Mędrcy powiedzieli (Sukka, 52b): „Rabbi Szymon ben Lakisz powiedział: początek człowieka wzmaga się przeciw niemu każdego dnia i chce go uśmiercić, jak napisano: «Grzesznik czyha na sprawiedliwego i chce go uśmiercić» (Pisma, Psalmy 37:32). Gdyby Święty, błogosławiony On, mu nie pomagał, nie mógłby go pokonać, jak napisano: «AWAJa nie pozostawi go w jego ręku i nie uzna go za winnego, gdy będzie sądzony» (Pisma, Psalmy 37:33)”.
W Zoharze (Wa-jiszlach, komentarz Sulam, pkt 10–11) napisano: „Rabbi Chizkija powiedział: jeśli tak, dlaczego napisano: «I Jaakow pozostał sam» [Tora, Bereszit, 32:25]? Gdzie były wszystkie zastępy aniołów, które, jak mówisz, otaczały go i przyszły z nim? Rabbi Jehuda powiedział: ponieważ naraził się na niebezpieczeństwo, pozostając samotnie w nocy, i widział niebezpieczeństwo na własne oczy. Oni zaś przybyli, aby chronić go tylko przed niebezpieczeństwem niewidocznym dla oka, dlatego odeszli od niego. Wtedy powiedział: «Jestem zbyt mały wobec wszystkich łask i całej prawdy, które okazałeś swojemu słudze» [Tora, Bereszit, 32:11]. Są to zastępy świętych aniołów, które go otaczały, a teraz odeszły, ponieważ naraził się na widoczne niebezpieczeństwo. Rabbi Icchak powiedział: aniołowie odeszli od niego, aby pozostawić go samego z owym zwierzchnikiem Esawa, który przyszedł do niego za pozwoleniem Wyższego”. Z tego sensu wynika pytanie: kiedy aniołowie odeszli? Gdy naraził się na niebezpieczeństwo. Najpierw więc naraził się na niebezpieczeństwo, a potem aniołowie odeszli. O tym powiedziano: „I Jaakow pozostał sam”. Skoro odeszli, gdy to zobaczyli, trzeba powiedzieć, że było to jak wejście jednego i wyjście drugiego.
Trzeba zrozumieć, dlaczego aniołowie nie przychodzą chronić go przed niebezpieczeństwem widocznym dla oka. Jak gdybyśmy mówili, że nie mają siły ochronić go przed rzeczywistym, widocznym niebezpieczeństwem. Kiedy więc mają siłę go chronić? Właśnie wtedy, gdy nie jest ono widoczne. Jeśli jednak niebezpieczeństwo nie jest widoczne, kto wie, że istnieje i potrzebna jest ochrona? To znaczy: dla kogo ma ono być widoczne – dla człowieka? Czy też aniołowie odchodzą, gdy to oni widzą jawne niebezpieczeństwo, choć człowiek o nim nie wie?
Trzeba to zrozumieć w kontekście duchowej pracy. Przede wszystkim należy ustalić, czym w ogóle jest „zagrożenie”, a następnie czym jest „jawne zagrożenie”.
Wiadomo, że porządek pracy zaczyna się od prawej linii. „Prawą” nazywa się to, co nie wymaga naprawy, a „lewą” to, co wymaga naprawy. Jak wyjaśniają mędrcy: skąd wiadomo, że tfilin [zakłada się] na lewą [rękę]? Ponieważ napisano: „I będzie ci znakiem na twojej ręce” (Tora, Szemot, 13:16) – jadcha (ידכה), odczytane jako jad keha, „słaba ręka”[1]. Mędrcy powiedzieli też: „Lewa odpycha, prawa przybliża”.
Dlatego, gdy prowadzi się człowieka drogami pracy, zaczyna się od prawej. W prawej nie ma bowiem zagrożenia dla życia duchowego i człowiek zawsze może dodawać i postępować. Prawa linia nazywa się Hesed: człowiek ceni Torę i przykazania i mówi, że Stwórca okazał mu dobro, dając mu myśl i pragnienie wypełniania Tory i przykazań. Nawet najprostsza intencja – gdy nie zna myśli, które powinien mieć przy wypełnianiu przykazań i zajmowaniu się Torą, a jedynie wie, że wypełnia przykazania Stwórcy, przekazane nam przez Moszego, naszego nauczyciela, pokój mu – wystarcza, aby zobowiązać go do wypełniania Tory i przykazań według swoich możliwości. To mu wystarcza. Dlatego za każdy czyn w Torze i przykazaniach dziękuje Stwórcy i chwali Go za to dobro: za myśl i pragnienie ich wypełniania. Przy każdym przykazaniu dziękuje i chwali Stwórcę, że pozwolił mu mieć udział w Torze i przykazaniach. Nie jest ważne, jak wiele: uczy się przez tyle czasu, na ile ciało mu pozwala, i dokłada wszelkich możliwych starań, aby wypełniać przykazania. Cieszy się, że może wykonywać wolę Stwórcy, czego nie dano innym ludziom takim jak on – Stwórca nie dał im rozumu i pragnienia do wypełniania Jego przykazań.
Ale to jeszcze nie nazywa się, że idzie prawą linią, ponieważ brakuje lewej linii. Prawa linia objawia się tylko w połączeniu z lewą; bez niej to po prostu jedna linia.
Dlatego, gdy uczy się człowieka dróg Stwórcy, mówi się mu: wiedz, że Stwórca nie chce od ciebie niczego poza wypełnianiem Tory i przykazań z największą prostotą. To ci wystarczy; nie potrzebujesz wielkich intencji jak wielcy sprawiedliwi. Stwórca wymaga od człowieka wypełniania Tory i przykazań według jego rozumu, zgodnie z właściwościami i zdolnościami, z którymi się urodził. Nie można wymagać od niego, aby zajmował się Torą i przykazaniami tak jak ludzie o wielkich zdolnościach lub odważnym sercu. Każdy według właściwości, z którą się urodził.
Jak mówi święty Ari: „Nie ma dnia podobnego do drugiego, chwili podobnej do drugiej ani człowieka podobnego do drugiego; galbanum naprawi to, czego nie naprawi kadzidło[2]”. Każdy człowiek powinien więc naprawić siebie i właściwość, z którą się urodził. Nie wymaga się od niego niczego ponad siłę i rozum, z którymi się urodził. Jedna linia oznacza zatem, że mówi się mu: nie musisz szukać braków w swojej pracy.
A jeśli człowiek w najprostszy sposób wypełnia Torę i przykazania, to już uważa się to za wiele, ponieważ tym samym wypełnia on rozkaz Króla. Człowiek powinien dokonać rachunku i docenić swoją pracę w całej jej prostocie, to znaczy wypowiadając słowa modlitw i błogosławieństw, zarówno nad przykazaniami, jak i nad przyjemnościami, powinien zapytać siebie: do kogo się zwraca? Wtedy niewątpliwie poczuje się inaczej, mimo że jeszcze nie rozumie sensu wypowiadanych modlitw; ale to już samo w sobie jest bardzo ważne, ponieważ nie jest ważne, co człowiek mówi, ale do kogo kieruje te słowa.
Gdy wykonuje jakieś przykazanie, na przykład zakłada cicit, widzi, że wielu jehudim na świecie nie otrzymało możliwości zakładania cicit. Jemu zaś przypadło w udziale wypełnić przykazanie Stwórcy. Ileż wdzięczności powinien za to okazać Stwórcy! Dlatego według swego prostego rozumu, w miarę wiary w wielkość Stwórcy i w wielki przywilej wykonywania Jego woli, wypowiada błogosławieństwo: „Błogosławiony jesteś Ty, AWAJa”. Błogosławi Stwórcę i bardzo Mu dziękuje za to, że dał mu to, czego nie dał innym. Podobnie, gdy wypowiada błogosławieństwo nad przyjemnościami, dziękuje Stwórcy za to, że pozwolił mu wierzyć, iż to Stwórca ustanowił przyjemności, aby ludzie mogli z nich korzystać. Inni ludzie nie mają tego zrozumienia, by wierzyć, że Stwórca dał im wszystko, z czego mogą czerpać przyjemność. Tak też wśród osiemnastu porannych błogosławieństw człowiek mówi: „Błogosławiony jesteś Ty, AWAJa, który nie uczyniłeś mnie gojem”, bardzo dziękując Stwórcy za to, że uczynił go Israelem. Widzimy więc, że powinniśmy dziękować Stwórcy nawet za najmniejszy udział w świętości i uważać go za coś wielkiego. Choć nie potrafimy tego ocenić, powinniśmy w to wierzyć.
Słyszałem od mojego ojca i nauczyciela, Baal Sulama, który powiedział pewnego razu: jakkolwiek potrafimy ocenić znaczenie Tory i przykazań liszma, w rzeczywistości lo liszma, które wykonujemy, jest nieporównanie ważniejsze niż nasza ocena liszma. To znaczy: nie mamy siły ocenić zadowolenia, jakie ma Stwórca z tego, że chcemy wypełniać Jego wolę. Każdy czyn wykonany na dole, w tym świecie, wywołuje pobudzenie na górze, w wyższych światach, jak mówi Zohar: „Przez działanie na dole budzi się działanie na górze”. Człowiek, który nie dostąpił jeszcze wejścia do pałacu Króla i osiągnięcia świateł odnawiających się dzięki czynom niższych, może jedynie wierzyć, że tak jest.
Kiedy człowiek przychodzi do domu modlitwy, i wypowiada tam jeden werset do Stwórcy, nie sposób ocenić ważności takiego działania dla Stwórcy, ponieważ wtedy człowiek dokonuje działania, do którego nie można niczego dodać, i to jest oznaka tego, że w działaniu tym jest doskonałość, tak jakby wykonał je z intencją, jak doskonali sprawiedliwi. To znaczy, że kiedy mówi mu się, że są sprawiedliwi, którzy dodają do działania tylko intencję, to działanie przez to się nie zwiększy. Dlatego o nim powiedziano: „nie dodawaj i nie ujmuj”. Ale mówi się mu, że działanie z intencją jest nie dla niego, że to dotyczy tylko wybranych.
Ale w rzeczywistości, jeśli to jest jego doskonałość, to kieruje on całą swoją energię i siłę na zachowanie wszystkiego, co otrzymał z wychowania. I wie, że wszystko, co powinien robić, to tylko troszczyć się o ilość. A jakość, czyli pogłębienie intencji, powody zobowiązujące do zachowywania Tory i przykazań, zna z wychowania, jakie otrzymał wcześniej. Przekazano mu ogólnie, że za pracę w przestrzeganiu Tory i przykazań będzie miał ten świat i przyszły świat. I to nazywa się, że idzie jedną linią, i ona wcale nie jest prawą! Ponieważ nie ma tu właściwości lewej, a prawa linia nie może istnieć bez lewej.
I na tej drodze nie ma dla niego żadnego zagrożenia utraty poziomu duchowego. A będzie stale posuwać się naprzód, ponieważ jego podsumowanie działalności będzie mierzone według ilości. I każdego dnia będzie zwiększał ilość wykonywanych przykazań, dlatego będzie ciągle się rozwijał, widząc, że tylko zwiększa ilość przykazań. Załóżmy, że osiągnął np. wiek dwudziestu lat, mając za sobą siedem lat wypełniania Tory i przykazań, a kiedy osiągnął trzydziesty rok życia, ma już siedemnaście lat wypełniania Tory i przykazań. I wychodzi, że to bezpieczna droga, na której nie ma zagrożenia dla jego „życia duchowego”, ponieważ ma podstawę do mierzenia swojego postępu. Dlatego droga ta nazwana jest bezpieczną: nie ma na niej miejsca na upadek z poziomu, nie ma rozpaczy z powodu niepowodzenia w pracy duchowej, i dlatego zawsze można być spokojnym. A wszystkie jego troski polegają na tym, że boli go to, że inni ludzie, którzy go otaczają, nie postępują tak jak on. I tylko z tego powodu się martwi. Ale w sobie widzi powód do radości, ponieważ ma zapas wypełnionych przez siebie przykazań Tory.
W czasie, gdy mówi się człowiekowi, że istnieje jeszcze jedna droga, która nazywa się lewa linia, to znaczy, że będąc w lewej linii, człowiek widzi, że nawet jeśli wkłada wysiłek w Torę i przykazania, to jednak musi naprawiać siebie – nie same działania, lecz intencję, z jaką te działania są wykonywane, i która jest powodem zobowiązującym go do wypełniania Tory i przykazań. Ale to już uważane jest za „niebezpieczną drogę” z dwóch powodów.
1. Ciało nie może pracować bez bodźca, potrzebuje energii do pracy. Ale mówi się człowiekowi, że całe jego wynagrodzenie polega na tym, by zasłużyć na możliwość sprawienia nasłodzenia Stwórcy. Ciało nie zawsze rozumie, że ten powód wystarcza, by dać człowiekowi siły do pracy, ponieważ jest to przeciwne naturze człowieka, który dąży do tego, by wszystko otrzymywać tylko dla siebie. Dlatego, kiedy wcześniej liczył swój wysiłek, będąc w jednej linii, czyli opierając się na wynagrodzeniu zarówno w tym świecie, jak i w przyszłym, to było to dla ciała zrozumiałe, że dla takiej zapłaty warto się starać.
Ale gdy mówi mu się, że musi dodać do swoich działań jeszcze intencje – intencje do każdego wykonywanego działania, intencje sprawienia nasłodzenia swoimi czynami Stwórcy, wtedy człowiek zostaje bez sił do pracy, a jego ciało domaga się wyjaśnień: „Jak to możliwe, że ja będę się trudził i rezygnował z wielu rzeczy, które przynoszą ciału przyjemność, tylko po to, by cieszył się Stwórca?”. Dlatego właśnie ta droga niesie niebezpieczeństwo, że człowiek utraci całe swoje duchowe życie, nawet to, co zdobył pracując w jednej linii.
2. Drugi powód niebezpieczeństwa jest taki: nawet gdy człowiek za każdym razem się przezwycięża i chce pracować z intencją oddawania, widzi, że w intencji nie zdołał się przezwyciężyć. Zawsze widzi coś przeciwnego [postępowi]. Pracując jedną linią, widział postęp: po dziesięciu latach miał Torę i przykazania dziesięciu lat, a po dwudziestu latach miał dorobek dwudziestu lat. Tutaj zaś, w prawej linii[3], jest odwrotnie: gdy minęły trzy lata, a on nie potrafi nadać swoim czynom intencji oddawania, jest jeszcze bardziej złamany i przygnębiony. Już trzy lata pracuje na drodze oddawania, a nie ma na co spojrzeć – nie ma żadnego dorobku, choć włożył w pracę trzy lata. Tym bardziej, gdy włożył pięć lat i tak dalej. Im więcej czasu poświęcił pracy, tym bardziej widzi, że jest gorzej.
W rzeczywistości jednak, jak powiedział mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, z jednej strony można powiedzieć, że człowiek zbliża się do prawdy, czyli do rozpoznania zła. Zanim rozpoczął pracę, sądził, że jego zło nie jest aż tak wielkie, aby nie mógł go przezwyciężyć. Jest to jak powiedzieli mędrcy (Sukka, 52a): „Grzesznikom zły początek wydaje się jak włos, a sprawiedliwym jak wysoka góra”. Z drugiej strony człowiek musi widzieć prawdę taką, jaka jest: jego zło nie ustąpiło ani na włos. Stąd niebezpieczeństwo, że popadnie w rozpacz, uchowaj Boże, mówiąc, iż lo liszma nie ma wartości, bo istotą pracy jest sprawienie zadowolenia Stwórcy, a w tym nie potrafi się przezwyciężyć. Idąc lewą linią, może więc, uchowaj Boże, zostać całkowicie odepchnięty od życia duchowego, gdyż podważył już wartość lo liszma. Pozostaje zatem pozbawiony i tego, i tamtego, bez żadnego oparcia w życiu świętości.
Dlatego prowadzi się człowieka tylko jedną linią, jak powiedziano wyżej. Jeśli jednak budzi się sam i ma własny impuls, zaczyna szukać prawdy: czy droga, którą go poprowadzono, jest na zawsze? Czy też jedynie na początku pracy nie ujawniono mu lewej linii, czyli konieczności naprawy siebie, aby wszystkie jego czyny były dla imienia niebios? Jest to jak mówi Rambam (Prawa tszuwy, 10:5): „Mędrcy powiedzieli: niech człowiek zawsze zajmuje się Torą, nawet lo liszma, gdyż z lo liszma dochodzi się do liszma. Dlatego gdy uczy się dzieci, kobiety i ogół ludzi niewykształconych, uczy się ich służyć jedynie z lęku i po to, by otrzymać nagrodę. Dopiero gdy zwiększy się ich wiedza i zdobędą więcej mądrości, stopniowo ujawnia się im tę tajemnicę i łagodnie przyzwyczaja się ich do tego, aż to osiągną i poznają z miłości”.
Dlatego należy iść, wykorzystując zarówno prawą, jak i lewą linię – nawet mając świadomość, że prawda zawiera się w pracy dla Stwórcy. Droga, którą szedł wcześniej, pozwalała rozpoznać tylko jedną linię, a teraz ta linia otrzymała nową nazwę i stała się linią prawą. Ale co nam to daje, że teraz tę linię nazywamy prawą? Odpowiedź polega na tym, że teraz dodano do prawej linii intencję. To znaczy, prawa linia otrzymuje właściwą jej intencję, a kiedy człowiek szedł jedną linią, to tej intencji nie było. Najważniejsze jest to, że człowiek nie może pomijać lewej linii i iść tylko w prawej, ponieważ nie ma prawej bez lewej. Dlatego wcześniej, idąc tylko jedną linią, nie wiedział, że istnieje inna droga. A teraz, w zestawieniu z tą jedną linią, istnieje także lewa, a ta, która wcześniej była jedyną, stała się prawą.
Oznacza to, że doskonałość, którą otrzymuje teraz, nie wynika z chodzenia bez żadnych braków. Czuje się doskonały i cieszy się pracą jak przed wejściem w lewą linię, lecz z innego powodu. Tutaj, w prawej linii, doskonałość wynika z tego, że widzi siebie jako prostego człowieka i wie, iż istnieje droga prawdy – praca dla imienia niebios. Widzi jednak, że jest od niej daleki: ciało nie pozwala mu całkowicie anulować się przed Stwórcą, aby wszystkie dążenia jego życia służyły oddawaniu. Mimo to widzi, że Stwórca dał mu siłę choć trochę dotknąć świętości, a inni nie mają takiej siły. Dlatego dziękuje Stwórcy i chwali Go. W takim stanie znajduje się w doskonałości.
Teraz jednak, gdy rozpoczął pracę w lewej linii i zrozumiał, że istotą jest praca oddawania, trudno mu zadowolić się małym. [Myśli:] jeśli pracować, to warto pracować po to, by dojść do doskonałości. Ciało nie ma natomiast paliwa, by wkładać siły tylko dla dostąpienia niewielkiego kontaktu ze świętą pracą. Jest to jak napisano: „Wszędzie, gdzie jest brak w świętości, klipot mają punkt zaczepienia”. Klipot dają mu do zrozumienia: za tak małą nagrodę, aby mieć tylko niewielki udział w świętości, musisz wkładać tak wielkie siły? Klipot mają więc moc oddalić go od świętości w pozornie słuszny sposób. Nie mówią mu, że nie warto wkładać sił w osiągnięcie świętości. Świętość, czyli służenie Królowi, z pewnością jest czymś wielkim. „Ale sam widzisz, że nie masz do tego sił”. Wtedy powstaje niebezpieczeństwo całkowitego odejścia od pracy: ciało ma teraz silny punkt zaczepienia w jego pracy, ponieważ człowiek sam widzi w niej swoje braki.
Podczas gdy wcześniej, w jednej linii, jasno wiedział, że to jego doskonałość, a praca dla Stwórcy dana jest tylko wielkim ludziom, którzy urodzili się z wielkimi zdolnościami, dobrymi cechami i wielkimi siłami, by pokonać ciało i nim zarządzać, i co postanowią, to potrafią uczynić, i nikt nie ma sił ich zatrzymać. A od niego wymagane jest tylko to, co jest w stanie zrobić. To znaczy: co potrafisz czynić – czyń, i tym samym spełniłeś swój obowiązek, jak powiedziano: „Tora nie została dana aniołom służebnym”, lecz całemu ogółowi, każdemu według jego możliwości. Ale po tym, jak człowiek zaczął iść lewą linią i poczuł, że również on musi dojść do zjednoczenia ze Stwórcą, pracować na oddawanie, natychmiast traci poczucie doskonałości, które miał w prawej linii, ponieważ lewa linia teraz mu przeszkadza. Tutaj zaczyna się praca w wierze ponad wiedzą.
W ten sposób człowiek powinien wierzyć, że praca dla Stwórcy jest bardzo ważna. I przy tym nieistotne, czy osiągnie prawdziwą doskonałość, czy tylko tę miarę, która mu się należy. I chociaż jeszcze nie zasłużył na pracę dla Stwórcy w stu procentach, a jak dotąd tylko w bardzo małym procencie, to uważa to za wielkie bogactwo, którego wartości nie potrafi ocenić. Widzimy, że pracując w tej linii, należy za każdym razem podnosić stopień ważności duchowości. Nawet nie odczuwając jeszcze świata duchowego, człowiek powinien wierzyć ponad wiedzą w jego wielkość. I wtedy powinien powiedzieć sobie, że na razie musi wierzyć ponad wiedzą w ważność duchowości dlatego, że jeszcze nie zasłużył, by odczuć tę ważność i wielkość. A poczuć całe to dobro i nasłodzenie, które istnieje w duchowości, jeszcze nie może, ponieważ pogrążony jest jeszcze w swoim egoizmie, i musi wierzyć, że kiedy będzie godzien, to wszystko to poczuje.
Widzimy, że człowiek powinien wierzyć ponad wiedzą nie z powodu braku wyższego światła, zawartego w Torze i przykazaniach, lecz ten brak jest skutkiem nieprzygotowania kli do jego przyjęcia. I Stwórca wie, kiedy będę godny, i z pewnością pozwoli mi poczuć nasłodzenie, zawarte w Torze i przykazaniach.
Wynika z tego, że konieczność wiary ponad wiedzą nie oznacza, iż nie ma możliwości odczuć zawartego w Torze i przykazaniach dobra, bo światło jest ukryte i nie można go osiągnąć. Cóż oznaczałyby wtedy słowa „one są naszym życiem”, odnoszące się do Tory i przykazań? Człowiek musi wierzyć ponad wiedzą, dopóki nie naprawił swojego kli otrzymywania. Kiedy jednak ukończy naprawę, dobro i nasłodzenie rozprzestrzenią się w każdej rzeczy świętości, którą się zajmuje.
A więc jeśli człowiek idzie prawą linią, wierząc ponad wiedzą w ważność i wielkość Tory i przykazań, to w miarę tej wiary może wywyższyć i uczynić ważnym nawet swój najmniejszy związek z duchowym, nawet na poziomie lo liszma de-lo liszma, i w tej mierze może być już radosny i szczęśliwy, ponieważ tym spełnia wolę Stwórcy.
Ale po tym musi przejść do pracy w lewej linii, czyli powinien sprawdzić swoje działania: czy rzeczywiście są one skierowane na osiągnięcie zjednoczenia ze Stwórcą. Napisano: „Stworzyłem zły początek, stworzyłem Torę jako przyprawę” – czy ku temu celowi zmierza człowiek? I to nazywa się, że naraża się na niebezpieczeństwo, jak było powiedziane wyżej. Widzimy, że wtedy, gdy idzie lewą linią, jego praca polega głównie na modlitwie, czyli by prosił Stwórcę o pomoc, jak powiedziano: „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają”.
I teraz wróćmy do pytania o aniołów otaczających Jaakowa, postawionego na początku rozważania. Zohar wyjaśnia, że aniołowie przyszli chronić Jaakowa, co oznacza pomoc przychodzącą z góry, aby dać mu możliwość pójścia dalej. Ale pomoc z góry przychodzi wtedy, gdy człowiek już rozpoczął swoją pracę i znajduje się w jej środku, i krzyczy o pomoc. Ale zanim zacznie swoją pracę – pomoc nie może nadejść.
Gdy więc Jaakow podjął pracę i już naraził się na niebezpieczeństwo, prosząc Stwórcę o pomoc, posłano mu aniołów, aby go chronili i by mógł wygrać walkę, w którą już wszedł. Natomiast gdy zakończył rozpoczętą pracę, otrzymawszy pomoc aniołów, chciał rozpocząć nową pracę, nazywaną „małymi dzbanuszkami”[4]. Początek pracy jest ciemnością, nazywaną „nocą”. To nazywa się „niebezpieczeństwem widocznym dla oka”, gdyż w miejscu ciemności, nazywanym lewą linią, istnieje niebezpieczeństwo. Musi jednak zacząć sam. Potem, gdy widzi, że nie potrafi, zaczyna prosić Stwórcę o pomoc i ponownie otrzymuje pomoc z góry.
[1] Przyp. tłum. W tym wersecie jadcha, „twoja ręka”, zapisano jako jadcha (ידכה), z dodatkową literą hej. Mędrcy odczytują ten zapis jako jad keha (יד כהה), „słaba ręka”. To objaśnia wskazanie lewej ręki w przytoczonej wykładni (Menachot, 37a).
[2] Przyp. tłum. Galbanum (chelbena חלבנה) i kadzidło olibanowe (lewona לבונה) są różnymi składnikami kadzidła świątynnego. Porównanie podkreśla odrębność zadania każdego człowieka; nazwy te nie oznaczają dwóch odmian tego samego składnika.
[3] Przyp. tłum. W hebrajskim tekście jest tu be-kaw jamin (בקו ימין), „w prawej linii”. Kontekst tego akapitu i dalszy wywód dotyczą jednak kontroli braków w lewej linii. Może to być omyłka tekstu źródłowego; zachowano jego brzmienie.
[4] Przyp. tłum. Pakim ktanim (פכים קטנים) to małe dzbanuszki. Jest to nawiązanie do wyjaśnienia, dlaczego Jaakow pozostał sam: wrócił po drobne naczynia (Chullin, 91a). Rabasz wiąże ten motyw z rozpoczęciem nowej pracy.