W Torze powiedziano: „A oto imiona synów Israela, którzy przyszli do Egiptu… I powstał nad Egiptem nowy król, który nie znał Josefa… I zniewolili Egipcjanie synów Israela ciężką pracą… I jęczeli synowie Israela z powodu pracy, i wołali, i wzniósł się ich krzyk z powodu pracy do Stwórcy, i usłyszał Stwórca ich jęki…”.
Trzeba zrozumieć, co oznacza „i wzniósł się ich krzyk z powodu pracy do Stwórcy…”. Czyżby nie doświadczali w Egipcie większych cierpień niż sama praca? Sens jest taki, że cały ich krzyk, czyli wszystkie ich cierpienia, pochodziły wyłącznie z pracy. Powiedziano również: „…i usłyszał Stwórca ich jęki…”, to znaczy, że ich modlitwa została wysłuchana dzięki jękom, których przyczyną była tylko praca.
Wyjaśnijmy to metodą kabalistyczną. Wiadomo, że człowiek nie zacznie pracować w oddawaniu (altruistycznie), jeśli nie ma ku temu powodów, jak powiedziano w Zoharze (Księga 8, pkt 190–191): „Istnieją dwie przyczyny, które pobudzają do wykonywania Tory i przykazań:
- pragnienie otrzymywania przyjemności z tego świata. Człowiek boi się, że jeśli nie będzie przestrzegał Tory i przykazań – Stwórca go ukarze;
- pragnienie otrzymania przyjemności w przyszłym świecie. I ponieważ człowiek boi się, że może ich nie otrzymać, ta druga przyczyna zmusza go do wykonywania Tory i przykazań.
A skoro powód, który zmusza człowieka do wykonywania Tory i przykazań, wynika z egoizmu, jego ciało nie stawia wielkiego oporu, ponieważ w takiej mierze, w jakiej wierzy w nagrodę i karę, w tej mierze jest zdolny pracować, i każdego dnia czuje, jak rośnie jego dorobek. Rzeczywiście, każdy dzień spędzony na wykonywaniu przykazań i studiowaniu Tory przyłącza się do poprzednich, i człowiek czuje, jakby pomnażał swój majątek w Torze i przykazaniach.
Rzecz w tym, że głównym zamiarem człowieka jest nagroda i nie myśli on o zamiarze, by był on „dla oddania”, lecz wierzy w nagrodę i karę, że zostanie mu odpłacone według jego uczynków. Dlatego całe jego skupienie skierowane jest na czyny, aby były poprawne we wszystkich szczegółach. A jeśli nie są poprawne, to z pewnością Stwórca nie będzie chciał przyjąć jego pracy i odpłacić mu za nią nagrodą. Dlatego, widząc swoje uczynki jako poprawne, nie martwi się już o nic więcej. I dlatego wszystko, co go zajmuje – to ilość, to znaczy powinien starać się wykonać jak najwięcej sprawiedliwych czynów. A jeśli jest znawcą Tory, to wie, że musi coraz bardziej zagłębiać się w to, czego się uczy, a przykazania musi przestrzegać bardziej dokładnie, by wszystko było według halachy (prawa).
W ten sposób dochodzimy do wniosku, że ludzie, którzy przestrzegają Tory i przykazań, postrzegając to jako „podporządkowanie się wyższemu sterowaniu” i zarabiając nagrodę w tym i przyszłym świecie, nie potrzebują Stwórcy, by dał im siły do przestrzegania Tory i przykazań. Ponieważ w miarę ich wiary w nagrodę i karę ciało pozwala im przestrzegać wszystkich przykazań, każdemu według jego poziomu.
Natomiast ci ludzie, którzy chcą pracować na oddawanie (altruistycznie), bez jakiejkolwiek nagrody, chcą wykonywać Torę i przykazania z uwagi na wielkość Stwórcy i uważają za wielki zaszczyt, jeśli będą mogli służyć Stwórcy, jak powiedziano w Zoharze: „Bojaźń przed Nim – to najważniejsze…, człowiek niech się lęka swego Władcy, bo On jest Władcą, Najważniejszym i Przyczyną Wszystkiego…”.
Istnieją trzy rodzaje bojaźni przed Stwórcą:
- Strach przed karami w tym świecie.
- Dodatkowo – strach przed karami w Gehennom.
I oba te rodzaje nie są prawdziwą bojaźnią, ponieważ ten strach nie wynika z tego, że tak nakazał Stwórca, ale z własnego egoizmu. I widzimy, że korzeń tkwi tu w egoizmie, a bojaźń – to pochodna, skutek, który z niego wypływa.
- A główny rodzaj bojaźni występuje, gdy człowiek boi się Stwórcy, ponieważ On jest wielki i steruje wszystkim. Tak więc wielkość Stwórcy jest przyczyną, która zobowiązuje człowieka do wykonywania Tory i przykazań. I wtedy określa się to jako jedyne pragnienie – wszystko oddać Stwórcy, „sprawić radość swojemu Stwórcy, a nie własnemu egoizmowi”.
I tu zaczyna się wygnanie (galut), to znaczy człowiekowi nie pozwala się nakierować swojego zamiaru tak, by jego praca była nie dla nagrody, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą.
I choć człowiek może zmusić się do pracy wbrew zgodzie ciała, podobnie jak asceta, który podejmuje się umartwień, choć są one wbrew naturze, to dotyczy to działań. Czyli w działaniach sprzecznych z pragnieniami ciała, człowiek jest w stanie iść ponad rozumem, co nazywa się „wbrew pragnieniu ciała”. Jednak nie może pójść przeciw swoim odczuciom i rozumowi i powiedzieć, że czuje inaczej niż czuje naprawdę. Na przykład, jeśli człowiek czuje, że jest mu zimno albo gorąco, nie może powiedzieć, że jego odczucia są nieprawdziwe i zmusić się do tego, by czuć inaczej, niż czuje.
W ten sposób, kiedy człowiek chce wypełniać Torę i przykazania dlatego, że pragnie pracować na oddawanie Stwórcy, natura jego ciała nie pozwoli mu wykonać nawet jednego ruchu, jeśli nie zobaczy z tego jakiejkolwiek korzyści dla siebie. A zatem nie ma w nim najmniejszej możliwości pracy dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści.
I tu zaczyna się wygnanie, czyli cierpienie z powodu tego, że mimo iż pracuje, nie widzi najmniejszego duchowego postępu. Na przykład, jeśli człowiek przez dwadzieścia lat zajmuje się Torą i przykazaniami, to z jednej strony można powiedzieć, że zgromadził majątek z tych dwudziestu lat zajmowania się nimi. Ale z drugiej strony może powiedzieć, że przez te dwadzieścia lat nie osiągnął zdolności do pracy na oddawanie, a wręcz przeciwnie, wszystkie jego myśli i działania opierają się na egoizmie.
W ten sposób całe cierpienie i cały ból, którego doświadcza człowiek, pochodzą z tego, że nie jest w stanie pracować dla Stwórcy, chce pracować na oddawanie, ale ciało, które jest zniewolone przez nieczyste siły (klipot), nie pozwala mu ustawić się na taki zamiar.
I wtedy woła do Stwórcy, by mu pomógł, ponieważ widzi, że znajduje się w wygnaniu pośród nieczystych sił, że one nad nim panują i nie widzi możliwości wyjścia spod ich władzy. I wtedy jego modlitwa nazywana jest prawdziwą, ponieważ człowiek nie jest w stanie sam wydostać się z tego wygnania bez pomocy z zewnątrz.
Ale, jak wiadomo, nie ma światła bez naczynia (kli), to znaczy, że nie ma napełnienia bez odczucia braku, który właśnie jest tym naczyniem, do którego przychodzi napełnienie. Dlatego, dopóki człowiek nie wszedł w wygnanie i dopóki nie zobaczył, że sam nie może z niego wyjść – nie można powiedzieć, że zostanie wybawiony. Bo choć prosi o wybawienie z tego stanu, w którym się znajduje, to nie jest to jeszcze prawdziwa modlitwa, bo jak może wiedzieć, że nie jest w stanie wyjść samodzielnie?I dopiero wtedy, kiedy poczuje wygnanie – będzie wołać z głębi serca.
Ponieważ aby jego modlitwa wzniosła się z głębi serca, muszą zostać spełnione dwa warunki:
- Jego praca musi być wbrew naturze: musi chcieć, by wszystkie jego czyny były na oddawanie, chcieć wyrwać się ze swojego egoizmu, wtedy można powiedzieć, że odczuwa swoje niedoskonałości;
- Musi próbować sam wydostać się ze swojego egoizmu, włożyć w to wysiłek i przekonać się, że nie jest w stanie ruszyć się ze swojego stanu. I właśnie wtedy rodzi się w nim potrzeba zwrócenia się do Stwórcy o pomoc. I wtedy jego modlitwa jest prawdziwa, ponieważ widzi, że sam nic nie może zrobić.
I teraz, kiedy woła o pomoc do Stwórcy, wie, że to wynika z pracy, jak powiedziano: „i jęczeli synowie Israela z powodu pracy…”. To znaczy od tego, że ciężko pracowali, bo chcieli osiągnąć poziom, na którym będą mogli oddawać Stwórcy, ale zobaczyli, że nie są w stanie wyjść ze swojej natury, i dopiero wtedy zawołali z głębi serca.
W ten sposób staje się zrozumiałe to, co powiedziano: „I wzniósł się ich krzyk z powodu pracy do Stwórcy…”. To znaczy, że największe cierpienia, wszystkie ich jęki, były tylko z powodu pracy, a nie z jakichkolwiek innych przyczyn. I wołali, że nie są w stanie sami wyjść ze swojego egoizmu i pracować dla Stwórcy, i to właśnie było ich wygnaniem, które sprawiało im cierpienie, w którego władzy się czuli. Z tego wynika, że w egipskim wygnaniu zasłużyli na naczynia (kelim), czyli na pragnienie, by Stwórca pomógł im wyjść z wygnania. Dopiero gdy człowiek widzi, że nie ma żadnej możliwości, by uratować się sam, a jedynie Stwórca może mu pomóc – to właśnie nazywa się prawdziwą modlitwą.