Ludzi wypełniających Torę i przykazania można podzielić na cztery typy.
Pierwszy typ. Czasem człowiek przestrzega szabatu, ponieważ zmusza go do tego pracodawca. Na przykład, jeśli taki pracodawca ma pracownika, który nie przestrzega szabatu, i mówi temu pracownikowi, że jeśli nie przestanie go naruszać, to go zwolni, wtedy taki pracownik musi powiedzieć, że będzie przestrzegać szabatu, inaczej straci pracę. Bo jeśli w danym miejscu nie ma innej pracy, to jest po prostu zmuszony obiecać pracodawcy, że będzie przestrzegać szabatowych przykazań. Wynika z tego, że przestrzega szabatu pod przymusem pracodawcy. Nasuwa się wtedy pytanie: czyjego szabatu on przestrzega? Czy tego szabatu, którego przestrzeganie nakazał Stwórca? Czy wykonuje przykazanie Stwórcy, czy przykazanie swojego pracodawcy – to, co pracodawca mu nakazał pod groźbą utraty zarobku? Ale mimo wszystko, w obu przypadkach nazywa się go przestrzegającym szabatu.
Tak samo jest z innymi przykazaniami. Na przykład: jest ojciec i syn. Ojciec wie, że jeśli powie synowi, że ten musi przestrzegać przykazań, inaczej pozbawi go wsparcia, to tym samym zmusi syna do ich przestrzegania. Ponieważ jeśli go nie wesprze, to syn nie będzie miał zarobku. I oczywiście zgodnie z prawem Tory ojciec ma obowiązek troszczyć się o to, by syn przestrzegał przykazań. Dlatego i tu pojawia się pytanie: czyją Torę taki syn studiuje i czyje przykazania wypełnia? Przykazania Stwórcy, który dał nam je do wypełniania, czy przykazania swojego ojca? Jednak tak czy inaczej, zalicza się go do ludzi, którzy przestrzegają Tory i przykazań.
A oto co mówi Rambam: „Ten, kto pierwszy napomniał drugiego, nie powinien potem mieć do niego pretensji. To dotyczy przykazań między człowiekiem a jego bliźnim. Ale wszystko, co dotyczy przykazań między człowiekiem a Stwórcą – tu, jeśli człowiek sam nie zaczął ich wypełniać, to wszyscy powinni go zawstydzać, publicznie ogłaszać jego grzechy, otwarcie go zawstydzać, hańbić i przeklinać, aż zacznie przestrzegać przykazań”. I tu pojawia się to samo pytanie: czyje przykazania taki człowiek wypełnia – przykazania Stwórcy, czy ludzi, którzy nim gardzą? A jednak i on nazywa się przestrzegającym Tory i przykazań.
Zatem, jeśli patrzymy na jego działanie, to widzimy, że nie ma do niego nic do dodania. Pytanie dotyczy tylko intencji – jaka jest przyczyna, która zobowiązuje go do przestrzegania Tory i przykazań. W ten sposób rozpatrzyliśmy pierwszy rodzaj wypełniania przykazań.
Drugi typ to ci, którzy urodzili się w ortodoksyjnym środowisku religijnym i wypełniają przykazania dzięki swojemu wychowaniu. Albo tacy, którzy, choć urodzili się w innym środowisku, potem jednak weszli w środowisko religijne i znaleźli się pod jego wpływem. Przyczyną, dla której taki człowiek wypełnia przykazania, są te przekonania, które dało mu jego otoczenie. Przekonania te polegają na tym, że dzięki wypełnianiu przykazań będzie miał lepsze życie, zarówno w tym, jak i w przyszłym świecie. I zaczyna dostrzegać, jak bardzo szanowani są ludzie, którzy dokładnie przestrzegają wszystkich przykazań, jak bardzo są cenieni. Widzi, z jakim szacunkiem odnoszą się do tych, którzy modlą się z zaangażowaniem, którzy poświęcają więcej czasu na studiowanie Tory. I ten szacunek, okazywany takim ludziom, daje mu bodziec, służy mu jako energia do tego, by i on zaczął modlić się z większym zaangażowaniem, z większą dokładnością wypełniać każde przykazanie i każdy dobry uczynek, daje mu siłę, by wydłużyć czas poświęcany studiowaniu Tory.
I to jest drugi rodzaj przestrzegających Tory i przykazań. Taki człowiek chce dokonać własnego wyboru na rzecz wypełniania przykazań, ponieważ rozumie, że otrzyma nagrodę od Stwórcy, jeśli wypełni to, co On nakazał. Dodatkowo ma on jeszcze inny powód do przestrzegania przykazań – ten szacunek, który, jak widzi, mają ci, którzy z większym wysiłkiem niż inni ludzie przestrzegają przykazań. Ci, którzy skrupulatnie przestrzegają przykazań, oprócz szacunku mają jeszcze inne powody, dzięki którym wszyscy pozostali ludzie skłaniają ich do jeszcze większej pracy w tym wypełnianiu. Mogą to być pieniądze i wiele innych rzeczy, nieistotne co. Najważniejsze, że taki człowiek ma jeszcze jeden powód, dla którego wypełnia przykazania.
Wynika z tego, że drugi rodzaj wypełniania przykazań jest wyższy niż pierwszy, ponieważ w tym przypadku człowiek wypełnia przykazania Stwórcy, ponieważ wierzy w Niego. Podczas gdy ten, kto należy do pierwszego rodzaju, nie wierzy w Stwórcę, a po prostu wie, że musi wypełniać przykazania, ponieważ ma świadomość kary, czyli że pracodawca chce go zwolnić itd. Dlatego zobowiązuje się do przestrzegania przykazań. Natomiast ten, kto należy do drugiego rodzaju, dzięki swojemu wychowaniu przestrzega przykazań i wierzy w Stwórcę, w to, że On nakazał nam ich wypełnianie. I nie zna on swojej nagrody i kary, lecz musi wierzyć, że Stwórca mu odpłaci. Jak powiedziano u mędrców: „Wierzysz w Gospodarza, że zapłaci ci za twój trud. I wiedz, że nagroda sprawiedliwych oczekuje ich w przyszłym świecie”. Wynika z tego, że taki człowiek musi wierzyć w nagrodę i karę, podczas gdy ten, kto należy do pierwszego rodzaju – nie musi w nie wierzyć. Ponieważ nagroda i kara są dla niego jawne: wie, że jeśli nie posłucha pracodawcy i nie będzie przestrzegał przykazań, to oczywiście otrzyma karę – zwolnienie z pracy i utratę zarobku.
To samo dotyczy powiedzianego u Rambama, że takiego człowieka trzeba zawstydzać. On również nie musi wierzyć w nagrodę i karę, ponieważ odczuwa cierpienie z powodu tego, że jest prześladowany i zmuszany do przyjęcia na siebie wypełniania Tory i przykazań. Taki człowiek wypełnia przykazania tych, którzy go zmuszają, a nie przykazania Stwórcy. Dlatego też zalicza się wyłącznie do pierwszego rodzaju. Natomiast należący do drugiego rodzaju wypełnia przykazania Stwórcy, jednak łączy to jeszcze z czymś innym: ma jeszcze jedną przyczynę, która daje mu siłę do wypełniania przykazań. I o tym mówią mędrcy, że „każdy, kto łączy imię Stwórcy z czymkolwiek innym, zostanie wyrwany z tego świata, ponieważ nie ma nikogo oprócz Stwórcy”. Dlaczego „łączenie czegoś innego ze Stwórcą” jest tak surowo karane? Jeśli człowiek ma jeszcze inną przyczynę, która zmusza go do wypełniania przykazań, to nazywa się to, że jest „wyrwany ze świata”, ponieważ tylko dla Stwórcy powinno się przestrzegać Tory i przykazań. To znaczy, człowiek powinien wykonywać to, co nakazał Stwórca, i nie brać innych przyczyn do wypełniania.
Z tego wynika, że główny brak drugiego rodzaju wypełniania przykazań polega na tym, że człowiek robi to nie dla Stwórcy. Przykazania zaś powinny być przestrzegane dlatego, że tak nakazał Stwórca, ponieważ człowiek pracuje i służy Stwórcy. I kiedy potem idzie i prosi Stwórcę, by Ten zapłacił mu za jego pracę, wtedy mówi mu się: „Przecież pracowałeś także dla innych, miałeś także innych, oprócz Stwórcy, którzy cię zobowiązywali do pracy dla nich. Idź więc do nich. Niech oni zapłacą ci za pracę, którą dla nich wykonałeś”.
To podobne do tego, jakby kierowca autobusu firmy „Dan” poszedł po wypłatę do firmy „Egged”, a oni nie chcą mu zapłacić, ponieważ u nich nie pracował. I to samo dotyczy tutaj: kiedy człowiek domaga się, by Stwórca zapłacił mu za jego pracę, mówi mu się: „Przecież pracowałeś dla ludzi: dla ich szacunku, pieniędzy itd. Idź więc do nich, żeby to oni ci zapłacili”. I oni rzeczywiście płacą mu według jego pracy, czyli okazują mu szacunek itd.
Tym, że człowiek łączy ze Stwórcą także inne przyczyny, czyli że również stworzenia zmuszają go do pracy – wyrządza szkodę swojej pracy dla Stwórcy. Dlatego taki człowiek zalicza się jedynie do drugiego rodzaju wykonujących przykazania – do tych, których praca nie jest doskonała, nie jest czysta i nie jest wierna Stwórcy.
Trzeci typ. To człowiek, który pracuje tylko dla Stwórcy, a nie dla stworzeń. Jego praca jest skromna tak, że nikt nie wie, ile czasu spędza na modlitwie i ile poświęca na naukę. Dlatego nie można powiedzieć, że choćby w czymkolwiek pracuje dla ludzi wokół siebie, żeby ci dali mu coś za jego pracę. On pracuje tylko dla Stwórcy. To oznacza, że wszystkie przyczyny, które skłaniają go do przestrzegania Tory i przykazań, sprowadzają się do jego dążenia do spełnienia woli Stwórcy.
Jednak mimo to pracuje on dla nagrody. Jak to napisano u Rambama: „Aby nie spadły na niego nieszczęścia i aby otrzymać nagrodę w tym świecie”. To znaczy, by Stwórca dał mu zdrowie, dochód, radość z dzieci itd., lub by dał mu duchowy świat. I to jest ta przyczyna, która daje mu siłę do pracy duchowej. I mimo to, ta praca nazywa się pracą dla Stwórcy, ponieważ przyczyną, która wywołuje u niego wykonywanie przykazań, jest wyłącznie sam Stwórca, i nie łączy on z tym niczego innego. To znaczy, nie ma on innej przyczyny, która zmuszałaby go do przestrzegania przykazań. I dlatego zalicza się już do trzeciego rodzaju, ponieważ nie ma on żadnego pragnienia pracować dla kogokolwiek innego poza Stwórcą. Chociaż przyczyną, która zmusza go do wypełniania przykazań Stwórcy, jest mimo wszystko strach przed karą lub miłość do nagrody.
Baal Sulam w swoim komentarzu do Zohar Hakdama pisze tak (p. 191): „Są ludzie, którzy drżą przed Stwórcą, ponieważ nie chcą śmierci swoich synów, boją się cielesnych cierpień lub materialnego niedostatku. I dlatego taki człowiek ma stałą bojaźń przed Stwórcą. Ale nie tę swoją bojaźń przed Stwórcą stawia jako pierwotną przyczynę wszystkiego, lecz własną korzyść. To właśnie ona jest dla niego początkiem, a bojaźń przed Stwórcą to tylko jej pochodna. On boi się kary w tym świecie. Ale to samo dotyczy i tego, kto boi się piekła. To znaczy, oba rodzaje tej bojaźni: bojaźń przed karą w tym świecie i bojaźń przed karą w przyszłym duchowym świecie. nie są głównymi elementami bojaźni przed Stwórcą”.
I skoro te przyczyny nie są głównymi w bojaźni przed Stwórcą, to praca takiego człowieka zalicza się tylko do trzeciego rodzaju. Praca ta nazywa się „dla Stwórcy”, ponieważ pracuje on tylko dla Stwórcy i dla nikogo innego. To znaczy, nie pracuje dla innych, by ci okazali mu szacunek itd. Taki człowiek przychodzi z żądaniem do Stwórcy: „Ponieważ pracowałem tylko u Ciebie i nikt nawet nie wie, jak wypełniałem przykazania, ponieważ byłem skromny, to Ty powinieneś zgodnie z prawem zapłacić mi za mój trud”.
Dlatego powiedziano przez mędrców: „Ten, kto daje jałmużnę, aby żyli jego synowie, jest doskonałym sprawiedliwym”. A to dlatego, że wypełnia on przykazania Stwórcy. Stwórca powiedział, by dawać jałmużnę i on daje. Wynika z tego, że ze strony oddawania nie ma tu żadnego uszczerbku, ponieważ wykonuje on przykazanie Stwórcy i nie ma nikogo innego, kto zobowiązywałby go do bycia miłosiernym. Jednak on prosi Stwórcę o nagrodę, by Stwórca zapłacił za Swoje przykazanie, które człowiek wykonuje. I by zapłacił za ten trud, który człowiek podjął tylko dla Stwórcy i dla nikogo innego. Czyli nie jak w drugim przypadku, gdy człowiek bierze również pod uwagę otaczających go ludzi, by i oni byli przyczyną jego skrupulatnego przestrzegania przykazań.
Dlatego, jak już powiedziano: „Dający jałmużnę, aby żyli jego synowie albo aby miał kontynuację w świecie duchowym, stoi po stronie doskonałej sprawiedliwości”. Jak wyjaśnił Raszi: „To on jest doskonałym sprawiedliwym. I nie można powiedzieć, że nie pracuje dla Stwórcy. On wykonuje przykazanie Stwórcy, by być miłosiernym, mając wprawdzie na względzie własną korzyść, to, że dostąpi świata duchowego, albo że będą żyć jego synowie itd.”.
Stąd wynika, że mimo iż domaga się zapłaty za wypełnianie przykazań, to i tak nazywa się sprawiedliwym. Pragnienie takiego człowieka do świata duchowego jest takim samym żądaniem nagrody jak jego życzenie życia dla swoich synów. Napisano w Zoharze, że „pragnienia otrzymania nagrody za swoją pracę, zarówno w tym, jak i w duchowym świecie, nie są głównymi w bojaźni przed Stwórcą”, ponieważ własna korzyść jest przyczyną wypełniania przykazań, a nie Stwórca. A mimo to mędrcy mówią o takim człowieku, że „jest doskonałym sprawiedliwym”. Jak mówi Raszi: „Skoro wypełnia przykazania Stwórcy, który nakazał nam być miłosiernymi, to choć jego zamiarem jest własna korzyść, to jednak jest doskonałym sprawiedliwym”. I to, jak już wyjaśniliśmy, dlatego że wykonuje on polecenia Stwórcy dotyczące przestrzegania przykazań i zajmowania się Torą, i nie ma nikogo więcej, kto by go do tego zobowiązywał. I to nazywa się „dla Stwórcy”. A dla działań „nie dla Stwórcy” przytaczaliśmy już analogię ze świata materialnego. Jak na przykład, gdy ktoś, kto pracuje u Reuwena, poszedłby prosić o wypłatę u Szymona.
W ten sposób, ten, kto pracuje nie tylko dla Stwórcy, lecz także dla kogoś innego, jego działania nazywane są „nie dla Stwórcy” i również zaliczają się do drugiego rodzaju wypełniania przykazań.
Słyszałem, że czasem interpretuje się słowa mędrców, którzy powiedzieli: „Ten, kto daje jałmużnę, aby żyli jego synowie, jest doskonałym sprawiedliwym”, jakby było napisane, że on po prostu „czyni wielkie miłosierdzie” (w hebrajskim słowa „doskonały sprawiedliwy” i „wielkie miłosierdzie” mają ten sam skrót), ponieważ stawia warunki swojemu wypełnianiu przykazań. To znaczy, stwierdza się, że nastąpił błąd w odczytaniu skrótu. Jednak to twierdzenie, oczywiście, nie jest prawdziwe, ponieważ nie wyjaśnia drugiej części cytatu – jego zamiaru przy dawaniu jałmużny, aby miał kontynuację w świecie duchowym. Przecież ten zamiar jest tak samo egoistyczny jak życzenie życia swoim synom (czyli swojemu materialnemu przedłużeniu).
A więc, trzecim rodzajem przestrzegania przykazań nazywa się wypełnianie poleceń Stwórcy przekazanych nam przez Moszego. Dlatego zapłaty za nasz trud żądamy od Stwórcy, ponieważ pracowaliśmy tylko dla Niego i tylko dlatego, że On nam tak nakazał, bez żadnej dodatkowej przyczyny. Taka praca nazywa się „dla Stwórcy”, jednak jest to tylko trzeci rodzaj wypełniania przykazań.
Czwarty typ. Należy do niego ten, kto wypełnia przykazania i zajmuje się Torą nie dla otrzymania jakiejkolwiek nagrody. Jak napisano w Talmudzie: „Sprawiedliwy Szymon powiedział Antygonosowi z Socho, że nie należy upodabniać się do pracowników służących swojemu Panu dla otrzymania zapłaty, lecz należy być jak ci, którzy służą Mu nie dla nagrody. Tacy pracownicy mają bojaźń przed Stwórcą”.
Wynika z tego, że właśnie praca nie dla nagrody jest pracą „dla Stwórcy”, jak napisano: „jest u nich bojaźń przed Stwórcą”. A zatem prawdziwa bojaźń przed Stwórcą polega na działaniach „dla Stwórcy” bez jakiejkolwiek nagrody, czyli bez żadnego zamiaru nasłodzić się. Cały zamiar powinien polegać tylko na tym, by sprawić radość Stwórcy. I to właśnie nazywa się w czystej postaci „dla Stwórcy”, bez domieszki samonasłodzenia. To i jest czwarty rodzaj.
Tutaj pojawia się znane pytanie: czyżby Stwórcy czegoś brakowało? Dlaczego potrzebuje On, by stworzenia pracowały tylko dla Niego, i w żadnym razie nie dla siebie, a żeby wszystko było tylko dla Niego, bez żadnej domieszki samonasłodzenia? Jeśli chcą przy tym również nasłodzenia z pracy, to taka praca nie nadaje się i nie jest przyjęta z góry jako przykazanie godne stanięcia przed Stwórcą. Jakaż więc różnica dla Stwórcy – niechże i człowiek nasłodzi się trochę swoją pracą?
Odpowiedź jest znana. Aby nie było ukrycia, konieczne jest upodobnienie się we właściwościach do Stwórcy. Prawo głosi, że gałąź musi się upodobnić do korzenia. Stwórca zaś tylko oddaje. Dlatego w chwili, gdy człowiek musi otrzymać coś od kogoś, odczuwa on nieprzyjemne uczucie. Wynika z tego, że ukrycie i skrócenie naszego pragnienia nasłodzenia się, przez które nie można pracować dla otrzymania nagrody – wszystko to dla naszej korzyści. Inaczej nie byłoby żadnego wyboru, i człowiek nigdy nie mógłby wypełniać przykazań i zajmować się Torą w imię oddawania. Ponieważ nie byłoby możliwości przezwyciężyć nasłodzenia z odczuwania smaku Tory i przykazań, gdyby nie było skrócenia i ukrycia na pragnienie otrzymywania. Im większe bowiem nasłodzenie, tym trudniej z niego zrezygnować.
Dlatego dane są nam tylko materialne nasłodzenia, to znaczy niezwykle małe światło, nazywane w Zoharze „iskierką”, która spadła do egoizmu w czasie tzw. rozbicia duchowych pragnień. I jeszcze dodały się do niej małe iskierki w czasie grzechu Adama. I właśnie za tymi nasłodzeniami gonią wszystkie stworzenia, próbując je osiągnąć. I wszystkie wojny, zabójstwa, rozboje, jakie tylko są na świecie, pochodzą z namiętnego dążenia każdego do otrzymania nasłodzenia.
Jednak te nasłodzenia dane są nam po to, aby je przezwyciężyć i otrzymywać tylko dla Stwórcy. Wówczas człowiek widzi, jak bardzo trudno jest wyjść z miłości do samego siebie i zrezygnować z małych przyjemności. Dlatego, gdyby pragnienie otrzymywania nie było skrócone, i gdyby objawiły się nam prawdziwe nasłodzenia, jakie są w Torze i przykazaniach, to nie mielibyśmy żadnej możliwości zrezygnować z tych nasłodzeń. I na pewno nie bylibyśmy w stanie przestrzegać Tory i przykazań tylko z chęci sprawienia radości Stwórcy.
Ale człowiek nie potrafi tego zrobić, czyli nie potrafi wypełniać przykazań, nie odczuwając przy tym żadnego nasłodzenia. Ponieważ nasza natura jest taka, że urodziliśmy się wraz z pragnieniem otrzymywania nasłodzenia. A skoro tak, to jakże można pracować bez żadnej nagrody?
Jednak dana jest człowiekowi jedna możliwość, korzystając z której możemy pracować bez jakiejkolwiek nagrody. Nawet jeśli, z powodu skrócenia naszego pragnienia otrzymywania, nie znajdujemy żadnego smaku w wypełnianiu przykazań i w zajmowaniu się Torą. Mimo to, istnieje jedna rada, polegająca na tym, by pracować w odczuciu wielkości Stwórcy, uważając za ogromny zaszczyt możliwość służenia Mu. I to już jest w naszej naturze: zwykły człowiek może wyrzec się samego siebie wobec kogoś, kto uważany jest za wybitnego w jego pokoleniu. I ma on siły i energię, by pracować dla tego ważnego, uznanego przez cały świat człowieka. I zgodnie z jego wielkością, zwykły człowiek otrzymuje nasłodzenie z samej świadomości, że służy wielkiemu. Takie nasłodzenie wolno otrzymywać, ponieważ nasłodzenie z oddawania w imię oddawania nie jest „w imię otrzymywania”. Ponieważ oddawanie w imię otrzymywania, to gdy chce się otrzymać nagrodę za swoje usługi.
Na przykład pracownik w fabryce wie, że właściciel fabryki cieszy się z każdego produktu, który jego pracownik wytwarza. A jeśli ktoś produkuje więcej niż zwykle, to i właściciel cieszy się bardziej. Dlatego taki pracownik stara się zrobić więcej niż inni, aby bardziej ucieszyć właściciela. Ale potem chce, aby właściciel zapłacił mu za jego starania, by go ucieszyć. I to nazywa się, że z jednej strony oddaje, a z drugiej strony chce za to nagrody. I to nazywa się „oddawaniem w imię otrzymania nagrody”.
Podczas gdy, jeśli człowiek służy królowi i mówi mu: „Nie chcę żadnej nagrody za swoją służbę, ponieważ nasładzam się samą moją pracą i nie potrzebuję żadnej zapłaty. Ponieważ wszystko, co dasz mi za mój trud, czuję, że uczyni moją służbę ułomną. A ja chcę tylko samej służby i nie dawaj mi nic w zamian. W tym jest moje nasłodzenie. I to dla mnie wielka łaska – dostąpić służby królowi”. Oczywiście nie można powiedzieć, że taki człowiek oddaje dla otrzymania, ponieważ on nie chce nic w zamian. Dlaczego nie chce? Bo ma wielkie nasłodzenie z tego, że służy królowi. I to nazywa się oddawaniem w imię oddawania ważnej osobie. Ważność zaś króla mierzona jest u człowieka wielkością jego nasłodzenia ze służby królowi. Ponieważ im ważniejszy król, tym większe nasłodzenie człowieka. Ten, kto służy wielkiemu w swoim mieście, wcale nie jest podobny do tego, kto służy wielkiemu w swoim kraju, a tym bardziej nie jest podobny do tego, kto służy największemu na całym świecie.
I to nazywa się „prawdziwe oddawanie”, kiedy człowiek nasładza się samym oddawaniem. Ponieważ głównym motywem oddawania było upodobnienie się we właściwościach do Stwórcy. Czyli tak jak Stwórca oddaje, tak też i stworzenia chcą być oddającymi. A Stwórca, oczywiście, nasładza się swoim oddawaniem. Wynika z tego, że jeśli stworzenie oddaje Stwórcy, ale nie nasładza się przy tym, to brak u nich podobieństwa właściwości. Ponieważ u Stwórcy, w czasie gdy On daje stworzeniom nasłodzenie, jest nasłodzenie płynące z samego oddawania. Jeśli zaś człowiek musi coś otrzymać za swoje oddające działania, i nasładza się już tą nagrodą, to takie otrzymywanie jest uszczerbkiem w jego oddawaniu.
Jednak samo oddawanie nie jest doskonałe, jeśli człowiek nie nasładza się przy tym. Dlatego, aby było doskonałość, trzeba coś dodać, czyli otrzymać trochę nagrody za swoje działania, skoro samo działanie, to znaczy samo oddawanie, nie ma dla człowieka znaczenia.
Prawda zaś jest taka, że jeśli istnieje pragnienie wykonania jakiegoś działania oddającego, czyli jakiegoś działania dla Stwórcy, to trzeba starać się otrzymać przy tym jak największe nasłodzenie. Ponieważ nasłodzenie z oddawania nadaje temu działaniu wagę. Spośród wszystkich działań, które człowiek chce wykonać, daje on pierwszeństwo temu, które jest dla niego najważniejsze. A najważniejszym działaniem dla człowieka jest to, z którego otrzymuje najwięcej nasłodzenia.
Wynika z tego, że jeśli człowiek chce nadać wagę swoim działaniom wobec Stwórcy, to może to uczynić tylko dzięki otrzymaniu przy tym najwyższego nasłodzenia. To znaczy, że jeśli człowiek ma możliwość postarać się, by jego nasłodzenie było większe w czasie, gdy wykonuje przykazania Stwórcy w Jego imię, to z tego może wiedzieć, że właśnie teraz sprawia radość Stwórcy.
Czasem człowiek ma pragnienie sprawić radość Stwórcy, ale nie wie, co może sprawić radość Stwórcy, co Mu dać. Dlatego Stwórca objawił, że dał nam Torę i przykazania, i jeśli je wykonujemy, to właśnie to sprawia Mu radość. I oczywiście, że cieszymy się z tego, że wiemy teraz, co robić dla Niego. I widzimy też, że On dał nam błogosławieństwo na wykonywanie przykazań i zajmowanie się Torą. Dlatego mówimy: „Błogosławiony Stwórca, który daje Torę”. Dziękujemy Stwórcy za to, że dał nam przykazania, na przykład przykazanie budowania suki w święto Sukot, i cieszymy się z tego, że wskazuje nam, co robić, jakie działania sprawiają Mu radość. Dlatego nie musimy chodzić i szukać: co by tu zrobić, żeby sprawić radość Stwórcy? A całe pytanie polega na tym, jak zdołać zwiększyć nasze nasłodzenie podczas wykonywania przykazań.
Tylko jedna rada istnieje na to – starać się pojąć wielkość Stwórcy, to znaczy, by jedyną nagrodą za całe nasze zajmowanie się Torą i wykonywanie przykazań było odczucie wielkości Stwórcy. I wszystkie nasze modlitwy powinny być o „podniesienie Szchiny z prochu” (naszej wspólnej duszy, a dusza to właśnie objawienie Stwórcy), ponieważ Stwórca jest przed nami ukryty z powodu dokonanego skrócenia pragnienia otrzymywania, i nie możemy ocenić Jego wielkości i ważności. Dlatego prosimy Stwórcę, aby zdjął z nas swoje ukrycie i aby wywyższył Torę, jak napisano w modlitwie „Szmone Esre” odmawianej w Nowy Rok: „I obdarz swój lud zasługą”, czyli aby dał ludowi możliwość czcić Stwórcę, by poczuli Jego wielkość.
I dlatego człowiek powinien starać się nie zapominać o swoim celu podczas studiowania Tory, nie zapominać, czego chce od zajmowania się Torą, aby ten cel zawsze miał przed oczami. By studiowanie przyniosło mu odczucie wielkości i ważności Stwórcy. I w czasie wykonywania przykazań również należy nie zapominać o swoim zamiarze. Nie zapominać, że dzięki ich wykonywaniu Stwórca zdejmie z nas swoje ukrycie, ukrycie duchowego i otrzymamy odczucie wielkości Stwórcy.
Jednak praca polegająca na przestrzeganiu przykazań i zajmowaniu się Torą z zamiarem dostąpienia zbliżenia do Stwórcy, pojęcia Jego wielkości, aby móc sprawić Mu radość, odczuwając Jego ważność, aby to było całą nagrodą człowieka, i aby nie miał on żadnego dążenia do innej nagrody za swoją pracę, taka praca jest bardzo trudna, a ciało nie zgadza się trudzić z takim zamiarem.
Zohar (parsza Naso, s. 30, Sulam, p. 102–104) mówi tak:
„Wędrują wojownicy z miasta do miasta i nie mają odpoczynku. Tłum zbieraniny gardzi nimi między sobą i w wielu miejscach dają im tylko jałmużnę żebraczą, aby nie podnieśli się z ich niskości i by nie było im życia choćby na krótki czas. Mędrcy, wojownicy i bojący się grzechu – wszyscy są w cierpieniu, w smutku i w niedostatku, i postępuje się z nimi jak z psami. Oni to bezcenne dzieci, a uważani są za najbardziej obrzydliwych w całej okolicy darmozjadów. Podczas gdy cała zbieranina – bogaci, szczęśliwi i radośni, bez problemów i zupełnie bez trosk, to wszystko złodzieje i przekupni sędziowie, oni są też przywódcami ludu”.
Widzimy, że Zohar rozróżnia między mędrcami, wojownikami i bojącymi się grzechu z jednej strony, a przywódcami ludu i sędziami, będącymi właśnie „zbieraniną”, z drugiej strony. I mówi, że mędrcy, wojownicy i bojący się grzechu – wszyscy są w niedoli, wszyscy odrzuceni itd., podczas gdy sędziowie i przywódcy ludu – bogaci, szczęśliwi i radośni. Dlaczego? Bo należą do zbieraniny. Trzeba zrozumieć, co oznacza ta zbieranina i dlaczego ci, którzy do niej należą, znajdują się w radości i dobrobycie. I jeszcze: kiedy Jakow i Esaw spierali się, Esaw powiedział: „Mam wiele”, a Jakow odpowiedział: „Mam wszystko”. Tutaj trzeba wyjaśnić różnicę między „wiele” a „wszystko”.
Wiadomo, że sfira Jesod nazywa się „wszystko” i jest poziomem sprawiedliwości, jak powiedziano w modlitwie: „Tobie, Stwórco – i Hesed, i Gwura, i Tiferet, i Necach, i Hod” (sfirot stojące powyżej sfiry Jesod). Sprawiedliwy, nazywany „Jesod”, tylko oddaje, jak napisano w Zoharze, że sfira Jesod daje sfirze Malchut. To znaczy, że poziom Jesod to sprawiedliwość, kiedy nie bierze on nic dla siebie, a wszystkie jego działania są skierowane tylko na oddawanie.
Kiedy człowiek rozpoczyna swoją pracę, by osiągnąć poziom sprawiedliwości, czyli by nie otrzymywać dla siebie żadnej nagrody, a pracować tylko dla sprawienia radości swojemu Stwórcy, wtedy jego egoizm, nie godząc się z tym, zaczyna budować mu przeszkody. I robi wszystko, co tylko może, by przeszkodzić człowiekowi w jego pracy. Taki człowiek zawsze jest przygnębiony, ponieważ ten stan, w którym się znajduje, nie daje mu spokoju, bo widzi, że jeszcze nie jest zdolny oddawać Stwórcy. I we wszystkich swoich działaniach jeszcze nie widzi zamiaru, by czynić je w imię oddawania. I dlatego zawsze jest w smutku, w smutku Szchiny, naszej wspólnej duszy, znajdującej się w oddzieleniu od Stwórcy. I boli go: dlaczego w tym, co dotyczy miłości do siebie, ma siły, by działać, a tam, gdzie widzi, że jego pragnienie otrzymywania niczym nie będzie napełnione, tam leni się coś zrobić.
Wynika z tego, że za każdym razem, gdy człowiek wkłada wysiłek w pracę, a potem chce zobaczyć choćby jakieś zbliżenie do Stwórcy, to coraz bardziej odczuwa swoją prawdę: że w istocie jest bardzo daleko od zlania się ze Stwórcą, że jego właściwości nie są zgodne z właściwościami Stwórcy – „jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny”, a wręcz są przeciwne. Wcześniej człowiek myślał, że chce sprawić radość Stwórcy i że przy tym sam również trochę się nasłodzi. I miał nadzieję na nagrodę za swoją pracę: nagrodę materialną i nagrodę duchową. A teraz widzi, że nie ma w nim żadnych sił, by cokolwiek uczynić dla Stwórcy, że wszystko robi tylko dla siebie samego i niczego nie oddaje. Z tego powodu widzi siebie znacznie gorszym niż w momencie rozpoczęcia pracy, kiedy dopiero zaczynał ją jako ten, kto należy do trzeciego rodzaju, gdy miał jeszcze radość i zadowolenie. Ponieważ wtedy wiedział i wierzył, że każdego dnia jego zasługi przyrastają do wielkiego konta, bo każdego dnia pełni dobre czyny, i także każdego dnia zapisywana jest na jego konto nagroda za każde przykazanie. I ta wiara, oczywiście, dawała mu radość i zadowolenie, ponieważ widział siebie postępującym w pracy, a swoje zasługi rosnące z każdym dniem.
Podczas gdy teraz, kiedy przeszedł z trzeciego rodzaju wypełniających przykazania do wejścia w początek pracy czwartego rodzaju, to znaczy pracy „nie dla otrzymania nagrody”, znajduje się w smutku i napięciu, ponieważ sprawdza siebie pod kątem pragnienia oddawać – ile tego pragnienia już nabył. I teraz widzi, że każdego dnia, gdy wkłada siły i chce dostąpić zbliżenia do Stwórcy, czyli by mieć pragnienie oddawania, to w rzeczywistości dzieje się wszystko odwrotnie, i oddala się coraz bardziej i bardziej od Niego. Ale dlaczego człowiek widzi siebie coraz bardziej oddalającym się, przecież każdego dnia pełni dobre czyny i zajmuje się Torą, które powinny go przybliżać do Stwórcy, jak powiedziano u mędrców: „Stworzyłem egoizm, stworzyłem Torę dla jego naprawy”? Dlaczego więc ten, kto zaczyna pracować w imię oddawania, widzi, że z każdym dniem staje się coraz gorszy?
I oto Baal Sulam powiedział, że to nieprawda, że w rzeczywistości taki człowiek nie cofa się każdego dnia, jak mu się wydaje, lecz idzie naprzód. A to, że widzi, iż staje się gorszy, to dlatego, że na początku człowiek musi zobaczyć kłamstwo i zło, i dopiero potem możliwa staje się ich naprawa. Tak na przykład, gdy człowiek chce załatać dziurę w jakimś budynku, myśląc, że otwór po uszkodzeniu ma dwadzieścia centymetrów, pracuje, wkłada wysiłek, i ostatecznie widzi, że trzeba załatać jeszcze kolejne dwadzieścia centymetrów. Wynika z tego, że przez cały czas, gdy nie widział rzeczywistego problemu, pracował na darmo i niczego nie naprawił. Tak samo, gdy człowiek myśli, że ma w sobie egoizm, powiedzmy na jeden kilogram, i chce go naprawić. Zaczyna naprawiać, a tu widzi, że jest jeszcze jeden kilogram. Wynika z tego, że niczego nie naprawił. Jeśli zaś człowiek widzi całe zło, które w nim siedzi, to jego naprawa jest zakończona.
Dlatego Baal Sulam powiedział, że ten, kto zajmuje się pracą dla oddawania, każdego dnia coraz bardziej zbliża się do prawdy, to znaczy coraz bardziej widzi rozmiar zła, które w nim siedzi. Bo w ciemnym domu nie widać brudu i śmieci, a kiedy włącza się światło, wtedy widać, że one rzeczywiście tam są. Dlatego, kiedy człowiek zaczyna altruistycznie zajmować się Torą i wykonywać przykazania, to one z każdym razem świecą mu coraz bardziej i bardziej, i widzi prawdę – ile zła w nim siedzi. Wynika z tego, że każdego dnia posuwa się naprzód, aż dojdzie do poznania całego zła, które znajduje się w nim. A potem, gdy ostatecznie zakończy naprawę tego zła, może napełnić swoje pragnienia całym tym dobrem i nasłodzeniem, które Stwórca zamierzył dać stworzeniom. Jak jest napisane, że celem stworzenia jest nasłodzić wszystkie stworzenia.
To właśnie nazywa się wyjściem z Egiptu. Jak napisał Ari: „Naród Israel w chwili swojego wyjścia z Egiptu doszedł do czterdziestego dziewiątego poziomu nieczystości, aż objawił im się Król wszystkich królów i ich wybawił”. Komentatorzy mają tu trudność: czy to możliwe, żeby naród Israel był w takim stanie? Przecież słyszeli z ust Moszego i Aharona przesłanie Stwórcy, który posłał ich, aby wyprowadzili lud z egipskiego wygnania. Jak napisał Ari: „wygnanie nazywa się egipskim, jeśli jest w nim świadomość duchowości”. Mosze i Aharon obiecują narodowi Israel, że po wyjściu z wygnania osiągną duchowość. Jak czytamy w modlitwie „Szma Israel”: „Ja – Stwórca wasz, który wyprowadził was z ziemi egipskiej, aby być wam Stwórcą”. Dlatego, zgodnie z logiką, powinni byli każdego dnia wznosić się po stopniach sprawiedliwości. Szczególnie po tym, jak zobaczyli dziesięć egipskich plag. A mimo to Ari mówi, że przy wyjściu z Egiptu Israel był na czterdziestym dziewiątym poziomie nieczystości.
W rzeczywistości każdego dnia wznosili się po stopniach prawdy, coraz bardziej zbliżając się do uświadomienia sobie wielkości zła, które istnieje w pragnieniach otrzymywania. Aż przyszli Mosze i Aharon, by powiedzieć im, że należy wyjść z egipskiego wygnania, które nie jest niczym innym jak nieczystymi pragnieniami, przyssanymi do duchowości. I wtedy, jak pisze Ari, naród Israel zaczął oddalać się od nieczystych pragnień Egiptu, a one zaczęły walczyć z Israelem całą mocą swojej siły. Na przykład Egipt dawał do zrozumienia Israelowi, że nie warto odchodzić od pragnienia samonasłodzenia. A w odniesieniu do pragnienia oddawania sugerował, że to bardzo trudne i nie warto się trudzić – tak czy inaczej, nie dostąpicie tego, bo potrzeba szczególnych sił. I gdy tylko naród Israel otrzymywał siły od Moszego i Aharona, przychodziły nieczyste pragnienia Egiptu i je osłabiały. I tak za każdym razem Israel przezwyciężał sprzeciwy nieczystych pragnień, które przychodziły mu do głowy, ponieważ chciały, by odebrał je nie jako egipskie twierdzenia, ale jako własne myśli. I to właśnie nazywa się „u wyższego towarzysza także zło jest większe”.
Czyli na miarę tego jak człowiek wzmacnia się w swoim dążeniu do duchowości, tym silniej przeciwstawiają się mu jego własne niepoprawione pragnienia. I im bardziej człowiek chce od nich uciec, tym mocniej one muszą wkładać siły, by utrzymać go w swojej władzy, żeby nie uciekł. Wynika z tego, że rzeczywiście naród Israel każdego dnia coraz silniej dążył do duchowości i coraz bardziej się do niej zbliżał, a na czterdziestym dziewiątym poziomie egoizmu znajdowali się dlatego, że już podnieśli się na czterdziesty dziewiąty poziom duchowości, wobec którego musi istnieć równie silny egoizm.
Jednak dopóki człowiek nie zakończy swojej wstępnej pracy i nie wyjdzie spod władzy niepoprawionych pragnień, dopóty nie widzi, jak bardzo już wszedł w świat duchowy. Przeciwnie, widzi siebie z każdym razem coraz bardziej oddalonym od duchowości, ponieważ w miarę wchodzenia w duchowość ujawnia w sobie ukryte zło. I dopóki nie przyjdzie duchowe światło, człowiek nie może zobaczyć swojego zła w jego prawdziwej postaci. Bo tylko tam, gdzie jest światło, właśnie tam można dostrzec brud znajdujący się w domu.
Z powyższego wynika, że człowiek nie może wiedzieć, które ze stanów jest dla niego dobre. Czasem człowiek czuje, że znajduje się w upadku, to znaczy widzi, że nie ma w nim żadnego pragnienia wypełniać przykazań ani zajmować się Torą, i widzi, że dziś jego miłość do siebie stała się jeszcze większa niż wczoraj. Taki człowiek oczywiście powie, że wczoraj, gdy patrzył na ludzi troszczących się o swoje życie materialne, starających się zaspokoić swoje pragnienia nasłodzenia, oddalał się od nich, by nie być w takim samym upodleniu. I nie mógł wtedy patrzeć na to, jak dorośli, rozumni ludzie poniżają się. A teraz ten człowiek widzi, że i on sam należy do nich, i wcale nie wstydzi się odczuwać swojej niskości. Jest to dla niego rzeczą zwykłą, jakby nigdy nawet nie myślał o duchowości.
Aby lepiej zrozumieć to, rozważmy przykład. Człowiek powinien wstać nad ranem, budzi go budzik albo inny człowiek, i czuje, że musi wstać, by pracować dla Stwórcy. Zaczyna odczuwać ważność tego, i ponieważ odczucie ważności pracy dla Stwórcy daje mu siły, natychmiast wstaje. Oczywiście, w takim przypadku znajduje się w stanie wzniesienia, ponieważ nie materialne troski i przyjemności dają mu siłę do pracy, lecz duchowość, to, że czuje, że teraz będzie miał jakąś formę połączenia ze Stwórcą. I to mu wystarcza, by otrzymać siły do pracy. I wtedy nie myśli o niczym innym, tylko o Stwórcy. I czuje, że teraz nazywa się żywym, podczas gdy bez duchowości uważa się za martwego. I oczywiście czuje, że znajduje się w stanie wzniesienia.
Ale w rzeczywistości człowiek nie może sam określić swojego stanu. Jeśli ktoś, kto pragnie iść drogą oddawania, odczuwa swoje oddalenie, to powinien zrozumieć, że z góry traktują go w sposób szczególny. Czyli opuszcza się go z poprzedniego stanu, aby naprawdę zastanowił się nad celem, nad tym, czego się od niego oczekuje i czego on sam chce, aby Stwórca mu dał. Podczas gdy jeśli człowiek znajduje się w stanie wzniesienia i ma pragnienie do Tory i przykazań, to nie ma żadnej potrzeby, by troszczyć się o duchowość. I wtedy chce on pozostać w takim stanie przez wszystkie dni swojego życia, ponieważ jest mu tak dobrze.
Wynika z tego, że to upadek, który otrzymał, jest dla jego dobra. To właśnie nim opiekują się z góry w szczególny sposób, opuszczając go z poprzedniego stanu, w którym wydawało mu się, że ma już coś z doskonałości, o czym świadczyła jego zgoda, by pozostać w takim stanie na zawsze. Podczas gdy teraz, widząc, że jest oddalony od duchowości, zaczyna myśleć: „Czego naprawdę się ode mnie chce? Co mam zrobić? Do jakiego celu powinienem dojść?”. I człowiek widzi, że nie ma żadnych sił do pracy, że znajduje się między niebem a ziemią. I dopiero wtedy może się umocnić w uświadomieniu sobie, że tylko Stwórca może mu pomóc. Sam z siebie – jest zgubiony. O tym powiedziano: „Ci, którzy pokładają nadzieję w Stwórcy – odnowią swoją siłę”. To znaczy ci, którzy widzą, że poza Stwórcą nie ma na świecie niczego, co mogłoby im pomóc – tacy ludzie w każdej chwili odnawiają swoją siłę. Wynika z tego, że samo upadek jest właśnie wzniesieniem, ponieważ to ono pozwala im wznieść swój poziom, bo nie ma pożądanego nasłodzenia bez uprzedniego pragnienia.
Okazuje się, że gdy odczuwał się w stanie wzniesienia, nie odczuwał żadnego braku i pragnienia, aby Stwórca dał mu coś. Jego kli (pragnienia) były pełne, i dlatego nic więcej nie mogło się w nie zmieścić. Podczas gdy teraz, gdy odczuwa, że znajduje się w stanie upadku, zaczyna widzieć swoje braki i główne przeszkody, które uniemożliwiają mu osiągnięcie zlania się ze Stwórcą. I teraz wie, o co prosić Stwórcę, by On mu pomógł. Bo widzi teraz prawdę, widzi swoją prawdziwą przeszkodę.
Wynika z tego, zgodnie z powiedzianym, że człowiek nie może powiedzieć, że Stwórca oddalił go od duchowej pracy. Dowodem na to jest fakt, że znajduje się w stanie upadku. Czyli nieprawdą jest, że Stwórca go odepchnął i nie chce, żeby człowiek dla Niego pracował. Przeciwnie, Stwórca pragnie go przybliżyć, ale nie może tego uczynić w chwili, gdy człowiek czuje się na wzniesieniu, nie pragnąc niczego. Dlatego, aby dać człowiekowi pragnienia, Stwórca musi wyprowadzić człowieka z jego obecnego stanu i wprowadzić go w inny, w którym sam poczuję swoje braki. I wtedy Stwórca może udzielić mu pomocy. Jak powiedzieli mędrcy: „Tym, którzy przychodzą się oczyścić – pomagają”. I Zohar pyta: „Czym pomagają?”, i odpowiada: „Tym, że dają świętą duszę”. Czyli dają mu poczucie, że dusza to część Stwórcy. I wtedy wchodzi on w świat duchowy i może iść od stopnia do stopnia, aż doprowadzi swoją duszę do doskonałości, naprawiając wszystko, co zostało jej powierzone.
Z powyższego wynika:
- pierwszy typ ludzi wypełniających przykazania Stwórcy: przyczyną ich wypełniania przykazań i zajmowania się Torą są ludzie z otoczenia;
- drugi typ: Stwórca razem z ludźmi z otoczenia zobowiązuje człowieka do Tory i przykazań;
- trzeci typ: tylko Stwórca zobowiązuje człowieka do wypełniania przykazań i zajmowania się Torą, i nie ma nikogo więcej, kto by człowieka do tego zobowiązywał; jednak sam człowiek również jest przyczyną ich przestrzegania;
czwarty typ: tylko Stwórca jest przyczyną przestrzegania Tory i przykazań; i nie ma już żadnego współuczestnika, który również zobowiązywałby człowieka do tego; i wtedy: „nie ma nikogo oprócz Stwórcy”, a wszystkie pragnienia człowieka są włączone w duchowość.