Ustalmy, czym jest pragnienie obdarzania. Jeśli człowiek służy komuś, kto w oczach wielu ludzi jest kimś wielkim, to ten, komu służy, w zasadzie nie musi dawać mu niczego w zamian – ponieważ już samo służenie jest zapłatą.
To znaczy: jeśli człowiek wie, że ten, komu służy, jest wielką osobą, to czerpie nasłodzenie już z samego faktu służby i niczego więcej nie potrzebuje. Natomiast jeśli służy komuś zwykłemu, przeciętnemu – to jaka przyjemność może płynąć z takiej służby? Dlatego wtedy potrzebuje zapłaty. Mowa w obu przypadkach o tej samej czynności służby – cała różnica polega wyłącznie na tym, komu się służy: wielkiemu człowiekowi czy zwykłemu.
Na przykład na lotnisko przyleciał bardzo ważny człowiek, którego witały tysiące ludzi. W ręku miał małą walizkę. Ten człowiek daje swoją walizkę komuś z witających, aby ten zaniósł ją do samochodu. Załóżmy teraz, że po dojściu do samochodu ważny człowiek daje pomagającemu dużą sumę pieniędzy jako zapłatę za przysługę. Ten, rzecz jasna, odmówi, ponieważ dla niego pomoc, służba w tym przypadku była cenniejsza i ważniejsza niż jakakolwiek zapłata.
A żeby pomagać zwykłym ludziom, nawet za pieniądze, nie ma zbyt wielu chętnych. Załóżmy, że zwykły człowiek poprosił kogoś za pieniądze, żeby zaniósł jego walizkę do samochodu, ten najpewniej odmówi, mówiąc, że do tego są tragarze. No a tragarze, za pieniądze, oczywiście chętnie mu pomogą.
Wynika z tego, że jedno i to samo działanie można wykonywać w zupełnie różny sposób, czyli wykonanie zależy od tego, dla kogo to wykonujesz. Jak już zostało powiedziane, jeśli robisz coś dla ważnej osoby, to sam czyn jest zapłatą. I nie ma większego znaczenia, czy sam jesteś świadomy wielkości tej osoby, czy jesteś pod wpływem ludzi, którzy cię otaczają.
Teraz trzeba zrozumieć, jaka jest rzeczywista przyczyna służby wobec ważnej osoby. W istocie mogą być dwie: pierwsza – człowiek chce, aby ważna osoba otrzymała przyjemność; ale jest też druga – chce służyć, ponieważ sam czerpie z tego przyjemność. Kiedy mowa o drugim przypadku, to gdyby człowiek otrzymał porównywalną przyjemność z czegoś innego, to mógłby zrezygnować z tej służby, ponieważ w takim wypadku służy dlatego, że ją lubi.
A jaka różnica, w jaki sposób człowiek służy ważnej osobie? Musimy znać znaczenie słów „kli obdarzania”. Istnieją trzy rodzaje działania „obdarzania”.
1. Człowiek zajmuje się „obdarzaniem” dla dobra drugiego, aby otrzymać zapłatę, czyli przyjemność z tego nie wystarcza i potrzebuje jeszcze jakiejś zapłaty, na przykład szacunku, czyli chce, żeby go szanowano za to, że robi dobre uczynki. Jeśli nie ma pewności, że coś otrzyma w zamian, to nie będzie miał sił, aby wykonać działania „obdarzania”.
2. Człowiek wykonuje działania „obdarzania” dla dobra drugiego i nie potrzebuje niczego w zamian, oprócz jednego – musi czuć przyjemność z tego, co robi. Taki człowiek ma to w swojej naturze – odczuwać przyjemność z czynienia dobra innym. Oczywiście to wyższy poziom niż pierwszy rodzaj. Widzimy, że ten człowiek rzeczywiście chce dawać innym, nie otrzymując za to żadnej zapłaty od drugich. Ten poziom nazywa się „obdarzanie, aby obdarzać”.
Jednak jeśli dokładniej przyjrzymy się temu przykładowi, to zobaczymy, że ostatecznie to również odmiana miłości do siebie, ponieważ człowiek wykonuje działania „obdarzania”, dlatego że to go cieszy – po prostu jego natura polega na tym, że odczuwa przyjemność z tych, a nie z innych działań.
Czasem bywa, że człowiek czuje przyjemność z tego, że innym jest dobrze, więc stara się im pomagać. Załóżmy, że taki człowiek dowiaduje się, że ktoś inny może wykonać tę samą pracę lepiej niż on. Taki człowiek nie będzie w stanie ustąpić miejsca drugiemu.
3. Człowiek wykonuje dobre uczynki bez pragnienia otrzymania czegokolwiek w zamian. I taki człowiek może ustąpić miejsca drugiemu, jeśli będzie pewien, że ten potrafi wykonać to samo działanie lepiej od niego.
Teraz wyjaśnijmy: jaka jest rzeczywista intencja człowieka, kiedy robi coś dla ważnej osoby? Czy robi to dlatego, że odczuwa przyjemność ze służby, czy służy tylko po to, aby sprawić przyjemność ważnej osobie?
Aby uświadomić sobie różnicę między tymi dwoma stanami, trzeba wiedzieć: co sam człowiek mówi sobie na ten temat? Załóżmy, że mówi: „Ten człowiek, któremu służę, jest bardzo ważny w moich oczach, dlatego chcę sprawić mu przyjemność, żeby miał dobry nastrój, dlatego chcę mu usłużyć”. Ale w chwili, gdy człowiek służy, sam otrzymuje ogromne nasłodzenie z tego. Nasłodzenie, które pod względem siły przewyższa wszystkie inne, ponieważ służy najważniejszemu człowiekowi na świecie i nie znajduje słów, by wyrazić swoje uczucia.
I teraz może sprawdzić siebie, jaką miał intencję, gdy chciał sprawić przyjemność ważnej osobie. Czy w tym momencie troszczył się o własną korzyść, to znaczy – czy robił to z powodu przyjemności, jaką czerpie ze służenia, czy też służył wyłącznie po to, aby sprawić przyjemność ważnej osobie.
Wielkość tej osoby wzbudziła w nim wielkie pragnienie, by jej usłużyć, i chociaż czerpie z tego przyjemność, to jednak jeśli dowie się, że ktoś inny będzie w stanie sprawić tej osobie większą przyjemność – będzie gotów ustąpić miejsca drugiemu, ponieważ dla niego najważniejsze jest, by tej osobie było dobrze.
Wynika z tego, że zgadza się zrezygnować ze służby, która przynosi mu ogromną przyjemność, ponieważ ważniejsze od przyjemności jest dla niego dobro tej ważnej osoby. Tak więc taki człowiek naprawdę nie myśli o własnej korzyści, a wszystko, co robi, podporządkowane jest pragnieniu obdarzania. I taki człowiek nie może siebie oszukiwać, to znaczy – nie będzie próbował udowodnić, że on sam wykona tę służbę lepiej. I to nazywa się ostateczne, pełne obdarzanie.
Ale trzeba zrozumieć, że człowiek nie ma siły, by sam osiągnąć taki stan. Powiedziano, że „zły początek” (pragnienie otrzymywania) człowieka zwycięża go i każdego dnia pragnie jego śmierci. O tym jest napisane: „Grzesznik czai się na sprawiedliwego i pragnie jego śmierci, lecz Stwórca mu pomaga i grzesznik nie może go pokonać” (traktat Kiduszin).
To znaczy, że człowiek najpierw powinien sprawdzić, czy ma siłę osiągnąć stan, w którym wszystkie jego dobre uczynki będą jedynie po to, by obdarzać, by sprawiać przyjemność Stwórcy. A kiedy człowiek zrozumie, że własnymi siłami nie może tego osiągnąć, wtedy koncentruje całą Torę i przykazania w jednym punkcie – na świetle Stwórcy, które przywraca do źródła. I to będzie dla niego jedyną zapłatą, którą chce otrzymać z Tory i przykazań. To znaczy, że zapłatą za jego wysiłek będzie to, że Stwórca da mu siłę, która nazywa się siłą obdarzania.
Istnieje zasada, że jeśli człowiek wkłada jakiś wysiłek, to czyni to dlatego, że czegoś pragnie. Bo człowiek rozumie, że bez wysiłku nic nie zostanie mu dane, więc musi się starać. I dlatego człowiek stara się włożyć wysiłek w studiowanie Tory i przestrzeganie przykazań. Skoro to robi – znaczy, że czegoś pragnie, znaczy, że czegoś mu brakuje.
Zgodnie z tym, zanim zacznie pracę duchową, człowiek powinien zastanowić się, czego właściwie chce, to znaczy – jakiej zapłaty się spodziewa za tę pracę. Mówiąc prościej – co jest przyczyną jego zajmowania się Torą i przykazaniami.
A kiedy człowiek zaczyna decydować, czego dokładnie mu brakuje, po co ma się starać – wtedy pojawia się u niego wiele myśli i trudno mu rozstrzygnąć, czego tak naprawdę chce. Dlatego jest wielu ludzi, którzy, rozważając ten problem, nie potrafią określić prawdziwego celu swojej pracy.
Dlatego mówią: „Po co mamy się męczyć, szukając celu?” – i działają bez niego, mówiąc: „Staramy się dla świata przyszłego. A czym jest świat przyszły? Po co mamy się nad tym zastanawiać – wierzymy, że tam będzie dobrze, i tyle nam wystarczy. Kiedy otrzymamy zapłatę w świecie przyszłym, wtedy dowiemy się, co to takiego, i nie ma potrzeby teraz się w to zagłębiać”.
I tylko nieliczni mówią, że istnieje takie pojęcie jak zjednoczenie ze Stwórcą. A żeby to osiągnąć, trzeba dojść do podobieństwa właściwości, cech. Człowiek, który to rozumie, zaczyna dążyć do osiągnięcia stanu zjednoczenia, by wszystkie jego działania były podporządkowane tylko pragnieniu obdarzania, i tylko wtedy zniknie skrócenie i ukrycie Stwórcy, i człowiek zacznie odczuwać duchowość, to, co wyższe.
Ale na początku swojej pracy nad osiągnięciem poziomu „obdarzania” człowiek widzi, jak bardzo jest od tego oddalony, że nie ma w nim pragnienia, by to osiągnąć, i nie wie, co zrobić, aby pojawiły się siły do osiągnięcia „obdarzania”. I za każdym razem, kiedy stara się zbliżyć do tego celu, widzi, że przeciwnie – oddala się. To trwa, dopóki człowiek ostatecznie nie zrozumie, że to przekracza ludzkie siły.
Wtedy człowiek rozumie, że tylko Stwórca może mu pomóc. I dopiero wtedy pojmuje, że jedyną zapłatą za jego przestrzeganie Tory i przykazań jest siła, którą Stwórca daje człowiekowi, by ten mógł osiągnąć stan „obdarzania”. I człowiek ma nadzieję otrzymać tylko tę zapłatę, ponieważ chce osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą, czyli osiągnąć stan jedności z Nim przez nabycie poziomu „obdarzania”.
Powtórzmy jeszcze raz – to jego jedyna nagroda, na którą liczy. Człowiek ma nadzieję, że przestrzegając Tory i przykazań, zasłuży na coś, czego sam osiągnąć nie może – na pragnienie obdarzania. Przytoczmy przykład ze świata materialnego. Człowiek nie może sam „zrobić” pieniędzy, musi się postarać, a wtedy ktoś inny zapłaci mu za jego pracę. Tak samo i w świecie duchowym: to, czego nie jesteś w stanie osiągnąć własnymi siłami, zostanie ci dane – i to właśnie nazywamy „zapłatą”.
Dlatego, kiedy człowiek chce osiągnąć poziom „obdarzania”, a potrzebne mu to jest po to, by zjednoczyć się ze Stwórcą, sam nie jest w stanie tego osiągnąć – tylko Stwórca może mu w tym pomóc. I to pragnienie, by Stwórca dał mu siły „obdarzania”, stanowi zapłatę. Jak wiadomo, istnieje zasada, że zapłatę trzeba sobie zasłużyć – a jedynym sposobem, by to osiągnąć, jest przestrzeganie Tory i przykazań.
Przestrzegając Tory i przykazań, człowiek zasługuje na to, że daje mu się siły do obdarzania, i wtedy wychodzi spod władzy miłości do siebie i nabywa nowe pragnienie – pragnienie obdarzania, czyli miłość do bliźniego.
Ale pojawia się pytanie: dlaczego człowiek najpierw musi sam się starać, a dopiero potem zasługuje na to, że światło Tory czyni go lepszym? Dlaczego nie daje się mu od razu światła Tory, które natychmiast by go naprawiło? Dlaczego człowiek musi się starać i tracić czas „na darmo”? Czyż nie lepiej byłoby, gdyby człowiek od razu na początku swojej pracy otrzymałby światło Tory, które od razu naprowadziłoby go na drogę liszma – „dla Stwórcy”?
Problem polega na tym, że nie ma światła bez kli. Czym jest kli? To pragnienie. Człowiek, który ma jakiś brak i usilnie pragnie go wypełnić – ten właśnie stanowi kli. I tylko wtedy, gdy ma kli, czyli pragnienie otrzymania napełnienia – można powiedzieć, że daje mu się to napełnienie.
I człowiek zaspokaja swoje pragnienie tym napełnieniem, które mu się daje – ponieważ to właśnie tego bardzo pragnął. Zapłata jest napełnieniem, ponieważ intensywne pragnienie się spełnia. Co więcej – wielkość znaczenia napełnienia zależy od siły pragnienia, to znaczy – zgodnie z liczbą cierpień, które człowiek przeżył, tym większe ma nasłodzenie z napełnienia.
Dlatego nie da się sprawić, aby światło Tory uczyniło człowieka lepszym w chwili, gdy nie ma on żadnego pragnienia, żadnej potrzeby tego. Bo pojęcie „naprawy człowieka” oznacza, że traci on miłość do siebie i nabywa miłość do drugiego.
Jeśli zaś człowiek nie ma żadnego pragnienia wyjścia spod władzy miłości do siebie, a mówi się mu: „Pracuj, staraj się – a za to dostąpisz uwolnienia od tej właśnie miłości do siebie” – to dla tego człowieka nie jest to żadna zapłata za pracę. Przeciwnie – wydaje mu się, że go oszukano: pracował, starał się, a jaką zapłatę otrzymał? Czy dla niego uwolnienie od egoizmu to zapłata? Kto zgodzi się tak bezużytecznie trwonić swoje siły?
Dlatego najpierw człowiek powinien uczyć się Tory lo liszma – dla siebie, wtedy ciało będzie mu pomagać, ponieważ zgodzi się zrezygnować z małej przyjemności w zamian za otrzymanie większej. Natura człowieka jest taka, że nie potrafi sobie wyobrazić przyjemności, która nie opiera się na miłości do siebie, czyli musi być zrozumiała i przyjemna dla ciała. Dlatego takiemu człowiekowi należy mówić, że za zajmowanie się Torą i przykazaniami otrzyma zapłatę. I nie jest to kłamstwo.
Rzeczywiście, człowiek otrzyma zapłatę – tylko nie taką, na jaką liczył na początku swojej drogi. Zmieni się sama istota zapłaty. Przykład: ojciec mówi synowi, że jeśli będzie grzecznym chłopcem, kupi mu zabawkowy samochodzik. Potem ojciec wyjeżdża za granicę i pracuje tam przez kilka lat. Gdy wraca, syn już dorósł i chce nie zabawkowy, lecz prawdziwy samochód. Ponieważ syn dorósł, oczywiście zgadza się na taką zamianę. Czy można powiedzieć, że ojciec oszukał syna? Oczywiście, że nie.
Tak samo i w życiu: na początku człowiek zaczyna coś robić z nadzieją na zapłatę, czyli lo liszma, a jeśli zasłuży na stan liszma, to otrzyma zapłatę nieporównywalnie większą niż ta, na którą liczył. Bo otrzyma nie mniej i nie więcej jak kli do otrzymania tych prawdziwych nasłodzeń, które przygotował dla niego Stwórca – czyli otrzyma coś, ponad co nic większego na świecie nie istnieje.
Wynika z tego, że człowiek rzeczywiście pracuje po to, by otrzymać zapłatę, nawet jeśli pracuje z intencją obdarzania. „Nieprawda” polega jedynie na tym, że zapłata, którą otrzyma, będzie zupełnie inna niż ta, na którą liczył, gdy zajmował się Torą i przykazaniami lo liszma.
Dopiero później, znacznie później, gdy człowiek „dorośnie” (oczywiście w duchowym sensie), zrozumie, że główną i jedyną zapłatą mogą być tylko pragnienia obdarzania – kli aszpaa – i to właśnie przy ich pomocy można otrzymać to dobro, które Stwórca dla niego przygotował.
I kiedy człowiek to rozumie, czuje się najszczęśliwszy na świecie. Kiedy zaś człowiek zajmował się Torą i przykazaniami lo liszma, liczył na zapłatę, która odpowiada tylko pragnieniom małego dziecka.
Wychodzi na to, że kiedy człowieka uczy się zajmowania Torą i przykazaniami lo liszma, czyli wkładania wysiłku, aby otrzymać za to nagrodę – to nie jest to kłamstwo. Bo niczego nie traci – po prostu małą zapłatę zamienia się mu na większą. Należy tylko powiedzieć, że w stanie lo liszma człowiek nie rozumie prawdziwego znaczenia pojęcia „zapłata”. Ale mimo to zapłata nie przestaje być zapłatą – zmienia się jedynie jej prawdziwy sens, czyli zamiast pozornej zapłaty człowiek otrzymuje zapłatę prawdziwą.
A zatem z powyższego wynika, że człowiek powinien otrzymać od Stwórcy za swoje starania w przestrzeganiu Tory i przykazań kli aszpaa – czyli to, czego człowiek sam zdobyć nie może, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą. To jest jego zapłata – dar z Nieba. Człowiek stale miał nadzieję na to, to znaczy cały czas pragnął otrzymać możliwość sprawiania przyjemności Stwórcy, i dlatego właśnie to jest dla niego zapłatą.
Aby lepiej zrozumieć powyższe, należy zajrzeć do „Przedmowy do księgi Panim Masbirot”, gdzie powiedziano, że korzeniem ciemności jest ekran kli Malchut, a korzeń zapłaty powstaje przy pomocy „światła odbitego”, które pojawia się w wyniku „uderzeniowego połączenia”. I ono tworzy korzeń wszystkiego, co widzimy w tym materialnym świecie – czyli wszystko, absolutnie wszystko, jest jedynie odgałęzieniem korzeni, które znajdują się w światach wyższych.
Korzeń wysiłków człowieka, które wkłada w materialnym świecie, pochodzi z korzenia ekranu kli Malchut. To znaczy, że kli, który mają stworzenia, to pragnienie otrzymywania nasłodzenia – i takim stworzył je Stwórca, ponieważ pragnął On nasłodzić swoje stworzenia. I to nazywa się Malchut w wyższych sfirot. Potem nastąpiło skrócenie – cimcum.
To znaczy, że kli nie chciało już więcej otrzymywać, ponieważ pragnęło być w zjednoczeniu ze Stwórcą – to znaczy upodobnić swoje właściwości do Stwórcy. Dlatego we wszystkich Światach Duchowych od tego momentu zaczęła obowiązywać twarda zasada – nie wolno niczego otrzymywać, jeśli nie ma się intencji obdarzania, czyli można otrzymywać tylko dla kogoś innego, a nie dla siebie.
I to nazywa się naprawą poprzez ekran, kiedy odmawia się przyjęcia wyższego światła. Na przykład, gdy człowiek nie chce, aby światło słoneczne wpadło do pokoju, zasuwa zasłonę. Dlatego gdy mówi się o wyższym świetle, ma się na myśli, że Malchut, mimo ogromnego pragnienia otrzymania tego światła, które przyniosłoby jej wielkie nasłodzenie, jednak odmawia go, ponieważ chce pozostać w zjednoczeniu we właściwościach ze Stwórcą. I to nazywa się wysiłkiem: to znaczy, odmawiając przyjęcia przyjemności, czyni to wbrew swojemu pragnieniu. W świecie materialnym jest tak samo – jeśli człowiek odmawia przyjemności, nazywa się to wysiłkiem.
Korzeń zapłaty pochodzi ze „światła odbitego”, które jest pragnieniem obdarzania. To światło pojawia się w wyniku uderzeniowego połączenia, które zachodzi między światłem pochodzącym z góry a ekranem.
Czym jest „uderzeniowe połączenie” w światach duchowych? To sytuacja, gdy zderzają się dwie przeciwstawne siły i następuje uderzenie. Na przykład ktoś bardzo chce coś otrzymać, ponieważ widzi, że otrzyma z tego wielkie nasłodzenie, ale z drugiej strony przezwycięża to pragnienie, ponieważ chce pozostać w podobieństwie właściwości (hisztawut ha-cura). To znaczy, że w tym przypadku zderzyły się dwa przeciwstawne pragnienia – pragnienie nasłodzenia i pragnienie pozostania w podobieństwie właściwości.
W wyniku zderzenia tych dwóch sił pojawia się coś nowego – „or chozer (świtało odbite)”[1], za pomocą którego niższy może przyjąć wyższe światło, ponieważ „or chozer” jest właśnie kli do przyjęcia światła. Okazuje się, że ten kli ma dwie właściwości:
- kli otrzymuje nasłodzenie zawarte w świetle, co stanowi realizację zamysłu stworzenia – nasłodzić stworzenia;
- jednocześnie kli pozostaje w zjednoczeniu we właściwościach ze Stwórcą.
Z tego można wywnioskować, że właśnie „or chozer” jest zapłatą dla człowieka za jego wysiłki w zajmowaniu się Torą i przykazaniami. „Or chozer” to siła obdarzania, którą dolny otrzymuje od wyższego. To znaczy, że światło, które pochodzi od Stwórcy, nazywa się „or jaszar”[2], jak powiedziano w Kohelet: „Stwórca uczynił człowieka prostym (niekłamliwym)”.
Zgodnie z zamysłem stworzenia, aby nasłodzić stworzenia, niżsi mają otrzymać światło, nasłodzenie – i to nazywa się „prostym”. A to, że otrzymujący światło chcą jednocześnie pozostać w podobieństwie właściwości do Stwórcy – to nazywa się naprawą. To znaczy, że obiekt przyjmuje światło nie dlatego, że pragnie się nim nasłodzić, ale dlatego, że chce obdarzyć wyższego – czyli wyższy pragnie, by niższy otrzymał nasłodzenie, a niższy przyjmuje je tylko po to, by sprawić przyjemność wyższemu.
Tak więc wychodzi, że tym, co najważniejsze w zapłacie, jest „or chozer”, czyli siła aszpaa, którą niższy otrzymuje od wyższego.
Musimy zrozumieć, dlaczego nazywamy kli siłą aszpaa i mówimy, że to właśnie jest cała zapłata. Czym w ogóle jest zapłata? Zapłatą jest to, co się otrzymuje. Mówi się: pracuję, aby otrzymać zapłatę, lub: celem stworzenia jest nasłodzić stworzenia – czyli aby otrzymały zapłatę.
A tutaj mówimy, że zapłata to dar. Co mamy na myśli, kiedy mówimy, że człowiek otrzymuje zapłatę, dostępując poznania Stwórcy i tajemnic Tory? Mówimy, że zapłatą jest to, że otrzymujemy siłę obdarzania – i to pochodzi z wyższego korzenia, który nazywa się „światło odbite” (or chozer).
Znana jest zasada (traktat Psachim), że bardziej niż cielę chce ssać, krowa chce je nakarmić. Wynika z tego, że Stwórca chce dać stworzeniom znacznie bardziej, niż one chcą otrzymać. Kto więc temu przeszkadza?
Trzeba sobie przypomnieć, czym jest skrócenie (cimcum), które nastąpiło po to, aby stworzenia mogły być w zjednoczeniu ze Stwórcą. Istnieje pojęcie „darmowego chleba” (neama de-kisufa – chleb wstydu). Stwórca ma wyłącznie pragnienie obdarzania i całkowity brak pragnienia otrzymywania. Nie ma w Nim żadnego braku, który trzeba byłoby uzupełnić.
Obowiązuje zasada, że każda gałąź pragnie być podobna do swojego korzenia. Dlatego, kiedy niższy (gałąź) chce zrobić coś, co nie odpowiada jego korzeniowi, odczuwa wstyd, dyskomfort. A naszym korzeniem jest Stwórca. Człowiek nie ma kli, który mógłby przyjąć przygotowane dla niego przyjemności – i to właśnie z powodu wstydu.
Wychodzi więc na to, że jedyne, czego nam brakuje, to kli, który nazywa się siłą aszpaa – czyli nie brakuje nam samego światła (które Stwórca bez przerwy chce nam dać i pragnie, byśmy je przyjęli), lecz kli do jego przyjęcia. A zatem główną zapłatą jest siła obdarzania – aszpaa.
Ale aby nabyć to kli, czyli pragnienie obdarzania, niezbędne jest pragnienie, aby je otrzymać. Dlatego dano nam możliwość zajmowania się Torą i przykazaniami – i na początku nawet dla siebie (lo liszma). I w tym właśnie zawierają się wszystkie nasze wysiłki i starania. Widzimy, że wszystko, co robimy, jest tylko dla osobistej korzyści, a nie po to, by obdarzać – i wtedy uświadamiamy sobie, że brakuje nam siły aszpaa. Wtedy rodzi się w nas pragnienie, by ją otrzymać, i chcemy zapłaty za naszą pracę – chcemy, by Stwórca dał nam zapłatę, to znaczy pragnienie obdarzania.
A kiedy będziemy mieć tę siłę, to pragnienie, będziemy mogli otrzymać całe dobro, które przygotował dla nas Stwórca. Ale nie wolno nam pracować specjalnie po to, by je otrzymać – ponieważ to daje nam sam Stwórca.
Gdy człowiek wznosi się ze stopnia na stopień w światach duchowych, za każdym razem musi nabywać siłę aszpaa, i nie potrzebuje niczego więcej.
[1]Odbite światło.
[2]Bezpośrednio rozprzestrzeniające się (proste) światło.