W Zoharze (Szoftim, komentarz Sulam, pkt 11) napisano: „To przykazanie polega na składaniu świadectwa w sądzie, aby bliźni nie stracił pieniędzy przez to, że człowiek nie świadczy. Dlatego mistrzowie Miszny wyjaśnili: kto świadczy o człowieku? Ściany jego domu. Czym są ściany jego domu? To ściany jego serca, jak napisano: «I obrócił Chizkijahu swoje oblicze ku ścianie» [Prorocy, Jeszajahu, 38:2]. Mistrzowie Miszny wyjaśnili: uczy to, że Chizkijahu modlił się ze ścian swojego serca. Co więcej, świadczą o nim domownicy. Domownicy to jego 248 organów, ponieważ ciało nazywa się domem.
Tak wyjaśnili mistrzowie Miszny: winy grzesznika wyryte są na jego kościach, a zasługi sprawiedliwego wyryte są na jego kościach. Dlatego Dawid powiedział: «Wszystkie moje kości powiedzą» [Pisma, Psalmy 35:10]. Dlaczego winy wyryte są właśnie w kościach, bardziej niż w ciele, ścięgnach i skórze? Ponieważ kości są białe, a czarne pismo rozpoznaje się tylko na tle bieli. Tak jak Tora, która jest biała wewnątrz – to pergamin – a czarna na zewnątrz – to atrament. Czerń i biel to ciemność i światło. Ponadto ciało ma powstać na swoich kościach, dlatego zasługi i przewinienia wyryte są na jego kościach. Jeśli zasłuży, ciało powstanie na swoich kościach. Jeśli nie zasłuży, nie powstanie i nie będzie miał zmartwychwstania”.
Trzeba zrozumieć objaśnienie świętego Zoharu dotyczące prawa, zgodnie z którym człowiek ma świadczyć w sądzie, aby jego bliźni nie stracił pieniędzy. Wyjaśniamy to w odniesieniu do porządku pracy Stwórcy. Należy więc zrozumieć: czego człowiek żąda, od kogo żąda i dlaczego ma złożyć świadectwo, aby jego roszczeniu dano wiarę.
W wewnętrznej pracy człowiek rości sobie prawo do tego, aby dał mu Stwórca to, czego żąda. I jeśli tak, to aby pokazać, że jego roszczenia są sprawiedliwe, powinien dać świadectwo? Czyż Stwórca nie wie, czy człowiek mówi prawdę czy kłamie? Czy dopiero wtedy, gdy człowiek daje świadectwo, Stwórca widzi, że jego żądanie jest słuszne? I jak może człowiek wiarygodnie dawać świadectwo o sobie? I jeszcze powinniśmy zrozumieć: dlaczego świadectwo powinno pochodzić ze ścian jego serca? Jako dowód znaczenia „ścian jego domu” przywołuje się Chizkijahu i słowa „I obrócił Chizkijahu swoje oblicze ku ścianie”, które wyjaśniliśmy jako „ze ścian jego serca”. Także świadectwo człowieka powinno więc pochodzić ze ścian jego serca. Czyż nie przyjęto, że świadectwo powinno wychodzić z ust, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Z ich ust, a nie z ich pism”? A tu mowa jest o tym, że powinno pochodzić ze ścian serca, a nie z ust?! I także trzeba zrozumieć – co ma na myśli, mówiąc, że tak postanowili autorzy Miszny: „Grzesznik – grzechy jego są odciśnięte na jego kościach, sprawiedliwy – zasługi jego są odciśnięte na jego kościach”. Czyżby w ziemskich kościach zapisane były grzechy i zasługi? Jak duchowe pojęcia, tj. przykazania i ich naruszenia, są zapieczętowane na zwykłych kościach?
A wyjaśnienie – dlaczego i jak mogą być zapisane grzechy i zasługi na kościach – jest jeszcze bardziej zagmatwane: kości są białe, a czarny tekst nie przejawia się inaczej, jak tylko poprzez biel. I jeszcze trzeba zrozumieć słowa: „Co więcej, ciało ma powstać do zmartwychwstania na swoich kościach”. Dlaczego właśnie na kościach? Czy od kości zależy, czy ciało powstanie do życia czy nie?!
Aby zrozumieć powyższe w odniesieniu do duchowej pracy, trzeba pamiętać znaną zasadę, że nie ma światła bez kli, czyli nie można otrzymać żadnego napełnienia, jeśli nie ma do tego braku i otworu, do którego napełnienie mogłoby wejść.
Na przykład, człowiek nie zje obiadu, jeśli nie jest głodny. Co więcej, ta miara nasłodzenia, którą otrzymuje człowiek z posiłku, mierzy się wielkością potrzeby (głodu), która powstała u niego względem tego posiłku. Wynika stąd, że jeśli człowiek nie odczuwa żadnej potrzeby, nie ma co liczyć, że pojawi się u niego możliwość otrzymać jakiekolwiek nasłodzenie. Ponieważ nie ma w nim „miejsca” na napełnienie (nasłodzeniem).
W przypadku, gdy mówimy o porządku wewnętrznej pracy człowieka, który zaczyna wchodzić w wewnętrzną pracę, oznacza to, że ma on pragnienie wykonać tę pracę z zamiarem dla Stwórcy. Oczywiście, zgodnie z wyżej wskazaną zasadą, powinien mieć ku temu potrzebę, czyli odczuwa, że jest zobowiązany czynić działania dla Stwórcy. Zgodnie z tą miarą, w jakiej odczuwa tę konieczność, w takim stopniu można powiedzieć, że ma on kli. A napełnienie tego kli następuje w czasie, gdy pracuje dla Stwórcy. To znaczy, że chce sprawić nasłodzenie Stwórcy, czyli ciało już zgadza się na tę pracę dla Stwórcy.
Człowiek jest stworzony jako otrzymujący (nasłodzenie) zgodnie ze swoją naturą, a nie jako oddający. I jeśli człowiek chce pracować na oddawanie, czyli chce osiągnąć takie kli, a kli nazywa się „pragnieniem i brakiem” – ciało temu się sprzeciwi i natychmiast zapyta: dlaczego chcesz zmienić naturę, w której zostałeś stworzony, na czym polega twoja potrzeba, czego ci brakuje? I czy rzeczywiście rozumiesz w stu procentach, że powinieneś pracować na oddawanie? Czyż nie widzisz, jak inni wypełniają przykazania, jak starają się, by ich działania były dokładne i skrupulatne? To znaczy, że żyjąc według Tory i przykazań, ich główną troską jest, by ich działania były wypełnione do najmniejszego szczegółu. I nie myślą szczególnie przy tym o zamiarze, mówiąc: „To oczywiste, że to, co możemy – wykonujemy, a na zamiar nie zwracamy szczególnej uwagi, ponieważ praca liszma jest dla wybranych, a nie dla całego społeczeństwa”.
Kiedy ciało zadaje swoje pytania, wydaje się, że pyta rzeczowo. I nie otrzymując godnej odpowiedzi, nie pozwala człowiekowi rozważać pragnień oddawania, ponieważ sprawiedliwość jest po stronie ciała, a nie ma światła bez kli. „Jeśli nie odczuwasz potrzeby do altruizmu, to po co w ogóle robić cały ten hałas?”. Dlatego ciało mówi człowiekowi: „Powiedz mi najpierw, jaka (jest twoja) potrzeba w altruistycznych pragnieniach, a potem będziemy rozmawiać dalej”. I zgodnie z powyższym, potrzeba tego pragnienia powinna polegać na tym, że odczuwa cierpienie z powodu tego, że nie może oddawać; i dlatego, że nie zbudował kli, oczywiste jest, że nie może dostąpić światła, czyli napełnienia.
Dlatego człowiek powinien starać się odczuwać wielki brak z tego powodu, że nie może oddawać Stwórcy. Brak określa się, jak wiadomo, według cierpienia, które człowiek odczuwa z jego powodu. W przeciwnym razie, choć nie ma rzeczy, o którą prosi, nie nazywa się to jeszcze brakiem. Prawdziwy brak mierzy się bólem wynikającym z tego, że czegoś nie ma; inaczej są to tylko słowa na ustach.
Zrozumiemy dzięki temu słowa naszych mędrców (Taanit, 2a): „Aby miłować AWAJa, waszego Elohim, i służyć Mu całym waszym sercem” [Tora, Dwarim, 11:13]. Jaka służba dokonuje się w sercu? Powiedz: to modlitwa. Trzeba zrozumieć, dlaczego odeszli od prostego rozumienia modlitwy. Zwyczajnie, gdy człowiek chce, aby drugi coś mu dał, prosi go ustami, jak napisano: „Ty bowiem słyszysz modlitwę wszystkich ust”. Dlaczego więc powiedzieli, że modlitwa nazywa się „pracą w sercu”?
Jak powiedziano, „modlitwa” nazywa się brakiem i człowiek chce, aby ten brak został wypełniony. Braku nie rozpoznaje się jednak w ustach człowieka: jego odczucia rozpoznaje się w sercu. Jeśli więc nie odczuwa braku w sercu, słowa jego ust nie wystarczają, aby powiedzieć, że rzeczywiście brakuje mu tego, o co prosi. Napełnienie powinno bowiem wejść w miejsce braku, czyli w serce. Dlatego mędrcy powiedzieli, że „modlitwa powinna pochodzić z głębi serca”: całe serce powinno odczuwać brak tego, o co prosi.
I jak wiadomo, światło i kli oznaczają napełnienie i brak. Światło, napełnienie – odnosimy do Stwórcy, a kli, brak – odnosi się do stworzeń. I dlatego człowiek powinien przygotować kli, to znaczy przygotować swoje pragnienie do tego, aby Stwórca mógł przelać w nie światło, w przeciwnym razie nie ma miejsca dla napełnienia. Dlatego kiedy człowiek prosi Stwórcę o pomoc, aby skierować swoje działania z zamiarem dla oddawania, ciało pyta go: „Po co wypowiadasz tę modlitwę, czego ci brakuje bez niej?”.
Dlatego konieczne jest studiowanie ksiąg, w których mówi się o ważności pracy oddawania, aż człowiek zrozumie i poczuje, że jeśli nie będzie miał tego kli, nie będzie mógł dostąpić wejścia w świętość.
I człowiek nie powinien równać się ze społeczeństwem, które mówi, że najważniejsze to działania, a nie zamiary, że tylko w działania trzeba wkładać całą energię, ponieważ działania, zgodnie z przykazaniami, które wykonujemy, i studiowanie Tory, całkowicie nam wystarczają. Zamiast tego człowiek powinien podążać za Torą i przykazaniami, aby doprowadziły go do altruistycznego zamiaru. I po tym, jak nabywa jasne zrozumienie tego, jak bardzo konieczne jest dla niego pracować na oddawanie, i odczuwa ból i cierpienie z powodu tego, że brakuje mu tej siły, wtedy uznaje się, że już ma o czym wznieść modlitwę, ponieważ ta modlitwa to praca, która jest w sercu. Przecież serce odczuwa to, czego mu brakuje. Wtedy na tę modlitwę przychodzi odpowiedź, czyli dają mu z góry tę siłę, z którą już może pracować altruistycznie, ponieważ ma już światło i kli.
Co jednak może zrobić człowiek, jeśli po całym trudzie i wysiłku nadal nie odczuwa jako bólu i cierpienia braku zdolności oddawania? Rada jest taka: prosić Stwórcę, aby dał mu kli nazywane „brakiem z powodu tego, że nie odczuwa”. Jest on jak ktoś pozbawiony świadomości, ponieważ nie boli go to, że nie może oddawać. [Chodzi o to], czy może boleć i cierpieć z powodu braku samego braku: tego, że nie odczuwa, jak bardzo jest oddalony od świętości i całkowicie pogrążony w materialności.
Nie rozumie, że to życie, którym żyje i do którego dąży, aby zaspokoić ziemskie potrzeby, nie przedstawia większej wartości niż życie innych istot żyjących, na które pada jego wzrok? I gdyby przyjrzał się uważniej, zobaczyłby, jak bardzo jest do nich podobny we wszystkich ich planach i marzeniach. I nie ma żadnej różnicy, poza przebiegłością człowieka, który potrafi wykorzystać drugiego, podczas gdy zwierzęta nie są tak sprytne, by móc wykorzystywać innych do swoich celów.
Czasami, choć widzi, że studiuje Torę i wypełnia przykazania, podczas ich wykonywania nie potrafi pamiętać, że przez zajmowanie się Torą i przykazaniami powinien nawiązać więź ze Stwórcą. Wydają mu się one czymś oddzielnym: Tora i przykazania są dla niego jedną rzeczą, a Stwórca drugą.
I jeśli żałuje tego, że nie odczuwa jako brak tego, że jest podobny do innych istot żyjących – to również nazywa się pracą w sercu i modlitwą. To znaczy, że na ten brak ma już miejsce, aby otrzymać napełnienie od Stwórcy, aby dał mu odczuć brak jako kli, które Stwórca może napełnić.
Z tego zrozumiemy odpowiedź na pytanie: dlaczego modlitwa znajduje się w sercu, a nie w ustach? Ponieważ modlitwą nazywa się odczucie braku (potrzeba), a brak nie ma związku z wypowiedziami ustnymi, lecz jest odczuciem w sercu.
Teraz wyjaśnimy pytanie dotyczące słów: „Zasługi i winy wyryte są na kościach i z kości może powstać do życia albo, uchowaj Boże, nie”. Święty Zohar porównuje białe kości do Tory: czarnego pisma na białym tle. Czerń oznacza ciemność, a biel światło.
Należy wyjaśnić, że kości są białe i dlatego zapisuje się na nich zasługi oraz winy. W odniesieniu do pracy Stwórcy zajmowanie się Torą i przykazaniami nazywa się „istotą” – ecem (עצם), co znaczy także „kość”. Zasadnicza treść Tory i przykazań jest bielą, ponieważ to, w czym nie ma braku, nazywa się „białym”. Do wykonywanych czynów nie ma czego dodawać, jak powiedziano: „Nie dodawaj i nie ujmuj”. Dlatego zajmowanie się Torą i przykazaniami nazywa się „kośćmi”. Są one białe i na nich wyryte są zasługi oraz przewinienia człowieka.
Jeśli jednak człowiek później analizuje swoje czyny – jaka jest podstawa, na której buduje swój fundament, czyli jaka przyczyna skłania go do zajmowania się Torą i przykazaniami, jaki zamiar wkłada w czasie wykonywania czynów – czy stara się widzieć, na ile czyny, które wykonuje, są dla Stwórcy, czyli aby sprawić nasłodzenie Stwórcy – wtedy może zobaczyć prawdę, że znajduje się w tej egoistycznej naturze, w której się urodził, zwanej „otrzymywać dla otrzymywania”, i nie chce zajmować się Torą i przykazaniami bezinteresownie.
Prawdziwa przyczyna tego, że człowiek nie może wyjść poza granice własnej natury, polega na tym, że nie widzi on potrzeby w tym, by zmienić naturę, która jest w nim wdrukowana, a która nazywa się egoizmem, i przejść do miłości bliźniego, aby osiągnąć miłość do Stwórcy. Wręcz przeciwnie – człowiek czuje, że brakuje mu miłości tego środowiska, w którym się znajduje, aby rodzina, mieszkańcy jego miasta itd. go pokochali. A co zyska z tego, że pokocha Stwórcę, co zyska z tego, że pokocha swoich przyjaciół? Czyż nie zawsze patrzy, czy to opłaca się egoizmowi!? Jak więc może wyjść poza granice miłości do siebie?
Jeśli zapyta siebie, dlaczego wypełnia Torę i przykazania w działaniu i skrupulatnie przestrzega wszystkich szczegółów, odpowiada sobie, że przyjął wiarę przez wychowanie. Wychowanie zaczyna się bowiem od wdrażania człowieka w Torę i przykazania lo liszma, jak mówi Rambam (Prawa tszuwy, 10:5). Przyjął więc wiarę w Stwórcę i świętą pracę, za którą otrzyma nagrodę w tym świecie i w przyszłym świecie.
Dlatego mówi się człowiekowi, że prawdziwa praca polega na wierze w Stwórcę, który dał nam wypełniać Torę i przykazania, abyśmy dzięki temu dostąpili równości właściwości, nazywanej „przylgnięciem do Stwórcy”. Człowiek powinien wyjść z miłości do siebie i przyjąć miłość bliźniego. W tej mierze, w jakiej wychodzi z miłości do siebie, może dostąpić pełnej wiary; w przeciwnym razie pozostaje w oddzieleniu.
Jak mówi komentarz Sulam (Przedmowa Zohar, pkt 138, ustęp zaczynający się od słów „Taka jest bowiem zasada”): „Taka jest bowiem zasada: stworzenie nie może jawnie otrzymywać od Niego zła, ponieważ uwłaczałoby to Jego chwale – stworzenie postrzegałoby Go jako sprawcę zła, co nie przystoi doskonałemu Sprawcy. Dlatego kiedy człowiek odczuwa zło, w tej samej mierze ogarnia go zaprzeczenie Jego sterowaniu, uchowaj Boże, i ukrywa się przed nim Sprawca, błogosławiony On. Jest to największa kara na świecie”. Jeśli człowiek dokonuje rachunku duszy, rozpoznaje prawdę, że Tora i przykazania powinny być dla Stwórcy, i odczuwa swoje oddalenie od prawdy, przez tę obserwację dochodzi do bólu i cierpienia. Widzi, że przez cały czas nie szedł właściwą drogą, aby nazywać się „służącym Stwórcy”, lecz cała jego praca była dla własnej korzyści, co nazywa się „służeniem sobie”. Jest to droga wszystkich zwierząt, lecz nie przystoi poziomowi mówiącemu.
Poprzez te cierpienia otrzymuje kli, to znaczy pragnienie, potrzebę tego, ponieważ widzi, że nie jest zdolny własnymi siłami wyjść poza granice egoizmu, ponieważ nie ma w sobie siły iść przeciwko własnej naturze, rada jest taka: prosić Stwórcę o pomoc, jak powiedzieli nasi mędrcy: „Temu, kto przychodzi się oczyścić, pomagają”. I tylko wtedy pojawia się u niego miejsce na napełnienie pragnienia, ponieważ nie ma światła bez kli.
Powraca pytanie postawione wyżej: co może zrobić człowiek, który wszystko rozumie i wie, że warto pracować z zamiarem oddawania, a mimo to nie odczuwa bólu ani cierpienia, że nie może nadać takiego zamiaru? Powinien wiedzieć, że nie jest tak, iż ma pełną wiarę w Stwórcę, a jedynie nie potrafi nadać zamiaru oddawania. Brakuje mu pełnej wiary. Istnieje bowiem prawo natury, że mały anuluje się przed wielkim. Gdyby rzeczywiście miał pełną wiarę w wielkość Stwórcy, sam anulowałby się przed Nim i pragnąłby Mu służyć bez żadnej zapłaty.
Wynika z tego, że brak nie polega tu na braku siły do przezwyciężenia natury, lecz na braku pełnej wiary. Choć ma wiarę, czego dowodem jest przestrzeganie Tory i przykazań, nie jest to pełna wiara, taka, jaka powinna być. Cała pełnia polega na wierze w Jego wielkość.
Jeśli człowiek chce wiedzieć, czy ma pełną wiarę, może sprawdzić, na ile jest gotów pracować z zamiarem oddawania i na ile ciało anuluje się przed Stwórcą. Brak nie sprowadza się więc do tego, że nie może pracować z zamiarem oddawania. Jest tu większy, zasadniczy brak: brak pełnej wiary.
Ale co może zrobić człowiek, jeśli mimo tego, że widzi, iż nie ma u niego pełnej wiary, ten brak nie wywołuje u niego bólu i cierpienia? Prawdziwa przyczyna jest taka, że patrzy on na otoczenie i widzi wokół siebie ludzi wpływowych, zajmujących pozycje w społeczeństwie, i wcale nie widać, że mają oni brak pełnej wiary, ponieważ w rozmowie z nimi twierdzą, że to tylko dla wybranych. I to już jest powszechnie przyjęta opinia. I to ogromny mur, który stał się barierą przed człowiekiem, aby nie mógł iść we właściwym kierunku.
Dlatego potrzebujemy otoczenia, czyli grupy ludzi, którzy trzymają się wszyscy jednego zdania, że powinni osiągnąć pełną wiarę i tylko to może uratować człowieka od powszechnie przyjętych poglądów. I wtedy jeden wzmacnia, wspiera drugiego w dążeniu do osiągnięcia poziomu pełnej wiary, aby mógł całkowicie oddawać Stwórcy i tylko o tym byłyby wszystkie jego myśli.
Ale na tym jeszcze nie kończy się rada, jak osiągnąć potrzebę pełnej wiary. Człowiek powinien ponadto zwiększyć i wzmocnić swoje działania ponad zwykłą miarę, zarówno ilościowo, jak i jakościowo. I oczywiście ciało się sprzeciwia i pyta: „Czym różni się jeden dzień od drugiego?”. Na co człowiek odpowiada: „Wyobrażam sobie, jak mógłbym służyć Stwórcy, gdybym miał pełną wiarę, dlatego chcę pracować nad sobą w takim tempie, jak gdybym już dostąpił na pełną wiarę”. Wtedy samoistnie utrwala się w nim brak i ból z powodu tego, że nie ma u niego pełnej wiary, ponieważ sprzeciw ciała powoduje potrzebę wiary, przecież dzieje się to właśnie tam, gdzie działa wbrew ciału poprzez przymus, czyli pracuje z ciałem wbrew jego woli.
Z tego widać, że te dwa kierunki: to, że pracuje więcej niż zwykle, i sprzeciw ciała – wywołują w nim potrzebę pełnej wiary. I przez to kształtuje się w nim kli, aby później światło mogło się w nie obłóczyć, ponieważ teraz ma on w sercu miejsce na modlitwę, czyli potrzebę. I Stwórca, który słyszy jego modlitwę, posyła mu światło wiary, za pomocą którego będzie mógł służyć królowi „nie dla otrzymania nagrody”.
I tutaj znajdziemy odpowiedź na nasze pytanie: co oznacza, że na kościach odciśnięte są winy i zasługi? Pod kośćmi rozumie się istotę rzeczy – Torę i przykazania, które wykonuje, dane nam po to, by wypełniać je w działaniu. I tutaj nie ma co dodawać, jak powiedziano: „Nie dodawaj i nie ujmuj”.
I na tych działaniach odciśnięte są winy i zasługi, jeśli chce on iść drogą prawdy i kontroluje swoje czyny, by były z altruistycznym zamiarem. I on – to człowiek miłujący prawdę i nie interesuje się tym, co robią inni, lecz chce mieć pewność, że wykonuje Torę i przykazania dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści. I wtedy zauważa, że jest całkowicie pogrążony w egoizmie i nie może wyrwać się z niego własnymi siłami. I wtedy woła do Stwórcy, aby pomógł mu wydostać się z egoizmu i aby zasłużył na miłość do bliźniego i do Niego. „Bliski jest AWAJa wszystkim, którzy Go wzywają w prawdzie” [Pisma, Psalmy 145:18]. I dlatego zasługuje on na zjednoczenie ze Stwórcą.
Wtedy zasługi wyryte są na jego kościach. Tora i przykazania, które wypełniał, nazywają się „bielą”, ponieważ pod względem czynu wszystko jest białe, czyli pozytywne: nie ma do nich czego dodawać. Dopiero po przeprowadzeniu kontroli zobaczył, że zamiar nie jest właściwy i spoczywa na nich ciemność. Znajduje się bowiem w oddzieleniu, bez przylgnięcia nazywanego „równością właściwości”, która polega na wykonywaniu wszystkiego z zamiarem oddawania. Zamiast tego jest pod władzą miłości do siebie. Ciemność spoczywa zatem na bieli, czyli na białych kościach, jak mówi święty Zohar. W Torze i przykazaniach, które wykonywał, widzi ciemność – oddzielenie od światła. Światło jest bowiem oddawaniem, a on robi wszystko z zamiarem otrzymywania i nie potrafi uczynić niczego poza tym, co służy miłości do siebie.
A zatem kości, czyli Tora i przykazania w działaniu, są białe, co oznacza że w samym czynie nie ma braku, który wymagałby dodania czegoś. I tylko dzięki kontroli, którą człowiek przeprowadza nad tym białym tłem, widzi, jak tam przejawia się ciemność. I jeśli stara się to naprawić, ponieważ odczuwa ból i cierpienie z powodu tej ciemności, w której się znajduje, i modli się do Stwórcy, by pomógł mu wyjść z jego egoizmu, dzięki temu dostąpi potem na zjednoczenie ze Stwórcą.
To i nazywa się: „na kościach sprawiedliwego odciśnięte są jego zasługi”. Ta kontrola, którą przeprowadził nad białymi kośćmi, przyczyniła się do tego, że zasłużył on na „powstanie z martwych”, ponieważ grzesznicy za życia nazywani są martwymi, gdyż są oddaleni od Życia żyć. Dlatego, kiedy zasługują na zjednoczenie ze Stwórcą, nazywa się to, że zasłużyli na powstanie z martwych.
Natomiast „winy grzesznika wyryte są na jego kościach”. „Grzesznikiem” nazywa się kogoś, kto nadal jest pogrążony w miłości do siebie. „Sprawiedliwy” nazywa się „dobrym”, a „dobro” oznacza „oddawanie”, jak napisano: „Moje serce porusza dobre słowo; mówię: moje dzieła są dla króla” [Pisma, Psalmy 45:2]. Czym jest dobre słowo? Tym, że może powiedzieć: „Moje dzieła są dla króla”, czyli wszystkie jego czyny są dla Świętego, błogosławiony On, a nie dla własnej korzyści. Dlatego „człowiek dobrego oka będzie błogosławiony”[1] [Pisma, Miszlej, 22:9].
Ludzie ci wykonują Torę i przykazania w działaniu, a działanie nazywa się „kością”. Tora i przykazania zostały dane przez Stwórcę do wykonania, i to nazywa się bielą, ponieważ w samych działaniach nie ma żadnego braku, jak napisano: „Nie dodawaj i nie ujmuj”, a zatem jego kości (tego człowieka) są białe. „I grzechy jego są odciśnięte na białych kościach”, ponieważ nie kontrolował swoich działań: czy są bezinteresowne, czy nie, i wykonywał Torę i przykazania tak, jak przyjęte jest w społeczeństwie. A społeczeństwo twierdzi, że wykonywanie dla Stwórcy to praca tylko dla wybranych jednostek, a zwykły człowiek nie jest zobowiązany iść tą drogą i martwić się o to, aby jego działania były z altruistycznym zamiarem. I to zdanie społeczeństwa nazywa się „zdaniem gospodarzy (zwykłych ludzi)”, podczas gdy „zdanie Tory” jest inne, jak wiadomo, i „zdanie gospodarzy” sprzeciwia się „zdaniu Tory”.
„Zdanie gospodarzy” polega na tym, że zajmując się Torą i przykazaniami, człowiek powiększa swój majątek i staje się coraz większym gospodarzem. Wszystko, co robi, wchodzi w miłość do siebie. Natomiast „zdanie Tory” jest takie, jak powiedzieli nasi mędrcy o wersecie „Człowiek, który umrze w namiocie” [Tora, Bemidbar, 19:14]: „Tora trwa tylko w tym, kto uśmierca siebie dla niej” [Berachot, 63b]. Oznacza to, że uśmierca swoje „ja”, czyli miłość do siebie[2]. Nie ma więc żadnego majątku, ponieważ nie ma gospodarza, któremu można by ten majątek przypisać. Całe jego dążenie jest tylko ku oddawaniu, a nie otrzymywaniu. Anuluje zatem swoje „ja”.
„Grzesznik, którego grzechy są odciśnięte na jego kościach”, czyli w tym, że nie poszedł drogą Tory, ponieważ Tora nazywa się czernią na białym tle, jak powiedziano w Księdze Zohar: „Dlatego jego zasługi są odciśnięte na jego kościach, ponieważ kości – białe, a tekst czarny nie przejawia się inaczej niż na białym tle, podobnie jak w Torze”. Jeśli jest białe, czyli jeśli człowiek wykonuje Torę i przykazania, wtedy można powiedzieć jedno z dwóch: albo jest jak Tora, że jest u niego czarne na białym tle, wtedy stara się zbliżyć do zjednoczenia ze Stwórcą; albo pozostał z białymi kośćmi i nic na nich nie zapisuje, a zatem nazywa się grzesznikiem, „którego grzechy są odciśnięte na własnych kościach”.
Podczas gdy ci, u których nie ma białego, czyli nie mają Tory i przykazań w działaniu, nie należą do właściwości „grzesznik”, lecz do właściwości zwierzęcej – są po prostu zwierzętami.
[1] Przyp. tłum. „Dobrego oka”, tow ajin (טוב עין), jest hebrajskim określeniem człowieka hojnego, życzliwego. Autor wiąże tu „dobro” z oddawaniem.
[2] Przyp. tłum. Acmijut (עצמיות) oznacza tu własne „ja”, skupienie na sobie. Słowo jest powiązane z ecem (עצם), „istotą” i „kością”, wokół którego zbudowany jest wywód.