Człowiek powinien rozróżniać w swojej pracy trzy czasy: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Przeszłość oznacza, że kiedy zaczyna wchodzić w pracę dla Stwórcy, powinien spojrzeć w przeszłość, czyli jaka jest przyczyna tego, że teraz chce przyjąć na siebie jarzmo królestwa niebios. Powinien przyjrzeć się tej przyczynie, czy jest ona wystarczająca, by wejść w pracę dla Stwórcy do tego stopnia, „i będziesz rozważał ją dniem i nocą” (Prorocy, Jehoszua, 1:8). I by nie było w człowieku nic innego poza Torą, co miałby rozważać, ponieważ doszedł do wniosku, że nie ma niczego, o czym warto by myśleć, poza Torą.
Musi tak być dlatego, że człowiek odczuwa wielką niedolę: nie ma na świecie niczego, dla czego warto byłoby żyć, i nie znajduje niczego poza przylgnięciem do Stwórcy. Aby dostąpić przylgnięcia do Stwórcy, trzeba wyjść z miłości własnej. A żeby z niej wyjść, człowiek wierzy słowom mędrców: „Stworzyłem zły początek, stworzyłem Torę jako przyprawę”.
I to zobowiązuje go, by dniem i nocą zajmować się Torą, ponieważ inaczej nie będzie mógł wyjść z miłości do siebie. Z tego wynika, że przyczyną zajmowania się Torą jest dążenie do zjednoczenia ze Stwórcą. Tę przyczynę, zobowiązującą go do dążenia, aby zasłużyć na zjednoczenie ze Stwórcą, należy stale odnawiać, ponieważ ma ona wielu przeciwników. Ciało przychodzi za każdym razem z nowymi pytaniami, chcąc obalić tę przyczynę. Raz mówi, że to zbyt trudne, innym razem twierdzi, że to nie dla niego, i przynosi mu iskry rozpaczy, a czasem podsuwa obce myśli do umysłu i serca.
Dlatego należy spojrzeć w przeszłość, czyli na przyczynę, która dała mu początkowy impuls. Tę przyczynę należy stale sprawdzać, ponieważ może były inne motywacje, które doprowadziły go do duchowej pracy – możliwe, że zjednoczenie ze Stwórcą nie było pierwotną przyczyną. A potem, zgodnie z zasadą „od lo liszma dochodzi się do liszma”, pojawiła się druga przyczyna. Nowym jego celem stało się osiągnięcie zjednoczenia ze Stwórcą. A może odwrotnie – pierwotną przyczyną było zjednoczenie ze Stwórcą, lecz potem, w wyniku różnych okoliczności, pojawiły się inne motywy, które skłoniły go do przyjęcia na siebie jarzma Tory i przykazań.
Z tego wynika, że należy stale badać przyczynę, która zmusza go do podążania drogą pracy dla Stwórcy. I to nazywa się „uczyć się z przeszłości”. Czyli chodzi o przyczyny kierujące wszystkimi drogami jego pracy, przyczynę zwaną celem. A zgodnie z wielkością i wagą celu człowiek jest zdolny dołożyć wysiłki, aby go osiągnąć. Różnica polega tylko na tym, co człowiek uważa za ważne, co ceni. Zazwyczaj człowiek ceni rzeczy korzystne dla niego samego, czyli tylko to, co opłacalne z punktu widzenia jego miłości własnej. Jeśli zaś celem jest oddawanie, to nie jest zgodne z naturą, aby taki cel był ważny w oczach człowieka.
Dlatego, jeśli przyczyna nie jest prawdziwa, człowiek nie jest w stanie dojść do końca, czyli do zjednoczenia ze Stwórcą. Ponieważ gdy tylko zobaczy, że nie będzie miał własnej korzyści, natychmiast od niego ucieka, ponieważ przyczyna, dla której przyjął na siebie wykonywanie Tory i przykazań, nie była dla oddawania, lecz dla własnej korzyści.
Dlatego, kiedy w czasie pracy nie odczuwa własnej korzyści, musi osłabnąć w pracy. Tego, co widzi, nie odczuwa jako nagrody dla siebie, ponieważ cała podstawa jego pracy była w lo liszma. Lecz „od lo liszma dochodzi się do liszma”. Porządek jest więc taki, że daje mu się odczuć, czym jest liszma: „nie dla własnej korzyści, lecz dla korzyści Stwórcy”. Wtedy od razu ucieka z pola walki.
Dlatego człowiek jest zobowiązany nieustannie badać swój cel, aby pamiętać, że polega on na oddawaniu Stwórcy. Kiedy zaś daje mu się odczuć, czym jest oddawanie, wtedy nie gubi się w tym, ale dokładnie wie, że to trudne, że to sprzeczne z jego naturą. Dlatego dopiero teraz, gdy już odczuwa, jak ciężko jest pracować dla oddawania, dopiero wtedy ma możliwość modlić się do Stwórcy z głębi serca, ponieważ już widzi, że sam nie jest w stanie nic uczynić, a tylko modlić się do Stwórcy, aby dał mu siłę oddawania. Dlatego zawsze należy badać przeszłość, aby miał prawdziwą przyczynę zobowiązującą go do zajmowania się świętą pracą.
Teraźniejszość to właściwość tego, co człowiek odczuwa w czasie pracy. Powinien wykonywać świętą pracę w kilku aspektach, jak powiedzieli mędrcy (Miszna, Awot, 1:2): „On zwykł mówić: na trzech rzeczach stoi świat – na Torze, na pracy i na czynach miłosierdzia”.
„Świat” oznacza człowieka, ponieważ „każdy człowiek jest sam w sobie małym światem”, jak napisano w świętym Zoharze. Aby człowiek mógł trwać, czyli istnieć w świecie, odczuwać i osiągnąć Stwórcę jako dobrego i czyniącego dobro, potrzebuje powyższych trzech rzeczy. Człowiek został bowiem stworzony ze złym początkiem, którym jest pragnienie otrzymywania wyłącznie dla siebie. Na to pragnienie otrzymywania nałożono skrócenie, oznaczające zatajenie i ukrycie wyższej obfitości. Nie odczuwa się dobra i rozkoszy, dopóki człowiek nie dojdzie do równoważności formy, to znaczy, że wszystkie jego czyny będą wyłącznie z intencją oddawania.
Dlatego potrzebujemy Tory, jak powiedzieli mędrcy (Talmud, Kiduszin, 30b): „Stworzyłem zły początek, stworzyłem dla niego Torę jako przyprawę”.
Praca jest konieczna, ponieważ właśnie modlitwa jest pracą – pracą serca. Serce człowieka jest bowiem z racji swojego korzenia pragnieniem otrzymywania. I to właśnie ono musi zostać odwrócone, aby jego celem stało się oddawanie, a nie otrzymywanie. Wynika z tego, że człowiek ma wielką pracę nad przemianą swojego serca. A ponieważ to sprzeczne z jego naturą, dlatego musi prosić Stwórcę, by pomógł mu wyjść ze swojej natury i wejść w stan zwany „ponad naturą”, a to już cud, którego tylko Stwórca może dokonać. Wynika z tego, że sama możliwość wyjścia człowieka z miłości własnej jest działaniem cudownym.
Czyny miłosierdzia Raszi wyjaśnia tak: „Pożycza swoje pieniądze ubogiemu; jest to większe niż jałmużna, ponieważ [ubogi] się nie wstydzi. Ponadto czyny miłosierdzia dotyczą zarówno bogatych, jak i ubogich, zarówno zmarłych, jak i żywych, a dokonuje się ich zarówno własnym ciałem, jak i własnym majątkiem”. Inaczej jest z jałmużną, jak powiedziano: „Czyny miłosierdzia są większe niż jałmużna”. Jak też napisano: „A miłosierdzie AWAJa od wieczności po wieczność nad tymi, którzy się Go boją” oraz „Bo powiedziałem: świat zostanie zbudowany miłosierdziem”[1]. Uczy cię to, że ze względu na miłosierdzie świat trwa. Miłosierdzie jest bowiem wyjściem z miłości własnej ku miłości do Stwórcy, jak powiedział Rabbi Akiwa: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego – to wielka zasada Tory”.
Dlatego w teraźniejszości trzeba patrzeć, jak powyższe trzy właściwości działają w człowieku właśnie teraz. Powinien też włączyć w teraźniejszość przeszłość, czyli cel będący przyczyną, dla której podejmuje cały trud.
Przyszłość. Człowiek powinien spoglądać w przyszłość: co jeszcze musi osiągnąć na swojej drodze do doskonałości? Wiadomo, że światło teraźniejszości nazywa się światłem wewnętrznym. A światłem otaczającym nazywa się to, co człowiek ma jeszcze otrzymać w przyszłości.
W naszym świecie, gdy człowiek zajmuje się handlem, inwestuje w coś dużo pieniędzy, to oczywiście robi to, by zarobić jeszcze więcej. Dlatego jest jasne, że jeśli kupuje dużo towaru, to czyni to, by zyskać, sprzedając go od razu. I tak, pewien kupiec kupił towar na jarmarku i przywiózł go do swojego miasta. Widząc to, mieszkańcy miasta pomyśleli, że zaraz wynajmie dużo sklepów, by jak najszybciej sprzedać cały towar. Lecz wkrótce zobaczyli, że kupiec odesłał towar do magazynów i nie chce niczego sprzedawać. Mimo to, mimo że nic nie sprzedał, wszyscy widzieli, że cieszy się tak, jakby zarobił fortunę. Bliscy kupca nie zrozumieli tego i zapytali go: „Dlaczego tak się cieszysz, skoro nic nie sprzedałeś i, rzecz jasna, nic nie zarobiłeś?”. A on im odpowiedział: „Kupiłem ten towar tanio, bo jego cena spadała, i wszyscy bali się go kupować. Ja jednak obliczyłem, że za dwa lata wielu będzie chciało kupić ten towar, ale już go nie będzie. Więc kupiłem go teraz i będę mógł się na nim wzbogacić. Dlatego, myśląc o przyszłości, cieszę się, mimo że teraz nic nie zarobiłem”.
Stąd widzimy, że jeśli przyszłość świeci w teraźniejszości, to człowiek, mimo że teraz niczego nie ma, może cieszyć się tą przyszłością tak, jakby była jego teraźniejszością. Ale tylko pod warunkiem, że przyszłość rzeczywiście świeci. I to właśnie nazywa się w języku kabały, że człowiek otrzymuje przyjemność z otaczającego światła – ze światła, które ma nadejść w przyszłości.
W ten sposób, jeśli człowiek widzi, że zmierza ku celowi prawdziwą drogą, to pomimo że jeszcze nie osiągnął doskonałości, to jednak, jeśli świeci mu pewność osiągnięcia celu, może wówczas radować się już teraz, jak gdyby światło otaczające już teraz świeciło wewnątrz kelim.
Podobnie mój ojciec i nauczyciel, błogosławionej pamięci, wyjaśnił słowa mędrców: „Sprawiedliwi wypowiadają pieśń na przyszłość”. Chodzi o to, że sprawiedliwi mogą wypowiadać pieśń za to, co dopiero ma do nich przyjść. Wierzą bowiem, że ostatecznie dostąpią doskonałości. Na tej podstawie wypowiadają pieśń, choć jeszcze nie dostąpili doskonałości.
Wspomniano o tym w Zoharze (Wajelech, komentarz Sulam, pkt 47): „Rabbi Elazar powiedział: Israel będzie wypowiadał pieśń z dołu do góry i z góry na dół, wiążąc więź wiary, jak napisano: «Wtedy zaśpiewa Israel tę pieśń». Nie napisano «wtedy śpiewał» (az szar אז שר), lecz «wtedy zaśpiewa» (az jaszir אז ישיר)[2], to znaczy w przyszłości”.
Okazuje się więc, że człowiek powinien otrzymać świecenie światła otaczającego, czyli tego światła, które ma przyjść w przyszłości, i przyciągnąć je do swojej teraźniejszości.
Dlatego wszystkie trzy czasy – przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – zawierają się w teraźniejszości. Rada złego początku jest jednak zawsze przeciwna: rozdzielić te trzy czasy, aby nie świeciły razem. Trzeba więc zawsze iść przeciw złemu początkowi i mówić, że to, co mówi, z pewnością nie służy naszemu dobru. Nie należy bowiem do jego zadania pomagać nam w pracy.
Na przykład, jak powiedziano w artykule 11 z 1985 roku, zły początek mówi człowiekowi: „Po co się tak dużo modlisz, zajmujesz się Torą itd.? Przecież twoja intencja nie jest dla Stwórcy. To, że inni poświęcają tak dużo czasu modlitwie i tak pogłębiają się w Torze, to robią to dla Stwórcy, ale ty przecież nie jesteś taki”. Wtedy należy odpowiedzieć: „Wręcz przeciwnie, ja pracuję dla Stwórcy, i nie chcę słuchać twoich rad”. I to dlatego, że zły początek chce przeszkodzić człowiekowi, by nie zajmował się Torą i przykazaniami.
A potem zły początek przychodzi i twierdzi: „Jesteś sprawiedliwy, cała twoja intencja jest ze względu na niebiosa i nie jesteś taki jak inni ludzie”. Wtedy człowiek powinien mu powiedzieć: „Przeciwnie, całe moje zajmowanie się [pracą] nie jest ze względu na niebiosa. Wiem, że wszystko, co twierdzisz, nie służy mojemu dobru”. Zły początek chce bowiem doprowadzić go do wykroczenia pychy, gorszego od wszystkiego innego, jak powiedzieli mędrcy: „O każdym, kto się wynosi, Święty, błogosławiony On, mówi: Ja i on nie możemy mieszkać w jednym miejscu”.
Dlatego człowiek nie może ustalić raz na zawsze, którą drogą iść – drogą uniżenia czy drogą wyniesienia, a wszystkie jego działania powinny być tylko zgodnie z aktualną sytuacją.
[1] Przyp. tłum. Przytoczone wersety: Pisma, Psalmy, 103:17 oraz 89:3. Zestawienie czynów miłosierdzia z jałmużną: Talmud, Sukka, 49b. Słowa o miłości bliźniego pochodzą z: Tora, Wajikra, 19:18. Werset Ps, 89:3 przytoczono zgodnie z odczytaniem wykorzystywanym w tym wywodzie.
[2] Przyp. tłum. Tora, Bemidbar, 21:17. Forma jaszir może mieć znaczenie przyszłe, choć w biblijnej opowieści całe zdanie zwykle odnosi się do wydarzenia minionego. Zohar wydobywa możliwość odczytania przyszłego i zestawia jaszir (ישיר – zaśpiewa) z jednoznacznie przeszłym szar (שר – śpiewał).