Jak już zostało powiedziane, w tej zasadzie zawarte są wszystkie pozostałe sześćset dwanaście przykazań. Jak powiedzieli mędrcy: „A reszta jest objaśnieniem; idź i ucz się”. Wynika z tego, że dzięki przestrzeganiu sześciuset dwunastu przykazań samoczynnie zasługuje się na wypełnienie zasady „kochaj bliźniego”, a następnie zasługuje się na miłość do Stwórcy.

Jeśli tak, to co daje nam miłość do przyjaciół? Jak napisano (w artykule 5 z 1985 roku), kilku przyjaciół zbiera się razem, ponieważ każdy ma tylko niewielką siłę miłości do bliźniego, a więc może ją realizować jedynie potencjalnie. Kiedy jednak trzeba rzeczywiście działać na rzecz drugiego, człowiek pamięta, że w swoich myślach postanowił zrezygnować z miłości do siebie na rzecz bliźniego, lecz w praktyce widzi, że nie może zrezygnować z choćby najmniejszej przyjemności pragnienia otrzymywania na rzecz drugiego.

Jeśli jednak kilka osób, które są zgodne co do tego, że trzeba osiągnąć miłość do bliźniego, zjednoczy się w grupę, i gdy każdy z nich będzie anulował siebie względem drugiego, to każdy włączy się we wszystkich pozostałych. Dzięki temu w każdym zgromadzi się wielka siła, stosownie do wielkości grupy. I wtedy pojawia się możliwość urzeczywistnienia miłości do bliźniego w działaniu.

Wobec tego co dodają nam szczegóły, czyli sześćset dwanaście przykazań, o których powiedzieliśmy, że służą wypełnieniu zasady, skoro zasada ta jest wypełniana dzięki miłości do przyjaciół?

W otaczającym nas życiu widzimy, że u ludzi świeckich również istnieje miłość do przyjaciół i oni także zbierają się w różne kręgi, aby łączyła ich miłość do przyjaciół. Czym więc różnią się ludzie religijni od świeckich?

W Psalmach (Pisma, Ps, 1:1) powiedziano: „W zgromadzeniu szyderców nie zasiada”. Trzeba zrozumieć, na czym polega zakaz „zgromadzenia szyderców”. Jeśli ktoś obmawia innych lub mówi puste słowa, to zakaz nie wynika z tego, że jest to zgromadzenie szyderców. Co zatem dodaje nam zakaz „zgromadzenia szyderców”?

Wynika z tego, że chodzi nawet o sytuację, gdy kilka osób zbiera się dla miłości do przyjaciół z zamiarem, aby każdy pomagał przyjacielowi poprawić jego materialne położenie. Każdy oczekuje, że dzięki licznym spotkaniom odniesie korzyść z grupy i poprawi swój materialny stan. A po wszystkich spotkaniach każdy robi rachunek: ile otrzymał od grupy dla miłości do siebie, co zyskało na tym jego pragnienie otrzymywania? Przecież poświęca grupie wysiłek i czas. Co na tym zyskał? Z pewnością mógłby osiągnąć więcej, gdyby działał dla własnej korzyści, przynajmniej w zakresie tego wysiłku, który sam wkładał. „A ja wszedłem do grupy, ponieważ myślałem, że dzięki niej będę mógł zyskać więcej, niż potrafię zyskać sam. Teraz widzę, że nic nie zyskałem”. Żałuje tego i mówi: „Zamiast poświęcać mój czas grupie, lepiej byłoby wykorzystać przynajmniej tę niewielką siłę, którą mam. Tymczasem poświęciłem czas grupie, aby dzięki jej pomocy zdobyć więcej dóbr. Na koniec okazało się, że nie tylko nic nie zyskałem dzięki grupie, ale jeszcze straciłem to, co mógłbym zyskać własnymi siłami”.

Jeśli w takiej grupie pojawi się człowiek, który mówi, że należy zajmować się miłością do przyjaciół w celu obdarzania, czyli aby wszyscy pracowali dla dobra bliźniego, to wszyscy zaczynają się z niego naśmiewać. W ich oczach wygląda to na żart. Takie jest zgromadzenie ludzi świeckich. O tym powiedziano: „Życzliwość narodów jest grzechem, ponieważ wszelkie dobro, które czynią, czynią dla siebie”. Taka grupa oddala człowieka od świętości i rzuca go w świat szyderstwa. Na tym polega zakaz „zgromadzenia szyderców”.

O takich grupach mędrcy powiedzieli: „Rozprosz grzeszników – będzie to dobre dla nich i dla świata”. To znaczy, że lepiej, aby takie grupy nie istniały. Ze sprawiedliwymi jest odwrotnie: „Zgromadź sprawiedliwych – będzie to dobre dla nich i dla świata”.

Sprawiedliwi to ci, którzy chcą wypełniać zasadę „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”, cały swój zamiar kierują na wyjście z miłości do siebie i przyjęcie innej natury – miłości do bliźniego. Chociaż jest to przykazanie, które trzeba wypełniać, i człowiek może zmuszać siebie wbrew własnej woli, to miłość jest sprawą serca, a serce z natury się na nią nie zgadza. Skoro tak, to jak sprawić, by serce szczerze pokochało bliźniego?

Właśnie po to dane jest nam pozostałe sześćset dwanaście przykazań, dzięki których szczególnej mocy można dojść do odczucia w sercu. Ale ponieważ jest to wbrew naturze człowieka, takie odczucie daje tylko niewielką siłę do urzeczywistnienia miłości do przyjaciół w działaniu, chociaż człowiek odczuwa jej potrzebę. Trzeba więc teraz szukać wskazówek, które pozwolą ją realizować w praktyce.

Rada jest taka: człowiek może zwiększyć swoją siłę w realizacji zasady „kochaj bliźniego” dzięki miłości do przyjaciół. Jeśli każdy włącza się w przyjaciela i anuluje siebie względem niego, powstaje jedna całość. Wszystkie małe części, które pragną miłości do bliźniego, łączą się we wspólną siłę obejmującą wiele części. A gdy każdy ma tę siłę, będzie mógł przejawiać swoją miłość do bliźniego. A potem człowiek może osiągnąć miłość do Stwórcy.

Ale wszystko to pod jednym koniecznym warunkiem: każdy anuluje siebie względem drugiego. Jeśli zaś jest oddzielony od przyjaciela, to nie będzie mógł otrzymać od niego tej części, którą powinien od niego otrzymać. Każdy powinien powiedzieć sobie, że jest „zerem” względem przyjaciela.

To przypomina sposób, w jaki zapisuje się liczby: jeśli napisać najpierw 1, a potem 0, to wychodzi 10, czyli dziesięć razy więcej; jeśli zaś po jedynce napisać dwa zera, to wychodzi 100, czyli stukrotnie więcej.[1] To znaczy, że gdy przyjaciel jest jedynką, a człowiek zerem po niej, uważa się, że otrzymuje od przyjaciela dziesięciokrotnie więcej. Jeśli zaś mówi, że jest dwoma zerami wobec przyjaciela, otrzymuje od niego stukrotnie więcej. Jeśli zaś odwrotnie: ja jestem jedynką, a przyjaciel zerem, to jestem dziesięciokrotnie mniejszy od przyjaciela: 0,1, a jeśli ja jestem jedynką, a dwóch moich przyjaciół dwoma zerami, to jestem wobec nich jedną setną, czyli 0,01. Zatem im więcej zer widzę w swoich przyjaciołach, tym bardziej maleje moja wielkość.

Nawet jeśli masz już siłę miłości do bliźniego i możesz ją realnie przejawiać, i już czujesz, że osobista korzyść tylko ci szkodzi – mimo to nie ufaj sobie. Musisz mieć cały czas lęk, że w trakcie pracy popadniesz w miłość do siebie. Powinieneś bać się, że zostaną ci dane większe nasłodzenia niż te, które zwykłeś otrzymywać.

Chociaż wobec małych nasłodzeń potrafisz już działać z zamiarem obdarzania i jesteś gotów z nich zrezygnować, to jednak żyjesz w lęku przed wielkimi nasłodzeniami. To nazywa się „bojaźnią”. Jest to brama do otrzymania światła wiary, zwanego „obecnością Szchiny”, jak napisano w komentarzu Sulam: „W miarę bojaźni osiąga się wiarę”.

Dlatego zawsze należy pamiętać, że zasadę „kochaj bliźniego jak siebie samego” należy wypełniać jako przykazanie, ponieważ Stwórca nakazał zajmować się miłością do przyjaciół. Rabbi Akiwa jedynie objaśnia, że Stwórca, nakazując to przykazanie, zamierzał uczynić z niego zasadę, dzięki której będzie można wypełniać wszystkie przykazania z powodu nakazu Stwórcy, a nie dla własnej korzyści. To znaczy, że przykazania nie mają powiększać naszego pragnienia otrzymywania, czyli służyć temu, by człowiek za ich wypełnianie otrzymał wielką zapłatę.

Przeciwnie, dzięki przestrzeganiu przykazań rzeczywiście otrzymamy zapłatę, ale tą zapłatą będzie to, że będziemy mogli anulować naszą miłość do siebie i osiągnąć miłość do bliźniego, a potem – miłość do Stwórcy. Dzięki temu zrozumiemy słowa mędrców o wersecie „I umieścicie” (we-samtem ושמתם), który objaśniają przez słowo „sam” (סם)[2]: jeśli człowiek stanie się godny, Tora stanie się dla niego lekarstwem życia, a jeśli nie stanie się godny – będzie dla niego trucizną śmierci.

Jak powiedziano wyżej, „nie stanie się godny” oznacza, że zajmuje się Torą i przykazaniami po to, aby jego miłość do siebie wzrosła, a ciało zdobyło dobra w zamian za swoją pracę. Jeśli zaś człowiek stanie się godny, jego miłość do siebie zostaje anulowana. To znaczy: jego zamiarem jest otrzymanie zapłaty, którą będzie siła do miłości bliźniego; dzięki niej dojdzie do miłości Stwórcy, a jego jedynym pragnieniem będzie sprawianie zadowolenia Stwórcy.


[1] Przyp. tłum. W zdaniu o liczbie 100 źródło internetowe zawiera sformułowanie מתחילה שני אפסים (najpierw dwa zera). Podany wynik 100 oraz poprzedni przykład 10 wskazują jednak na dwa zera po jedynce.

[2] Przyp. tłum. Objaśnienie opiera się na podobieństwie brzmienia: ושמתם (we-samtem, i umieścicie) zawiera dźwięki „sam”, a סם (sam) oznacza środek leczniczy lub truciznę.