, by przykazania były dla niego jak sześćset trzynaście powierzeń (pikudin), jak powiedziano wcześniej.
I to tak, jak powiedziano: „Bogaty – nie więcej, a biedny – nie mniej niż połowę szekla”[45]. Słowem „bogaty” nazywa się prawa linia, gdy idzie w doskonałości i nie ma żadnego braku. A ile by nie miał – cieszy się i raduje. Dlatego powiedziano: „Bogaty – nie więcej niż połowa szekla”, czyli nie powinien cały czas podążać prawą linią, lecz, jak wyjaśniono wyżej, powinien przechodzić do lewej linii, zwanej „liczeniem i rachunkiem”.
„A biedny – nie mniej” – biednym nazywa się ten, kto nie ma nic. Bo gdy zaczyna liczyć i prowadzić rachunek swojej pracy, czy wykonuje ją dla dobra Stwórcy czy dla własnej korzyści, widzi, że nie ma nic, co mógłby uznać za wykonane dla nieba. Dlatego nazwany jest „biednym – nie mniej niż połowa”. Czyli musi przejść do prawej linii, do właściwości błogosławieństwa i doskonałości.
Jednak ta praca musi być zrównoważona, tak by te dwie linie były sobie równe, i każda z nich powiększała drugą. Jak powiedziano: „Aby odkupić wasze dusze”[46], czyli właśnie dzięki tym dwóm przeciwnym sobie liniom następuje odkupienie. Czyli dusza wychodzi spod władzy wygnania, gdy narody świata władają Israel, siłą miłości własnej. I dzięki temu zasługują stać się głową świętości, a nie ogonem, jak powiedziano wcześniej. Jak powiedziano: „Trzech uczestników jest w człowieku… Ojciec sieje białe”[47], czyli z prawej strony, zwanej „ojciec”, zachar. A męska zasada (zachar) nazywa się doskonałością, a doskonałość nazywana jest „biała, bez żadnej skazy”. A „matka, zwana nukwa, sieje czerwone”, i tu widać, że jest to potencjalne niebezpieczeństwo, wymagające naprawy. A potem „Stwórca daje duszę”, bo z tych dwóch linii powstaje kli, zdolne do otrzymania dobra. I wtedy można powiedzieć, że on nazywa się „przychodzącym się oczyścić”. I to po tym, jak szedł tymi dwiema liniami, i po tym „pomagają mu duszą świętą”.
[1] Tora, Szemot, 30:12–13,15. „(12) Gdy będziesz przeprowadzać spis synów Israel według ich liczby, niech każdy da okup za swoją duszę Stwórcy przy ich spisie, aby nie było plagi wśród nich podczas ich przeliczania. (13) To niech dadzą – każdy, kto przechodzi do policzonych: połowę szekla według szekla świętego; dwadzieścia ger w szeklu, połowa tego szekla – jako dar dla Stwórcy. (14) Każdy, kto przechodzi do policzonych, od dwudziestu lat i wzwyż, niech da dar dla Stwórcy. (15) Bogaty – nie więcej, a biedny – nie mniej niż połowę szekla da jako dar dla Stwórcy, by odkupić wasze dusze”.
[2] W oryginale błędnie wskazano kartę 31:2.
[3] Pisma, Tehilim, 115:5–6.
[4] Baal HaSulam, „Dar Tory”, artykuł „Wygnanie i wybawienie”.
[5] Tamże.
[6] Najbardziej ogólne błogosławieństwo na wszystko, bez wyszczególnienia przedmiotu.
[7] Prorocy, Jeszajahu, 6:3.
[8] Błogosławieństwo będące częścią modlitwy „Szmone Esre” (Osiemnaście błogosławieństw).
[9] Z błogosławieństwa wypowiadanego w Szabat przed nowiem księżyca, przed modlitwą Musaf. Ostatnie zdanie w wyliczeniu, jakiego życia życzymy sobie w nowym miesiąc
[10] W oryginale znajduje się literówka.
[11] Bereszit Raba, 59:9.
[12] Tamże.
[13] Księga Ester, 4:1–2.
[14] Tamże.
[15] Tora, Dwarim, 8:17.
[16] Prorocy, Melachim Bet, 3:15.
[17] Słowo „halacha” (prawo) składa się z tych samych liter co słowo „kala” (panna młoda) z przedimkiem określonym.
[18] Szesnaste błogosławieństwo z modlitwy Szmone Esre (Osiemnaście błogosławieństw).
[19] Pisma, Tehilim, 42:9.
[20] Traktat Awot, rozdział 4, miszna 2.
[21] Pisma, Tehilim, 91:11.
[22] Idiom, zazwyczaj tłumaczony jako „pokuta”.
[23] Pisma, Tehilim, 115:1–2. „(1) Nie nam, Stwórco, nie nam, lecz Twojemu Imieniu daj chwałę – ze względu na Twoje miłosierdzie, ze względu na Twoją wierność. (2) Czemu mają mówić narody: «Gdzież jest ich Bóg?»”
[24] Traktat Brachot, 18:2.
[25] Pisma, Tehilim, 102:1.
[26] Zohar z komentarzem Sulam, rozdział Balak, punkt 186.
[27] Pisma, Tehilim, 145:18.
[28] Z modlitwy „I przyjdzie dla Cijon”.
[29] Traktat Nida, 31:1.
[30] Słowo „Micraim” (Egipt) jest współbrzmiące ze słowem „mejcar” (ucisk, ograniczenie).
[31] Traktat Szabat, 104:1.
[32] Zohar, rozdział Noach, komentarz Sulam, punkt 63.
[33] Tora, Szemot, 30:12.
[34] Z porządku posiłku w Rosz ha-Szana. „Niech będzie wolą przed Tobą, Stwórco nasz i Stwórco ojców naszych, abyśmy byli głową, a nie ogonem”.
[35] Zohar Hakdama, Ogólne wyjaśnienie wszystkich czternastu przykazań i ich odniesienie do siedmiu dni stworzenia, punkt 1.
[36] Tora, Szemot, 30:12.
[37] Traktat Awot, rozdz. 1, miszna 17.
[38] Tora, Wajikra, 19:17. (W oryginale znajduje się literówka)
[39] Traktat Awoda Zara, 18:1. (W oryginale błędnie wskazano traktat Szabat)
[40] Zohar z komentarzem Sulam, rozdział Ki Tisa, punkt 3.
[41] Tamże, punkt 2.
[42] Traktat Szabat, 30:2.
[43] Kohelet, 7:20.
[44] „Niszmat kol chaj” („Dusza wszelkiego żyjącego”) – pieśń (pijut) odmawiana podczas porannej modlitwy w Szabat i święta.
[45] Tora, Szemot, 30:15.
[46] Tamże.
[47] Traktat Nida, 31:1.