W świętym Zoharze (Waetchanan, komentarz Sulam, pkt 68) powiedziano: „Następnie w szczególności, czyli kiedy człowiek wie, czym jest bojaźń przed Stwórcą – gdy osiąga samą właściwość Malchut. Jest to bojaźń wynikająca z miłości, stanowiąca główną podstawę miłowania Świętego, błogosławiony On. Ta bojaźń sprawia, że przestrzega wszystkich przykazań Tory, aby był wiernym sługą Świętego, błogosławiony On, jak należy”.
Trzeba zrozumieć, co oznacza, że „osiąga poziom samej Malchut, że jest to bojaźń wynikająca z miłości”, czyli że zasłużył na otrzymanie samej Malchut, która jest właściwością miłości i ta miłość budzi w nim bojaźń. Ale dlaczego miłość wywołuje bojaźń? I również trzeba zrozumieć, czym jest ta bojaźń po tym, jak zasłużył na miłość.
Można to wyjaśnić na podstawie tego, co słyszałem od mojego ojca i nauczyciela, błogosławionej pamięci, o wersecie: „I był spór między pasterzami trzód Awrama a pasterzami trzód Lota” [Tora, Bereszit, 13:7].
Awram nazywany jest „ojcem wiary”, ponieważ cała jego praca oparta była na „wierze ponad rozum”, bez żadnej podpory, na której można by zbudować „budowlę” jego życia. Postępował z prostotą, [uznając], że tylko poprzez wiarę ponad rozum może osiągnąć zbliżenie ze Stwórcą i tylko to widział jako cel swojego życia.
A kiedy pragnął zasłużyć na zbliżenie poprzez poznanie, zobaczył, że rozum nakazuje coś przeciwnego – bo cokolwiek by nie analizował, widział w tym sprzeczność z tym, jak Stwórca postępuje ze stworzeniami. Wtedy zrozumiał, że Stwórca pragnie, by pracował dla Niego „ponad rozum”. I pojął, że gdyby droga oparta na rozumie była bardziej zdolna doprowadzić człowieka do zbliżenia ze Stwórcą, to na pewno Stwórca postępowałby inaczej, bo: „Któż może wskazywać Tobie, co masz czynić?”
Ale on uwierzył, że nie ma innej drogi, jak tylko ponad rozum, ponieważ Stwórca uczynił tak specjalnie, od początku, gdyż taka droga służy człowiekowi. I dlatego postanowił, że będzie pracował dla Stwórcy właśnie ponad rozum. To znaczy: nawet gdyby miał możliwość zrozumienia sterowania Stwórcy „w granicach rozumu”, i tak byłby temu przeciwny, bo cenił sobie pracę ponad rozum, ponieważ wtedy ma większą pewność, że jego intencja jest tylko po to, by sprawić przyjemność Stwórcy.
Ale co mógł uczynić Awraham, skoro widział, że gdy sterowanie Stwórcy objawia się jego zrozumieniu, wtedy nie ma już dla niego wyboru, by iść „ponad rozum”, bo wszystko jest już dla niego oczywiste?
Mój ojciec i nauczyciel, błogosławionej pamięci, wyjaśnił: kiedy [Awram] widział objawiające się mu światło i obfitość, nie mówił, że teraz jest zadowolony, bo nie będzie już musiał iść ponad rozum. Ciało nie zgadza się bowiem na taką pracę. Woli mieć podporę, na której może oprzeć cały swój wysiłek. Wszystkie budowle, które człowiek wznosi, opierają się na rozumie: to rozum zobowiązuje go do takiego postępowania. Dlatego tam, gdzie rozum nie może powiedzieć, że wszystko, co robi, jest właściwe, trudno mu iść tą drogą. Gdy tylko ma sposobność osiągnąć coś w granicach rozumu, natychmiast porzuca podstawę ponad rozum i zaczyna pracować na nowej podstawie, opartej na rozumie. Ma już oparcie dla swojego wysiłku i nie potrzebuje pomocy Stwórcy. Trudno jest bowiem iść ponad rozum, dlatego zawsze potrzebuje pomocy Stwórcy, aby mieć do tego siłę. Teraz natomiast rozum mówi mu: „Masz już oparcie w rozumie i wiedzy. Możesz sam iść naprzód, bez pomocy Stwórcy, i osiągnąć to, co jest do osiągnięcia”.
Wtedy jego radą było powiedzieć: „Teraz widzę, że prawdziwą drogą jest właśnie droga ponad rozum. Dzięki temu, że szedłem ponad rozum, drogą znajdującą upodobanie Stwórcy, dostąpiłem teraz zbliżenia do Niego”. Dowodem tego jest to, że odczuwa teraz smak w pracy Stwórcy, zarówno w Torze, jak i w modlitwie.
Wynika z tego, że kiedy dostąpił zbliżenia do Stwórcy i odczuwa teraz Jego miłość, nie bierze tego za podstawę ani podporę pracy Stwórcy: nie [uznaje], że skoro rozum przekonuje go o wartości Tory i przykazań, nie musi już iść drogą wiary ponad rozum. Przeciwnie, strzeże się uszkodzenia wiary przez przyjęcie teraz drogi w granicach rozumu i odrzucenie wiary. Wiara nazywa się bowiem „Malchut”. [Gdyby ją odrzucił], byłoby to jej wzgardzeniem i uszkodzeniem. Okazałoby się, że początkowo przyjął wiarę tylko z braku wyboru; inaczej by jej nie przyjął. Gdy zaś zobaczył możliwość uwolnienia się od niej, natychmiast nią wzgardził, odrzucił ją i przyjął zamiast niej wiedzę. O tym powiedziano: „Tych, którzy Mnie szanują, uszanuję, a ci, którzy Mną gardzą, będą lekceważeni” [Prorocy, Szmuel I, 2:30]. Napisano także: „Bo proste są drogi AWAJa; sprawiedliwi będą nimi szli, a przestępcy potkną się na nich” [Prorocy, Hoszea, 14:10].
I zgodnie z tym możemy zrozumieć, że gdy człowiek osiąga samą właściwość Malchut, rozpoznaje, że jest to bojaźń wypływająca z miłości. Pojawia się pytanie: skoro już jest miłość, to po co mówić o bojaźni? Czy trzeba jeszcze mówić o bojaźni, skoro człowiek już zasłużył na miłość?
I podążając za wyjaśnieniem mojego ojca i nauczyciela (Baal Sulama), który objaśnił spór między „pasterzami trzód Awrahama” a „pasterzami trzód Lota”, zrozumiemy to jasno. Powiedział on, że wyrażenie „pasterze trzody Awrahama” oznacza, że Awraham „wypasał” właściwość wiary; słowo „trzoda” (mikne מקנה) jest odczytywane w związku ze słowem „nabytek” (kinjan קנין), czyli we wszystkich nabytych stanach, które osiągnął, wypasał on swoją wiarę. Innymi słowy mówił: „Teraz widzę, że droga wiary jest prawdziwą drogą, i dlatego zasłużyłem na zbliżenie do Stwórcy. Dlatego odtąd przyjmuję dla siebie drogę tylko poprzez wiarę ponad rozum”.
Natomiast pasterze trzód Lota kierowali swoje nabytki ku właściwości Lota. Zohar określa „Lot” jako „ziemię przeklętą”[1], czyli miejsce, w którym nie ma błogosławieństwa – nie jest to „pole, które pobłogosławił AWAJa” [Tora, Bereszit, 27:27], lecz miejsce przekleństwa. Jest to właściwość „w granicach rozumu”: człowiek robi to, do czego zobowiązuje go rozum. Gdy rozpoczynał drogę Stwórcy, także zaczynał od wiary ponad rozum, lecz zawsze oczekiwał: „Kiedy będę mógł uwolnić się od tej pracy ponad rozum?”. Ciało stale domaga się bowiem podstawy, na której opiera cały swój wysiłek w Torze i przykazaniach.
Czyli kiedy praca oparta jest na rozumie, i rozum pokazuje sensowność tej pracy, to ciało działa z wielkim wysiłkiem i stałym oddaniem, zgodnie z tym, jak rozum go obliguje. Jak w przykładzie człowieka, który poszedł spać o północy, bardzo zmęczony, z wysoką gorączką, i nie wolno mu wstawać z łóżka, bo zaczęły się dreszcze. A w przyległych pokojach wybuchł pożar, i przyszli do niego i powiedzieli: „Słuchaj! Zejdź natychmiast z łóżka, bo jeśli jeszcze chwilę poczekasz, to nie zdążysz wyjść z domu i możesz spłonąć!”. Wtedy rozum nakazuje mu bez wahania, że jeśli zacznie myśleć, jak mu trudno wstać z łóżka z powodu różnych fizycznych ograniczeń, to może zginąć. I oczywiście zeskoczy z łóżka bez wahania, bo podstawą tego wysiłku jest rozum przekonujący go o jego wartości, i wtedy naturalnie zrobi wszystko bez najmniejszych wątpliwości.
Wynika z tego, że tam, gdzie rozum obliguje do wysiłku, nie zwraca się uwagi na to, ile wysiłku trzeba włożyć, tylko patrzy się na sensowność: co można osiągnąć dzięki temu wysiłkowi. Ale kiedy człowiek pracuje na podstawie „ponad rozum”, wtedy cały czas znajduje się pod presją ciała, które pyta: „Skąd pewność, że idziesz właściwą drogą? Czy naprawdę warto tyle się trudzić, by osiągnąć ten cel? Czy to rzeczywiście wykonalne, abyś osiągnął cel, którego pragniesz?”.
I wtedy przechodzi przez nieustanne wzloty i upadki: czasem przeważa rozum, a czasem idzie „ponad rozum”. I wciąż myśli: „Kiedy nadejdzie ten czas, gdy będę mógł oprzeć swoją pracę na wiedzy, wtedy będę miał solidną podstawę, bo będę mógł wszystko budować według rozumu. I oczywiście nie będzie już żadnych upadków w służbie Stwórcy, jak w przypadku wszystkiego, co zbudowane jest na zdrowym rozsądku”. Ale nie wie, że z tego, czego oczekuje, nie otrzyma błogosławieństwa, a jedynie klątwę. Bo „w granicach rozumu” jest punktem zaczepienia sitra achra, jak już zostało powiedziane. A ci, którzy pragną osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą, muszą wiedzieć, że Stwórca wybrał właśnie drogę ponad rozum, bo to jest prawdziwa droga do osiągnięcia zbliżenia ze Stwórcą.
A oto stopień Lota, to ziemia przeklęta, kraj, na którym ciąży przekleństwo, a nie błogosławieństwo. I to właśnie nazywa się „pasterzami trzód Lota”, czyli człowiek nieustannie szuka nabycia (kinjan) w poznaniu, które nazywa się właściwością Lota, czyli przekleństwem. I to jest to, co napisano: „I był spór między pasterzami trzód Awrama a pasterzami trzód Lota”. Objaśnienie: spór polegał na tym, że każdy twierdził, że prawda jest po jego stronie. Bo ci, którzy byli we właściwości „pasterzy trzód Lota”, mówili: „Jeśli zdołamy zbudować swoją podstawę na rozumie, zwanym «w granicach rozumu», to nie będziemy mieć wzlotów i upadków, bo stale będziemy w stanie duchowego wzniesienia tam, gdzie rozum nakazuje postępować właściwie, i nic nie może nas zatrzymać. A gdy nie mamy wyboru, to jesteśmy zmuszeni iść ponad rozum, lecz jeśli mamy możliwość wybrać drogę w poznaniu, to przeciwnie, należy powiedzieć, że Stwórcy sprawia przyjemność to, że od dziś nie będziemy mieć już żadnych upadków w pracy, więc nasza droga jest lepsza i bardziej właściwa”.
Ale „pasterze trzód Awrama”, ludzie, których fundamentem była właśnie wiara ponad rozum, mówili: „Gdyby Stwórca chciał, byśmy przeszli na podstawę rozumu, od samego początku nie postępowałby z nami w sposób ukryty. I z pewnością ta droga – to droga powodzenia. Dlatego nie powinniśmy szukać sposobu, by porzucić wiarę ponad rozum. A jeśli otrzymamy jakieś zrozumienie i zbliżenie do Stwórcy, to nie powinniśmy tego przyjmować jako podstawy, by porzucić wiarę. Przeciwnie, powiemy: «Teraz widzę, że to właśnie jest droga prawdy, bo dzięki niej dostąpiłem zbliżenia». Dlatego powinniśmy trzymać się tego i przyjąć postanowienie, że od dziś nie będziemy szukać możliwości porzucenia wiary, a przeciwnie: umacniać się w wierze ponad rozum”.
I dzięki temu zrozumiemy powiedziane w Zoharze: „Po tym, jak zasłużył na właściwość samej Malchut, która jest właściwością miłości, to jest bojaźń wynikająca z miłości”. A wcześniej pytano: „Po co mówić o bojaźni, skoro już jest miłość? I czym jest ta bojaźń?”.
Zgodnie z powyższym, gdy człowiek zasługuje na właściwość miłości, to nie ma niczego większego, co by go zobowiązywało do pracy, bo to już fundament oparty na samym poznaniu, bo rozum nakazuje mu pracować. I tak skonstruowany jest świat: gdy kogoś się kocha, to pragnie się mu służyć. A jeśli tak, to nie ma już miejsca na wiarę, bo jak można wtedy mówić o „ponad rozum”? I zaczyna się obawiać, że może zaszkodzić wierze, ponieważ teraz ciało bardziej cieszy się z pracy, ponieważ jest ona teraz oparta na poznaniu. A jeśli wyrządzi szkodę wierze, to wychodzi „z perspektywy czasu”, że wiara ponad rozum, którą miał wcześniej, była wymuszona, nie z szacunku, a tylko czekał cały czas, kiedy będzie mógł się jej pozbyć i pracować w poznaniu, a nie w wierze.
I wtedy, ponieważ zaszkodził wierze, natychmiast spada z poziomu, i natychmiast oddala się od Stwórcy. Bo poznanie to właściwość otrzymywania. (Jak wiadomo, właściwość otrzymywania, będąca właściwością miłości własnej, wyraża się w dwóch formach: a) w rozumie, b) w sercu). Wychodzi więc, że wtedy, gdy zasłużył na miłość, sama miłość budzi w nim bojaźń, by nie zostać wciągniętym w właściwość poznania. Dlatego musi bardzo uważać, by nie popaść w pragnienie otrzymywania. Teraz już rozumiemy, że sama miłość staje się przyczyną bojaźni, i teraz wiemy, czym jest ta bojaźń wynikająca z miłości, czyli boi się, że poprzez tę miłość może popaść w miłość do siebie.
I razem z tym możemy zrozumieć bardzo ważną zasadę: choć przyjęte jest, że za grzech przychodzi kara, to wewnętrzne znaczenie tego pojęcia jest zupełnie inne i trudne do zrozumienia. Mój ojciec i nauczyciel powiedział: „Musimy wiedzieć, że grzech – to kara, a kara – to naprawa”.
Można zapytać: „Jeśli grzech to kara, to czym jest grzech?”. A teraz już możemy wyjaśnić, że grzech wydarzył się właśnie w czasie wzniesienia, dokładnie w chwili, gdy zasłużył na miłość, i chciał przyjąć miłość jako podstawę, i porzucił wiarę, w rozumieniu „pasterzy trzód Lota”. Wtedy spadł i znów popadł w miłość do siebie, z której wypływają wszystkie grzechy.
Wychodzi więc, że potknął się właśnie w czasie duchowego wzniesienia, choć wydawało mu się, że gdy weźmie miłość za podstawę i oparcie dla swoich wysiłków, to tym samym nie będzie już miał upadków, bo tam, gdzie rozum nakazuje – ta droga jest słuszna, i nigdy już nie upadnie. A to właśnie był grzech, nazywany: „każdy, kto dodaje, ujmuje”.
Wychodzi zatem, że to, że upadł w miłość do siebie, to jest kara za to, że zaszkodził wierze. A kara, którą otrzyma, jest naprawą, by mógł powrócić na prostą drogę.
[1] Przyp. tłum. Imię Lot (לוט) zestawiono tu z aramejskim określeniem przeklętej ziemi, ar’a deitlatja (ארעא דאיתלטיא), przytoczonym dalej w artykule. Związek opiera się na aramejskim rdzeniu oznaczającym przeklinanie..