W Księdze Zohar (Wajelech, Sulam, pkt 1–3) napisano: „I poszedł Mosze”. Rabbi Chizkija otworzył: „Prowadzący po prawicy Moszego ramię swojej chwały, rozcinający przed nimi wody” (Prorocy, Jeszajahu, 63:12). Troje świętego rodzeństwa szło pośród nich: Mosze, Aharon i Miriam. Wyjaśniliśmy już, że Aharon jest prawym ramieniem Israela. Jak napisano: „I usłyszał Kananejczyk, król Aradu, że Israel nadchodzi drogą Atarim” (Tora, Bemidbar, 21:1). „Drogą Atarim” oznacza, że Israel był jak człowiek idący bez ramienia, który podpiera się w każdym miejscu. Atarim znaczy bowiem „miejsca”[1]. Wtedy „walczył z Israelem i wziął spośród niego jeńców”, ponieważ byli bez prawego ramienia. Spójrz: Aharon był prawym ramieniem ciała, którym jest Tiferet. Dlatego napisano: „Prowadzący po prawicy Moszego ramię swojej chwały”.

Trzeba zrozumieć porównanie przytoczone przy wersecie: „I usłyszał Kananejczyk”. Raszi wyjaśnił: usłyszał, że Aharon umarł i odeszły obłoki chwały – jak człowiek idący bez ramienia. Co znaczy, że Aharon był prawym ramieniem? Trzeba też zrozumieć porównanie: kto nie ma ramienia, podczas chodzenia podpiera się w każdym miejscu.

Trzeba wiedzieć, że każde działanie, które człowiek chce wykonać, musi mieć przyczynę, która zmusza go do jego wykonania. A w miarę ważności tej przyczyny człowiek może włożyć wysiłek, by osiągnąć pożądany cel.

Dlatego gdy człowiek wstępuje na drogę pracy dla Stwórcy, i chce pracować we właściwości wiary i oddawania, naturalnie pragnie zrozumieć, dlaczego trzeba iść właśnie tą drogą. I dla każdego człowieka jasne jest, że gdyby ta praca opierała się na wiedzy i egoistycznym otrzymywaniu, to byłaby bardziej skuteczna, ponieważ ciało człowieka (egoizm) nie sprzeciwiałoby się jej tak bardzo. Przecież ciało bardziej woli odpoczynek niż pracę. A w tym przypadku byłoby znacznie więcej ludzi studiujących Torę i wykonujących przykazania.

Mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, powiedział, że Święty, błogosławiony On, chciał sprzeciwu ciała, aby człowiek musiał przyjść po Jego pomoc. Bez pomocy Stwórcy nie mógłby osiągnąć celu. Miało to stworzyć człowiekowi miejsce do wznoszenia się za każdym razem na wyższy stopień.

Jak powiedzieli mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić, pomagają”. Święta Księga Zohar pyta: „Czym mu pomagają?” i odpowiada: „Świętą neszama. Gdy się rodzi, dają mu nefesz; jeśli dostąpi więcej…”. Dlatego daje się człowiekowi pracę, aby miał miejsce do wznoszenia się po stopniach świętości. W porządku pracy, który prowadzi człowieka do proszenia Świętego, błogosławiony On, o pomoc, trzeba jednak uważać. Gdy człowiek przystępuje do pracy, ciało mówi mu: „Dlaczego tak się męczysz? Przecież i tak nie potrafisz przezwyciężyć swojej natury, zwanej miłością do siebie, ani się z niej wydostać. Potrzebna jest pomoc Świętego, błogosławiony On. Po co więc tak się wysilasz, by wyjść z miłości do siebie? Twoja praca jest przecież daremna. Po co mi ten trud?”.

I w tej sprawie odpowiadał mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, że zanim człowiek zacznie swoją pracę dla Stwórcy, powinien powiedzieć sobie, że wybór zależy tylko od niego samego i nie powinien wtedy mówić, że Stwórca mu pomoże. Dlatego wszystko, co jest w jego mocy – ma obowiązek wykonać, a do samego zakończenia czynu potrzebuje, aby Stwórca go dopełnił, bo człowiek nie jest w stanie sam zakończyć całej pracy, jak wyjaśniono wyżej.

Jak powiedzieli mędrcy (Pirkej Awot, 2:16[2]): „Nie do ciebie należy dokończenie pracy”. Można więc zapytać: „Po co mam pracować, skoro nie mogę jej dokończyć? Jaki pożytek z mojej pracy?”. Dlatego miszna mówi dalej: „Nie jesteś jednak wolny, by się od niej uchylić”.

W tym, co powiedziano wyżej, widzimy sprzeczność: z jednej strony mówi się człowiekowi, że powinien pracować „jak wół pod jarzmem i osioł pod ciężarem” i że od samego człowieka zależy, czy zakończy swoją duchową pracę, czy nie. A z drugiej strony mówi się człowiekowi, jak napisano: „AWAJa dopełni za mnie” (Pisma, Psalmy 138:8).

Rozwiązanie tej pozornej sprzeczności polega na tym, że w rzeczywistości obie strony są prawdziwe. Z jednej strony człowiek sam powinien dokonać wyboru, aby nabyć pragnienie pracy dla Stwórcy. Przecież gdyby mógł teraz sam zakończyć swoją pracę, to swoje obecne położenie odczuwałby jako doskonałe, bo widziałby, że już pracuje dla Stwórcy i że wszystkie jego działania są w oddawaniu dla Stwórcy i czegoż by mu jeszcze brakowało? Dlatego nie miałby żadnej potrzeby przyciągania światła Tory.

Aby miał potrzebę postępu w Torze – Tora jest bowiem „imionami Świętego, błogosławiony On”, które Stwórca chciał objawić stworzeniom – potrzebuje kli. Zgodnie z zasadą „nie ma światła bez kli”, jak może przyjąć światło Tory, jeśli nie ma kli, zwanego „potrzebą i brakiem”? Dlatego gdy zaczyna pracować i widzi, że nie może dokończyć pracy, otrzymuje potrzebę i brak światła Tory. Jak powiedzieli mędrcy: „Zawarte w niej światło przywraca go ku dobru”. Za każdym razem, gdy chce być bardziej oczyszczony, musi otrzymać większą pomoc z góry.

Dlatego te dwie rzeczy, o których powiedziano powyżej, nie przeczą sobie, lecz przeciwnie – uzupełniają się nawzajem, i człowiek potrzebuje obu, ponieważ każda z nich ma swoje własne przeznaczenie.

I w naszym świecie, który jest odbiciem działań dziejących się w świecie duchowym, widzimy podobne sytuacje. Na przykład: człowiek stoi na ulicy z ciężkim workiem leżącym na ziemi i prosi przechodzących obok ludzi o pomoc, by pomogli mu podnieść ten ciężki worek na ramię, aby mógł go nieść. I wszyscy znajdują jakąś wymówkę, by mu odmówić. Powiedzą, że się spieszą, nie mają czasu, i radzą mu poprosić kogoś innego, kto akurat przechodzi. Ale jeśli worek z ładunkiem już leży na ramieniu człowieka, ale trochę się zsunął i zaraz może spaść na ziemię, i człowiek prosi tylko o poprawienie go, wtedy nikt nie powie, że się spieszy czy nie ma czasu, lecz pierwszy lepszy przechodzień natychmiast pomoże mu poprawić worek. Widzimy różnicę między workiem leżącym na ziemi a workiem, który już znajduje się na ramieniu człowieka, tylko się trochę zsunął.

Trzeba zrozumieć tę różnicę. Gdy worek z ciężarem leży na ziemi, każdy ma inną wymówkę, by nie pomóc. Gdy jest na ramieniu i zaraz spadnie, pierwszy napotkany pomaga. Istnieje różnica między kimś, kto jest w trakcie pracy, czyli już ją rozpoczął i prosi o pomoc, by móc ją kontynuować, a kimś, kto dopiero chce zacząć. Pierwszemu pomagają, gdy ciężar na jego ramieniu grozi upadkiem. Drugiemu mówią: „Nie jest to u ciebie pilne. Pomyśl, jakby pragnienie rozpoczęcia pracy przyszło nieco później – to nic tak strasznego”. Każdy widzi więc, że nie potrzebuje on pomocy natychmiast i może poczekać na kogoś, kto ma trochę wolnego czasu i wtedy mu pomoże.

Stąd wniosek: człowiek, który czeka, aż Stwórca mu pomoże, i mówi, że dopóki Stwórca nie da mu pragnienia i dążenia do duchowego, sam nie jest w stanie przezwyciężyć egoistycznego pragnienia swego ciała i rozpocząć duchowej pracy, podobny jest do tego, kto stoi i czeka, aż któryś z przechodniów pomoże mu podnieść worek na ramię. Stoi i czeka, aż Stwórca da mu siły, pomoże mu i położy na jego ramionach brzemię królestwa niebios, „jak wołu pod jarzmo i osła pod ciężar”. Chce najpierw pomocy w przyjęciu tego jarzma i ciężaru, a potem zacznie pracę. I mówi mu się wtedy: „Poczekaj, aż pojawi się sposobność, a na razie zostań ze swoim workiem na ziemi”.

Ale ten, kto zdołał rozpocząć swoje duchowe postępy i nie czeka, aż Stwórca da mu siły – ma tak silne dążenie, że pcha go ono ku pracy i osiągnięciu prawdy, mimo że widzi, że nie będzie mógł poruszać się naprzód samodzielnie, podobnie jak Nachszon[3]. Gdy ten człowiek widzi, że nie jest w stanie poruszać się w swojej pracy i boi się, że to „jarzmo Królestwa Niebios”, które na siebie przyjął, zaczyna mu „spadać” – jak worek z ramienia. I jak w przykładzie z człowiekiem, któremu worek trochę zsunął się z ramienia – on natychmiast, jak tylko poprosił, otrzymał pomoc. Coś podobnego dzieje się w świecie duchowym: gdy człowiek widzi, że zaraz znajdzie się w stanie duchowego upadku, wtedy woła do Stwórcy o pomoc i Stwórca mu pomaga. Jak powiedzieli mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”.

Natomiast o kimś, kto czeka, aż Stwórca najpierw mu pomoże, i mówi, że dopiero potem będzie zdolny do pracy, mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, powiedział, przywołując werset: „Kto czeka na wiatr, nie sieje, a kto patrzy na chmury…” (Pisma, Kohelet, 11:4). To znaczy: kto stoi i czeka, aż Stwórca pośle ducha tszuwy, nigdy nie dojdzie do prawdy.

Wróćmy teraz do pytania o porównanie: co znaczy, że człowiek idący bez ramienia podpiera się w każdym miejscu, a po śmierci Aharona zabrakło ramienia i Kananejczyk mógł walczyć z Israelem?

Trzeba wiedzieć, że „prawe ramię” to właściwość Hesed, czyli kli oddawania. Człowiek chce tylko czynić łaskawość i oddawać, a Aharon swoją siłą przyciągał tę moc do narodu Israel. Dlatego nikt nie mógł walczyć z Israelem. Ciało zwykło bowiem przychodzić do człowieka i przekonywać go, że jeśli posłucha jego głosu, da mu wiele przyjemności. Gdy jednak słyszy, że całym jego pragnieniem jest wyłącznie oddawanie, widzi, że nie ma siły z nim rozmawiać.

Siłę oddawania otrzymali od Aharona kapłana, właściwości Hesed, i byli do niego przyłączeni. Dlatego pozostawali pod jego władzą. Gdy Aharon umarł, utracili siłę oddawania i zaczęła się walka otrzymywania dla siebie: ciało znalazło już miejsce do spierania się z człowiekiem. Stąd porównanie do człowieka idącego bez ramienia, który podpiera się wszędzie, gdzie znajdzie oparcie. W odniesieniu do pracy brakowało im siły ponad rozum, zwanej moach, a także siły oddawania, zwanej „sercem”. Dlatego przy każdym wysiłku ciało domagało się oparcia: „Na jakiej podstawie żądasz ode mnie sił do pracy?”. Brakowało właściwości Hesed, by móc powiedzieć: „Idę ponad rozum”. To właściwość Aharona – oddawanie i ponad rozum. Nazywa się to: „Zawiesza ziemię na niczym” (Pisma, Ijow, 26:7). Mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, wyjaśniał: wiara ponad rozum nie ma żadnej podpory, wszystko stoi w powietrzu. „Zawiesza ziemię” – ziemia oznacza królestwo niebios. „Na niczym” – bez żadnej podpory[4].

Kiedy więc Aharon umarł, nie mieli już nikogo, kto przyciągałby tę siłę. Szli wtedy wewnątrz rozumu i podpierali się w każdym miejscu: przyjmowali każde dostrzeżone oparcie, dzięki któremu ciało chciałoby pracować w Torze i przykazaniach. Nazywa się to „drogą Atarim”, jak u człowieka idącego bez ramienia. Dlatego Kananejczyk przychodził walczyć z Israelem: wewnątrz rozumu ma możliwość walki. Natomiast ponad rozum nie ma żadnego miejsca do spierania się z tą drogą, ponieważ nie wymaga ona żadnej podpory.

Z tego możemy wyciągnąć wniosek, że główny wysiłek podejmowany jest wtedy, gdy człowiek zaczyna iść z wiarą ponad rozum, i siły do tego powinien otrzymać z góry. Wcześniej przychodziła do nich dzięki właściwości Aharona. Teraz sam musi przyciągnąć tę siłę, czyli prosić Stwórcę o pomoc.

Trzeba teraz rozróżnić dwie sytuacje: człowieka, który stoi i czeka, aż Stwórca pomoże mu otrzymać tę siłę, oraz człowieka, który nie ma cierpliwości czekać, lecz zaczyna pracować, a potem woła i prosi Stwórcę: „Wody sięgnęły aż do duszy” (Pisma, Psalmy 69:2). Gdy dochodzi już do jasnego poznania, że tylko Stwórca może mu pomóc, otrzymuje pomoc. Modlitwa nie powinna być jedynie słowna. Człowiek stoi w obliczu niebezpieczeństwa, że ulegnie władzy zła. Przychodzi ono z mocnymi argumentami, by odwieść go od pracy, w której chce przyjąć brzemię królestwa niebios. Dokłada wszelkich możliwych starań, by mu przeszkodzić.

Widzimy, jak autor modlitwy daje nam wyraźny obraz zła, które staje przeciw nam. W slichot na czwarty dzień Dziesięciu Dni Tszuwy czytamy: „Do Ciebie, AWAJa, wołam, Straszliwy i Budzący bojaźń; nie ukrywaj swojego oblicza w dniu niedoli, gdy powstają przeciw nam przeklęci […] mówiący: nie trzeba przyjmować Eloah, padać przed Nim i Mu służyć ani uświęcać Tego, który obficie przebacza, ani bać się straszliwego Elohim. Gdy to słyszę, drży moje serce; tak odpowiem swoim przeciwnikom: niech będzie ode mnie dalekie zapomnienie i opuszczenie wybranego Elohim mojego ojca […]”.

Dlatego, gdy człowiek chce przyjąć na siebie władzę Stwórcy, jego egoistyczne ciało wszelkimi sposobami temu się sprzeciwia, podobnie jak „wół jarzmu i osioł ciężarowi”, lecz wykonują swoją pracę pod przymusem. Ale jeśli czerpią przyjemność ze swojej pracy, na przykład podczas jedzenia, to nie nazywa się to już pracą. Gdy więc człowiek ma „prawe ramię”[5], zwane „gdyż pragnie łaskawości”, cieszy się pracą. sitra achra nie ma wtedy do tej pracy dostępu, który pozwoliłby jej walczyć. Natomiast gdy „umarł Aharon”, czyli człowiek nie dostąpił jeszcze właściwości Hesed Aharona, przychodzą do niego siły zewnętrzne i wypowiadają wszelkiego rodzaju słowa niewiary. Wtedy praca przebiega na dwa opisane wyżej sposoby.


[1] Przyp. tłum. Autor przytacza odczytanie nazwy Atarim (אתרים) przez podobieństwo do aramejskiego atar (אתר), „miejsce”. Na tym opiera się obraz człowieka podpierającego się w różnych miejscach.

[2] Przyp. tłum. W hebrajskim artykule podano rozdział 5, miszna 21. Przytoczone słowa znajdują się w Pirkej Awot, 2:16.

[3] Przyp. tłum. Aluzja do Nachszona ben Aminadawa, który według przytoczonego w Talmudzie opowiadania wszedł do morza, zanim się rozstąpiło (Sota, 37a).

[4] Przyp. tłum. Wyraz belima (בלימה), „nic”, autor odczytuje jako bli-ma (בלי־מה), dosłownie „bez czegoś”. To podstawa obrazu wiary bez podpory w rozumie.

[5] Przyp. tłum. Dostępny tekst hebrajski ma tu ksze-ejn (כשאין), „gdy nie ma”. Dalsze zdanie mówi jednak o radości pracy i braku dostępu sitra achra, a przeciwstawia temu śmierć Aharona, czyli brak właściwości Hesed. Przekład proponuje kontekstowe odczytanie „gdy ma”; jest to zaznaczona korekta prawdopodobnej omyłki w zapisie źródła, a nie potwierdzony wariant rękopisu.