Pismo mówi: „A oto imiona synów Israela przybywających do Egiptu”; „I powstał nad Egiptem nowy król, który nie znał Josefa”; „I Egipcjanie zmuszali synów Israela do ciężkiej pracy”; „I stało się: synowie Israela jęczeli z powodu pracy i wołali, a ich wołanie z powodu pracy wzniosło się do Elohim”; „I Elohim usłyszał ich jęk” (Tora, Szemot, 1:1; 1:8; 1:13; 2:23–24).

Trzeba zrozumieć słowa: „A ich wołanie z powodu pracy wzniosło się do Elohim”. Czy w Egipcie nie mieli większych cierpień? Tutaj wynika, że całe ich wołanie, czyli wszystkie cierpienia, pochodziły tylko z pracy. Napisano również: „I Elohim usłyszał ich jęk”. Wynika z tego, że wysłuchanie modlitwy dotyczyło ich jęku wyłącznie z powodu pracy.

Wyjaśnijmy to zgodnie z naszą drogą. Wiadomo, że zanim człowiek zacznie pracować z intencją oddawania, [pracuje] z innych powodów. Jak napisano w Zoharze (Przedmowa Zohar, komentarz Sulam, pkt 190–191), istnieją dwa powody zajmowania się Torą i przykazaniami:

  1. pragnienie otrzymywania przyjemności z tego świata. Człowiek boi się, że jeśli nie będzie przestrzegał Tory i przykazań, to Stwórca go ukarze;
  2. pragnienie otrzymania przyjemności w przyszłym świecie. I ponieważ człowiek boi się, że może ich nie otrzymać, ta druga przyczyna zmusza go do wykonywania Tory i przykazań.

A skoro powód, który zmusza człowieka do wykonywania Tory i przykazań, wynika z egoizmu, jego ciało nie stawia wielkiego oporu, ponieważ w takiej mierze, w jakiej wierzy w nagrodę i karę, w tej mierze jest zdolny pracować, i każdego dnia czuje, jak rośnie jego dorobek. Rzeczywiście, każdy dzień spędzony na wykonywaniu przykazań i studiowaniu Tory przyłącza się do poprzednich, i człowiek pomnaża swój majątek w Torze i przykazaniach.

Powodem jest to, że jego główna intencja dotyczy nagrody. Nie myśli o tym, aby intencja była dla oddawania, lecz wierzy w nagrodę i karę – za wykonany czyn otrzyma nagrodę. Dlatego całą uwagę kieruje na czyny, aby były prawidłowe we wszystkich szczegółach i wymaganiach. Gdyby bowiem nie były prawidłowe, z pewnością nie chciano by przyjąć jego pracy ani zapłacić za nią nagrody. Kiedy widzi, że wykonywany czyn jest prawidłowy, nie ma już powodu do troski. Dlatego wszystkie jego troski dotyczą ilości: powinien starać się wykonywać więcej dobrych czynów. Jeśli jest znawcą Tory, wie, że musi głębiej wnikać w studiowaną sprawę, a przy wykonywaniu przykazań dokładniej przestrzegać halachy, zgodnie ze wszystkimi opiniami. Zawsze stara się przyjmować surowsze wymagania w tych przepisach, w których obowiązująca halacha pozwala na łagodniejsze postępowanie. Poza tym nie ma o co się troszczyć.

W ten sposób dochodzimy do wniosku, że ludzie, którzy przestrzegają Tory i przykazań, przyjmując jarzmo królestwa niebios i zarabiając nagrodę w tym i przyszłym świecie, nie potrzebują Stwórcy, by dał im siły do przestrzegania Tory i przykazań. Ponieważ w miarę ich wiary w nagrodę i karę ciało pozwala im przestrzegać wszystkich przykazań, każdemu według jego poziomu.

Natomiast ci, którzy chcą wykonywać świętą pracę z intencją oddawania, bez żadnej zapłaty, pragną wypełniać Torę i przykazania ze względu na wielkość Stwórcy. Za wielki zaszczyt uważają możliwość służenia Królowi. Jak napisano we wspomnianym Zoharze: „Bojaźń, która jest podstawą, polega na tym, że człowiek boi się swojego Pana, gdyż On jest wielki i panujący, podstawą i korzeniem”.

Komentarz Sulam wyjaśnia tam, że istnieją trzy rodzaje bojaźni Stwórcy:

  1. Strach przed karami w tym świecie.
  2. Dodatkowo – strach przed karami w gehinom.

I oba te rodzaje nie są prawdziwą bojaźnią, ponieważ ten strach nie wynika z tego, że tak nakazał Stwórca, ale z własnego egoizmu. I widzimy, że korzeń tkwi tu w egoizmie, a bojaźń to pochodna, skutek, który z niego wypływa.

  • A główny rodzaj bojaźni występuje, gdy człowiek boi się Stwórcy, ponieważ On jest wielki i steruje wszystkim. Tak więc wielkość Stwórcy jest przyczyną, która zobowiązuje człowieka do wykonywania Tory i przykazań. I wtedy określa się to jako jedyne pragnienie – jedynie oddawać Stwórcy, „sprawić radość swojemu Stwórcy, a nie własnemu egoizmowi”.

I tu zaczyna się wygnanie (galut), to znaczy człowiekowi nie pozwala się nakierować swojego zamiaru tak, by jego praca była nie dla nagrody, ponieważ jest to sprzeczne z jego naturą.

Choć człowiek może się przymusić, mimo że ciało się nie zgadza – podobnie jak może podejmować umartwienia wbrew naturze – dotyczy to czynów. Aby wykonać czyny sprzeczne z wolą ciała, może iść ponad wiedzą, czyli wbrew pragnieniu ciała. Nie może jednak postąpić wbrew swojemu odczuciu i rozumowi, mówiąc, że odczuwa inaczej, niż odczuwa. Na przykład, gdy czuje zimno albo gorąco, nie może powiedzieć, że jego odczucie jest nieprawdziwe, i zmusić się do stwierdzenia, że rozumie inaczej, niż nakazuje mu rozum, albo odczuwa inaczej, niż odczuwa teraz. Nie ma innego wyjścia niż powiedzieć to, co widzi.

W ten sposób, kiedy człowiek chce wypełniać Torę i przykazania dlatego, że pragnie pracować na oddawanie Stwórcy, natura jego ciała nie pozwoli mu wykonać nawet jednego ruchu, jeśli nie zobaczy z tego jakiejkolwiek korzyści dla siebie. A zatem nie ma w nim najmniejszej możliwości pracy dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści.

I tu zaczyna się wygnanie, czyli cierpienie z powodu tego, że mimo iż pracuje, nie widzi najmniejszego duchowego postępu. Na przykład, jeśli człowiek ma dwadzieścia lat, to z jednej strony można powiedzieć, że zgromadził majątek z tych dwudziestu lat zajmowania się nimi. Ale z drugiej strony może powiedzieć, że przez te dwadzieścia lat nie osiągnął zdolności do pracy na oddawanie, a wręcz przeciwnie, wszystkie jego myśli i działania opierają się na egoizmie.

W ten sposób całe cierpienie i cały ból, którego doświadcza człowiek, pochodzą z tego, że nie jest w stanie pracować dla Stwórcy, chce pracować na oddawanie, ale ciało, które jest zniewolone przez nieczyste siły (klipot), nie pozwala mu ustawić się na taki zamiar.

I wtedy woła do Stwórcy, by mu pomógł, ponieważ widzi, że znajduje się w wygnaniu pośród klipot, że one nad nim panują i nie widzi możliwości wyjścia spod ich władzy. I wtedy jego modlitwa nazywana jest prawdziwą, ponieważ człowiek nie jest w stanie sam wydostać się z tego wygnania o własnych siłach.

Jest to jak napisano: „I wyprowadził Israela spośród nich, bo na wieki Jego łaska” (Pisma, Psalmy 136:11). Ponieważ, jak powiedziano wyżej, jest to przeciwne naturze, tylko Stwórca może wyprowadzić Israela z tego wygnania.

Ale, jak wiadomo, nie ma światła bez kli, to znaczy, że nie ma napełnienia bez odczucia braku, który właśnie jest tym kli, do którego przychodzi napełnienie. Dlatego, dopóki człowiek nie wszedł w wygnanie i dopóki nie zobaczył, że sam nie może z niego wyjść – nie można powiedzieć, że zostanie wybawiony. Bo choć prosi o wybawienie z tego stanu, w którym się znajduje, to nie jest to jeszcze prawdziwa modlitwa, bo jak może wiedzieć, że nie jest w stanie wyjść samodzielnie? I dopiero wtedy, kiedy poczuje wygnanie – będzie wołać z głębi serca.

Ponieważ aby jego modlitwa wzniosła się z głębi serca, muszą zostać spełnione dwa warunki:

  1. Jego praca musi być wbrew naturze: musi chcieć, by wszystkie jego czyny były na oddawanie, chcieć wyrwać się ze swojego egoizmu, wtedy można powiedzieć, że ma brak;
  2. Musi próbować sam wydostać się ze swojego egoizmu, włożyć w to wysiłek i przekonać się, że nie jest w stanie ruszyć się ze swojego stanu. I właśnie wtedy rodzi się w nim potrzeba zwrócenia się do Stwórcy o pomoc. I wtedy jego modlitwa jest prawdziwa, ponieważ widzi, że sam nic nie może zrobić.

I teraz, kiedy woła o pomoc do Stwórcy, wie, że to wynika z pracy, jak powiedziano: „i jęczeli synowie Israela z powodu pracy”. To znaczy od tego, że ciężko pracowali, bo chcieli osiągnąć poziom, na którym będą mogli oddawać Stwórcy, ale zobaczyli, że nie są w stanie wyjść ze swojej natury, i dopiero wtedy zawołali z głębi serca.

W ten sposób zrozumiemy nasze pytanie o słowa: „A ich wołanie z powodu pracy wzniosło się do Elohim”. Wynika z nich, że największe cierpienia, z powodu których całe ich wołanie się wznosiło, dotyczyły tylko pracy, a nie innych spraw. Chodzi o to, że wołali nad swoim stanem: nie mogli wyjść z miłości własnej i pracować dla imienia niebios. To było ich wygnanie, które powodowało cierpienie, gdy widzieli, że znajdują się pod ich [klipot] władzą. W egipskim wygnaniu osiągnęli więc kelim, czyli pragnienie, aby Stwórca pomógł im wyjść z wygnania. Jak powiedziano wyżej, nie ma światła bez kli. Dopiero gdy człowiek modli się prawdziwą modlitwą, widząc, że nie ma żadnej możliwości wybawienia poza pomocą Świętego, błogosławiony On – nazywa się to prawdziwą modlitwą.