Prawda i wiara to dwa przeciwstawne pojęcia. Widzimy, że w naszej modlitwie, którą ustanowili członkowie Wielkiego Zgromadzenia, również są dwie przeciwstawne rzeczy. Z jednej strony porządek modlitwy jest tak zbudowany, że należy ją wypowiadać właśnie wtedy, gdy człowiekowi czegoś brakuje. Mędrcy również powiedzieli, że modlitwa powinna pochodzić z głębi serca, czyli by brak był odczuwany całym sercem.
To znaczy, że w sercu nie powinno być żadnego, nawet najmniejszego miejsca, gdzie panowałaby pełnia, kompletność; przeciwnie – całe serce powinno przedstawiać sobą brak. I im większy ten brak, tym lepiej modlitwa zostaje przyjęta.
Do wersetu „Modlitwa biednego, gdy słabnie i wylewa przed Stwórcą swą skargę” (Pisma, Psalmy 102:1) Zohar (Balak, komentarz Sulam, p. 187–188) mówi o trzech modlitwach: „Modlitwa Moszego – to taka modlitwa, której nie ma podobnej u innego człowieka; modlitwa Dawida – to modlitwa, której nie ma u innego króla; i jest jeszcze modlitwa biedaka. Która z nich jest najważniejsza? Modlitwa biedaka, gdyż ta modlitwa poprzedza modlitwę Moszego i modlitwę Dawida oraz wszystkie inne modlitwy, jakie tylko istnieją na świecie. Jaki jest sens tego? Powiedziano, że serce biednego jest złamane. A Stwórca, jak wiadomo, jest blisko tych, których serce jest złamane. I biedak zawsze spiera się z Nim, a Stwórca uważnie słucha jego słów”.
Według Księgi Zohar wynika, że najlepsza modlitwa jest właśnie u człowieka ze złamanym sercem, który nie ma niczego dla ożywienia duszy; o takim stanie mówi się, że modlitwa pochodzi z głębi serca. I ta modlitwa jest najważniejsza spośród wszystkich modlitw, jakie tylko są na świecie, ponieważ taki człowiek nie ma niczego, o czym mógłby powiedzieć: „Ja mam, a inny nie ma”, i ten człowiek jest przepełniony brakami. I to jest czas i miejsce prawdziwej modlitwy, wyrywającej się z głębi serca. To znaczy, im większy brak, tym bardziej istotna jest modlitwa.
Poza samą modlitwą, czyli prośbą, mędrcy ustanowili też porządek pochwały i dziękczynienia, które znajdują się w sprzeczności z samą prośbą. Jak przyjęto na całym świecie, jeśli jeden człowiek zrobi drugiemu coś dobrego, to ten drugi mu dziękuje, lecz wielkość wdzięczności zawsze określa się ilością tego dobra, które zostało uczynione.
Na przykład ktoś pomógł drugiemu znaleźć źródło utrzymania, które pokrywa tylko połowę potrzeb jego domu. W tym przypadku jego wdzięczność nie jest jeszcze pełna. Ale jeśli jeden z przyjaciół nie tylko całkowicie zaspokoił wszystkie potrzeby drugiego, ale dał jeszcze więcej, to oczywiście ten drugi będzie mu dziękował z całej duszy i całego serca.
Zgodnie z powyższym wynika, że gdy człowiek dziękuje Stwórcy i oddaje Mu chwałę, i czyni to z całej duszy, to oczywiście musi widzieć, że Stwórca zaspokaja wszystkie jego potrzeby, w przeciwnym razie jego wdzięczność nie będzie miała pełni.
Człowiek powinien starać się zobaczyć, że wszystkie jego braki są uzupełnione przez Stwórcę. I tylko wtedy człowiek może szczerze Mu dziękować, i właśnie to jest pieśniami i pochwałami, która została ustanowiona przez mędrców w modlitwach.
Okazuje się, że sama modlitwa i prośba z jednej strony, a pieśni i pochwały – z drugiej, znajdują się ze sobą w sprzeczności. Ponieważ sama modlitwa i prośba są pełne tylko wtedy, gdy człowiek jest dosłownie przepełniony brakami, pragnieniami. Zupełnie inaczej jest, gdy mowa o pieśniach i pochwałach – wtedy człowiek powinien mieć zaspokojone wszystkie pragnienia, by jego wdzięczność była szczera.
I trzeba zrozumieć, dlaczego, tak naprawdę, mędrcy ustanowili właśnie taki porządek modlitw, jaka była w tym konieczność i co daje nam ten porządek? I jeszcze: jak można pogodzić te dwie sprzeczności?
Ari powiedział (TES, część 9, p. 83, ustęp zaczynający się od słów „W kobiecie powinny być wrota”): „W łonie kobiety muszą być «wrota» i są one potrzebne po to, by nie pozwolić płodowi wyjść na zewnątrz, dopóki nie zostanie on całkowicie uformowany, a także powinna mieć «siłę», formującą płód”.
I wyjaśnia sens tego, że w świecie materialnym, jeśli wskutek jakiegoś zakłócenia w łonie matki dojdzie do poronienia, czyli płód „wyjdzie” na zewnątrz nie do końca rozwinięty, to takiego procesu nie można nazwać porodem, ponieważ płód nie jest zdolny do życia. Dlatego mówi się, że doszło do poronienia, to znaczy, że się nie urodził, lecz „wypadł”.
Tak samo i w światach duchowych. W „iburze” – okresie rozwoju duchowego płodu, są dwa poziomy:
- Sam „ibur”, czyli poziom „małego stanu”, i to jest jego prawdziwa forma; ale ten stan uważa się za niewystarczający. A jeśli w jakimkolwiek miejscu w systemie świętości istnieje jakiś brak, to jest to punkt zaczepienia dla klipot. I wtedy mogą one doprowadzić do „poronienia”, czyli upadku duchowego płodu przed ukończeniem jego iburu. Przez „poronienie” w światach duchowych rozumie się duchowy obiekt, którego upadek następuje przed zakończeniem procesu jego rozwoju.
- Dlatego potrzebne jest coś, co powstrzymuje ten upadek: daje się płodowi doskonałość, czyli duży stan (gadlut).
Ale jak można dać płodowi duży stan (gadlut) w okresie, kiedy nie może on jeszcze otrzymać w pełni nawet małego stanu (katnut), skoro nie ma jeszcze kelim, w które mógłby otrzymywać, aby obdarzać?
Na to jest wyjaśnienie. Mędrcy mówią, że płód w łonie matki je to, co je jego matka. Powiedziano też: „Płód jest udem matki”, czyli dopóki płód znajduje się w łonie matki, nie jest odrębną istotą, dlatego wszystko, co niezbędne, otrzymuje od matki, czyli wszystko otrzymuje poprzez matczyne kelim.
Dlatego, jeśli płód nie ma jeszcze kelim, do których można byłoby otrzymać „duży stan”, to mimo to może go otrzymać w kelim wyższego, który jest jego „matką”, ponieważ całkowicie unieważnia się wobec matki i nie ma odrębnej władzy. To nazywa się iburem – całkowitym unieważnieniem wobec wyższego.
A kiedy płód otrzymuje duży stan (gadlut), staje się pełny, kompletny. Teraz klipot nie mają już punktu zaczepienia, dlatego to nazywa się siłą powstrzymującą, hamującą. I ta siła nie pozwala duchowemu płodowi „wypaść”, podobnie jak w świecie materialnym matka stara się chronić swoje dziecko, które nosi pod sercem, aby nic mu się nie stało.
Z powyższego wynika, że w duchowej pracy człowieka istnieją dwa stany. Pierwszy – to prawdziwy stan, w którym znajduje się człowiek, czyli jego mały stan. W tym stanie wszystko, co myśli i robi, należy do małego stanu. Człowiek zaczyna go odczuwać w czasie, gdy chce iść drogą prawdy, czyli pracą w celu obdarzania. Wtedy zaczyna widzieć, jak daleko jest od pojęcia pragnienia obdarzania, że nie jest w stanie wykonać żadnego działania, aby obdarzyć. I to nazywa się poziomem prawdy, czyli jest to prawdziwy stan, w którym się znajduje.
Ponieważ jest to mały stan, może pojawić się zaczepienie dla sitra achra (ס״א), a człowiek może popaść w rozpacz. Jego wejście w pracę jest iburem, który może zakończyć się poronieniem: upadkiem ze swojego poziomu, jak materialny płód wypadający z łona matki, który nie może pozostać przy życiu. Tak samo w duchowości człowiek upada ze swego poziomu i potrzebuje potem nowego iburu – musi rozpocząć pracę od nowa, jak gdyby nigdy nie służył Stwórcy.
Dlatego właśnie istnieje siła, która chroni duchowy „płód” przed wypadnięciem na zewnątrz. Człowiek powinien mieć odczucie pełni i doskonałości, czyli powinien czuć, że nie ma żadnego braku w duchowej pracy, że teraz jest blisko Stwórcy, że ma pełne zjednoczenie z Nim. Wtedy nikt nie może mu powiedzieć:
„Przecież widzisz, że nie masz żadnego postępu w pracy Stwórcy. Trudzisz się więc na próżno i nie nadajesz się do świętej służby. Powinieneś iść jak ogół. Dlaczego robisz tyle zamieszania, chcąc być na poziomie wyższym od ogółu? Co prawda praca ogółu nie daje ci zadowolenia.
To właśnie skłoniło cię do przyjęcia myśli i pragnień, że trzeba wyjść z pracy ogółu i posunąć się dalej ku prawdzie. To prawda. Niemniej jednak widzisz, że choć chcesz iść drogą prawdy, nie jesteś na to gotowy – albo z powodu braku zdolności, albo z powodu niewystarczającej siły do przezwyciężania swojej natury, której podstawą jest egoizm. Dlatego porzuć tę duchową pracę i wróć do stanu ogólnej masy ludzi, niech twoje serce nie wywyższa się ponad braci; lepiej zejdź z tej drogi”.
I aby człowiek nie znalazł się pod władzą tych rozważań, potrzebna mu jest siła powstrzymująca. To znaczy, że powinien wierzyć wiarą ponad wiedzę w to, że zaczął postępować drogą prawdy, i że jest to bardzo wielki i ważny sukces. I nie ma on możliwości ocenić ważności tego, że zaczął iść tą drogą. To bowiem jest całe kli, w którym zamieszka światło Stwórcy.
Ale dzieje się to w kelim wyższego, czyli Stwórca wie, kiedy dany człowiek powinien poczuć swoje zjednoczenie z Nim. W swoich własnych kelim człowiek czuje się o wiele gorzej niż wcześniej, gdy szedł zwykłą drogą, podobnie jak wszyscy inni, kiedy każdego dnia czuł, że coś dodaje do przestrzegania Tory i przykazań. Teraz zaś, gdy człowiek zaczął iść swoją własną drogą, czyli cały czas rozważa, ile działań może wykonać w celu obdarzania, na ile może pozbyć się egoizmu – w tym okresie wszystko wygląda zupełnie inaczej.
Im bardziej człowiek zbliża się do prawdy, tym wyraźniej widzi, że nie może wyjść z miłości własnej. Mimo to w kelim wyższego, czyli ponad wiedzę, może się wznieść i powiedzieć: „Cóż mi zależy, czym obdarzam Stwórcę? Chcę, żeby Stwórca przybliżył mnie do Siebie. Z pewnością wie, kiedy nadejdzie mój czas, abym także odczuł, że mnie przybliżył. Tymczasem wierzę, że na pewno wie, co jest dla mnie dobre. Dlatego daje mi odczucia, których doznaję”.
Dlaczego jednak Stwórca chce prowadzić mnie właśnie tak – żebym na drodze wiary wierzył, że postępuje ze mną jako Dobry i Czyniący dobro? Dał mi znak pozwalający poznać, czy w to wierzę: ile mam radości, na ile potrafię Mu za to dziękować i na ile mogę dziękować i wysławiać Jego imię. Musimy powiedzieć, że jest to dla naszego dobra: właśnie drogą wiary możemy dojść do celu zwanego „otrzymywaniem w celu obdarzania”. W przeciwnym razie Stwórca z pewnością mógłby prowadzić nas drogą wiedzy zamiast drogą wiary.
I teraz nadszedł czas, aby zrozumieć odpowiedź na pytanie, które zadaliśmy na początku. Po co potrzebne są dwa pojęcia, znajdujące się w sprzeczności? Z jednej strony, musimy iść drogą prawdy, czyli uświadamiać sobie nasz rzeczywisty stan, i badać, jak oddalamy się od miłości własnej i zbliżamy do miłości bliźniego oraz jak bardzo brakuje nam, by na świecie „wywyższyło się i uświęciło Jego imię”.
Widzimy, że póki co duchowość nie jest dla nas zbyt ważna. Czujemy, że mamy wielki brak. Należy też zobaczyć, jak bardzo się tym martwimy i jak boli nas oddalenie od Stwórcy. I to wszystko nazywa się prawdą; to znaczy, że odczuwamy nasz stan zgodnie z naszymi własnymi organami percepcji, naszymi uczuciami.
Dany nam jest też jeszcze sposób wiary ponad wiedzę, czyli nie liczyć się z naszymi uczuciami i poznaniem. Jak powiedziano: „Mają oczy, a nie widzą; mają uszy, a nie słyszą” (Pisma, Psalmy 115:5–6), czyli trzeba wierzyć, że Stwórca sprawuje opatrzność, i On wie, co jest dla nas dobre, a co złe. Dlatego Stwórca chce, abym odczuwał mój stan tak, jak go odczuwam. I dla mnie osobiście nie jest ważne, jak się czuję, ponieważ chcę sprawiać przyjemność Stwórcy.
Dlatego najważniejsze, co powinienem robić – to służyć w imię Stwórcy. I chociaż czuję, że nie ma żadnej doskonałości w mojej pracy, to jednak w kelim wyższego, czyli ze strony wyższego, jestem całkowicie doskonały, jak napisano: „Żaden wygnany nie pozostanie od Niego wygnany”. Dlatego jestem zadowolony ze swojej pracy: mam przywilej służyć Królowi, nawet na najmniejszym stanowisku. Traktuję to jako wielki zaszczyt, że Stwórca dał mi możliwość choć trochę zbliżyć się do Niego.
Daje nam to dwie rzeczy:
- Prawda – to kiedy człowiek widzi swoje prawdziwe położenie, i dlatego ma możliwość szczerej modlitwy, ponieważ wtedy odczuwa brak, który trzeba wypełnić. Dlatego człowiek może modlić się do Stwórcy i prosić, aby On wypełnił jego brak, i wtedy może wznosić się po stopniach świętości.
- Wiara – to poziom pełni, doskonałości, który daje człowiekowi możliwość szczerze dziękować i wysławiać Stwórcę, i wtedy może się radować.