Człowiek powinien rozróżniać w swojej pracy trzy czasy: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.

Przeszłość oznacza, że kiedy zaczyna wchodzić w pracę dla Stwórcy, powinien spojrzeć w przeszłość, to znaczy: jaka jest przyczyna tego, że teraz chce przyjąć na siebie jarzmo duchowego sterowania. Powinien przyjrzeć się tej przyczynie, czy jest ona wystarczająca, by wejść w pracę dla Stwórcy do tego stopnia, aby dniem i nocą myśleć tylko o Nim. I by nie było w człowieku nic innego poza Torą, na czym skupiałby swoje wysiłki, ponieważ doszedł do wniosku, że nie ma niczego, o czym warto by myśleć, poza Torą.

A to, oczywiście, może być tylko z powodu wielkiego cierpienia, które odczuwa z powodu braku w świecie czegokolwiek, dla czego warto byłoby żyć. I nie znajduje sensu w niczym, poza zjednoczeniem ze Stwórcą. Aby zaś zasłużyć na zjednoczenie ze Stwórcą, konieczne jest wyjście z miłości do samego siebie, a żeby wyjść z tej miłości, człowiek powinien uwierzyć słowom mędrców: „Ten, który stworzył egoizm, stworzył też Torę do jego naprawy”.

I to zobowiązuje go, by dniem i nocą zajmować się Torą, ponieważ inaczej nie będzie mógł wyjść z miłości do siebie. Z tego wynika, że przyczyną zajmowania się Torą jest dążenie do zjednoczenia ze Stwórcą. Tę przyczynę, zobowiązującą go do dążenia, aby zasłużyć na zjednoczenie ze Stwórcą, należy stale odnawiać, ponieważ ma ona wielu przeciwników. Egoizm człowieka, zwany jego ciałem, przychodzi za każdym razem z nowymi pytaniami, chcąc obalić tę przyczynę. Raz mówi, że to zbyt trudne, innym razem twierdzi, że to nie przystoi człowiekowi, doprowadzając go do rozpaczy, a czasem podsuwa obce myśli do serca i rozumu.

Mimo to należy spojrzeć w przeszłość, czyli na przyczynę, która dała mu początkowy impuls. Tę przyczynę należy stale sprawdzać, ponieważ może były inne motywacje, które doprowadziły go do duchowej pracy – możliwe, że zjednoczenie ze Stwórcą nie było pierwotną przyczyną. Później dopiero „nie dla Stwórcy” przerodziło się w „dla Stwórcy”. I nowym jego celem stało się osiągnięcie zjednoczenia ze Stwórcą. A może odwrotnie – pierwotną przyczyną było zjednoczenie ze Stwórcą, lecz potem, w wyniku różnych okoliczności, pojawiły się inne motywy, które skłoniły go do przyjęcia na siebie jarzma Tory i przykazań.

Z tego wynika, że należy stale badać przyczynę, która zmusza go do podążania drogą pracy dla Stwórcy. I to nazywa się „uczyć się z przeszłości”. Czyli chodzi o pierwotną przyczynę wszystkich dróg i wariantów jego duchowej pracy, przyczynę zwaną celem. A zgodnie z wielkością i wagą celu człowiek jest zdolny dołożyć wysiłki, aby go osiągnąć. Różnica polega tylko na tym, co człowiek uważa za ważne, co ceni. Zazwyczaj człowiek ceni rzeczy korzystne dla niego samego, czyli tylko to, co opłacalne z punktu widzenia jego miłości własnej. Jeśli zaś celem jest oddawanie, to według natury człowieka taki cel nie ma dla niego żadnego znaczenia.

Dlatego, jeśli przyczyna nie jest prawdziwa, człowiek nie jest w stanie dojść do końca, czyli do zjednoczenia ze Stwórcą. Ponieważ gdy tylko zobaczy, że nic nie zyska na osiągnięciu celu, natychmiast od niego ucieka, ponieważ przyczyna, dla której przyjął na siebie wykonywanie Tory i przykazań, nie była dla oddawania, lecz dla własnej korzyści.

Dlatego, gdy nie odczuwa osobistej korzyści podczas pracy, gdy to, co widzi, nie jawi mu się jako zapłata za jego wysiłki, musi się lenić przy jej wykonywaniu, bo cała podstawa jego wysiłków to „dla siebie”. Jednak z wysiłków podejmowanych dla siebie dochodzi się w przyszłości do pracy duchowej. Wtedy odsłania się człowiekowi odczucie pracy duchowej – że ta praca nie jest dla siebie, lecz dla Stwórcy, i wtedy człowiek natychmiast od niej ucieka.

Mimo wszystko człowiek jest zobowiązany nieustannie badać swój cel, aby pamiętać, że polega on na oddawaniu Stwórcy. Kiedy zaś daje mu się odczuć, czym jest oddawanie, wtedy nie gubi się w tym, ale dokładnie wie, że to trudne, że to sprzeczne z jego naturą. Dlatego dopiero teraz, gdy już odczuwa, jak ciężko jest pracować dla oddawania, dopiero wtedy ma możliwość modlić się do Stwórcy z głębi serca, ponieważ już widzi, że sam nie jest w stanie nic uczynić, a tylko modlić się do Stwórcy, aby dał mu siłę do pracy dla osiągnięcia tego celu. Dlatego zawsze należy badać przeszłość, czyli prawdziwą przyczynę, która skłoniła człowieka do zajęcia się pracą duchową.

Teraźniejszość to odczucie człowieka podczas pracy. Człowiek powinien wykonywać duchową pracę w kilku aspektach, jak napisano w Talmudzie (traktat Awot, rozdz. 1): „Na trzech rzeczach opiera się świat: na Torze, na pracy i na miłosierdziu”.

„Świat” oznacza człowieka, ponieważ każdy człowiek sam w sobie jest małym światem. Aby jednak człowiek się urzeczywistnił, czyli aby istniał w tym świecie, aby mógł odczuć i pojąć Stwórcę jako Dobrego i Czyniącego Dobro – do tego potrzebne są mu te trzy rzeczy. Ponieważ człowiek stworzony jest z egoizmem, czyli z pragnieniem otrzymywania wszystkiego wyłącznie dla siebie. A na takie pragnienie otrzymywania zostało nałożone skrócenie, co oznacza ukrycie przed nim wyższego nasłodzenia. Dlatego żadne nasłodzenie nie może być odczuwane, dopóki człowiek nie dojdzie do upodobnienia we właściwościach ze Stwórcą, czyli do tego, że wszystkie jego działania będą wyłącznie dla oddawania.

Dlatego potrzebna jest Tora, jak powiedziano: „Stworzyłem zły początek, i stworzyłem też Torę jako jego lekarstwo”.

Praca jest konieczna, ponieważ właśnie modlitwa jest pracą – pracą serca. Bo serce człowieka to korzeń jego pragnienia otrzymywania. I to właśnie ono musi zostać odwrócone, aby jego celem stało się oddawanie, a nie otrzymywanie. Wynika z tego, że człowiek ma wielką pracę nad przemianą swojego serca. A ponieważ to sprzeczne z jego naturą, dlatego musi prosić Stwórcę, by pomógł mu wyjść ze swojej natury i wejść w stan zwany „ponad naturą”, a to już cud, którego tylko Stwórca może dokonać. Wynika z tego, że człowiekowi dana została możliwość wyjścia z miłości do samego siebie – właśnie to działanie jest cudem.

O miłosierdziu powiedziano u Rasziego: „Miłosierdzie dla biednego jest większe niż zwykła jałmużna, ponieważ nie wywołuje wstydu. I jeszcze: miłosierdzie, w przeciwieństwie do jałmużny, można okazywać zarówno biednym, jak i bogatym, zarówno żywym, jak i zmarłym, zarówno ciału, jak i duszy”. Napisano, że „miłosierdzie Stwórcy jest nieskończone i wieczne dla tych, którzy się Go boją”. I powiedział Stwórca: „Miłosierdzie zbuduje świat”, aby ci pokazać, że dla miłosierdzia istnieje świat. Miłosierdzie to wyjście z miłości do siebie i wejście w miłość do Stwórcy. Jak powiedział Rabbi Akiwa: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego – to ogólna zasada Tory”.

A zatem widzimy, jak te trzy podstawowe rzeczy: Tora, praca serca i miłosierdzie, działają w człowieku w jego teraźniejszości. Przy czym w tę teraźniejszość człowiek powinien włączyć także przeszłość, czyli cel, będący przyczyną, dla której podejmuje wszystkie swoje wysiłki.

Przyszłość. Człowiek powinien spoglądać w przyszłość: co jeszcze musi osiągnąć na swojej drodze do doskonałości? Wiadomo, że światło teraźniejszości nazywa się światłem wewnętrznym. A światłem otaczającym nazywa się to, co człowiek ma jeszcze otrzymać w przyszłości.

W naszym świecie, gdy człowiek zajmuje się handlem, inwestuje w coś dużo pieniędzy, to oczywiście robi to, by zarobić jeszcze więcej. Dlatego jest jasne, że jeśli kupuje dużo towaru, to czyni to, by zyskać, sprzedając go później z zyskiem. I tak, pewien kupiec kupił hurtem dużą partię towaru i przywiózł ją do swojego miasta. Widząc to, mieszkańcy miasta pomyśleli, że zaraz wynajmie dużo sklepów, by jak najszybciej sprzedać cały towar. Lecz wkrótce zobaczyli, że kupiec odesłał towar do magazynów i nie chce niczego sprzedawać. Mimo to, mimo że nic nie sprzedał, wszyscy widzieli, że cieszy się tak, jakby zarobił fortunę. Przyjaciele kupca nie zrozumieli tego i zapytali go: „Dlaczego tak się cieszysz, skoro nic nie sprzedałeś i, rzecz jasna, nic nie zarobiłeś?”. A on im odpowiedział: „Kupiłem ten towar tanio, bo jego cena spadała, i wszyscy bali się go kupować. Ja jednak obliczyłem, że za dwa lata wielu będzie chciało kupić ten towar, ale już go nie będzie. Więc kupiłem go teraz i będę mógł się na nim wzbogacić. Dlatego, myśląc o przyszłości, cieszę się, mimo że teraz nic nie zarobiłem”.

Stąd widzimy, że jeśli przyszłość świeci w teraźniejszości, to człowiek, mimo że teraz niczego nie ma, może cieszyć się tą przyszłością tak, jakby była jego teraźniejszością. Ale tylko pod warunkiem, że przyszłość rzeczywiście świeci. I to właśnie nazywa się w języku kabały, że człowiek otrzymuje przyjemność z otaczającego światła – ze światła, które ma nadejść po jego naprawie.

W ten sposób, jeśli człowiek widzi, że zmierza ku celowi prawdziwą drogą, to pomimo że jeszcze nie osiągnął doskonałości, to jednak, jeśli świeci mu pewność osiągnięcia celu, może wówczas radować się już teraz, tak jakby to otaczające światło już napełniło jego pragnienia.

W podobny sposób Baal Sulam wyjaśnił słowa mędrców, że „sprawiedliwi śpiewają to, co ma przyjść do nich w przyszłości”. Znaczy to, że sprawiedliwi potrafią śpiewać (czyli czerpać radość z intencji oddawania) z tego, co dopiero przyjdzie, to znaczy, że wierzą, iż ostatecznie zasłużą na doskonałość. Dlatego śpiewają (pieśń w kabale oznacza nasłodzenie dla Stwórcy), mimo że jeszcze nie doszli do doskonałości (nie otrzymali wewnętrznego światła).

To samo wyjaśnia Zohar (parsza „Wajelech”, punkt 47): „Powiedział Rabbi Elazar, że Israel zaśpiewa pieśń od dołu do góry i z góry na dół, i zwiąże węzeł wiary, a następnie zaśpiewa tę pieśń. Nie powie, lecz zaśpiewa, to znaczy – osiągnie doskonałość”.

Okazuje się więc, że człowiek powinien otrzymać część otaczającego światła, czyli tego światła, które ma przyjść w przyszłości, i przenieść je do swojej teraźniejszości.

Dlatego wszystkie trzy czasy: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, powinny zostać zawarte w teraźniejszości. Natomiast egoizm człowieka zawsze doradza odwrotnie, żeby rozdzielić te trzy czasy, by nie świeciły razem. My zaś, pomimo tego, powinniśmy zawsze iść przeciwko egoizmowi, twierdząc, że wszystko, co mówi, oczywiście nie jest dla naszego dobra, ponieważ nie jego funkcją jest pomagać nam w pracy.

Na przykład, jak powiedziano w artykule 30, czasem egoizm mówi człowiekowi: „Po co się tak dużo modlisz, zajmujesz się Torą itd.? Przecież twoja intencja nie jest dla Stwórcy. To, że inni poświęcają tak dużo czasu modlitwie i tak pogłębiają się w Torze – to robią to dla Stwórcy, ale ty przecież nie jesteś taki”. Wtedy należy odpowiedzieć: „Wręcz przeciwnie, ja pracuję dla Stwórcy, i nie chcę słuchać twoich rad”. I to dlatego, że egoizm chce przeszkodzić człowiekowi, by nie zajmował się Torą i przykazaniami.

A potem egoizm przychodzi i twierdzi: „Ty jesteś sprawiedliwy, nieporównywalny z innymi ludźmi, i wszystko, co robisz, jest dla Stwórcy”. Wtedy człowiek powinien mu odpowiedzieć: „Wręcz przeciwnie, wszystkie moje działania nie są dla Stwórcy; to, co twierdzisz, wiem, że nie jest dla mojego dobra”. I to dlatego, że egoizm chce wciągnąć człowieka w grzech pychy, a nie ma nic gorszego niż to, jak powiedzieli mędrcy: „O każdym pysznym mówi Stwórca, że On i on nie mogą przebywać razem”.

Dlatego człowiek nie może ustalić raz na zawsze, którą drogą iść – drogą uniżenia czy drogą wyniesienia, a wszystkie jego działania powinny być tylko zgodnie z aktualną sytuacją.