„Co jest polemiką dla Imienia Niebios? – to spór Hillela i Szamaja. A co jest polemiką nie dla Imienia Niebios? – to spór Koracha i całej jego wspólnoty” (traktat Awot, rozdz. 5, m. 20). Powstaje pytanie: dlaczego napisano „spór Koracha i całej jego wspólnoty”, a nie „spór Moszego i Koracha”, skoro powiedziano „spór Hillela i Szamaja”?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba najpierw zrozumieć, co oznacza „dla Imienia Niebios”. Księga Zohar wyjaśnia: „Dla Imienia Niebios” – to znaczy Zeir Anpin. Komentarz „Sulam” tłumaczy to tak: „Spór Szamaja i Hillela – to spór między prawą i lewą linią. Podobnie jak w jednej prawej linii nie ma doskonałości, ponieważ brakuje jej światła hochma, tak i w lewej linii nie ma doskonałości (choć jest w niej hochma), ponieważ brakuje w niej światła chasadim, które stanowi odzienie dla hochma, a bez tego odzienia światło hochma i tak nie świeci, a zamiast niego panuje ciemność.

Ten spór, w którym każda z linii ukazuje, że nie ma w niej pełni i że druga także zawiera brak, prowadzi do tego, że obie linie łączą się ze sobą i powstaje trzecia – linia środkowa, która nazywa się Zeir Anpin. To ona właśnie jest linią środkową w parcufim i nazywana jest „dla Imienia Niebios”.

Widzimy, że gdyby nie było tego sporu między prawą a lewą linią (Szamajem i Hillelem), to obie pozostałyby w stanie niepełnym – bez światła, w ciemności. Wynika z tego, że ten spór był „dla Imienia Niebios”.

Korach zaś i jego wspólnota chcieli pozostać jedynie w lewej linii – to znaczy, że chcieli mieć tylko światło hochma, bez chasadim.

Oni chcieli osiągnąć cel stworzenia (otrzymywanie światła Stwórcy) nie dla Stwórcy, bez odziania w chasadim, to znaczy – po prostu otrzymując, nie dając nic w zamian. Dlatego ich spór nie był po to, by stworzyć linię środkową (jedyne możliwe podejście), która nazywa się „Niebiosa”. Dlatego ich spór nie był dla Imienia Niebios.

Mosze oczywiście podążał środkową linią. W ogóle Mosze to sfira Daat świata Acilut. Sfira Daat to właśnie środkowalinia[1]. W Księdze Zohar powiedziano: „Jaakow to Tiferet[2], a Mosze to Daat”.

Rzecz jasna, że stanowisko Moszego w sporze z Korachem było dla Imienia Niebios, dlatego nie wspomniano go, kiedy mówi się o jego sporze z Korachem, lecz po prostu napisano „spór Koracha i całej jego wspólnoty” zamiast „spór Moszego i Koracha”.

Pojęcie prawej i lewej linii istnieje nawet w czasie przygotowawczej pracy duchowej, to znaczy – jeszcze zanim człowiek dostąpi wejścia do królewskiego pałacu. Aby tam wejść, człowiek musi zasłużyć na poziom liszma (dla Imienia Tory), jak powiedziano w traktacie „Awot”: „Rabbi Meir mówił: Każdy, kto zajmuje się Torą dla niej samej – zasługuje na wiele, i objawiają mu tajemnice Tory”.

Wtedy właśnie uważa się, że człowiek wszedł do królewskiego pałacu. I tam, na poziomie tajemnic Tory, zaczyna się pojęcie linii. Linia prawa nazywa się hesed, linia lewa – gwura. Tylko gdy człowiek osiąga poziom zrozumienia tajemnic Tory, wszystkie te pojęcia nabierają dla niego prawdziwego znaczenia. Ale dopóki nie wyszedł spod władzy miłości do siebie – spod władzy egoizmu – dopóki nie zaczyna wszystkiego robić w imię obdarzania, dla Imienia Stwórcy (co nazywa się liszma), człowiek dopiero wstępnie uczy się tych pojęć.

Uczy się tych nazw, nie mając ich prawdziwego zrozumienia, ponieważ jeszcze nie osiągnął duchowych korzeni tych pojęć, które znajdują się w wyższych światach i nazywają się Świętymi Imionami albo sfirot i parcufim.

Dlaczego więc już teraz uczymy się kabały? Bo już teraz właściwe studiowanie kabały może wzbudzić w nas gorące pragnienie poznania Stwórcy, zjednoczenia się z Nim – ponieważ uczymy się bezpośrednio o działaniach Stwórcy przy stworzeniu nas, naszej duszy[3]. W jawnej części Tory[4] działania Stwórcy są bardziej zakryte, przysłonięte, i dlatego wydaje się, że chodzi tam o wydarzenia i procesy świata materialnego.

Gdy człowiek uczy się kabały z celem przybliżenia się do Stwórcy, zaczyna na niego działać światło ukryte w kabalistycznych księgach, które oczyszcza człowieka i prowadzi do tego, że wszystkie jego działania będą dla Imienia Stwórcy. To właśnie nazywa się pracą przygotowawczą, czyli pracą aż do momentu, kiedy człowiek wejdzie w duchowe światy – do królewskiego pałacu – aby zjednoczyć się ze Stwórcą.

Tak więc już na etapie przygotowawczej pracy spotykamy się z pojęciem trzech linii, które ma swój duchowy korzeń i gałąź. Linia prawa nazywa się hesed, „ukryte chasadim”, poziom „ponad poznaniem”. Stan ten nazywa się chafec hesed – to znaczy stan, gdy człowiek jest całkowicie zadowolony ze swojego losu i mówi: „Wszystko, co dano mi z Nieba (Torę i przykazania) – wystarcza mi”. Ponadto człowiek musi rozumieć, że ten jego stan jest wynikiem wychowania – niezależnie od tego, czy nauczono go tego w dzieciństwie, czy w wieku dorosłym (powracający w skrusze, chozrim be-tszuwah)[5] – najważniejsze, że każda praca zaczyna się od wychowania.

Ale ten stan jeszcze nie nazywa się prawą linią. To na razie tylko jedna linia. Aby była linia prawa, musi istnieć też lewa. Linia lewa – to krytyka. To stan, w którym człowiek zaczyna mieć własne myśli, niepodpowiedziane przez wychowanie. Człowiek zaczyna zadawać sobie pytania: Jaki jest sens mojego życia? Jaki jest cel stworzenia?

We wszystkich naszych świętych księgach powiedziano, że celem stworzenia jest to, że Stwórca chce nasłodzić swoje stworzenia. Ale człowiek, który zaczyna się nad tym zastanawiać, jeszcze nie czuje żadnych nasłodzeń. Wtedy zadaje sobie pytanie: dlaczego nie czuje nasłodzeń, które – zgodnie z celem stworzenia – Stwórca chce mu dać? Kabała mówi, że człowiek najpierw musi stać się podobnym do Stwórcy, czyli nabyć właściwości zgodne z Jego właściwościami – i dopiero wtedy będzie mógł odczuć nasłodzenia.

Stwórca to czysty altruizm, pragnienie obdarzania – zatem, aby stać się do Niego podobnym, człowiek musi nabyć pragnienie obdarzania. Aby osiągnąć ten poziom, potrzebna jest duchowa praca, która polega na analizie: czy rzeczywiście idzie drogą miłości do bliźniego – bo inaczej nie da się osiągnąć zjednoczenia ze Stwórcą. Jeśli człowiek czuje, że nadal znajduje się pod władzą egoizmu i że zupełnie nie ruszył z miejsca, to czasem ogarnia go rozpacz.

Czasami człowiek czuje, że nie tylko nie posunął się naprzód, ale wręcz oddalił się od upragnionego celu. W takim stanie trudno mu radośnie wypełniać przykazania i uczyć się Tory. Wręcz przeciwnie – człowiek w takim stanie jest ciągle przygnębiony. Wtedy świat traci dla niego barwy, ponieważ smutek budzi w nim wiele myśli i pragnień, które są sprzeczne z celem, do którego dąży. Taki stan nazywa się linią lewą, ponieważ wszystko, co wymaga naprawy, nazywa się lewą.

I kiedy człowiek już ma lewą linię i widzi swój stan – że jest pusty we wszystkim – wtedy powinien przejść do linii prawej, ponieważ dopiero teraz ma dwie linie, a linia prawa – jak wiadomo – nazywa się doskonałością. Jak już mówiliśmy: jeśli człowiek nie ma jeszcze lewej linii, to jego jedyna linia jeszcze nie nazywa się prawą, bo nie może być linii prawej bez lewej.

Tak więc teraz człowiek wraca do swojej pierwszej linii, to znaczy do doskonałości, ponieważ to właśnie ona jest fundamentem, na którym buduje się gmach, zwany „wiarą ponad wiedzę”. Teraz może to uczynić, ponieważ ma już wiedzę (daat) – widzi swój prawdziwy stan, że nie ma żadnego oparcia w duchowości. To znaczy, z punktu widzenia rozumu wszystko pogrążone jest w ciemności – dlatego właśnie nadszedł czas, by iść wiarą ponad wiedzę i powiedzieć: „Oczy mają, lecz nie widzą, uszy mają, lecz nie słyszą…” (Tehilim, 115).

Człowiek nawet w takim stanie powinien radować się tym, że dane mu jest wypełniać przykazania Stwórcy, który przez Moszego Rabejnu je nam dał. I mimo że nie widzi w tym żadnego sensu – wierzy ponad wiedzę, że to wielki przywilej przestrzegać przykazań – przecież inni ludzie nawet tego nie mają. I wierzy, że wszystko pochodzi z Niebios, a innym dano możliwość cieszyć się różnymi głupstwami, jak zwierzętom. Jemu zaś dano możliwość zobaczenia, jak nędzne jest ich życie.

Dlatego bardzo ceni ten dar – jakby osiągnął największe duchowe szczyty. Wtedy to nazywa się linia prawa i doskonałość, ponieważ kiedy człowiek ma radość, może zjednoczyć się ze Stwórcą. Nasi mędrcy powiedzieli: „Szchina przebywa tylko w radości”. Dlatego teraz, gdy znajduje się w stanie doskonałości, może radować się.

Dlatego nawet w czasie przygotowawczej pracy człowiek może otrzymać świecenie z góry. Mimo że to świecenie nie jest jeszcze stałe – to jednak ten niewielki, ale jednak istniejący kontakt z duchowością jest już ogromnym osiągnięciem. Człowiek nie jest w stanie właściwie ocenić wagi nawet najmniejszego kontaktu z duchowością, ze Stwórcą.

I ta prawa linia nazywa się również Prawdą, ponieważ doskonałość buduje się na Prawdzie. To znaczy, że człowiek nie mówi, że ma wielkie osiągnięcia w Torze i przykazaniach – to znaczy odczucie, poznanie, zrozumienie ich. Mówi: „Wszystko, co mam – zostało mi dane z Niebios”. I mówi to nawet w stanie, kiedy wydaje mu się, że jest jeszcze dalej od Stwórcy niż był wtedy, kiedy jeszcze nie zajmował się pracą duchową.

Niemniej jednak człowiek stara się iść drogą wiary ponad wiedzę. To jest dla niego bardzo ważne – że zasłużył na kontakt z duchowością. I kiedy pracuje nad tym, to znaczy – stara się zadowolić tym, co ma, i być wdzięczny za swój los – chce oddać cześć Torze i przykazaniom, jakby już zrozumiał, czym one naprawdę są. W takim przypadku ciało zgadza się podporządkować. O tym stanie powiedziano: „I jego wróg dopełni go”.

Kiedy zaś człowiek musi iść jedynie drogą wiary ponad wiedzę, jego ciało gwałtownie sprzeciwia się takiej pracy. Dlatego właśnie taka praca jest prawdziwa. Człowiek widzi swój prawdziwy stan – i mimo to nadal posuwa się naprzód. Ten stan nazywa się prawą linią.

I wszystko to dlatego, że chce oddać cześć Torze z wiarą ponad wiedzę. I chociaż może to wyglądać tak, jakby wszystko budował na podstawie wiedzy, to jednak mówi, że jest wielu ludzi, którzy nie mają nic wspólnego z Torą i przykazaniami. Dlatego jego rozum mówi, że już ma powód do radości – bo on przynajmniej coś ma, a inni nie mają nawet tego – co, nawiasem mówiąc, jest zgodne z rzeczywistością.

Ale aby powiedzieć, że to jest dla niego bardzo ważne i że może się z tego cieszyć, musi iść drogą wiary ponad wiedzę. I to właśnie nazywa się radością z wypełniania przykazania – to znaczy: radością, która opiera się na wierze. Wtedy człowiek może śpiewać i tańczyć – i to wszystko będzie Prawdą, ponieważ idzie drogą wiary ponad wiedzę.

Lewa linia pochodzi od gwury – przezwyciężenia. Człowiek stara się ocenić, jak bardzo zbliżył się do świętości – to znaczy, na ile potrafi dawać drugiemu, czy potrafi obdarzać przyjaciół, nie otrzymując nic w zamian. Czy potrafi stwierdzić, na ile gotów jest ustąpić przyjaciołom – czy chce za to coś otrzymać?

I tu człowiek widzi, że w rzeczywistości nadal nie jest gotów na żadne ustępstwa, że kiedy robi coś dobrego, daje coś przyjaciołom – zawsze liczy na jakąś korzyść dla siebie. I to oznacza, że lewa linia prowadzi go do szczerej modlitwy.

Tak więc prawa linia pozwala człowiekowi dziękować Stwórcy i oddać Mu cześć za to, że dał mu doskonałość i poczucie pełni. I wtedy taki człowiek nie ma powodu do modlitwy, to znaczy do prośby – bo nie odczuwa żadnych braków, żadnych potrzeb.

Co więcej – nie ma też prawdziwego zrozumienia Tory, ponieważ nie pojawiają się u niego żadne wątpliwości, żadne trudne pytania, na które chciałby znaleźć odpowiedź. Jednocześnie lewa linia, to znaczy gwura, przezwyciężenie – oznacza, że człowiek musi w sobie z czymś walczyć, coś przezwyciężać – i to wszystko prowadzi do potrzeby zwrócenia się do Stwórcy.

Ale trzeba podkreślić, że te dwie linie muszą być zrównoważone – to znaczy tylko wtedy, gdy obie linie są wykorzystywane razem, pojawia się możliwość powstania linii środkowej, która je łączy w jedną całość. Jeśli jedna linia przeważa nad drugą, nie mogą się połączyć. Większa linia nie chce połączyć się z mniejszą – uważa, że sama przyniesie więcej pożytku. Dlatego trzeba starać się, by obie linie były sobie równe.

Na czym polega przewaga istnienia obu linii? Dlaczego trzeba się starać, by były równe? Po co potrzebna jest linia środkowa? Linia środkowa to szefa (obfitość) – to właśnie to nasłodzenie, obfitość, która zstępuje z góry. Bez poprzedzających jej prawej i lewej linii jej pojawienie się jest niemożliwe. To wyjaśnia słowa naszych mędrców: „Trzy strony uczestniczą w stworzeniu człowieka – ojciec, matka i Stwórca. Ojciec daje białe, matka daje czerwone, a Stwórca daje duszę”.

Białe – to wtedy, gdy człowiek zawsze idzie „białą”, czystą drogą – czyli prawą linią. W tym stanie człowiek nie widzi w sobie żadnych braków, jest zadowolony ze swojego losu i, mimo że nie widzi żadnego postępu w pracy duchowej, jest ze wszystkiego zadowolony. To można zrozumieć dzięki przypowieści.

Pewnego razu córka króla zachorowała. Żadne lekarstwa nie pomagały. Pewien mędrzec powiedział, że wyzdrowieje, jeśli włoży koszulę człowieka, który jest zadowolony ze swojego losu. Co zrobił król? Oczywiście wysłał posłańców do wszystkich bogatych ludzi w kraju, aby zapytali, czy są zadowoleni ze swojego losu. Ale wszyscy bogacze bez wyjątku powiedzieli, że są z czegoś niezadowoleni, że czegoś im brakuje. Wtedy król wysłał swoich ludzi do przedstawicieli klasy średniej – ale i oni odpowiedzieli, że nie są zadowoleni ze swojego losu. Król się załamał.

Nagle do króla przyszedł jeden posłaniec i powiedział, że w lesie żyje leśnik, o którym mówią, że jest zadowolony ze swojego losu. Król natychmiast wysłał najbardziej szanowanych ludzi, by go odnaleźli. Gdy go spotkali, leśnik zapytał:

– Widzę, że jesteście bardzo szanownymi ludźmi. Po co przyjechaliście do mnie?

Posłańcy opowiedzieli mu o chorobie królewny, a potem zapytali:

– Chcemy wiedzieć, czy to prawda, że jesteś zadowolony ze swojego losu?

Leśnik odpowiedział:

– Oczywiście. Czuję z całą pewnością, że wszystko mam i jestem w pełni zadowolony.

– W takim razie daj nam swoją koszulę dla królewny.

– Z największą chęcią bym ją oddał, ale… nie mam żadnej koszuli.

Dzięki tej przypowieści możemy zrozumieć, że jeśli człowiek chce być zadowolony ze swojego losu, to nie potrzebuje do tego żadnych warunków – i to właśnie nazywa się doskonałością, samowystarczalnością. Gdy człowiek niczego nie potrzebuje (i niczego nie ma) – można powiedzieć, że jest zadowolony ze swojego losu. I to się nazywa prawą linią – gdy człowiek niczego nie potrzebuje, bo jeśli czegoś potrzebuje – nieważne czego – nie ma w nim doskonałości.

„Matka daje czerwone” – to znaczy: istnieje linia czerwona – gdy człowiek krytycznie (czy raczej realistycznie) rozpatruje dobre czyny, które uczynił, i widzi, że nie potrafi posuwać się naprzód. Co więcej – dostrzega, że się cofa. I to nazywa się czerwoną (lewą) linią – stan, w którym ciało daje do zrozumienia, że nie pozwoli mu iść dalej w pracy duchowej. I właśnie ten stan prowadzi do szczerej modlitwy, która wyrywa się z głębi serca.

Powiedziano: „Zapytali synowie Israela Stwórcę – kiedy nas wyzwolisz?”. Odpowiedział Stwórca: „Gdy zejdziecie na najniższy stopień – wtedy was wyzwolę”.

Bo właśnie wtedy, gdy człowiek idzie lewą linią, czuje się, jakby był „na najniższym stopniu” – wtedy przychodzi wybawienie. Bo wtedy Stwórca daje duszę – i do takiego człowieka przychodzi wyższe światło, i otrzymuje on pomoc z góry. Nasi Mędrcy powiedzieli: „Temu, kto chce się oczyścić – pomagają”. Zohar pyta: „Czym mu pomagają?” – i odpowiada: „Świętą duszą”, czyli „Trzecia strona – Stwórca – daje duszę” – i to właśnie nazywa się środkową linią.


[1]Pomiędzy sfirot Hochma i Bina.

[2]Również linia środkowa.

[3]Nawet jeśli jeszcze nie rozumie się ich wewnętrznego, prawdziwego znaczenia.

[4]Gmara, halachot itd.

[5]Ludzie, którzy powrócili do judaizmu.