W Zoharze (Haazinu, Sulam, pkt 1–2) napisano: „Słuchajcie, niebiosa”. Rabbi Jehuda otworzył: „Otworzyłam mojemu umiłowanemu”, „Głos mojego umiłowanego puka”. „Głos mojego umiłowanego puka” to Mosze, który napominał Israela w licznych sporach i zatargach, jak napisano: „Oto słowa”, „Buntowaliście się”, „Na Chorewie rozgniewaliście”. To oznacza „puka”. Mimo że Mosze napominał Israela, wszystkie jego słowa były wypowiedziane z miłością, jak napisano: „Jesteś bowiem narodem świętym dla AWAJa, twojego Elohim, i ciebie wybrał AWAJa, twój Elohim, abyś był Jego narodem”, „Z miłości AWAJa do was”. To znaczą słowa: „Otwórz mi, moja siostro, moja przyjaciółko”[1] – wyrażające miłość.
I są pytania dotyczące tego, co napisano w Zoharze.
- Skoro tak wychwala naród Israel: „Jesteś narodem świętym dla AWAJa, twojego Elohim, i ciebie wybrał AWAJa, twój Elohim, abyś był Jego narodem”, to jak można wypowiadać słowa napomnienia? Według tych słów są przecież narodem świętym – czego jeszcze im brakuje?
- Czego uczy nas to na przyszłe pokolenia? Są tu przecież dwa przeciwieństwa w jednym podmiocie: albo są narodem świętym, albo nie postępują właściwie.
- Istnieje zasada: „Miłość zakrywa wszystkie występki” (Pisma, Prz, 10:12). A werset mówi: „Nie dlatego, że jesteście liczniejsi od wszystkich narodów, AWAJa was umiłował i wybrał […] lecz z miłości AWAJa do was” (Tora, Dwarim, 7:7–8). Jak więc można znaleźć w nich występki, skoro „miłość zakrywa wszystkie występki”?
Zrozumieć to pomoże nam znana zasada: „Dwa wersety przeczą sobie, dopóki nie przyjdzie trzeci i nie rozstrzygnie między nimi”. W duchowym działa pojęcie trzech linii, a właściwość Hesed nazywa się „prawa linia”. Hesed oznacza, że człowiek chce wyłącznie okazywać bliźniemu łaskawość, i nie oczekuje za to żadnej zapłaty. I dąży do miłości do Stwórcy i zupełnie nie troszczy się o samego siebie, a wszystkie jego myśli skierowane są na to, by sprawić nasłodzenie Stwórcy, a dla siebie zadowala się minimum. Innymi słowy, wystarcza mu to, co ma, czyli nie pragnie teraz nasłodzeń ani z Tory, ani z modlitwy, ani z przestrzegania przykazań, lecz cieszy się tym, co ma w danej chwili.
Podobnie w duchowym – kiedy człowiek rozlicza się sam ze sobą, mówi, że wierzy w osobiste, indywidualne sterowanie ze strony Stwórcy. Wierzy, że wszystko dane jest z góry, że to Stwórca dał mu myśli i pragnienia do duchowej pracy, studiowania Tory i przestrzegania przykazań. I mimo że sam nie odczuwa żadnego smaku ani w Torze, ani w przestrzeganiu przykazań, nie zwraca na to uwagi i mówi, że wystarczy mu to, że ma możliwość przestrzegania przykazań, które dał Stwórca, i to już jest dla niego jakby wygrał wielką nagrodę. I chociaż nie posiada prawdziwego poznania wielkości Stwórcy, to i tak to, co posiada, całkowicie mu wystarcza. I jest przekonany, że to dar z góry, że dane mu zostały takie myśli i pragnienia, podczas gdy innym, jak widzi, nie zostały one dane, a całe ich dążenie skierowane jest tylko na zaspokojenie potrzeb materialnych, czyli na to, by podobać się otoczeniu albo nasłodzić ciało prostymi przyjemnościami, jak robią to wszystkie zwierzęta.
I w tym czasie jemu dane są myśli i dążenia, by służyć Stwórcy. Ale dlaczego Stwórca wybrał właśnie jego? Powiedziano w modlitwie: „Błogosławiony jesteś Ty, AWAJa, który wybierasz swój naród Israel z miłością”. Błogosławimy Stwórcę za to, że nas wybrał, czyli że dał nam myśli i pragnienia do studiowania Tory i przestrzegania przykazań.
I gdy człowiek patrzy na otaczających go ludzi, którzy nie mają tego dążenia do Tory i przykazań, jakie on ma, dziękuje za to, że spośród wszystkich właśnie jego wybrano do służby Stwórcy. I mimo że dana mu jest bardzo prosta praca, bez żadnego zrozumienia i poznania, mówi, że nawet na tę najprostszą i najbardziej prymitywną pracę nie zasługuje, ponieważ porównuje swoją nicość z wielkością Stwórcy i mówi, że nawet na to nie jest godzien. Dlatego oczywiście powinien być zadowolony i szczęśliwy, jakby otrzymał służbę godną tylko największych ludzi.
I to jest prawa linia, właściwość, która pochodzi z wyższych duchowych sfirot. Ta właściwość nazywa się sfira Hesed, a jej sens polega na podobieństwie właściwości do Stwórcy. Tak jak On daje nasłodzenie, tak i stworzenie pragnie sprawić nasłodzenie Stwórcy i to nazywa się „podobieństwo właściwości”. Nie patrzy na siebie pod względem tego, co ma w kelim otrzymywania. I wszystkie oceny doskonałości jego stanu zależą tylko od stopnia możliwości sprawienia nasłodzenia Stwórcy. I nawet jeśli nie ma u niego szczególnych możliwości, by sprawić nasłodzenie Stwórcy i tak zadowala się tym, co ma, ponieważ patrzy na swoją nicość względem Stwórcy. A względem innych ludzi widzi, że chociaż pod względem osobistych cech przewyższają go, to jednak właśnie jemu dane zostały z góry myśli i pragnienia, które nie zostały dane im i ani w myślach, ani w słowach nie mówi: „Moje siły, moc moich rąk”.
Dlatego cały czas znajduje się w wewnętrznej równowadze i nie ma mu czego dodawać w swojej duchowej pracy. A za wszystkie możliwości, które są mu dane, jest wdzięczny Stwórcy i wychwala Go na wszelkie sposoby. I nawet jeśli nie udaje mu się wyrazić uczuć wdzięczności i zachwytu w takim stopniu, w jakim, jak rozumie, należy je wyrażać, to i to nie powoduje w nim żalu ani cierpienia, bo mówi sobie: kim ja jestem, żebym mógł nieustannie mówić do Króla – to przecież przystoi tylko ludziom naprawdę godnym, a nie komuś tak niskiego stanu jak ja. I w ten sposób stale znajduje się w stanie doskonałości i nie ma mu czego dodawać.
Nawet jeśli czasami nagle zapomina o całej swojej duchowej pracy i całkowicie pogrąża się w codziennych troskach i zabieganiu, po jakimś czasie znów przypomina sobie o duchowym i widzi, że cały czas był zajęty materialnymi sprawami tego świata. A jednak nie żałuje tego czasu, gdy był oddalony. Nie, jest wdzięczny, że Święty, błogosławiony On, wywołał go spośród ogółu ludzi i zapytał: „Gdzie jesteś?”. Dlatego natychmiast czuje szczerą wdzięczność wobec Stwórcy za to, że przypomniał mu, że należy myśleć o duchowej pracy. Czyli nawet w takim stanie nie rozważa braków i nie żałuje, że zupełnie zapomniał o duchowej pracy przez cały ten czas. Przeciwnie, jest wdzięczny za to, że teraz, mimo wszystko, może myśleć o służbie Stwórcy.
To znaczy, że i teraz znajduje się w stanie doskonałości i nie popada w stan, w którym czułby się osłabiony i bezsilny w swojej pracy. Wręcz przeciwnie – stale znajduje się w stanie doskonałości. I to właśnie nazywa się „prawa linia”, „Hesed”, doskonałość. Ale to zależy od stopnia wiary człowieka w osobiste sterowanie, czyli w to, że wszystko pochodzi od Stwórcy: zarówno światło, jak i kli. To znaczy, że wszystkie jego pragnienia, i odczucie braku, a także że oto teraz nie jest wystarczająco podobny we właściwościach do Stwórcy, i również odczucie, że nie dość pilnie zajmuje się Torą i przykazaniami – wszystko to daje mu Stwórca. Także i światło – również musi dawać Stwórca, ponieważ nasłodzenie z Tory i przykazań również pochodzi od Stwórcy.
I to przypomina to, co mówimy w wieczornej modlitwie na Jom Kipur: „I oto, jak glina w rękach garncarza, który wedle swej woli ją poszerza lub skraca, tak i my jesteśmy w Twoich rękach, strzegącego łaskawości…”, itd. Z tego wynika, że jeśli człowiek widzi, że obudziło się w nim pragnienie do nauki, choćby na godzinę dziennie, i kiedy się modli, to choćby na kilka minut pamięta, że właśnie się modli i nie zapomina, że ma na sobie talit i tfilin, chociaż potem jego serce napełniają różne ziemskie myśli. Ale potem znów po jakimś czasie przypomina sobie, że ma na sobie talit i tfilin i znajduje się pośrodku modlitwy i zaczyna czuć, do kogo kieruje swoją modlitwę, i czuje, że nie mówi po prostu, lecz stoi przed obliczem Króla, i wierzy, że „Ty słyszysz modlitwę każdych ust”. I mimo że widzi, że już wiele razy się modlił i nie ma odpowiedzi na jego modlitwy, to mimo wszystko wierzy wiarą ponad wiedzę, że Stwórca go słyszy, a to, że jego modlitwa nie została jeszcze przyjęta – to z pewnością dlatego, że nie modlił się z całego serca.
Dlatego podejmuje decyzję, by modlić się z głębszym zamiarem i uważa wtedy, że z pewnością Stwórca mu pomoże i przyjmie jego modlitwę. I natychmiast zaczyna dziękować Stwórcy za to, że przypomniał mu, iż oto teraz ma na sobie talit i tfilin, i czuje się dobrze. Patrzy na innych, którzy jakby śpią, a jego Stwórca obudził pośrodku modlitwy. I cieszy się tym, jest szczęśliwy.
Mija kilka minut i znów zapomina, gdzie się znajduje, i zaczyna rozmyślać o sprawach codziennych, lecz nagle znów budzą go z góry. Rozum nakazywałby mu ubolewać, że zapomniał o wszystkim, również o tym, że jest teraz w synagodze. Ale on nie chce tego słuchać, lecz cieszy się z tego, że właśnie teraz znów mu przypomniano.
W ten sposób patrzy tylko na „czyń dobro”: cieszy się, że teraz może zrobić coś dobrego, i nie zwraca uwagi na to, że dotychczas błądził w świecie oddzielenia. Może to odczuwać w takim stopniu, w jakim zna swoją wartość i wie, że nie jest lepszy od innych ludzi. U innych jest nawet duch niewiary, oby Miłosierny nas uchronił, i nie mają żadnego związku z judaizmem. Widzi też ludzi, którzy w ogóle nie zwracają uwagi na judaizm, lecz żyją jak pozostałe istoty żywe i nie troszczą się o żaden cel życia. Uważają się za wyższych od zwierząt, ponieważ zabiegają także o szacunek i rozumieją, że czasem warto zrezygnować z pragnienia, by go zdobyć. Natomiast na judaizm nie zwracają uwagi, nawet jeśli rodzice poddali ich obrzezaniu, ponieważ mają inne, bardziej interesujące ich sprawy.
Gdy patrzy na nich, nie wie, jaką ma większą od nich zasługę, że Święty, błogosławiony On, dał mu myśl i pragnienie zajmowania się Torą i przykazaniami, choćby tylko w działaniu. Widzi, że nadal daleko mu do liszma, lecz mówi: „Przynajmniej dostąpiłem lo liszma”. Mędrcy powiedzieli: „Od lo liszma dochodzi się do liszma”. Znajduję się więc przynajmniej na pierwszym stopniu świętości. Robi rachunek duszy: „Jakże jestem szczęśliwy, że Święty, błogosławiony On, wprowadził mnie na pierwszy stopień świętości, zwany lo liszma! Jak bardzo powinienem dziękować Stwórcy i Go wychwalać!”.
Szczególnie jeśli dostąpił otrzymania myśli, by zajmować się tajemnicami Tory, to choć nie rozumie ani słowa z tego, co tam napisano, jest to wielki przywilej: podczas nauki jest przyłączony do wewnętrznej części Tory. Wierzy, że mówi się tam wyłącznie o boskości. Może zagłębić się w myśli: „Przecież wszystko, czego się uczę, dotyczy świętych imion. Z pewnością przypadł mi wielki przywilej. Nie pozostaje mi więc nic innego, jak dziękować Stwórcy i Go wychwalać. Cały świat czerpie swoje życie z błahostek, a ja już dostąpiłem wejścia na pierwszy stopień świętości, zwany lo liszma”. To prawa linia – doskonałość, która nie wymaga żadnej naprawy.
Napisano jednak: „Prawa i lewa, a między nimi oblubienica”. Potrzebujemy więc także lewej linii. Trzeba zrozumieć: jeśli człowiek czuje się doskonały i może dniem i nocą dziękować Stwórcy i Go wychwalać, czego jeszcze mu brakuje? Sam jednak wie, że jest to lo liszma, a celem jest praca dla Stwórcy. Sam mówi, że jeszcze nie osiągnął tego stopnia.
Ale jak człowiek może wznieść się na następny stopień, jeśli nie ma w sobie ostrego odczucia braku? Przecież jest zasada: „Jeśli człowiek prosi o coś u Stwórcy, to musi to pochodzić z głębi serca”, czyli człowiek musi odczuwać tę potrzebę całym sercem, a nie jakoś powierzchownie, tylko „na języku”. Bo jeśli człowiek prosi o rzeczy zbędne, o rzeczy, bez których można się obejść, nikt nie współczuje mu, kiedy cierpi i narzeka, że czegoś mu brak, bo wielu ludzi radzi sobie bez tego „czegoś”. I choćby płakał i krzyczał, żeby mu to dali, to świat jest tak urządzony, że nie znajdzie się nikt, kto by się nad nim zlitował. Ale jeśli człowiek krzyczy i płacze o coś, co mają wszyscy wokół, a tylko jemu tego brak, wtedy wszyscy go słyszą i każdy, kto może, stara się mu pomóc.
To samo dotyczy pracy duchowej, gdy człowiek stara się osiągnąć doskonałość w prawej linii. Choćby teoretycznie wiedział, że należy dążyć do tego, aby wszystkie jego działania i zamysły były dla Stwórcy, i wiedział również, że człowiek powinien postępować zgodnie z tym, co napisane jest w psalmie: „W Torze AWAJa jest jego upodobanie i nad Jego Torą rozmyśla dniem i nocą” (Pisma, Psalmy 1:2), to on sam tak nie postępuje, ale z całych sił stara się odczuwać doskonałość w prawej linii. I samo przez się rozumie się, że choć wie, iż doskonałości jeszcze nie osiągnął, to mimo to nie może szczerze prosić Stwórcę, aby dał mu siły, by mógł „nad Jego Torą rozmyślać dniem i nocą”. I nie może też żądać od Stwórcy, aby pomógł mu osiągnąć poziom „dla Stwórcy”, bo dla niego to luksus, a nie potrzeba życiowa.
Dzieje się tak z powodów omówionych wcześniej. Ponieważ gdy człowiek prosi o coś, czego mu brakuje, ale nikt inny wokół też tego nie ma, to nie może powiedzieć, że to dla niego konieczność – bo jest to luksus. A o luksusy, których człowiek nie ma, nie warto płakać i błagać.
I teraz, będąc w prawej linii, widzi, że to, co dano jemu – tego nie mają inni, bo taki poziom duchowy, jaki ma on, można znaleźć tylko u bardzo nielicznych na świecie. A jeśli tak, to czy może domagać się od Stwórcy, aby zbliżył go na tyle, by mógł działać dla Stwórcy – przecież jest to luksus? A o luksusy nie sposób prosić z całego serca i twierdzić, że to potrzeba płynąca z głębi duszy. Przecież sam widzi, że to, co już otrzymał, to i tak bardzo wiele. A zatem jak można o luksus prosić poważnie, prosić, by On się nad nim zlitował i dał mu siły działać dla imienia Stwórcy, czyli z zamiarem sprawienia Stwórcy nasłodzenia?
I zupełnie nierealne jest, by człowiek mógł prosić Stwórcę, by wskazał mu, jak posunąć się naprzód na ścieżce prawdy. Bo nie ma w sobie prawdziwej potrzeby. A o luksusach, czyli rzeczach, których inni też nie mają, mówi się: „Nieszczęście wielu – to już połowiczne pocieszenie”. Dlatego nie ma on żadnej szansy, by kiedykolwiek dojść do „rozpoznania zła”, czyli do uświadomienia sobie, że jeśli nie jest zdolny działać w Torze i w przestrzeganiu przykazań dla imienia Stwórcy, to nazywa się to „złem”, ułomnością w jego pracy. I wychodzi na to, że czuje się doskonały nawet w takim stanie, kiedy działa nie dla Stwórcy, mimo że ta droga nazywa się „drogą kłamstwa, a nie drogą prawdy”; i nigdy nie będzie miał możliwości poczuć, że idzie drogą kłamstwa, jak napisano w Przedmowie Zohar, Sulam, pkt 175.
To znaczy, że człowiek powinien również poruszać się naprzód w lewej linii. Ale człowiek powinien na to przeznaczyć tylko niewielką część swojego czasu, a większość czasu powinien przebywać w prawej linii. Ponieważ tylko tym ludziom, którzy mają wewnętrzną potrzebę osiągnąć stan działania dla Stwórcy, tylko im wolno poruszać się naprzód także w lewej linii. Podczas gdy tym, którzy czują, że nie są w stanie przeciwstawić się swoim pragnieniom, zabrania się iść w lewej linii.
Dlatego nawet ci, którzy mają wewnętrzne przyciąganie, pociąg do osiągnięcia stanu działania dla Stwórcy, a zatem realną możliwość rozwoju w lewej linii, nawet oni powinni się ograniczyć i nie przebywać w lewej linii poza krótkim, ściśle określonym czasem, i ani na chwilę dłużej, a tylko w takim zakresie, jaki każdy z nich wcześniej sam dla siebie wyznaczył. Powinien istnieć rozkład dnia i człowiek powinien z góry planować porządek swoich działań na dzień: każdego dnia, raz w tygodniu albo raz w miesiącu. Każdy według siebie, zgodnie ze swoimi odczuciami. Ale nie powinien zmieniać ustalonego porządku, który wcześniej sam sobie wyznaczył.
I jeśli w połowie drogi człowiek chce zmienić porządek, ponieważ ciało podpowiada mu, że dla jego własnej korzyści lepiej byłoby ustalić inny niż obecny, to w takim przypadku należy odpowiedzieć: „Już ustaliłem stały porządek. A gdy będę wyznaczał nowy (na przykład zaplanowałem porządek działań na tydzień, to kiedy tydzień się skończy, wtedy zacznę planować od nowa), właśnie wtedy przyjdź i doradź, jak ulepszyć ustalony plan. Ale w trakcie drogi zmian nie wprowadzam”.
Przyjrzyjmy się teraz bliżej pojęciu lewej linii, ponieważ istnieje wiele różnych typów lewej linii. Na przykład jest lewa linia, nazywana „absolutną ciemnością”, określającą się tym, że Malchut, będąca właściwością sądu, uniosła się wewnątrz każdej sfiry i tym samym spowodowała ciemność, czyli tam w ogóle nie świeci żadne światło.
Ale jest też rodzaj lewej linii, nazywany „światłem Hochma bez chasadim” – i ten stan również nazywany jest ciemnością. Ciemność dotyczy tu jednak tylko światła; pod względem kelim – jego kelim weszły już do świętości. Oznacza to, że nawet gdy człowiek używa swoich kli do przyjmowania, jest już w stanie przyjmować z zamiarem oddania Stwórcy. Ten rodzaj lewej linii należy do bardzo wysokiego duchowego stopnia. I nazywa się „ciemnością” jedynie z powodu obfitości światła, które się tu objawia. I dopóki nie ma obłóczenia w chasadim, zabronione jest używać tego światła, ponieważ gdyby je przyjąć, mogłoby to prowadzić do stanu przyjmowania dla własnej przyjemności z powodu ogromnej siły tego nasłodzenia, któremu nie sposób się oprzeć i przyjąć tylko altruistycznie. I dlatego potrzebujemy linii środkowej. A do niej, to znaczy do uzyskania linii środkowej, bardzo ważna jest lewa linia.
Jak wiadomo, w świecie duchowym nie ma ani czasu, ani miejsca. Ale jeśli tak, to jaki jest sens pojęć: „linia prawa”, „linia lewa”? Sens jest taki: ta część, która nie wymaga naprawy, nazywa się „prawą linią”, a ta część, która wymaga naprawy, nazywa się „lewą linią”.
Widzimy to przy zakładaniu tfilin. Mędrcy powiedzieli (Menachot, 37a): „Skąd Rabbi Josi ha-Chorem wie, że zakłada się je na lewą [rękę]? Wyprowadza to stąd, skąd wyprowadzał raw Natan. Raw Aszi powiedział: napisano jadcha z hej – keha[2]”. Raszi wyjaśnił: „Zapis z hej wskazuje na słowo keha w rodzaju żeńskim. Wynika stąd, że mowa o lewej ręce, która nie ma siły, jak kobieta”.
Z tego wynika, że lewa linia to „słabość”, nie ma w niej siły, i dlatego należy jej dodać siły. I widzimy, że we wszystkich przypadkach, gdy mędrcy chcą dać przykład czegoś, co wymaga naprawy, określają to pojęciem „lewe”. I dlatego, z powodu potrzeby naprawy lewej linii, potrzebujemy linii środkowej, która stanowi naprawę lewej linii.
Dlatego i my także określamy to, co wymaga naprawy, jako „lewe”, aby wiedzieć, że tu trzeba wykonać naprawy. A naprawa, która naprawia lewą linię, nazywa się „linia środkowa”, ponieważ lewa linia pokazuje wady obecne w prawej linii. Oznacza to, że prawa linia, wzięta sama w sobie, nie widzi w sobie żadnych wad. I dopiero „korzystając” z lewej linii, czyli będąc w stanie lewej linii, człowiek widzi, że w prawej linii są wady. A po tym, jak już wszedł w „lewy” stan, traci tym samym stan doskonałości, który miał w stanie „prawym”. I dlatego znajduje się teraz w stanie niedoskonałości, w stanie braku.
Jednakże w tym stanie niezadowolenia, które rodzi lewa linia, należy rozróżnić wiele różnych odcieni. To znaczy, ważne jest, jaką przyczynę lewa linia określa jako niedoskonałość, w czym konkretnie lewa linia widzi ułomność obecną w prawej linii. Ale czasem bywa, że w samej lewej linii nie widać żadnych braków. Jak więc możemy twierdzić, że i w lewej linii jest brak, po tym, jak pokazała nam niedoskonałość prawej linii? Przecież w takim przypadku lewa linia zdaje się być stanem doskonałości? A jeśli tak, to dlaczego ma się znaleźć brak w lewej linii, skoro właśnie ona pokazała braki? Tu istnieje wiele aspektów i wszystko zależy od konkretnych okoliczności. Czyli w każdej konkretnej sytuacji, w każdym stanie, w którym znajduje się człowiek, znajduje on własną przyczynę. I nie da się podać jednej ogólnej przyczyny, a wszystko zależy od konkretnego przypadku.
Istota pojęcia „lewa linia” na samym początku duchowej pracy polega na sprawdzeniu i krytyce prawej linii: czy rzeczywiście wystarczy pozostawać w fałszywym stanie. Tora i przykazania zostały nam dane dlatego, że mamy w sobie zło, nazywane „egoizmem”. Ono dyktuje nam, by o nic się nie troszczyć, lecz wykorzystywać wszystkie środki, aby osiągnąć swój cel, czyli napełnić, zaspokoić swoje pragnienie otrzymywania wszystkimi błogościami, które tylko można sobie wyobrazić.
I to pragnienie otrzymywania nazywa się „złem”, ponieważ przeszkadza osiągnąć zlanie ze Stwórcą i wyjść z tego egoizmu, do którego używania zmusza nasz zwierzęcy rozum. Ale celem stworzenia jest to, aby zasłużyć na zlanie ze Stwórcą. Wtedy bowiem człowiek otrzyma całe to nasłodzenie, które zawiera się w zamyśle stworzenia, nazywanym: „pragnienie Stwórcy, by nasłodzić swoje stworzenia”. I tym może on sprawić nasłodzenie Stwórcy, ponieważ w ten sposób Stwórca urzeczywistnia swój zamysł – z zamysłu w czyn, czyli stworzenia odczuwają całą pełnię błogości i nasłodzenia, którą On im przygotował.
A ponieważ jedynie pragnienie otrzymywania (czyli egoizm) temu przeszkadza, to ono nazywa się „złem”. I dla wyjścia z tego zła dano nam Torę i przykazania, aby osiągnąć stopień, nazywany „służący Stwórcy”. Aby nie działał dla własnego nasłodzenia, lecz aby osiągnął stopień „dla Stwórcy”.
W prawej linii cieszy się doskonałością lo liszma. Wychodzi więc na to, że idzie drogą fałszu i chce tam pozostać. Skoro jednak wie, że jest na stopniu lo liszma, dlaczego mówimy, że chce na nim pozostać? Wynika to z zasady, że człowiek nie może prosić Stwórcy z głębi serca o brak rzeczy zbytecznej, tylko o rzecz konieczną. Ponieważ cieszy się stanem lo liszma – nawet po wszystkich uzasadnieniach, że warto cieszyć się także lo liszma – nie potrafi już odczuć braku jako czegoś koniecznego. Możliwość zajmowania się Torą i przykazaniami liszma będzie dla niego tylko czymś dodatkowym. Dlatego musi pozostać w prawej linii.
Dlatego należy poświęcić szczególną uwagę krytyce i sprawdzaniu prawej linii, czyli umiejętności dostrzegania braków istniejących w prawej linii. Ponieważ istotna jest miara, w jakiej odczuwa te braki, gdyż sam fakt, że dostrzega te braki, jeszcze o niczym nie świadczy. Ponieważ stopień oddziaływania braków na człowieka zależy od tego, na ile one dotykają jego serca, zmuszają go do odczuwania tego braku jako ostrego poczucia niezadowolenia, niedoskonałości, a także od tego, czy ma on pociąg do prawdy i odrazę do fałszu. I jeśli ten niedoskonały stan, w którym się znajduje, jest odczuwany całym sercem i sprawia mu cierpienie, to wtedy wcześniejsze odczucie, odczucie stanu prawej linii jako stanu doskonałości, zamienia się w cierpienie.
Wtedy właśnie jest zdolny błagać Stwórcę z głębi serca. Ponieważ teraz stopień „dla Stwórcy” jest dla niego życiem, ponieważ dzięki niemu przyłącza się do Życia żyć. Podczas gdy wcześniej, gdy znajdował się w prawej linii, stopień „dla Stwórcy” wydawał mu się nadmiarem, bez którego można się spokojnie obejść. I tylko po to, by być ponad ogółem, powinien był ulepszyć, udoskonalić swój stan, starać się osiągnąć stan dla Stwórcy.
I odwrotnie, kiedy człowiek odczuwa, że pojęcie „dla Stwórcy” nie jest dla niego nadmiarem, że jest konieczne nie tylko po to, by wywyższyć się ponad ogół, jak to zostało powiedziane wyżej, odczuwa się on jako najbardziej niedoskonały ze wszystkich, widzi, jak bardzo jest oddalony od Stwórcy i jak bardzo daleki jest od właściwości prawdy. I to, że wszyscy wokół niego, jak widzi, również nie są zdolni iść drogą „dla Stwórcy”, niczego nie zmienia i nie łagodzi jego cierpień, chociaż nie widzi nikogo, kto działałby dla Stwórcy. W sprawach odczuwanych całym sercem człowiek nie jest w stanie pocieszyć się przykładem innych, mimo że mówi się: „Wspólne nieszczęście to już połowa pocieszenia”. Takie rozważania i pocieszenia nie łagodzą jego stanu.
Oto przykład: człowiek, którego bolą zęby. Płacze i cierpi. Próbują go pocieszyć i mówią mu: „Dlaczego tak cierpisz, przecież widzisz, że tutaj, u dentysty, jest wielu ludzi, którzy, tak jak ty, cierpią z powodu bólu zębów”. Ale on nie przestaje płakać z powodu bólu, który odczuwa. I to, że są jeszcze inni ludzie cierpiący tak jak on, niczego nie zmienia. Jeśli naprawdę go boli, to nie jest w stanie pocieszyć się i uśmierzyć bólu, patrząc na cierpienie innych ludzi.
Tak samo, jeśli człowiek rzeczywiście odczuwa, jak bardzo jest oddalony od prawdy, nie jest w stanie pocieszyć się tym, że wszyscy inni również idą drogą fałszu. I całe dnie i noce szuka sposobu, jak wyjść z tego stanu. Wtedy człowiek nabywa potrzebę osiągnięcia stanu „dla Stwórcy”, ponieważ fałsz staje się dla niego nie do zniesienia.
Ale takie kli nie powstaje za jednym razem. To, co otrzymywane jest z lewej linii, gromadzi się w nim stopniowo, stopniowo, aż zgromadzi się pełna miara. Dopiero wtedy może on osiągnąć stan „dla Stwórcy”, ponieważ „nie ma światła bez kli”. To znaczy, że nie jest w stanie zasłużyć na stan „dla Stwórcy”, zanim nie pojawi się u niego prawdziwe pragnienie. Pragnienie stopniowo w nim rośnie, a grosz do grosza składa się na wielką sumę – aż wypełni się całe pragnienie. Wtedy może się już w nim obłóczyć stan „dla Stwórcy”, ponieważ człowiek ma już kompletne kli, czyli pełne pragnienie zasłużenia na stan „dla Stwórcy”.
Należy jednak wiedzieć, że w czasie, gdy znajduje się w lewej linii, czyli w stanie krytyki samego siebie, przebywa w stanie oddzielenia od Stwórcy. Ponieważ sam wtedy czuje, jak bardzo jest pogrążony w egoizmie i zupełnie nie interesuje go, czy może uczynić coś „dla Stwórcy”. I w takim stanie nie jest on w stanie istnieć, ponieważ istnienie człowieka jest możliwe tylko dzięki temu, co pozytywne, a nie temu, co negatywne. Dlatego człowiek musi znów wejść w prawą linię. To znaczy wykonywać Torę i przykazania, choćby nie dla Stwórcy, lecz przy tym odczuwać, że jest w tym doskonałość, jak to zostało wyjaśnione powyżej.
Należy uwzględnić jeszcze jedną ważną zasadę: jak wiadomo, światło wewnętrzne bardzo różni się od światła otaczającego. Światło wewnętrzne oznacza, że światło świeci wewnątrz kelim. To znaczy, że światło obłacza się w kli, ponieważ istnieje takie podobieństwo między światłem a kli, że kli jest już zdolne do przyjęcia światła altruistycznie, tylko w imię Stwórcy.
A światłem otaczającym nazywa się świecenie z oddali. To oznacza, że pomimo iż kli nadal jest oddzielone od światła, ponieważ intencją kli jest otrzymywanie dla samonasłodzenia, a właściwością światła jest czysta altruistyczność – to mimo wszystko światło emituje z oddali świecenie, otaczające kelim. I dlatego podczas zajmowania się Torą i wykonywania przykazań nawet nie „dla Stwórcy”, jednak otrzymuje się oświetlenie w postaci światła otaczającego. To znaczy, że nawet wtedy, gdy człowiek zajmuje się tym nie dla Stwórcy, ma już kontakt z wyższym światłem, choćby to było tylko świecenie z oddali. I dlatego wywiera to pozytywny wpływ i daje człowiekowi siłę życia i możliwość istnienia. A przypisując coraz większe znaczenie pracy nawet nie „dla Stwórcy”, podnosi on znaczenie pracy duchowej jako takiej i wartość zajmowania się Torą i przykazaniami w każdych okolicznościach.
Jak wyjaśniał mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, prawda polega na tym, że człowiek nie jest w stanie prawidłowo ocenić całej wagi wykonywania Tory i przykazań nawet nie „dla Stwórcy”. Ponieważ ostatecznie w samym działaniu nie ma nic do dodania, gdyż wypełnia nakaz Stwórcy. I dlatego nazywa się to „pierwszym etapem w pracy duchowej”. I o tym powiedzieli mędrcy: „Z wykonywania nie dla Stwórcy przychodzi się do wykonywania dla Stwórcy”. I dlatego człowiek powinien czerpać siłę życia i poczucie doskonałości z prawej linii, ponieważ w tym przypadku otrzymuje światło Stwórcy w postaci światła otaczającego.
Następnie powinien on znów przejść do stanu krytyki swoich działań, które wykonywał w prawej linii. A potem ponownie przejść do prawej linii. I w ten sposób rozwijają się u niego obie linie. Jednak obie te linie przeczą sobie nawzajem, krytykują się i negują jedna drugą. I to nazywa się: „Dwa wersety przeczą sobie, dopóki nie przyjdzie trzeci i nie rozstrzygnie między nimi”.
Trzeba jednak wiedzieć, że trzecią linię, zwaną środkową, daje Święty, błogosławiony On. Jak powiedzieli mędrcy: „Troje jest współuczestników w człowieku: Święty, błogosławiony On, jego ojciec i matka. Ojciec daje białe nasienie, matka daje czerwone, a Święty, błogosławiony On, daje mu ruach i neszama” (Nidda, 31a).
Z powyższego wynika, że dwie linie odnoszą się do stworzeń, a trzecia linia odnosi się do Stwórcy. To znaczy, że dwie linie dają mu możliwość wzniesienia modlitwy do Stwórcy z głębi serca, aby pomógł mu wyjść z egoizmu i osiągnąć zlanie ze Stwórcą. I w czasie, gdy człowiek modli się z głębi serca, jego modlitwa jest przyjmowana. Trzeba jednak wiedzieć, że w kwestii trzech linii istnieje wiele sposobów.
[1] Przyp. tłum. Przytoczenie łączy fragmenty Pisma, Szir ha-Szirim, 5:2 i 5:6, oraz Tora, Dwarim, 1:1; 9:8; 9:24; 7:6–8. „Pukanie” jest obrazem napomnień Moszego.
[2] Przyp. tłum. W Tora, Szemot, 13:16 wyraz jadcha (ידכה), „twoja ręka”, ma dodatkową końcową literę hej w porównaniu ze zwykłym zapisem jadcha (ידך). Odczytuje się go jako jad keha (יד כהה), „słaba ręka”, czyli lewa. Keha jest tu formą żeńską przymiotnika. W samym Talmudzie Natan ma tytuł Rabbi; przytoczenie Rabasza podaje raw.