W Misznie powiedziano (traktat Taanit, 26): „Kiedy nadchodzi miesiąc aw – zmniejsza się radość, a kiedy nadchodzi adar – zwiększa się radość. A jeśli ktoś ma sąd i proces z bałwochwalcami, niech sądzi się z nimi w miesiącu adar”. Należy zrozumieć sens tych słów: co znaczy zwiększyć radość i zmniejszyć radość. Ponieważ radość jest skutkiem jakiejś przyczyny, która do niej prowadzi, i nie tyle ważne jest samo zwiększenie czy zmniejszenie, ile raczej przyczyny tego. Dlatego należy wiedzieć, do jakiej przyczyny się zwrócić, by doprowadziła nas do radości.
I oczywiście mędrcy powiedzieli nam, abyśmy zwiększyli radość, mając na myśli radość duchową. I w związku z tym musimy wyjaśnić, jaka przyczyna może wywołać w nas duchową radość. Należy również zrozumieć powiedziane: „Jeśli ktoś ma sąd i spór z bałwochwalcami, niech będzie sądził się z nimi w miesiącu adar”, przecież mieszkamy w ziemi Israela i są miasta, w których nie ma ani jednego goja. A nawet gdyby był w jakimś mieście ktoś spoza narodu Israela, dlaczego miałby ktoś prowadzić z nim sprawę sądową?
Z prostego sensu wygląda to tak, jakby „sądzić się z bałwochwalcami w miesiącu adar” było zjawiskiem stałym, a nie przypadkowym. Na przykład, gdyby w rzadkim przypadku ktoś miał prowadzić spór sądowy z gojem – niech to zrobi w miesiącu adar. Trzeba więc zrozumieć, o jakich bałwochwalcach mowa, gdy mówi się o sporze i procesie z nimi.
Widzimy, że porządek naszych modlitw dzieli się na dwa typy:
- kolejność pieśni i wychwalania Stwórcy;
- kolejność modlitw i próśb.
I widzimy, że te dwa zjawiska są sobie przeciwstawne. Z natury rzeczy, jeśli ktoś prosi kogoś o jakąś rzecz, aby ten mu ją dał, to sposób, w jaki prosi, zależy od stopnia jego potrzeby. I im bardziej potrzebuje tego, o co prosi, tym większy wysiłek wkłada, by to otrzymać.
Z tego wynika, że gdy człowiek modli się do Stwórcy, aby spełnił jego prośbę, to powinien czuć, że jego modlitwa pochodzi z głębi serca. Czyli musi odczuwać niedostatek. I im bardziej odczuwa ten brak, tym bardziej prawdziwa będzie jego modlitwa. To znaczy, nie może to być modlitwa powierzchowna, odklepana, ale musi wychodzić z głębi serca.
A żeby poczuł niedostatek, musi zobaczyć prawdę. I wtedy widzi, że jego poczucie braku jest wielkie, i że jest pustym kli w każdej sprawie duchowej. I kiedy czuje, że jest najgorszy ze wszystkich ludzi na świecie, wtedy może powiedzieć, że jego modlitwa jest prawdziwa, ponieważ czuje, że jego brak jest największy w świecie i nie ma nikogo, kto mógłby mu posłużyć za wzór.
I w przeciwieństwie do tego – druga część naszych modlitw, czyli „pieśni, wychwalania i uwielbienia”. Widzimy, jak jest w naszym świecie – wdzięczność, którą wyrażamy temu, kto wyświadcza nam dobro, jej wielkość mierzy się według usługi, jaką od niego otrzymaliśmy. Na przykład, ktoś, kto pomógł drugiemu w czymś drobnym, co ten potrzebował – otrzyma też niewielką wdzięczność.
A wyobraźmy sobie sytuację, w której ktoś daje drugiemu miejsce pracy w czasie, gdy panuje duże bezrobocie. Człowiek ten chodził przez kilka miesięcy bez pracy, zrobił duże długi w sklepie spożywczym, i właściciel sklepu powiedział mu, że nie będzie już dalej udzielał mu kredytu. Ten człowiek ma już dość szukania pożyczek na jedzenie. I nagle spotyka człowieka, od którego chce pożyczyć. A ten oferuje mu pracę z dogodnymi warunkami i mówi: „Po co ci pożyczki – ja dam ci pracę, bo słyszałem, że jesteś człowiekiem godnym zaufania. I mimo że mam wielu pracowników, nie mam nikogo takiego jak ty. Dam ci dobrą pensję, dzięki której szybko spłacisz wszystkie swoje długi. Po co ci więc prosić mnie o pożyczkę?”. I tylko wyobraźmy sobie, jaką wdzięczność czuje teraz ten człowiek wobec swojego dobroczyńcy. I nie trzeba tego wypowiadać na głos – całym swoim ciałem wyraża teraz ogromną wdzięczność. I to tak, jak napisano: „Wszystkie moje kości powiedzą: Stwórco!”. Albo wyobraźmy sobie człowieka, który znajduje się w więzieniu i jest skazany na dożywocie. I pojawia się ktoś, kto uwalnia go na wolność. Jaką wdzięczność odczuwa całe jego jestestwo wobec tego, kto go uwolnił!
Z tego wynika, że jeśli człowiek chce oddać ogromną wdzięczność Stwórcy w mierze powiedzianego: „Wszystkie moje kości przemówią do Stwórcy – kto jak Ty, który wybawia biednego od silniejszego?”, to musi wyobrazić sobie siebie jako człowieka najbardziej zadowolonego na świecie. W przeciwnym razie, jeśli odczuwa jakiś brak i chce, aby Stwórca mu pomógł, to wdzięczność, którą kieruje do Stwórcy, nie może odpowiadać poziomowi, o którym mowa: „Wszystkie moje kości przemówią do Stwórcy”.
W związku z tym widzimy dwie skrajnie przeciwstawne postawy w porządku naszych modlitw. A jeśli tak, to pojawia się pytanie: co człowiek może zrobić w czasie, gdy widzi – jak jedno jest oddalone od drugiego? I zwykle widzimy, że porządek modlitw zawiera wiele aspektów.
Przykład 1: Porządek świecenia światła w kli (naczyniach). Wiadomo, że istnieje odwrotna kolejność światła i kli (orot i kelim). Kli pojawiają się najpierw duże i bardziej oczyszczone: najpierw kli Keter, a na końcu sfera Malchut. Natomiast w odniesieniu do światła odwrotnie, najpierw przejawia się małe światło. Najpierw Malchut, a na końcu Keter. Jeśli rozpatrujemy proces od strony kli, mówimy, że porządek to: Keter, Hochma, Bina, ZoN, a od strony światła – że porządek to: NaRaNHaJ.
Przykład 2: Baal Sulam powiedział: „Widzimy w pracy dla Stwórcy sprzeczność. Z jednej strony, powiedzieli mędrcy: «Niech będzie bardzo, bardzo uniżony duch», a z drugiej strony powiedzieli: «I wzniosłe będzie jego serce na drodze do Stwórcy»”. Jeśli człowiek rzeczywiście będzie uniżony wobec każdego, nie będzie w stanie znieść szyderstw, jakie go spotkają na drodze do Stwórcy, mimo że wcześniej przygotował się na wszystko. I wtedy musi powiedzieć: „I wzniosłe będzie jego serce na drodze do Stwórcy” i nie być zależnym od nikogo, ani od tego, co mu powiedzą: „Praca, którą sobie wziąłeś, jest odpowiednia dla ludzi utalentowanych i o odważnym sercu, którzy przyzwyczaili się znosić porażki i otrzymali dobre wychowanie, czyli tych, którzy od dzieciństwa byli uczeni, że najważniejsza jest praca dla Stwórcy. A ty, wystarczy, że będziesz głową domu. Pilnuj tylko, żeby twoje dzieci przestrzegały Tory i były pracowite, a wtedy będziesz szanowanym ojcem rodziny i znajdziesz dla swoich córek narzeczonych idących drogą Tory. I oto, nawet nie osiągnąwszy jeszcze dojrzałości, chcesz teraz pójść drogą pracy dla Tory dla Stwórcy, a nie dla siebie. Zejdź z tej drogi i nie porywaj się na to, co przekracza twój poziom”.
I wtedy nie ma innego wyjścia, trzeba nie ulegać ich wpływowi i realizować to, co powiedzieli mędrcy: „Nie lękaj się szyderców”. Dlatego powinien być dumny z drogi, którą obrał. A z drugiej strony powinien wypełniać: „Niech będzie bardzo, bardzo uniżony duch”.
Chociaż, jeśli uwzględnimy zasadę „nie ma dwóch przeciwieństw w jednym zjawisku”, to jak można pogodzić oba podejścia w jednym człowieku? Istnieje jeszcze wiele przykładów przeciwieństw w pracy dla Stwórcy. Ale mogą istnieć dwa przeciwieństwa w jednym zjawisku w różnym czasie – to znaczy jedno po drugim.
W Przedmowie (Baal Sulama) do Księgi Zohar (w punktach 10–11) postawione jest pytanie: „Jak z czystości Stwórcy mogło powstać coś nieczystego, skoro jest to bardzo odległe od Jego czystości, i jak to możliwe, że On napełnia i ożywia to?”. I powiedziano tam: „Pragnienie otrzymywania, które stanowi istotę stworzonych dusz – to siły ciemne i nieczyste. I jest to zgodne z prawem niezgodności formy, przez które dusze są oddzielone od Stwórcy. I aby naprawić to oddzielenie za pomocą dusz, Stwórca stworzył wszystkie światy i podzielił je na dwa systemy – czyste i nieczyste: cztery czyste światy ABEA oraz odpowiadające im cztery światy nieczyste ABEA. I umieścił pragnienie obdarzania w systemie światów czystych, a pragnienie otrzymywania dla siebie oddzielił i umieścił w systemie nieczystych światów ABEA”.
I powiedziano tam dalej: „Dla naprawy tych dwóch rzeczy, które są sobie przeciwne w formie, został stworzony nasz świat materialny, to znaczy miejsce, w którym istnieją ciało i dusza, a także czas na zepsucie i naprawę. Ciało – pragnienie otrzymywania dla siebie, pochodzi ze swojego źródła, które znajduje się w zamyśle stworzenia, i przechodzi przez system nieczystych światów, i pozostaje pod wpływem tego systemu aż do trzynastego roku życia. I to jest czas zepsucia. A po tym, po trzynastym roku życia, zaczyna się czas naprawy. Za pomocą pracy w Torze i przykazaniach z zamiarem sprawienia radości Stwórcy zaczyna oczyszczać pragnienie otrzymywania dla siebie, naprawiać je i stopniowo przekształcać je w pragnienie obdarzania”.
Z tego wynika, że stworzenie od chwili narodzin składa się z dwóch przeciwieństw:
- pragnienia otrzymywania;
- pragnienia oddawania.
I nie ma większego przeciwieństwa niż pomiędzy tymi dwoma przejawami. I oba pojawiają się razem, to znaczy jedno po drugim. Istnieje linia środkowa, która zawiera w sobie oba. A linia środkowa, łącząca w sobie oba, w czasie, gdy pragnienie otrzymywania połączone jest z pragnieniem oddawania, nazywa się „otrzymywaniem w celu oddawania”. I wynika z tego, że linia środkowa łączy w sobie dwie siły, to znaczy: otrzymywanie i oddawanie razem.
I zgodnie z tym powstaje pytanie: jak może w pracy człowieka występować doskonałość w ostatecznej formie doskonałości i brak w ostatecznej formie braku – w jednym obiekcie? Odpowiedź jest taka: że może to być w dwóch etapach, czyli człowiek powinien podzielić porządek pracy na dwa rodzaje. Pierwszy rodzaj pracy będzie w prawej linii, zwanej „doskonałością”, ponieważ człowiek, który zaczyna zwracać się do Stwórcy, powinien najpierw zwrócić się „na prawo”, które nazywa się „doskonałością”. A potem zwrócić się „na lewo”. Bo właśnie na dwóch nogach może człowiek chodzić, a na jednej nodze chodzić w ogóle nie można.
Pojęcie „prawej” oznacza „doskonałość”. Jak tylko człowiek dochodzi do tego, że podejmuje się pracy dla Stwórcy, to porządek jest taki, że należy przyjąć całe wyższe sterowanie „jak wół pod jarzmem i osioł pod ciężarem”. Pod pojęciem „wół” rozumie się „rozum”, zwany „wół”, jak powiedziano: „Wół zna swego pana”, gdzie chodzi o wiarę ponad wiedzę. Pod pojęciem „osioł” rozumie się właściwość „serce”, zwaną „osioł”, jak powiedziano: „Osioł, tuczony przez swego pana”, gdzie chodzi o miłość do samego siebie. Dlatego kiedy mówimy: „Pracować po to, by sprawić radość Stwórcy”, to jest jarzmo, które człowiek chce stale zrzucić z ramion. I wszyscy patrzą: co można zjeść dzięki tej pracy, czyli jaka błogość może napełnić jego pragnienie otrzymywania.
I w czasie, kiedy przyjmuje na siebie tę pracę, człowiek mówi: „Oczywiście powinienem się pilnować, czyli cały czas sprawdzać siebie, czy nie oszukuję samego siebie i czy rzeczywiście idę właściwą drogą, taką jak powinna być. Czyli wykonywać Torę i przykazania jako rozkaz Stwórcy, a nie z jakiegoś innego powodu. Ale przestrzegam tego, co powiedzieli mędrcy, że «człowiek obowiązkowo powinien zajmować się Torą i przykazaniami nawet z intencją nie dla Stwórcy, ponieważ z pracy nie dla Stwórcy przyjdzie do intencji dla Stwórcy». A jeśli tak, to po co mam myśleć o sobie, skoro przestrzegam Tory i przykazań ze wszystkimi intencjami, żeby wszystko było dla Stwórcy?
Jednak jestem zaszczycony wielkim honorem, że Stwórca dał mi myśli i pragnienia, by przestrzegać chociażby czegoś z Tory i przykazań. Ponieważ zgodnie z zasadą, że jeśli coś jest dla nas ważne, to nie zwracamy uwagi na ilość: niech nawet będzie jej niewiele. I jeśli ważna jest dla nas jakość, to nawet w małej ilości i ona jest dla nas bardzo cenna. Tora i przykazania to jest to, co Stwórca nakazał nam przez Moszego wypełniać. I jeśli wypełniam przykazania Stwórcy, to nieważne dla mnie ile mogę. Niech to będzie nawet z najgorszymi i najniższymi intencjami – niech ostatecznie na poziomie fizycznym wypełniam tyle, na ile pozwala mi moje ciało. I mimo że nie jestem w stanie przeciwstawić się pragnieniom ciała – cały czas jestem radosny, bo w każdym razie mam siły, by wykonywać przykazania Stwórcy chociażby w jakimś zakresie. Ponieważ wierzę, że wszystko podlega wyższemu sterowaniu. Czyli że Stwórca daje mi myśli, pragnienia i siły do wypełniania Tory i przykazań. I jestem Mu za to wdzięczny. Bo widzę, że nie wszyscy są zaszczyceni takim honorem, by wypełniać przykazania Stwórcy”.
Człowiek powinien powiedzieć, że nie ma w jego rękach możliwości ocenić wielkości i ważności wypełniania przykazań, nawet bez właściwej intencji. I to przypomina sytuację, gdy dziecko nie chce jeść z powodu braku przyjemności z jedzenia, a mimo to rodzice nadal je karmią, niezależnie od tego, czy chce, czy nie. I nawet jeśli dziecko nie czerpie żadnej przyjemności z jedzenia, to ostatecznie nawet przymus da mu możliwość istnienia i wzrastania. Oczywiście lepiej, gdy dziecko samo chce jeść, kiedy czerpie przyjemność z jedzenia. Ale nawet bez tej przyjemności, czyli całkowicie metodą przymusu, również można wpłynąć na dziecko.
To samo można powiedzieć o pracy dla Stwórcy. Jeśli człowiek wypełnia Torę i przykazania drogą przymusu, czyli zmusza samego siebie do ich wykonywania, mimo że ciało sprzeciwia się wszystkiemu, co dotyczy duchowości, to nawet wtedy działanie, które wykonuje, przynosi skutek; czyli dzięki tym działaniom może dojść do stanu, w którym pojawi się u niego pragnienie, by wykonywać. I wtedy wszystkie wykonywane działania nie są daremne, i wszystko, co wykonuje, ma związek z duchowością.
I to wyjaśnia nakaz mędrców „przybliżyć go do woli Stwórcy”: „Dajcie nauczycielom przybliżyć ucznia, by go przymusili”. I napisano: „do jego woli”. Dlaczego? Zmuszają go, dopóki nie powie: „Chcę”. Oznacza to, że było trudno mędrców zrozumieć, dlaczego napisano „do jego woli, skierowanej ku Stwórcy”. To znaczy, wszystkie jego działania, które wykonuje, by zbliżyć się do więzi ze Stwórcą, nie nazywają się „działaniem”, jeśli nie chce ich wykonać dla Stwórcy, co nazywa się „wolą skierowaną ku Stwórcy”. Ale jeśli ten człowiek jeszcze nie jest zdolny do działania dla Stwórcy, to jego działania nie mają znaczenia. Jakby nic nie zrobił, ponieważ jeszcze nie ma u niego woli ku Stwórcy.
Ale napisano „przybliż go”, czyli ucz, przymuszając. To znaczy: nawet siłą, jeśli nie chce działać dla Stwórcy – to też nazywa się „przybliżający się” (przynoszący siebie w ofierze). Ponieważ to dla niego trudne, bo nie chce przynieść siebie w ofierze dla woli Stwórcy. A jeśli tak, to początek zdania przeczy jego końcowi. I o tym powiedziano: „Zmuszali go, aż powiedział: «Chcę»”. Wyjaśnia się, że to odpowiada zasadzie, którą wyprowadzili mędrcy: „W każdym przypadku niech człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami, nawet nie dla Stwórcy, ponieważ z intencji nie dla Stwórcy przyjdzie do intencji dla Stwórcy” (traktat Pesachim, 50b). A sens tego jest taki, by za każdym razem obchodzić samego siebie, mimo że ciało nie zgadza się pracować dla Stwórcy, bo jeśli nie widzi z tego korzyści – nie jest zdolne nic zrobić.
I w każdym przypadku człowiek nie może kierować się skargami swojego ciała i mówi do niego: „Wiedz, że nawet jeśli jesteś zmuszany, to wypełniasz przykazania Stwórcy. I nie pomoże ci żaden sprzeciw wobec ich wykonania. Powiedziane jest, że w fizycznym wypełnieniu przykazań jest zbawienie, gdyż ono prowadzi człowieka do pracy dla Stwórcy”. I to wyjaśnienie słów: „przymuś go”. Tak przymusza siebie i nie słucha ani swojego rozumu, ani żadnego wyjaśnienia pochodzącego od swojego ciała. Bo powiedziano mu, że ostatecznie dojdzie do pracy dla Stwórcy. I to wyjaśnienie słów „aż powie: «Chcę»”. I w ten sposób z pracy nie dla Stwórcy przychodzi do pracy dla Stwórcy, co nazywa się „chcę”.
Z tego wynika, że za każdym razem, gdy przypomina sobie, że wykonał jakieś działanie związane z duchowością, natychmiast budzi się w nim ogromna radość, że miał zasługę być związanym z tym, co Stwórca nakazał czynić. I nawet wiedząc, że wszystko, co robi, nie jest dla Stwórcy, mimo wszystko w każdym przypadku jest radosny, ponieważ mędrcy przekonują nas, że z „nie dla Stwórcy” przyjdzie do „dla Stwórcy”.
Mędrcy powiedzieli: „U tego, kto powraca z miłością, zamierzone występki stają się zasługami. A u tego, kto powraca ze strachu – jego występki stają się jak pomyłki”. I z tego wynika, że gdy zasłuży na pracę dla Stwórcy, to oczywiście wszystkie przykazania, które wykonał nie dla Stwórcy, wejdą do duchowego i będą ważne, jakby wykonał je dla Stwórcy. Okazuje się, że jest nawet pozytywne w tym, że pracuje nie dla Stwórcy, a to jest dla niego ważne, jakby działał dla Stwórcy. Dlatego wyciąga dla siebie wniosek, że wszystkie działania, które wykonuje, oczywiście są bardziej znaczące niż wykroczenia, i na pewno zostaną naprawione na lepsze. I oczywiście każde działanie, które wykonuje, nawet najmniejsze, jawi mu się jako wielkie przykazanie. Jak powiedzieli mędrcy: „Bądź uważny wobec lekkiego przykazania tak samo jak wobec ciężkiego, ponieważ nie wiesz, jaką nagrodę daje się za wykonanie przykazania”.
Z tego wynika, że gdy człowiek dokonuje rachunku dotyczącego swoich czynów, a także w czasie, gdy wypowiada coś z tego, co jest napisane w Torze, mówi sam do siebie: „Czyją Torę uczę?”. A gdy wypowiada jakiekolwiek błogosławieństwo „na otrzymanie nasłodzenia”, takie jak „…że wszystko powstało przez Jego słowo” lub „…że wyprowadził chleb z ziemi”, wtedy myśli: „Do Kogo właśnie się zwracam?”.
Okazuje się, że wtedy znajduje się w stanie doskonałości. I ta doskonałość rodzi radość, ponieważ w tym czasie przebywa w zjednoczeniu ze Stwórcą, ponieważ sam stwierdza, że zwraca się do Stwórcy, Dającego dobro i nasłodzenie. I w zamian za to otrzymuje radość pochodzącą z samego źródła, a źródłem wszystkich stworzeń jest Stwórca, zwany „Dobrym i nasładzającym”. Jak wyjaśnili mędrcy: „Dobry dla mnie i nasładzający wszystkich” i wtedy może wierzyć, że Stwórca daje mu dobro. I tak samo daje nasłodzenie wszystkim. Czyli wtedy ma możliwość uwierzyć ponad wiedzę, że rzeczywiście tak jest, mimo że w swoim rozumie zdaje sobie sprawę, że jeszcze nie widzi dobra w całej jego doskonałości.
Ale teraz, dzięki sprawdzeniu swoich działań w Torze i przykazaniach, które pokazują, że obecnie znajduje się w pewnej mierze w zjednoczeniu ze Stwórcą, ma siły wierzyć ponad wiedzę, że tak rzeczywiściejest. I z samego faktu, że myśli, iż teraz mówi ze Stwórcą, wzrasta jego radość, jak napisano: „Wspaniałość i majestat przed Nim, siła i radość w Jego miejscu”.
Trzeba zrozumieć względem kogo mówi się, że obecna jest radość w Jego miejscu. Oczywiście wszystkie wypowiadane imiona są zgodnie z odczuciem stworzenia, z tym, jak odczuwa stworzenie. A względem samego Stwórcy, jak mówią mędrcy, „nie ma zupełnie żadnej możliwości poznania”. I wszystko mówi się tylko względem stworzenia. Wtedy można wyjaśnić, że ci, którzy czują, że znajdują się przed Stwórcą, odczuwają wielkość i majestat. Tak samo ci, którzy myślą, że znajdują się w Jego miejscu. Ponieważ pojęcie „miejsce” oznacza „podobieństwo właściwości”. Jest jeszcze jedno wyjaśnienie, jak powiedział Baal Sulam, że tam, gdzie znajdują się myśli człowieka, tam i on sam się znajduje. I według tego, jeśli człowiek myśli, że znajduje się i rozmawia z Królem, to jest w miejscu, w którym jest Król. Wtedy odczuwa, jak napisano: „Siła i radość w Jego miejscu”.
I teraz zrozumiały jest sens pytania o słowa mędrców: „Kiedy przychodzi adar – zwiększamy radość”. Co to znaczy zwiększać radość? Jeśli radość to rezultat, który ma jakąś przyczynę, to czym jest ta przyczyna, którą odkrywając, możemy uzyskać dla siebie radość? Zgodnie z powyższym „zwiększać” oznacza iść w prawej linii, zwanej „doskonałością”. Człowiek znajduje się w stanie doskonałości, i to nazywa się „zjednoczenie”. Czyli „doskonały” to człowiek, który przebywa w zjednoczeniu z doskonałym, jak napisano: „Błogosławiony łączy się z błogosławionym, a przeklęty nie może połączyć się z błogosławionym”. Tak więc, jeśli człowiek znajduje się w stanie samokontroli, zwanym „lewa linia”, to znajduje się w stanie „przeklęty” i tak czy inaczej jest oddzielony od doskonałości. A zatem może odczuwać tylko ciemność, a nie światło. A radość przynosi tylko światło.
I tak można zrozumieć, dlaczego właśnie w miesiącu adar mamy zwiększać radość. I dlaczego nie możemy cały rok iść w prawej linii. W tym kontekście warto przypomnieć, że w miesiącu adar wydarzył się cud Purim, kiedy zaświeciło światło ostatecznego naprawienia, jak napisano w Szaar ha-Kawanot (Talmud Dziesięciu Sfirot, część 15): „W przyszłości wszystkie święta zostaną anulowane, poza Purim”. Ponieważ nigdy nie będzie większego cudu niż ten – ani w szabat, ani w święta. Dlatego przygotowaniem do tak wielkiego światła powinna być radość, podobna do przygotowania na przyjęcie czcigodnego gościa, czyli światła, które przyjdzie w przyszłości. W ten sposób, dzięki przygotowaniu przez „zwiększanie radości”, otrzymamy w przyszłości światło zwane „dniami uczty i radości”.
A to jest zgodne z zasadą podaną w Księdze Zohar: „Działanie od dołu wywołuje działanie z góry”. Objaśnienie: w zależności od czynów wykonywanych od dołu, w takim samym stopniu powstają działania z góry. A zatem w czasie, gdy niżsi radują się – w tym samym stopniu przyciągają światło radości w dół. I o tym powiedziano w Megilat Ester (9:21): „I napisał Mordechaj, by obchodzili te dni jako czas, w którym Israel odpoczął od swych wrogów. I miesiąc, który obrócił się dla nich z żałoby w radość, z żalu w święto, stał się dniami uczty i wesela”. I dzięki temu przyciągnęli na siebie światło ostatecznego naprawienia, które wtedy zaświeciło.
Podkreślmy, że przyczyną trwania radości jest to, że człowiek dziękuje Stwórcy za to, że go przybliżył. I w chwili, gdy dziękuje, działa w oddawaniu, ponieważ dziękuje i wychwala Stwórcę za to, że dał mu myśli i pragnienie, by być w jakimś kontakcie z duchowością. I teraz nie chce, by Stwórca dał mu cokolwiek. Dlatego o nic nie prosi Stwórcy. A jego celem teraz jest dziękować Stwórcy. I wtedy następuje zjednoczenie ze Stwórcą, ponieważ działa teraz w oddawaniu. A dzięki zjednoczeniu przekazywana jest mu cecha radości i doskonałości, ponieważ teraz złączony jest z doskonałością. I istota tego polega na tym, że w ten sposób zwiększamy radość.
Lecz kiedy człowiek prosi, gdy modlitwa wychodzi z głębi serca, jest ona pełna odczucia braku. Bo im większe odczucie braku, tym większa głębia modlitwy. Wynika z tego, że w tym czasie niemożliwe jest przebywać w radości. Okazuje się, że przyczyna radości ujawnia się podczas wychwalania i dziękczynienia, a nie wtedy, gdy człowiek zajmuje się ujawnianiem braków.
I teraz możemy wyjaśnić słowa mędrców: „Jeśli ktoś ma proces i spór z bałwochwalcami, niech sądzi się z nimi w adarze”. Należy zrozumieć co oznacza, że lud Izraela ma proces i spór z gojem. Jakby to było coś zwyczajnego? Przecież mowa o ludziach zajmujących się Torą i pracą wewnętrzną, a nie handlem czy pracą.
Z punktu widzenia pracy duchowej, chodzi o bałwochwalców, którzy są w całym Izraelu, czyli w jednym ciele. A ludzie, którzy chcą iść drogą Stwórcy – ich ciało stawia im opór. O tym powiedzieli mędrcy w odniesieniu do wersetu „I nie będzie w tobie innego boga”. Powiedzieli: „Jakie to obce bóstwo w ciele człowieka? – To zły początek (jecer ha-ra)”. I ono nazywane jest „bałwochwalcami”, ponieważ sprzeciwia się byciu cechą „Israel”. I to nazywa się, że „ma on proces i spór”. I w miesiącu adarIsrael zasłużył na cud, i wtedy było wesele i radość, ponieważ opuścił ich strach, i zamieniło się to w to, że zaczęli panować nad swoimi wrogami. Dlatego w tym miesiącu człowiek ma możliwość sądzić się z bałwochwalcą, który jest w nim. I oczywiście uda mu się to w tym miesiącu, którego cechą jest „i odwrócił On”, jak napisano: „ponieważ Israel będzie panować nad swoimi wrogami”.
I trzeba pamiętać, że sąd i spory człowieka z jego wewnętrznym bałwochwalstwem polegają na tym, że każda ze stron twierdzi: „wszystko moje”. Israel twierdzi, że ciało zostało stworzone tylko po to, by być w stanie Israel i pracować dla Stwórcy, a nie dla miłości do siebie. A „poganin” w nim także twierdzi: „wszystko moje”. To znaczy, że ciało zostało stworzone z pragnieniem otrzymywania. I oczywiście tak jest, ponieważ ciało powinno troszczyć się tylko o zaspokojenie swojego pragnienia otrzymywania. I po co miałoby myśleć o pragnieniu oddawania? I podaje jeszcze szereg dowodów na to, że prawda jest po jego stronie, i że ludzie tak właśnie postępują. Dlatego „poganin” mówi mu: „Idź i zobacz, jak większość się zachowuje. Czy jest ktoś, kto zacznie troszczyć się o dobro społeczeństwa, zanim zaspokoi wszystkie swoje potrzeby, to, co konieczne dla niego samego? Ale jest kilku ludzi, niewielka garstka, którzy po tym, jak zaspokoją swoje potrzeby, zaczynają troszczyć się o społeczeństwo. Ale i wtedy patrzą szeroko otwartymi oczami, żeby nie daj Bóg ten, kto troszczy się o społeczeństwo, nie wyrządził szkody własnemu egoizmowi. A ty twierdzisz: «wszystko moje»! To znaczy, że w ogóle nie chcesz myśleć o miłości do siebie. I całe swoje dążenie chcesz wykorzystać dla potrzeb społeczeństwa. I wyjaśniasz mi, że to, że chcesz pracować dla towarzyszy, nazywa się «miłością do społeczeństwa». Mówisz mi, że to jeszcze nie wszystko, i że dodatkowo uważasz, że przynosząc pożytek społeczeństwu, będziesz mógł dojść do miłości do Stwórcy. To znaczy, że chcesz całkowicie anulować siebie względem Stwórcy. I co wtedy będzie z ciałem, jeśli chcesz później całe swoje ciało oddać Stwórcy? Anulować siebie wobec Stwórcy! Powiedz sam, jak mogę zgodzić się z takim twierdzeniem, które wydaje się zbyt dziwne, by mogło zostać zrozumiane przez zwykły ludzki rozum? Dodatkowo do tego muszę stwierdzić: «Wszystko moje!» i nie pozwolić ci zrobić ani kroku naprzód”.
Oznacza to stan ciężkiej wojny, ponieważ każda ze stron twierdzi, że prawda jest po jej stronie. Israel, który znajduje się wewnątrz człowieka, mówi: „Jeśli Stwórca stworzył nas z zamysłem «nasłodzić stworzenia», to z pewnością wie, co jest dla nas dobre. I człowiek zrozumie, że tylko działania z zamiarem sprawienia radości Stwórcy dadzą siły, by osiągnąć najwyższe stopnie, nazywane «wielkością Stwórcy», które odziewają się w wewnętrzne zrozumienie i wewnętrzne odczucie, znajdujące się w sercu. To znaczy, że tylko tą drogą będzie możliwość otrzymania całego dobra i nasłodzenia, które Stwórca pragnie dać stworzeniu”.
Z drugiej strony – zaspokajanie jedynie swojego własnego pragnienia otrzymywania prowadzi do oddzielenia, a poza tym zmusza do zadowolenia się małym. A my musimy wierzyć temu, co jest napisane w Księdze Zohar, że istnieje małe świecenie, które świeci w światy nieczyste, by podtrzymać w nich życie. To znaczy, że wszystkie błogie rzeczy, jakie są w naszym świecie, to tylko cienki promień światła z całego dobra i nasłodzenia, które znajduje się w świecie duchowym. Nawet w małym stopniu duchowym, na przykład w „nefesz de-Asija”, jest więcej nasłodzenia niż we wszystkich przyjemnościach naszego świata. I oczywiście, gdyby człowiek otrzymał obfitość poprzez swoje pragnienie otrzymywania dla siebie, byłby tym usatysfakcjonowany – świecenie światła „nefesz de-Asija” byłoby dla niego tak wystarczające, że nie byłoby potrzeby dodawać czegokolwiek do przyjemności, które otrzymuje.
Ale kiedy człowieka uczy się pracować po to, by sprawiać radość Stwórcy, wtedy człowiek nie może powiedzieć: „wystarczy mi to, co już mam”. Ponieważ wszystko, co otrzymuje – to dla Stwórcy. A jeśli tak, to nie może powiedzieć: „już mi wystarczy, bo sprawiłem Stwórcy przyjemność przez to, że otrzymałem trochę wyższego światła, i nie chcę więcej”. Z tego, że nie można tak powiedzieć, gdyż człowiek musi starać się z każdym razem sprawiać coraz większą i większą radość Stwórcy. Bo każde nasłodzenie w górze, jako że wyższy cel to „nasłodzić stworzenia”, naprawdę osiąga niższych i to stanowi nasłodzenie wyższych.
Dlatego w miesiącu adar, gdy nadchodzi czas cudu, jak napisano: „I stanie się przeciwnie, bo będzie panować Israel nad tymi, którzy ich nienawidzą” – ten czas związany jest z tym, że przychodzi poganin, jak powiedzieli mędrcy (traktat Brachot, 5): „Zawsze człowiek powinien poczuć wyższość dobrego początku nad złym początkiem”, jak powiedziano: „i rozgniewają się, i nie będą grzeszyć”. Jak wyjaśnia Raszi: „rozgniewało się dobre początki” i rozpoczęło wojnę ze złym początkiem.
I tu chodzi o to, że w miesiącu adar są większe możliwości pokonania złego początku. Ponieważ wtedy wydarzył się cud z góry, jak powiedziano u mędrców (traktat Szabat, 88): „Wykonali i przyjęli”. Wykonali to, co już przyjęli. I Raszi wyjaśnia, że pokolenie w dniach Achaszwerosza przyjęło dzięki miłości cud, który dla nich się wydarzył. Co się tyczy miesiąca aw – w tym czasie miało miejsce zburzenie Świątyni i należy z tego powodu odczuwać żałobę.
Zatem wyjaśnia się to, dlaczego powiedzieli mędrcy: „zmniejszamy radość”, czyli że to jest droga, którą odbywa się praca w miesiącu adar – w prawej linii, należy zwrócić uwagę na cud, który się objawił w miesiącu adar, jak powiedzieli mędrcy: „z miłości do cudu wykonali i przyjęli”.
Jeśli chodzi o miesiąc aw, to należy opłakiwać zburzenie Świątyni, czyli pracować w lewej linii, czyli poddać analizie działania, które należy wykonywać w duchowości z zamiarem oddawania, i zrozumieć, jak bardzo człowiek jest oddalony od istoty oddawania. A w czasie, kiedy człowiek o tym myśli, znajduje się w stanie oddalenia od duchowości i zanurzony w miłości do samego siebie w takim stopniu, że cała podstawa jego zajmowania się Torą i przykazaniami – to wszystko po to, by napełnić swoje pragnienie otrzymywania wszelkimi możliwymi sposobami.
Z tego wynika, że w czasie, gdy zajmuje się analizą swojego upadku, wtedy ma możliwość wzbudzić ból z powodu zburzenia Świątyni, która jest wewnątrz każdego. I wtedy spełni się: „każdy, kto opłakuje Jeruszalajim, zasłuży, by ujrzeć Jeruszalajim w pocieszeniu”.