Wiadomo, że aby osiągnąć to, czego się pragnie, należy najpierw przygotować środki do jego osiągnięcia. A co powinien przygotować człowiek, aby otrzymać przebaczenie?
W naszym materialnym świecie widzimy, że człowiek mówi drugiemu „wybacz” tylko wtedy, gdy swoimi czynami wyrządził mu jakąś szkodę majątkową, upokorzył go lub sprawił mu cielesne cierpienie, czego żałuje. Wtedy można powiedzieć, że jeden prosi drugiego o przebaczenie, by ten przebaczył mu jego przewinienie. W takich okolicznościach należy rozróżnić dwie sytuacje.
1. Jeżeli pierwszy nie zrobił nic złego, a prosi drugiego o przebaczenie, ten drugi dziwi się i patrzy na niego jak na szaleńca. Wyobraźmy sobie taki obraz: idzie człowiek ulicą i mówi każdemu napotkanemu: „Przebacz, przebacz…”. Co byśmy o nim powiedzieli? Oczywiście, że jest szalony. Ponieważ o przebaczenie prosi się tylko za jakąś winę.
2. Jeżeli człowiek wyrządził drugiemu bardzo wielką szkodę, a prosi o wybaczenie tak, jakby chodziło o coś nieistotnego, to naturalnie, mało ma szans, by uzyskać przebaczenie. To znaczy, człowiek mierzy stopień szkody, jaką wyrządził przyjacielowi, i zgodnie z wielkością tej szkody szuka środków, aby przyjaciel zgodził się mu przebaczyć.
Taki sam porządek istnieje również w relacji człowieka ze Stwórcą. To oznacza, że jeżeli człowiek idzie prosić Stwórcę o przebaczenie za swoje przewinienia, to pojawiają się te same dwie cechy. Najważniejsze jest to, że jeśli człowiek prosi o przebaczenie za grzech, który popełnił wobec Stwórcy, to powinien myśleć o swojej winie. Jeżeli zaś człowiek nie czuje żadnego grzechu i prosi o przebaczenie, to, jakby szydząc, krzyczy, płacze i mówi: „Wybacz”, podczas gdy sam nie czuje, że zrobił coś złego wobec Stwórcy. Dlatego powiedziano (traktat Sukka, 52), że złoczyńcom ich grzechy wydają się niczym, jak włos, a sprawiedliwym ich grzechy wydają się jak wysoka góra. A jak jest w rzeczywistości? Jak prawdziwie zmierzyć grzechy człowieka?
Rzecz w tym, że gdy człowiek nie zwraca uwagi na to, przeciwko komu zgrzeszył, to nie odczuwa znaczenia i wielkości Stwórcy. Oznacza to brak wiary.
Niektórzy zaczynają się zastanawiać: teraz, przed Jom Kipur (Dniem Przebaczenia), przyjęte jest uważać, że to czas miłosierdzia, dlatego warto prosić Stwórcę o zmazanie grzechów. Dlatego dmie się w róg, aby serce człowieka przejęło się rozważaniem nad odpowiedzialnością za grzechy. Wówczas człowiek wierzy, że oczywiście i on zgrzeszył, i powinien prosić Stwórcę o przebaczenie. Ale jaka jest wielkość szkody? Człowiek może poczuć i ocenić szkodę wyrządzoną swoimi grzechami tylko w zgodzie ze swoją wiarą w wielkość Stwórcy. Wtedy różni się od wszystkich tych, którzy proszą o przebaczenie bez żadnego przygotowania, bez zastanowienia. Za co oni proszą o przebaczenie? To równa się standardowemu „przepraszam”, chociaż uczynił rzeczy straszne, za które powinno być prawdziwe skruszenie, a on nie napełnia słów prośby prawdziwym znaczeniem, jakiego wymaga prawdziwy grzech.
Z powiedzianego wynika, że zanim człowiek pójdzie prosić Stwórcę, powinien uczynić w swojej duszy rachunek: na czym polega istota tego grzechu, jaką szkodę wyrządza ten grzech.
Przyczyną wszystkich grzechów jest to, że człowiek nie stara się, by jego wiara była stała, a zadowala się wiarą częściową. Powiedziano w „Zohar Hakdama do Talmudu o dziesięciu sfirot” (pkt 14), że gdyby człowiek miał stałą wiarę, nie pozwoliłaby mu ona zgrzeszyć. To oznacza, że jeśli człowiek prosi Stwórcę o przebaczenie, czyli że widzi prawdziwą przyczynę wszystkich grzechów. A jeśli brakuje mu pełnej wiary, prosi, aby Stwórca dał mu siłę, by nabył wiarę w sercu. Po co? Nie dla własnej korzyści, ale dlatego, że wtedy nie będzie grzeszyć, lekceważyć Stwórcy, ponieważ nabędzie odczucie wielkości Stwórcy. Dlatego prosi Stwórcę o przebaczenie, by ten pomógł mu i dał mu siłę, by sam mógł przyjąć na siebie władzę Stwórcy wiarą ponad wiedzę.
Stąd bierze się cała różnica między tym, kto nabył wiarę, a więc nazywany jest „Israel”, a tym, kto nie nabył wiary, i dlatego nazywany jest „goj”. Ten, kto osiąga stałą wiarę, widzi różnicę między tymi dwoma stopniami duchowego rozwoju człowieka, i on, przechodząc ze stopnia „goj” na stopień „Israel”, może błogosławić Stwórcę: „Dziękuję Ci, mój Stwórco, za to, że nie uczyniłeś mnie gojem!”. A po tym, jak ta różnica staje się już znana, powinien on zbadać siebie – jaki jest poziom jego wiary w Stwórcę, na ile jest gotów oprzeć się na wierze w Stwórcę. Wówczas pojawi się u niego możliwość ujrzenia prawdy – czy gotów jest wykonywać działania wyłącznie dla dobra Stwórcy, a nie dla własnej korzyści.
Dopiero po tym przykazaniu można wykonywać inne przykazania. Albowiem to właśnie na wykonanie tego przykazania człowiek otrzymuje przeszkody – jego ciało nagle staje się przenikliwe, zaczyna badać wagę osiągnięcia duchowego i w żadnym wypadku nie pozwala człowiekowi przyjąć na siebie przykazania wiary. Człowiek popada w zakłopotanie z powodu tego, że nie ma w sobie siły, by pokonać te skargi ciała. I te pytania rzeczywiście są niepojęte, lecz człowiek nie ma obowiązku dawać ciału odpowiedzi na jego pytania, które ono stawia ze swej wiedzy, ponieważ przykazanie wiary zbudowane jest na wierze ponad wiedzę. Rozum człowieka wypływa z wiedzy tego świata i dlatego nie jest w stanie pojąć możliwości wiary wbrew wiedzy. I dlatego nie powinieneś dawać odpowiedzi na jego niepojęte pytania. Po prostu człowiek powinien wierzyć, że wszystkie pytania zadawane są przez ciało nie po to, by znajdować na nie zręczne odpowiedzi, lecz przeciwnie, te pytania przychodzą do człowieka, aby miał on miejsce na wiarę ponad rozum (wbrew niemu).
Gdyby bowiem ciało pojęło swoim rozumem pragnienie człowieka, by pracować dla Stwórcy, to byłoby to wewnątrz wiedzy. I wtedy nazywałoby się to poznaniem, a nie wiarą. Czyli właśnie w tym punkcie, w którym człowiek rozumie, że nie jest w stanie pojąć rozumem, właśnie tam, gdzie mimo to stara się przezwyciężyć tę przeszkodę, tam pojawia się podstawa do nabycia wiary ponad wiedzę. Czyli tylko pragnieniem, wychodzącym z serca, można przezwyciężyć wszystkie przeszkody.
Jednakże pojęcie „ponad rozum” należy dobrze zrozumieć. Stanem ponad wiedzę nazywa się taki stan człowieka, kiedy jest gotów wypełniać Torę i przykazania tak, jakby jego rozum pojął, że warto się tym zajmować, jakby już odczuwał smak, który znajduje się w każdym przykazaniu. Ponieważ człowiek powinien wierzyć, że tak jak każde ziemskie nasłodzenie ma swój własny, odrębny smak, tak też każde przykazanie ma swój szczególny smak. I gdyby poczuł te odcienie smaków podczas zajmowania się Torą i przykazaniami – jakież uniesienie i życie znalazłby w nich! Wtedy rozum zmusiłby go do przyjęcia zajmowania się Torą i przykazaniami jako czegoś jedynie koniecznego, a wszystko, co temu przeszkadza, oceniłby jako klipa, nieczystość.
A zatem obraz, podobny do tego, który powstałby w jego rozumie, powinien narysować sobie ponad rozum (wiedzę). Czyli mimo że nie ma w nim żadnego odczucia, które dawałoby mu wiedzę i rozum i zmuszało do pracy, i tak będzie się trudził, jakby miał to wielkie poznanie i silne uczucie. I kiedy tak uczyni, to właśnie będzie się nazywało pracą ponad wiedzę. Jeśli jednak czuje, że gdyby posiadał poznanie i odczucie w ciele, to wówczas wykonywałby pracę Stwórcy z większym pragnieniem, z większą pilnością, to oznacza, że na razie pracuje „wewnątrz wiedzy”. Ale gdy znika ta różnica, praca nazywa się „ponad wiedzę”.