W Misznie (Awot, 1:6), Jehoszua ben Perachja mówi: „Uczyń sobie nauczyciela (rawa), zdobądź przyjaciela i oceniaj każdego człowieka z dobrej strony”[1]. Widzimy więc, że mówi się tu o trzech rzeczach:
- uczyń sobie rawa,
- zdobądź przyjaciela,
- oceniaj każdego człowieka z dobrej strony.
To znaczy, że samo uczynienie sobie nauczyciela i zdobycie przyjaciół nie wystarcza, a trzeba jeszcze odnosić się do wszystkich ludzi życzliwie i szukać dla nich usprawiedliwienia.
Ponadto należy zrozumieć różnicę między pojęciami „uczyń”, „zdobądź” i „oceniaj na korzyść”. Słowo „uczyń” sugeruje działanie praktyczne, bez oparcia w rozumie, nawet jeśli rozum nie zgadza się z tym, co człowiek chce uczynić, a wręcz przekonuje, że nie warto tego robić. Słowo „uczyń” oznacza więc działanie nawet wbrew własnemu rozsądkowi.
Jeśli człowiek przyjmuje na siebie jarzmo królestwa Niebios, to nazywa się to „działaniem”. To przypomina sytuację, gdy na wołu zakłada się jarzmo, by zaorał pole. Nawet jeśli wół nie chce tego robić, zmusza się go siłą. Podobnie wobec królestwa Niebios musimy przymusić i podporządkować samych siebie ze względu na przykazanie Stwórcy, bez uzasadnienia i rozumowego wywodu.
Musimy to zrobić nie dlatego, że nasze ciało czuje, iż coś zyska, ale dlatego, że chcemy tym sprawić przyjemność Stwórcy. A jak ciało może się na to zgodzić? Dlatego nasza służba musi być na poziomie lemala me-ha-daat, czyli wiary ponad wiedzę. I to właśnie nazywa się „uczyń sobie rawa”.
Królestwo Niebios należy przyjąć dlatego, że Stwórca jest „wielki i panujący”[2]. W Przedmowie Zohar (p. 191), w ustępie o bojaźni „ponieważ jest wielki i panujący”, powiedziano, że należy bać się Stwórcy, ponieważ On jest wielki i rządzi wszystkim. Stwórca jest wielki, ponieważ jest korzeniem wszystkich światów, które wypływają i rozprzestrzeniają się z Niego. Jego wielkość przejawia się w Jego działaniach, i On steruje wszystkim, ponieważ wszystkie światy, zarówno wyższe, jak i niższe, są niczym wobec Niego i niczego nie dodają do Jego istoty.
Zgodnie z powyższym wynika, że człowiek powinien zacząć od pojęcia „uczyń sobie rawa”, czyli przyjąć na siebie jarzmo królestwa Niebios na poziomie „ponad wiedzę”. I to nazywa się „działaniem”, czyli wyłącznie działaniem, bez zrozumienia, działaniem wbrew pragnieniom ciała.
Dopiero potem należy „zdobyć przyjaciela”. Pojęcie „zdobyć” (kupić) zakłada rezygnację z czegoś, co już się posiada (np. pieniędzy), i otrzymanie w zamian czegoś nowego. Aby „zdobyć” stan zjednoczenia ze Stwórcą, czyli stan podobieństwa właściwości do Niego – „jak On jest miłosierny, tak i ty bądź miłosierny” – człowiek musi z wielu rzeczy zrezygnować, czyli „zapłacić”. Słowa „zdobądź przyjaciela” oznaczają zdobycie więzi ze Stwórcą[3].
Ale zanim człowiek „uczyni sobie rawa”, czyli zanim nie przyjmie na siebie władzy Stwórcy, nie może przejść do kolejnego etapu – „zdobądź przyjaciela”, czyli do etapu zjednoczenia z rawem (ze Stwórcą). Dopiero po tym, jak człowiek „uczyni sobie rawa”, może zacząć wymagać od swojego ciała, by czyniło ustępstwa. I tą drogą można „zdobyć” zjednoczenie ze Stwórcą przez pragnienie sprawiania Mu przyjemności.
Im bardziej człowiek uświadamia sobie wielkość rawa, tym więcej daje mu to siły, by iść dalej, do etapu „zdobądź przyjaciela”. W tej mierze, w jakiej odczuwa znaczenie rawa, jest gotów czynić ustępstwa, by móc się z nim połączyć. Wszystko to potrzebne jest po to, by człowiek mógł się zjednoczyć z rawem. Wtedy rozumie, że warto zrobić wszystko, byleby tylko osiągnąć zjednoczenie ze Stwórcą.
Zatem jeśli człowiek uważa, że nie jest w stanie przezwyciężyć pragnień swojego ciała, czyli uważa, że jest słabego charakteru – to nieprawda. W rzeczywistości taki człowiek jeszcze nie uświadomił sobie wielkości rawa, czyli królestwo Niebios nie ma jeszcze dla niego znaczenia, dlatego też nie ma w sobie siły do przezwyciężenia. Natomiast dla rzeczy ważnej każde ciało jest zdolne zrezygnować z tego, co lubi, aby otrzymać to, co jest mu potrzebne.
Na przykład człowiek bardzo się zmęczył i poszedł spać, powiedzmy o jedenastej wieczorem. O trzeciej nad ranem ktoś go budzi i mówi: „Wstań, ucz się Tory”. Oczywiście człowiek powie, że nie ma siły wstać. A jeśli przy tym czuje pewne osłabienie lub ma lekko podwyższoną temperaturę, tym bardziej nie będzie miał siły, by wstać o zwykłej, ustalonej porze.
A jeśli człowiek bardzo zmęczony i czujący się chory położył się spać o północy, a o pierwszej budzą go, mówiąc: „Na podwórzu jest pożar, za chwilę ogień wejdzie do twojego pokoju. Wstań szybko, a w zamian za ten wysiłek ocalisz życie”, nie będzie się wymawiał brakiem sił, brakiem zdolności myślenia czy lekką chorobą. Nawet naprawdę chory włoży cały wysiłek w ocalenie własnego życia. Ponieważ chodzi o coś ważnego, ciało ma siły, by uczynić wszystko, co może, dla osiągnięcia upragnionej rzeczy.
Dlatego człowiek, który naprawdę stara się „uczynić sobie rawa” i wierzy w słowa „gdyż one są naszym życiem i długością naszych dni”, jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody, które stają mu na drodze. Im bardziej będzie czuł, że od tego zależy jego życie, tym więcej będzie miał sił, by walczyć z przeszkodami.
Dlatego całą pracę – zarówno w Torze, jak i w modlitwie – człowiek powinien skupić na osiągnięciu wielkości i znaczenia rawa. Trzeba włożyć wielki wysiłek i mnożyć modlitwy właśnie o to. W języku Zoharu nazywa się to „podniesieniem Szchiny z prochu”, czyli wzniesieniem królestwa Niebios „poniżonego aż do prochu”. Rzeczy ważnej nie rzuca się na ziemię; rzuca się tam rzecz nieważną. Królestwo Niebios, zwane Szchiną, jest „poniżone aż do najgłębszej otchłani”. Dlatego we wszystkich księgach mówi się, aby przed każdym duchowym czynem modlić się o „podniesienie Szchiny z prochu”: o to, by królestwo Niebios było dla nas ważne i warte wysiłku, który przywróci mu jego znaczenie.
Na podstawie powyższego możemy zrozumieć sens słów: „Daj szacunek, Stwórco, ludowi swemu”, które wypowiadamy w modlitwie na Rosz ha-Szana (Nowy Rok). Na pierwszy rzut oka trudno zrozumieć, jak można prosić Stwórcę o szacunek dla siebie. Przecież mędrcy powiedzieli (Miszna, Awot, 4:4): „Bądź bardzo, bardzo pokorny”. Jak więc możemy prosić o szacunek?
Rzecz w tym, że te słowa należy rozumieć tak: „Daj ludowi Twemu poczuć szacunek dla Ciebie”[4]. Czyli brakuje nam prawdziwego szacunku dla Stwórcy, bo „Miasto Stwórcy zostało strącone do otchłani…” – i to właśnie nazywa się „Szchina w prochu”. Nie przykładamy należytej wagi do tego, by „uczynić sobie rawa”. Dlatego w Rosz ha-Szana, w czasie przyjmowania na siebie władzy Stwórcy, prosimy Stwórcę, by dał nam poczuć Jego wielkość.
Kiedy naród Israela poczuje prawdziwy szacunek do Stwórcy, wtedy będzie mógł studiować Torę i przestrzegać przykazań w pełni. Nie chodzi więc o to, aby Stwórca dał Israelowi cześć Israela, lecz aby dał mu cześć Stwórcy. Bo jedyne, czego nam brakuje, to poczucia wagi i wielkości zjednoczenia ze Stwórcą. Jeśli będziemy mieli to poczucie ważności, każdy będzie mógł włożyć wysiłek. Nie znajdzie się ani jeden człowiek na świecie, który wybrałby śmierć zamiast życia – o ile, oczywiście, czuje, że może czerpać radość z życia.
Jeśli natomiast człowiek nie odczuwa smaku życia, to może wybrać śmierć. Bo człowiek nie jest w stanie znosić cierpienia, gdyż jest to sprzeczne z celem stworzenia, który, jak wiadomo, polega na tym, by nasłodzić stworzenia, czyli by cieszyły się życiem.
Dlatego jeśli człowiek nie widzi w życiu nic dobrego i nie ma nadziei na poprawę, odbiera sobie życie, ponieważ nie ma celu w życiu. A zatem, jedyne, czego nam brakuje, to pojęcie „uczynić sobie rawa”, czyli byśmy poczuli wielkość Stwórcy. Gdy tylko pojawi się w nas to odczucie, wszyscy będziemy w stanie osiągnąć cel – zjednoczenie z Nim.
Wyjaśnijmy teraz, w odniesieniu do miłości do przyjaciół, wypowiedź Jehoszua ben Perachja (traktat Miszna, Awot, 1:6), który powiedział trzy rzeczy:
- uczyń sobie Rawa (nauczyciela);
- zdobądź przyjaciela;
- oceniaj każdego człowieka z dobrej strony.
Rozum podpowiada, że o przyjaźni można mówić między dwiema osobami równymi pod względem zdolności i cech. Znajdują wspólny język i łączą się w jedno; wtedy „jeden pomaga drugiemu”. Podobnie dwie osoby zakładają spółkę: każda wnosi tyle samo pieniędzy, sił i pracy, więc i zyski dzielą po równo.
Jeśli jednak jedna przewyższa drugą, wkłada więcej pieniędzy, umiejętności lub sił, zyski nie dzielą się po równo: jest to udział jednej trzeciej albo jednej czwartej. Nie nazywa się to „prawdziwym partnerstwem”, ponieważ jedna strona przewyższa drugą.
Zatem prawdziwa przyjaźń, w której każdy wnosi zapłatę potrzebną do zdobycia przyjaciela, jest możliwa właśnie wtedy, gdy obaj są równi i płacą jednakowo – jak w materialnym przedsięwzięciu, do którego obaj wnoszą wszystko po równo. Inaczej nie może być prawdziwego partnerstwa. Stąd „zdobądź sobie przyjaciela”: wzajemne zdobywanie przyjaciela jest możliwe tylko wtedy, gdy obaj są równi.
Z drugiej jednak strony, jak można się czegoś nauczyć od kogoś, kto nie jest wyżej od ciebie? Wynika z tego, że żeby móc coś przyjąć od kogoś, trzeba widzieć go jako większego od siebie. Ale wtedy ten drugi nie jest już przyjacielem, tylko rawem, a człowiek jest wtedy uczniem. Może więc uczyć się od niego rozumienia lub dobrych cech.
Dlatego należy połączyć pojęcia „uczyń sobie rawa” i „zdobądź przyjaciela”. Każdy powinien uważać drugiego za przyjaciela: wtedy jest miejsce na kupno i każdy musi zapłacić ustępstwem względem drugiego. Podobnie jak kochający ojciec rezygnuje z wypoczynku, by zarobić więcej dla swojego syna. Ale w tym przypadku miłość jest naturalna. Taka została stworzona przez Stwórcę, by umożliwić istnienie świata. Bo gdyby ojciec wychowywał dzieci nie z miłości, lecz dlatego, że tak nakazuje przykazanie, to dzieci mogłyby umrzeć z głodu. Wówczas zapewnianie im pożywienia, ubrania i innych potrzebnych rzeczy byłoby jak obowiązek wypełniania wszystkich przykazań: czasem by je wypełniał, a czasem jedynie po to, by wywiązać się z obowiązku. Dlatego Stwórca dał rodzicom naturalną miłość do dzieci, żeby ta miłość podtrzymywała istnienie świata. Ale miłość do przyjaciół nie jest naturalna. Wymaga wiele wysiłku, by mogła się pojawić.
I tutaj należy powiedzieć o drugiej części „zdobądź sobie przyjaciela”. Kiedy człowiek zrozumie, że do służby Stwórcy potrzebna mu jest pomoc, bo sam nie jest zdolny do świętej pracy, w tej mierze, w jakiej rozumie to intelektem, zaczyna kupować – czynić ustępstwa dla dobra przyjaciela.
Człowiek zaczyna rozumieć, że głównym elementem jego służby dla Stwórcy jest dążenie do sprawienia Mu przyjemności. A to, jak wiadomo, jest sprzeczne z jego naturą, ponieważ człowiek stworzony został z pragnieniem otrzymywania wyłącznie dla własnej korzyści. Dlatego dana mu została sgula pozwalająca wyjść z miłości do siebie, przez osiągnięcie miłości do bliźniego, a dzięki temu może osiągnąć miłość do Stwórcy.
Dlatego można znaleźć przyjaciela, który jest na tym samym poziomie. Ale potem trzeba „uczynić z przyjaciela rawa”. To znaczy, że trzeba uważać, że przyjaciel jest na wyższym poziomie niż ja sam. Jednak człowiek nie potrafi patrzeć na przyjaciela jak na rawa, a siebie uważać za ucznia, a bez tego nie będzie mógł się niczego nauczyć od przyjaciela. I to właśnie nazywa się „uczyń”, czyli praktyczne działanie, bez oparcia w rozumie. To znaczy, że człowiek musi przyjąć ponad wiedzę, że przyjaciel jest większy od niego. To nazywa się „uczyń” – działaniem ponad wiedzą.
Zajrzyjmy do księgi Dar Tory, do Mowy na ukończenie Zoharu, końcowego ustępu o dwóch warunkach odczuwania wzniosłości: „Aby spełnić pierwszy warunek, każdy uczeń musi czuć się najmniejszym spośród wszystkich przyjaciół. Wtedy może przyjąć ocenę wzniosłości tego, kto jest wielki”.
Widzimy więc, że każdy z uczniów powinien uważać się za najmniejszego. Trzeba to robić na poziomie „ponad wiedzę” i to nazywa się „uczyń sobie rawa”. To znaczy, że każdy członek grupy powinien uważać swoich przyjaciół za rawów, a siebie za ucznia. I to jest bardzo trudna praca.
Istnieje zasada, że wady drugiego są zawsze oczywiste, a własne – nie. A tutaj nagle mówi się, że należy cenić drugiego jako posiadającego dobre cechy, uznać za warte przyjęcia to, co mówi, i uczyć się z jego czynów. Ciało się na to nie zgadza. Słuchanie tego, co mówi inny człowiek, wymaga wysiłku ze strony ciała, a ono zawsze idzie linią najmniejszego oporu. Ciału łatwiej jest zlekceważyć słowa i działania drugiego, byleby nie wkładać wysiłku.
Dlatego właśnie nazywa się to „uczyń sobie rawa”, czyli aby przyjaciel stał się dla ciebie rawem, musisz to uczynić, bez oparcia w rozumie. Rozum się temu sprzeciwia, a czasem nawet mówi człowiekowi, że to on może być rawem, a jego przyjaciel uczniem. Dlatego mówi się „uczyń”, czyli bez udziału rozumu.
„I oceniaj każdego człowieka z dobrej strony” (zawsze szukaj usprawiedliwienia dla drugiego). Załóżmy, że człowiek już „zdobył przyjaciela”. Jak powinien się teraz zachowywać wobec innych ludzi? Na przykład, wybrał sobie kilku przyjaciół ze swojej synagogi, ale z innymi nie chce się przyjaźnić. Jak powinien się do nich odnosić, skoro nie są jego przyjaciółmi? To, że ich nie wybrał, świadczy o tym, że nie dostrzegł w nich dobrych cech, czyli ocenił ich niżej niż siebie.
Zatem jak człowiek powinien odnosić się do innych ludzi, których spotyka w synagodze, albo w ogóle – do wszystkich ludzi? O tym właśnie mówi Jehoszua ben Perachja: „I oceniaj każdego człowieka z dobrej strony”. Człowiek powinien oceniać wszystkich na korzyść. A to, że nie widzi w nich dobrych cech, to nie ich wina – to on sam nie ma jeszcze wystarczającej zdolności, by widzieć dobre strony drugich.
Człowiek widzi według właściwości swojej duszy. To jest prawda według jego poznania, ale nie według prawdy samej w sobie, niezależnej od poznających.
Każdy poznaje prawdę według własnego poznania. Prawda przybiera więc różne postacie dla poznających, a ich postrzeganie może się zmieniać wraz ze zmianą ich stanów.
Sama rzeczywistość prawdy nie zmienia jednak swojej istoty. Dlatego każdy może poznawać tę samą rzecz inaczej. Możliwe więc, że ogół jest całkowicie w porządku, a człowiek ze względu na swoje właściwości widzi inaczej.
Dlatego powiedziano: „Oceniaj każdego człowieka na korzyść”. Wszystkich poza swoimi przyjaciółmi także powinien oceniać na korzyść: w odniesieniu do samych siebie są oni usprawiedliwieni i nie należy wnosić zarzutów wobec ich postępowania. Jednak w odniesieniu do niego – do tego, czy może się od nich czegoś nauczyć – nie jest tak, ponieważ nie ma z nimi podobieństwa.
[1] To znaczy – zawsze znajdź dla niego usprawiedliwienie.
[2] Przyp. tłum. Słowo raw oznacza nauczyciela lub mistrza, a w aramejskim cytacie raw we-szalit – „wielki i panujący”. Na tym powiązaniu Rabasz opiera przejście od „uczyń sobie rawa” do odczucia wielkości Stwórcy.
[3] Przyp. tłum. Chawer (przyjaciel) i hitchabrut (łączenie się, więź) należą do tego samego kręgu słownego. Rabasz wykorzystuje ten związek, odczytując „zdobądź przyjaciela” jako zdobycie więzi ze Stwórcą. „Kupno” oznacza tutaj czyny oddające, nie transakcję pieniężną.
[4] Przyp. tłum. Rabasz odczytuje ten kawod Haszem le-amecha jako prośbę o „cześć Stwórcy” dla Jego ludu, czyli o jej odczuwanie. Podstawowe odczytanie modlitwy traktuje Haszem jako zwrot do Stwórcy: „Daj cześć, Stwórco, Twemu ludowi”. Różnica dotyczy związku słów, a nie zmiany liter.