Powiedziano: „I wezwał on (Jaakow) swego syna Josefa i uczynił mi miłosierdzie prawdziwe”[1].
Komentatorzy pytają, dlaczego wezwał właśnie Josefa i powiedział do niego: „I uczynił mi miłosierdzie prawdziwe”? Odnośnie „miłosierdzia prawdziwego” Raszi wyjaśnia: „Miłosierdzie, które okazuje się zmarłym, to miłosierdzie prawdziwe, ponieważ (w tym przypadku) człowiek nie liczy na nagrodę”[2]. A słowa: „A ja dałem ci jeden udział ponad (to, co) twoim braciom”[3] Raszi wyjaśnia: „Ponieważ ty zajmujesz się moim pochówkiem”[4].
I słowa Rasziego przeczą temu, co powiedziano tutaj, że daje mu „jeden udział ponad braci twoich”. Raszi tłumaczy: ponieważ troszczysz się o mój pochówek. W takim przypadku to nie jest miłosierdzie prawdziwe. Przecież on (Jaakow) płaci mu za jego starania tym, że daje mu jeden udział ponad braci. A odnośnie miłosierdzia prawdziwego Raszi wyjaśnia, że nie daje mu nic za jego trud w doprowadzeniu go do ziemi Israel, mówiąc, że „miłosierdzie, które okazuje się zmarłym, to gdy człowiek nie oczekuje nagrody”.
Nasi mędrcy wyjaśniają werset: „I posłali do Josefa, mówiąc: «Ojciec twój nakazał przed swoją śmiercią»”[5]: „Zmienili prawdę dla dobra pokoju, ponieważ Jaakow nic takiego nie nakazał, gdyż nie podejrzewał Josefa o nic”[6]. Chociaż wyjaśnienie mędrców rozwiązuje problem, że nie znajdujemy, aby Jaakow „nakazał przed swoją śmiercią mówiąc”, to jednak aluzję do tego można wskazać. Czyli w aluzji on rzeczywiście nakazał mu przed swoją śmiercią. Jednak w sposób jawny nie powiedział mu tego – takie coś nie zaszło.
Aby zrozumieć powyższe, trzeba najpierw przypomnieć to, o czym mówiliśmy już wiele razy, czyli na czym polega cel stworzenia. I uczyliśmy, że polega on na tym, by „nasłodzić Swoje stworzenia”. Jednak aby nie było „chleba wstydu”, ustanowiono taki porządek, dzięki któremu w momencie otrzymywania dobra i nasłodzenia wstyd zostaje anulowany. I to nazywa się „zbudowaniem zamiaru dla oddawania” w czasie otrzymywania nasłodzenia. Ponieważ zamiar otrzymującego nie jest dla własnej korzyści, a wszystko, co otrzymuje, tym pragnie nasłodzić Stwórcę, bo takie było Jego pragnienie, gdyż On pragnie czynić dobro, i dzięki temu wstyd znika.
I dlatego światła wychodziły z kelim, kiedy traciły zamiar dla oddawania, co nazywa się w wyższych parcufim „oczyszczeniem ekranu”. I z tego powodu znikało u nich światło odbite. A „światło odbite” oznacza, że niższy pragnie zwrócić nasłodzenie wyższemu. Co oznacza, że tak jak wyższe światło przychodzi do niższego, by „nasłodzić Swoje stworzenia”, tak i niższy teraz zwraca nasłodzenie wyższemu. Czyli niższy pragnie nasłodzić wyższego tym, że przyjmuje wyższe dobro.
I poza tym, z tego samego powodu powstały klipot, których właściwość to pragnienie otrzymywania tylko dla siebie. Zarówno dobro, jak i zło, które odczuwamy w naszym świecie, również pochodzą z tego samego źródła. I wszystkie niepoprawności i naprawy obracają się wyłącznie wokół tego punktu, nazywanego „pragnienie otrzymywania nasłodzenia”.
Ale gdyby kli otrzymujące pozostało takie, jakim zostało stworzone, czyli w formie otrzymywania dla otrzymywania, to doprowadziłoby to do wstydu z powodu różnicy właściwości. Dlatego istnieje naprawa, zwana „dla oddawania”. I na tym, to znaczy na przemianie (zamiaru) pragnienia otrzymywania na „dla oddawania”, polega cała praca niższych. A w wyższych światach nazywa się to wyjściem świateł albo rozprzestrzenieniem świateł.
Innymi słowy, właściwość „dla oddawania” jest siłą napędową wszystkich światów. Czyli jeśli niższy posiada siłę oddawania, otrzymuje wyższe dobro. Co więcej, miara wielkości dobra, które otrzymuje niższy, zależy od miary oddawania, którą niższy jest zdolny wydawać.
I mówiliśmy już, że w tym pragnieniu otrzymywania, które właśnie nazywa się „nowym stworzeniem”, a także naczyniem, do którego przechodzi wyższe dobro, z którego „otrzymują” również i niższe stworzenia, w tym pragnieniu otrzymywania należy rozróżnić cztery etapy:
1. To cały świat, kierujący się swoimi dążeniami do otrzymywania przyjemności i nasłodzenia, ponieważ ci ludzie chcą nasłodzić samych siebie.
2. Ci, którzy rzeczywiście sprawiają przyjemność i nasłodzenie innym. Jednak i tutaj należy rozróżnić dwa rodzaje:
Pierwszy rodzaj: Jeśli dają przyjemność i nasłodzenie innym, ale otrzymują za to pieniądze, to nie nazywa się, że dają innym. Nazywa się to „wymianą”, gdy każdy wymienia to, co ma, a drugi daje mu to, co posiada on.
Przykład: człowiek, który ma restaurację albo hotel i zapewnia ludziom nocleg albo jedzenie i picie, to nikt nie powie, że ten człowiek zajmuje się oddawaniem. Powód jest taki, że za swoją pracę otrzymuje pieniądze. Co więcej, wycenia, ile pieniędzy ma wziąć za to, co daje. Albo przytoczmy przykład kelnerów, którzy obsługują gości. I chociaż nie otrzymują żadnej zapłaty od gości, w każdym przypadku nikt nie powie, że kelnerzy to ludzie zajmujący się oddawaniem. I to dlatego, że właściciel hotelu płaci im pieniądze za to, że obsługują gości.
Drugi rodzaj: Kiedy ktoś zajmuje się oddawaniem, jak powiedziano wyżej, czyli daje ludziom jedzenie i picie oraz miejsce na nocleg, ale bez zapłaty. Wie tylko, że dzięki temu, że stara się udzielać innym swoich usług, zyskuje dobre imię. I niech całe miasto wie, że jest człowiekiem zasługującym na powszechny szacunek, bo poświęca swoje siły i pieniądze dla dobra społeczeństwa. Taki człowiek otrzymuje już miano dobroczyńcy, filantropa, gospodarza itd. I chociaż czyni to dla uznania, to nikt nie powie, że jego działania są całkowicie „dla siebie”, to znaczy dlatego, że pragnie uznania. I tak przyjęte jest na świecie, że jeśli ktoś tak się zachowuje, czyli czyni dobre uczynki dla społeczeństwa, to nazywa się, że pracuje dla społeczeństwa nie dla otrzymania nagrody. I rzeczywiście, wszyscy szanują go za sprawiedliwość i szczerość.
A w duchowej pracy ta właściwość nazywa się: że oddaje dla otrzymywania. Innymi słowy, pierwszy etap nazywa się „otrzymywanie dla otrzymywania”. Natomiast ten rodzaj, gdy człowiek nie pragnie pieniędzy za swoją pracę, nazywa się „oddający, jednak dla otrzymywania”. I to nazywa się lo liszma. Co oznacza, że działanie jest na oddawanie, czyli że poświęca swoje siły i środki dla świętości, ale pragnie nagrody. Dlatego to nazywa się „oddający dla otrzymywania”. I to jest drugi etap.
3. Trzecim etapem nazywa się, gdy nie chce żadnej nagrody za swoje wysiłki, ani za siły, ani za środki. Czyli względem bliźniego pracuje w skromności, a względem Stwórcy mówi Mu: „Przynoszę Ci ogromne podziękowanie za to, że dałeś mi pragnienie i dążenie, by uczynić coś, co sprawi Tobie nasłodzenie. I to całe moje wynagrodzenie w życiu, że zasłużyłem, by Ci służyć. I proszę, abyś dał mi zapłatę w tym, że dasz mi jeszcze więcej pragnienia i dążenia, bym nie miał żadnych obcych myśli, by uczynić cokolwiek dla siebie. A całe moje pragnienie i dążenie będzie tylko pracować dla nieba. I sądzę, że nie ma nic ważniejszego na świecie, czego człowiek mógłby pragnąć w swoim życiu, by być szczęśliwym w (tym) świecie. Bo cały świat pracuje dla bogactwa, i wszyscy chcą je osiągnąć. Ale nie wiedzą, czym jest szczęście! Jednak wszyscy są zgodni w tym, że chcą być szczęśliwi. A ja naprawdę wiem, czym jest szczęście”.
Czyli gdy człowiek zasługuje, by służyć Królowi, i nie myśli o własnej korzyści, lecz o korzyści Króla, taki człowiek jest najszczęśliwszy na świecie. „A skąd to wiem? Bo tak czuję. Więc jakiej zapłaty pragnę? Tylko tego!”. Dlatego mówi, by Stwórca dał mu zasługi, by pomnażał uczynki dla nieba. I to, jak powiedzieli nasi mędrcy (traktat Awot, cz. 4, miszna 2): „Nagroda za przykazanie – to przykazanie”. „I dlatego oczekuję takiej zapłaty”. I ten etap nazywa się „oddający dla oddawania”. I to jest właściwość liszma.
4. Czwarty etap, to kiedy człowiek jest już gotów powiedzieć: „Chcę otrzymywać przyjemność i nasłodzenie nie tylko z tego, że oddaję, lecz chcę również otrzymywać przyjemność i nasłodzenie z tego, że naprawdę otrzymuję”. Ponieważ już doszedł do poziomu „oddawania dla oddawania” i nie troszczy się o własną korzyść. Dlatego zaczyna rozważać: „Czyż nie wolno mi powiedzieć, że Stwórca cieszy się z tego? Przecież On nie potrzebuje, by cokolwiek Mu dawać, ponieważ Jemu należy się cały świat. Jak powiedziano: «A jeśli sprawiedliwy będzie (człowiek) – co da Tobie?»”[7].
Ta myśl prowadzi go do rozważań nad celem stworzenia. I widzi, że powiedziano, iż celem stworzenia jest „czynić dobro Swoim stworzeniom”. Czyli Stwórca pragnie dawać stworzeniom dobro i nasłodzenie. Dlatego teraz mówi Stwórcy: „Daj mi dobro i nasłodzenie! I pragnę tego nie po to, by nasłodzić siebie, ale chcę się nasłodzić dlatego, że Ty cieszysz się, gdy my się nasładzamy. I tylko z tym zamiarem proszę Cię, abyś dał mi dobro i nasłodzenie. Czyli nie mam w sobie żadnego pragnienia dla własnej korzyści, a wszystko, co myślę i robię, wszystko to po to, by sprawić Tobie radość”.
A kiedy człowiek chce wyjść ze stanu „całego świata”, czyli z otrzymywania dla otrzymywania, porządek jest taki, że wchodzi w drugi stan, nazywany „oddający dla otrzymywania”, i to nazywa się lo liszma. Ponieważ działanie (ukierunkowane) jest na oddawanie, lecz on spodziewa się, że dzięki temu otrzyma zapłatę za to, że wykonuje działania oddawania. I również tutaj należy rozróżnić dwa aspekty:
1. Że pragnie, aby ludzie dali mu nagrodę. I wygląda to tak, jakby pracował i czynił dobre uczynki z tego powodu, że ludzie go do tego zmuszają, okazując mu szacunek itd. Wynika z tego, że wygląda na to, iż wypełnia Torę i przykazania, ponieważ ludzie każą mu je wypełniać, a nie dlatego, że Stwórca go do tego przymusza.
2. Że pracuje w skrytości i nie pragnie od ludzi żadnej zapłaty. Ponieważ nie pokazuje im pracy, którą wykonuje. I tak czy inaczej, nie dają mu żadnej zapłaty, a on pragnie, aby to Stwórca zapłacił mu za wypełnianie Tory i przykazań. I tutaj istnieje zasadnicza różnica w stosunku do stanu lo liszma. Ponieważ w tym stanie Stwórca nakazuje wypełniać Torę i przykazania, a nie ludzie zmuszają go do ich wykonywania. Dlatego ten człowiek nazywany jest „służącym Stwórcy”, ponieważ cała jego praca (ukierunkowana jest) wyłącznie na to, by wypełnić przykazanie Stwórcy, które On nam nakazał. Ale co? Tylko to, że pragnie zapłaty za swoją pracę, aby zapłacił mu Stwórca, a nie człowiek.
Jednak nasi mędrcy powiedzieli (traktat Pesachim, 50:2): „Człowiek powinien zawsze zajmować się Torą i przykazaniami, nawet jeśli w lo liszma, ponieważ z lo liszma dojdzie do liszma”. I w pracy lo liszma, kiedy człowiek pragnie przejść z tego stanu do poziomu liszma, właśnie w tym stanie człowiek najbardziej potrzebuje szczególnej ostrożności, głębokiego zrozumienia i specjalnego prowadzenia, jak wyjść ze stanu lo liszma i dojść do liszma.
Ponieważ jest to bardzo trudne miejsce, gdyż człowiek nie jest w stanie samodzielnie rozpoznać prawdy, czyli co jest prawdą, a co kłamstwem. Bo w naturze człowieka nie leży widzenie w sobie jakichkolwiek braków, ponieważ człowiek sam dla siebie jest drogi, i dlatego jest przekupiony. A „przekupstwo zaślepia oczy mędrców”[8]. Co więcej, nawet jeśli zobaczy prawdę, że nie idzie właściwą drogą, musi zmienić ścieżkę, czyli wyjść z miłości do siebie, lecz nad ciałem panuje egipska klipa, i człowiek nie może się wydostać spod tej władzy bez pomocy z góry. Jak powiedzieli nasi mędrcy: „Zły początek człowieka przezwycięża go każdego dnia, i gdyby Stwórca mu nie pomagał, to nie zdołałby go pokonać”[9]. I dlatego główna praca zaczyna się w drugim stanie, który nazywa się lo liszma.
I z powyższego wynika, że główna praca z ciałem, które się sprzeciwia i nie pozwala człowiekowi pracować, odbywa się wtedy, gdy człowiek pracuje w skromności i nie oczekuje żadnej nagrody od ludzi, a pracuje wyłącznie dla Stwórcy, czyli dlatego, że Stwórca nakazał nam wypełniać Torę i przykazania, i on chce wypełnić Jego wolę. I to jest dla niego powód do przestrzegania Tory i przykazań.
A czego mu jedynie brakuje? Tego, że oczekuje za to wynagrodzenia. To znaczy, widzi, że nie jest w stanie pracować bez otrzymania nagrody i musi obiecać swojemu ciału, że otrzyma jakąś rekompensatę za swoje wysiłki. I w tej mierze, w jakiej ciało w to wierzy, że otrzyma rekompensatę, w tej mierze jest zdolny wypełniać Torę i przykazania. Natomiast kiedy, nie jest zadowolony z wynagrodzenia, to nie ma już paliwa do pracy. I w takim stanie, czyli gdy człowiek pragnie być pracownikiem Stwórcy nie dla otrzymania nagrody, ciało protestuje ze wszystkich sił i nie daje mu spokoju, gdy mówi mu (ciału): „Chcę wypełniać Torę i przykazania bez żadnej nagrody, ponieważ chcę wypełniać przykazanie wiary, czyli wierzyć w wielkość Stwórcy, choć ciało nie odczuwa wielkości i znaczenia Stwórcy w takiej mierze, by było warto słuchać Jego głosu i wypełniać Jego przykazania we wszystkich szczegółach. Z tego powodu, że przez to Mu służę.
I wyobrażam sobie obraz: gdyby trzeba było służyć mędrcowi pokolenia, który nie pozwala wszystkim sobie służyć i wybrałby małą garstkę ludzi, a ja znalazłbym się wśród nich, jakaż radość byłaby wtedy we mnie! Dlaczego więc tutaj, służąc Stwórcy, nie jestem w stanie pracować bez żadnej rekompensaty, lecz oczekuję, że za moją pracę otrzymam jakąś zapłatę? To dlatego, że tam widzę człowieka, którego wszyscy szanują i mówią mi, na czym polega jego wielkość. I mogę pojąć jego wielkość, o której mówią. W takim przypadku służę mu ze względu na jego ważność”.
Tymczasem wobec Stwórcy – musimy wierzyć w Jego wielkość i znaczenie, i przede wszystkim wierzyć, że On jest Dobry i czyniący dobro. A przecież ciało nie chce wierzyć, a chce zobaczyć na własne oczy, że tak jest. I dlatego, kiedy człowiek czasami przezwycięża siebie, i (dzieje się to) w częściowej wierze, to znaczy, by dać Mu drobne rzeczy, człowiek wierzy, ale żeby posiadał pełną wiarę, nie ma w sobie sił, by wierzyć, jak powiedziano w Przedmowie do Talmudu Dziesięciu Sfirot (p. 14).
I stąd możemy zrozumieć, jaka jest przyczyna tego, że człowiek nie może się rozwijać w pracy dla oddawania. Czyli w tym miejscu, gdzie nie widzi, że otrzyma zapłatę za swoją pracę, tam traci paliwo, a ciało słabnie w pracy. Trzeba powiedzieć, że dzieje się to wyłącznie z powodu braku wiary. I gdy człowiek to wie, czyli gdy zna przyczynę, która wywołuje jego słabość, że nie ma sił pracować, jest powód, by mieć nadzieję, że będzie zdolny się naprawić, stając się silnym i zdrowym, tak by miał możliwość iść i pracować.
Natomiast jeśli nie zna prawdziwej przyczyny, która wywołuje jego słabość, może pójść i posłuchać różnych ludzi, którzy udzielą mu rad, jak wyzdrowieć. Ale nic mu to nie pomoże, ponieważ każdy mówi mu według swojego rozumu, wedle swojego zdania, jak należy go leczyć. I na pewien czas otrzymuje od nich jakieś lekarstwo. I zaczyna myśleć, że oni coś rozumieją, inaczej by ich nie słuchał. Co więcej, łatwiej mu uwierzyć, że oni wiedzą, co mówią, ponieważ sami uważają się za wielkich specjalistów. Poza tym lekarstwa, które mu dają, nie zagrażają jego egoistycznemu życiu. I dlatego wszyscy na świecie, gdy czują jakąkolwiek słabość w swojej pracy, idą do nich. A oni dają im lekarstwa, które są środkami uspokajającymi.
To znaczy, że ten, kto odczuwa określone cierpienie w pracy Stwórcy z powodu tego, że widzi, jak bardzo jest oddalony od prawdy, i nie chce oszukiwać samego siebie – idzie, by prosić o jakieś lekarstwo na swoją słabość w pracy. A kiedy przyjmuje lekarstwo, które mu dali, w tym momencie jest to „prawdziwe lekarstwo”. Czyli cierpienie, którego doświadczał, znika dzięki ich lekarstwu. Innymi słowy, dzięki lekarstwu, które od nich otrzymał, nie odczuwa już bólu z powodu tego, że nie idzie prawdziwą drogą. Mówiąc inaczej, dzięki temu lekarstwu nie ma już w nim dążenia do prawdy.
Okazuje się więc, że te lekarstwa, które od nich otrzymał, to środki uspokajające, by nie czuć bólu. Tak jak człowiek, który ma ból głowy i przyjmuje tabletki uspokajające. I nie dlatego, że te tabletki go leczą, lecz tylko po to, by go uspokoić i nic więcej. Tak samo i w naszym przypadku – wszystkie rady, które otrzymuje od doradców należących do ogólnego społeczeństwa (klal), nie są w stanie poradzić mu, by wykonywał działania w oddawaniu. Są jedynie środkiem uspokajającym, nie dotykającym istoty choroby, która jest główną przyczyną słabości człowieka.
Natomiast kiedy pozna, na czym polega przyczyna choroby, czyli że cała przyczyna tkwi w tym, że brak mu wiary, by wierzyć w wielkość i ważność Stwórcy, co w języku Zoharu nazywa się „Szchina w prochu”, a nasza praca polega na tym, by „podnieść Szchinę z prochu”, wtedy otrzymuje zupełnie nowy porządek w pracy dla Stwórcy. Innymi słowy, człowiek musi wiedzieć, że w wykonaniu Tory i przykazań istnieje zarówno działanie, jak i intencja. Czyli mamy dane praktyczne wypełnianie Tory i przykazań – w mowie i w działaniu. Jednak wszystko to, zarówno Tora, jak i przykazania, ma również intencję, czyli nastawienie, czego pragnę w zamian za wypełnienie Tory i przykazań, i jak powinienem budować swoje zamierzenie podczas ich wypełniania. A najważniejsze: muszę wiedzieć, dla Kogo mam je wypełniać.
Innymi słowy, w odniesieniu do ludzi należących do ogólnej kategorii (klal), nie trzeba mówić, że mają budować intencję, ponieważ „z lo liszma przychodzi się do liszma”, i dla nich wystarczą same działania. Dlatego nie należy ich zmuszać do budowania intencji. I w tym, jak wypełniają Torę i przykazania w praktycznym sensie, czyli w mowie i w działaniu, a intencja tu nie ma znaczenia. Ponieważ nawet jeśli nie mają żadnego zamiaru, a całe ich nastawienie polega na tym, że teraz wypełniają to, co Stwórca nam nakazał i to wystarczy im na poziomie lo liszma.
Jednak kiedy człowiek pragnie dojść do liszma, czyli kiedy chce wypełniać Torę i przykazania nie dla otrzymania nagrody, lecz pragnie sprawić nasłodzenie Stwórcy, aby dojść do tego stanu, musi budować intencję. Innymi słowy: „To przykazanie, które wypełniam – z jakim zamiarem to robię?”. A jak wiadomo bez zapłaty nie ma pracy. W takim razie, co można powiedzieć człowiekowi, dlaczego warto pracować bez otrzymania nagrody? Przecież potrzebuje on zapłaty!
Można mu powiedzieć tylko jedno: że stanie się godny, aby służyć Królowi i nie ma większego nasłodzenia niż służba Królowi. A miara wielkości Króla określa stopień nasłodzenia. Czyli nasłodzenie ze służby Królowi zależy od Jego ważności, według tego, jak bardzo człowiek Go ceni.
A ponieważ Szchina jest w wygnaniu, w prochu, to Zohar naucza, że człowiek powinien budować intencję, by „podnieść Szchinę z prochu”. Bo proch to niskie miejsce, które człowiek depcze piętami. Czyli w każdym działaniu, które człowiek wykonuje w wypełnianiu Tory i przykazań, powinien mieć intencję, by dzięki temu zasłużyć na podniesienie Szchiny z prochu. To oznacza, że pragnie zapłaty za swoje wysiłki w Torze i przykazaniach w tym, by zasłużyć na poczucie, że służy Wielkiemu Królowi.
Podczas swoich wysiłków odczuwa, że duchowe, czyli gdy pragnie pracować dla oddawania, ma smak prochu. I to dlatego, że nad duchowym jest wielkie ukrycie, czyli jego ważność nie jest widoczna ani odczuwalna. I stąd pochodzą wszystkie jego przeszkody. Natomiast gdy Stwórca zdejmie z niego ukrycie i poczuje wielkość Króla, to będzie cała zapłata, której pragnie dla siebie w życiu. Bo pragnie służyć Królowi, jak powiedziano i jak mówimy w modlitwie „I przyjdzie dla Cijonu”: „Błogosławiony nasz Stwórco, który stworzył nas dla Swojej chwały”[10].
I człowiek pragnie, aby mógł podziękować Stwórcy za to, że stworzył go dla Swojej chwały. Czyli służyć Stwórcy, co oznacza, że człowiek zgadza się wszystkimi swoimi organami, tak aby „jego usta i serce były zgodne”, że składa dziękczynienie Stwórcy za to, że stworzył człowieka dla Swojej chwały. I że człowiek nie został stworzony dla własnej korzyści, lecz po to, by całe jego pragnienie i dążenie skierowane było wyłącznie na to, by sprawić nasłodzenie Stwórcy.
I właśnie takie zamierzenie człowiek powinien budować w każdym działaniu, które wykonuje, aby dzięki czynowi, który spełnia, Stwórca dał mu intencję, by wszystkie jego czyny były wyłącznie dla oddawania, i aby On anulował w nim pragnienie miłości do siebie. Ponieważ widzi, że nie może się wydostać spod jego władzy i znajduje się w wygnaniu u „narodów świata”, które są w jego ciele.
Jak wiadomo, jak mówi Zohar, każdy człowiek to mały świat[11]. I jak powiedziano, że w świecie jest siedemdziesiąt narodów oraz jeszcze Israel, tak też w każdym pojedynczym człowieku jest siedemdziesiąt narodów i również właściwość Israel. I jego właściwość Israel znajduje się w wygnaniu pod władzą siedemdziesięciu narodów, które są w jego ciele.
I to tak, jak powiedzieli mędrcy: „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają” (traktat Szabat 104:1). I trzeba wyjaśnić, co oznacza „przychodzącemu”. Można powiedzieć, że „przychodzącym” nazywa się działanie, które wykonuje. I on pragnie wykonać je liszma. Ale nie może, ponieważ znajduje się w wygnaniu pod władzą narodów świata, jak powiedziano wyżej. „Pomagają mu z góry”, czyli Stwórca wybawia go z wygnania wśród narodów, które nad nim panowały.
Zgodnie z tym wynika, że gdy człowiek wykonuje czyn i pragnie, by był on liszma, a nie z powodu miłości własnej, czyli by nie otrzymać żadnej nagrody za ten czyn, żadnej zapłaty ani w tym świecie, ani w przyszłym, to mimo wszystko on chce czegoś w zamian za działanie, które wykonał. Jednak prosi Stwórcę, by czyn, który wykonuje, dał mu pełne spełnienie, i by poczuł, że teraz jest najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, dlatego, że służy Królowi. Natomiast jeśli miałby jeszcze coś otrzymać poza samą służbą, którą wykonuje, byłoby to obrazą wobec służby Królowi. Dowodem tego jest to, że pragnie jeszcze czegoś więcej.
Ale to, czego naprawdę może wymagać, to dlaczego nie ma w nim inspiracji i prawdziwego uczucia, gdy rozmawia z Królem.
Na przykład, gdy prosi Stwórcę, a chce to robić w trakcie „błogosławieństwa przed nasłodzeniem”, mówiąc: „Błogosławiony jesteś Ty, Stwórco, który wyprowadzasz chleb z ziemi”, dlaczego nie ma w nim szacunku, by stać z bojaźnią i lękiem, tak jak stoi się przed Królem? Przecież rozmawia ze Stwórcą, a nie ma w nim żadnego poruszenia z powodu świadomości, z kim rozmawia. I to go boli. Bo nie potrafi siebie samego naprawić, i dlatego prosi Stwórcę, by mu pomógł, by dał mu trochę odkrycia, by poczuł, przed kim stoi – przed Królem królów. I dlaczego tego nie czuje?
O tym powiedziano w Zoharze: „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają”. A Zohar pyta: „Czym?” I odpowiada: „Świętą duszą”[12]. Czyli z góry daje mu się światło, nazywane neszama (dusza). I ono mu pomaga – daje mu możliwość wyjścia spod jarzma wygnania egoistycznej miłości i wejścia w świętość. Czyli by wszystkie jego myśli były tylko o tym, jak sprawić nasłodzenie Stwórcy. Bo dzięki duszy, którą otrzymuje, znika ukrycie i skrócenie, i odczuwa wielkość Stwórcy. I wtedy ciało się poddaje „jak świeca wobec pochodni” wobec światła Stwórcy. I wtedy człowiek czuje, że wyszedł z niewoli na wolność.
Czyli zamiast tego, że kiedy chciał służyć wyłącznie Stwórcy, natychmiast przychodziły pytania siedemdziesięciu narodów świata w jego ciele i pytały: „Czy to możliwe, by zrezygnować z istnienia ciała i w ogóle o nim nie myśleć, a wszystkie siły i uczucia poświęcić tylko na to, jak znaleźć rady, by sprawić nasłodzenie Stwórcy?”. A ich pytania są tym trudniejsze, że człowiek nie rozumie, że to pytania nie narodu Israel, lecz siedemdziesięciu narodów, i myśli, że to jego własne myśli. Czyli że to on sam zadaje te pytania. A jakże człowiek może walczyć z samym sobą?
A mój pan, ojciec i nauczyciel powiedział, że człowiek powinien wiedzieć, iż te myśli i pragnienia, obce duchowi tej nauki, nie odnoszą się do samej właściwości Israel, lecz pochodzą z myśli narodów świata ogółem i należą do szczególnej właściwości narodów świata obecnej w każdym człowieku. I kiedy człowiek wierzy, że tak jest, czyli że te myśli nie są jego własne, to z obcym ciałem rzeczywiście można walczyć. Natomiast kiedy myśli, że te obce myśli są jego własnymi, z samym sobą walczyć nie jest w stanie.
I stąd wynika, że nie ma innej rady, jak tylko prosić Stwórcę, by pomógł mu wyjść z tego gorzkiego wygnania, jedynie z Jego pomocą. Jak przytoczono wyżej słowa Zoharu: „Pomoc, która przychodzi z góry jest w tym, że daje się mu duszę”. A dzięki duszy, która objawia wielkość Stwórcy, dopiero wtedy ciało się poddaje.
I na tej podstawie można wyjaśnić, co jest napisane o wyjściu z Egiptu (w Paschalnej Agadzie): „A nad wszystkimi bóstwami Egiptu dokonam sądów – Ja, Stwórca. Ja to uczynię, a nie posłaniec. Ja to zrobię, a nie inny”.
Czyli tylko Stwórca może pomóc człowiekowi wyjść z niewoli wygnania u faraona, króla egipskiego, który trzyma człowieka tak, że nie może on wyjść z miłości własnej i czyni jedynie takie działania, które przynoszą korzyść jego egoistycznej miłości do samego siebie. I nie ma on żadnego sposobu, by uzyskać możliwość uczynienia czegokolwiek dla Stwórcy. I tutaj przychodzi pomoc Stwórcy.
Jednak mój pan, ojciec i nauczyciel, powiedział: „Kiedy człowiek może powiedzieć, że nie ma już żadnej możliwości uczynić czegoś dla Stwórcy? Właśnie wtedy, gdy ze swojej strony już zrobił wszystko, co tylko mógł. Czyli ze swojej strony wypróbował już wszystkie istniejące na świecie sposoby, które sądził, że mogą mu pomóc. Wtedy może z pewnością powiedzieć: «Jeśli Stwórca mi nie pomoże – jestem zgubiony. Bo jeśli chodzi o działania niższego, które można wykonać, to już wszystko zrobiłem. I nie pomogło mi to»”.
I to podobne jest do człowieka, u którego ktoś w domu zachorował. Co należy zrobić? Trzeba iść do lekarza, aby był dobrym posłańcem Stwórcy, i by chory wyzdrowiał. A jeśli, nie daj Boże, chory nie wyzdrowiał, idą do profesora. I mówią: „On to już na pewno będzie dobrym posłańcem Stwórcy i wyleczy chorego”. A jeśli i profesor nie może pomóc – zwołuje się konsylium, być może kilku profesorów wspólnie, naradzając się, wymyślą jakieś lekarstwo dla tego pacjenta. A jeśli i to nie pomaga, wtedy zwraca się do Stwórcy: „Władco świata! Jeśli Ty mi nie pomożesz – nikt nie będzie mógł nam pomóc. Przecież byliśmy już u wszystkich największych lekarzy, którzy są Twoimi posłańcami, i nikt nie zdołał mi pomóc, i nie mam już do kogo zwrócić się o pomoc, oprócz Ciebie!”. I wtedy, gdy wyzdrowieje, człowiek mówi, że tylko sam Stwórca, osobiście, mu pomógł, a nie przez posłańca.
I to, jak powiedziano w Paschalnej Agadzie, że wyjście z Egiptu nastąpiło dzięki samemu Stwórcy, a nie przez posłańca. Jak wyjaśnili mędrcy: „A nad wszystkimi bóstwami Egiptu dokonam sądów – Ja, Stwórca. Ja to uczynię, a nie posłaniec. Ja to zrobię, a nie inny”.
To znaczy, kiedy człowiek już wykorzystał wszystkie sposoby i środki, a one są podobne do posłańców, jak lekarze w przytoczonym przykładzie, i one mu nie pomogły, wtedy człowiek może wznieść modlitwę z głębi serca, ponieważ nie ma już żadnej innej możliwości, bo wypróbował wszystkie sposoby, o jakich mógł pomyśleć.
I wtedy zaczyna się sytuacja: „I jęczeli synowie Israel od pracy, i wołali, i wzniosło się ich wołanie z pracy do Stwórcy”[13]. I wyjaśniliśmy, co oznacza, że ich wołanie było z pracy, czyli z pracy, czyli po tym, jak już zrobili wszystko, co mogli zrobić w zakresie pracy, jaka od nich zależała, i zobaczyli, że z tej strony nie ma już żadnej pomocy, mimo całej tej pracy. I dlatego ich wołanie było z głębi serca. Czyli zrozumieli, że żaden posłaniec nie może im pomóc, a jedynie sam Stwórca, jak powiedziano: „Ja to uczynię, a nie posłaniec”. I wtedy zostali wybawieni i wyszli z Egiptu.
I stąd zrozumiemy słowa wielkiego Ari, że naród Israel przed wyjściem z Egiptu znajdował się w czterdziestu dziewięciu bramach nieczystości, i wtedy objawił im się Król królów i wybawił ich. I pojawia się pytanie: dlaczego czekał aż do tego momentu, aż znajdą się na samym dnie? Z powiedzianego wynika, że dopóki nie dostrzegli prawdziwej niskości swojego stanu, że cofnęli się i nie mogli już dalej posuwać się w stronę duchowości, wtedy zrozumieli, że żaden posłaniec nie może im pomóc, jak pokazano w przykładzie z lekarzami. I tak czy inaczej, „i zawołali” oni wtedy do jedynego Stwórcy, aby to On im pomógł. Dlatego powiedziano: „Ja to uczynię, a nie posłaniec”.
A to, że sam On ich wybawił i wyprowadził z wygnania, oznacza, że osiągnęli poznanie, iż nie ma na świecie żadnego posłańca, a wszystko czyni Stwórca. Jak powiedziano w Zoharze: „Przychodzącemu oczyścić się – pomagają”. I zapytano: „Czym mu pomagają?” – „Świętą duszą”. Czyli otrzymuje on objawienie boskości Stwórcy, zwane „dusza”. I przez to dochodzi do swojego korzenia. Wtedy człowiek anuluje się „jak świeca wobec pochodni”, po tym, jak otrzymał duszę, ponieważ teraz czuje, że jest „boską cząstką z góry”.
I stąd zrozumiemy to, o co pytaliśmy: dlaczego (Jaakow) wezwał właśnie Josefa, a nie innych jego braci, by powiedzieć im to, co powiedział Josefowi: „I uczynisz mi prawdziwe miłosierdzie”[14]. A Raszi wyjaśnia: „Miłosierdzie, które okazuje się zmarłym, to miłosierdzie prawdziwe, ponieważ (w tym przypadku) człowiek nie oczekuje żadnej zapłaty”[15].
I to wydaje się sprzeczne ze słowami Rasziego w jego wyjaśnieniu do wersetu: „A ja dałem ci jeden dział ponad braci twoich”[16]. Raszi wyjaśnia: „Ponieważ podjąłeś się troski o mój pochówek”[17]. I to niezrozumiałe w jego komentarzu, że Jaakow mówi Josefowi, iż ten wyświadczy mu prawdziwe miłosierdzie, ponieważ nie oczekuje zapłaty. A przecież wynagradza go za ten trud, dając mu jeden udział więcej niż jego bracia?
Rzecz w tym, że tutaj w sposób ukryty przedstawiony jest porządek duchowej pracy – od początku aż do końca. Jak powiedziano, że Jaakow nakazał swojemu synowi Josefowi, by czynił prawdziwe miłosierdzie. Ponieważ początek pracy polega na tym, że trzeba dojść do liszma, i to nazywa się „oddawanie dla oddawania”, i nie wolno żądać żadnej zapłaty za tę pracę. I to jest sens tego, co Raszi wyjaśnia, że miłosierdzie okazywane zmarłym to takie, w którym człowiek nie oczekuje żadnej nagrody. Gdy robi się tylko miłosierdzie, czyli działania dla oddawania, bez oczekiwania zapłaty.
A chodzi tu o to, jak powiedziano: „grzesznicy nawet za życia nazywani są martwymi” (traktat Brachot, 18:2). A w Przedmowie do Księgi Zohar (Baal Sulama) wyjaśniono powód, dla którego grzesznicy za życia nazywani są martwymi: ponieważ pogrążeni są w miłości do samych siebie, co nazywa się „pragnieniem otrzymywania wyłącznie dla siebie”. I przez to oddzieleni są od Źródła życia, dlatego nazywa się ich martwymi. Bo, jak powiedzieliśmy, to właściwość, zwana „otrzymywanie dla otrzymywania”.
A ponieważ człowiek stworzony został z pragnieniem otrzymywania, które pochodzi z nieczystych światów ABEA, jak powiedziano w Przedmowie do Księgi Zohar (p. 11), to człowiek powinien starać się czynić prawdziwe miłosierdzie wobec swojego ciała, które nazywa się właściwością „martwy”. Czyli powinien nauczyć je, jak dojść do działań dla oddawania, ponieważ to nazywa się „prawdziwym miłosierdziem”, które czyni wobec swojego ciała, zwanego „martwy”. Aby doszło ono do poziomu czynienia działań w oddawaniu, a „martwy” nie oczekuje żadnej nagrody.
A kiedy osiągnie ten poziom, nazywa się, że osiągnął trzeci etap, który nazywa się „oddawanie dla oddawania”, albo właściwość liszma. I to oznacza: „I wezwał swego syna Josefa i nakazał mu czynić prawdziwe miłosierdzie”, jak powiedziano wyżej.
A potem następuje czwarty poziom, nazywany „otrzymywanie dla oddawania”. Czyli po tym, jak człowiek już osiągnął poziom liszma w oddających kelim, teraz musi nauczyć swoje ciało, że należy również otrzymywać, ale tylko w takiej mierze, w jakiej będzie zdolny zbudować intencję „dla oddawania”. I to, jak wyjaśnia Raszi odnośnie do wersetu: „A ja dałem ci jeden udział ponad [to, co] twoim braciom”[18], „ponieważ podjąłeś się troski o mój pochówek”[19], świadczy o doskonałości, że od tego momentu człowiek jest już zdolny otrzymywać dla oddawania.
A co do naszego pytania: dlaczego wezwał on właśnie swojego syna Josefa – można powiedzieć, że chciał mu w ten sposób coś zasugerować, jak powiedziano: „I posłali do Josefa, mówiąc: «Ojciec twój nakazał przed śmiercią swoją»”[20]. Mędrcy wyjaśnili, że nie znajdujemy, by Jaakow rzeczywiście tak mu powiedział, i wyjaśnili: „zniekształcili prawdę dla dobra pokoju”. I należy powiedzieć, że tym, że Jaakow nakazał Josefowi czynić prawdziwe miłosierdzie, miał na myśli, aby Josef zajmował się wyłącznie oddawaniem, a nie działał z powodu własnej korzyści. Można w tym odnaleźć aluzję, by nie miał nienawiści do swoich braci. Bo w kimś, kto idzie drogą oddawania i nie troszczy się o miłość własną, nie można powiedzieć, że odczuwa nienawiść do tego, kto go skrzywdził.
I stąd zrozumiemy różnicę między miłosierdziem prawdziwym a nieprawdziwym. Wyjaśniliśmy, że w duchowej pracy miłosierdzie, które okazuje się zmarłym, nazywane jest miłosierdziem prawdziwym, ponieważ człowiek nie oczekuje żadnej nagrody. Wyjaśnienie tego: człowiek wykonuje działania oddawania, czyli Torę i przykazania, a także przykazania ustanowione przez mędrców (derabanan) lub zwyczaje Israela, które ogólnie nazywane są „sześćset dwadzieścia przykazań”, określane właściwością Keter, jak wyjaśniono w księdze Owoce Mądrości (cz. 1, s. 65).
Ciało nazywa się „właściwością martwego”, ponieważ pochodzi z nieczystych światów ABEA, dlatego nazywa się je „grzesznikiem i martwym”, gdyż jest oddzielone od źródła życia. Mówi się nam, że miłosierdzie, które czynimy wobec ciała, powinno być prawdziwe, czyli że również intencja powinna być taka sama jak działanie. Innymi słowy, intencja także musi być dla oddawania. Natomiast jeśli intencja nie jest na oddawanie, to takie miłosierdzie nie nazywa się prawdziwym.
A jeśli to miłosierdzie nie jest prawdziwe, nie prowadzi do naprawy „martwego”, którym jest ciało, nazwane grzesznikiem z powodu pragnienia otrzymywania, i które otrzymało dwa epitety: „grzesznik” i „martwy”. I żeby to naprawić, należy przeprowadzić naprawę, by ono poszło w kierunku całkowicie przeciwnym do tego, w jakim działało dotychczas, czyli nie drogą otrzymywania, lecz drogą oddawania.
Wychodzi więc, że jeśli to miłosierdzie nie jest prawdziwe, i jego intencja różni się od aktu miłosierdzia, który wykonuje, i ciało nie otrzymuje z tego żadnej istotnej naprawy. I chociaż istnieje zasada, że „z lo liszma przychodzi się do liszma”, to jest to tylko etap pośredni. Czyli nie można dojść do prawdziwego miłosierdzia, dopóki nie przejdziemy przez pierwszy etap, nazywany „miłosierdziem nieprawdziwym”.
Jednak celem jest dojść do prawdy, jak powiedziano wyżej, by miłosierdzie naprawdę było miłosierdziem. A nie tylko to, że z zewnątrz widać, że to miłosierdzie, czyli tak, jak czyn wygląda na zewnątrz, lecz w tym, co ukryte, to znaczy w intencji, nie możemy widzieć, co znajduje się w głębi serca człowieka. I możliwe, że w jego wnętrzu, tam gdzie znajduje się intencja tego działania, człowiek ma wyrachowanie, że otrzyma za to miłosierdzie, które teraz czyni, jakieś wynagrodzenie. I to nazywa się „oddawanie dla otrzymywania”.
I w ten sam sposób można wyjaśnić słowa: „I w skromności chodź z Bogiem swoim”[21]. „W skromności chodzić” oznacza, że nikt inny nie może zobaczyć, co człowiek myśli o swoim działaniu. Ponieważ zamiar znajduje się w ukryciu, a człowiek nie może znać myśli swojego przyjaciela, i właśnie tu Pismo mówi: „I w skromności chodzić ze swoim Bogiem”. To, co masz w sercu, staraj się uczynić, by było to ze Stwórcą, Wszechmogącym twoim. Czyli działać z zamiarem oddawania, tak jak to, co widoczne z zewnątrz, i wtedy nazywa się to „jego usta i serce są zgodne”.
Dlatego należy rozróżniać dwa rodzaje:
- Miłosierdzie nieprawdziwe, czyli lo liszma, to znaczy oddawanie dla otrzymywania;
- Miłosierdzie prawdziwe, czyli właściwość liszma, albo oddawanie dla oddawania.
Jednak istnieje główna właściwość, która stanowi cel stworzenia, czyli by niższy rzeczywiście otrzymywał dobro i nasłodzenie, ale przy tym budował zamiar dla oddawania. I na tę właściwość również jest aluzja w słowach: „I uczynił mi miłosierdzie prawdziwe”, co oznacza, że to miłosierdzie doprowadzi go do prawdy. „Prawdziwe” oznacza, jak zapisano w Talmudzie dziesięciu sfirot (cz. 13, p. 17): „Siódme naprawienie z trzynastu naprawień brody [dikna] – to «prawda», i nazywa się to «dwa święte jabłka» (tapuchim kedoszim), czyli «dwa oblicza»”.
I (Baal Sulam) wyjaśnia tam (w Or Pnimi), że gdy dochodzi się do siódmego naprawienia, zwanego „prawda”, widzimy, że Stwórca naprawdę kieruje stworzeniami w właściwości «Dobry i czyniący dobro». Czyli że wcześniej to sterowanie było tylko w wierze, a teraz zasłużyliśmy na poznanie i odczucie, że rzeczywiście tak jest. I wtedy otrzymujemy dobro w właściwości otrzymywania dla oddawania. I to właśnie jest cel stworzenia, czyli by stworzenia otrzymały dobro i nasłodzenie, ponieważ w tym realizuje się cel stworzenia.
I stąd można wyjaśnić słowa: „Bliski jest Stwórca do wszystkich, którzy Go wzywają – do wszystkich, którzy Go wzywają w prawdzie”[22] – także w dwóch znaczeniach:
1. „Bliski jest Stwórca”, czyli wysłuchuje modlitwy wszystkich, którzy „Go wzywają w prawdzie”. Czyli tych, którzy to czują właśnie wtedy, gdy wkładają wysiłki, by wykonywać działania w oddawaniu. I tak czy inaczej widzą, że od zamiaru oddawania są daleko. Czyli widzą prawdę – jak wielki dystans dzieli czyn od zamiaru, bo nie są w stanie wyjść z zamiaru miłości własnej. I modlą się do Stwórcy, aby ich wyprowadził z tej niewoli. I w tym jest całe ich pragnienie i dążenie. I tylko na to wybawienie mają nadzieję.
Bo wierzą, że dopóki człowiek znajduje się w miłości własnej, jest oddzielony od Źródła życia. I o tym mówi Pismo: „Bliski jest Stwórca do wszystkich, którzy Go wzywają” – aby Stwórca dał im prawdę. To znaczy, by mogli czynić prawdziwe miłosierdzie, i nie zadowalali się tym, że czynią miłosierdzie nieprawdziwe, czyli w lo liszma. I ponieważ jest to modlitwa z prośbą o prawdę, Stwórca pomaga im, i otrzymują od Niego właściwość prawdy. 2. Że pragną zasłużyć na właściwość prawdy, będącą siódmym naprawieniem z trzynastu napraw dikny, dzięki któremu stworzeniom zostaje objawione, że rzeczywiście wszyscy widzą, jak Stwórca kieruje swoim światem jako „Dobry i czyniący dobro”. I to nazywa się „objawione miłosierdzie” (chasadim megulim), to znaczy: miłosierdzie Stwórcy staje się jawne dla wszystkich, i to jest prawda.
[1] Tora, Bereszit, 47:29. „I zbliżyły się dni Israela do śmierci, i wezwał swojego syna Josefa, i powiedział mu: O, jeśli znalazłem łaskę w twoich oczach, połóż, proszę, swoją rękę pod moje biodro i uczyń mi łaskę i prawdę – nie chowaj mnie, proszę, w Micraim (Egipcie)!”
[2] Komentarz Rasziego do Bereszit, 47:29.
[3] Tora, Bereszit, 48:22.
[4] Komentarz Rasziego do Bereszit, 48:22.
[5] Tora, Bereszit, 50:16. „I posłali do Josefa, mówiąc: Twój ojciec rozkazał przed swoją śmiercią, mówiąc…”.
[6] Komentarz Rasziego do Bereszit, 50:16.
[7] Modlitwa „Neila”, odmawiana w Jom Kipur.
[8] Tora, Dwarim, 16:19. „Nie wypaczaj sądu, nie bądź stronniczy i nie bierz łapówki, bo łapówka oślepia oczy mędrców i wypacza słowa sprawiedliwych”.
[9] Traktat Sukka, 52:2.
[10] Część modlitwy „Neila” w Jom Kipur.
[11] Księga Zohar, rozdział Bereszit, część 1, komentarz Sulam, punkt 121.
[12] Księga Zohar, rozdział Noach, komentarz Sulam, punkt 63.
[13] Tora, Szemot, 2:23.
[14] Tora, Bereszit, 47:29. „A gdy zbliżyły się dni Israelowi do śmierci, wezwał swojego syna Josefa i powiedział mu: «Jeśli znalazłem łaskę w twoich oczach, połóż, proszę, swoją rękę pod moje biodro i okaż mi łaskę i prawdę: nie chowaj mnie, proszę, w Micraim (Egipcie)»”.
[15] Komentarz Rasziego do Bereszit, 47:29.
[16] Tora, Bereszit, 48:22.
[17] Komentarz Rasziego do Bereszit, 48:22.
[18] Tora, Bereszit, 48:22.
[19] Komentarz Rasziego do Bereszit, 48:22.
[20] Tora, Bereszit, 50:16. „I posłali do Josefa, by powiedzieć: Twój ojciec rozkazał przed swoją śmiercią, mówiąc…”.
[21] Prorocy, Micha, 6:8.
[22] Pisma, Tehilim, 145:18.