„I błagałem AWAJa” [Tora, Dwarim, 3:23]. Raszi wyjaśnił: „Wszędzie słowo chanun[1] oznacza darmowy dar. Chociaż sprawiedliwi mogą powołać się na swoje dobre czyny, proszą Miejsce jedynie o darmowy dar”.

W Midraszu Raba (Dwarim Raba, 2:1) napisano: „«I błagałem AWAJa» – spośród wszystkich [określeń modlitwy] Mosze modlił się tylko językiem błagania. Powiedział Rabbi Jochanan: stąd uczysz się, że stworzenie nie ma nic [należnego mu] u swojego Stwórcy, skoro Mosze, mistrz proroków, przychodził wyłącznie z błaganiem. Powiedział Rabbi Lewi: dlaczego Mosze przychodził tylko z błaganiem? Przysłowie mówi: uważaj, aby nie pochwycono cię za twoje słowa. Jak to rozumieć? Święty, błogosławiony On, powiedział Moszemu: «I okażę łaskę temu, komu okażę łaskę» [Tora, Szemot, 33:19]. Powiedział mu: wobec tego, kto ma coś u Mnie – «i zmiłuję się» – postępuję z właściwością miłosierdzia. Wobec zaś tego, kto nie ma nic u Mnie – «i okażę łaskę» – postępuję poprzez darmowy dar”.

Należy zrozumieć powyższe: 1. Jak można powiedzieć „i zmiłuję się” o kimś, „kto ma coś u Mnie”? Wyrażenie to przypomina słowa naszych mędrców: „Masz u siebie należną mi minę”, czyli dług. Co więc znaczy, że Święty, błogosławiony On, mówi „i zmiłuję się” do tego, komu jest coś winien? Powinien był powiedzieć „i zapłacę”, jak napisano: „Kto Mnie uprzedził, abym mu odpłacił?” [por. Pisma, Ijow, 41:3]. Jak zatem można używać określenia miłosierdzia wobec spłaty długu?

2. Jak wyjaśnić, że istnieją dwa tak różne pojęcia: „temu należy się zapłata”, jak powiedziano: „w moich rękach”, oraz „temu nic się nie należy”. Co chcą wyrazić te dwa przeciwstawne pojęcia? Co jest przyczyną ich powstania?

Aby to zrozumieć, należy wiedzieć, że wśród zajmujących się Torą i przykazaniami istnieją dwa rodzaje ludzi. I chociaż pod względem zewnętrznego wykonania nie ma między nimi różnicy, to pod względem intencji – różnica jest ogromna.

U jednych celem zajmowania się Torą i przykazaniami jest otrzymać coś w zamian za wysiłek. Bo w naszej naturze jest zakorzenione, że nie potrafimy pracować bez uzyskania jakiegoś zysku. Dlatego ich do wykonywania Tory i przykazań przymusza strach, że nie będą mogli zaspokoić swoich potrzeb, i mają silne pragnienie oraz wielką tęsknotę za ich wypełnieniem.

Stąd czynią wszystko, co możliwe, aby zaspokoić swoje potrzeby. A zatem strach ten jest przyczyną, która zmusza ich do zajmowania się Torą i przykazaniami. I ten strach zobowiązuje ich działać nie dla Stwórcy, lecz dla własnej korzyści, jak powiedziano w komentarzu Sulam (Przedmowa Zohar, pkt 191): „Wynika z tego, że własny interes jest korzeniem, a strach – gałęzią wyrastającą z własnego interesu”.

Z tego wynika, że ten rodzaj ludzi zajmuje się Torą i przykazaniami po to, by otrzymać zapłatę od Stwórcy, czyli mają oni wobec Stwórcy roszczenie. Wynika z tego, że włożyli wiele wysiłku, by zebrać owoce i dlatego zwracają się do Stwórcy ze skargą: „Zapłać nam za nasz trud”.

W tym świetle można wyjaśnić słowa Rabbiego Lewiego w midraszu: Święty, błogosławiony On, powiedział „ten, kto ma coś u Mnie”, czyli ten, komu należy się spłata długu, ponieważ od początku zamierzał otrzymać od Świętego, błogosławiony On, zapłatę za trud w Torze i przykazaniach. Przychodzi więc z roszczeniem, jak w słowach mędrców: „Masz u siebie należną mi minę”. Wciąż jednak trzeba wyjaśnić, dlaczego Święty, błogosławiony On, odpowiada na to „i zmiłuję się”. Jakie jest tu miłosierdzie, skoro należy się spłata długu? Co znaczy: „Postępuję wobec niego z właściwością miłosierdzia”?

Drugi rodzaj ludzi to ci, których intencja jest całkowicie odwrotna – chcą czynić wszystko dla Stwórcy, bez oczekiwania na cokolwiek w zamian. Ale wiadomo, że człowiek został stworzony z pragnieniem otrzymywania dla siebie, jak więc możliwe jest pracować bez otrzymania czegoś w zamian?

Jak mówiłem w poprzednich artykułach, ktoś pracuje, aby później otrzymać zapłatę, a dla innego sama praca jest nagrodą i zapłatą. Nie ma dla niego większej nagrody niż to, że pozwolono mu pracować. Podobnie jest ze służeniem ważnemu człowiekowi: natura sprawia, że nie ma większej nagrody niż taka służba. Człowiek jest zdolny oddać wszystko, co posiada, aby dostąpić służenia królowi. Sama praca jest więc nagrodą i nie oczekuje żadnej dodatkowej zapłaty. Oczekuje tylko, że będzie mógł zawsze służyć królowi, bez żadnej przerwy. To jest całe jego życie i cały jego cel życia. Jest to zakorzenione w naturze.

Ale trzeba zrozumieć: dlaczego Stwórca stworzył taką naturę, że niższy, jeśli czuje wielkość wyższego, pragnie mu służyć bez żadnej zapłaty? O tym mówił mój ojciec i nauczyciel, błogosławionej pamięci: Stwórca stworzył światy, aby dawać nasłodzenie stworzeniom i w tym celu stworzył w stworzeniu pragnienie i tęsknotę za otrzymywaniem przyjemności i nasłodzenia. Bo bez tego pragnienia nie da się otrzymać przyjemności i radości, ponieważ nie ma napełnienia, jeśli nie ma odczucia braku.

Jednocześnie wynikła z tego sprawa „chleba wstydu”: nie ma przylgnięcia z powodu powstałej różnicy właściwości. Dlatego dokonano naprawy ograniczenia: [stworzenie] przyjmuje tylko dlatego, że chce sprawić zadowolenie Stwórcy. Z tej przyczyny otrzymuje od Niego; w przeciwnym razie rezygnuje z przyjemności.

Jednak tutaj pojawia się pytanie: skoro człowiek urodził się z pragnieniem otrzymywania dla siebie i to jest jego natura, to skąd może w nim pojawić się pragnienie oddawania – przecież to sprzeczne z naturą?

W tym celu Stwórca stworzył drugą naturę – wtedy, gdy niższy anuluje siebie wobec wyższego i odczuwa przyjemność z tego, że służy komuś wielkiemu. Kiedy myśli: „Cóż mogę dać Stwórcy, by sprawić Mu radość?”, wtedy widzi, że jest tylko jedna rzecz, o której można powiedzieć, iż jak gdyby brakuje jej wyższemu – aby niższy otrzymał od Niego przyjemność i nasłodzenie. I z tego Stwórca również czerpie radość, ponieważ w tym tkwi cel stworzenia – nasłodzić stworzenia.

Z tego wynika, że człowiekowi brakuje tylko jednej rzeczy, aby pojawiło się w nim pragnienie oddawania – odczucia wielkości Stwórcy. Gdy tylko pojmie wielkość Stwórcy, od razu będzie pragnął dawać Mu wszystko, zgodnie z naturalną właściwością, że niższy anuluje się wobec wyższego.

Dlatego dano nam opłakiwać wygnanie Szchiny. Oznacza to, że cała duchowość jest w niskim stanie, nazywanym „Szchina w prochu”: jej ważność jest jak proch, po którym się depcze i któremu nie przypisuje się znaczenia. Dlatego mówi się, że w każdym przykazaniu trzeba mieć zamiar podniesienia Szchiny z prochu. W każdym działaniu należy zatem zamierzać, aby przez nie wzrosła chwała Szchiny. Jak mówimy w modlitwie Szmone Esre podczas musaf Rosz ha-Szana: „Ojcze nasz, Królu nasz, objaw nad nami chwałę Twojego królestwa”. Oznacza to, aby królestwo niebios nie było dla nas jak proch, lecz miało chwałę.

Ci ludzie proszą Świętego, błogosławiony On, aby objawił im chwałę swojego królestwa. Nie mają u Niego żadnej należności, ponieważ nie żądają od Niego żadnej zapłaty. Chcą tylko służyć królowi i sprawiać Mu zadowolenie, prosząc o objawienie chwały królestwa niebios. Nie mają więc u Świętego, błogosławiony On, nic, co pozwalałoby powiedzieć, że coś Mu dali i w zamian żądają wypełnienia swoich braków. Jeśli mogą uczynić cokolwiek z zamiarem oddawania, to tylko dzięki temu, że Święty, błogosławiony On, objawia im nieco swojej ważności i odczuwają trochę wzniosłości Stwórcy. To, co daje tym ludziom, którzy nie mają u Niego żadnej należności, wynika wyłącznie z „i okażę łaskę” – „postępuję wobec niego poprzez darmowy dar”.

I odwrotnie: ci, którzy pracują po to, by coś otrzymać w zamian, mówią, że „Stwórca ma coś dla nich w rękach”, czyli oni dają Mu pracę, a oni proszą Go o zapłatę za nią.

W rzeczywistości Stwórca opłaca wszystkich za ich pracę. Ale trzeba zrozumieć, co oznacza: „I zmiłuję się – postępuję wobec niego z właściwością miłosierdzia”. To oznacza, że Stwórca mówi o litości wobec tych, którzy idą tą drogą. Ale ponieważ On nie wstrzymuje zapłaty nikomu – płaci im tak, jak żądają.

Teraz zrozumiemy to, o co pytaliśmy wcześniej: jak może być tak wielka różnica między tymi dwoma podejściami? Chodzi o to, że ze strony Stwórcy, jak się uczymy, istnieje tylko jeden cel: nasłodzić stworzenia. Ale same stworzenia dzielą to na dwa aspekty:

  1. Ci, którzy nie potrafią pojąć ważności wielkości Stwórcy, nie mają innej drogi rozpoczęcia pracy niż dla otrzymania nagrody. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Zawsze niech człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami, choćby lo liszma” [Pesachim, 50b]. Czują oni, że dają coś Świętemu, błogosławiony On.
  2. Natomiast ci, którzy chcą pracować z zamiarem oddawania, widzą, że nie mogą dać niczego Świętemu, błogosławiony On. Nazywa się to tym, że niczego nie mają w swoich rękach. Proszą więc o łaskę: aby Święty, błogosławiony On, objawił im trochę swojej wielkości. Wtedy mówi im: „I okażę łaskę” – „postępuję wobec niego poprzez darmowy dar”.

[1] Przyp. tłum. Chanun (חנון), „łaskawy”, oraz waetchanan (ואתחנן), „i błagałem”, łączy rdzeń chet–nun–nun. Raszi wiąże je z darmowym darem, matnat chinam (מתנת חנם). Ten związek wyjaśnia wybór słowa oznaczającego błaganie o łaskę.