W świętej Księdze Zohar (Toldot, Sulam, pkt 122–124) Rabbi Elazar otworzył: „Szczęśliwy człowiek, którego siła jest w Tobie” (Pisma, Psalmy 84:6). Szczęśliwy człowiek, który umacnia się w Świętym, błogosławiony On, i w Nim pokłada ufność. Czy można [rozumieć to] jak u Chananji, Miszaela i Azarji? Można by wyjaśniać ufność tak, jak powiedzieli oni: „Jeśli [tak ma być], nasz Elaha…”[1], ufając, że Święty, błogosławiony On, z pewnością wybawi ich z pieca ognistego. Mówi jednak, że tak nie jest: jeśli ich nie wybawi i nie wyróżni ich Święty, błogosławiony On, Jego imię nie zostanie uświęcone w oczach wszystkich. Gdy zrozumieli więc, że nie powiedzieli właściwie, powrócili i powiedzieli: „A jeśli nie, niech ci będzie wiadomo, królu” – czy wybawi, czy nie wybawi, wiedz, że nie pokłonimy się posągowi (Pisma, Daniel, 3:17–18).

Dlatego człowiek nie powinien być pewny tego, że Stwórca go uratuje lub zrobi dla niego coś konkretnego, lecz tego, że Stwórca pomoże mu tak, jak sam Stwórca uzna to za stosowne, jeśli oczywiście człowiek będzie starał się wypełniać przykazania Tory i jeśli będzie próbował iść drogą prawdy. I wtedy, ponieważ człowiek przyszedł się oczyścić – pomagają mu. Na tej pomocy Stwórcy człowiek powinien się opierać. I nie powinien ufać nikomu oprócz Stwórcy. Jak powiedziano: „Jego siła jest w Tobie”.

„Drogi są w ich sercach”. To oznacza, że człowiek powinien uczynić swoje serce odpowiednim, aby nie było w nim domieszki obcych pragnień. Aby serce było podobne do naprawionej drogi, po której można przejść tam, gdzie trzeba – czy to w prawo, czy w lewo. I czy będzie mu dobrze od tego, co uczyni mu Stwórca, czy nie – w każdym przypadku serce człowieka powinno być naprawione i przygotowane, i w żadnym wypadku nie powinien podawać w wątpliwość postępowania Świętego, błogosławiony On.

Inne wyjaśnienie słów: „Szczęśliwy człowiek, którego siła jest w Tobie”: jak w wersecie „AWAJa da siłę swojemu narodowi” (Pisma, Psalmy 29:11), gdzie siła oznacza Torę. „Jego siła jest w Tobie” znaczy, że człowiek powinien zajmować się Torą dla imienia Świętego, błogosławiony On, czyli dla Szchiny, zwanej imieniem. Dla każdego, kto zajmuje się Torą, a nie stara się o liszma, lepiej byłoby, gdyby nie został stworzony.

„Drogi są w ich sercach” – jak w słowach: „Wznieście [pieśń] Jadącemu w Arawot, Jah jest Jego imię” (Pisma, Psalmy 68:5), czyli wywyższajcie Jadącego w Arawot. Tak też „drogi w ich sercach” oznaczają, że przez zajmowanie się Torą mają zamiar wywyższyć Świętego, błogosławiony On, uczynić Go czczonym i ważnym w świecie. Człowiek powinien mieć w sercu intencję, aby przez zajmowanie się Torą przyciągnąć obfitość poznania sobie i całemu światu, aby imię Świętego, błogosławiony On, stało się wielkie w świecie. Jak napisano: „Ziemia napełni się poznaniem AWAJa” (Prorocy, Jeszajahu, 11:9). Wtedy spełni się: „AWAJa będzie Królem nad całą ziemią” (Prorocy, Zecharja, 14:9).

Zgodnie z tym trudno zrozumieć, czym jest ufność i dlaczego Zohar mówi, że „człowiek nie powinien być pewny, że Stwórca go uratuje, nie powinien być pewny, że zrobi dla niego coś konkretnego”. Widzimy przecież, że ten, kto prosi o pomoc u swojego dobrego przyjaciela, człowieka o dobrym sercu – naturalnie, ufa mu, że ten mu pomoże. Ale jak można ufać przyjacielowi nawet wtedy, gdy ten nie robi tego, o co go proszono? Jak napisano: „Niech człowiek nie ufa i nie mówi: Stwórca mnie uratuje…”.

Trudno też zrozumieć to, co napisano, że „człowiek nie powinien być pewny nikogo oprócz Stwórcy”. Jak powiedziano: „Jego siła jest w Tobie”. Z jednej strony człowiek nie powinien mówić, że Stwórca go uratuje, czyli powinien być pewny Stwórcy nawet wtedy, gdy Stwórca go nie ratuje. Ale poza tym człowiek nie powinien też polegać na nikim innym, nawet jeśli ten drugi na pewno go uratuje i mu pomoże. Jakby istniał ktoś, kto na pewno, bez żadnej wątpliwości, może uratować człowieka i dlatego istnieje zakaz polegania na nim. Polegać można tylko na Stwórcy, nawet nie wiedząc, czy On uratuje. Przecież podaje przykład Chananji, Miszaela i Azarji. Czy można twierdzić, że był ktoś na świecie, kto mógłby wybawić ich z pieca ognistego?

Aby zrozumieć słowa Zoharu, przede wszystkim należy przypomnieć sobie cel stworzenia. To znaczy, że proces stworzenia ma cel, zarówno ze strony Stwórcy, czyli czego On chce od tego stworzenia, jak i ze strony stworzeń – do czego one mają dojść. Innymi słowy, cel, dla którego zostały stworzone.

Wiadomo, że Stwórca pragnie nasłodzić stworzenia, a cel ich pojawienia się polega na tym, by obdarzyć je dobrem i nasłodzeniem. A ponieważ On chce, by to dobro, które im daje, było doskonałe, potrzebne jest naprawienie, które polega na tym, że dopóki stworzenia nie będą w stanie otrzymywać dla Stwórcy, nie otrzymają żadnego dobra i nasłodzenia. I jest to konieczne, ponieważ z natury gałąź (skutek) dąży do podobieństwa do korzenia (przyczyny). A ponieważ przyczyną stworzenia jest pragnienie, by dać nasłodzenie stworzeniu, to same stworzenia odczuwają dyskomfort przy samym otrzymywaniu. Dlatego dokonano naprawy, zwanej skróceniem, i potrzebny jest ekran, który pozwala otrzymywać tylko w celu oddawania Stwórcy i daje stworzeniom możliwość otrzymywania przyjemności ze wszelkiego dobra i nasłodzenia, zawartych w zamyśle stworzenia.

Celem stworzeń jest dojście do zjednoczenia, zwanego podobieństwem właściwości, ze Stwórcą. To znaczy, tak jak Stwórca pragnie nasłodzić stworzenia, dokładnie tak samo i one powinny dojść do stanu, w którym wszystkie ich pragnienia będą zawierały się w jednym – by sprawić nasłodzenie Stwórcy.

Dlatego ci ludzie, którzy chcą wkroczyć na drogę prawdy, by osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą, muszą przyzwyczaić się do tego, by wszystkie ich myśli, słowa i działania były z zamiarem, że przez wypełnianie przykazań i zajmowanie się Torą sprawiają radość Stwórcy. I nie wolno im przeliczać, co mogą otrzymać od Stwórcy za to, że chcą sprawić Mu radość, i aby nie pojawiły się u nich myśli, czego Stwórca im udzieli, i aby nie było w nich możliwości wyprowadzenia czegokolwiek z panowania Stwórcy do własnej władzy. Bo to doprowadzi do powstania dwóch „władz”, czyli altruistycznego pragnienia Stwórcy i egoistycznych pragnień stworzeń, a to przeczy zjednoczeniu, ponieważ zjednoczenie oznacza jedność, gdy z dwóch łączących się rzeczy powstaje jedno całe. Dwie władze – to już oddzielenie. Dlatego, kiedy myślą o sobie i troszczą się o to, by coś otrzymać od Stwórcy do własnej władzy, to przez takie otrzymywanie oddalają się jeszcze bardziej od Stwórcy, niż byli wcześniej.

Teraz zrozumiemy słowa Zoharu o wersecie: „Dobro narodów jest grzechem” (Pisma, Prz, 14:34), ponieważ „wszelkie dobro, które czynią, czynią dla siebie”. Powstaje pytanie: gdy czynią dobro, czyli wykonują czyny oddawania, dlaczego nie wystarczy powiedzieć, że nie otrzymują za to nagrody? Ich intencją nie jest bowiem samo dobro, lecz odpłata, którą za nie otrzymają. To znaczy „dla siebie”: nie zamierzają wyświadczyć dobra drugiemu, lecz chcą przez ten czyn otrzymać coś w zamian. Nieważne, czy będą to pieniądze, szacunek czy coś podobnego. Najważniejsze, by otrzymać odpłatę dla swojego pragnienia otrzymywania.

Trzeba się też zastanowić: dlaczego to nazwano grzechem? Czyż lepiej byłoby, gdyby ludzie w ogóle nie czynili dobrych uczynków? Czy dobry uczynek może być przestępstwem? Dlaczego zatem nazwano go „grzechem”?

Otóż zgodnie z tym, co wyjaśniliśmy o ludziach, którzy chcą iść drogą prawdy, czyli zasłużyć na zjednoczenie ze Stwórcą, osiągając z Nim zgodność właściwości, okazuje się, że kiedy oni siedzą i nic nie robią, nie żądając niczego do swoich kelim otrzymywania, to tym samym nie oddalają się od Stwórcy. Natomiast jeśli czynią jakiś dobry uczynek, to przez to proszą, by Stwórca dał im jakąś odpłatę do ich kelim otrzymywania. Czyli proszą o coś, co ich od Stwórcy oddala. Dlatego taki „dobry uczynek” nazywa się grzechem.

Nie chodzi tu jednak o wypełnianie przykazań i zajmowanie się Torą. Jak powiedzieli mędrcy, że w każdym przypadku człowiek powinien zajmować się Torą i wypełniać przykazania, nawet jeśli nie czyni tego dla Stwórcy. Bo z wykonywania czynów nie dla Stwórcy dochodzi się do czynów dla Stwórcy.

Ale zgodnie z naturą człowieka, bez otrzymywania przyjemności niemożliwe jest wykonanie jakiegokolwiek działania. Jak więc możliwe jest pracować w oddawaniu, nie otrzymując żadnej nagrody do swoich pragnień? Jak można anulować władzę własnych pragnień, by całe serce człowieka należało wyłącznie do Stwórcy? Co więc porusza wtedy człowiekiem, co daje mu siłę do pracy, energię do czynienia czegokolwiek dla Stwórcy?

Tą energią, dającą człowiekowi siłę do pracy, powinno być to, że człowiek służy Stwórcy. A ponieważ Stwórca włożył w naturę człowieka odczuwanie wielkiego nasłodzenia z tego, że służy się ważnej osobie, to w zgodzie z odczuciem wielkości Stwórcy człowiek czuje nasłodzenie z pracy wykonywanej dla Stwórcy. Nasłodzenie to, otrzymywane ze służby Stwórcy, polega na tym, że im ważniejszy jest Stwórca w oczach człowieka, tym bardziej człowiek pragnie się przed Nim anulować. W rezultacie całe nasłodzenie ze służby Stwórcy, które człowiek otrzymuje, nie wchodzi pod władzę jego własnych pragnień, ponieważ zgodnie z wielkością i znaczeniem Stwórcy, a w konsekwencji z tym, że człowiek chce się przed Nim anulować – w sercu człowieka zostaje miejsce tylko dla Stwórcy.

Ale w chwili, gdy człowiek chce otrzymać od Stwórcy jakąkolwiek nagrodę za swoją pracę, jego pragnienia natychmiast trafiają pod dwie, oddzielne od siebie władze. Wychodzi na to, że zamiast dojść do zjednoczenia ze Stwórcą, człowiek się od Niego oddala. A to jest dokładne przeciwieństwo celu, do którego powinny dojść stworzenia.

Zatem tylko możliwość oddawania Stwórcy jest przyczyną, która daje człowiekowi siłę do pracy. Ale dopóki człowiek nie doszedł do odczucia wielkości Stwórcy, dopóty znajduje się w stanie wojny ze swoim egoizmem, ponieważ ten nie zgadza się pracować bez zapłaty. A pracować dzięki wielkiemu nasłodzeniu ze służby Stwórcy nie może, ponieważ nie odczuwa wielkości Stwórcy. Jeszcze bliższe prawdy będzie powiedzieć, że takiemu człowiekowi brakuje wiary w to, że Stwórca steruje całym światem.

Jak powiedzieli mędrcy (Pirkej Awot, 2:1): „Wiedz, że nad tobą jest oko, które widzi, i ucho, które słyszy, i wszystkie twoje czyny zapisują się w księdze”. Gdy człowiek wierzy, że jest Władca w świecie, wtedy wszystko zależy od tego, na ile ten Władca jest wielki i ważny. Ale nawet jeśli człowiek ma tylko wiarę w Władcę świata, nawet jeśli nie liczy się z Jego wielkością, to sama wiara już przynosi człowiekowi odczucie ważności Stwórcy. I wtedy człowiek ma siłę, by pracować, służyć Stwórcy.

A ponieważ brakuje mu wiary, to znaczy, jego wiara jest tylko częściowa (zob. Przedmowa do TES, pkt 14), gdy tylko człowiek chce pracować w oddawaniu, natychmiast występuje jego egoizm i woła: „Czyś ty oszalał, że chcesz pracować bez zapłaty? To, że mówisz, iż chcesz służyć Stwórcy, że to samo w sobie jest wielką nagrodą, to można powiedzieć o tym, kto czuje Stwórcę, czuje, że Stwórca patrzy na niego i na każdy jego ruch. O takim się mówi, że pracuje, bo to dla niego wielki zaszczyt zrobić coś dla Stwórcy, ale nie o tobie”. I to prowadzi do wojny ze złem, w której czasem człowiek pokonuje egoizm, a czasem egoizm bierze nad nim górę. Człowiek odpowiada egoizmowi: „To twoja wina, że nie czuję wielkości Stwórcy, bo ty chcesz wszystko brać do własnego panowania, zwanego otrzymywaniem dla siebie. Na tę właściwość zostały nałożone cimcum i ukrycie. W nim nie da się zobaczyć prawdy. Dlatego pozwól mi wyjść spod twojej władzy. Zacznijmy pracować w oddawaniu. Wtedy zobaczysz ważność i wielkość Stwórcy. I wtedy sam zgodzisz się ze mną, że warto służyć Stwórcy, że nie ma nic ważniejszego na świecie”.

Ale gdy człowiek chce pracować wyłącznie w oddawaniu, nie otrzymując za to nic, i liczyć się tylko z tym nasłodzeniem, jakie ma Stwórca z jego pracy, zupełnie nie patrząc na siebie, to jak wtedy człowiek może wiedzieć, czy naprawdę idzie tą drogą? Możliwe, że oszukuje samego siebie, i całe jego zamiary są po to, by otrzymać. Wtedy znajduje się w stanie oddawania dla otrzymywania i nie idzie drogą prawdy, na której wszystkie pragnienia człowieka są w oddawaniu dla oddawania. W tym człowiek może sprawdzić siebie, swój zamiar. Bo wtedy, gdy modli się do Stwórcy o pomoc w wojnie ze swoim złem, by jego egoizm nie zbliżył się do niego i nie zaczął nim rządzić swoimi twierdzeniami o pracy, gdy człowiek prosi, by Stwórca dał mu pragnienie, by całym sercem i całą duszą pragnąć pracować dla Niego, to oczywiście taka modlitwa nie może się odbyć bez przekonania, że Stwórca jej słucha. Bo inaczej, jeśli nie ma przekonania, że Stwórca go słucha, to i modlić się nie może.

Wtedy człowiek widzi, że jego modlitwa nie została wysłuchana, że nikt na nią nie odpowiada w taki sposób, w jaki, jego zdaniem, powinien był odpowiedzieć, czyli dać mu to, o co prosi. Święty, błogosławiony On, jest przecież miłosierny i łaskawy, i gdyby go usłyszał, to z pewnością dałby człowiekowi to, o co ten prosi. Dlaczego więc nie odpowiedział na modlitwę? Czy można powiedzieć, że jej nie usłyszał?

Człowiek musi wierzyć, że Stwórca słyszy jego modlitwę. Jak mówimy w modlitwie Szemone esre: „Ty w swoim miłosierdziu słyszysz modlitwę każdych ust narodu Israela”. Trzeba po prostu wierzyć w to, co napisano: „Moje myśli nie są waszymi myślami” (Prorocy, Jeszajahu, 55:8). To znaczy, że Stwórca wie, co jest dobre dla człowieka na jego drodze do doskonałości, a co może temu przeszkodzić. Można powiedzieć, że Stwórca zawsze słyszy i zawsze odpowiada, czyniąc dla człowieka to, co jest dla niego najlepsze. I trzeba wierzyć, że Stwórca chce, by człowiek przeżył wszystkie te stany, które przechodzi w swoich odczuciach, ponieważ to wszystko jest dla dobra samego człowieka.

Dlatego najważniejsze, na czym człowiek powinien opierać się względem Stwórcy, to jego pewność, że Stwórca słyszy jego modlitwę i odpowiada na nią. Lecz nie zgodnie z tym, jak człowiek to rozumie, lecz zgodnie z tym, co Stwórca uzna za stosowne dać człowiekowi. Wynika z tego, że główną rzeczą, w której człowiek powinien być pewny względem Stwórcy, jest to, że Stwórca pomaga wszystkim, jak powiedziano: „Jego miłosierdzie nad wszystkimi Jego dziełami” (Pisma, Psalmy 145:9), polegając nie na tym, że Stwórca pomoże według ludzkiego rozumu, ale na tym, że On uczyni to, co w Jego oczach najlepsze.

Jednak są ludzie, którzy myślą, że pewność dotyczy tego, czego według nich im brakuje, czyli człowiek może być w jakimś stopniu pewien, że otrzyma to, czego mu brakuje. I jeśli nie wierzy, że Stwórca jest zobowiązany mu pomóc w tym, czego według człowieka mu potrzeba, to nie nazywa się to już ani pewnością, ani wiarą w Stwórcę. Tacy ludzie uważają, że człowiek powinien być pewien, że Stwórca da mu to, czego sam człowiek pragnie.

Teraz można zrozumieć słowa Zoharu: „Niech człowiek nie będzie pewien, że Stwórca go uratuje albo uczyni dla niego to czy tamto. Pewność człowieka powinna być w samym Stwórcy, w tym, że Stwórca pomoże tak, jak należy”. I przywołuje się opinię Chananji, Miszaela i Azarji, którzy powiedzieli, że niezależnie od tego, czy Stwórca ich uratuje, czy nie – oni i tak będą pewni w Nim. I Zohar mówi również, że „temu, kto przychodzi się oczyścić – pomagają”, i człowiek powinien być pewien względem Stwórcy, że On pomoże, On i nikt inny. Jak powiedziano: „Jego siła jest w Tobie”.

Pytaliśmy, co oznacza: „Nie pokładaj ufności w innym”. Czy istnieje ktoś inny, kto może mu pomóc, skoro pojawia się zakaz ufania innemu? Przecież mowa o ufności Chananji. Kto mógłby wybawić ich z pieca ognistego, aby potrzebny był zakaz pokładania ufności w kimś innym?

Rzecz w tym, że ten, kto chce iść drogą prawdy, ten, kto pragnie wszystko robić tylko dla Stwórcy, czyli tylko dla oddawania, i w żadnym wypadku nie dla siebie – taki człowiek musi wierzyć, że Stwórca lepiej od niego wie, co należy mu dać, a czego nie. Dlatego człowiekowi nie powinno zależeć na tym, w jakim stanie się znajduje. A żeby nie oszukiwać samego siebie, żeby stale widzieć, czy idzie drogą oddawania Stwórcy, człowiek musi się sprawdzać. I to sprawdzanie polega na tym, że niezależnie od stanu, w jakim się znajduje, powinien być zadowolony.

I powinien być pewien, że z pewnością jest w tym wola Stwórcy. Człowiek powinien powiedzieć: wszystko, co muszę zrobić, to włożyć wysiłek i modlić się do Stwórcy, w jakimkolwiek stanie się nie znajdę. Modlić się o to, co człowiek jest w stanie pojąć, i być pewnym w Stwórcy, że On mu pomoże. A na czym ta pomoc polega, wie tylko Stwórca, a nie człowiek. I właśnie na tym polega zdolność człowieka do sprawdzania siebie, czy zajmuje się Torą i przykazaniami z zamiarem oddawania Stwórcy, czy z zamiarem otrzymania osobistej korzyści, czyli z zamiarem oddawania dla otrzymywania.

Dlatego, gdy człowiek porządkuje swoją pracę, mając zamiar skierować modlitwę do Stwórcy, powinien być pewien w Stwórcy w tym, że On przyjmuje modlitwę człowieka. I ta pewność powinna opierać się na opinii Stwórcy, a nie na opinii kogokolwiek innego. Gdzie ten „ktoś inny” – to sam człowiek. To znaczy: pewność powinna być w tym, że Stwórca pomoże tak, jak On to rozumie, a nie tak, jak rozumie to człowiek.

Człowiek jest nazywany „innym”, jak powiedzieli mędrcy (Sukka, 45b): „Każdy, kto łączy imię niebios z czymś innym, zostaje wykorzeniony ze świata, jak napisano: «Wyłącznie AWAJa samemu»”. Wynika z tego, że ma być wyłącznie dla samego AWAJa, czyli bez własnej przyjemności, zwanej otrzymywaniem. To znaczy: nawet gdy w przykazaniu ma intencję dla imienia Stwórcy, lecz chce też trochę dla własnej korzyści, zostaje wykorzeniony ze świata.

Co znaczy „zostaje wykorzeniony ze świata”? Czy ci, którzy nie dostępują [właściwej] intencji we wszystkich swoich czynach, zostają wykorzenieni ze świata? Trzeba zrozumieć, o jaki świat chodzi. Według tego, czego się uczymy, chodzi o świat wieczny, zwany światem Świętego, błogosławiony On. Rozpoznawane jest tam Jego imię, Dobry i czyniący dobro, i objawia się Jego zamysł nasłodzenia stworzeń. W tym celu stworzył świat. Z tego właśnie świata człowiek zostaje wykorzeniony: nie może dostąpić objawienia dobra i nasłodzenia z powodu naprawy cimcum, dokonanej po to, aby dostąpił przylgnięcia, czyli podobieństwa formy. Gdy chce otrzymać również trochę dla własnej korzyści, w tej mierze oddala się od przylgnięcia do Stwórcy. Nie może więc dostąpić dobra i nasłodzenia zawartych w celu stworzenia. Dlatego zostaje wykorzeniony z tamtego świata.

Kiedy człowiek chce wiedzieć, czy nie oszukuje samego siebie, że chce pracować dla Stwórcy wyłącznie z zamiarem sprawienia Mu nasłodzenia, wtedy oczywiście ten człowiek, gdy modli się do Stwórcy o pomoc, musi być pewien, że Stwórca mu pomoże. Bo jak mógłby prosić, jeśli nie jest pewien, że Stwórca mu pomoże? Wtedy nie ma miejsca na tę modlitwę. Człowiek nie może błagać kogoś o pomoc, jeśli nie wie, czy ten, kogo prosi, może mu tej pomocy udzielić. Dlatego człowiek ma obowiązek być pewnym podczas modlitwy, że Stwórca mu pomoże. A jeśli człowiek widzi, że Stwórca mu nie pomaga tak, jak jego zdaniem Stwórca powinien pomóc, to tym samym człowiek oskarża Stwórcę, twierdząc, że nie słyszy jego modlitwy.

Dlatego Zohar mówi, że człowiek powinien prosić Stwórcę i być pewnym, że On mu pomoże tak, jak trzeba, czyli tak, jak sam Stwórca uważa, ponieważ człowiek przecież właśnie chce zajmować się tylko sprawianiem nasłodzenia Stwórcy i w żadnym razie nie sobie. A skoro tak, to jaka różnica, w jaki sposób pracuje dla Stwórcy i co Mu oddaje? Dlatego należy wierzyć, że jeśli Stwórca zdecydował, że właśnie ten stan, w którym człowiek się znajduje, jest dla niego korzystny, to nie ma znaczenia, jaką miarą człowiek mierzy to, co lepsze dla Stwórcy. Nie ma znaczenia, czy Stwórca pomoże człowiekowi według jego własnego rozumienia tego, jak sprawić większe nasłodzenie Stwórcy.

Dlatego człowiek powinien być pewien w Stwórcy, że Ten pomoże mu tak, jak sam to rozumie. I to nazywa się w języku Zoharu: „polegać na Stwórcy, że On pomoże tak, jak należy”, czyli wprowadzi człowieka w taki stan, jaki według Stwórcy jest właściwy. W stanie, w którym człowiek się znajduje, powinien prosić Stwórcę o pomoc. To znaczy o to, czego, według człowieka, mu brakuje, i o to powinien prosić Stwórcę. A Stwórca uczyni to, co trzeba.

Kiedy można powiedzieć, że człowiek zgadza się ze Stwórcą i nie upiera się, by żądać od Niego pomocy według własnego rozumu? Właśnie wtedy, gdy człowiek prosi o to, co według niego samego jest mu potrzebne, i modli się do Stwórcy o taką pomoc, która jego zdaniem jest dla niego konieczna, a jednocześnie anuluje swoje pragnienie przed wolą Stwórcy. Wtedy właśnie można powiedzieć, że człowiek polega na Stwórcy, że Ten udzieli mu pomocy zgodnie z tym, co On sam uważa, a nie według rozumienia człowieka.

Na to wskazują mędrcy (Pirkej Awot, 2:4): „Unieważnij swoją wolę wobec woli Stwórcy”. A jeśli człowiek nie ma żadnego pragnienia, by osiągnąć cokolwiek przy pomocy Stwórcy w czasie, gdy kieruje do Niego swoją modlitwę, to znaczy, że nie ma w nim nic, co można by unieważnić wobec woli Stwórcy. Ale czyż to jest brak? Przeciwnie, logicznie byłoby powiedzieć, że z pewnością lepiej, jeśli człowiek zgadza się z wolą Stwórcy, niż gdyby miał jakiekolwiek pragnienie sprzeczne z wolą Stwórcy i musiałby je unieważnić. Jakby człowiek miał w sobie coś złego i to złe należałoby z niego „wykreślić”. Przecież lepiej byłoby, gdyby tego złego w ogóle nie było.

Rzecz w tym, że aby duchowe kli było zdolne przyjąć obfitość dobrem i nasłodzeniem, potrzebne są dwa warunki:

  1. aby miało awijut, czyli pragnienie otrzymywania przyjemności i nasłodzenia;
  2. aby miało „ekran”, czyli zdolność przyjmowania nie zgodnie z własnym dążeniem do nasłodzenia, lecz zgodnie z tym, czy to nasłodzenie przyniesie radość Stwórcy, co właśnie nazywa się otrzymywaniem w celu oddawania Stwórcy.

Jeśli zaś człowiek nie ma kli otrzymywania, czyli brak mu dążenia do nasłodzenia, to nie jest zdolny przyjąć wyższego światła, ponieważ nie ma napełnienia bez odczucia jego braku. Dlatego trzeba starać się, by stworzyć w sobie ten brak – dążenie do tego, by Stwórca przybliżył go do Siebie i nasłodził tym, co On pragnie dać stworzeniu. Człowiek dąży do tego nasłodzenia, ale jednocześnie anuluje swoje pragnienie i opiera się na Stwórcy, na Jego pomocy, na tym, że Stwórca da mu to, co dla niego najlepsze. I wtedy człowiek nie ma już pretensji, że Stwórca nie pomógł mu tak, jak sam człowiek by tego chciał.

O tym właśnie mówi się, że człowiek anuluje swoje pragnienie i stwierdza: „Ja robię swoje, czyli to, co, moim zdaniem, jest dla mnie korzystne. Jednak rozumiem i jestem pewien, że Stwórca zna mój stan lepiej niż ja, i zgadzam się iść tą drogą i zajmować się Torą i przykazaniami, jakby Stwórca już pomógł mi tak, jak w moim rozumieniu powinien był odpowiedzieć na moją modlitwę. I nawet jeśli widzę, że nie dał mi żadnej odpowiedzi na moją prośbę, wierzę, że Stwórca słyszy moją modlitwę i odpowiada mi w sposób najlepszy dla mnie samego. Dlatego zawsze powinienem kierować modlitwę do Stwórcy, by udzielił mi tak upragnionej przeze mnie pomocy, a On mi pomaga, tylko w taki sposób, jaki według Niego jest dla mnie najlepszy”.

Pojawia się pytanie: jeśli Stwórca i tak pomaga zgodnie z tym, co sam uzna, to po co w ogóle potrzebna jest modlitwa? Przecież Stwórca nie odpowiada na tę prośbę dosłownie. Stwórca robi to, co zgodnie ze swoim rozumieniem jest właściwe. Ale gdzie więc jest pożytek z modlitwy człowieka? Po co jest ona potrzebna Stwórcy, skoro my prosimy o to, co nam się wydaje konieczne, a On odpowiada tym, co według Niego jest nam potrzebne?

Trzeba tu doprecyzować, że modlitwa to nasza prośba o to, czego nam brakuje. I wiemy dokładnie, czego nam brak, dlatego zwracamy się do Stwórcy, by odpowiedział na naszą modlitwę. I wydaje nam się, że gdyby spełnił naszą prośbę, to bylibyśmy szczęśliwymi ludźmi, którzy otrzymali od Niego wszystko, czego im brakowało.

Trzeba wiedzieć, że istnieje zasada: „Nie ma światła bez kli”. Oznacza to, że nie może być napełnienia bez braku. Nawet jeśli powiemy, że człowiek wie, czego mu brakuje, nie nazywa się to jeszcze brakiem, który ma zostać napełniony. To, że człowiek myśli, iż czegoś mu brak, nie oznacza jeszcze, że odczuwa brak. Brak oznacza bowiem coś, czego rzeczywiście mu brakuje. Sam fakt, że czegoś nie ma, nie nazywa się jeszcze brakiem: wielu rzeczy człowiek nie ma, a mimo to nie stanowi to jeszcze braku, w którym byłoby miejsce na napełnienie.

Weźmy przykład człowieka, obywatela jakiegoś państwa, w którym odbywają się wybory prezydenta. Prezydent został wybrany, a człowiek pozostał zwykłym obywatelem, ale zupełnie nie cierpi z powodu tego, że nie został prezydentem. A jest też drugi człowiek w tym samym kraju, który miał nadzieję, że to jego wybiorą na prezydenta. I włożył w to wiele wysiłku, prosząc wszystkich swoich przyjaciół i znajomych, by pomogli mu zostać prezydentem. Ale w końcu nie jego wybrano, i został z niezrealizowanym pragnieniem. Między tymi dwoma ludźmi jest wielka różnica. Mimo że obaj nie zostali prezydentami, to jednak jest ogromna różnica między człowiekiem, który włożył duży wysiłek, by zostać prezydentem, a pozostał z niezaspokojonym pragnieniem, a tym, który nie odczuwa żadnego cierpienia z powodu tego, że to nie on został wybrany. To znaczy: nawet gdyby chciano uczynić go prezydentem, nie ma do tego kelim, czyli środków, dzięki którym wiedziałby, jak sprawować urząd prezydenta.

Kli dla napełnienia jest natomiast pragnienie danej rzeczy. Pragnieniem nazywa się to, że człowiek cierpi z powodu [braku] rzeczy, której chce. Nawet jeśli czegoś chce i uważa się to już za pragnienie, nie nazywa się to jeszcze prawdziwym brakiem, dzięki któremu pragnienie byłoby zdolne przyjąć napełnienie. Przyczyną jest to, że brakiem nazywa się cierpienie z powodu tego, czego nie ma. Napełnieniem zaś nazywa się przyjemność z osiągnięcia tego, czego się pragnęło. Zatem w takiej mierze, w jakiej człowiek cierpi z powodu nieposiadania czegoś, może odczuwać przyjemność z napełnienia.

Teraz możemy powrócić do pytania o modlitwę. Modlitwa to nasza prośba o pomoc skierowana do Stwórcy, gdy prosimy o to, co wydaje się nam najlepsze dla nas, i wierzymy w słowa: „Ty słyszysz modlitwę każdych ust”, i ufamy Stwórcy, że słyszy modlitwę każdych ust. Ale nie opieramy się na tym, że Stwórca ma nam pomóc według ludzkiego rozumienia, lecz polegamy na Nim w tym, że On pomoże nam zgodnie ze swoim rozumieniem.

Dlaczego więc, można zapytać, człowiek ma się modlić do Stwórcy o pomoc, skoro Stwórca i tak zawsze robi wszystko według swojego rozumu? Rzecz w tym, że poprzez modlitwę zwiększa się potrzeba osiągnięcia upragnionego. Wychodzi, że gdy człowiek pomnaża swoje modlitwy, to zwiększa się w nim pragnienie i zaczyna on coraz silniej odczuwać potrzebę tego, o co się modli. Natomiast gdy dopiero zaczynał prosić o spełnienie swojego pragnienia, nie czuł jeszcze jego prawdziwości. Po prostu widział, że inni czegoś chcą i słyszał od przyjaciół, że należy prosić o to Stwórcę. Dlatego i on zaczął się modlić do Stwórcy o spełnienie tego pragnienia. Ale jeszcze nie było w jego sercu prawdziwego odczucia tej prośby.

Kiedy jednak człowiek pomnaża swoje modlitwy, wtedy sam zaczyna się przyglądać, czy naprawdę brakuje mu tego, o co prosi, czy jest to tylko dodatek, czyli czy chce zbytku. To znaczy: wypełnia to, co w judaizmie jest obowiązkowe, lecz chce czegoś ponad to – lepszego życia duchowego, aby nie być zwykłym człowiekiem, jak ogół służących Stwórcy.

I ta uwaga człowieka skierowana ku modlitwie, którą kieruje do Stwórcy, prowadzi go do zrozumienia, że naprawdę potrzebuje pomocy Stwórcy, by wykonać chociażby jakiś duchowy czyn. Modlitwa człowieka zwraca jego uwagę ku niemu samemu, dlaczego się modli: czy rzeczywiście brak mu tego, o czym mówią modlitwy ułożone przez mędrców. Czyli czy brak mi tego, o co, jak powiedzieli, powinniśmy się modlić, czy też ja chcę czegoś innego – czegoś, czego domaga się mój egoizm, tego, o co, według mojego rozumienia, warto prosić.

Wychodzi, że po licznych modlitwach zaczyna w człowieku pojawiać się prawdziwy brak – taki, że zaczyna cierpieć z powodu poczucia braku. I właśnie wtedy kształtuje się w człowieku prawdziwe pragnienie, by Stwórca przybliżył go do Siebie. I to nazywa się pomocą Stwórcy, jak napisano w Zoharze: „Niech pokłada ufność w Świętym, błogosławiony On, że pomoże mu tak, jak należy”. Czyli cała pewność powinna być w tym, że Stwórca odpowie na modlitwę człowieka zgodnie z własnym rozumieniem tego, jak należy odpowiedzieć.

A teraz wyjaśnijmy dalsze słowa Zoharu: „Inne wyjaśnienie: «Szczęśliwy człowiek, którego siła jest w Tobie» (Pisma, Psalmy 84:6). Jest to tak, jak mówisz: «AWAJa da siłę swojemu ludowi» (Pisma, Psalmy 29:11), co oznacza Torę. «Którego siła jest w Tobie» oznacza, że człowiek powinien zajmować się Torą dla imienia Świętego, błogosławiony On, czyli Szchiny, zwanej imieniem”. Trzeba zrozumieć, co oznacza napisane tam w komentarzu Sulam: „Dla imienia Świętego, błogosławiony On, czyli Szchiny, zwanej imieniem”. Przecież wiadomo, że cała nasza intencja ma służyć sprawieniu zadowolenia Stwórcy. Co więc oznacza wyjaśnienie słów Zoharu, że człowiek powinien zajmować się Torą dla imienia Świętego, błogosławiony On, czyli Szchiny, zwanej imieniem? Wynika z tego, że we wszystkich zajęciach Torą i przykazaniami powinniśmy mieć intencję dla Szchiny. Trzeba więc zrozumieć, co znaczy „dla Szchiny”. W wielu miejscach Zoharu znajdujemy również, że podczas zajmowania się Torą i przykazaniami trzeba mieć intencję „podniesienia Szchiny z prochu”. Trzeba zatem zrozumieć różnicę sformułowań: Święty, błogosławiony On, i Jego Szchina.

W poprzednich artykułach przytoczyliśmy wyjaśnienie mojego ojca i nauczyciela, Baal Sulama, słów Zoharu: „On jest Szochen, a ona jest Szchina”. Powiedział on, że miejsce, w którym objawia się Szochen [Przebywający], nazywa się Szchiną. Nie są to więc dwie rzeczy, lecz jedna. To znaczy: mamy światło i kli. Stwórcę osiąga się bowiem tylko za pomocą kelim, które Go osiągają. Dlatego kiedy mówimy o Stwórcy, mówimy jedynie o tym, co Stwórca objawia nam poprzez kelim.

O świetle bez kli w ogóle nie mówimy. Zamysł stworzenia, którym jest nasłodzenie stworzeń, nazywamy Ejn Sof, czyli czyniącym dobro. Czyniący dobro obdarza stworzenia, a kli, w którym objawia się obfitość, nazywa się Malchut. Jest ona nazywana Szchiną; w niej objawiają się dobro i nasłodzenie.

Wynika z tego, że Stwórca chce obdarzać stworzenia dobrem i nasłodzeniem, lecz niżsi nie mają kelim, w których mogliby je przyjąć, z powodu przeciwieństwa formy między otrzymującymi a Dającym. Dlatego dobro i nasłodzenie nie są objawione. W świecie istnieje wtedy zły początek, gdyż przedstawia on duchowość, czyli oddawanie, jako coś złego. Tylko to, co można otrzymać dla otrzymywania, przedstawia jako dobre. Dlatego niżsi nie mogą wykonać niczego z intencją oddawania, ponieważ człowiek nie wyrządza sobie zła. Nie może więc mieć paliwa do pracy z intencją oddawania. Tym samym wyższa obfitość, którą są dobro i nasłodzenie, nie może objawić się niższym.

Okazuje się, że Szchina, czyli imię Stwórcy „Dobry i Czyniący Dobro”, jest ukryte przed człowiekiem w jego niskich stanach, „znajduje się na wygnaniu”. Dlatego gdy człowiek choćby w czymkolwiek, choćby trochę, zaczyna działać w oddawaniu, natychmiast zaczyna odczuwać to „wygnanie” w swojej pracy i chce się ukryć, uciec z tego stanu. Dzieje się tak dlatego, że dopóki człowiek pogrążony jest w egoizmie, to nie ma żadnego wyobrażenia o pracy w oddawaniu. Ale gdy zaczyna odczuwać, że porusza się w oddawaniu i nic nie otrzymuje, robi się mu jakby ciemno w oczach i chce uciec z tego stanu, jak człowiek pragnący uciec z wygnania. Tak jak człowiek, który zgrzeszył wobec władzy i został za to zesłany, nieustannie myśli, jak wrócić – tak i człowiek, który czuje, że nie otrzymuje nic za swoje wysiłki w pracy duchowej, traci chęć do pracy i chce całkowicie wycofać się z walki. Taki stan, gdy człowiek odczuwa smak wygnania w swojej pracy, nazywa się, że imię Stwórcy – „Szchina”, jest na wygnaniu.

Dlatego modlimy się do Stwórcy i zajmujemy się Torą i przykazaniami, by „podnieść Szchinę z prochu”. Oznacza to, że w tym miejscu Szchiny, będącej imieniem Stwórcy, Dobry i czyniący dobro objawia się w kelim oddawania, jak powiedziano wyżej, lecz człowiek odczuwa w tej pracy smak prochu. To również oznacza Szchinę na wygnaniu: człowiek odczuwa w niej smak wygnania i chce uciec od tej pracy, czyli od świętej pracy, gdyż świętość oznacza intencję sprawienia zadowolenia Stwórcy. Dlatego powinniśmy prosić o indywidualne wybawienie: aby każdy poczuł, że wyszedł z wygnania. Oznacza to, że podczas pracy z intencją oddawania powinien odczuwać, iż znajduje się w ziemi Israela – jego pragnienie powinno dążyć jedynie prosto do El, czyli Stwórcy (Israel ישראל, jaszar-El ישר־אל). To nazywa się ziemią Israela.

I potwierdzeniem, sprawdzianem tego pragnienia jest to, czy człowiek potrafi całym sercem wypowiedzieć słowa (z błogosławieństwa po posiłku): „Dziękujemy Ci, AWAJa, nasz Elohim, za to, że dałeś naszym ojcom w dziedzictwo ziemię upragnioną, dobrą i rozległą”. I oprócz tego, że prosimy o wybawienie ogólne, powinniśmy również modlić się o indywidualne wybawienie.

Wynika z tego, że gdy człowiek był na wygnaniu, odczuwał smak wygnania i prochu, kiedy pojawiał się w nim obraz oddawania wyłącznie dla imienia niebios, bez własnej korzyści. Natomiast w czasie wybawienia, gdy wychodzi z wygnania, odczuwa w pracy oddawania smak ziemi upragnionej, dobrej i rozległej. Ziemią wygnania nazywa się odczuwanie smaku cierpienia i nieustanne poszukiwanie sposobu ucieczki z tej ziemi. Wyjściem z wygnania zaś nazywa się przybycie do ziemi upragnionej, dobrej i rozległej, za którą mówimy: „Dziękujemy Ci, AWAJa, nasz Elohim”. To nazywa się ziemią jaszar-El, jak powiedziano wyżej. Do tego wybawienia powinniśmy pragnąć dotrzeć.

Jednak pojawia się pytanie. Dlaczego człowiek odczuwa smak prochu w pracy dla Stwórcy, dlaczego chce od niej uciec, jak ktoś, kto znajduje się na wygnaniu? I chociaż udzielono na to już wiele odpowiedzi, trzeba dodać jeszcze jedną. Istnieje zasada, że nie ma światła bez kli, to znaczy, nie ma napełnienia bez braku. Dlatego, aby dojść do wybawienia, najpierw trzeba przejść przez wygnanie, to znaczy poczuć cierpienie z powodu duchowej pracy, przeciwko której buntuje się i protestuje pragnienie otrzymywania, zwane ciałem, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą.

Są tacy, którzy starają się oddawać. I mimo że ich egoizm się sprzeciwia, nie ustępują jego żądaniom. I cierpiąc z powodu tego oporu, mimo wszystko nie porzucają swoich zajęć, nie przerywają pracy. Zawsze są w stanie wojny ze złem – czasem zwyciężając, czasem przegrywając, doświadczając wzlotów i upadków i nigdy nie zaznając spokoju. Nie przypominają tych ludzi, którzy widząc, że ich egoizm sprzeciwia się oddawaniu, natychmiast przerywają swoje wysiłki. Tacy ludzie nie cierpią, bo nie podejmują żadnej pracy – nie smakują smaku wygnania. Znajdują się pod władzą własnego egoizmu, ulegając jego sprzeciwowi. I są podobni do tamtych zwiadowców, którzy oczerniali ziemię Israela.

Jak powiedzieliśmy w poprzednich artykułach, przytaczając słowa Zoharu, tacy ludzie nie mają kelim, w których mogliby przyjąć wybawienie. Wyjaśniono to w księdze Dar Tory [artykuł We-zot li-Jehuda, fragment o literach słów gola i geula]: „Gola, czyli wygnanie, jest «brakiem poprzedzającym istnienie», którym jest wybawienie. Dlatego wszystkie litery słowa geula (גאולה), czyli wybawienie, znajdujemy w słowie gola (גולה), czyli wygnanie, z wyjątkiem litery alef (א). Ta litera wskazuje na Władcę świata [aluf אלוף], jak powiedzieli mędrcy. Uczy nas to, że forma braku jest jedynie zaprzeczeniem istnienia”.

Dlatego, gdy w błogosławieństwie po posiłku dziękujemy Stwórcy, mówimy: „I za to, że wyprowadziłeś nas, AWAJa, nasz Elohim, z ziemi egipskiej i wykupiłeś nas z domu niewoli”. Aby dojść do „ziemi upragnionej, dobrej i rozległej”, trzeba najpierw przejść etap tworzenia kelim. To znaczy: „przebywać w ziemi egipskiej” i czuć się niewolnikiem faraona, króla egipskiego. Cierpienie na wygnaniu prowadzi do potrzeby zwrócenia się do Stwórcy, do modlitwy o wyjście z wygnania. Jak powiedziano: „I jęczeli synowie Israela z powodu pracy i wołali – i wzniosło się ich wołanie do Elohim” (Tora, Szemot, 2:23). Wynika z tego, że wygnanie to kli, a wybawienie – to światło i obfitość.

Wynika z tego znaczenie imienia Świętego, błogosławiony On, wyjaśnionego tam w komentarzu Sulam jako Szchina, nazywana Jego imieniem. Pytaliśmy, co znaczy, że w Torze i przykazaniach mamy kierować intencję ku Szchinie. Wyjaśniliśmy to za pomocą słów mojego ojca i nauczyciela, Baal Sulama: Szochen i Szchina są jednością, a miejsce, w którym objawia się Szochen, nazywa się Szchiną. Można to zrozumieć na przykładzie człowieka, którego nazywamy mądrym, bogatym lub szczodrym. Czy wszystkie te imiona oznaczają coś innego, jakieś inne ciało niż sam człowiek? Jest to jedno ciało: gdy jego mądrość objawia się ludziom, nazywają go mądrym, albo [nazywają go] bogatym, zależnie od tego, co objawia się innym. Wynika z tego, że Jego imię jest jedynie objawieniem Stwórcy.


[1] Przyp. tłum. Rabasz przytacza tylko początek aramejskiego wersetu: hen itaj elahana (הן איתי אלהנא), odczytany tu jako „Jeśli [tak ma być], nasz Bóg…”. Cały werset mówi dalej o możliwości wybawienia z pieca. Elaha jest aramejskim określeniem Boga, a elahana znaczy „nasz Bóg”.