I powiedział: „Pokaż mi swoją chwałę”; „I usunę swoją dłoń, i zobaczysz Mnie od tyłu, lecz Mojego oblicza nie będzie można zobaczyć” (Tora, Szemot, 33:18, 23). Trzeba zrozumieć, na co wskazują nam prośba naszego nauczyciela Moszego, pokój z nim, i odpowiedź Świętego, błogosławiony On, w odniesieniu do naszej pracy.

Kiedy człowiek zaczyna pracę Stwórcy, dąży do ujrzenia chwały Stwórcy. To znaczy, gdy Stwórca zaczyna mu świecić, pojawia się w człowieku smak do zajmowania się Torą i do wykonywania przykazań; cały kieruje się ku duchowemu. Wtedy może on zajmować się tą pracą duchową i wie, że idzie drogą Stwórcy. W takim stanie człowiek czuje się wyżej od wszystkich pozostałych ludzi, że wszyscy pogrążeni są w materialnym, a tylko on wie i rozumie, czym jest duchowość.

A ponieważ znane jest mu powiedzenie mędrców (Miszna, Awot, 4:4): „Rabbi Lewitas z Jawne powiedział: Bądź w najwyższym stopniu pokorny”, czeka go wielka praca, by mógł znaleźć w sobie choćby jakiś brak i powiedzieć, że jest nisko. Ale ponieważ przykazanie zobowiązuje do wypełniania słów mędrców, przyjmuje to ponad wiedzę, mówiąc sobie, że z pewnością nie jest jeszcze doskonały.

Jest też czas tylnej strony (achorajim), kiedy nie świeci człowiekowi chęć do Tory i przykazań i nie odczuwa braku w tym, że nie ma tęsknoty za przylgnięciem do Stwórcy. W stanie tylnej strony może zobaczyć siebie, czyli swój rzeczywisty stan: jaki jest.

Czy nadal widzi, że jest wyniesiony ponad ogół i musi wtedy pracować nad pokorą, przyjmując na siebie przykazanie pokory ponad wiedzę? Czy patrzy na innych ludzi jako będących w duchowym upadku, podczas gdy on jest we wzniesieniu? Zatem tylko w czasie tylnej strony może ujrzeć prawdę, natomiast w czasie oblicza może oszukiwać samego siebie.

Jednak także na stopniu tylnej strony istnieje wiele rozróżnień. Jeśli człowiek wszedł już w prawdziwą pracę, czyli na drogę, na której trzeba pracować z intencją oddawania, dopiero wtedy zaczyna odczuwać prawdziwe stany tylnej strony. Czasami pojawia się jej obraz: widzi swój upadek, choć przed upadkiem do obecnego stanu znajdował się w stanie oblicza.

Ale teraz widzi, że nie ma w nim żadnego dążenia ani do Tory, ani do przykazań, ani do modlitwy i czuje się jak zupełnie puste kli, w którym nie pozostała ani odrobina życiodajnej wilgoci z pracy Stwórcy. Co więcej, widzi siebie tak, jakby nigdy nie wykonywał świętej pracy i jakby zupełnie nie wiedział już, co to znaczy pracować dla Stwórcy.

A czasami człowiek znajduje się we władzy ciemności do tego stopnia, że jeśli zaczyna mówić sobie, że trzeba wejść w pracę, i że pozostawanie bez żadnego celu w życiu nie jest celem, to wydaje mu się, że mówi sobie coś całkiem nowego, jakby nigdy wcześniej nie słyszał o duchowości.

I wtedy człowiek dziwi się samemu sobie: jak to możliwe, że czuje się teraz jak początkujący, który nigdy nie zajmował się duchową pracą? A przecież w jego pamięci pozostało jeszcze niewielkie reszimo: zawsze uważał siebie za jednego z najbardziej zaawansowanych w pracy, a nagle wszystko zostało wymazane z serca, i wspomina to wszystko jakby we śnie.

Zatem swój rzeczywisty stan człowiek widzi tylko w czasie tylnej strony. To właśnie znaczy: „I zobaczysz Mnie od tyłu, lecz Mojego oblicza nie będzie można zobaczyć”. Wtedy ma już miejsce do pracy: prosić Stwórcę, by przybliżył go do Siebie i objawił mu świecenie swojego oblicza. Wówczas dochodzi do tszuwy – „aż Znający tajemnice zaświadczy o nim, że już nie powróci do swojej głupoty”.

Zobacz Przedmowę do TES (pkt 53–54), gdzie napisano: „Trzeba wiedzieć, że cała praca w wypełnianiu Tory i przykazań drogą wyboru odbywa się głównie w dwóch właściwościach ukrytego sterowania. O tym czasie Ben He He mówi: «Według cierpienia nagroda». Ponieważ Jego sterowanie nie jest objawione, nie można Go zobaczyć inaczej niż w ukryciu oblicza, to znaczy tylko od Jego tylnej strony. Kiedy jednak Stwórca widzi, że człowiek dopełnił miary swojego trudu i ukończył to, co miał wykonać siłą swojego wyboru oraz umacniania się w wierze w Stwórcę, wtedy Stwórca mu pomaga i człowiek dostępuje osiągnięcia objawionego sterowania, czyli objawienia oblicza”.

Z powyższego wynika, że początek pracy na drodze prawdy jest we właściwości tylnej strony. Ma to służyć przygotowaniu przez człowieka kelim, w których zamieszka światło Stwórcy. Kelim nazywa się pragnieniami. Dopóki człowiek nie przejdzie właściwości tylnej strony, nie wie, że potrzebuje pomocy Stwórcy. Sądzi, że może własnymi siłami dojść do doskonałości i nie potrzebuje pomocy Stwórcy w szczególny sposób.

Wie jednak i wierzy, jak przyjęto w Israelu, że choć rozum wskazuje, iż to człowiek działa, Stwórca pomógł mu uzyskać to, czego pragnął. Inaczej jest w pracy oddawania: człowiek widzi, że rozum mówi mu, iż nie jest w stanie dojść do stopnia oddawania. Siedzi więc i oczekuje, aż Stwórca mu pomoże. Dopiero to nazywa się rzeczywistą potrzebą Stwórcy. Nazywa się to kli i pragnieniem. Droga prawdy nazywa się bowiem liszma: człowiek czyni wszystko z intencją sprawiania zadowolenia Stwórcy.

Wtedy pojawia się sprzeciw ciała. Twierdzi ono, że rozumie całą swoją pracę jako napełnianie kelim ciała, czyli miłość własną. Człowiek zaczyna rozumieć, że nie jest w stanie przeciwstawić się ciału, i potrzebuje pomocy Stwórcy. To nazywa się posiadaniem kli, czyli pragnienia i potrzeby, aby Stwórca je napełnił. Wówczas spełniają się w nim słowa mędrców: „Przychodzącemu się oczyścić pomagają”. W Zoharze (Noach, komentarz Sulam, pkt 63) napisano: „Jeśli człowiek przychodzi się oczyścić, pomagają mu świętą neszama, oczyszczają go, uświęcają i nazywa się świętym”.

Widzimy więc, że zanim człowiek ma kli, nie można mu dać światła. Dopiero kiedy ustali się w jego sercu, że potrzebuje pomocy Świętego, błogosławiony On, otrzymuje pomoc. Jak powiedziano, właśnie gdy przychodzi się oczyścić i widzi, że nie potrafi, otrzymuje z góry świętą neszama. Jest ona światłem mającym mu pomóc, aby mógł posuwać się naprzód, pokonać swoje kelim otrzymywania i używać ich z intencją oddawania Stwórcy.

Tak należy wyjaśnić słowa: „Pokój, pokój dalekiemu i bliskiemu” (Prorocy, Jeszajahu, 57:19). Pokój wskazuje bowiem na dopełnienie sporu, a spór jest tym, o czym mędrcy powiedzieli: „Niech człowiek zawsze wzburza zły początek przeciw dobremu początkowi”[1]. Raszi wyjaśnia: niech prowadzi z nim wojnę.

Człowiekowi wydaje się, że tylko wtedy, gdy czuje bliskość ze Stwórcą, wtedy jest doskonały, i widzi siebie jako tego, kto już dostąpił właściwości oblicza. Ale gdy czuje się oddalony od Stwórcy, sądzi, że nie posuwa się ku doskonałości. Wtedy mówi się: „Pokój, pokój”, to znaczy: pokój, który ogłasza Stwórca.

Jak napisano: „Posłucham, co powie El AWAJa, bo ogłosi pokój swojemu ludowi i swoim pobożnym; niech nie wracają do głupoty” (Pisma, Psalmy 85:9). Trzeba wierzyć tym słowom: Stwórca mówi „pokój” również wtedy, gdy człowiek czuje się od Niego oddalony. Kto bowiem dał mu zrozumieć, że teraz jest bardziej oddalony niż w innym czasie?

Zazwyczaj człowiek zaczyna odczuwać swoje oddalenie właśnie wtedy, gdy zaczyna wkładać więcej wysiłku w Torę i przykazania, gdy jego pragnienie postępu na drodze prawdy się zwiększa, wtedy właśnie widzi siebie jako jeszcze bardziej oddalonego. Jednak, zgodnie z zasadą „przykazanie rodzi przykazanie”, powinien był odczuwać większe zbliżenie. Lecz właśnie o tym powiedziano, że Stwórca przybliża człowieka poprzez to, że pokazuje mu jego prawdziwy stan, aby zwrócił uwagę na pomoc Stwórcy.

Tym samym Stwórca pokazuje człowiekowi, że nie jest on w stanie wygrać tej wojny bez pomocy Stwórcy. W ten sposób stan, w którym człowiek odczuwa swoje oddalenie od Stwórcy, stan nazywany „tylną stroną”, jest w istocie czasem zbliżenia do Stwórcy.


[1] Przyp. tłum. Zachowano kolejność z hebrajskiego tekstu artykułu. W przywoływanym miejscu Talmudu, Berachot, 5a, jest odwrotnie: „Niech człowiek zawsze wzburza dobry początek przeciw złemu początkowi”. To tej drugiej kolejności dotyczy objaśnienie o prowadzeniu walki ze złym początkiem.