Mówimy w slichot [modlitwach błagalnych o przebaczenie]: „Usłysz nasz głos, AWAJa, nasz Elohim, ulituj się i zmiłuj nad nami, i przyjmij z miłosierdziem oraz upodobaniem naszą modlitwę”. W tachanun w poniedziałki i czwartki mówimy: „Ulituj się nad nami, AWAJa, w swoim miłosierdziu i nie wydawaj nas w ręce okrutnych. Dlaczego narody mają mówić: gdzie jest ich Elohim? Usłysz nasz głos i okaż łaskę; nie porzucaj nas w rękach naszych wrogów, aby wymazali nasze imię. A mimo to Twojego imienia nie zapomnieliśmy. Prosimy, nie zapomnij nas”.

Trzeba zrozumieć ostatnie zdanie. Jego sens polega na tym, że prosimy Stwórcę, aby nam pomógł ze względu na to, że mówimy: „Ale mimo wszystko Imienia Twego nie zapomnieliśmy”. Jakie jest znaczenie i przyczyna tego, że mówimy, iż nie zapomnieliśmy Imienia Stwórcy, i na tej podstawie prosimy, by i On nas nie zapomniał?

Aby zrozumieć to, co powiedziano powyżej, trzeba wiedzieć, kim są te narody, które pytają: „Gdzie jest ich Elohim?”, stawiając pytanie niewiary – niech Miłosierny nas od tego zachowa. Trzeba także zrozumieć, co mamy na myśli, mówiąc Stwórcy: „I nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Kim są ci „okrutni”? Ponadto wynika z tego, że gdybyśmy nie byli wydani w ręce okrutnych na wygnaniu, gdyby nie było nam tak źle, to nie modlilibyśmy się o wybawienie z tego wygnania. Wyjaśnijmy sens tego z punktu widzenia duchowej pracy.

Urodziliśmy się po ograniczeniu i ukryciu. Ujawnione jest w nas tylko pragnienie otrzymywania dla własnej korzyści, które przekonuje nas, że warto pracować wyłącznie dla siebie. Ponieważ jesteśmy poddani własnej korzyści, jesteśmy oddaleni od Stwórcy. Jak wiadomo, bliskość i oddalenie odnoszą się do równości i różnicy właściwości.

Egoista jest oddzielony od Życia żyć i nie jest w stanie poczuć smaku Tory i przykazań. Tylko gdy człowiek wierzy, że wypełnia je dla Stwórcy, a nie dla własnej korzyści, tylko wtedy taki człowiek może zjednoczyć się z Tym, który daje Torę. Bo Stwórca jest Źródłem życia, i człowiek odczuwa smak życia. I wtedy Tora staje się dla niego Torą życia. Wtedy spełniają się słowa: „Bo On jest waszym życiem i długością waszych dni” [por. Tora, Dwarim, 30:20].

Ale gdy człowiek jest oddzielony od Stwórcy, odczuwa tylko ciemność. Nasi mędrcy powiedzieli: „Zawsze niechaj człowiek zajmuje się Torą i przykazaniami nawet lo liszma (nie dla niej samej), bo z lo liszma przyjdzie liszma (dla niej samej, czyli dla Stwórcy)”. Ale do tego potrzeba wielu warunków. Przede wszystkim człowiek musi mieć potrzebę zajmowania się Torą i przykazaniami dla niej samej, a nie dla własnej korzyści.

Człowiek myśli: „Co tracę, zajmując się lo liszma?”[1]. Dlatego musi stale pamiętać: „Powodem, dla którego uczę się liszma, nie jest otrzymanie materialnej ani duchowej nagrody. Powodem, dla którego uczę się lo liszma, jest zaś to, aby dzięki temu dostąpić stopnia liszma”. Wtedy rodzi się pytanie: „Czy mam wkładać wysiłek w coś, czego mi nie brakuje?”. Ciało przychodzi i mówi: „Co zyskam na tym, że chcesz pracować z zamiarem oddawania, nazywanym liszma? [Miałoby być tak], że jeśli włożę wysiłek w lo liszma, otrzymam ważną rzecz, nazywaną liszma”. W rzeczywistości jest odwrotnie: jeśli człowiek powie ciału „Zajmuj się Torą i przykazaniami lo liszma, ponieważ w ten sposób dojdziesz do liszma”, ciało z pewnością będzie przeszkadzać takiemu celowi. Dostarczy wielu wymówek, aby człowiek nie mógł wykonywać pracy lo liszma.

Możliwe, że stąd wynika, iż człowiekowi, który uczy się lo liszma, aby osiągnąć stan liszma, ciało przeszkadza i nie pozwala mu zajmować się nawet lo liszma, ponieważ boi się, że człowiek osiągnie swój cel. Istnieją ludzie, którzy nie uczą się z zamiarem osiągnięcia stanu liszma – to znaczy tacy, którzy zajmują się Torą i przykazaniami tylko dlatego, że Stwórca nakazał nam to robić, licząc na otrzymanie zapłaty za wykonanie tego nakazu w przyszłym świecie. Ci ludzie nie mają zamiaru podczas studiowania Tory, że uczą się po to, by wyjść spod władzy miłości do siebie, że należy zajmować się Torą i przykazaniami, aby oddawać. Wtedy okazuje się, że taki człowiek nie idzie przeciwko swojemu ciału, to znaczy przeciwko swojemu egoizmowi, i dlatego jego ciało nie bardzo się sprzeciwia wypełnianiu Tory i przykazań, ponieważ człowiek i tak pozostaje całkowicie pod władzą swojego ciała, to znaczy egoizmu.

Zupełnie inaczej wszystko dzieje się u człowieka, który zajmuje się Torą i przykazaniami z zamiarem osiągnięcia stanu liszma. Dla takiego człowieka trudno jest zajmować się nawet lo liszma, ponieważ jego ciało boi się, że ten człowiek całkowicie wyjdzie spod władzy egoizmu i zacznie wszystko robić w Imię Stwórcy, i wtedy nic nie pozostanie pod władzą ciała.

Okazuje się, że istnieje różnica w samym stanie lo liszma, i ta różnica polega na zamiarach, które ma człowiek podczas zajmowania się Torą i przykazaniami lo liszma. Jeżeli człowiek ma zamiar pozostać w tym stanie i nie iść dalej, aby ostatecznie osiągnąć stan liszma, wtedy łatwo mu zajmować się Torą, ponieważ nie ma prawdziwego sprzeciwu ze strony ciała.

Jeżeli zaś człowiek podczas studiowania Tory i przykazań lo liszma ma zamiar osiągnąć stan liszma, to przez to idzie przeciwko pragnieniu ciała. I chociaż nadal znajduje się w stanie lo liszma, ale ponieważ jego celem jest osiągnięcie stanu liszma, to jego ciało sprzeciwia się i szkodzi każdej najmniejszej próbie człowieka posunięcia się w tym kierunku.

Dlatego ludzie, którzy nie mają celu osiągnąć stanu liszma, kiedy słyszą o istnieniu przeszkód i trudności u ludzi, którzy dążą do osiągnięcia stanu liszma, śmieją się z nich i mówią, że ich nie rozumieją. Nie rozumieją oni, jak to możliwe, że ludzie, idący drogą ku liszma, każdą drobną rzecz traktują jak wysoką górę, i że najmniejsze posunięcie naprzód wymaga u nich ogromnych wysiłków. Ludzie, którzy nie mają celu osiągnąć stanu liszma, nie rozumieją ich i mówią: „Spójrzcie na siebie i na swoją drogę, spójrzcie, jak bardzo jest ona nieudana. A my, z Bożą pomocą, uczymy się i modlimy, i nie ma nad nami żadnej władzy ze strony ciała, która mogłaby nam przeszkodzić w zajmowaniu się Torą i przykazaniami. Na waszej zaś drodze, jak sami mówicie, wykonanie nawet najmniejszej rzeczy jest jak zdobycie wysokiej góry”.

Można to porównać do słów naszych mędrców (Suka, 52a): „W przyszłości Święty, błogosławiony On, przyprowadzi zły początek i zarżnie go przed sprawiedliwymi oraz przed grzesznikami. Sprawiedliwym wyda się on wysoką górą, a grzesznikom cienkim włosem”. Choć tam mowa o przyszłości, możemy zaczerpnąć stamtąd przykład: ci, którzy zamierzają dojść do liszma, są we właściwości „sprawiedliwych”, ponieważ chcą stać się sprawiedliwymi, czyli mieć cały zamiar tylko dla Stwórcy. U nich zły początek liczy się jak wysoka góra. Ci zaś, którzy nie mają celu dojścia do liszma, czyli wyjścia z miłości do siebie, są we właściwości „grzesznika”, ponieważ pozostaje u nich zło nazywane „otrzymywaniem z zamiarem otrzymywania”. Sami mówią, że nie chcą wyjść z miłości do siebie. U nich zły początek wydaje się cienkim włosem.

Podobne jest opowiadanie o Rabbim Bunimie, błogosławionej pamięci, którego zapytano w mieście Dancig, w Niemczech: „Dlaczego jehudim w Polsce są kłamcami i chodzą w brudnych ubraniach, natomiast jehudim w Niemczech są prawdomówni i chodzą w czystych ubraniach?”. Rabbi Bunim odpowiedział, przywołując słowa Rabbiego Pinchasa ben Jaira: „Tora prowadzi do ostrożności, czystość prowadzi do powściągliwości, bojaźń grzechu prowadzi do świętości” [Awoda Zara, 20b][2]. Gdy mieszkańcy Niemiec zaczęli zajmować się czystością, zły początek przyszedł i powiedział: „Nie pozwolę wam zajmować się czystością, ponieważ prowadzi ona do dalszych rzeczy, aż do świętości. Chcecie więc, abym pozwolił wam dojść do świętości? Tak nie będzie”. Co mogli zrobić, skoro pragnęli czystości? Obiecali mu, że jeśli przestanie przeszkadzać w pracy czystości, nie pójdą dalej. Nie musi się bać, że dojdą do świętości, ponieważ są ludźmi prawdomównymi. Dlatego mieszkańcy Niemiec chodzą w czystości: zły początek im nie przeszkadza.

Kiedy zły początek zobaczył, że mieszkańcy Polski zajmują się czystością, także przyszedł im przeszkadzać, ponieważ doszliby do świętości, czemu się sprzeciwia. Powiedzieli mu: „Nie pójdziemy dalej”. Co jednak zrobili? Gdy od nich odszedł, szli dalej, aż doszli do świętości. Kiedy zły początek zobaczył, że są kłamcami, natychmiast zaczął z nimi walczyć już na etapie czystości. Dlatego mieszkańcom Polski, ponieważ są kłamcami, trudno chodzić w czystości.

Tak samo należy rozumieć tych, którzy zajmują się lo liszma i mówią: „Nasi mędrcy obiecali nam, że z lo liszma dochodzi się do liszma. Nie musimy więc mnożyć wysiłków, aby dojść do liszma: ostatecznie zaszczyt nadejdzie. Nie zajmujemy się zatem poglądem, że trzeba stale pamiętać, iż cała nasza praca w Torze i przykazaniach ma doprowadzić do działania dla Stwórcy i że to jest nagroda, której oczekujemy. Będziemy zajmować się lo liszma, a zaszczyt w końcu nadejdzie, jak obiecali mędrcy”. Dlatego zły początek nie przeszkadza im w lo liszma: widzi, że wcale nie tęsknią do liszma, jak w opowiadaniu o Rabbim Bunimie, błogosławionej pamięci.

Zupełnie inaczej dzieje się u ludzi, którzy pragną osiągnąć liszma. Zły początek widzi, że zajmują się lo liszma dlatego, że nie ma innej rady i muszą od tego zacząć, jak powiedzieli nasi mędrcy: od lo liszma dochodzi się do liszma. Siedzą więc i wyczekują: „Kiedy już dojdę do liszma?”. Gdy zły początek widzi, że starają się osiągnąć liszma dzięki sgula lo liszma, natychmiast przychodzi do nich i podejmuje wszelkie działania, aby im przeszkodzić i nie dopuścić, by osiągnęli liszma. Ze strachu, ponieważ starają się dojść do liszma, nie pozwala im wykonać nawet drobnej czynności lo liszma, jak wspomniano w odpowiedzi Rabbiego Bunima.

Wynika z tego, że również w lo liszma są dwa rozróżnienia. Pierwsze – gdy celem lo liszma jest osiągnięcie liszma. Człowiek stale sprawdza siebie: czy w swojej pracy zrobił już jakiś krok, czy zbliżył się do liszma. Gdy widzi, że nie poruszył się nawet o włos, cierpi z tego powodu i uważa się za kogoś, kto jeszcze w ogóle nie rozpoczął pracy dla Stwórcy. Jego miarą w Torze i przykazaniach jest bowiem to, w jakim stopniu potrafił mieć intencję dla Stwórcy. Dlatego gdy widzi, że nawet w drobnej rzeczy nie potrafi mieć intencji liszma, czuje, jakby nie wykonał jeszcze żadnego działania w pracy dla Stwórcy. Uważa się za puste kli, które do niczego się nie nadaje. Wtedy zaczyna myśleć: co będzie z jego celem? Dni mijają, a on nie może wydostać się ze stanu, w którym się znajduje. Całe jego pragnienie zwraca się wyłącznie ku miłości do siebie.

A co gorsza, każdego dnia, zamiast patrzeć na rzeczy przeszkadzające mu w pracy jak na coś nieistotnego, widzi je jako „wysoką górę”. Stale widzi przed sobą wielką zaporę, której nie potrafi pokonać.

O takich stanach, które nazywane są achoraim – tylną stroną, powiedział mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, że właśnie w nich człowiek się posuwa naprzód. Jednak człowiekowi nie dane jest tego zobaczyć, ponieważ w przeciwnym razie byłby to już poziom panim – oblicza. Ponieważ kiedy człowiek widzi, że się posuwa naprzód, wtedy słabnie jego siła modlitwy, bo widzi, że nie jest tak źle, że mimo wszystko się porusza, choćby małymi krokami, choćby powoli, ale jednak idzie we właściwym kierunku.

Natomiast gdy człowiek widzi, że idzie wstecz (achora), wtedy jego modlitwa wyrywa się z głębi serca, proporcjonalnie do cierpienia, jakie odczuwa w tym złym stanie. I teraz można zrozumieć to, co mówimy w modlitwie Tachanun: „Zlituj się nad nami, AWAJa, według Twojego miłosierdzia i nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Kim więc są ci „okrutni”?

Należy pamiętać, że gdy mówimy o wewnętrznej pracy danego człowieka, wtedy trzeba rozpatrywać tego człowieka jako całość, która obejmuje w sobie także właściwości „narodów świata”. To znaczy, że są mu właściwe namiętności i poglądy narodów świata i że znajduje się on na wygnaniu pod władzą tych namiętności i pojęć, które znajdują się w nim samym. I to nazywa się „ręce okrutnych”. I dlatego prosimy Stwórcę: „Nie oddaj nas w ręce okrutnych”. Okrutnym w świecie materialnym nazywa się tego, kto zadaje człowiekowi cierpienie bez jakiegokolwiek miłosierdzia i nie obchodzi go, że sprawia drugiemu ból.

Podobnie jest w pracy dla Stwórcy. Kiedy człowiek chce przyjąć na siebie brzemię królestwa niebios, przychodzą poglądy „narodów świata”, które są w nim, i dręczą go złą mową, którą od nich słyszy. Musi z nimi walczyć. Są jednak silniejsze od niego, więc ulega im i musi słuchać ich głosu. Powoduje to ból i cierpienie.

Jak napisano: „I jęczeli synowie Israela z powodu pracy, i zawołali, a ich wołanie z powodu pracy wzniosło się do Elohim. I usłyszał Elohim ich jęki” (Tora, Szemot, 2:23–24). Widzimy więc, że cierpienia, których człowiek doznaje od złego początku, są przyczyną tego, że pojawia się dla niego miejsce na modlitwę.

Zgodnie z powiedzianym wynika, że właśnie podczas walki ze złym początkiem, kiedy człowiek myśli, że nie może się posuwać naprzód, właśnie wtedy pojawia się u niego możliwość poruszania się do przodu. Mój ojciec i nauczyciel, Baal Sulam, mówił, że człowiek nawet nie jest w stanie ocenić ważności czasu poważnego kontaktu ze Stwórcą.

Okazuje się, że człowiek czuje się w rękach okrutnych, a „narody świata”, które są w nim, nie mają dla niego żadnego miłosierdzia. Ich główne okrucieństwo polega na tym, że pytają go, jak napisano: „Dlaczego miałyby mówić narody: Gdzie jest ich Elohim?”. To pytanie niewiary: chcą wymazać z niego imię Israel, jak napisano: „Nie zostawiaj nas w rękach naszych wrogów, aby wymazali nasze imię”. Głównym ich pragnieniem jest więc wykorzenienie wiary Israela w Stwórcę. Takimi zarzutami oddzielają człowieka od Stwórcy, przez co nie potrafi się z Nim połączyć, przylgnąć do Życia żyć i poczuć smaku życia duchowego.

Dlatego mówi, że choć każdego dnia słyszy ich ducha niewiary, jak napisano: „Dlaczego miałyby mówić narody: Gdzie jest ich Elohim?”, to jednak „Imienia Twego nie zapomnieliśmy” – jeszcze pamiętam adres, pod który mam się zwrócić. To znaczy: choć pozostało w nas tylko imię Stwórcy, a nie to, co zawiera się w tym imieniu. Sprawiają bowiem, że pozostaje nam suche imię, bez żadnego smaku. Mimo to przynajmniej „Imienia Twego nie zapomnieliśmy”. Dlatego prosimy: „Prosimy, nie zapomnij o nas” – aby dał nam siłę zbliżenia się do Niego, byśmy mogli osiągnąć to, co zawiera się w świętym imieniu.


[1] Przyp. tłum. W tym akapicie hebrajska kopia najpierw mówi o uczeniu się liszma bez oczekiwania nagrody, a następnie o uczeniu się lo liszma jako drodze do liszma. Zachowano to rozróżnienie; składnia przejścia między pytaniem a przypomnieniem celu jest w źródle skrótowa.

[2] Przyp. tłum. W hebrajskiej kopii artykułu podano 21b; przytoczone słowa znajdują się w Awoda Zara, 20b. Autor przytacza wybrane ogniwa dłuższego wyliczenia.