Nasi mędrcy powiedzieli tak (Traktat Brachot, 18): „Bo żywi wiedzą, że umrą”[1]. To sprawiedliwi, którzy po swojej śmierci nazywani są żywymi. Raszi wyjaśnia: „Co to znaczy – «wiedzą, że umrą»? Pamiętają w sercu o dniu śmierci i strzegą się grzechu. «Ale martwi nic nie wiedzą»[2] – to grzesznicy, którzy za życia nazywani są martwymi”. Raszi wyjaśnia: „Grzesznicy nic nie wiedzą”, czyli udają, że nic nie wiedzą i grzeszą”.

Z powiedzianego wynika, że istnieje życie, które nazywa się „śmiercią”. Właśnie u grzeszników – ich życie nazywane jest „śmiercią”. Jednocześnie istnieje śmierć, która nazywa się „życiem”. To u sprawiedliwych. To oznacza, że są dwa rodzaje życia:

  1. życie grzeszników;
  2. życie sprawiedliwych.

Jak nazywa się życie sprawiedliwych – nie zostało napisane. A co zostało napisane? Że śmierć sprawiedliwych nazywa się „życiem”. I oczywiście należy powiedzieć, że skoro śmierć sprawiedliwych nazywa się „życiem”, to oczywiście życie sprawiedliwych jest to jeszcze wyższy stopień.

Z wyjaśnienia Rasziego wynika, że w ich śmierci, czyli gdy patrzymy na ich śmierć – nie grzeszą. Ale jaki to ma związek z życiem? Przecież ten, kto nie grzeszy, już ma życie. Poza tym Raszi wyjaśnia, że grzesznicy za życia nazywani są „martwymi”[3] – dlaczego? Bo martwi nic nie wiedzą. Czyli udają, że nic nie wiedzą. Trzeba wyjaśnić, że nic nie wiedzą o dniu śmierci.

I to także należy zrozumieć. Bo jeśli ktoś nie pamięta o dniu śmierci, z pewnością zgrzeszy. Przecież powiedzieli mędrcy (Traktat Brachot, 5:1): „Zawsze niech człowiek wzbudza dobre skłonienie przeciw złemu skłonieniu. Jeśli je zwycięży – dobrze. Jeśli nie – niech zajmie się Torą. Jeśli je zwycięży – dobrze. Jeśli nie – niech odczyta Kriat Szma. Jeśli nie (zwycięży) – niech przypomni sobie o dniu śmierci”. To znaczy, że nawet jeśli nie pamięta o dniu śmierci, to jednak niekoniecznie popełni grzechy.

Aby zrozumieć wszystko powyższe, trzeba przypomnieć sobie o wszystkim, co mamy przed sobą, a mianowicie cel stworzenia, a także kwestię naprawy stworzenia, która następuje potem. A także trzeba zrozumieć zasadę, że nie ma światła bez kli.

Wiadomo, że celem stworzenia jest nasłodzić stworzenia. Wiadomo też, że nie ma światła bez kli. To znaczy, nie może być napełnienia bez braku (potrzeby). Dlatego Stwórca stworzył coś z niczego – brak i pragnienie otrzymania nasłodzeń, nazywane „pragnieniem otrzymywania nasłodzenia”. I na to kli, nazywane „pragnienie otrzymywania”, następnie została uczyniona naprawa, nazywana „cimcum” (skrócenie). Co to oznacza: ponieważ podczas otrzymywania dobra nie ma podobieństwa między dającym a otrzymującym, a kli dążyło do podobieństwa formy, nazywanego „zlanie się”, to nie chciało otrzymywać w swoje pragnienie otrzymywania. I na to dalej będzie cimcum i nie przyjmie nic ponad to, czemu będzie mogło nadać zamiar w imię oddawania. I to jest naprawa stworzenia, czyli aby stworzenia nie odczuwały wstydu podczas otrzymywania nasłodzeń od Stwórcy.

I teraz rozumiemy, że celem stworzenia jest to, by stworzenia otrzymały dobro i nasłodzenie. A naprawą stworzenia jest to, by stworzenia nie odczuwały wstydu w czasie otrzymywania nasłodzeń. Kli nazywa się brakiem (hisaronem), a światło nazywa się napełnieniem. Z tego wynika, że w kli obłacza się życie; kli nazywa się „pragnieniem”, a życie, które się w nie obłacza, nazywa się „światłem”.

Stąd rozumiemy, że mamy dwa rodzaje kelim:

  1. jedno kli bez naprawy stworzenia, nazywane „otrzymuje dla otrzymywania”;
  2. i mamy kli, na które jest naprawa stworzenia, nazywane „otrzymuje dla oddawania”.

Z powiedzianego wynika, że życie nazywa się „światłem”. Wynika stąd, że mamy życie obłóczone w kelim pragnienia otrzymywania, przez co nabywamy brak podobieństwa formy do Stwórcy, co wywołuje oddzielenie od źródła życia. Dlatego takie życie nazywa się „śmiercią” z powodu oddzielenia, jakie tam następuje. I jest życie, które nazywa się „światło” obłóczone w kelim, w których istnieje naprawa stworzenia, nazywana „otrzymuje w imię oddawania”. Przy tym one również nazywane są „otrzymującymi”, lecz ponieważ ich zamiarem jest oddawanie – pozostają w zlaniu nawet w czasie otrzymywania nasłodzenia. W ten sposób światło, które on otrzymuje, nazywane jest „życiem”, ponieważ światło pozostaje w zlaniu ze źródłem życia.

Stąd można wyjaśnić powiedziane: „grzesznicy za życia nazywani są martwymi”, ponieważ otrzymują – otrzymują w kelim otrzymywania, co wywołuje oddzielenie. Dlatego powiedziano: „grzesznicy za życia nazywani są martwymi”. I stąd samo przez się jest zrozumiałe: „sprawiedliwi za życia nazywani są żywymi”, ponieważ otrzymują napełnienie kli, a mianowicie światło i nasłodzenie w kelim oddawania, tym samym zlewają się ze źródłem życia, choć stają się otrzymującymi.

Na podstawie tego, jak wyjaśnić powiedziane przez mędrców: „sprawiedliwi w swojej śmierci nazywani są żywymi”?

Sens w tym, że porządek pracy jest taki, że zaczynają od lo liszma i z lo liszma dochodzą do liszma.

Wynika z tego, że kiedy człowiek przystępował do pracy, miał zamiar dla własnej korzyści, nazywany „nagroda i kara”. A potem zostaje obdarzony i pokazują mu z góry stan przebudzenia, że powinien iść drogą prawdy, czyli by wszystko czynił dla Nieba. A kiedy pokazują mu, czym jest „dla Nieba”, a nie dla osobistej korzyści, wtedy ciało ucieka od tej pracy i nie chce więcej pracować. I wtedy człowiek sądzi, że znajduje się w stanie upadku. Czyli na początku pracy był w stanie wzniesienia i był bardziej czysty oraz mniej gruby i materialny. Dlatego ciało nie sprzeciwiało się pracy. Ale teraz ciało stało się grube i materialne, dlatego nie chce pracować. I wtedy mówi: „Ta praca nie jest dla mnie. Przecież widzę, że nie tylko nie idę naprzód, ale cofam się, a jeśli tak, to szkoda mojej pracy i mojego czasu. W takim razie, skoro nie jestem zdolny zdobyć duchowego życia, to przynajmniej zdobędę życie materialne, jak cały świat, który nie myśli o duchowości, a jedynie o materialnym. Wtedy i ja będę jak oni. Postaram się przynajmniej otrzymać od świata jak najwięcej przyjemności. Inaczej nie będę miał ani jednego, ani drugiego”. I wtedy mówi: Wypełnię to, co jest napisane: „Raw powiedział mędrcom: «Proszę was, nie podwajajcie gehinom»”[4]. Raszi wyjaśnia: „Cierpienia gehinom” oznacza, że pracują i wysilają się w tym świecie, „a nie zdołają przestrzegać (Tory) i otrzymają gehinom po śmierci, i nie zaznają dobra za życia”.

Tu wymaga wyjaśnienia, że kiedy człowiek znajduje się w stanie upadku, nazywanym „śmierć”, to znaczy odczuwa smak śmierci i nawet jeśli idzie drogą oddawania i wszystkie działania, które wykonuje, są tylko dla nasłodzenia Stwórcy, a dla siebie nie chce niczego, co nazywa się: „pracuje dla Stwórcy z oddaniem duszy”, to (ten stan) człowiek odczuwa dla siebie jak śmierć.

I rzeczywiście, powstaje zadane przez nas pytanie: przecież wiadomo, że „przykazanie prowadzi do przykazania”. Jeśli tak, dlaczego po stanie, w którym odczuwał smak w Torze i przykazaniach, znalazł się w stanie, że wystarczy tylko powiedzieć, iż zamierza wypełniać Torę i przykazania dla Nieba, i odczuwa smak śmierci, a nie życia? Gdzie jest zasada, że „przykazanie prowadzi do przykazania”, jak jest napisane: „Powiedział Ben Azaj: «Biegnij za lekkim przykazaniem i uciekaj od grzechu – jak przykazanie prowadzi do przykazania, tak grzech prowadzi do grzechu. Nagrodą za przykazanie jest przykazanie, a nagrodą za grzech – grzech»”[5]?

W tym istota powiedzianego, gdy zaczął pracę w liszma, oddając się jej sercem i duszą, przyjmując to z całą swoją powagą, został dzięki temu obdarzony stanem „ponad wiedzę”, który jest pracą w oddawaniu i nie dla własnej korzyści. A przyczyną, że został obdarzony tą wiedzą i prawdziwym odczuciem, było to, że „przykazanie prowadzi do przykazania”, ponieważ nie każdy został obdarzony odczuciem, że cała jego praca będzie tylko dla Stwórcy i nie dla własnej korzyści. To dotyczy właśnie tego, kto oddaje wszystkie siły w liszma, i dzięki temu zaczyna odczuwać liszma. Oczywiście, że ciało nie zgadza się z tym w żadnym razie.

Ale teraz, w stanie, gdy widzi, że w pracy w oddawaniu jego ciało nie ma co otrzymać, człowiek stoi przed dylematem:

  1. albo powiedzieć, że teraz znajduje się w stanie upadku, nazywanym „grzech”; i wtedy wpada w rozpacz, mówiąc, że widzi, iż najważniejsze to oddawać, a na oddawanie nie jest zdolny pracować, dlatego musi uciekać z pola walki i wrócić przynajmniej do nasłodzeń materialnych;
  2. albo powiedzieć: „Kiedy zaczął pracować, wszystkie działania były z zamiarem lo liszma, wtedy praca nie była przeciw pragnieniu otrzymywania, wtedy ciało nie sprzeciwiało się; lecz teraz, gdy zostałem obdarzony wiedzą o tym, że istnieje pojęcie liszma, oznaczające «pracować dla pożytku Stwórcy», to oczywiście ciało musi się sprzeciwiać, ponieważ to jest wbrew naturze”.

Jak można pracować dla pożytku Stwórcy? Odpowiedź: z natury mały może służyć wielkiemu bez żadnej zapłaty, ponieważ odczuwa wielkie nasłodzenie w tym, że go obsługuje. Równocześnie powstaje pytanie: dlaczego ciało nie zgadza się pracować dla pożytku Stwórcy? Odpowiedź: ponieważ ciało nie wierzy w wielkość Stwórcy. Ponieważ tam, gdzie trzeba wierzyć, ciało się sprzeciwia, bo wiara to rzecz nieważna. Czyli jeśli wielkość Stwórcy nie objawia się wewnątrz wiedzy, a trzeba wierzyć, to dla człowieka jest to coś wzgardzonego i znajduje się „na dole”.

W takim razie należy zapytać: dlaczego Stwórca uczynił ukrycie i skrócenie, żeby nie objawiła się wielkość Stwórcy? A jeśli człowiek pragnie poczuć wielkość Stwórcy, może dojść do tego poprzez wiarę. Odpowiedź jest znana: „Dopóki człowiek jeszcze nie oczyścił się z kelim otrzymywania, przyjmie wszystko, to znaczy wszystkie objawienia Stwórcy w kelim miłości do siebie. To oddali go od duchowości. I będzie jak ten, kto zna swego Pana i zamierza buntować się przeciw Niemu”[6].

A jeśli człowiek jest sprawiedliwym, jak powiedziano, że sprawiedliwy to ten, kto usprawiedliwia swego Pana, mówi, że oczywiście czuje teraz upadek nie dlatego, że Stwórca odepchnął go od pracy dla Niego, lecz dlatego, że to dla niego wielka naprawa. Czyli dano mu teraz miejsce na wiarę ponad wiedzę w wielkość Stwórcy. A także dana mu została teraz potrzeba, by prosić Stwórcę, żeby objawił mu światło Swojej wielkości. Lecz nie chce on czuć wielkości Stwórcy ze względu na nasłodzenie, jakie jest w tej wielkości. To znaczy, jego zamiarem nie jest nasłodzić się w kli otrzymywania. Przeciwnie, ponieważ chce anulować miłość do siebie, a ciało nie chce się podporządkować, dlatego prosi Stwórcę, by zaświecił mu i zdjął z Siebie ukrycie, by pragnienie otrzymywania anulowało się przed Stwórcą.

Stąd zrozumiemy to, co powiedział Ben Azaj: „Biegnij za lekkim przykazaniem”. To znaczy, że człowiek stoi przed (następującym) dylematem. Albo powiedzieć, że upadek z poprzedniego stopnia, gdzie miał pragnienie i zapał do pracy, do obecnego stanu, w którym czuje w pracy smak wstrętu, pozbawiony życia, i wszystko wykonuje z przymusu – dano mu z góry. Bo chcą, by szedł drogą prawdy, to znaczy wiarą ponad wiedzę, co nazywa się lekkim przykazaniem, do którego człowiek odnosi się niedbale, ponieważ uważa je za nieważne, kiedy musi iść wiarą ponad wiedzę. Albo powiedzieć odwrotnie, że to nie „przykazanie prowadzi do przykazania”, lecz po prostu, że jest człowiekiem bardziej grubym i ma gorsze właściwości niż inni ludzie. Dlatego jest grzeszny i niegodny świętej pracy: „Ponieważ to, co teraz robię w Torze i przykazaniach, to jedynie z przymusu i nie mam żadnej miłości do świętej pracy. Dlatego popełnię jeszcze jeden grzech, to znaczy porzucę drogę przymusu, a kiedy będę miał dobry nastrój, to zajmę się Torą i przykazaniami. A na razie wrócę do życia materialnego i będę się nasładzać przynajmniej w tym świecie, jak mówił Raw”.

I kiedy człowiek stoi przed tym dylematem, mówi Ben Azaj: „Biegnij za lekkim przykazaniem, staraj się i wysilaj w lekkim przykazaniu”. To znaczy, że ten stan, odpowiadający lekkiemu przykazaniu, został ci dany z góry, abyś szedł naprzód drogą prowadzącą do prawdy. Przyczyna tkwi w tym, że „przykazanie prowadzi do przykazania”, ponieważ w lo liszma twoim zamiarem było wypełnianie Tory i przykazań całym sercem i duszą, dlatego „przykazanie prowadzi do przykazania”. Dlatego dano ci z góry poznanie, czym jest liszma i cel poczucia tego, i teraz nastał czas, kiedy człowiek odczuwa potrzebę, by Stwórca go przybliżył. Człowiek teraz widzi to, co powiedzieli mędrcy: „Złe skłonienie człowieka powstaje przeciw niemu każdego dnia, i bez pomocy Stwórcy nie zdoła go [człowiek] pokonać”. I ucieka (człowiek) od przestępstwa, czyli ucieka od tego, by powiedzieć, że stan, w którym teraz się znajduje, jest przestępstwem. I niech powie, że przykazanie prowadzi do przykazania, i nie może być, by to było przestępstwo. A jeśli tak nie powiesz, a powiesz, że to przestępstwo, to wiedz, że „przestępstwo prowadzi do przestępstwa”. Dlatego teraz będziesz zmuszony popełnić kolejne przestępstwo. To oznacza, że teraz będziesz zmuszony powrócić do życia materialnego i porzucić rozpoczętą pracę, bo zechcesz przynajmniej nacieszyć się życiem w świecie materialnym, według słów Rawa, który powiedział, że nie znajdziecie się w gehinom po waszej śmierci, a za życia w swoim świecie nie nacieszyliście się.

Z powiedzianego zrozumiemy to, o co pytaliśmy w związku ze słowami Rasziego, wyjaśniającego powiedziane: „Bo żywi wiedzą, że umrą” – to sprawiedliwi, którzy po śmierci nazywani są żywymi. „A skąd wiedzą, że umrą?” – pamiętają w sercu o dniu śmierci „i strzegą się grzechu”; „lecz martwi nic nie wiedzą” – to grzesznicy, którzy za życia nazywani są „martwymi”. I mówi: „Udają, jakoby nic nie wiedzieli, i grzeszą”.

A my pytaliśmy o to, co wynika z wyjaśnienia Rasziego, że ten, kto pamięta w sercu o dniu śmierci – grzeszy. I pytaliśmy również o następujące kwestie:

  1. O wyjaśnienie, że sprawiedliwi po śmierci nazywani są żywymi, ponieważ wiedząc, że umrą – nie grzeszą. Wynika z tego, że ten, kto nie grzeszy, już ma życie. Jaki jest związek między tym, że nie grzeszy, a życiem?
  2. Wynika ze słów Rasziego, gdzie mówi o spawiedliwych: „Bo żywi wiedzą, że umrą”, (ponieważ) pamiętają o dniu śmierci. „I strzegą się grzechu”, czyli nie grzeszą, ponieważ pamiętają w sercu o dniu śmierci, inaczej by zgrzeszyli. Ale czyż nie powiedzieli mędrcy: „Nie sam dzień śmierci chroni od grzechu, jak powiedziano: «Zawsze niech człowiek wzbudzi dobre skłonienie przeciw złemu skłonieniu, i jeśli zwycięży je – dobrze, a jeśli nie – niech zajmie się Torą, a jeśli nie – niech odczyta Szma. A jeśli nie – niech przypomni sobie o dniu śmierci»”. Dlatego widzimy, że nie tylko dzień śmierci chroni człowieka przed grzechem.

Z powiedzianego zrozumiemy, co dokładnie oznacza „dzień śmierci”. Chodzi o to, że kiedy człowiek wchodzi w stan upadku i nie ma w nim smaku Tory ani smaku modlitwy, i wszystko w Torze i przykazaniach wykonuje z przymusu, i nie ma w nim sił życia – to odczucie jest podobne do śmierci.

I człowiek pyta siebie: „Jaka jest przyczyna tego, że wypadłem z poprzedniego stanu? Zanim zacząłem pracować w oddawaniu, odczuwałem radość i pewność, że będę sługą Stwórcy. I to zawsze pobudzało mnie do wysiłku. I nie znałem lenistwa ani słabości, i zawsze byłem rześki we wszystkim. Ale po tym, jak wszedłem na drogę pracy w oddawaniu, zacząłem tracić pełnię życia w pracy, i wszystko wykonuję teraz z trudem. I odczuwam smak śmierci w tej pracy. Czyż nie powiedzieli mędrcy, że przykazanie prowadzi do przykazania, a ja czuję odwrotnie?”.

Wtedy człowiek powinien zwrócić serce ku stanowi śmierci, który teraz odczuwa. O tym powiedziano: „Bo żywi wiedzą, że umrą”, (ponieważ) pamiętają o dniu śmierci. „I strzegą się grzechu”. Sens wyrażenia „pamiętają o dniu śmierci” jest taki, że zgodnie z zasadą „przykazanie prowadzi do przykazania” teraz powinien być „dzień”. To znaczy, gdy przystępuje do pracy w liszma, powinien mieć więcej życia, bo idzie teraz drogą prawdy. Ale dlaczego odczuwa teraz śmierć, która jest ciemnością, a nie światłem, i stanem „nocy”?

Lecz sprawiedliwy usprawiedliwia swego Pana i mówi, że oczywiście to Stwórca daje mu teraz stan upadku, i to dla jego dobra. Czyli teraz Stwórca daje mu poznać, co oznacza, że człowiek pracuje nie dla własnej korzyści, lecz tylko dla Stwórcy. I oczywiście ciało się temu sprzeciwia, ponieważ to sprzeczne z jego naturą. Podczas gdy wcześniej, zanim przystąpił do pracy w liszma i pracował dla własnej korzyści, ciało nie sprzeciwiało się temu. Wynika z tego, że podają mu znak, przez który dają mu poznać, że idzie właściwą drogą, ponieważ ciało się sprzeciwia, a inaczej nie sprzeciwiałoby się. Dlatego teraz ma potrzebę, nazywaną „kli”, aby Stwórca mu pomógł. Jak powiedziano: „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają”, bo aby iść wbrew naturze, potrzeba pomocy Stwórcy. Bo to, co jest zgodne z naturą, człowiek jest w stanie zrobić. Ale to, co jest przeciw naturze, nazywa się „cudem z nieba”, co oznacza, że tylko z niebios mogą dać mu siły, by miał możliwość iść przeciw naturze.

Stąd wynika wyjaśnienie wyrażenia „pamiętają w sercu o dniu śmierci”, że rzeczywiście, śmierć, którą teraz odczuwam, jest stanem dnia, a nie nocy. I dzień śmierci, czyli że tutaj jest miejsce na wybór: powiedzieć, że to dzień, nazywany życiem, albo powiedzieć, że to śmierć. I to po tym, jak pracowałem szczerze i z entuzjazmem, by osiągnąć cel, dla którego się urodziłem. A ponieważ zacząłem od lo liszma, a w lo liszma nie ma sprzeczności z naturą, dlatego ciało się nie sprzeciwiało. Lecz teraz zostałem obdarzony z góry tym, by iść drogą liszma, dlatego ciało się sprzeciwia i nie chce wkładać sił w pracę, ponieważ to sprzeczne z naturą. Dlatego teraz odczuwam smak śmierci. W takim razie, jeśli mówię, że to dzień, a nie noc, to wtedy otrzymuję z tego stanu siłę pewności, że odniosę sukces na drodze, którą idę. I strzegę się, by nie powiedzieć, że ten stan, w którym odczuwam śmierć, powstał dlatego, że jestem w stanie grzechu, nazywanym „upadek”, przez co nie mam już czego szukać w pracy, bo widzę, że się wycofuję i odchodzę, i dlatego żal mi mojego czasu. Zamiast tego mówię, że ten stan nie jest upadkiem, lecz wzniesieniem na stopień wywyższenia na drodze prawdy.

I o tym powiedziano: „I strzegą się grzechu”. Czyli strzegą się, by nie powiedzieć, że ten stan jest grzechem. A grzech prowadzi do grzechu. Czyli (nie mówić), że lepiej porzucić walkę, lecz powiedzieć: „Wzniosłem się na następny stopień, ponieważ przykazanie prowadzi do przykazania”.

W ten sposób wyrażenie „przykazanie prowadzi do przykazania” można rozumieć zarówno w odniesieniu do przeszłości, jak i w odniesieniu do przyszłości. To znaczy, jeśli mówi, że ten stan jest przykazaniem, wtedy „przykazanie prowadzi do przykazania”, bo teraz ma wiarę i pewność, że został obdarzony wzniosłością na stopniach świętości i został obdarzony osiągnięciem celu.

Stąd zrozumiemy to, co mówimy w modlitwie: „I wspomnij nas do życia, Królu, pragnący życia, i zapisz nas w księdze życia – dla Ciebie, Twórco życia”. I należy zrozumieć, co znaczy zakończenie: „dla Ciebie, Twórco życia”. Jak widzimy, są dwa rodzaje życia:

  1. życie grzeszników;
  2. życie sprawiedliwych.

Życie grzeszników jest w kelim otrzymywania, nazywanych „oddzieleniem od Stwórcy”, a życie sprawiedliwych – w kelim oddawania, które są zlanie się z Stwórcą. Dlatego mówimy: „wspomnij nas do życia”. Do jakiego życia? „Dla Ciebie”, czyli w oddawaniu. To znaczy, że prosimy o życie w kelim oddawania.


[1] Pisma, Kohelet, 9:5.

[2] Tamże.

[3] Talmud, traktat Brachot, 18:2.

[4] Talmud, traktat Joma, 72:2.

[5] Pirkej Awot, 4:2.

[6] Schneur Zalman, Tora Or, rozdz. Tecave, 83:4.